yasemin
18.01.09, 19:19
Wydaje mi się, że w dzieciństwie otrzymałam za mało miłości, głównie
od matki, chociaż ta trwa w przekonaniu, że miałam wszystko. Tata
był w porządku, często mnie brał na kolana, przytulał, bawił się ze
mną, poza tym, gdy byłam mała, przeważnie opiekowały się mną babcia
i ciocia (zamiast przedszkola), ponieważ rodzice długo pracowali- i
właściwie to u babci było mi dużo lepiej niż w domu- czułam się
bezpieczniej, miałam więcej swobody i nikt mnie nie bił, podczas
kiedy od mamy nierzadko otrzymywałam bolesne klapsy... I kiedy
poszłam do szkoły i wróciłam już na stałe do domu, do rodziców, te
klapsy powtarzały się częściej. W szkole często czułam się
niekceptowana, ponieważ byłam dzieckiem trudnym i niegrzecznym.
Ciągle skargi, nagany przy wszystkich dzieciach, uwagi... Inne
dzieci w szkole, na wakacjach czy na podwórku też mnie często
odrzucały, o czym już kiedyś pisałam- częściowo dlatego, że
byłam "inna"- bardziej rozwinięta intelekualnie(humanistycznie)
twórcza, oryginalna- a jednocześnie niedostosowana społecznie, nie
wiedziałam, co robić, żeby się zakolegować z innymi, nie potrafiłam,
chociaż chciałam, i bardzo mnie bolało, gdy dzieci się ze mnie
śmiały lub były nieprzyjemne i okrutne.
Na szczęście trochę się później ukształtowałam, zyskałam trochę
znajomych, wśród których czułam się akceptowana, spotkałam na swojej
drodze trochę dobrych nauczycieli, psychologów, pedagogów, którzy
okazali mi więcej serca i zrozumienia, niż otrzymywałam wcześniej.
Ale czasem wydaje mi się, że to trochę mało... Nigdy też jeszcze nie
zaznałam miłości w związku z mężczyzną, a tak bardzo jej pragnę.
Przeważnie zakochuję się nieszczęśliwie. Albo zdarza się na odwrót-
koło mnie kręci się jakiś facet, ja nie czuję do niego nic lub może
tylko sympatię, przyjaźń, jakieś zauroczenie, ale nie zakochanie- a
mimo to jestem z nim, bo nie wytrzymam bez miłości, bo nie chcę być
samotna. Teraz akurat jest tak, że zakochałam się w pewnym facecie,
z jego strony nie widać tego samego uczucia, ale lubi mnie i na
razie się kolegujemy. Bardzo chciałabym, aby mnie pokochał- i boję
się, że ta moja silna potrzeba miłości może zniszczyć to, co między
nami się tworzy, a uważam, że jest piękne.
Tak bym chciała, żeby ktoś mnie wreszcie przytulił, pocałował... ale
wiem, że na to trzeba cierpliwie poczekać, że nie można się
narzucać. Czytałam też, że nikt nigdy nie pokocha mnie już
bardziej, niż pokochali mnie rodzice. A oni już teraz chyba niewiele
mogą mi dać- wprawdzie mieszkam z nimi, ale czuję się samotna z
moimi problemami.
Co ma więc zrobić taka osoba jak ja? Jak poczuć się kochaną, tak, by
zamiast się narzucać, umieć cierpliwie poczekać na miłość od drugiej
osoby, albo pogodzić się, że pozostanie już tylko przyjaźń ? Jak
uleczyć rany z dzieciństwa, tak, by nie oczekiwać, że ktoś mnie
pokocha większą miłością niż otrzymałam- i umieć również kochać tę
osobę?
Czy możecie polecić jakieś dobre książki?