Gość: mąż
IP: *.dip.t-dialin.net
12.11.03, 10:59
Po kilkunastu latach małżeństwa,znalezliśmy się w kryzysie.
Zabiegany o utrzymanie rodziny nie zwróciłem uwagi, że małżonka wymyka mi się
poszukuje czegoś ożywczego.
I tak trwało niemal rok.Zlekceważyłem objawy kryzysu - częste wychodzenia z
domu, bo myślałem, że tak będzie lepiej- pobraliśmy się wcześnie, nie
zdążyła się wyszumieć, więc pomyślałem, że te spotkanie z koleżankami trochę
ją odstresują i uzdrowi to atmosferę.
Tymczasem przyplątała się bliższa znajomość z obcym mężczyzną. Niby nic
takiego, po początkowej głębszej fascynacji,przerodziło się to w spotkania i
rozmowy. Ona twierdzi, że to było przypadkowe a on dał jej dużo ciepła.
Trwało to jednak niemal rok. Były chwile, że zona chciała się z tego
wycofać, ale dalej się to toczyło.
Po wykryciu romansu, żona zerwała wszelkie kontakty i trwa to dość długo.
Nie wiem co robić. Niby jest dobrze, ona nie szuka nigdzie wrażeń, twierdzi
że teraz jest jej ze mną dobrze. Istotnie, ja zmieniłem swoje postępowanie.
Jest jednak w sercu zadra i niewiara, że przez rok nic się nie przytrafiło,
poza momentem głębszej fascynacji.Zona twierdzi, że to był wielki błąd, ale
czuła się taka samotna.On dziś nic nie znaczy dla niej, zwłaszcza, że w
wielu sprawach ją oszukał, jak się okazało (te wielkie zapewnienia o
miłości,przedstawianie się jako człowiek pochodzący z bogatej rodziny,itp.
bzdety, które są niestety skuteczne, gdy rozum kobiety zawodzi)a poza tym
miał niską pozycję społeczną.
I tak oto żyję z niewiarę w szczerość żony, że może znowu nastąpić jakieś
podobne wydarzenie, a w ogóle straciłem wiarę w ludzi, bo jeśli najbliższy
człowiek potrafił w tajemnicy przez niemal rok żyć niejako poza
małżeństwem...???
Pytałem się i pytam żony na co liczyła, spotykając się z tym człowiekiem
poza moją wiedzą. Przecież nawet najbardziej łatwowierny mąż wreszcie coś
odkryje. Ona mówi, że on nie chciał zrezygnować, gdy ona poczuła, że zmierza
to w niedobrym kierunku i chciała przerwania kontaktów (faktem jest, że
wydzwaniał jak szalony i groził, gdy żona chciała to skończyć, więc podjęła
kontakty na nowo z nadzieją, że zostaną przyjaciółmi a on z czasem zapomni).
Jakoś trudno mi się z tym pozbierać i wierzyć, że tak to mogło w istocie
wyglądać. Jednoczenie dręczy mnie pytanie, czy nasz związek może
przekształcić się w związek prawdziwy, dwojga rozumiejących się, szanujących
i kochających osób, czego doświadczam od paru miesięcy, czy też żyję
złudzeniami i w przyszłości nastąpi taki kryzys, że będziemy żałować,że
spróbowaliśmy to odbudować.
Może odezwą się Ci,którzy doświadczyli podobnej sytuacji i coś podpowiedzą.
Dziękuję z góry.