kryzys, co robić?

IP: *.dip.t-dialin.net 12.11.03, 10:59
Po kilkunastu latach małżeństwa,znalezliśmy się w kryzysie.
Zabiegany o utrzymanie rodziny nie zwróciłem uwagi, że małżonka wymyka mi się
poszukuje czegoś ożywczego.
I tak trwało niemal rok.Zlekceważyłem objawy kryzysu - częste wychodzenia z
domu, bo myślałem, że tak będzie lepiej- pobraliśmy się wcześnie, nie
zdążyła się wyszumieć, więc pomyślałem, że te spotkanie z koleżankami trochę
ją odstresują i uzdrowi to atmosferę.
Tymczasem przyplątała się bliższa znajomość z obcym mężczyzną. Niby nic
takiego, po początkowej głębszej fascynacji,przerodziło się to w spotkania i
rozmowy. Ona twierdzi, że to było przypadkowe a on dał jej dużo ciepła.
Trwało to jednak niemal rok. Były chwile, że zona chciała się z tego
wycofać, ale dalej się to toczyło.
Po wykryciu romansu, żona zerwała wszelkie kontakty i trwa to dość długo.
Nie wiem co robić. Niby jest dobrze, ona nie szuka nigdzie wrażeń, twierdzi
że teraz jest jej ze mną dobrze. Istotnie, ja zmieniłem swoje postępowanie.
Jest jednak w sercu zadra i niewiara, że przez rok nic się nie przytrafiło,
poza momentem głębszej fascynacji.Zona twierdzi, że to był wielki błąd, ale
czuła się taka samotna.On dziś nic nie znaczy dla niej, zwłaszcza, że w
wielu sprawach ją oszukał, jak się okazało (te wielkie zapewnienia o
miłości,przedstawianie się jako człowiek pochodzący z bogatej rodziny,itp.
bzdety, które są niestety skuteczne, gdy rozum kobiety zawodzi)a poza tym
miał niską pozycję społeczną.
I tak oto żyję z niewiarę w szczerość żony, że może znowu nastąpić jakieś
podobne wydarzenie, a w ogóle straciłem wiarę w ludzi, bo jeśli najbliższy
człowiek potrafił w tajemnicy przez niemal rok żyć niejako poza
małżeństwem...???
Pytałem się i pytam żony na co liczyła, spotykając się z tym człowiekiem
poza moją wiedzą. Przecież nawet najbardziej łatwowierny mąż wreszcie coś
odkryje. Ona mówi, że on nie chciał zrezygnować, gdy ona poczuła, że zmierza
to w niedobrym kierunku i chciała przerwania kontaktów (faktem jest, że
wydzwaniał jak szalony i groził, gdy żona chciała to skończyć, więc podjęła
kontakty na nowo z nadzieją, że zostaną przyjaciółmi a on z czasem zapomni).
Jakoś trudno mi się z tym pozbierać i wierzyć, że tak to mogło w istocie
wyglądać. Jednoczenie dręczy mnie pytanie, czy nasz związek może
przekształcić się w związek prawdziwy, dwojga rozumiejących się, szanujących
i kochających osób, czego doświadczam od paru miesięcy, czy też żyję
złudzeniami i w przyszłości nastąpi taki kryzys, że będziemy żałować,że
spróbowaliśmy to odbudować.
Może odezwą się Ci,którzy doświadczyli podobnej sytuacji i coś podpowiedzą.
Dziękuję z góry.
    • Gość: Rowena Re: kryzys, co robić? IP: *.nd.e / *.e-wro.net 12.11.03, 14:35
      Moim zdaniem nie powinieneś cały czas o tym myslec i rozpatrywac tego wciąż od
      nowa. Robisz krzywdę przede wszystkim sobie. Troche się usprawidliwiasz tym
      zabieganiem o utrzymanie rodziny. Ale rozumiem. Trochę tez rozumiem Twoją żonę.
      Kobiety naprawdę potrzebują uwagi, czułości i SŁÓW. Zapytaj ją co lubi i od
      czasu do czasu zrób niespodziankę. Super, jeżeli możez liczyć na to samo z jej
      strony. Myślę, że się kochacie, skoro do tej pory dotrwaliście. Dlatego nie
      męcz siebie i jej ciągłymi podejrzeniami. Wiem, że trudno zaufać od nowa,
      czasem to wręcz niemożliwe. Ale dla własnego spokoju i zdrowia nie męcz się tym.
      Zacznij od małych przyjemności, zobaczysz jaką sprawisz radość jej i sobie.
      dkurz stare zwyczaje, które lubiliście i trochę się nawzajem pouwodźcie.
      Jeszcze jedno: miłość jest jak ogródek. Trzeba go pielęgnować cały rok, żeby
      zebrać plony latem czy jesienią.
      Życzę powodzenia!
    • Gość: Imagine Re: kryzys, co robić? IP: *.unl.edu 12.11.03, 15:42
      wyglada mi na to mezu, ze kochacie siebie wiecej niz swoja zone. wiem, wiem,
      wiem, zaprzeczysz mi. twoim, choc skrywanym skrzetnie, ego az kapie. to nie
      kobietom czasami brakuje rozumu, tylko nam. masz mala wiedze na temat czego
      kobieta naprawde potrzebuje. uwiles sobie gniazdko, ktore nagle okazalo sie
      cmentarzem. wiem, ze nie wszystko nam mowisz. zreszta, nie musisz. nie
      oskarzyles jej, ale siebie, przynajmniej w moich oczach.
      Imagine.
      • Gość: mąż Re: kryzys, co robić? IP: *.dip.t-dialin.net 12.11.03, 18:28
        Imagine,
        czy uważasz, że zasłużyłem sobie na to?
        Owszem, czuję się bardzo skrzywdzony.Ja nie zdradzałem żony i miałem do niej
        100% zaufanie.Stąd też pozwalałem na popołudniowe wyjścia i częste powroty o
        północy. Niby w większości przypadków były to spotkania z przyjaciółkami, ale
        jednak znalazł się czas dla obcego mężczyzny. Dopiero jak to zaczęło mnie
        denerwować i poczułem, że chyba jednak kobieta powracająca póznym wieczorem
        może obracać się w męskim towarzystwie, coś we mnie pękło, powiedziałem o tym
        żonie.
        Zona po moich podejrzeniach starała się zerwać te kontakty, bo jak mi
        powiedziała, wtedy przestraszyła się i zrozumiała, że przez to może rozlecieć
        się małżeństwo. Bała się zresztą powiedzieć mi o jego wcześniejszych
        szantażach i liczyła, że to jakoś samo się rozwiąże. Nie rozumiem takiej
        infantylności. Facet na prawdę był nią owładnięty (to nie Europejczyk)i nie
        wierzę, żeby tak łatwo odpuścił. Dzwonił w tajemnicy codziennie, ale ona też
        podtrzymywała ten kontakt.
        Nie wiem, ale jeśli ktoś codziennie utrzymuje kontakt telefoniczny i od czasu
        do czasu spotyka się, to czy mogę wierzyć, że to był błahy związek?
        Rozumiem, że on był natrętny, ale druga strona musi prowokować.
        Z drugiej strony te kontakty po wykryciu ustały całkowicie. Ale mam wrażenie,
        że żona darzyła go jakimś uczuciem. Czy może istnieć tak długotrwała przyjazń
        kobiety z mężczyzną bez seksu?
        To trudna i zawikłana historia, bo z mojego punktu widzenia, to chyba
        niemożliwe, choć żona zaklina się, że tak właśnie było. Zrozum mnie,
        mężczyznę, który nagle stwierdza, że jego zona w tajemnicy spotykała się z
        kimś innym i trwało to tak długo. Z drugiej strony zawsze wracała na noc i w
        domu wszystko funkcjonowało. I zrozum tu kobiecą logikę.
        • Gość: gf Re: kryzys, co robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 18:38
          > Stąd też pozwalałem na popołudniowe wyjścia

          co to znaczy "pozwalałem"?

          i co to znaczy:
          > Bała się zresztą powiedzieć mi

          Fajnie. Boi się być z Toba szczera, a Ty jej "pozwlasz".
          Ekstra po prostu.

          Tak, może istnieć wieloletnia pryjaźń damsko-męsko bez seksu, owszem.

          Ty się lepiej zastanów, dalczego ona nie jest z Toba szczera, a nie czy z nim
          spała. Nad sobą pomyśl.

          pozdrawiam :)
        • Gość: Imagine Re: kryzys, co robić? IP: *.unl.edu 12.11.03, 18:51
          mezu, zasluzyles sobie na to. nic nie dzieje sie bez przyczyny. pisales w
          pierwszym poscie, ze zona chciala jakiejs odmiany czy ciepla czy cos w tym
          stylu. wiec wiesz, czego chciala i pytam sie ciebie: czy jej to dales, czy tylko
          ci sie wydaje, ze cos dajesz ? pytasz sie, tym razem w tym poscie, czy jest
          mozliwa dlugotrwala znajomosc bez seksu ? no wlasnie, czy aby nie jest to
          pytanie troche przekretnie skierowane w strone Nieeuropejczyka. Co z Toba ?
          Co z twoim seksem ?
          Imagine.
          • Gość: ewa Re: kryzys, co robić? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.03, 19:08
            Nie czlowieku!!! nie jest mozliwa taka przyjazn i z pewnoscia Twoja zona
            zdradzala Cie fizycznie , takie bajki sa bardzo fajne i tak latwo nimi
            bajerowac, jakos dziwnie wszyscy sie tylko spotykaja , gadaja , daja wzajemne
            cieplo itp i nikt nie zdradza , to kto zdradza i kiedy???
            Juz te durnoty wmawiane swoim wspolmalzonkom tak mnie wkurzaja ze az strach.
            I co myslisz ze ten "nieeuropejczyk" z patrzenia w oczy tak szalal za Twoja
            zona, zastanow sie jak dorosly facet a nie dzieciak.

            Inna kwestia jest podejscie do tematu, bo zdrada zawsze sie moze zdarzyc i jest
            najlepszym testem zwiazku, jego trwalosci , uczuc jakie sa miedzy dwojgiem
            ludzi, pokazuje czy ktos jest posiadaczem swojej wlasnosci czy tez kieruja nim
            prawdziwe uczucia.
            Jesli kochasz i kochales swoja zone zawsze to teraz masz okazje to udowodnic a
            jesli nie to masz powod dla ktorego ona to robila.
            • Gość: gf Ewa, ale Ty jesteś mądra... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 19:46
              Czy z faktu, ze Ty nie jesteś wstanie nad libido panować, wynika, że jego żona
              też???

              • Gość: ewa Re: Ewa, ale Ty jesteś mądra... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.03, 22:08
                A czy ja gdzies napisalam ze nie jestem w stanie panowac nad swoim libido???
                Nie przypominam sobie takiej wypowiedzi.
                Jesli dobrze czytasz to jego zonie nie chodzilo o przyjazn damsko-meska, a o
                zaspokojenie swoich potrzeb niestety nie w sferze przyjazni.
                A gdy dwoje doroslych osob spotyka sie przez rok to chyba nie patrza sobie w
                oczy do 12.00 w nocy!!!
                Czasem lepiej pogodzic sie z najgorszym niz zyc zludzeniami lub rozterkami
                typu "zrobila to czy nie zrobila", jesli czlowiek pogodzi sie z najgorszym to
                tak jakby odbil sie od dna i wtedy mozna zaczac wszystko od poczatku.
                pozdrawiam

                • jmx Re: Ewa, ale Ty jesteś mądra... 13.11.03, 01:54
                  Gość portalu: ewa napisał(a):

                  > A czy ja gdzies napisalam ze nie jestem w stanie panowac nad swoim libido???
                  > Nie przypominam sobie takiej wypowiedzi.
                  > Jesli dobrze czytasz to jego zonie nie chodzilo o przyjazn damsko-meska, a o
                  > zaspokojenie swoich potrzeb niestety nie w sferze przyjazni.

                  A ja mam całkiem inne spostrzeżenia na temat jego żony.
                  Seks miała z mężem. A gdzie reszta? Gdzie rozmowy, jakieś zainteresowanie męża
                  żoną? Co to za mąż, któremu strach powiedzieć o szantażu(!)? Skoro ten facet
                  taki był i to "nieeuropejczyk" to mógł jej krzywdę zrobić. Ale widać mąż był
                  groźniejszy.... Ech, szkoda gadać :-/.
                • Gość: mąż do Ewy Re: Ewa, ale Ty jesteś mądra... IP: *.dip.t-dialin.net 13.11.03, 09:14
                  Ewo, to nie tak.Jasne, że nie mam gwarancji, że do niczego nie doszło w sensie
                  seksu. Ale widzisz, seks nie był u nas problemem.Wręcz odwrotnie.To żona
                  zarzucała mi,że jedyne o co mi chodzi w małżeństwie to seks.Zarzucała mi
                  właśnie brak komunikacji i zainteresowania z mojej strony.Często płakała z
                  tego powodu.A ja właśnie nie doceniałem tej sfery życia. Wydawało mi się, że
                  forsa i brak skoków na bok z mojej strony, to wystarcza dla funkcjonowania
                  małżeństwa. A tymczasem, żona nie pracująca, odczuwała potrzebę kontaktu
                  psychicznego i teraz po niewczasie, to zrozumiałem. Ostrzegała mnie w pewnym
                  momencie, że nie wytrzyma tego i pójdzie za pierwszym lepszym, który da jej
                  trochę serca.Trafiła fatalnie, z przypadku zresztą, bo nikogo nie szukała, na
                  faceta o innej kulturze, który okazał się cwanym lisem i niezwykle namolnym,
                  bo kto normalny wydzwania codziennie a jak się chce go zostawić, grozi,
                  zasypuje telefonami?
                  Nie myślę więc, że to seks. On mógł się przytrafić, ale to nie był motor
                  działania.W zdecydowanej większości przypadków wyjścia były z koleżankami.
                  Inaczej, sam bym szybko się domyślił.Pytasz dlaczego on tak szalał i
                  odpowiadasz sobie, że chodziło o seks. Otóż on jest kawalerem o ciemnej
                  karnacji i nigdy nie przytrafiła mu się ładna kobieta, na dodatek blondynka.
                  To mu imponowało. Ja z nim rozmawiałem i okazało się, że był zwykły tchórz, na
                  dodatek nieatrakcyjny fizycznie.Kontakty się urwały, tylko on z przczajki
                  próbował jeszcze dzwonić.Jeśli kobieta urywa takie kontakty gwałtownie i
                  cieszy się, że teraz potrafimy rozmawiać, że jestem inny i nie szuka wrażeń
                  poza mieszkaniem, to czy myślisz, że gdyby była nim całkowicie owładnięta i
                  robili by te rzeczy, to tak by się to skończyło? Zresztą ludzie tamtego
                  pochodzenia gdy posiądą kobietę, traktują ją jak własność i podejrzewam, że
                  miałbym duże problemy. Jasne, że są wyjątki.
                  Zona mówiła mi, że to była niejako odskocznia od naszego szarego życia
                  emocjonalnego, ale jednocześnie błąd z jej strony. Dlaczego mi nie powiedziała
                  o tym związku i jego pozniejszych szantażach? Bo my rzadko rozmawialiśmy długo
                  i poważnie. To się nazywa brak komunikacji. Miałem pretensje o wiele
                  mniejsze "uchybienia", typu "zbity talerz", więc co tu mówić o takiej sprawie.
                  Czy w takiej sytuacji nadal uważasz, że motorem działania mojej połowicy był
                  seks? Dlaczego nie zdarzyło się jej nie wrócić na noc, lub zaniedbać obowiązki
                  domowe? Np. zawsze przygotowany był obiad a nawet śniadanie dla mnie choć o to
                  nie prosiłem.
        • Gość: Rak Re: kryzys, co robić? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.03, 20:47
          Gość portalu: mąż napisał(a):


          > I zrozum tu kobiecą logikę.

          Być może dlatego, ze masz kłopoty ze zrozumieniem kobiecej logiki doszło do
          takiej sytuacji. I jeżeli nie bedziesz starał się zgłębić tajemnic tej logoki -
          nic nie zmieni się. I nie wypowiadaj się tak lekceważąco o kobiecej logice. Ona
          jest po prostu INNA, nie GORSZA.
          • klara16 Re: kryzys, co robić? 12.11.03, 21:37
            Witam
            No ja nie rozumiem takiej gatki
            ze zona potrzebowala ciepla
            a maz to co nie potrzebuje ciepla?
            pozdrawiam
            • malvvina Re: kryzys, co robić? 12.11.03, 21:56
              o jakie gatki chodzi ?

              zaintrygowana M.
    • Gość: taka jedna Re: kryzys, co robić? IP: *.is.pl / 10.1.16.* 13.11.03, 00:42
      Ta Twoja opowiesc, to opowiesc o moim malzenstwie. Tylko, ze to moj maz
      zdradzil bo brakowalo mu... No wlasnie nie wiem czego, bo nie potrafil mi
      tego powiedziec. Tez przez rok "rozmawial" i "przyjaznil sie". Jak sie wydalo,
      to stchorzyl i szybko wrocil z podkulonym ogonem. Dzis bardzo tego zaluje , ze
      nie poszedl w "sina dal". Mecze sie z nim i nic juz nie jest jak bylo. Diabli
      wzieli milosc, przyjazn i zaufanie. Nawet odgrzewane kotlety nie sa dobre a co
      dopiero malzenstwo. Daj spokoj sobie i jej .
      • Gość: mąż Re: do takiej jednej IP: *.dip.t-dialin.net 13.11.03, 09:42
        Czy Twój mąż po wykryciu romansu opowiedział Ci co właściwie się przytrafiło?
        Moja żona tak, tak przynajmniej myślę. Nie wiedziałem bowiem zupełnie co i
        kiedy mogło się wydarzyć. Nie miałem żadnego punktu zaczepienia. Tymczasem
        zdobyła się na wynurzenia bardzo głębokie i fakty, które znalazły potem
        pokrycie u osób postronnych i w bilingach.Była tym bardzo zażenowana i ciężko
        jej było o tym mówić. Zupełnie jakby mówiła o czymś, co było koszmarem i nie
        chciała sobie o tym przypominać.Czy był seks, tego pewnie się nie dowiem, ale
        żona na tego typu oskarżenia reaguje bardzo gwałtownie, wcześniej dostawała
        wręcz histerii. Przysięgała mi na wszystkie świętości, że nie, zdobyła się zaś
        na wynurzenia, że był okres kiedy czuła się w jego obecności bardzo dobrze, bo
        on potrafił ją słuchać i dowartościowywać, że trzymali się za ręce,całowali,
        ale wtedy się ocknęła. Co więcej, moja żona jest bardzo atrakcyjną kobietą i
        faceci wręcz wypatrują sobie za nią oczy. Czy musiała więc szukać jakiegoś
        wymoczka? To był na prawdę przypadek i nie wiem co by się mogło wydarzyć gdyby
        trafiła na normalnego faceta.My od 4 ponad miesięcy żyjemy normalnie, ciągle
        gadamy i cieszymy się sobą, Jasne, że przeplata się to momentami krótkich
        kryzysów (parogodzinnych, kiedy ja jej wypominam i mówię jak mogła mi to
        zrobić, poddaję w wątpliwość, że nic nie robili). Ale to nie są wg mnie,
        odgrzewane kotlety.
      • Gość: taka druga Re: kryzys, co robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 09:49
        Widzę ,że nie ja jedna stanełam przed taką sytuacją. U mnie było trochę
        inaczej, raczej gorzej. Po roku "przyjaźnienia" się i "rozmawiania" z inną
        usłyszałam; przecież to nic złego, dlaczego ciągle szpiegujesz mnie. Nie wrócił
        z podkulonym ogonem i niczego nie żałuje. A dalej jest juz tak samo, diabli
        wzieli miłość, przyjaźń i zaufanie. Tylko słyszę , co nie wolno spotykać mi się
        z innymi ludźmi?
    • jmx Re: kryzys, co robić? 13.11.03, 01:43
      Gość portalu: mąż napisał(a):

      > Po kilkunastu latach małżeństwa,znalezliśmy się w kryzysie.
      > Zabiegany o utrzymanie rodziny nie zwróciłem uwagi, że małżonka wymyka mi się
      > poszukuje czegoś ożywczego.

      Olewałeś ją... albo tak - ona się czuła olewana przez Ciebie
      e m o c j o n a l n i e.


      > Tymczasem przyplątała się bliższa znajomość z obcym mężczyzną. Niby nic
      > takiego, po początkowej głębszej fascynacji,przerodziło się to w spotkania i
      > rozmowy. Ona twierdzi, że to było przypadkowe a on dał jej dużo ciepła.
      > wycofać, ale dalej się to toczyło.
      > Po wykryciu romansu,[...]

      Jaki ROMANS?? To spotkania i rozmowy z mężczyzna to dla Ciebie romans??
      Twoja kobieta potrzebowała ciepła, zainteresowania, bliskości psychicznej. Ty
      jej tego nie dawałeś chociaż widziałeś co się dzieje, zauważałeś symptomy
      kryzysu, tego że się oddalacie. A teraz pytasz "nie wiem co robić" - dbać o
      nią! Naprawiłeś sytuację, zmieniłeś swoje postępowanie - więc dlaczego
      uważasz, że Twoja żona Cię skrzywdzi? "Podobne wydarzenie" może sie powtórzyć
      kiedy Ty przestaniesz o nią dbać. Jeśli jej będzie z Tobą dobrze - nic złego
      się nie wydarzy.

      > Jednoczenie dręczy mnie pytanie, czy nasz związek może
      > przekształcić się w związek prawdziwy, dwojga rozumiejących się, szanujących
      > i kochających osób, czego doświadczam od paru miesięcy, czy też żyję
      > złudzeniami i w przyszłości nastąpi taki kryzys, że będziemy żałować,że
      > spróbowaliśmy to odbudować.

      No, mój drogi - ale przecież to od Ciebie zależy! Twoja żona jest sama w tym
      związku? Bedziesz ja kochał, szanował, rozumiał - to będziesz miał taki
      związek. Prosta sprawa ;-).

      A co do przyszłości - nikt jej nie zna i nikt nie udzieli Ci gwarancji, więc
      zajmij się teraźniejszością a nie oczekiwaniami na katastrofę. Będziesz
      jątrzył, wypominał, nie ufał - to się doczekasz. Nie pozwól by złe myśli
      zniszczyły to co między wami. Żonie jest dobrze z Tobą, Tobie z żoną - i niech
      tak zostanie :-).
    • Gość: Nieznajoma Re: kryzys, co robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 09:34
      Drogi mezu,zycie jest zyciem niesie wiele niespodzianek,zwiazek to powazna
      sprawa,malzenstwo jeszcze bardziej, ale niestety nalezy sie liczyc ze w pewnym
      momencie cos sie moze zmienic.Jestesmy ludzmi, mamy uczucia ktorymi sie w zyciu
      kierujemy i to one czasami biora gore nad rozsadkiem.Byc moze twoja zona
      potrzebowala kontaktu z innym mezczyzna, tylko na plaszczyznie kolezenskiej,
      takie spotkania i rozmowy wzbogacaja nas i skoro dowiedziales sie o tym to
      napewno nie doszlo do zdrady, masz to szczescie ze wycofala sie z tego i teraz
      na jakis czas powinnes zaprzestac rozmow na ten temat, ale jesli ona bedzie
      miala na to ochote to wysluchaj jej spokojnie.
      Kryzys w malzenstwie wedlug mnie to znak ze cos przeminelo i niestety juz nie
      wroci.Mozna dojsc do porozumienia, ale to juz nigdy nie bedzie to samo co
      wczesniej,oczywiscie ze sa potrzebne rozmowy, ale one sa na krotka mete.
      Najlepiej zawrzec uklad i zyc dalej swoim zyciem.
      Nigdy nie uwierze w to ze po kilkunastu latach malzenstwa kocha sie tak samo
      jak w dniu slubu."Kocham cie" to tak latwo powiedziec. Pozrawiam.

    • Gość: galina Re: kryzys, co robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 09:39
      Mężu, Twojej żonie czegoś brakowało w Waszym związku. Czego? To Ty musisz
      odkryć. Zainteresowania? Miłości? Zrozumienia? Może wolności? Znalazła to u
      innego. Jeśli chcesz ,by sytuacja się nie powrórzyła musisz to odkryć.
    • Gość: w_c Re: Ale co robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 16:37
      No właśnie
    • Gość: Kora Re: kryzys, co robić? IP: *.zab.citynet.pl / *.zab.citynet.pl 13.11.03, 17:51
      Jesli zależy wam na utrzymaniu zwiazku to działajcie walczcie o siebie . Męzu
      jeśli cię cos nie zabije to napewno wzmocni. Ja byłam w podobnej sytuacji
      przeszliśmy powazny kryzys nie ufałma mojemu mężowi ,ale pare razy go
      dyskretnie wypuściłam i sprawdziłam.Odpokutował swoje za to co zrobił Teraz to
      on mnie zdobywa,a mnie to bawi i cieszy.jest ok!Trzymaj sie .
Pełna wersja