proszę o radę

16.02.09, 08:46
Myślałam, że to co najtrudniejsze jest już poza mną. Jakże się
myliłam. 6 lat temu rozeszłam się z mężem, który miał poważny
problem z alkoholem. Po rozwodzie zaciągnąłam kredyt, kupiłam
mieszkanko w którym zamieszkałam z synami. Cały czas, miłość
chciałam poświęcić tylko im. Wynagrodzić to, że nie wychowują się w
pełnej rodzinie. Zylismy sobie spokojnie. 4 lata temu całkiem
przypadkowo poznałam mężczynę, który sam wychowywał w tej chwili już
pełnoletnią córkę. Dzieliło nas 108 km. Przyjeżdzał przez 3 lata do
nas w piątki i wyjeżdzał w poniedziałek rano. Przez 3 lata, nie było
weekendu żebyśmy nie spędzili go razem. Każde wakacje, święta. W
tamtym roku pod koniec wakacji dowiedziałam się, że mój oddział w
którym pracuję ma być zlikwidowany. Pojawiła się niepewność czy
znajdę pracę. W tym samym czasie ciocia Marcina zaoferowała mi pracę
w Jego mieście, oraz mieszkanie 3 pokojowe, które stało dotąd puste
(jej dzieci mieszkają w Anglii). Mieszkanie trochę zaniedbane. Długo
myslałm, co mam zrobić. Największe obawy miałam jak się
zaklimatyzują chłopcy, oraz czy jak zostaniemy to znajdę sobie
pracę. W koncu padła decyzja. Przeprowadzamy się. Od wrzesnia
chłopcy zaczęli chodzić do nowej szkoły. Z mojej pracy wyszły nici.
Przez dwa miesiące siedziałam w domu, wysyłałam CV i gotowałam całej
rodzince obiady. Finansowo sporo pomógł mi Marcin. Nigdy przy tym
nie wypominając, że nas żywi itp. W grudniu znalazłam bardzo dobrą
pracę, dobrze płatną. Ale pojawiły się kolejne problemy z którymi
trudno mi się uporać. Chłopcom tudno jest się odnależź w nowym
mieście. Nie wychodzą w ogóle na dwór, nikt z kolegów do nich nie
przychodzi. Tęsknią za swoimi znajomymi. Mi też tutaj trudno jest
się odnaleźć. Tam zostało nasze śliczne mieszkanko, w którym teraz
mieszka mój brat (ale nadal jest nasze). Chwilami zastanawiam się
czy w wakacje nie wrócić spowrotem. Nie chiałabym skrzywdzić
Marcina, bo na to nie zasługuje. Jest dobrym człowiekiem, dużo mi
pomaga. Zawsze kiedy przychodzę do domu czeka na mnie z ciepłym
obiadem. Wiem, że mu na mnie zależy i mi na nim też. Z drugiej
strony wiem że moje dzieci nie są tu szczęśliwe. Tęsknią za
dziadkami, kolegami, szkołą. Zdarza się że budzą się w nocy z
płaczem,zwłaszcza starszy -13letni syn.
Mam wątpliwości czy stawiająć na swoje szczęście nie uszcześliwiam
swoich dzieci. Co zrobilibyście na moim miejscu. Poradźcie mi
proszę, co powinnam zrobić. Jaki tok myślenia przyjąć i którą drogą
podążąć? Za wszystkie rady bardzo serdecznie dziękuję.
    • lofbergs.lila przeprowadzki i rozwody 16.02.09, 08:55
      to jedne z najwiekszych sytuacji stresowych w zyciu czlowieka
      przezylas rozwod i dajesz rade
      nie mozecie przezyc przeprowadzki?
      powiem Ci tak- wyglada mi troche na to, ze wykorzystujesz faceta
      trafilas na goscia, ktory 'czeka z obiadem'! a Ty glupoty wymyslasz
      zastanow sie nad soba
      dzieci predzej czy pozniej sie przyzwyczaja
      ale ty chyba je-tzn dzieci traktujesz jako pretekst

      a prace jak bedziesz szukac - znajdziesz
      no chyba, ze naprawde przeprowadzajac sie obnizylas sobie i dzieciom
      drastycznie poziom zycia
      i masz z tym problem
      • anusia19713 Re: przeprowadzki i rozwody 16.02.09, 09:40
        Jesteś bardzo krytyczny w stosunku do mojej osoby. Nigdy nikogo nie
        wykorzytywałam. Poprostu Marcin wraca z pracy o godz. 14.15 a ja o
        15.45. Więc sam wyszedł z propozycją że będzie szykował obiady dla
        nas. chłopcy jedzą w szkole. Ja za to szykuję kolecje i kanapki nam
        do pracy. Gotuję w weekendy.
        Dzieci nigdy nie traktowałam jako pretekstu, ale zawsze były i
        pozostaną w moim życiu najważniejsze. Chciałabym żeby były
        szczęsliwe i chciałabym nak najczęśćiej widzieć uśmiech na ich
        buźkach. A niestety tego nie widzę.
        Jęsli chodzi o poziom życia. To nie zmienił się drastycznie.
        Bardziej chodzi o to, że tam zostały moje meble, moje rzeczy do
        których jestem przywiązana. Chciałabym urządzić mieszkanie tak, żeby
        czuć się w nim dobrze i przytulnie, a prawda jest taka, że nie mogę
        nic w nim zrobić bo nie jest i nigdy nie bedzie moje. Szkoda
        inwestować w czyjąś własność. Pracę mam, bardzo dobrze płatną z
        której jestem zadowolona pomimo, że dojerzdzam codziennie 32 km.
        Pozdrawiam
        • kozica111 Re: przeprowadzki i rozwody 16.02.09, 10:01
          Albo chcesz stworzyc nowa rodzine albo nie, sama zdecyduj.Chcesz by
          nadal M dojezdzał do was? A nad jego komfortem sie nie zastanawiasz?
          Mieszkanko, pierdólki i takie tam...Chlopcy tesknia? To normalne,
          minie.
    • elzbieta007 Re: proszę o radę 16.02.09, 09:45
      Skoro obaj synowie podobnie zareagowali na przeprowadzkę, podobnie się
      zachowują, to pewnie popełniłaś jakiś błąd. Ja bym nie ignorowała ich stanu, bo
      to się może odbić na ich życiu. Powrót też nie wydaje mi się dobrym
      rozwiązaniem, bo z kolei czemu miałabyś rezygnować ze swojego szczęścia.

      Spróbuj skonsultować się z psychologiem dziecięcym. Być może problem da się
      rozwiązać. Może to kwestia rozmów z synami. Może też jakimś wyjściem były
      weekendowe wizyty synów u dziadków, czy u brata, żeby oni mogli kontynuować
      swoje związki z kolegami.
      • jed-and-more Re: proszę o radę 16.02.09, 10:02
        porozmawiaj z synami, wyjazdy są dobrym pomysłem, ale przede wszystkim pomysł o
        sobie, dzieci za jakiś czas Cie opuszczą, pójdą na studia, założa wlasne
        rodziny, a Ty zostaniesz sama, bez pracy, bez faceta, nieszczęśliwa. A dzieci z
        czasem się przyzwyczaja do nowej sytuacji.
      • anusia19713 Re: proszę o radę 16.02.09, 10:19
        Witaj
        Od listopada chodzę z synem do psychologa szkolnego, ponieważ zaczął
        wagarować i bardzo się opuścił w nauce. Oczywiście, że jeździmy do
        dziadków na weekendy. Byli tam dwa tygonie w przerwie świątecznej
        oraz teraz całe dwa tyg. na feriach.
        Tylko kiedy wracają to widzę,że jeszcze bardziej to wszystko
        przeżywają.
        Jesli chodzi o psychologa. To pani powiedziała nam, że ta
        przeprowadzka to tak jakby trzy drzewa wysadzone z jednego miejsca i
        przesadzone w inne. Jedne się przyjmują i rosna dalej, inne usychają.
        Nadal chodzimy na te wizyty do pani psycholog. Syn bardzo się
        przyblokował. Nie chce dostrzec żadnych plusów tej przeprowadzki. W
        weekendy w które nie jedziemy do dziadków proponujemy im wyjście na
        łyżwy, albo na kulig w lesie, basen. Starszy syn mało kiedy z nami
        jedzie, bo w tym czasie woli popisać ze zanjomymi na gg (znajomymi z
        tamtego miasta). Młodszy syn częściej korzysta.
        Myślę, że może teraz jak zacznie się robić cieplej to więcej
        młodziży bedzie wychodziło na dwór i łatwiej im bedzie zawrzeć
        jakieś nowe przyjaźnie. Ale rozumiem ich bo mi jest też ciężko. Tu
        wszystko jest obce, nieznane.
    • doti0708 Re: proszę o radę 16.02.09, 10:44
      Moja sytuacja była bardzo podobna do Twojej.Rok temu przeprowadziłam
      się razem z dziećmi do mojego partnera(116km)Bardzo dobrze Cie
      rozumiem i wiem jak jest Ci ciężko. Dzieci gorzej znoszą
      przeprowadzki, do tego dochodzi rozwód itp.Sama jeszcze całkiem
      niedawno czułam się fatalnie w nowym, obcym mieście.Brakowało mi
      nawet twarzy ludzi których znałam tylko z widzenia, o rodzinie i
      znajomych juz nie wspomne.Chyba tylko ogromne wsparcie ze strony
      mojego partnera sprawiło, że powoli odnajdujemy się w nowej
      rzeczywistości.Z nim chce być i jego chce mieć przy swoim boku, tego
      jestem pewna, dlatego musze dać sobie z tym rade.Powiem Ci jedno.O
      dzieciach zawsze i wszędzie należy pamiętać, trzeba dbać o ich dobre
      samopoczucie,ale......za pare lat będą miały swoje towarzystwo,
      później swoje rodziny.Czy dopiero wtedy będziesz miała prawo zadbać
      o swoje szczęście?Bez względu na to jak ułoży się Wam życie w nowym
      miejscu, nie obwiniaj siebie.To są trudne decyzje i nigdy do końca
      nie możemy być pewni, że podjeliśmy słuszną.
      • anusia19713 Re: proszę o radę 16.02.09, 11:01
        BaaAAARDZO Ci dziękuję za te pokrzepiające słowa. Chyba bardzo tego
        potrzebowałam. Chwilami nie potrafię sobie z tym poradzić. Wiedząc,
        że są ludzie którzy mnie rozumieją i wspierają łatwiej stawiać
        czoła. Serdeczne pozdrowienia
    • greengrey Re: proszę o radę 16.02.09, 13:00

      poczekaj trochę,

      to teraz jest najtrudniejsze, teraz właśnie przeżywacie największe
      trzęsienie ziemi

      wspaniale, że udało Ci się znaleźć pracę

      to daje niezależnożść i spokój finansowy

      ale nie to najważniejsze,

      najważniejsze, że masz jak nigdy- szansę na życie blisko z kochanym
      człowiekiem

      nic nie jest ważniejsze niż relacja z tak wyjątkowym człowiekiem

      dzieci szybciej się znajdą w nowej sytuacji niż się teraz wydaje

      to TERAZ jest im i Tobie najtrudniej, bo przeraża NOWE

      ale będzie lepiej

      na pewno
      • anusia19713 Re: proszę o radę 16.02.09, 13:21
        Dziękuję za odpowiedz. Wiem, że sobie dam radę, mam tylko obawy czy
        nie układam sobie życia kosztem szczęścia moich dzieci.
        • atina44 Re: proszę o radę 16.02.09, 14:15
          Moim zdaniem twoje dzieci zachowują się "normalnie"czyli są w fazie
          buntu.Ale One tylko myślą o sobie nie o tobie,staraja się wrócić na
          swoje podwórko,bo w miejscu w którym są nie mają swojego środowiska.
          Dobre rozwiązanie to zapisać ich na zajęcia z innymi rówieśnikami-
          muszą zaistnieć w środowisku,poznać nowych kolegów.

          Pogadaj z nimi szczerze.
          Ciekawe co by było,gdybyś musiała wyjechać np. do innego kraju?

          Postaraj się ,aby dzieciaki miały swój świat!
          Nie ma co tęsknić za meblami ,możesz sprzedać mieszkanie lub
          zamienić na inne w tej miejscowości,gdzie teraz jesteś.
          Odwagi kobieto!
        • doti0708 Re: proszę o radę 16.02.09, 14:37
          Z tego co czytam wnioskuje, że jesteś mądrą i odpowiedzialną
          kobietą.Wszystko co robiłaś i robisz jest głównie z myślą o
          dzieciach.Twoje szczęście leży też w ich interesie, żebyś na stare
          lata nie użalała się im jaka to Ty jesteś biedna, bo nie poświęcają
          Ci dostateczną ilość czasu.Jeszcze przez ładnych pare lat będą
          przechodzić przez różne okresy buntu, burzy hormonów itp.Nie
          siedzisz z założonymi rękami, pomagasz im jak tylko potrafisz.Nie
          musisz czuć się winna, że układasz sobie życie.Trafiłaś na
          porządnego faceta, widać że mu zależy.Jeśli czujesz podobnie to
          nawet nie ma o czym gadać,bo mieliście szczęście trafiając na
          siebie.A tęsknota do rodzinnych stron, no cóż.........prędko nie
          zniknie.Ja prawie za każdym razem widząc tabliczke z nazwą mojego
          miasta mam łzy w oczach.Tam jest moja historia,a tutaj zaczynam
          dopiero ja tworzyć.Zrozumiałam coś bardzo ważnego, że bez względu na
          położenie geograficzne, chce być z moim partnerem, przy nim
          znalazłam swoje miejsce.Odkąd jestem szczęśliwa moje dzieci też
          śmieją się częściej.Tego również Tobie życze.
    • jane_eye Re: proszę o radę 16.02.09, 16:07
      Kiedys chciałam zrobic to samo, przenieść się dla kochanego
      cżłowieka ponad 200 km dalej. Wszystko było ułozone i prawie się
      podziało, nawet znalazłąm wspaniałą pracę i mogłabym tam osiąść,
      szukaliśmy domu, miejsca na firmę. Piękne plany, ale kiedy miało się
      to wszystko już sfinalizowac- praca do podjęcia, kredyt prawi
      eprzyznany, okazało sie, ze facet ma ksozmarne długi i wyjeżdza
      zagranicę, a ja? Ja miałam tu czekać az on spłaci kilkaset tysięcy,
      które nie wiem na co w ogóle wydał. Potem okaząło się , że to ja
      jestem ta niedobra, bo za niego spraw nie załątwiam, bo nei chce sie
      na stałe wyprowadzic do obcego nieznanego kraju, gdzie nie znam
      jezyka i gdzie przede wsyztkim nei wiem czy on nie zrobi jak tutaj..
      Tego się bałam najbardziej. Okłamał mnie w perfidny sposób, nie
      umiałam zaufać. Za niedługo okazało się , że znalazł sobie znów
      wileką miłość, więc chyba dobrze zrobiłam....
      Ty znalazłaś kogos, komu mogłaś zaufac, na kim możesz polegać, w kim
      masz oparcie, ja tego szczęścia nie miałam, teraz tez trafiłąm tak,
      że tylko płaczę.
      Dzieci są ważne, bardzo ale każde z Was ma prawo do szczęscia, zadaj
      sobie pytanie czego Ty chcesz a potem porozmawiaj z synami, szczerze
      o tym co czujesz. Nie myśl o pieniądzach tylko o tym czego nie da
      się kupić. Dzieci z czasem się odnajdą, dawaj im możliwośc wyjazdów
      do rodzinnego miasta, kiedys będa mogli tam wróćic, np. na studia .
      Im jest bardzo ciezko, rozwó, zmiana zamieskzania, obcy meżczyzna w
      życiu matki. Chcą być kochane i mieć poczucie bezpieczeństwa a to
      jest zachwiane . Dzieci kogos kogo kocham nie zaakceptuja w ogole
      nowego ziwazku. To jeszcze gorzej, bo wiąze ręce całkiem.
      Myślę, ze potrebujeciekilku dni - Ty i dzieci i szczerości, ale
      pełnej zrozumeinai, ciepłą i otwartości, bo dzieci wiele rozumieja ,
      więcej niż sadzimy.
    • matka_polka_superstar Re: proszę o radę 16.02.09, 17:44
      Podobno najlepszy prezent jaki matka może zrobić własnym dzieciom,
      to być szczęśliwa
      Twoje dzieci są w takim wieku, że mogą jeszcze nie rozumieć potrzeb
      matki, mogą natomiast przeżywać poczucie zagrożenia w związku z
      tyloma zmianami w życiu. musisz to przeczekać, a poświęcanie się
      dla.tzw.dobra dzieci jest bez sensu, bo praktycznie żadne dobro z
      tego nie wynika
Pełna wersja