Nie znoszę jego siostry!

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 13:48
Jesteśmy razem ponad 6 lat. Jego siostra kiedyś była mi zupełnie obojętna,
jednak od jakiegoś roku po prostu jej nie cierpię. Mi osobiście nic złego nie
zrobiła, ale jej postępowanie względem innych ludzi (w tym mojego męczyznę)
potwornie mnie drażni. Na samą myśl o niej sie gotuję. Sytuacja jest o tyle
nieprzyjemna, że boli to mojego męczyznę, i boję się, że w koncu wpadną na to
jego rodzice ( a tego bym nie chciała). Z natury nie jestem osobą
konfliktową, i dążę do porozumienia, ale w tym przypadku nie mam na to w
ogóle ochoty. Chciałabym wiedzieć jak u Was wyglądają stosunki z rodzeństwem
kochanej osoby, i czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego ja aż tak bardzo jej NIE
ZNOSZĘ! Pozdrawiam
    • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 13:50
      My Ci mamy powiedzieć, czemu jej nie znosisz???


      Ale powiem Ci jedno - wątpię, żebyś go kochała.
    • kvinna a dlaczego właściwie jej nie znosisz? 18.11.03, 13:50
      :)
    • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 13:57
      Nadzwyczaj często na tym forum obce osoby oceniają czy się kogoś kocha czy nie;-
      )
      Interesuje mnie, skąd to się bierze, jeśli ona mi osobiście nic złego nie
      zrobiła. Nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło, i sama się sobie troszkę dziwię.
      Wydaje mi sie, że powodem tego jest m.in. to, że ona potwornie wykorzystuje
      ludzi, w tym mojego męczyznę. Nie zadzwoni do niego bezinteresownie, wiadomo że
      jak się odzywa to tylko po to by coś dla niej zrobił. Jest jeszcze jedna
      kwestia, ale boję sie że pisząc o niej moglibyście stwierdzić że to w sumie nie
      moja sprawa, więc ja na razie przmilczę.
      • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:02
        Annie, Twój boyfriend zapewne ją kocha, bo to jego siostra. nie kocha jej za
        coś (tak, jak Ty byś chciała - za bezinteresowność itd.) tylko kocha ją za nic.
        bo to jego siostra.

        Miłość od zakochania czy miłostki odróżnia się po tym, że kochasz wszystkich,
        którzy sa dla Niego ważni. Bez względu na to, jacy są i - zwłaszcza - bez
        wzgledu na ich stosunek do Ciebie. Tak to działa.

        pzdr :)
        • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:08
          Rozumiem o co Ci chodzi, ale tak jak jego rodziców lubię i szanuję (mimo, że
          też mają swoje odchyły), i przemawia do mnie fakt że to rodzice człowieka
          którego kocham, tak jej nie jestem w stanie polubić;-( Jej zachowanie nie
          wskazuje na to by go kochała (chociaż na logikę trudno mi samej w to uwierzyć).
          To ze on ją kocha - wiem o tym bardzo dobrze. W mojej opinii (co ciekawe w
          opinii jego rodziców do pewnego stopnia również) ona jest egositką i osobą
          bardzo wygodnicką - ja takich ludzi nie lubię, i przede wszystkim NIE ROZUMIEM.
          Pozdrawiam
          • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:46
            . Jej zachowanie nie
            > wskazuje na to by go kochała

            własnie o tym mówię - chcesz ją lubić/kochac warunkowo

            prawdopodobnie jest egoistką
            tylko że to nie ma kompletnie nic do rzeczy

            co tu jest do rozumienia?
            niektórzy ludzie są egoistami, inni bufonami, jeszcze inni chamami - coś tam
            nimi kieruje i zapewne da sie to jakoś wytłumaczyć, co ich do takiego stanu
            ducha pcha

            ale to nie ma nic do rzeczy, jeszcze raz powtarzam

            i nie próbuj jej czasem zmieniać, hihi
        • Gość: astinger Girl ... IP: 213.134.136.* 18.11.03, 14:30
          Girl powiedz mi tak szczerze i w tajemnicy, czy to co piszesz, a co jest
          słuszne, udaje ci sie stosować w życiu, czy to, że próbujesz pewne rzeczy
          uświadamiac innym jest również mantrą dla ciebie.
          • Gość: girlfriend Re: Girl ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:48
            Rozumiem, że się z tym nie zgadzasz.

            Ja już jestem dość dużą dziewczynką. Mam doświadczenia z miłostkami, miłościami
            i z Miłością.
            Potrafię odróżniać te rzeczy od siebie.
            Czego i wszystkim życzę.

            pozdrawiam :)
            • Gość: astinger Re: Girl ... IP: *.rautaruukki.com.pl 18.11.03, 14:52
              Źle rozumiesz. Zgadzam się z tobą, a pytam wprost i bez grzązkich podłoży.
              Przeczytaj prosze moje pytanie jakby zadawał ci je pięciolatek i odpowiedz.
              • Gość: girlfriend Re: Girl ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:55
                Przeczytaj więc pięciolatku moją odpowiedź, a nie tylko pierwsze zdanie.

                :)
                • Gość: astinger Re: Girl ... IP: *.rautaruukki.com.pl 18.11.03, 15:00
                  Czyli nie mantrujesz, a masz to u siebie załatwione na 100%. To piknie.
                  Chciałbym cie znac w realu.
                  • Gość: girlfriend Re: Girl ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 16:18
                    Umiejętność odróżnienia jednego od drugiego nie gwarantuje jeszcze (niestety)
                    sukcesu :)

                    terveiset,
                    tyttöystävä

                    ;)
                    • Gość: astinger Re: Girl ... IP: *.rautaruukki.com.pl 19.11.03, 10:04
                      True, true. A to po fińsku to co to znaczy??
                      • Gość: girlfriend Re: Girl ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:23
                        "pozdrawiam, girlfriend"

                        ;P
        • Gość: Olga03 Re: Nie znoszę jego siostry! IP: 212.14.38.* 18.11.03, 14:47
          Przykro mi ale tak to nie działa. To zupełna bzdura.
          Nie mozna na zawołanie pokochać kogoś tylko dlatego że mój facet jest z nim
          związany emocjonalnie.
          Więzi rodzinne tworzą się latami i mogę zrozumieć, że on jest bardzo związany
          np. z wójkiem Tadkiem, który go wychowywał i podcierał pupę, ale w momencie
          kiedy ja go poznałam (czyli 30 lat później)był stetryczałym, marudnym i
          wtykajacym nos we wszystko, zaślinionym dziadkiem. I jedyne co powinnam to
          okazywać mu szacunek i zainteresowanie jako osobie ważnej dla mojego partnera.
          Nie mówię już o tym, że często nawet w rodzinie zdarzają się sytuacje, kiedy
          stosunek ludzi nawzajem do siebie jest ambiwalentny - trochę ich kochamy, a
          trochę ich mamy dosyć.
          • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:49
            To, co napisałaś świadczy o tym, ze bierzesz zakochanie za Miłość.

            pozdrawiam :)
            • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:51
              A co to wg. Ciebie jest miłość?
              • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:54
                "cierpliwa jest, łaskawa jest..."
                znasz to?

                :)
        • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:46
          >
          > Miłość od zakochania czy miłostki odróżnia się po tym, że kochasz wszystkich,
          > którzy sa dla Niego ważni. Bez względu na to, jacy są i - zwłaszcza - bez
          > wzgledu na ich stosunek do Ciebie. Tak to działa.

          hehehe... a nieprawda, nawet do glowy mi nie przyjdzie kochac pewne osoby :)))
          i ma sie to nijak do innych osob..i wcale nie uwazam swoich uczuc za milostki:)
          • Gość: gf Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:32
            to, ze Ty ich i nie uważasz za miłostki, świadczyć ma o ich
            niemiłostkowatości? ;)


            • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 21:05
              dla mnie tak poniewaz wiem czym sa milostki dla mnie:)
              • Gość: gf Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:08
                oprócz miłostek i Miłosci, jest jeszcze miłość :)
                • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 21:11
                  moze i jest takie ropzroznienie pomiedzy Miloscia a miloscia, ja tego nie
                  odrozniam, nie mam tej potrzeby, wiem co czuje i to mi wystarcza, jakos nie
                  zstanawiam sie nad tym prawde mowiac:)
                  • Gość: gf Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:21
                    a oddałbyś jej nerkę? ;)
                    • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:22
                      hahahahahahahahahahahahhahahahaha;-)))))))))))))))))))))))))))))))))
                      • Gość: gf Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:23
                        co "HAHAHA" ? :)
                        • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:26
                          Nie, nic;-)
                          Nerkę w sumie mogłabym oddać. Mam dwie;-)))
                          • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:32
                            no myślę! :)

                            • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:33
                              A wątrobę byś oddała?;-)
                              • Gość: gf Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 22:34
                                tak.
                    • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 20.11.03, 09:07
                      hihihi... nerke? a co? to jakis wyznacznik kochania?.. dla mnie wiecej znaczy,
                      ze zawsze chcialbym byc z nia niezaleznie co by sie stalo..a nerka? phi.... ;)
    • alfika Re: Nie znoszę jego siostry! 18.11.03, 14:41
      Annie :)))
      przemilczasz jakieś fakty, bo ci napiszemy, że to nie twoja sprawa i chcesz,
      zebyśmy ci napisali: a to ty masz rację, skoro ona jest interesowna i do tego
      egoistka i do tego ich rodzice też w pewnym stopniu tak sądzą???

      nie żartuj z poważnych ludzi :)))
    • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:49
      Ech, Alfika, żeby wszyscy byli tak życzliwi, to bym się nie obawiała...
      Ale co tam, napiszę: jest taka sprawa, że ona ma kawalerkę w Warszawie, w
      której od około stycznia nie mieszka, ale wynajmuje ją jakimś ludziom. Sama
      mieszka teraz bardzo daleko stąd, i utrzymuje ją pewien gość. Ona troche pomaga
      mu w prowadzeniu jego działaności, ale poza tym nie pracuje. Tymczasem mój
      męczyzna ma dwadzieścia siedem lat, i nadal mieszka z rodzicami, bo na razie
      nie stac go na własne mieszkanie. Skutek jest taki że nie mozemy mieszkać
      razem, bo nie mamy gdzie;-( Ale to nie jest najwazniejsze.Zaznaczę jeszcze, ze
      ona sobie tej kawalerki sama nie kupiła, tylko dostała po śmierci wujka. I
      tylko dlatego ona ją dostała, bo była starsza. Czy uważacie że z jej strony
      jest to w porządku, skoro tak kocha swojego brata?
      • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 14:52
        Tak. Ponieważ jest to jej własność i prawdopodobnie jedyne źródło dochodu.

        tylko nie wpadnijcie na pomysł wynajmowania jej od niej po jakiejś
        preferencyjnej cenie, bo z tego będą same kłopoty...
      • alfika Re: Nie znoszę jego siostry! 18.11.03, 14:58
        Kurczę, przecież jeśli byś była na jaj miejscu - to też raczej byś nie chciała
        być uzależniona finansowo od mężczyzny, mając możliwość wynajmu.
        Jeślinie zrobiła Ci nic złego - wypisz na kartce i powtarzaj przed snem jej
        zalety - minimum 25 - ani jednej mniej.
        Śmieszne, ale pomoże - i nie tylko Tobie, ale i Twojemu Ukochanemu.

        A poszukajcież czegoś razem do wynajęcia!

        Jeszcze myślę - wszak ona może wcale nie wie, że chcecie - jesli chcecie -
        mieszkać razem.
        Nadal ma prawo wynajmować swoje.
        • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:04
          Witam po przerwie;-) Zalałam klawiature wczoraj i dlatego piszę dopiero dziś.
          Najpierw może wytłumaczę do końca kwestię tego mieszkania:
          Po pierwsze, to że to jest jej ważne źródło utrzymania nie wynika z tego że
          jest bezrobobcie i biedna siostra nie może znaleźć pracy. Ona zrezygnowała z
          pracy na własne życzenie, MOGŁA pracować, ale NIE CHCIAŁA. Sama kiedyś mi
          powiedziała, że nie ma to jak życie na utrzymaniu faceta.
          Po drugie jak już wspomniałam to nie ona kupiła sobie to mieszkanie tylko je
          dostała, i tylko dlatego że była starsza. No ale tak czy siak jest to teraz jej
          własność. Niemniej skoro ona z tego mieszkania nie korzysta, czy nie byłoby z
          jej strony bardziej w porzadku gdyby zamieszkał tam TYMCZASOWO jej brat, który
          ma 27 lat, i który moim zdaniem nie powinien już mieszkać z rodzicami - ale
          zamieszkać nie ma gdzie, bo jego siostra woli wynająć to mieszkanie obcym
          ludziom!!! To nie chodzi o to nawet byśmy mieszkali tam razem, bo podejrzewam,
          ze nie czułabym się tam dobrze. Nie chcę żebyście mnie źle zrozumieli, a wiem
          że o to nie trudno. Spróbujcie tylko zrozumieć mój punkt widzenia.
          • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:16
            > Ona zrezygnowała z
            > pracy na własne życzenie, MOGŁA pracować, ale NIE CHCIAŁA.

            owszem, ciągnie profity z własności
            czy gdyby założyła lokaty terminowe domagałabyś się oddania zysku?
            nie? a widzisz.

            rozumiem, ze uważasz Twojego za pokrzywdzonego...
            tylko, ze ich wujek ma prawo do swobodnego roporządzania własnym majątkiem (a
            nie córa to chrzestna przypadkiem?) i Wam nic do tego. kto powiedział, że ma
            być sprawiedliwie?

            spójrz na Was oboje: 27 latek razem ze swoją girlfriend, pownni (jeśli pracują)
            zarobić tych kilkaset złotych na wynajem. co jest miejscem akcji? Warszawa? moi
            znajomi wynajęli kawalerkę na Pradze za 500 PLN.

            nie potraficie sobie poradzic finansowo i Ty uwazasz ze w związku z tym Wam się
            należy za friko (czy też jemu)

            kompletnie się z Tobą nie zgadzam - uważam, ze nie jest zobowiazana do żadnego
            matkowania

            w życiu nie przyszłoby mi do głowy, zeby o co takiego poprosić mojego brata,
            zeby udotępnił mi swoją własność i zrezygnował ze swoich pieniędzy, bo ja chcę
            mieć wygodniej
            • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:36
              Oj girlfriend mylisz się i to bardzo!
              Po pierwsze ich wujek wcale jej tego nie zapisał, bo umarł nagle, i o tym że to
              ona tam zamieszka zdecydowali jej rodzice. Nie ma w tym żadnej jej zasługi (i
              nie była jego chrzestną), z resztą to nie jest tak nawet istotne.
              Po drugie ja broń Boże nie mam nic do jej pieniędzy i nie wiem na podstawie
              czego w ogóle mi coś takiego sugerujesz.
              Po trzecie w ogóle nie znasz ani mnie ani mojego chłopaka a oceniasz nas
              (nieładnie!), więc pozwól, że troche Cię oświecę: on ma 27 lat, od roku własną
              firmę i jeszcze pracuje na pól etatu w międzynarodowej firmie. Ja jeszcze nie
              pracuję (ponieważ jestem na ostatnim roku studiów dziennych, piszę pracę mgr. i
              pracuję tylko w wakacje), niemniej po zakończeniu studiów również założę własną
              firmę. Hehe, nadal uważasz ze jesteśmy ofiarami i sobie nie radzimy?;-)
              Niemniej nie stać nas w tym momencie na własne mieszkanie, ponieważ on
              inwestuje w swoją firmę, a ja zamierzam w moją. Wynajmować mieszkania nie
              zamierzamy, bo to strata pieniędzy - przemęczymy się kilka jeszcze lat i
              zamieszkamy u siebie.
              Aha, i jeszcze jedno: nikt jej nie prosił, żeby udostępniła jemu czy nam swoje
              mieszkanie. przekręcasz moje słowa!
              Z resztą o tym mieszkaniu napisałam w kontekście jego wspaniałej siostry, którą
              uważam ze nie jest. To wszystko.
              • Gość: girlfriend Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:57
                Co to znaczy "rodzice zdecydowali"?
                rozumiem że tytułem spadku dostali rodzice i podarowali jej, tak?
                mieli do tego pełne prawo. Tobie nic o tego - bediesz miała swoje bedziesz
                dzielić, jak będziesz chciała.

                własnie chcesz odebrać jej jej własne pieniądze z najmu - nie rozumiem
                dlaczego, skoro macie dach nad głową i chodzi tylko o większą wygodę, którą
                notabene możecie kupić.

                oświeć mnie - o co Ci chodzi?

                skoro Twojego boyfrienda z powodzeniem stać na wynajem, to Twój żal, ze
                dziewczyna wynajmuje obcym za pieniadze a nie bratu za darmo jest wręcz
                niemoralny.

                to Ty jesteś pazerna, nie ona.


                • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:05
                  Ojej, i znowu przekręcasz moje słowa...
                  Po pierwsze ja sie niczego nie domagam bo to nie moje. Nawet mojemu facetowi
                  nic o tym nie wspomniałam. Toż ja sobie z tego zdaję sprawę! Nadal nie
                  rozumiesz o co mi chodzi, a ja już nie będę tłumaczyć - jesli chcesz zroumieć
                  to przeczytaj moje poprzednie posty.

                  >>>skoro Twojego boyfrienda z powodzeniem stać na wynajem, to Twój żal, ze
                  dziewczyna wynajmuje obcym za pieniadze a nie bratu za darmo jest wręcz
                  niemoralny.

                  Nie rozumiem dlaczego moje niezrozumienie tego faktu (bo to nie jest żal)jest
                  niemoralne. Hm... ciekawe.
                  Negujesz cokolwiek napiszę, ale póki jest to na jakims poziomie niech i tak
                  będzie.
                  • Gość: gf Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:24
                    Nie wykrecaj ogona kotem ;)

                    podałaś prykład z chatą jako ilustrację jej egoizmu. czy nie?

                    > Negujesz cokolwiek napiszę, ale póki jest to na jakims poziomie niech i tak
                    > będzie.

                    nie prawda - po prostu widze egoizm w Twojej postawie a nie w jej.

                    stać Was na wynajem (nota bene ja bym się sekundy nie zastanawiała w takim
                    układzie - wynajęłabym coś bardzo taniego, zeby jednocześnie odkładać, na swoje
                    i natychmiast razem bym zamieszkała - ale to wasza rzecz)

                    no więc stać Was na wynajem ale rezygnujecie bo chcecie te pieniądze odkładać
                    czyli chcecie zjeść ciastko i je mieć

                    nie jestem w stanie pojąć jak możesz oczekiwać, że ktoś zrezygnuje z czerpania
                    korzyści majątkowych ze swojej własności tylko dlatego, zeby brat mógł mieszkać
                    bez rodziców jednoczenie odkładając pieniądze na zakup własnego mieszkania

                    Ty de facto chcesz, zeby ona wam kupiła chałupę - takie są fakty
                    przyjrzyj się temu na spokojnie, zanim to odrucisz
                    • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:31
                      Ależ ja niczego od niej nie oczekuję!!!! Jak słusznie zauważyłaś podałam to
                      jako przykład dla zilustrowania jej egozimu i TO WSZYSTKO!!! Nic od niej nie
                      chcę; to był tylko przykład. Tak czułam, ze zrobie błąd podając ten akurat
                      przykład. No ale stało się. Niestety łatwo przewidzieć reakcje na tym forum na
                      pewne kwestie.
                      A co do tego, że nie chcemy niczego wynająć; no coż tragedia sie nie stanie jak
                      pomieszkamy ze 2 lata jeszcze oddzielnie. Szybciej będziemy u siebie. Naszym
                      zdaniem to najlepsze rozwiązanie (dla nas). Nie cierpimy jakoś strasznie z tego
                      powodu, iż nie mieszkamy razem. Podobno im dłużej się na cos czeka, tym
                      bardziej sie to później docenia.
                      • Gość: girlfriend Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:46
                        Najpierw napisałaś, że jej nie lubisz, bo nie myśli o swoim bracie a Twoim
                        chłopaku, a nawet jest egoistką.
                        potem podałaś - dla mnie kompletnie nieuzasadniony - przykład jej egoizmu,
                        czując, jak piszesz, ze to zły pomysł.

                        czego właściwie oczekujesz?
                        • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:51
                          Odsyłam do mojego pierwszego postu.
                          A to ze czułam, iż przywołanie przykładu mieszkania wywoła taki efekt,
                          wspomniałam zanim o nim napisałam. Za bardzo odeszliśmy od tematu; jak już
                          napisałam wcześniej to był tylko przykład.
                          • Gość: gf Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:58
                            No tak ;)
                            Wiec podaj inny. Bo z pierwszej historii wynika tylko tyle, że widzisz belkę w
                            jej oku a w swoim niespecjalnie :)
                            • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:02
                              To pokaż mi tą moją belkę;-)
                              Bo jedyną belkę jaką ja widzę, jest to że jej bardzo nie lubię.
                              • Gość: gf Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:05
                                Aha, czyli własciwie wszystko jedno co ona zrobi. Jakby mu tą chatę
                                zaproponowała, to byś powiedziała, ze jest okropna, bo nadopiekuńcza i w ogóle
                                napewno chciała go obrazić ;D

                                no to masz problem rzeczywiście ;DDD
                                • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:12
                                  Hehehehehehehe;-)))))
                                  Coś w tym jest;-)
                                  No i stąd ten watek. Napisałam, ze mi osobiście nic złego nie zrobiła. Nie
                                  lubię jej również dlatego, że jak już też wspomniałam, wykorzystuje ludzi ( w
                                  tym i mojego męczyznę). Właściwie na każdym kroku. Nie robi nic
                                  bezinteresownie. Przykro mi, ze on ją bardzo kocha i to bardzo widac, podczas
                                  gdy ona odzywa sie do niego tylko wtedy gdy trzeba ją skądś przywieźć, dokądś
                                  zawieźć, coś jej kupić, załatwić (łącznie z szukaniem dla niej osoby chętnej do
                                  wynajęcia tego nieszczęsnego mieszkania, bo jak już wspomniałam ona tu nie
                                  mieszka). Mimo, że miała faceta (jeszcze jak tu mieszkała) potrafiła zadzwonić
                                  do mojego męczyzny o 3.00 w nocy i kazać sie przywieźć z imprezy (na którą
                                  pojechała z 2-letnim dzieckiem), itd, itd.
                                  • j_ar Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 19.11.03, 19:40
                                    ty naprawde nic nie kumasz... ja mam siostrzyczke mlodsza o 16 lat, i gdyby
                                    kiedykolwiek zadzwonila skadkolwiek, ze ma problem lub trzeba jej pomoc to bym
                                    pojechal i zadna baba by mnie nie zatrzymala marudzeniem.. i chocby to byla
                                    najgorsza osoba pod sloncem i prowadzila sie najgorzej jak to sobie mozna
                                    wyobrazic to bym tak samo ja traktowal bo to moja siostrzyczka
                                    • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:49
                                      To ładnie z Twojej strony, i bardzo dobrze. Ale czy sądzisz, ze Twoja siostra
                                      mając 30 lat (zakładam że tyle nie ma, zresztą nie ważne) i faceta (z którym
                                      mieszka, i z którym ma dziecko), będzie tak właśnie robiła? Jakoś trudno mi w
                                      to uwierzyć, bo też mam brata, i tak nie robię.
                                      Zresztą ja nie mam do niego prestensji że on po nia jeźżdzi, ale do niej ze ona
                                      dzwoni (bynajmniej nie rzadko sie to zdarzało, choć ma 32 lata) Nie róbcie ze
                                      mnie już takiej wiedźmy;-)
                                      • j_ar Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 19.11.03, 19:51
                                        Gość portalu: annie napisał(a):

                                        > To ładnie z Twojej strony, i bardzo dobrze. Ale czy sądzisz, ze Twoja siostra
                                        > mając 30 lat (zakładam że tyle nie ma, zresztą nie ważne) i faceta (z którym
                                        > mieszka, i z którym ma dziecko), będzie tak właśnie robiła? Jakoś trudno mi w
                                        > to uwierzyć, bo też mam brata, i tak nie robię.

                                        nie, nie zakladam, ze bedzie taka idiotka, ale coz mozna zrobic... a faktycznie
                                        jest mlodsza bo ma zaledwie 17 latek:)..i juz rozrabia niedobra:( hehehe

                                        > Zresztą ja nie mam do niego prestensji że on po nia jeźżdzi, ale do niej ze
                                        ona> dzwoni (bynajmniej nie rzadko sie to zdarzało, choć ma 32 lata) Nie róbcie
                                        ze mnie już takiej wiedźmy;-)

                                        :)))) no ...stara to nie jestes ;))
                                        • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:59
                                          Hehe, ale to nie ja mam 32 lata;-)
                                          A na poważnie; siostra mojego męczyzny właśnie tak nadal robi.
                                          Wiadomo, że 17-letnia siostra może wymagać od Ciebie więcej, ale z czasem się
                                          usamodzielni, i nie będzie Cię o wszystko prosić ;np. nie będziesz musiał po
                                          nią jeździć, bo pewnie zrobi prawo jazdy. A siostra mojego męczyzny tkwi w
                                          miejscu (ten ją przywiezie, ten ją utrzyma). Ech, szkoda słów...
                                          • j_ar Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 19.11.03, 20:02
                                            >A siostra mojego męczyzny tkwi w
                                            > miejscu (ten ją przywiezie, ten ją utrzyma). Ech, szkoda słów...

                                            no taka po prostu jest i nie zmieni sie dla ciebie
                                          • malvvina Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 19.11.03, 20:07
                                            fajnie ze ja masz - naucz sie nieco od niej - no tak troszeczke - ale naucz
                                            sie opierac sie i polegac na innych
                                            duzo presji ci ujdzie


                                            A siostra mojego męczyzny tkwi w
                                            > miejscu (ten ją przywiezie, ten ją utrzyma). Ech, szkoda słów...
                                          • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 20.11.03, 10:15
                                            Annie, z mieszkaniem - naprawdę nie masz racji, przyjmij to, co pisała Girl, bo
                                            nie da sie dorobić tu filozofii na Twój użytek, choćbyś stanęła na głowie.

                                            Nie zatruwaj zycia swojemu ukochanemu i sobie, i siostrze ukochanego - po co Ci
                                            to?
                                            Nie wiesz, czy albo wy, albo ona nie bdziecie kiedyś sobie niezbędni.

                                            Właściwie możesz jej powiedzieć "on jest mój, a nie twój!"
                                            uzewnętrznisz uczucia i -...
                                            zmień punkt widzenia, wyjdziesz z tej pętli.


                                            Aha, ludzie rzadko kierują sie złą wolą.
                                            • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 10:38
                                              >>>Nie zatruwaj zycia swojemu ukochanemu i sobie, i siostrze ukochanego - po co
                                              Ci
                                              to?

                                              Nie uważam bym zatruwała jej życie, jako że ostatnio widziałam się z nią z pół
                                              roku temu, albo i jeszcze dłużej. Ona nie wie co ja o niej myślę, i nie mam
                                              zamiaru jej tego uświadamiać.

                                              Co do mieszkania powtarzam jeszcze raz mam gdzies jej mieszkanie!!! Tu
                                              absolutnie nie chodzi o mnie; jeśli dalej tego nie rozumiesz, przeczytaj
                                              uważnie wszystkie moje posty!!!
                                              • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 20.11.03, 11:13
                                                Akurat większośc ludzi tu to rozumie. Owszem, nie wszyscy ;)))

                                                I nie drzyj się do mnie :)))

                                                Bardziej twórcze będzie zrozumienie tego, co inni piszą, zamiast wytykanie
                                                każdemu a to brak zrozumienia, a to rzekome przekręcnie twoich słów.
                                                • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 11:24
                                                  Kiedyż to ja się na Ciebie wydarłam???

                                                  Co do wszystkich wypowiedzi, to ja je rozumiem, natomiast nie ze wszystkimi się
                                                  zgadzam. Z przękrecaniem zas jest tak, że jesli ja wyraźnie piszę ŻE NIC OD
                                                  NIEJ CHCĘ I NICZEGO SIĘ NIE DOMAGAM, a za chwilę ktoś mi wmawia, że ja czyham
                                                  na czyjeś pieniądze czy mieszkanie, no to chyba mam prawo się zdenerwować...
                                                  Ja tez jestem taka mądra i wiem, że mój stosunek do niej nie jest zdrowy, ale
                                                  mało kto tutaj dopuszcza do siebie myśl, że czymś to jest spowodowane, i nie
                                                  jest to tylko mój wymysł. Tutaj wielu z Was z góry zakłada, że problem tkwi
                                                  tylko we mnie. Rzadko kiedy tak jest...
                                                  • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 20.11.03, 12:43
                                                    ale Ty sama piszesz, że to bezpodstawne, co do niej czujesz?...
                                                  • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 12:50
                                                    Bezpodstawne jest o tyle, że mi osobiście nic nie zrobiła.
                                                    Natomiast irytuje mnie jej stosunek do innych ludzi: do ojca jej dziecka, do
                                                    faceta z którym teraz mieszka, do swoich rodziców, do swojej już w tej chwili
                                                    byłej przyjaciółki, i na końcu - o co mam największe pretensje - do mojego
                                                    męczyzny, a jej brata.
                                                  • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? 20.11.03, 13:01
                                                    Eeetam, jak dla mnie przez to, że usiłujesz mieć pretensje "w imieniu" swojego
                                                    ukochanego wcale nikomu nic dobrego nie daje, nie da i nie ma sensu.
                                                    Ale Twój wybór. I Twojego ukochanego też.

                                                    Ja bym nie chciała, żeby ktoś - nawet z najszczerszych pobudek - decydował za
                                                    mnie, kiedy, do kogo i o co miec pretensje.
                                                    Ale może tylko ja.
                                                  • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę - czyja to własność? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 13:20
                                                    Przecież ja nie decyduję ze niego!!! To ja jej nie lubię, nie on! Przepraszam
                                                    ze az tyle tu wykrzykników, ale juz brak mi słów jak Ci to tłumaczyć; powoli
                                                    zaczynam mieć wrażenie, że chodzi Ci tylko o to, by coś mi wytknąć, i uczepić
                                                    się każdego słowa jakie napiszę. Nie wiem w czym miałoby mi to pomóc. Wydaje mi
                                                    się, że z góry założyłaś że to tylko moja wina, i teraz próbujesz mi to
                                                    udowodnić. Tylko że widzisz, nie jestem osobą której łatwo coś wmówić, i
                                                    negowanie wszystkiego co napiszę nie jest sposobem na mnie. Chyba jeszcze w
                                                    niczym sie ze mną nie zgodziłaś (albo jeśli tak to skutecznie to
                                                    przemilczałaś...), więc pytam O CO TU CHODZI???
                                                  • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę 21.11.03, 00:38
                                                    no to tu się różnimy
                                                    jak widzę problem to nie widzę winnego
                                                    nic mi ani Tobie z pokazywania palcem

                                                    a potrzebujesz żebym się z Tobą zgodziła?
                                                    zgadzam się
                                                    masz problem i Twoi bliscy też
                                                    ale to nie jest problem nierozwiązywalny
                                                    jak piszę, to po to, byś zobaczyła, jak absurdalne jest takie widzenie sprawy

                                                    spojrzyj z innego punktu widzenia

                                                    i tylko tyle
                                                  • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.03, 12:42
                                                    Witam,
                                                    nie chodzi mi o to byś mi przytakiwała, ale bys też nie negowała dosłownie
                                                    wszystkiego co napiszę. Rada, aby spojrzeć na sprawę z innej strony jest w
                                                    porządku, ale chyba nie potrafię znaleźć tej odpowiedniej strony, bo z której
                                                    nie patrzę nadal uważam ją za antypatycznego typa;-)))
                                                    Tak sobie myślę, że polubić to jej chyba nie polubię, ale mogę poudawać, że nic
                                                    do niej nie mam. W ten sposób problem nie zostanie co prawda rozwiązany, ale
                                                    też nikomu nie będę robić krzywdy. Tylko sama sie będe męczyć;-(((
                                                  • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę 21.11.03, 13:18
                                                    bo Ci dobrze z twoim punktem widzenia i nie zagladasz za spojrzeniem tych, co
                                                    Ci tu piszą

                                                    spróbuj
                                                    jak nie teraz, to i tak daj ci Boże kiedyś odmianę
                                                    bo ja bym się raczej wykończyła przy takiej animozji
                                                    lada chwila obustronnej
                                                    przez np 30 albo 50 lat
                                                  • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.03, 14:21
                                                    Gdyby było mi z tym dobrze, to raczej nie powstał by ten wątek. To, że nie
                                                    potrafię spojrzeć na tę sprawę z takiego punktu widzenia, by było ono korzystne
                                                    dla jego siostry, nie wynika z mojej złej woli, a raczej braku pomysłu, jak to
                                                    zrobić. Z resztą, w zasadzie nie chodzi mi o to aby ją polubić (bo uważam, iż
                                                    jest to mało prawdopodobne), a jedynie o to, aby umniejszyć skutki tegoż faktu.
                                                    Jak już wspomniałam wcześniej, najlepszym rozwiązaniem będzie robienie dobrej
                                                    miny do złej gry. Chociaż jeśli chodzi o mnie i z tym mogą być spore trudności,
                                                    jako że po mnie po prostu widać co czuję i co myślę.
                                                  • Gość: annie Re: Chwileczkę, chwileczkę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.03, 14:27
                                                    Aha, i jeszcze jedno.

                                                    >>>jak nie teraz, to i tak daj ci Boże kiedyś odmianę

                                                    Jaką odmianę masz na myśli?
                                                  • alfika Re: Chwileczkę, chwileczkę 21.11.03, 16:40
                                                    o odmianie punktu widzenia cały czas mowa i cały czas

                                                    jak stawiałabyś na całkowitą szczerość w otwartym rypaniu nieprzyjemności, to
                                                    pozwolę sobie zauważyć, że
                                                    uczciwym jest tak samo od razu za wszystko chwalić - czyli "rypać prosto w
                                                    oczy" każdy najdrobniejszy pozytywny odruch, słowo, gest, spojrzenie - itd.

                                                    a potem człowiek zaczyna widzieć czyjeś odczucia, ale to już inny temat :)
              • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:36
                on ma 27 lat, od roku własną
                > firmę i jeszcze pracuje na pól etatu w międzynarodowej firmie. Ja jeszcze nie
                > pracuję (ponieważ jestem na ostatnim roku studiów dziennych, piszę pracę mgr.
                i
                >
                > pracuję tylko w wakacje), niemniej po zakończeniu studiów również założę
                własną
                >
                > firmę. Hehe, nadal uważasz ze jesteśmy ofiarami i sobie nie radzimy?;-)

                hehehe... no jasne, ze jestescie ofiarami, macie mozliwosc zamieszkania razem
                ale zydzicie sie na 600 zotych -do tysiaca, i ty jeszcze marudzisz, ze to winna
                jest temu sytuacja i morale jego siostry... no ofiary losu jak pragne
                zdrowia...och..boshe, az mnie brzuch rozbolal,..
                ale zdradze ci w tajemnicy kiedy facet w wieku 27 lat majac mozliwosc cos
                wynajac nie robi tego - bo nie ma zamiaru z kims zamieszkac, gdyby byl sam to
                by wynajal... zobacz, ze nie biore wcale pod uwage, ze on lubi mieszkac z
                rodzicami, bo trudno by mi bylo w to uwierzyc skoro taki obrotny gosc z niego;)

                > Niemniej nie stać nas w tym momencie na własne mieszkanie, ponieważ on
                > inwestuje w swoją firmę, a ja zamierzam w moją. Wynajmować mieszkania nie
                > zamierzamy, bo to strata pieniędzy - przemęczymy się kilka jeszcze lat i
                > zamieszkamy u siebie.

                hehehe.... ech

                > przekręcasz moje słowa!

                oj nie nie.. poczytaj co napisalas, to ty a nie girlfriend przekreca slowa


                > Z resztą o tym mieszkaniu napisałam w kontekście jego wspaniałej siostry,
                którą uważam ze nie jest. To wszystko.

                bo to zla samolubna kobieta, powinna sie od ciebie uczyc:)
          • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:28
            jestes straszna zawistna baba, odwal sie od jej wlasnosci, nic ci do tego, tez
            sobie znalazlas powod do narzekan, ze ktos ma ale nie chce oddac, bo ty bys tak
            zrobila i tak jest bardziej w porzadku, a gowno prawda, a w czym problem
            abyscie wynajeli kawalerke co?.. ma 27 lat i co? to duzo czy malo?.. no sorry,
            ale naprawde wez ty sie za swoje zycie a nie wymagaj od kogos zachowan pod
            siebie
            • ethlin Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:36
              Przeczytaj dokładnie wszystkie posty, zanim zaczniesz mnie o cokolwiek
              oskarżać.
              • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:40
                to ty annie?
                • ethlin Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:44
                  Tak, to ja;-) Ale dalej będę pisać znowu jako Annie, bo cholera coś mi nie
                  działało...

                  Gdzieś tu widziałam Twój wpis strasznie krytykujący mnie i mojego faceta, że
                  nie mieszkamy razem. Skąd ta krytyka??? Świat sie zawali jak zamieszkamy razem
                  za 2 lata??
                  • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:49
                    > Tak, to ja;-) Ale dalej będę pisać znowu jako Annie, bo cholera coś mi nie
                    > działało...
                    >
                    > Gdzieś tu widziałam Twój wpis strasznie krytykujący mnie i mojego faceta, że
                    > nie mieszkamy razem. Skąd ta krytyka??? Świat sie zawali jak zamieszkamy
                    razem
                    > za 2 lata??


                    oj..no tak sie unioslem:)... po prostu nie podoba mi sie jak ktos uwaza, ze
                    jego zycie byloby lepsze gdyby ten ktos na drodze im nie stal..a najlepiej to
                    jakby ta osoba, ktora przeszkadza zrozumiala swoj blad i zrobila nam dobrze...

                    ech..przyjaciele tak szybko odchodza a wrogowie wydaja sie byc niesmiertelni:(
                    • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:52
                      Mój drogi,
                      wiem że masz poniekąd rację. Wiem ze życie jest za krótkie na złości. ale
                      widzisz, ja o tym wiem, a i tak jej nie lubię;-(((
                      Nie sadzę ze ona jest wcieleniem zła, ale pewnych jej zachowań nie rozumiem.
                      Poniewaz kocham i lubię mojego meczyznę przykro mi patrzeć na to jak ona go
                      traktuje;-(
                      • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 19:59
                        > Mój drogi,
                        > wiem że masz poniekąd rację. Wiem ze życie jest za krótkie na złości. ale
                        > widzisz, ja o tym wiem, a i tak jej nie lubię;-(((

                        i wcale nie musisz jej lubic.. ja tez wcale nie wszystkich lubie i co wiecej,
                        nie lubie tych co maja wg mnie zly wplyw na moich najblizszych, ale jedyne co
                        moge zrobic to starc sie zrozumiec ich punkt widzenia i nie dokladac im swojej
                        frustracji na to, ze z czym sie nie zgadzam a co kytos toleruje badz nie, ale
                        jest to w jego zycie wpisane

                        > Nie sadzę ze ona jest wcieleniem zła, ale pewnych jej zachowań nie rozumiem.
                        > Poniewaz kocham i lubię mojego meczyznę przykro mi patrzeć na to jak ona go
                        > traktuje;-(

                        tez mi przykro patrzec na niektore zachowania pewnej osoby, ktora niszczy kogos
                        mi bliskiego, ale czasem nie mozna przerwac czegos co jest sprzeczne z punktem
                        widzenia tej wlasnie osoby,..po prostu czasem tak bywa, ze ludzie wokolo nas sa
                        nie tacy jakich bysmy chcieli i cieszyc sie, ze mozna kochac kogos takim
                        wlasnie i za to ze jest
                        • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:06
                          Czytam, i myślę że mądrze piszesz. Tylko co z tym robić dalej? Mój męczyzna np.
                          chce ją często odwiedzać, i chce tam jeździć ze mną. Jemu jest przykro bo ja
                          nie pojadę i musi jechać sam, a mi jest przykro, bo siedzę tutaj bez niego. Jak
                          ona od święta ich odwiedzi, ja nie jestem w stanie się zmusić by wtedy do niego
                          przyjechać. A co będzie, jak będziemy rodzinką? Święta, rodzinne spędy, te
                          sprawy... Nie widzę rozwiązania dla tej sytuacji.
                          • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 20:14
                            moge jedynie powiedziec co ja robie, jak nie mam zamiaru gdzies isc bo kogos
                            nie lubiie i ktos mi na nerwy dziala... ja po prostu tam ide i sie dobrze
                            bawie i sie smieje i wcale sie nie przejmuje, ze ktos mnie nie lubi badz ja
                            kogos nie lubie, ale robie to dla kogos szczegolnego dla mnie, dla tej wlasnie
                            osoby, ktora chce abym byl przy niej.... sam z siebie to bym naprawde wielu
                            ludzi olal..ale nie mam wyjscia i akceptuje ta czesc zycia i naprawde dobrze
                            sie bawie:)
                            • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:18
                              No tak, ale jak zachowujesz się w stosunku do tej konkretnej osoby? Ignorujesz
                              ją? Próbujesz rozmawiać?
                              • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 20:22
                                jestem grzeczny, zachowuje sie naturalnie, opowiem czasem jakies dowcip, naleje
                                winka, poobgaduje kogos lub cos...zachowuje sie tak jakby to byla osoba mi
                                bliska, ale jezeli wyczuwam niechec to na sile nie zabawiam rozmowa, siedze
                                sobie cichutko i pije piwko albo wodeczke, albo cos czytam, albo wyjde sobie na
                                balkon na papieroska..jak sie mnie o cos pyta to grzecznie odpowiadam i sie
                                usmiecham..mowie 'dobranoc" i wychodze..i jestem szczesliwy, ze ktos jest
                                szczesliwy....
                                • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:27
                                  Prawdziwy strateg z Ciebie;-)
                                  No cóż cały problem to przełamać swoją niechęć. Ale to nie takie proste...
                                  • j_ar Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 20:29
                                    nie jest proste kiedy wiemy to co wiemy i kiedy musimy udawac, ze tego nie ma,
                                    ale kiedy zaakceptujemy osobe nam bliska z jej podejsciem do zycia to wtedy
                                    jest jakos tak dziwnie latwo to robic
                                  • Gość: gf Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:30
                                    znajdź sobie w niej 1 rzecz, którą da się polubić i trzymaj się tego mocno.
                                    • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 20:34
                                      Ładnie powiedziane;-)
                                      Zobaczę co da się zrobić... Ale jak mi się uda ją chociaż tolerować, sama sobie
                                      postawię pomnik;-)
                                      • alfika Re: Nie znoszę jego siostry! 20.11.03, 10:34
                                        Nie wiem, czy będziesz miała okazję postawić ten pomnik.

                                        Znam podobną sytuację - zona zazdrosna o męża wobec jego siostry - nie
                                        cierpiała jej i punktowała każdą słabostkę.
                                        W życiu tego by nie nazwała zazdrością, oczywiście :)

                                        Nie chciała z nim u tej siostry bywać.
                                        Miała satysfakcję jak diabli, choć wszystkim pozostałym było przykro.
                                        Może i dzieki temu miała satysfakcję ;)

                                        Ta siostra nie była oczywiście święta, ale - jak ten mąż zmarł, to ta żona
                                        zaczęła i o telefonach z życzeniami do tej paskudnej siostry pamiętać, i o
                                        odwiedzinach, i wspólny język znalazły - i nagle nawet podobieństwo rysów
                                        twarzy tej siostry i tego zmarłego jest tak cenne nagle...

                                        Nie, nie był stary.
                                        To się może zdarzyć zawsze.
                                        I nagle animozje wydają się tak strasznie durne!...
                                        • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 10:59
                                          >>Miała satysfakcję jak diabli, choć wszystkim pozostałym było przykro.
                                          Może i dzieki temu miała satysfakcję ;)

                                          Widzisz, i tu się róznimy, bo mnie wcale ta sytuacja nie cieszy, a wie o niej
                                          tylko mój męczyzna i ja.
                                          Cóż jeszcze mogę napisać? Tak troche podsumowując (choć mam nadzieję, że
                                          dyskusja sie jeszcze nie konczy, kazda dyskusja prowadzi do jakichś wniosków),
                                          powiem szczerze, że jak na razie jedyną osobą która wydaje mi się ze ma rację,
                                          i której rady mam zamiar posłuchac bo wydaje mi się najtrafniejsza, jest j_ar.
                                          Może dlatego ze on mi nie kaze jej lubić, ani na siłę sie do niej przekonywać.
                                          Nie szukać na siłę kontaktu, wytrzymać spotkania których ciężko by uniknąć, i
                                          robić to dla mojego męczyzny, a nie dla niej. A oto fragment którejś z jego
                                          wypowiedzi:

                                          >>>moge jedynie powiedziec co ja robie, jak nie mam zamiaru gdzies isc bo kogos
                                          nie lubiie i ktos mi na nerwy dziala... ja po prostu tam ide i sie dobrze
                                          bawie i sie smieje i wcale sie nie przejmuje, ze ktos mnie nie lubi badz ja
                                          kogos nie lubie, ale robie to dla kogos szczegolnego dla mnie, dla tej wlasnie
                                          osoby, ktora chce abym byl przy niej.... sam z siebie to bym naprawde wielu
                                          ludzi olal..ale nie mam wyjscia i akceptuje ta czesc zycia i naprawde dobrze
                                          sie bawie:)


                                          • alfika Re: Nie znoszę jego siostry! 20.11.03, 11:18
                                            nie chcę cię jakoś szczególnie martwić, ale mam w zwyczaju czytać posty zanim
                                            gdzieś coś dodam :)

                                            ja wciąż twierdzę, że nienawiści i złośliwości jeszcze nikt nikomu nie
                                            zabronił :)
                                            może dotrzesz do mojego wczorajszego bodajże posta o tym :)

                                            Powodzenia, jakkolwiek byś tego powodzenia sobie nie wyobraziła :)
                                            • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 12:06
                                              >>>nie chcę cię jakoś szczególnie martwić, ale mam w zwyczaju czytać posty
                                              zanim
                                              gdzieś coś dodam :)

                                              Cieszy mnie to bardzo;-)))

                                              Jesli chodzi o złośliwości (jak też już wspomniałam), ja jej takowych nie
                                              czynię! Po pierwsze dlatego, że nie mam z nią kontaktu, a także dlatego, ze nie
                                              o to mi chodzi. Ja tylko chcę, żeby nie wykorzystywała mojego męczyzny, i żeby
                                              traktowała go tak jak on ją traktuje. Tak niestety nie jest, bo ona nie z tych
                                              typów co by się przejmowała kimś więcej niż samą sobą.
    • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 15:11
      PRZEPRASZA8M ŻE 7NI2E PISZE A0LE 2COŚ 8MI SIE S2CHRZA7NIŁO... JAK TY0LKO 2COS
      Z TY8M ZRO4BIETO ODPISZE...
      • alfika Re: Nie znoszę jego siostry! 18.11.03, 15:51
        ale nas podliczyłaś :))))))))
        już tu było liczone, nawet barany ;PPP
        • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 15:56
          kur2cze, 2chet7nie 4by8m wa8m to wszystko wyjaś7niło, a0le 2chy4ba 8ma8m
          jakiegoś wirusa a0l4bo 2coś, 4bo sa8me widzi2cie jak piszę;-(
          • alfika Re: No jak tak możesz!!! :))))))) 18.11.03, 16:18
            od ósemek na nas piszesz :)))))))))

            wylecz komputer, my i tak tu wrócimy! - zachichotała szatańsko panna Oleńka
    • Gość: Martyna Re: do gilfriend IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 02:14

      Sorry ale ja totalnie sie z Toba nie zgodze , ze jesli kocha sie kogos to
      automatycznie kocha sie jego bliskich , osoby, ktore on czy ona kocha. To
      zupelnie nie ma sensu.

      Czyli co to jest milosc dla Ciebie ?
      • Gość: girlfriend Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 14:18
        Automatycznie napewno nie. W ogóle nikogo nie kocha się automatycznie.
        Wyprodukowaliśmy tu już tyle postów o miłości w ostatnich tygodniach, że nie
        wiem, co jeszcze mam dodać.

        Jeśli jednym zdaniem, to Kaziu napisał najładniej - "kiedy mówisz kocham,
        zapomnij, ze jesteś".

        A jeśli całym wierszem, to "Hymn o miłości" z listu sw.Pawła do Koryntian
        (drugiego? chyba tak)

        Mówię o swoim doświadczeniu, o tym Kazia znikaniu. Zakochana to ja byłam nie
        raz, bo kohliva jestem ;) I to nieprzytomnie zakochana. Ale Miłością mogę
        nazwać tylko jedną relację. I zapewniam Cię, że można kochać mężczyznę tak, że
        wszystko, co go dotyczy wydaje ci się cudem i zrobisz dla niego też wszystko,
        łącznie z "jego" ponad "moje". Tylko ze to jest kwestia właściwego mężczyzny.

        Prawdopodonie Ci, którzy choć raz w życiu spotykają Właściwego, są w absolutnej
        mniejszości. Bo nie wierzę, że większość jest do tego niezdolna. Kiedy spoykasz
        kogoś takiego, na zawsze porzucasz myślenie o związku w kategoriach dobrze
        prosperującego biznesu, sprawiedliwego podziału wszystkiego, kompromisu itd.

        W gruncie rzeczy, to analogiczne do perfekcyjnej relacji erotycznej, czyli
        takiej, w ktorej nie ma żadnych kompromisów, bo wszystko jest absolutnie
        kompatybilne ze sobą, na poziomie instynktownym resztą.

        pzdr :)



        • matrek Choilera gilfriend ... 19.11.03, 16:15
          Gość portalu: girlfriend napisał(a):

          > Automatycznie napewno nie. W ogóle nikogo nie kocha się automatycznie.
          > Wyprodukowaliśmy tu już tyle postów o miłości w ostatnich tygodniach, że nie
          > wiem, co jeszcze mam dodać.
          >
          > Jeśli jednym zdaniem, to Kaziu napisał najładniej - "kiedy mówisz kocham,
          > zapomnij, ze jesteś".
          >
          > A jeśli całym wierszem, to "Hymn o miłości" z listu sw.Pawła do Koryntian
          > (drugiego? chyba tak)
          >
          > Mówię o swoim doświadczeniu, o tym Kazia znikaniu. Zakochana to ja byłam nie
          > raz, bo kohliva jestem ;) I to nieprzytomnie zakochana. Ale Miłością mogę
          > nazwać tylko jedną relację. I zapewniam Cię, że można kochać mężczyznę tak,
          że
          > wszystko, co go dotyczy wydaje ci się cudem i zrobisz dla niego też wszystko,
          > łącznie z "jego" ponad "moje". Tylko ze to jest kwestia właściwego mężczyzny.
          >
          > Prawdopodonie Ci, którzy choć raz w życiu spotykają Właściwego, są w
          absolutnej
          >
          > mniejszości. Bo nie wierzę, że większość jest do tego niezdolna. Kiedy
          spoykasz
          >
          > kogoś takiego, na zawsze porzucasz myślenie o związku w kategoriach dobrze
          > prosperującego biznesu, sprawiedliwego podziału wszystkiego, kompromisu itd.
          >
          > W gruncie rzeczy, to analogiczne do perfekcyjnej relacji erotycznej, czyli
          > takiej, w ktorej nie ma żadnych kompromisów, bo wszystko jest absolutnie
          > kompatybilne ze sobą, na poziomie instynktownym resztą.
          >
          > pzdr :)
          >
          >

          Chyba zrobię sobie z tego sygnaturke ;)
          To bardzo fajne, co napisałas
          • Gość: girlfriend Re: Choilera gilfriend ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:33
            You are welcome :)
            Cieszę się, ze nie tylko ja tak myślę :))
            • alfika Re: Choilera gilfriend ... 20.11.03, 12:39
              ja też, ja też!
              nawet kiedyś popełniłam wątek "zapomnij że jesteś gdzy mówisz, że kochasz" - bo
              to znalazłam u ks. Twardowskiego :)
        • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:21
          Wiesz girlfriend bardzo idealistycznie podchodzisz do miłości i mogę się
          założyć że z nikim nie jesteś, tudzież jestes z nim bardzo krótko. Oczywiście
          piszesz bardzo ładnie, ja też znam ładne teksty na temat miłości, i nawet w nie
          wierzę, niemniej nie przyjmuję ich dosłownie. Wierzę w nie dlatego, bo one
          pozwalają mi być lepszą, mobilizują mnie do tego, żeby sie starać itd. Tylko
          miłość boska jest idealna. My jesteśmy tylko ludźmi i kochamy też tylko jak
          ludzie. Nie mogę zgodzić się z tym, ze jeśli miłość jest prawdziwa, nie ma w
          niej kompromisów. Jesli są 2 osoby, sa i 2 rózne charaktery. Następuje ich
          zderzenie, a efekty bywają różne, nie tylko dobre. Nie żyjemy w bajce (no, może
          czasami;-) nie zawsze czujesz, że kochasz tak samo, więc w tych gorszych
          momentach kompromis jest bardzo potrzebny. Tylko mi nie pisz, ze w prawdziwej
          miłości nie ma tych gorszych chwil. Nie będe Cię też przekonywać, o tym czy
          kocham mojego chłopaka czy nie, dlatego że ja i on wiemy o tym najlepiej. Nawet
          jesli Ty uważasz że nam się tylko wydaje... Pozdrawiam
          • Gość: girlfriend Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:32
            Jesteś w totalnym błędzie w ocenie mojego "stanu cywilnego" :)

            Zmartwię Cię (a może ucieszę?) moja postawa nie wynika z teorii tylko z czystej
            zywej praktyki. jeszcze rok temu pewnie sama bym sobie nie uwierzyła.

            Życzę ci Miłosci zamiast miłości.

            p.s.z faktu, ze tego nie doświadczyłaś nie wynika, ze jesteś do tego niezdolna
            albo ze Ciebie to ominie. Ja też kiedyś miałam do czynienia z biznesami
            miłosnymi, w których były kompromisy. wierz mi albo nie - rzecz kompletnie
            różna jest mozliwa, ale ja cię do tego przekonywać nie zamierzam - przekonać
            Cię moze tylko Twoje własne życie, czego Ci - powtórzę - życzę. pozdrawiam.
            • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:42
              >jeszcze rok temu pewnie sama bym sobie nie uwierzyła.

              No tak, czyli rzeczywiście długo trwa ten Twój związek;-) Tak jak Ty to ja
              mówiłam przez kilka pierwszych lat naszego bycia razem. Pogadamy za parę lat.

              Nie wiem za kogo Ty sie uważasz, chyba za Pana Boga skoro wiesz, że to co łączy
              mnie i mojego chłopaka to miłość a nie Miłość. Życzę trwania w tym przekonaniu
              skoro tak czujesz się bardziej dowartosciowana, nam ono nie zaszkodzi.
              • Gość: girlfriend Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:47
                Który to jest Twój mężczyzna?


                > skoro tak czujesz się bardziej dowartosciowana,
                jesteś Bogiem, ze wiesz co czuję? ;)
                • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:51
                  Jak to który?

                  Taki ze mnie bóg jak z Ciebie;-)
                  • Gość: girlfriend Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 17:58
                    No, licząc od pierwszego chłopaka, ktory to Twój poważny zwiazek z mężczyzną?
                    • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:13
                      Jest to mój jedyny poważny związek. Trudno to co było wcześniej nazwać
                      czymkolwiek poważnym. I wierzę, że tak już zostanie. Dla mnie jednym ze
                      świadectw tego czy ludzie się kochają (i jak się kochają), jest wspólne
                      wychodzenie z trudnych sytuacji, rozwiązywanie konfliktów w sposób jak najmniej
                      raniacy drugą stronę. I z radoscią widzę, że robimy to coraz łagodniej i
                      spokojniej. Głownym (jedynym) naszym problemem w tym momencie jest mój stosunek
                      do niej. Z którym co gorsze nawet nie mam ochoty nic zrobić. A problem tak czy
                      inaczej istnieje.
                      • Gość: gf Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:25
                        > Jest to mój jedyny poważny związek.

                        i tu leży pies pogrzebany...

                        pozdrawiam :)
                        • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:35
                          Jaki znowu pies?;-)))
                          Pewnie mi rzucisz tekst jak moja mama to robi, że powinnam popróbować życia
                          (hehe, i nie tylko życia) i poprzebierać w facetach. Ja nie czuję takiej
                          potrzeby i odkad poznałam Pawła nie mam na to najmniejszej ochoty. Chociaż nie
                          powiem - były okazje. Jednak nie spotkałam dotąd człowieka który byłby wart
                          tego by dla niego zostawić mojego męczyznę;-)
                          • Gość: girlfriend Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 18:47
                            To bardzo ładnie, ale przyznasz że nie masz z czym porównać tej relacji.
                            Więc nie bądź taka pewna, że lepsze rzecy nie są możliwe.
                            • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:00
                              Nie nie, źle mnie zrozumiałaś. Ja nie uważam, że nasz związek jest idealny. Nie
                              uważam też że nie może być lepszy. Byłby pewnie lepszy już wtedy gdybym lubiła
                              jego siostrę... Natomiast to czego jestem pewna, to to, ze z nikim innym nie
                              chcę tworzyć związku, jak z moim męczyzną. To co teraz napisze zabrzmi
                              infantylnie być może i może kiczowato, ale tak było: kiedy go poznałam (a
                              mialam tylko 16 lat) przez myśl przemknęło mi TO ON. Od tamtej pory to się
                              potwierdza, chociaż zdarzają nam się sprzeczki; np. od soboty do wczoraj po
                              jednej dziennie;-) Ale dzisiaj było już miło;-)
                              Nie wątpię też, że Twój związek jest prawdziwy i że sie pewnie kochacie.
                              Ale myślę również, że trudno by porównywać nasze związki, i powiedzieć który
                              lepszy. Z tego co piszesz wynika, że masz jedną przewagę - nie nie lubisz jego
                              siostry;-)))
                              • Gość: girlfriend Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:04
                                Tak, zwłaszcza ze on nie ma siostry ;P
                                • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:05
                                  No tak;-))))
                                  A ma jakies rodzenstwo?
                                  • Gość: gf Re: do gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:07
                                    owszem, nie bądź taka sprytna ;P

                                    ja kocham absolutnie każdego, kogo on kocha (łącznie z ekskochankami - moze nie
                                    tyle je kocham, co uwielbiam :))
                                    • Gość: annie Re: do gilfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:13
                                      Dobre;-))))))
    • barbie4 Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 07:21
      ja tez, tzn. nie "twojej" jego siostry, ale "mojej" jego siostry,
      sytuacja własciwie analogiczna, tylko z ta róznica ze ja poczatkowo ja lubiłam
      a potem stało sie dokładnie to co napisałas- bez jakiegos wielkiego powodu -
      przestałam ja lubic, a wrecz przeciwnie, jej towarzystwo doprowadza mnie do
      szału. własciwie potrafie skomentowac i powiedziec jakas uszczypliwa uwage (w
      myslach :-) do kazdego jej ruchu, ze nie wspomne o tym co mowi.... nie chce mi
      sie z tym walczyc, bo uwazam ze na 3/4 zasłuzyła. Moj mezczyzna .. hmm.. no
      denerwuje sie, twierdzi ze sie czepiam. wiesz, to ze nic z tym nie robie, nie
      znaczy ze nei przeaanalizowalam tego we wszystkie strony, i w sumie doszlam do
      bardzo konkretnych wniosków- siostra (starsza) przez całe zycie miala kim
      rzadzic, mogla sobei ingerowac w jego zycie, a tu pewenego dnia sie skonczylo.
      mało tego, ten brat :-) ma panne, ktora jest jakas taka... no chyba lepsza.
      a tak wogole to nie wiem, w moim przypadku, doprowadzalo mnie do pasji- ze ona
      pokazywala swoja wyzaszosc, zawwsze wiedziala lepiej, i mowila bardzo czesto
      niezrozumialym jezykiem (zamiast zegarek- machina odliczajaca czas;) taka
      nowomowa czy inne badziewie, a najbardziej chyba to ze pouczala mojego chlopaka
      jak ma ze mna postepowac, a sama jast najbardziej potulna zona na swiecie,
      ktora za przeproszeniem nie pojdize sie wysikac bez meza.
      o! ale obgadalam
      generalnie... durnowata siostra chłopaka to kara boza...
      • alfika Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 07:34
        W zasadzie to któż Ci może przeszkodzić w kierowaniu się nienawiścią, złością i
        złośliwością?
        Nikt.
        Więc - powodzenia :)
        Obyś nie płakała za bardzo, gdy ktoś Ciebie zacznie w taki sam sposób po prostu
        skreślać :)
        • kwieto Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 08:12
          Powodzenia zycze Ci
          Gdy nienawisc w Tobie tkwi
          Sto usmiechow wysle jeszcze
          Jakbys zaplakala w miescie
          • alfika Re: a ty, kwieciu 19.11.03, 09:46
            to znowu do mnie pijasz czy tą razom do barbie4?
            :)
            • kwieto Re: a ty, kwieciu 19.11.03, 18:02
              wyluzuj kochana,
              i lyknij szampana
              :")
              • alfika Re: a ty, kwieciu 20.11.03, 00:31
                jestem wyluzowana kiedy potrzeba
                nie martw się
                nawet jak pytam o cośkolwiek :)

                po szampanie mam bóle głowy
                nieszlachetne podniebienie
                woli szlachetne wina
                i inne piwne trunki
                nie na frasunki
      • millka26 Re: Nie znoszę jego siostry! 19.11.03, 08:55
        Ja tez nie znosze Jego siostry, ale w przeciwienstwie do Was dziewczyny mam
        konkretne powody. Na poczatku nawet sie lubilysmy, tzn. z perspektywy widze, ze
        to ja ja lubilam a ona mnie nie. Toczyla ze mna bezustanne boje doslownie o
        wszystko. Ja jako ta starsza i bardziej wyrozumiala jeszcze przynosilam jej
        prezenty - naiwna. Doprowadzila do tego, ze moj chlopak przestal spotykac sie z
        przyjacielem z niewiadomego powodu, nasi najblizsi znajomi oddalili sie od nas.
        Teraz juz wiadomo, otóz kochana siostrzyczka opowiadala niestworzone historie,
        kłamała, dopowiadała i zmyslala. Potrafiła podsłuchać nasze rozmowy, wiedziala
        za tem z kim i gdzie bylismy, szła wiec do znajomych i do dosłyszanych historii
        dopowiadala niemile komentarze, ktore niby my wypowiadalismy.
        Kiedys jednak postanowilismy naprawic nasze z nia relacje, umówilismy sie na
        kolacje, mozna powiedziec milo bylo, my zaplacilismy za kolacje, potem jeszcze
        byly lody, piwko i oczywiscie tez zaplacilismy. Mielismy nadzieje, ze ten
        wieczor moze nie zmieni radykalnie naszych stosunkow ale delikatnie nawiazemy
        porozumienie. Jaka bylam naiwna dowiedzialam sie po miesiacu, gdy w koncu
        przyjaciele nie wytrzymali opowiedzieli historie siostrzyczki - zdamiem
        kochanej siostry bylo tak - zaprosilismy ich na kolacje, Oni nie mieli
        pieniedzy wiec zamowili sobie tylko piwo w 2 siedzieli przy jednym piwie, a my
        objadalismy sie a oni patrzyli, nawet nie zaproponowalismy im kolacji. Potem
        przyjaciele opowiedzieli nam proszac o wyjasnienie inne histopie z naszego
        zycia i tak wyszla na jaw intryga siostrzyczki. Ale to jeszcze nie koniec
        stwierdzila "jeszcze mi uprzykrzy zycie" - chyba tylko nie zdaje sobie sprawy
        ze wiecej nie moze :))
        Pozdrawiam
      • procesor co do kary bożej 19.11.03, 10:53
        barbie4 napisała:
        > generalnie... durnowata siostra chłopaka to kara boza...

        Yhm, a druga kara boza to durnowata siostra brata.. :)

        A ja mam świetne bratowe.

        "machina odliczajaca czas".. - to nowomowa? mnie sie podoba :)
        • barbie4 Re: co do kary bożej 19.11.03, 14:12

          > barbie4 napisała:
          > > generalnie... durnowata siostra chłopaka to kara boza...
          >
          > Yhm, a druga kara boza to durnowata siostra brata.. :)
          >
          > A ja mam świetne bratowe.
          a ja jestem jedynaczka, i Alleluja :-)
          >
          > "machina odliczajaca czas".. - to nowomowa? mnie sie podoba :)
          a mnie nie!!! jesli slysze opisanie jakiegos przedmiotu klikunastoma słowami
          zamiast jednym pięsci mi sie zaciskaja,
          wiesz to nie konkurs oratorski

          >
    • Gość: SARA Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.inetia.pl 19.11.03, 18:51
      anne, ja też nie znoszę jego siostry i też wiem dlaczego, za to że jest tak
      cholernie wyrachowana w życiu, w konatktach z moim mężem, który uważaj ją wciąż
      za mąłą siostrę, rozumiem cię doskonale, annie, jeśli chcesz o tym podadać na
      priva napisz sara.1111@wp.pl wiem co cię trapi bo sama przez to przechodzę od
      ponad 5 lat
      pozdrawiam cieplutko
      • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.11.03, 19:17

        Dzięki Sara, mimo że nie cieszy mnie Twoja sytuacja, to przyznam ze czuję się
        mniej nienormalna z tym problemem.
    • Gość: Martyna Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 20:54
      > Prawdopodonie Ci, którzy choć raz w życiu spotykają Właściwego, są w
      > absolutnej
      > >
      > > mniejszości. Bo nie wierzę, że większość jest do tego niezdolna. Kiedy
      > spoykasz
      > >
      > > kogoś takiego, napodziału ws zawsze porzucasz myślenie o związku w
      kategoriach dobrze
      >
      > > prosperującego biznesu, sprawiedliwego zystkiego, kompromisu it
      > d.
      > >
      > > W gruncie rzeczy, to analogiczne do perfekcyjnej relacji erotycznej, czyli
      >
      > > takiej, w ktorej nie ma żadnych kompromisów, bo wszystko jest absolutnie
      > > kompatybilne ze sobą, na poziomie instynktownym resztą.


      Czyli uwazasz ,ze do milosci potrzeba dwoch identycznie zgranych i
      dopasowanych ludzi? Jakby moja wersja w wydaniu meskim, ktorzy maka identyczne
      dopasowanie seskualne, gusta , cele, nawyki , itd?

      Ja nigdy nie myslalam o zwiazkach w kategorii prosperujacego biznesu, czy
      sprawiedliwego podzialu.
      Jednak ja wierze, ze milosc zdarza sie rowniez pomiedzy nie tak idealnie
      dopasowanymi ludzmi , ze milosc istnieje a kompromisy sa jednym z wielu wyrazow
      milosc.

      Pozdrawiam
      • Gość: girlfriend Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:20
        Nie, nie chodzi absolutnie o identyczność celów czy nawyków. Ja mam nawyk picia
        vina, on szkockiej. I sto pięćdziesiąt innych. Każdy ma tez swoją przestrzeń na
        swoje sprawy, co do których się nie umawiamy, bo właśnie zostawiamy sobie
        szeroką autonomię.

        Chodzi mi raczej o otwarcie na jego pomysły i entujastyczną akceptację, kiedy
        po "spróbowaniu" okazuje się, ze to jest to. A zawsze się okazuje, kiedy to
        jest Ten.

        Ja nie potępiam związków, w których trzeba dochodzić do kompromisu metodą
        negocjacji - np. w łóżku (za kompromis uwazam ustepstwo, które sprawia Ci
        jakąśtam niewygodę czy przykrość drobną). Ale, za głęboką, najlepszą i tą
        prawdziwą Miłość, uważam taką relację, kiedy nie musisz, bo wszystko Ci pasuje,
        mimo ze wcześniej cos takiego nie pasowało.

        nie wiem jak to jaśniej wyłożyć, więc podam przykład: kiedyś uważałam że seks w
        dzień jest mało romantyczny, wulgarny i w ogóle do niczego, bo jakiś taki
        skandynawski, a poza tym nie w moim stylu.
        Bo tak było z innymi, pod jakimiś tam względami gorzej, niewygodnie.
        Ale nie z Tym właściwym.

        Co najciekawsze działa to w obie strony.
        pzdr :)





        • Gość: Martyna Re: do Gilfriend IP: *.proxy.aol.com 19.11.03, 22:09

          Gratuluje znalezienia takiej wspanialej milosci .

          Wydaje mi sie, ze wiem o czym piszesz -ja kiedys tez tak kochalam .
          Chodzi o to, ze kompromisy jakby juz nie sa kompromisami poniewaz jakby "
          wszystko w obecnosci ukochanego staje sie wyjatkowe wiec juz takie niewygody i
          ustepstwa przestaja byc niewygodami czy ustep[stwami w naturalny sposob.

          Jak np ktos nie lubi jakiejs pozycji w seksie ale z tym ukochanym wszystkie
          pozycje sa rewelacyjne dlatego, ze sa wlasnie z nim.


          Jednak chcialam dodac moje 3 grosze , ze taka milosc czasami moze byc bardzo
          niebezpieczne bo kiedy kobieta kocha taz wlasnie faceta i zmienia pewne
          elementy w swoim zyciu i pewne nawyki np zawsze marzyla o karierze a tu spotyka
          milosc i jej ukochany pragnie kobiety niepracujacej , ktora zajmuje sie domem i
          wychowuje dzieci . Wyobrazmy sobie, ze oni zakladaja rodzine i pozniej okazuje
          sie, ze on ja zdrada, wpada w alkoholizm , umiera, odchodzi do innej to taka
          babka zostaje powiedzmy z dziecmi , bez zawodu doswiadczenia etc

          Wydaje mi sie, ze nie wolno sie tak zatracic trzeba miec swiadomosc tego do
          jakiego stopnia jestesmy w stanie isc na ustepstwa najlepiej je spisac aby
          potem zaslepione miloscia nie rezygnowac z tego co kochamy i z naszych marzen.


          Jeszcze jedno przeczytalam 1 list do Koryntian i co ciekawe - przeczytalam po
          angielsku i po polsku . W angielskiej wersji milosc wystepuje jako charity .

          Te wzystkie tlumaczenia bibli sa dla mnie troche szokujace - jak wiele zmienia
          sie , zalezy od tlumaczenia w kwestiach podstwowych. JAK TU CZLOWIEK
          poszukujacy nie ma sie zgubic?
          • procesor Re: do Gilfriend 19.11.03, 22:33
            Gość portalu: Martyna napisał(a):
            > Jeszcze jedno przeczytalam 1 list do Koryntian i co ciekawe - przeczytalam
            > po angielsku i po polsku . W angielskiej wersji milosc wystepuje jako
            > charity .
            > Te wzystkie tlumaczenia bibli sa dla mnie troche szokujace - jak wiele zmienia
            > sie , zalezy od tlumaczenia w kwestiach podstwowych. JAK TU CZLOWIEK
            > poszukujacy nie ma sie zgubic?

            Proste. List św. Pawła nie mówi tylko o miłości między kobnieta i mężczyzna.
            Przykazanie miłosci każe kochac swego bliźniego. Każdego.
            Girl swoje pojecie miłości odnosi tylko do ukochanego faceta.
            Ale spróbuj jej powiedziec że mnie powinna kochac jako bliźniego swego , hahaha!

            Oczywiscie ukochany tez bliźnim jest wiec jak już sie go tak kocha to super.
            Gorzej że dla reszty swiata nie starcza tyl eile trzeba. :D
            • Gość: gf o jezoochryście, procesor... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 22:57
              czasem jak cię czytam, mam nadzieję, ze się wygłupiasz, ze udajesz kogoś tak
              niekumatego...

              ten wątek jest zwiany z miłościa do mężczyzny i o tym z Martyną rozmawiamy
              więc mozesz tu powstawiać dowolne miłości - do psów, ojczyzny, matematyki,
              prababci, siebie...i tak sensu to nie bedzie miało.

              nie zamierzam Cię kochać - nie jestem Chrystusem
              idź do Jedrusia, on ma większe serce

              nie jesteś proceor naprawde resztą swiata, choćbyś nie wiem jak sie jeszcze
              nadęła...
          • Gość: gf Re: do Gilfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 23:15
            Dla mnie jakiekolwiek próby ingerencji w moją przyszłość (np.takie, o których
            piszesz) byłyby czerwonym światłem. Wiadomo, ze rozwój zawodowy jest dla mnie
            dobry. On mnie kocha i dlatego ten rozwój wspiera - bardziej niż to
            potrzebne ;))

            Jest jeszcze jedne istotne kryterium Miłości. Z nim jesteś lepsza niż bez
            niego - jesteś lepszym człowiekiem ale i np.szybciej rozwijasz się zawodowo.

            Szczerze mówiąc nie potrafię sobie wyobrazić swojej fascynacji konserwatystą.
            Prawdopodobnie jestem "impregnowana" na tych, którzy de facto źle mi zyczą (bo
            tak rozumiem prośbę o rezygnację z pracy zawodowej). To by chyba był instynkt
            samozachowawczy. Czyli oznaka zdrowia :)

            Wydaje mi się że takie kobiety, które na coś takiego przystają wbrew swoim
            marzeniom, nie tyle kochają, co są uzależnione od takich mężczyzn.
            to jest coś chorego - zrezygnować z marzenia. Niedobry kompromis właśnie.

            Ja kocham marzenia mężczyzny, ktorego kocham, choć niektore są niebezpieczne
            dla jego zycia. Gdybym była egiostką obstawałabym przy rezygnacji z
            niebezpiecznych wypadów w góry na przykład. Nie potrafię tego precyzyjnie
            wyjasnić, ale jego udzielające mi się szczęście związane z taką wyprawą, jest
            dla mnie tak ogromne, ze spycha w kąt ewentualny niepokój o niego - w gruncie
            rzeczy egoistyczny.
    • Gość: Beata Re: Nie znoszę zony mojego brata.......... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.11.03, 01:04
      A ja nie znosze zony mojego brata. Na poczatku kazdy jej nadskakiwal, bo
      myslelismy ze jej podly charakter sie zmieni. Oczywiscie , nie zmienil sie, bo
      ktos o tak wyjatkowo podlym charakterze zmienic sie nie moze. Odsunela brata
      od jego bliskich; rodzicow, siostry, nawet znajomych i jego dobrych kiedys
      przyjaciol.Wypisywala przedurne, podle listy do naszej dalszej rodziny, ktora
      notabene nigdy jej na oczy nie widziala. Facet jest zupelnie sam. O nie
      przepraszam jest otoczony ....jej rodzina, jej znajomymi...Tak jest od wielu
      lat. Dziesiatki naszych i jego uroczystosci i Swiat spedzonych osobno. Tego
      sie juz nigdy nie wroci. Teraz nie czuje do niej nic. Pozostal tylko ten zal o
      to ze nasze dzieci i ich dzieci sie nie znaja, ze my nie znamy ich dzieci ,
      oni naszych. Ostatnio zezwolila mu na kontakt telefoniczny z rodzicami, bo
      ojciec byl bliski smierci. Po 22 latach brat zaczal przebakiwac ze moze w
      koncu odwiedzi rodzicow w ich domu ( ojciec nie moze podrozowac), ale na tym
      sie skonczylo. Kiedys dawno temu ich sasiadka powiedziala do mojej mamy:
      Halina nigdy nie pozwoli mu nawet jechac na wasz pogrzeb. I tak to chyba
      bedzie. Niestety........
      • Gość: annie Re: Nie znoszę zony mojego brata.......... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 10:46
        Szczerze Ci współczuję... Ale wiesz, może jednak kiedyś wasze dzieciaki to
        przerwą, i one nawiążą ten kontakt.
        A wniosek mi nasuwa się jeden - to nieważne czy ktoś jest siostrą faceta, czy
        żoną brata, pokręceni ludzie są wszędzie.
      • Gość: renata Re: Nie znoszę zony mojego brata.......... IP: *.inetia.pl 20.11.03, 11:53
        wiesz co to jakbym widziała moją bratową, egiosttke, uważającą tylko i
        wyłącznie swoją rodzine, swoje rodzeństwo np. dla mnie i mojego meża nie było
        miejsca na nocleg, a dla jej siostrty, brata, ojca matki-żaden problem, od
        momentu jego ślubu-7 lat żadnych świąt spędzonych razem, żadnego przyjazdu do
        rodziców, mimo, że mieszka 100 km od nich, za to jej rodzice są odwiedzani (150
        km )co tydzień i nie jest za daleko, kontakt z wnuczką ze strony mojej mamy-
        tylko jak sama do nich pojedzie i to oczywiście bez mego brata, który pracuje,
        aby ona mogła sobie spokojnie siedzieć w domu i wychowywać dziecko, wcześniej
        kilka prac i w żadnej nie wytrzymuje, bo za nerowe biedactwo, podobnie jak w
        twoim przypadku Beato, na początku też nadskakiwałam ja a nadal nadskakuje moja
        mama, ale teraz mam to w dupie jak sobie chce, rywalizuje z nami we wszystkim-
        przykład? w marcu kupili kawalerkę, my kupiliśmy w kwietniu, ale 2 pokoje, bo
        tak nam wygodniej, wierciła dziurę w brzuchu dla mego brata, który haruje jak
        wół(wiem to od wspólnych znajomych)no i proszę w tym roku w lutym kupili 2
        pokoje- gdzie , nawet nie wiem, bo nie raczyli sie do tej pory odezwać, tutaj
        też winię mego brata, który nie potrafi się postawić (jest starszy od niej 6
        lat)Dał jej wszystko,bez niego zginęłaby chyba, niezaradna, egoistyczna kobieta
        bluszcz, zazdrosna o kontakty z rodziną, doszło nawet do tego, że jak moja mama
        ją odwiedza, to insynnuje, że dzieci córki bardziej się k0cha jak dzieci syna
        (idiotka), ale ja przemieszczam 200km co 2-3 tygodnie, po to aby mój syn miał
        kontakt z dziadkami, tym bardziej, że ma tylko jednego dziadka, i nie zwracam
        na nic uwagi, że daleko, że niewygodnie, że źle, wiem jedno, jeśli ja w tym
        roku nie pojadę do moich rodziców na wigilię oni będą sami, bo moja bratowa jak
        co roku zresztą odwiedzi swoją mamusię i wtedy nie ma problemu, że małe dziecko
        jedzie samochodem, a w stosunku do moich rodziców-to wymówka, że dominika jest
        za mała na taką daleką podróż), a oni w sumie maja teraz niestety tylko mnie, i
        myślę, że tak zawsze będzie, co by nie zrobili moi rodzice, ja zawsze będzie
        źle, natomiast co zrobi jej rodzina zawsze będzie super, boli mnie to bardzo,
        tym bardziej że mój mąż ma 4 siostry, które tak bardzo do siebie lgną, jego
        rodzina spotyka się co święta, każda okazja jest dobra, żeby usiąsc razem i
        pogadać, to tak bardzo boli, że nie mogę zrobić tego z miom bratem, z którym
        wcześniej zanim ją poznał miałam cudowny kontakt .powiedzcie skąd biorą
        siętakie kobiety chcące mieć na właśność swoich mężów?
        przepraszamże to jest długie, ale napisąłam to w ogóle po raz pierwszy od
        siedmui lat co mnie boli i niestety nie jest mi lepiej, bo wiem że problem ten
        nie rozwiązany zostanie,,
        pozdrawiam
        • procesor Renato 20.11.03, 22:45
          Gość portalu: renata napisał(a):
          > przepraszamże to jest długie, ale napisąłam to w ogóle po raz pierwszy od
          > siedmui lat co mnie boli i niestety nie jest mi lepiej, bo wiem że problem
          > ten nie rozwiązany zostanie,
          > pozdrawiam

          Renato, nie masz co przepraszać ze długie!
          Przeciez przez tyle czasu cię to bolało - trzeba dawac upust swoim uczuciom. Co
          nie znaczy że masz od razu pojechac do bratowej i wygarnąc co o niej myslisz. :)

          Samo to że juz tutaj sie "wygadałaś" przyniósł ci jakąś ulge, prawda?
          Od samego opowiedzenia problem nie zniknie - ale ty mogąc wyrzucic z siebie
          emocje poczujesz sie lepiej. Nie jest przyjemna taka sytuacja w rodzinie, na
          pewno boli, ale jak w starej modlitwie "i daj mi siłę znieśc czego nie potrafie
          zmienić". Spójrz na bratowa z boku. Byc może jej postepowanie wynika z tego że
          ma sama ze soba problemy? Nie umie inaczej?

          Dobrze że w rodzinie męża masz oparcie.
          A bratowa? Cóz, ty jej nie zmienisz. Możesz próbowac namawiac brata do
          kontaktu - sama ich odwiedzic. Ale jesli on nie wykaze inicjatywy - będzie
          wolał byc w zgodzi e z zoną - nic nie zrobisz. Smutna prawda.
          Ja mam podobna sytuację w rodzinie męża. Ciotka mojego męża jest tego typu
          kobieta.
          I wiesz co?
          Szkoda mi jej.
          Bo jak ja widze - a nieczesto to bywa - i jak słysze jak wyglądaja jej
          kontakty z reszta rodziny - to ona jest nieszcześliwa.
          Chocby nie wiem co miała - nie umie się tym cieszyc. Tak bardzo zwraca uwage na
          to co inni osiagnęli - że własnymi dokonaniami sie nie umie ucieszyć.

          Trzymaj sie.
          • Gość: Renata Re: Renato IP: *.inetia.pl 21.11.03, 11:10
            kontakty z reszta rodziny - to ona jest nieszcześliwa.
            > Chocby nie wiem co miała - nie umie się tym cieszyc. Tak bardzo zwraca uwage
            na
            >
            > to co inni osiagnęli - że własnymi dokonaniami sie nie umie ucieszyć.
            Dzięki Procesorku:-)))
            Tak chyba dobrze to ujęłaś....ale ja my slę, że moja bratowa jest zazdrosna o
            kontakty meza z rodziną, podejrzewam, że jest to kwestia jakichś kompleksów-
            jakich nie wiem, bratowa jest ode mnie młodsza o rok- jest tyle tematów o
            których 2 równolatki mogą pogadać,
            Wiesz Procesorku, ja próbowałam kilka razy nawiązać konatkty, wysyłając kartki
            naświęta, dzwoniąć, pytając o zdrowie, itp. nawet poprosiłam mego brata na ojca
            chrzestnego do swego syna ( w rewanżu on poprosił mnie za chrzestną do swojej
            córki, ale wiem że ONA nie była zadowolona czemu dała upust,ąz mi sie przykro
            zrobiło....) i tyle, a w sumie mieszkają od nas 150 km, żaden problem byłby
            żeby się umówić, ale jej ngdy nie pasuje, i wiem, że mój brat dla świętego
            spokoju jej ustępuje. Chciałabym zobaczyć jak wygląda moja chrześnica, której
            nie widziałam od półtora roku (od momentu chrzcin u nich nie byłam...i teraz
            nawet nie wiem gdzie mam jechać, to bardzo boli, tym bardziej,że nie mam więcej
            rodzeństwa, rodzina nasza ogólnie ze stroiny mamy i taty jest mała, babć i
            dziadków nie mam, więc brat jest wraz z rodzicami moją najbliższą rodziną.
            Taki smutny fakt mi sięprzypomniał: jak jej mamusię ugryzł pies:-)i zabrali ją
            na chwilę do szpitala to byli u niej tego samego dniaw szpitalu (mimo, że u
            niej w domu jest jeszcze 2 rodzeństwa pełnoletniego, które też może zając sie
            rodzicami w chwili problemu, natomiast jak moja mama miała wypadek, leżała
            nieprzytomna w szpitalu przez 3 dni, ciężko im było dojechać....pojawili się w
            jakimś 3 tygodniu pobytu w szpitalu... myślę, że mój brat może kiedyś zrozumie
            jak bardzo ona krzywdzi własne dziecko(zabraniając mu kontaktu z dziadkami)ale
            wtedy może być po prostu za późno a ja nie wiem,czy będe miała w sobie tyle
            siły aby znowu zacząc szukać z nim kontaktu, smutne, ale ja też mam swój dom,
            swoje problemy, problemy z chorobą synka i jeśli ktoś nie chce zemną się
            rodzinować to po nie
            pozdrawiam ciepło
            najgorsza bratowa :-( i całkiem fajna szwagierka :-)
          • Gość: Renata Re:Procesorku IP: *.inetia.pl 21.11.03, 11:16
            Co
            >
            > nie znaczy że masz od razu pojechac do bratowej i wygarnąc co o niej
            myslisz. :
            :-))))) najchętniej tak bym zrobiła :-)) reszta w poście Re:Renata:
            pozdrawiam
            w
    • Gość: Alin Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.03, 11:45
      Droga annie!

      Z rzadka piszę na tym forum, ale czasami czytam. Powiem Ci tak, że kiedys też
      byłam w takiej sytuacji. To tez był długi zwiazek , bo 5 letni. Siostra mojego
      faceta, była moja równolatką i problem leżał raczej w tym, że on wszystkie
      kobiety z którymi był porównywał do niej, tzn zawsze wszystko to co ona
      postanowiła było ok, ona była naj we wszytkim, no a ja ....niesty nie byłam
      nią. Ale powiem Ci tak, że człowiek jest w okreslony sposób wychowywany od
      dziecka i ten Twój prawdopodobnie też. Nic nie wskórasz, a jeszcze pogorszysz
      sytuację. Gorzej, bo sama może zacząć nie lubiec siebie. Nie ma sensu walczyć z
      nią, bo jeszcze pogarszasz swoje nastawienie do niej. Prawda jest taka, że ona
      zawsze będzie jego siostra a Ty jego dziewczyna nie wiadomo czy zawsze. Ty tez
      masz swoja rodzinę i moze niektóre rzeczy, które z nia sa zwiazne jemu wydaja
      sie dziwaczne. Moge Ci powiedziec tyle, że to może bardzo popsuć kontakty
      pomiedzy wami.

      Dlatego sytuacja gdy on do niej jedzie, a Ty nie jest bezsensowna. Jesli
      pojedziesz, to tak jak pisał ktos wyżej okażesz, że tak naprawdę wcale Ci na
      tym niezalezy. Uswiadom sobie, że ona odczuwa Twoja niechęć, a widząc że Ty nie
      przyjeżdżasz, bo prostu ma satysfakcję. Nie pozwól na to!

      Gwarantuje Ci że z kazdym mozna pogadac śłodko sie usmiechając, a w srodku go
      nie akceptując.

      Pozdrawiam

      Alin
      • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.03, 12:56
        Dzięki za odpowiedź, masz rację w tym co piszesz, ja wiem że nic dobrego z
        takiej sytuacji wyniknąć nie może. O tym, że ona zawsze będzie jego siostrą tez
        wiem, ale pocieszam sie myślą, że siostry się nie wybiera, i w sumie ma ją
        narzuconą odgórnie, no a ja jednak zostałam przez niego wybrana;-)))

        >>>Gwarantuje Ci że z kazdym mozna pogadac śłodko sie usmiechając, a w srodku
        go
        nie akceptując.

        No właśnie tu jest pies pogrzebany... Bo z tym to ja mogę mieć problem, a
        doszłam do wniosku (równiez dzieki tej dyskusji tutaj), że jest to chyba
        najlepsze możliwe wyjscie, więc spróbuję się postarać. Będzie okazja bo idą
        święta, sama jestem ciekawa jak to wyjdzie. Niezależnie od tego jak mi pójdzie,
        napiszę jak było. Pozdrawiam
    • Gość: ehh Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 01:34
      przepraszam że wracam do korzeni ale mam pytanie - co z tego że jej nie
      znosisz? nie musisz jej akceptować możesz spróbowac za to się przyzwyczaić.
      ehh może to głupie pytanie na forum pt. psychologia ale ja tu pierwszy raz ;P
      • Gość: annie Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.03, 10:21
        Gość portalu: ehh napisał(a):

        > przepraszam że wracam do korzeni ale mam pytanie - co z tego że jej nie
        > znosisz? nie musisz jej akceptować możesz spróbowac za to się przyzwyczaić.
        > ehh może to głupie pytanie na forum pt. psychologia ale ja tu pierwszy raz ;P


        No to witam Cię radośnie;-)

        Podczas tej dyskusji doszłam do mniej więcej takiego własnie wniosku, szkoda że
        wcześniej sie nie odezwałaś moze mniej czasu by mi to zajęło;-)

        Podczas tej dość długiej dyskusji doszłam własnie
        • Gość: ehh Re: Nie znoszę jego siostry! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 23:21
          no widzisz!! a mój numer telefonu znasz wszakże - dwa razy w rynnę raz w
          parapet. buźka :P
          • Gość: annie No ba!;-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.03, 23:25
Inne wątki na temat:
Pełna wersja