Poczytując Wilbera Kena

19.11.03, 13:21
"Miałem kilka miłych związków"

Niezręczność tłumaczenia czy istotnie amerykańskie widzenie świata?
Jak mówicie: jestem z kimś, mam kogoś?
    • malvvina Re: Poczytując Wilbera Kena 19.11.03, 13:29
      wlasciwie to ty najlepiej wiesz co do faceta pasuje
      (bo go czytasz)
      oba wyrazenia maja sens
      rozny sens
      zauwaz ze on nie mowi : mialem kilka kobiet (mezczyzn ?) lecz kilka zwiazkow
      co wskazywaloby ze zwiazek jest dla niego b istotny niz osoba
      lub ze o zwiazku mowa bedzie a nie o lalach
      No to jak jest - w swietle knigi ?
      nawiasem : gdybym sie nazywala Ken to bym z domu nie wyszla ;-)
      • kvinna w świetle ksiązki 19.11.03, 13:33

        to, że nic poważnego.
        Ale jestem ciekawa jak Wy mówicie..
        bo ja to raczej już "jestem", o ile jestem
        bo czasem mnie nie ma :)
    • Gość: girlfriend Re: Poczytując Wilbera Kena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 13:43
      ale co konkretnie Ci nie pasi?

      że miłe? w oryginale pewnie było "fine", co równie dobrze mozna przetłumaczyć
      jako "dobre". Tak by się chyba w Polandii powiedziało.

      że miał? a nie "był w". ale tak się po anglijsku mówi. oni wszystko
      generalnie "have". taka kultura possesive, hihi ;))))
      • kvinna i mnie to nie pasuje :I n/t 19.11.03, 13:49
        • Gość: girlfriend ale co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 14:02
          mieli napisać "byłem w kilku dobrych związkach"?
          i co to zmienia w kwestii wiedzy o romansach rzeczonego? ;)

          Wilber nie jest Polakiem.
          Ja lubię tłumaczenia, które z Amerykanina nie robią Polaka. Lubię taką
          wierność, bo jest w niej uroda. Tak naprawdę większość ludzi nie zdaje sobie
          sprawy w jak ogromnym stopniu nasze myślenie determinuje język. Jak
          charakterystyczne dla naszego języka zwroty, konstrukcje, relacje, wiążą nam
          ręcę, jak staja się kliszami. Jest głęboka prawda w powiedzeniu, że żyjemy tyle
          razy, ile języków znamy.

          kiedy czytam tego typu tekst, od razu czuję że został napisany w oryginale po
          angielsku i bardzo mi to pasuje, bo wzbogaca mój własny język. gdyby nie to
          tłumaczenie, w ogóle, zauważ, nie zwróciłabyś uwagi na problem bycia
          w/posiadania relacji.

          uwielbiam też, kiedy po polsku mówią/piszą Polacy na codzień posługujący się
          obcym językiem - kiedy bliski mojemu sercu mężczyzna, zapomniawszy właściwego
          słowa, mówi że je właśnie lody almondowe, albo kiedy Ryb użyje z wdziękiem
          jakiegoś anglicyzmu (szkoda, że tak rzadko, notabene) :)))

          nie przesadzajmy, język to nie majtki.

          • kvinna może jestem staroświecka 19.11.03, 14:16
            ale napisanie "mam laskę" trąci mi wszystkim, ale nie uczuciem. Kontynuując,
            żal, że KW jest Amerykaninem. Żal jakiś, że Treya była Am. Pewne kwestie
            poruszane przez nią w "Śmiertelnych nieśmiertelnych" mnie śmieszyły, a szkoda.
            Bo ją lubię.
            Razi mnie określanie wszystkiego wspaniałym, cudownym.
            Razi mnie śmiech nie na miejscu, ciągły, wku**** mnie idiotyczny "keep
            smilling".

            Nie kocham "american way of life", z filmów am. toleruję tylko te niezależne, w
            życiu nie byłam w McDonaldzie (tak się to pisze? :), nie znoszę plastikowych
            miejsc i plastikowych ludzi.

            Amen :)
            chyba trochę mnie poniosło, ale to nic
            ja żywa jestem
            bez przylepionego (u)śmiechu

            • Gość: girlfriend Re: może jestem staroświecka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 14:27
              ale jaką laskę????
              tam nie ma nic o lasce :) on ma związek a nie laskę :D

              nie zgadzam się
              co prawdą znam osobiście raptem moze ze 20 Amerykanów (all of them keep
              smiling) ale myślę, ze to stereotyp o tej masce - oni wszyscy są po prostu
              optymistami i tym się różnią od Polaków, ze kiedy jest im smutno idą na komedię
              a nie słuchają bluesa, bo uważają smutek za rodzaj dysfunkcji. ja też tak robię.

              po drugie, lubię coca-colę :)
              i wiele innych amerykańskich wynalazków (z netem na czele :))
              ale rozumiem modę na antyamerykanizm i nawet rozumiem jej mechanizm i
              przyczyny ;)
              • kvinna nie obrazisz się? 19.11.03, 14:58
                rozumiesz mech., bo przeczytałaś (nota bene z am. podr., nawet jeśli
                przetłumaczony.
                Ja to czuję, po prostu.
                Tak jak znany fakt, że psychologia nauczana gdziekolwiek, ale powiedzmy na
                uniwersytetach w Pl, jest psychologią o białych Amerykanach.

                Ale chętnie posłucham, jaki mechanizm powoduje, że kvinna nie lubi coli (nie
                smakuje, woli kawę), dlaczego nie lubi plastikowości (pozbawiona duszy).

                Dlaczego uznaje, że można być smutnym, a nawet przyzna się tu, że leczy się na
                CHAD..

                (ale fakt, nie lubi ponuractwa..)

                Jeśi jestem smutna, to po prostu jestem. Akceptuję ten fakt.
                Zadam gwałt swojej duszy, jeśli pójdę wtedy na komedię.
                Zwijam się wtedy w kłębek i przeczekuję.
                Bo jestem Polką?
                Bo jestem chora?
                (nie robię problemy z chad, przyjmuję leki i jest całkiem fajnie)

                to warstwy, o kórych tyle tu już było..
                • Gość: girlfriend Re: nie obrazisz się? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 15:16
                  Teraz ma być wykład z politologii? Leetości, mam gorączkę...
                  może coś się da zrobić później.
                  acz chyba na FŚwiecie? jak myślisz?


                  A ja idę na komedię, bo smuna być nie lubię a po komedii jest mi zawsze
                  weselej. nawet głupiej mainstreemowej amerykańskiej. Uważam to a swój psi
                  obowiazek w stounku do świata, żeby nie mnożyć smutków.

                  Podobnie, jak boli mnie żag, to idę do dentysty, a nie opowiadam, ze to natura
                  i bóg tak chcą :)

                  p.s.z zasady się nie obrażam - tylko panny służące się obrażaja, jak mówi mój
                  dziadek ;)
                  • Gość: girlfriend tam miało być 'ząb' :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 15:22
                    tak to jest jak się jednocześnie gada przez telefon i pisze posty :)))))
                • jmx nie obraźcie się........ 19.11.03, 15:33
                  kvinna napisała:

                  > Ale chętnie posłucham, jaki mechanizm powoduje, że kvinna nie lubi coli (nie
                  > smakuje, woli kawę), dlaczego nie lubi plastikowości (pozbawiona duszy).

                  A dlaczego Kvinna uważa, że wszystko co amerykańskie to plastikowe?

                  Polacy tak naprawde, wg mnie, nie znaja Ameryki ani Amerykanów i bazuja na
                  jakichś sterotypach. Wszystko co sie wiążę z tym krajem to albo szajs albo ósmy
                  cud świata. Czemu tak jest? Ja tez wolę się smucić gdy mi jest smutno i
                  sluchac bluesa bo po komedii jestem jeszcze bardziej przygnębiona. Ale nie
                  wadzą mi ludzie, którzy mają inaczej i nie nazywam ich plastikami (celowe
                  przejaskrawienie ;-)) z przyklejonym uśmiechem.

                  Odnoszę wrażenie - bez urazy - że w Polsce jest jakiś pęd (snobizm?) na
                  anty-amerykańskość, swoista moda "na europejskość", tak samo jak modą jest dla
                  mnie nieustanne "keep smiling". I jedno i drugie jeśli nie wypływa z potrzeby
                  serca jest funta kłaków warte. Hihi, ale ze mnie radykał ;-))).

                  Girl, zdrowiej :-)))
                  • kvinna tak się zastanawiam, co doceniam am.. 19.11.03, 16:02
                    naukę chyba, mimo wszystko

                    koniec :)
                    i tyle/aż
                  • kvinna re 19.11.03, 16:04

                    > Odnoszę wrażenie - bez urazy - że w Polsce jest jakiś pęd (snobizm?) na
                    > anty-amerykańskość, swoista moda "na europejskość", tak samo jak modą jest
                    dla
                    > mnie nieustanne "keep smiling". I jedno i drugie jeśli nie wypływa z potrzeby
                    > serca jest funta kłaków warte.

                    A jeśli wypływa?

          • slodka_pomarancza Nie, nie, pewnie nie. 19.11.03, 14:47
            Jezyk to nie majtki.
            Moze jak spodnie.
            Te zdjac trudniej.
            Ale tez mozna.

            Samodzielnym umyslowo przychodzi to nieco latwiej.
            Komunikacja jest zbiorem znakow (formy) i checia przekazu tresci.

            To drobne przypomnienie.
            • malvvina Re: Nie, nie, pewnie nie. 19.11.03, 14:50
              ??????????????


              > Jezyk to nie majtki.
              > Moze jak spodnie.
              > Te zdjac trudniej.
              > Ale tez mozna.
              >
              > Samodzielnym umyslowo przychodzi to nieco latwiej.
              > Komunikacja jest zbiorem znakow (formy) i checia przekazu tresci.
              >
              > To drobne przypomnienie.
            • Gość: girlfriend Re: Nie, nie, pewnie nie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 14:51
              Komunikacja nie jest żadną chęcią ani - tym bardziej - formą.
              Ponad wszelką wątpliwość.

              Z majtkami o co innego idzie, ale nie szkodzi.
    • jmx Re: Poczytując Wilbera Kena 19.11.03, 14:16

      Ale weź pod uwagę, że to były minione związki. Więc
      napisał/przetłumaczono "miałem". Bo "byłem w kilku miłych związkach" to trochę
      brzmi jakby o wynajętych mieszkaniach pisał. W tym kontekście wolę
      słowo "miałem".
    • r.richelieu Re: Poczytując Wilbera Kena 19.11.03, 16:41


      A może tłumaczowi wszystko jedno było czy ma być miałem związek czy byłem w
      związku. Tylko drobiazgowe poszukiwania czytelników rozdzielają każde słowo na
      czynniki pierwsze.

      a "miałem kilka miłych związków" może też znaczyć podobnie jak mieć związek z
      ogranizacją, z ideologią. Czyli mieć coś wspólnego
      ps. wiem, że odwróciłam kota ogonem ale mi się to tak ładnie wpasowało
Inne wątki na temat:
Pełna wersja