bambi29
04.03.09, 08:12
Nasz związek zaczął się 2 lata temu faktycznie dosyć oschle, tzn.
byliśmy tylko przyjaciółmi, znaliśmy się kilka lat wcześniej. On
kawaler i samotnik, praktycznie bez doświadczenia związkowego. Ja z
dzieckiem i po przejściach (jesteśmy w tym samym wieku).
Jednak to on był stroną powiedzmy zabiegającą o ten związek, choć
zabiegającą to mało powiedziane, bo jest bardzo zamknięty w sobie i
mało wylewny.
No ale pomagał mi kiedy miałąm kłopoty w poprzednim związku, zawsze
był, bardzo dużo rozmawialiśmy, mieliśmy bliski kontakt, czekał, że
może kiedyś będziemy razem. I stało się mój poprzedni związek się
rozpadł. Ja po pewnym czasie, trochę poobijana postanowiłam się
związać z jedynym bliskim facetem, moim przyjacielem.
Wiedziałam, że go nie kocham, on też o tym wiedział. I tak to
wyglądało, zamieszkaliśmy razem, zaczeliśmy coś tam sobie budować,
zaczęły się też sprzeczki i nieporozumienia, ale moim zdaniem to
normalne, po wspólnym zamieszkaniu.
Później zaszłam w ciąże, w sumie przez oboje nas oczekiwaną, ale
relacje między nami się popsuły. Właściwie przez pierwsze 3 mies.
ciąży, kiedy miałąm humory, zmiany nastrojów, potrafiłam powiedzieć
mu coś niem iłego, ale i on nie pozostawał mi dłużny. Myślałam, ze
to koniec, ze sytuacja jest już beznadziejna, ale wraz z 3 miesiącem
ciąży moje obawy, złe humory minęły jak ręką odjął. Teraz wiem, że
większosć z nich była spowodowana ciąża, hormonami, nową sytuacją,
obawą itp. on natomiast w tym czasie przestał być moim przyjacielem.
Moje uczucia do niego się zmieniły, choć moze zawsze były większe,
tylko moje wcześniejsze sprawy sercowe i takie ogólne rozchwianie mi
to przesłoniły. Pokochałam go, moze nie jakoś szaleńczo, ale jednak.
On tego nie widzi, dodatkowo zaczął się odgrywać za to, ze na
początku go nie kochałam, choć wiedział wtedy o tym i był gotowy
wejść w taki związek.
Jak mu mówię, ze go kocham, to on mi nie wierzy, a ja też nie mam
cierpliwości, też potrzebuję uczucia z jego strony, tym barzdiej
teraz (końcówka ciąży), no ale on nigdy nie był wylewny, zawsze mi
tego uczucia z jego strony brakowało, nawet wtedy, kiedy był mocno
zaangażowany.
Teraz sama nie wiem czego on chce, czego potrzebuje, on też nie umie
mi tego przekazać, mówi półsłówkami, nie chce się otworzyć. Wszystko
przesłania mu przeszłość. Nawet przeszkadza mu teraz to, że wie dużo
o moich wcześniejszych związkach, no ale na to nie mam wpływu, bo po
prostu jeszcze jak nie byliśmy razem, to on był wtajemniczony we
wszystko.
On nie umie także zrozumieć, że przechodziłam ciężki okres w czasie
początków ciąży, obwinia mnie za to.
Kolejną rzeczą jest to, ze co jakiś czas mowi mi, że od niego
odejdę, mówi mi nawet kiedy to nastąpi. Na początku twierdził, ze
pewnie po jakichś dwóch latach go zostawię, jak zaszłam w ciąże, to
stwierdził, ze po pięciu.....
I on nie mówi tego z przekory, tylko jest o tym święcie przekonany,
że na pewno go zostawię, nawet mnie samej to wmawia. Do tego mówi,
ze to teraz już dla niego bez różnicy, że kiedyś by cierpiał, a
teraz już nie.
Nie widzi, jak często mnie rani, oczekuje mojego coraz to większego
uczucia, dając mało w zamian i nie widząc tego co ja mu daję i jak
wiele się zmieniło z mojej strony.
Strasznie się rozpisałam, ale może ktoś z Was coś doradzi.
dzięki