już nie wiem...

21.11.03, 12:20
Wczoraj przyszłam o 17:00. Cały wieczór "odreagowywałam". Nigdzie nie
wychodziłam, położyłam się do łóżka. Trochę płakałam, słuchałam muzyki, bo to
mnie releaksowało. Znowu trochę "powietrza" ze mnie uszło. Jest mi trochę
lżej, dziś. Ale to na pewno do czasu, dziś siedzę sama, nie ma wokół mnie
żadnych ludzi, poza tym jest słoneczny dzień to też poprawia mi humor.
Nie lubię kontaktu z ludźmi(co nie znaczy, że nie lubię ludzi...). Zaczyna
mnie męczyć, spina mnie potwornie.
Ostatnio zaczęłam liczyć jak gdzieś wychodzę, żeby zahamować potok moich
negatywnych myśli. To trochę pomaga, to chyba trochę jak medytacja.
Tylko to wszytsko nie mam sensu spalam na coś całą moją energię. Zaplątałam
się paskudnawo w siebie. Utrwalone mechanizmy we mnie. Ciągła krytyka w
środku. Po godzinie pobytu wśród ludzi czuję się już bardzo źle. Chcę iść do
miejsca gdzie nie ma zadnych ludzi.
Dzisiaj jest trochę lepiej upuściłam trochę swoich emocji wczoraj i dziś.
A teraz znów będzie się wszytsko zbierać we mnie, znów będę stawał się
zaciśniętą piąstką.
Czuję się tak jakbym musiała w sobie coś złamać, stłuć, podpalić, bo tak
mocno jest to we mnie wrośnięte...
tylko jak to zrobić?
Już nie wiem jak sobie pomóc...





    • malvvina Re: już nie wiem... 21.11.03, 15:10
      co ci sie stalo ? czy ktos ci zrobil krzywde kiedys ?

      > Czuję się tak jakbym musiała w sobie coś złamać, stłuć, podpalić, bo tak
      > mocno jest to we mnie wrośnięte...
      > tylko jak to zrobić?
      > Już nie wiem jak sobie pomóc...
      >
      >
      >
      >
      >
    • cytrynka4 Re: już nie wiem... 21.11.03, 15:17
      Wiem, że to może tak wyglądać ale chyba nie...właśnie już sama nie wiem.
      • malvvina Re: już nie wiem... 21.11.03, 15:22
        to moze CZUJESZ sie niekochana ?
        • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 22:46
          Jeśli miłośc znaczy akceptację, to tak. Brakuje mi zrozumienia. No i tak
          akceptacji mnie. Chyba tak, chyba mi brakuje... :-( na pewno było by mi troszke
          lżej gdybym wiedziała, że ktoś akceptuje mnie i moje problemy...




    • kwieto Re: już nie wiem... 22.11.03, 09:31
      > Ostatnio zaczęłam liczyć jak gdzieś wychodzę, żeby zahamować potok moich
      > negatywnych myśli. To trochę pomaga, to chyba trochę jak medytacja.

      Tak, mozna jeszcze liczyc oddech. W ogole wiekszosc technik medytacyjnych opiera sie na
      skupieniu na oddechu. Sprobuj :")

      Powiedz jednak, jakiego rodzaju sa to mysli? Negatywne, ale w jakim sensie? Czego dotycza?
      I dlaczego krytyka pojawia sie wsrod ludzi, a gdy jestes sama, nie?
      • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 16:32
        dziś mam lepszy humor ale jakis problem i tak istnieje
        Próbowałam medytacji...ale ostatnio ją zarzuciłam, może powinnam do niej
        powrócić...hmm

        Hmm kiedy mam chociażby wrażenie, że ktoś może mnie obserwować to zaczyna się w
        mojej głowie krytyka...nie tak siedzisz, nie taką masz minę, nie to robisz co
        powinnaś, a kiedy jestem sama moge się "poobijać" nie muszę spełniać
        jakiś "norm"...
        • kwieto Re: już nie wiem... 22.11.03, 17:11
          Zachecam do medytacji - na pewno uspokaja i pozwala zlapac dystans do siebie, a to juz bardzo
          duzo :")

          Co do norm - dlaczego czujesz potrzebe (koniecznosc) ich spelniania?
          Skad sie bierze potrzeba sprostania owym normom czy oczekiwaniom innych?
          • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 22:53
            Muszę pomyślec nad tą medytacją, faktycznie za bardzo myślami krażę wokół
            siebie...bardzo wiele niepotrzebnych myśli jest w mojej głowie.

            Dlaczego czuję potrzebę spełniania tych norm...? Kiedy ich nie spełniam czuje
            się nie w porządku, czuje się krytykowana.
            Skąd się bierze się potrzeba sprostania owym normą?
            Żeby ktoś mnie zostawił w spokoju, żebym czuła się pewnie...






            • malvvina Re: już nie wiem... 22.11.03, 22:55
              ten ktos to ty
            • kwieto Re: już nie wiem... 22.11.03, 22:59
              Hmm, myslisz ze jestes w stanie spelnic oczekiwania (normy) wszystkich ktorzy Cie otaczaja?
              No i dlaczego czujesz sie nie w porzadku?
              Czy ktos Cie atakuje (atakowal), gdy "nie spelniasz (nie spelnialas) norm"?
              • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 23:07
                Zazwyczaj nie spełniam tych norm i mam dołka z tego powodu
                Chyba tak, chyba ktoś mnie kiedyś "atakował", można to tak nazwać.

                • kwieto Re: już nie wiem... 22.11.03, 23:12
                  A na czym polega niespelnianie tych norm?
                  Jakis przyklad?

                  No i czy myslisz, ze jestes w stanie spelnic normy wszystkich ktorzy Cie otaczaja?
                  • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 23:28
                    > A na czym polega niespelnianie tych norm?
                    > Jakis przyklad?

                    Na przykład mam taka naturę, że ludzie mnie peszą, patrzenie na druga osobe
                    mnie peszy. Więc nie spełniam norm nazwijmy to "nienerwowości".

                    > No i czy myslisz, ze jestes w stanie spelnic normy wszystkich ktorzy Cie
                    otacza
                    > ja?

                    Chyba uogólniam te normy. Ale wydaje mi się, że część norm jest dla wszytskich
                    taka sama. Niektórych nie jestem w stanie. Z pewnymi rzeczami sobie nie radze i
                    tyle...

                    • kwieto Re: już nie wiem... 22.11.03, 23:33
                      > Na przykład mam taka naturę, że ludzie mnie peszą, patrzenie na druga osobe
                      > mnie peszy. Więc nie spełniam norm nazwijmy to "nienerwowości".

                      A co to jest norma "nienerwowosci"? Ja o takiej nie slyszalem...
                      A moze to tylko Twoja norma?
                      A jesli Twoja - moze ja po prostu zmien?

                      > Chyba uogólniam te normy. Ale wydaje mi się, że część norm jest dla wszytskich
                      > taka sama.

                      Jaka? Jakie to mialyby byc normy?

                      > Z pewnymi rzeczami sobie nie radze i tyle.

                      A musisz sobie radzic ze wszystkim? Dlaczego?
                      • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 23:37
                        Dzięki za "rozmowe" ale juz zmykam na dziś,
                        a jeśli nie będę nienerwowa to po prostu dostanę i tyle więc musze być.
                        Sorki za nowotwory słowne.
                        Spokojnej nocy.



        • r.richelieu Re: już nie wiem... 22.11.03, 17:22
          cytrynka4 napisała:

          > Hmm kiedy mam chociażby wrażenie, że ktoś może mnie obserwować to zaczyna się
          w
          >
          > mojej głowie krytyka...nie tak siedzisz, nie taką masz minę, nie to robisz co
          > powinnaś, a kiedy jestem sama moge się "poobijać" nie muszę spełniać
          > jakiś "norm"...



          imagine sobie, że połowa tych wszystkich, z którymi masz kontakt też się boi,
          że postawi stopę przy kroku o 3,5 centymetra bliżej niż wynosi norma stawiania
          stóp. Że normy są wynikiem naszych wyobrażeń o nich, a nie
          rzeczywistyminormami, bo jaką wartość graniczną miałaby mieć norma minowa. To
          robienie z siebie hipochondryka zachowaniowego, ja też podobnym byłam. A Twoje
          zachowania, które uważasz za niewłaściwe w 99% przypadkach nie są nawet
          zauważane przez innych, bo inni mają swoje wyobrażenia o normach. A najczęściej
          to nikt się normami nie przejmuje.
          • cytrynka4 Re: już nie wiem... 22.11.03, 22:58
            Tak ale są w naszej głowie, nasze wychowanie wpoiło w nas pewne normy...
            • r.richelieu Re: już nie wiem... 22.11.03, 23:08


              To zależy czy normy są tylko dobrym wychowaniem czy już etykietą
            • Gość: senin Re: już nie wiem... IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 23.11.03, 12:43
              mysle, ze to nasze otoczenie wywiera nacisk n nas by pewne normy przyjac.
              jedni sie temu poddaja, inni nie.

              Jeszcze trudniejszym "elementem" sa tzw. "nadwrazliwcy". Bo takiego latwo
              zranic, zbic z pantalyku, a jesli czesto byl krytykowany w dziecinstwie, to z
              reguly bedzie nadkrytyczny wobec siebie w pozniejszym zyciu.

              Moze nawetdobrze rozumiec, ze taka postawa nie ma sensu, ale wiedziec to
              jedno, a pokonac zwiazane z tym stany ducha - to cos zupelnie innego.

              Najpierw znajdz jakis sposob na "przekonanie samej siebie," ze wsystko co
              robisz jest OK,(nawet gdy nie jest OK, to tez jest OK)

              Potem zabierz sie za techniki relaksacyjne i medytacyjne (dobre sa tez
              afirmacje).

              Dobrze jest tez czasem zalozeyc, ze jest tak jaksie nam wydaje i w kazdym
              momencie jestesmy (mozemy byc) w stanie kontrolowac swoje mysli. a stad juz
              prostsza nieco droga do lagodnego "prania mozgu" ktore pomoze zaakceptowac
              siebie i ulatwi Ci kontakt z innymi.

              To bardzo skrotowe ujecie, ale ten sposob, z tego, co wiem dziala.

              Pozdrawiam
              • cytrynka4 Re: już nie wiem... 23.11.03, 19:11
                Dzięki za wpis przemyślę sobie to

                > Jeszcze trudniejszym "elementem" sa tzw. "nadwrazliwcy".

                Trochę mnie dotknął ten wyraz w tym tekście. Myślę, że kiedyś właśnie taka
                byłam. Ale częściowo udało mi się już nabrać dystansu.




                • Gość: senin Re: już nie wiem... IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 23.11.03, 21:22
                  cytrynka4 napisała:

                  > Dzięki za wpis przemyślę sobie to
                  >
                  > > Jeszcze trudniejszym "elementem" sa tzw. "nadwrazliwcy".
                  >
                  > Trochę mnie dotknął ten wyraz w tym tekście. Myślę, że kiedyś właśnie taka
                  > byłam. Ale częściowo udało mi się już nabrać dystansu.
                  >
                  >
                  Nie bylo moja intencja, zranic twoje uczucia. Ja nie widze nic pejoratywnego
                  w slowie "nadwrazliwiec" a jesli chodzi o "element" to tez nalezy to
                  odczytywac jako oraeslenie neutralne
    • r.richelieu a tak swoją drogą strasznie zielono tutaj 22.11.03, 23:48

      • komandos57 a Ty plecia zmienilas? 22.11.03, 23:49

        • r.richelieu Re: a Ty plecia zmienilas? 22.11.03, 23:54
          nie zmieniłam płecia tylko jak na Was patrzę to mi zielono
          chciałbyś abym zmieniła płecia?? !
      • acja_izmu Uważaj na śnieg...;) 22.11.03, 23:54

        • r.richelieu Re: Uważaj na śnieg...;) 22.11.03, 23:56

          wtedy będzie mi zielono też, tyle, że w futrze z soboli
          no, chyba, że mówisz o snygu ;)
          • acja_izmu No to spoko 23.11.03, 00:03
            Bo zielenina zdrowa jest ;)

            A snyg? Niebezpieczny on?
            =:o
    • cytrynka4 Re: już nie wiem... 23.11.03, 19:05
      Niestety chyba w pewnym stopniu mam naruszoną swoją nietykalność fizyczną.
      I czasem boję się moja nerwowość, mój wyraz twarzy - czyjaś agresja.
      Ktoś mi może cały czas coś zarzucić więc nie czuję się bezpiecznie.

      • kwieto Re: już nie wiem... 23.11.03, 19:29
        > Niestety chyba w pewnym stopniu mam naruszoną swoją nietykalność fizyczną.

        To znaczy...?

        > I czasem boję się moja nerwowość, mój wyraz twarzy - czyjaś agresja.

        Twoja nerwowosc mialaby powodowac agresje?
        W jaki sposob?

        > Ktoś mi może cały czas coś zarzucić więc nie czuję się bezpiecznie.

        A jakich zarzutow bys sie spodziewala? Jakis przyklad?
        • cytrynka4 Re: już nie wiem... 23.11.03, 20:00
          > > Niestety chyba w pewnym stopniu mam naruszoną swoją nietykalność fizyczną.
          >
          > To znaczy...?

          To znaczy, że miałam w pewnym sensie styczność z agresją wobec mojej osoby w
          domu.

          > > I czasem boję się moja nerwowość, mój wyraz twarzy - czyjaś agresja.
          >
          > Twoja nerwowosc mialaby powodowac agresje?
          > W jaki sposob?
          >

          W ten sposób, że wtedy ktoś się do mnie "przyczepi", "wyjedzie" na mnie itp.

          > > Ktoś mi może cały czas coś zarzucić więc nie czuję się bezpiecznie.
          >
          > A jakich zarzutow bys sie spodziewala? Jakis przyklad?

          A tu już można wrócić do tematu norm :-) są we mnie jakieś i czuję, że nie
          zawsze je spełniam - banalny przykład - nie pewność co do ubioru.


          • kwieto Re: już nie wiem... 23.11.03, 20:10
            cytrynka4 napisała:

            > To znaczy, że miałam w pewnym sensie styczność z agresją wobec mojej osoby w
            > domu.

            Czy dlatego, ze nie zachowywalas sie "tak jak trzeba"?


            > > Twoja nerwowosc mialaby powodowac agresje?
            > > W jaki sposob?
            >
            > W ten sposób, że wtedy ktoś się do mnie "przyczepi", "wyjedzie" na mnie itp.
            >

            Za to, ze jestes nerwowa?
            Przeciez nerwowy w stresujacych sytuacjach jest praktycznie kazdy. Jesli ktos nie potrafi tego
            zrozumiec, to on ma ze soba problem, a nie Ty.


            > A tu już można wrócić do tematu norm :-) są we mnie jakieś i czuję, że nie
            > zawsze je spełniam - banalny przykład - nie pewność co do ubioru.

            No dobrze, ale jesli okaze sie ze jestes ubrana nieadekwatnie do sytuacji - kazdemu sie przeciez
            zdarza. Byc moze bedzie troche smiechu, ale jest tez dosc prawdopodobne, ze nikt nie zauwazy
            "wpadki"
            Mysle ze nie warto za bardzo przejmowac sie swoja osba - tak naprawde wiekszosc drobnych
            "wpadek" umyka uwadze otoczenia - oni sa zbyt zajeci wlasnymi sprawami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja