martititka
15.03.09, 19:21
Moje dwa ostatnie związki rozpadły się, zanim jeszcze się zaczęły - faceci, z
którymi się spotykałam, bali się angażować, bo świeże jeszcze były ich rany po
ciężkim doświadczeniu- zdradzie (fizycznej) przez ich "byłe".
Twierdzili, że nie potrafią znowu zaufać kobiecie, jesteśmy okrutne,
wykorzystujemy ich, bawimy się facetami itp... Nie lubię wypijać piwa
naważonego przez kogoś innego- rozstałam się z tymi kolesiami, nie mogąc
słuchać obelg pod adresem kobiet. I to za grzechy, których nie popełniłam. Ba!
Które są mi zupełnie mentalnie obce.
Bo ja właśnie nie rozumiem- dlaczego kobieta zdradza mężczyznę? I to w
przypadku, gdy facet jest okej (miły, troskliwy, zakochany po uszy). W
przypadku, gdy oboje są młodzi, wolni, mogą się rozstać w każdej chwili,
zamiast ranić zdradą; nie mają dzieci, hipoteki- nie muszą tkwić w nieudanym
związku...
Trochę szowinistyczny pogląd siedzi w mojej głowie- to faceci zdradzają,
nagminnie, są do tego "przystosowani" genetycznie, kulturalnie, ewolucyjnie...
Przez tyle lat czytało i słuchało się na ten temat. Kobiety muszą się z tym
faktem Natury pogodzić i już. Wybaczyć, albo wyrzucić z domu.
A kobieta, która zdradza? Czy to "nowy trend" związany z równouprawnieniem w
każdej dziedzinie? Czy pokazujemy, że jesteśmy też do zdrady skłonne; że
potrafimy? Czy to faceci za mało się o nas starają- chcemy wzbudzać w nich
zazdrość? Może potrzeba nowych wrażeń? ... nie rozumiem :|