Gdy facet nic nie chce...

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 00:00
Mój problem polega na tym, że mój mężczyzna nie ma ochoty na nic z tego co ja
chcę. Cociaż mamy dziecko nie chce ślubu, nie ma ochoty nigdzie z nami
wyjechać, nigdy mnie nie zaprośił np. do kina, w tym roku po raz pierwszy od
trzech lat dostałam prezęt pod choinkę (dwa dni po świętach). Gdy mu coś
proponuję lub narzekam, że nic nie robimy to mówi żebym sobie coś
zorganizowała. Dla niego jedyną rozrywką jest pójść pograć w kosza lub
pojeździć na nartach ( z kolegami). Powiedzcie, czy ja przesadzam, czy jednak
coś mi się należy ?
    • Gość: inka ?????? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.01.02, 00:03
      Jakim cudem mogłaś sie zdecydowac na dziecko z kimś takim??????
      I jakim cudem Ty jeszcze nie zwiałaś od niego gdzie pieprz rośnie????!!!!
      Przecież Ty - WY - go wcale nie obchodzicie!
      • Gość: baska Re: ?????? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 00:21
        Nie planowałam dziecka...Nie chciałam usunąć ciąży i tej decyzji nie żałuje.
        Niestety byłam zakochana i pewnych rzeczy nie chciełam zobaczyć.Żyłam
        złudzeniami, bałam się samotności itd, itp... Nie jest łatwo odejść. Czy to, że
        mi nie dogadza jest wystarczającym powodem? Czasem gdy mu wygarnę to się stara
        przez dzień lub dwa. Po za tym jest dziecko - ono go uwielbia...
        • Gość: kasia28 Re: ?????? IP: 192.168.1.* 25.01.02, 00:35
          Myślę, że powinnaś poważnie z nim porozmawiać i jeśli nic się nie zmieni
          odejść. Wiem, że to jest bardzo trudne, ale ty też masz swoje prawa. Nie
          służysz do ozdoby, urodzenia dziecka itp.Wierz mi szkoda życia na takiego
          faceta. Mój mąż , z którym jestem 12 lat wciąż jest wobec mnie jak zakochany
          narzeczony. Przynosi mi kwiaty, mówi piękne rzeczy, dba o mnie i o dzieci. I
          wszystko (w 98%) robimy razem:śpimy, jemy, chodzimy na zakupy i piękne
          spacery, chodzimy do kina, do teatru, wyjeżdżamy wspólnie (i nie robimy tego z
          musu albo,że tak trzeba, ale dlatego, że chcemy i sprawia nam to
          przyjemność).Dostaję od niego prezenty bardzo często i także bez
          okazji,uwielbia mnie rozpieszczać, a najbardziej lubię jego zakochane wciąż
          oczy. I dlatego odpuść sobie i znajdź sobie faceta, który po kilkudziesięciu
          latach jeszcze będzie cię kochał, a przede wszystkim szanował.Pozdrawiam.
          • Gość: olga Re: ?????? IP: *.sympatico.ca 25.01.02, 02:13
            Kasiu, zazdroszcze meza:))
            moj po poltora roku zachowuje sie jak .....

            tylko gdzie tkwi blad?
            pozdrawiam
          • ry_benka Re: Do Kasi 25.01.02, 08:29
            Nie wiedziałam,że tacy mężczyźni istnieją...

            Ale to chyba działa w obie strony, prawda?

            Pozdrawiam
          • bernacha Re:Do kasi28 25.01.02, 15:37
            • bernacha Re:Do kasi28 25.01.02, 15:38
              A swoim kolezankom z pracy Twoj maz tez tak gleboko patrzy w oczy jak Tobie ?:)))
              • kwieto Re:Do kasi28 28.01.02, 21:28
                bernacha napisał(a):

                > A swoim kolezankom z pracy Twoj maz tez tak gleboko patrzy w oczy jak Tobie ?:)
                > ))

                Czyzby zazdrosc?
          • samia Re: ?????? 25.01.02, 16:05
            Gość portalu: kasia28 napisał(a):

            > Myślę, że powinnaś poważnie z nim porozmawiać i jeśli nic się nie zmieni
            > odejść. Wiem, że to jest bardzo trudne, ale ty też masz swoje prawa. Nie
            > służysz do ozdoby, urodzenia dziecka itp.Wierz mi szkoda życia na takiego
            > faceta. Mój mąż , z którym jestem 12 lat wciąż jest wobec mnie jak zakochany
            > narzeczony. Przynosi mi kwiaty, mówi piękne rzeczy, dba o mnie i o dzieci. I
            > wszystko (w 98%) robimy razem:śpimy, jemy, chodzimy na zakupy i piękne
            > spacery, chodzimy do kina, do teatru, wyjeżdżamy wspólnie (i nie robimy tego z
            > musu albo,że tak trzeba, ale dlatego, że chcemy i sprawia nam to
            > przyjemność).Dostaję od niego prezenty bardzo często i także bez
            > okazji,uwielbia mnie rozpieszczać, a najbardziej lubię jego zakochane wciąż
            > oczy. I dlatego odpuść sobie i znajdź sobie faceta, który po kilkudziesięciu
            > latach jeszcze będzie cię kochał, a przede wszystkim szanował.Pozdrawiam.


            cześć!
            Nawet sobie nie wyobrażasz jak Ci zazdroszczę takiego faceta-męża....
            Jestem w podobnej sytuacji co Basia.... na szczęście (a może nieszczęście, że go
            wogóle poznałam) mój "związek" nie zabrnął tak daleko, bo nie mógł zabrnąć.... bo
            znamy się dopiero 2 miesiące... To jest chyba jeszcze bardziej smutne, że znamy
            się tak krótko... a On JUż nie ma dla mnie czasu...bo praca bo coś
            tam....Ostatnio widujemy się raz w tygodnu... żenujące!!!!!!!!!!! Przecież jeżeli
            ja mu nie "odpowiadam" to po cholerę to ciągnąć??? czyżby facet był aż takim
            tchórzem????
        • masaker Re: ?????? 25.01.02, 11:48
          O rany, to straszne. Twoja sytuacja przypomina mi bardziej wizytę w jakimś koszmarnym urzędzie niż
          związek dwojga ludzi. Powinnaś pomyśleć o odejściu, bo jeszcze parę lat, a facet, wróciwszy z pracy
          do domu, spojrzy na ciebie zdziwionym wzrokiem i zapyta: "Przepraszam, ale kim pani jest?" To już
          lepiej żyć samemu i liczyć, że pozna się kogoś wspaniałego.
          • Gość: frisky2 Re: ?????? IP: 62.233.139.* 25.01.02, 12:31
            Z Twoim facetem to rzeczywiscie przesada. Wyglada na to, ze go nie
            interesujesz, ale moze to mylne wrazenie. A czy Ty interesujesz sie tym co on
            lubi robic?

            Ogolnie chcialbym dodac, ze faceci chyba w wiekszosci nie lubia 100 proc. zycia
            spedzac nawet z najbardziej ukochana kobieta. Musza miec od czasu do czasu
            jakies chwile i sprawy wylacznie dla siebie, bo inaczej by sie czuli strasznie
            stlamszeni.
            • Gość: baska Re: do frisky2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 14:06
              Pytasz się czy interesuję się tym co mój facet chce robić - TAK. Wielokrotnie
              pytałam go o to, chciałam spędzać czas tak jak on zaproponuje. Bardzo rzadko
              było to coś co moglibyśmy robić wspólnie. Nigdy też nie było moim celem aby
              100% swojego czasu poświęcał mnie. Wtedy związek też jest chory. Dosłownie dwa
              razy, jak źle się czułam prosiłam go aby nie wychodził. Również doskonale
              rozumiem to, że czasem trzeba chwili samotności aby odzyskać spokój ducha.
              Kilka osób napisało tu "odejdź". Czy jednak tak łatwo można zostawić
              ustabilizowane życie, pomoc w domu (co prawda drobną, ale zawsze) i przede
              wszystkim wspólne wychowywanie dziecka?
        • maax Re: ?????? 25.01.02, 13:54
          Wiesz Baśka.
          On cię na pewno już nie kocha, tylko wasze dziecko. Może Cię zdradza,
          podejrzewałaś to? A te wyjazdy z kolegami i częste nieobecności to tylko
          pretekst, by spotkać się z kochanką.
          Wskazane rozstanie.

          Pzdr
    • Gość: charlie Re: Gdy facet nic nie chce... IP: 217.11.133.* 25.01.02, 13:59
      Dlaczego zdecydowałaś sie być z takim człowiekiem? Zmienił się czy od początku
      był taki?Kochadsz go wciąż? Musisz z nim usiąść i poważnie porozmawiać. Skoro
      ważniejsze dla niego są przyjemności z kolegami( tylko i wyłącznie ) a nie Ty i
      dziecko to jest niedojrzały i nie odpowiedzialny. W takim przypadku szybciutko
      pakój "zabawki" i odejdź od niego-najpierw jednak porozmawiaj
      pozdrawiam CIę serdecznnie
    • kasia-s Re: Gdy facet nic nie chce... 25.01.02, 14:01
      Gość portalu: baska napisał(a):

      Dla niego jedyną rozrywką jest pójść pograć w kosza lub
      > pojeździć na nartach ( z kolegami).
      A czy Ty potrafisz jeżdzic na nartach?
      • Gość: baska Re: Gdy facet nic nie chce... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 14:50
        Odpowiadjąc na Wasze pytania:
        Nie sądę, żeby mnie zdradzał. Gdy wychodzi przeważnie jednak wiem gdzie i z kim
        (są to również moi koledzy) i wydaje mi się to mało prawdopodobne.
        Trudniejsze jest odpowiedzieć na pytani czy taki był zawsze. Gdy jeszcze nie
        mieszkaliśmy razem to wydawało mi się, że jestem dla niego ważna. Ale po
        pierwsze wtedy zawsze jest łatwiej, a po drugie byłam w stanie, nazwijmy to,
        zauroczenia - a wtedy nie myśli się racjonalnie. Najgorsze przyszło po
        urodzeniu dziecka, kiedy po całym dniu siedzenia w domu i związanym z tym
        uczuciem samotności nie znalazłam zrozumienia tylko slogany typu "weź się w
        garść". Ale z depresją poporodową już się uporałam.
        Rozmowa z nim niestety nie jest łatwa, gdyż polega niestety polega tylko na
        wynajdywaniu dziesiątków argumentów na to, że nie mam racji. Niestety ja
        rozmowy bardziej przeżywam emocjonajnie i logiczne atgumentowanie czasem mi nie
        wychodzi.
        A co do nart. Niestety nie umiem jeździć. Kilkukrotnie wyrażałam chęć nauczenia
        się. Dowiedziałam się wtedy, że mogę pojechać w góry i wziąźć sobie
        instruktora. Niestety, nie miałam z kim zostawić dziecka.
        • Gość: ixi Re: Gdy facet nic nie chce... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.01.02, 15:08
          Może jest gejem (ew. bi), skoro zdecydowanie woli spędzac czas w męskim gronie?
          A ty służysz jako przykrywka dla rodziny i otoczenia?
        • Gość: Paulina Re: Gdy facet nic nie chce... IP: 172.16.122.* 25.01.02, 21:38
          moze rozpocznij rozwod i poinformuj go, to troche trwa i moze sie
          opamieta ....a tymczasem nie wyprowadzaj sie, moze to go zmieni.....
        • Gość: futro Re: Gdy facet nic nie chce... IP: 192.168.1.* 26.01.02, 19:07
          Czesc Basiu.
          Proponuje załatwić sobie tygodniowy pobyt w górach (nawet z dzieckiem)
          mówiąc "mężowi" że dziecko zostajeo u jakiejś koleżanki albo u rodziny, a Ty
          jedziesz uczyć sie jazdy na nartach. On wcale nie musi wiedzieć, że jedziesz z
          dzieckiem i nie będziesz miała czasu na naukę jazdy na nartach z przystojnym
          instruktorem. Jeżeli Cię wypuści na taki wyjazd to bedzie najlepszy dowód na
          to, że można go zostawić i dać sobie spokój z takim związkiem. Ja bym swojej
          Kobiety nigdy samej gdzieś nie wypuścił, w końcu na świecie krąży tylku
          przystojnych myśliwych, że nigdy nic nie wiadomo....
        • vicca Re: Gdy facet nic nie chce... 28.01.02, 08:07
          Wiesz Baska, ja mam podobny problem odnośnie "poważnych rozmów". Przeżywam je
          bardzo emocjonalnie i w związku z tym jestem strasznie nielogiczna. Ale
          wymyśliłam sposób - otóż należy przed taką rozmową spokojnie usiąść i
          przygotować sobie "przemowę" oraz listę argumentów zbijających jego logiczne
          zarzuty - znasz go (przynajmniej częściowo) nie powinno więc to być drastycznie
          trudne (co nie znaczy że trudne nie jest).
          W ten sposób jestem (choćby tylko cześciowo)przygotowana do "odparcia ataku" i
          nieco bardziej spokojna.

          :-)
    • vicca Re: Gdy facet nic nie chce... Baska ! 25.01.02, 16:52
      Baska! Podzielę się z Tobą gorzkim doświadczeniem - z reguły to oznacza że
      ma "coś na boku". I nie przesadzasz - coś Ci się należy - przynajmniej
      szacunek, jezeli już nie do jako kobiety która z nim dzieli życie, to chociażby
      jako do matki jego dziecka.

      3maj się

      Vicca
    • ta_mar_ta Re: Gdy facet nic nie chce... 25.01.02, 23:03
      Witaj.
      Nie ma nikogo "na boku" ma po prostu Was "gdzieś" + jest cholernym leniem.
      Ożenił się i "załatwił sprawę" raz na zawsze, już nie musi się starać...
      Egoista, zimny, bez uczuć człowiek. NIE ZMIENI SIĘ, wierz mi, to pewne!!!
      A czy kochać sie z Tobą też mu sie nie chce???( Podejrzewam, że tak własnie
      jest ). Nie bój się odejść, zostając będziesz cierpieć coraz bardziej.
      Pozdrawiam Ta_
    • Gość: Kasia28 Re: Gdy facet nic nie chce... IP: 192.168.1.* 26.01.02, 17:16
      Odpowiadam od razu na wszystkie pytania. Ja tez sobie zazdrosczę i kocham go z
      każdym dniem bardziej i za jego zachowanie i za to,jak wychodzi przez
      porównanie z innymi facetami, bo takich jak Basi jest w moim
      otoczeniu:znajomych,sąsiadów bardzo wielu. Jeśli chodzi o koleżanki z pracy to
      ich nie ma, bo pracuje w elektrowni wśród samych mężczyzn, a kobiety które tam
      pracują:księgowe, sekretarki, laborantki itd są brzydkie i stare z reguły.
      Wiem tez, że miał kiedyś od jakiejś młodej laborantki "prpozycję", którą
      odrzucił, ponieważ bardzo kocha żonę.(wiem to nie od niego)Wiele kobiet to
      raczej jemu patrzy głęboko w oczy, bo jest bardzo przystojny, ale on patrzy
      tylko w moje oczy. Oczywiście nie twierdzę, że nie patrzy na kobiety w ogóle,
      bo ślepy nie jest. Ale najczęściej chodzi mu o jakąś część garderoby, z reguły
      sam mi zwraca na nią uwagę, ze ładnie byłoby mi w czymś takim(albo nawet
      lepiej), że myślał, żeby mi coś takiego kupić itp.Albo zawsze zwraca uwagę z
      dezaprobatą, gdy widzi dziewczynę z małym biustem albo bez i chudą. I zawsze
      wtedy z lubością patrzy na moja kobiecą figurę i w jego wzroku jest takie
      coś.Uff.Kiedyś na początku naszego małżeństwa trochę się bałam, ale
      przekonałam się, że postawiłam taką wysoką poprzeczkę, że niewielu kobietom
      udałoby się mnie przebić. i nie chodzi tu wcale o to,że jestem ładna i
      inteligentna i mąż nie musi się za mnie wstydzić(to jego zdanie).Chodzi
      najbardziej o te różne sprawy małe i wielkie robione wspólnie, wspólnie
      spędzone chwile te dobre i złe.To działa ja niewidzialna sieć, która łączą się
      ludzie. To są też słowa, gesty, rozmowy, tolerancja itp.Dobry związek to
      naprawdę ciężka rzecz. benka wyraził(a) zdanie, że to działa w obie strony
      zgadza się.Tak pieknie nie było od samego początku. Po zauroczeniu przyszło
      szybko dziecko, problemy finansowe i wierzcie mi często miałam tego
      wszystkiego dość. On też uważał, że ma żonę i nie trzeba się za bardzo starać,
      nie zauważał mnie za bardzo, ja zresztą też nie najlepiej sobie radziłam z
      moim mężczyzną. Zmieniło się to pewnego lata dwa lata po ślubie gdy pojawił
      sie inny. Oczywiscie do niczego nie doszło, były tylko prpozycje, ale to
      wystarczyło, by mój mąż zauważył, że jestem KOBIETĄ i to atrakcyjną kobietą, a
      ja uwierzyłam w siebie. I od tego momentu zaczęliśmy rozmawiac,
      rozmawiać...Wyjasniliśmy sobie wiele spraw. Mój mąż nawet nie zdawał sobie
      sprawy jak często mnie ranił, tak samo jak ja nie wiedziałam, że jemu było ze
      mną równie ciężko.Pracowaliśmy nad naszym zwiąkiem około dwóch lat.A efekt
      jest właśnie taki, że wszyscy nam zazdroszczą, a my jesteśmy bardzo szczęśliwi
      i co najważniejsze bardzo szczerzy wobec siebie.Oczywiście, ze najważnijsze
      było to, że bardzo się kochamy i to tak samo jak na początku. Ani trochę nie
      zmęczyliśmy się sobą,nadal jestesmy zafascynowani sobą i uwielbiamy być ze
      sobą.Mój mąż np. zawsze na stres reaguje snem, po prostu kładzie się spać i
      już.I gdy dwa razy był na delegacji 2 i 3-dniowej, to gdy tylko miał wolne
      szedł do pokoju spać podczas gdy jego koledzy szli "w tango".Spał, bo bardzo
      tesknił i ciągle dzwonił. Aż się koledzy z niego śmieją, czasem dokuczają mu,
      ze taki zakochany w żonie,ale robią to z sympatią i ze smutkiem. Rozmawiałam z
      kilkoma z nich i tak naprawdę zazdroszczą mu tego, że tak gna do domu, że woli
      być ze mną niż z kumplami.Możnaby pisać bardzo dużo o tym wszystkim.
      Podsumowując: trzeba się bardzo kochać, żeby chcieć ratować związek. Trzeba
      bardzo chcieć i próbować, próbować ale skutecznie, a nie na zasadzie wiesz ja
      bym chciała. Najwazniejsze, żeby ta druga strona chciała wysłuchać
      przynajmniej.Jeśli się nie uda to niestety należy zwinąć się z tego statku jak
      najszybciej i znaleźć fajnego faceta, bo tacy też są. Znam ich nawet osobiscie
      (poza mężem) niestety z reguły ich żony sa okropne i często to ci faceci są
      nieszczęśliwi.Tak to jest albo jedni albo drudzy. Każde małżeństwo musi
      wypracować sobie własny model życia, który będzie odpowiadał obojgu. I
      rozmawiać i próbować wyjaśnić sytuację naprawdę warto, bo zwłaszcza faceci
      czasem nie zdają sobie sprawy z tego co robią źle i tak jak dzieciom trzeba im
      ciągle i ciągle mówić co powinni zmienić, czego od nich oczekujemy, kiedyś to
      zadziała. A jak nie, to już powiedziałam co zrobić-odejść, szkoda
      życia.Pozdrawiam.
    • Gość: mik Re: Gdy facet nic nie chce... IP: *.turboline.skynet.be 26.01.02, 19:20
      A moze Ty, domagajac sie wszystkiego,uprzedzasz jego plany?Spruboj kokieterii,
      mezowie to lubia.Baba-dyktator mnie odraza.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja