amoszyn
18.03.09, 14:14
Własnie się zastanawiam, czy nie wystawić męzowi za drzwi
walizek.
Pierwszy serwer udało nam się jakoś przetrwać bez większych burz,
pomimo wrażenia, że nie mam męża, nie mam na kogo liczyć w
codziennych i nie codziennych (np gra była ważniejsza gdy
zachorował nasz synek i musieliśmy jechać do szpitala!!!)sprawach.
Po zakończeniu serwera zarzekał się, ze ma dość i już nigdy w to nie
będzie grał, że chce wreszcie poświęcić czas rodzinie, ponadrabiać
zaległości w nauce angelskiego itp.
Nie minęło kilka tygodni, gdy przypadkiem usłyszałam jego rozmowę z
kumplem - rozmawiali o Travianie, czyli znowu gra. Coś tam kręcił,
mówił, że nie będzie się tak angazował jak przedtem (od komputera
odchodził tylko na krótki sen, aby załatwić potrzeby fizjologiczne
no i do pracy - ale tu też prawie cały czas grał. Jadł oczywiście
przy komputerze).
Moje najgorsze przeczucia psrawdziły się, oczywiście zaangażował
się, nie było ważne nic, że jestem w ciąży i ciężko mi z pewnymi
obowiązkami domowymi, nie dawał mi spać po nocach (mamy komputer w
sypialni). Tym razem kłóciliśmy się częściej, często przez niego
płakałam. On przepraszał, na 1-2 dni siedział mniej a potem wszystko
wracało do normy.
W końcu i ten serwer się skończył, jak zwykle miał już nie grać. I
wczoraj zostawił otwarte okno gg. Zobaczyłam, ze rozmawia z osobą z
Traviana (znałam już jego nick) i tylko dlatego przxeczytałam co
napisał. Cos w rodzaju "przecież wiesz, że po 17.00 nie moge się
logować, chyba, ze zona gdzieś wyjdzie" itp.
mam tego dość, nie mam siły z nim walczyć, boję sę, ze rozmowa nic
nie da. Nie chcę dłużej ciągle się na nim zawodzić, czekać, az
poświęci mi trochę czasu, zrobi coś w domu. Nie mam już siły. Wolę
chyba żyć sama, wiedząc, że nie mam na kogo liczyć, niż szukać
wsparcia w kimś, kto i tak mi tego wsparcia nie da.