Dodaj do ulubionych

Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje rady

18.03.09, 22:56
Nie daje ady, wiem że tego nie przeżyje, mówił jak mnie kocham ponad wszystko
z dnia na dzien, odkochal sie, twierdzi ze chce byc sam bo tak mu najlepiej,
nie wchodzi w gre inna po prostu chce byc sam....
Nie daje rady i mysle zeby sobie skrocic bol i cierpienie....
Z silnej osoby stalam sie slaba, nie wierze juz w nic.
Obserwuj wątek
    • taki_jakis Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 18.03.09, 23:22
      Obawiam sie, ze nie jestem wlasciwa osoba ktora moze Ci cos
      wlasciwego poradzic w Twoim problemie jednak sprobuje - wszakze nikt
      jeszcze sie nie wypowiedzial. Wydaje mi sie, ze bol jaki przezywasz
      moze zlagodzic (bo wyeliminowac w obecnym stadium chyba jest
      niemozliwoscia) intensywne zaangazowanie sie w sprawy, ktore
      sprawiaja Ci przyjemnosc. A takie sprawy przeciez sa, prawda ?
      Podobno bliskie osoby w tej sytuacji, pomoc z ich strony ma ogromne
      znaczenie. Wiec jesli masz przyjaciol, ktorzy sa w stanie Cie
      wesprzec to korzystaj :).

      pozdrawiam :)
    • solaris_38 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 18.03.09, 23:34
      GDYBY to była Miłość twojego zycia toi by cie NIE zostawił

      to chyba asne

      a skoro to NIE miłośc twojego życia
      to nie ma czego żałowac

      Tzreba tylko pzretrwać
      to wielki ból
      i ciężar pzrepotężny

      ale mija


      a skoro on NIE jest miłością twojego życia to nei ma sensu z JEGO powodu
      cokolwiek robić


      przezyłas przygodę
      Chciałaś aby był miłością ale NIE była

      trzymaj się

      Miłość może już gdzieś czeka

      a jak nie czeka to i tak czeka coś inengo piękniejszego niż wątpliwy ukochany
    • nie_lubie_architektow Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 18.03.09, 23:38
      och, ludzie przeżywają [!] tyle rozstań swoich, swoich przyjaciół... boli, ale
      od tego się nie umiera. jesteś silniejsza niż ci się wydaje. zdziwisz się jak
      bardzo. dasz radę, bo nie ma innego wyjścia :) taki_jakis ma racje. zajmij
      dobie czas do ostatniej sekundy, tak, żebyś porządnie się męczyła, a wieczorem
      padała jak kawka, żebyś miała jak najmniej czasu na myślenie. a w najgorszych
      chwilach pisz tu. tutaj zawsze ktoś jest... trzymaj się dzielnie, bo jesteś dzielna.
    • wredzioszek Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 01:56
      to teraz nie do uwierzenia, ale to minie. skoro tak Cie potraktowal to chyba
      bardziej przypomina egoizm anizeli milosc. nie warto dla niego tracic zycia.
      teraz musisz po prostu przetrwac, postaraj sie za duzo nie rozmyslac. minie
      troche czasu, nabierzesz dystansu. nie warto tracic swojego zycia z powodu
      takiego gnojkowatego zachowania. to ze cierpisz znaczy ze kochalas,ale
      cierpienie minie, zapewniam Cie. tez mysle ze to dobra rada by teraz zajac sie
      duza iloscia rzeczy, rzucic sie w wir zajec. polecam tez aktywnosc fizyczna. jak
      bedziesz zmeczona, nie bedziesz sie tak zadreczac myslami. czas minie i zyskasz
      lepszy osad tej sprawy. pozdrawiam.
    • verdifirst Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 05:18
      Tylko czas może uleczyć Twoje serce...
      ile czasu?
      o zależy od Ciebie...
      Uszka do góry! Wszystko będzie dobrze ;)
      Dasz radę! Nie może teraz przebywać w samotności, do znajomych / koleżanek /
      przyjaciół idź, nie myśl o tym a czas złagodzi ból.
      --
      Ból Cię nie zabije, on Cię wzmocni. Więc żyj w bólu i rośnij...
      • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 11:01
        Dziękuję za wszystkie dobre słowa, na ta chwilę nie daję rady, odp na pytanie:
        jestem po 30-tce, byliśmy ponad 3 lata. Wyszukuję winę w sobie i swoim
        zacowaniu, chociaż zawsze byłam fair, może za bardzo chciałam ułożyć sobie życie
        w kierunku rodziny, a On jak mówi lubi luz i wolność, na poczaku ideal itd nie
        wierzyłam że tacy istnieją...
        Straciłam pracę jakiś czas temu, więc dodatkowo jest cięzko, mam wsparcie bardzo
        duże ze strony rodziny, koleżankom jest mi po porstu wstyd się przyznać że ktoś
        mnie zostawił. Wyszukuję sobie jak tylko mogę zajęcia, staram się na maximum
        możliwości moich uprawiać sport bo to kocham, jednak przychodzi wieczór i się
        trzęsę, chciałabym to wszystko już zakonczyć jednak żal by mi było zostawić z
        tym rodzinę bo by tego nie przeżyli tylko to mnie trzyma przed "uwlonieniem" sie
        od tego wszystkiego. Jestescie wyjatkowi dla mnie ze tak licznie odpisaliscie na
        moj post, moze trzeba wierzyc w ludzi chociaz bol jest taki ze na obecna chwile
        nie daje rady, zawsze bylam twarda i obracalam sie na piecie jednak ostatnie
        wydarzenia zmienily mnie tak ze nie ma tej pewnej, pelnej entuzjazmu dziewczyny,
        a Jego slowa " ze zawsze bede mial cie w sercu, ale chce byc sam" doprowadzaja
        ze wahania nastroju sa tak duze, ze trace sily na wszystko.
        Dziekuję Wam za wszystkie rady i dobre słowo, jezeli moge sobie pozwolic na
        napisanie kilku zdan jeszcze to bede wdzieczna.
        Pozdrawiam
          • samotna_m Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 12:37
            Bardzo dobrze, że chociaż tu postanowiłaś się wyżalic. Człowiek nie
            może za długo byc twardy, bo przecież drugą stroną twardości
            jest "miękkośc" ;) a i na to trzeba sobie pozwolic, żeby byc w pełni
            człowiekiem. Wiem o czym mówię, bo właśnie przechodzę przez podobną
            historię i zdecydowałam się w końcu dzielic z bliskimi ludzmi swoimi
            porażkami, a nie tylko sukcesami. I nie okazało się to takie trudne,
            a wsparcia otrzymuję baaardzo wiele. A wówczas łatwiej jest znieśc
            ból i to poczucie beznadziei.
            Natomiast co do tego, że facet nikogo nie ma... miałam podobnie, a
            jak zaczęłam rozmawiac z ludzmi, kilka koleżanek też. Zawsze jak
            facet mówił, że chce byc sam, to po pewnym czasie się okazywało, że
            jednak jest inna kobieta. Mój mąż też tak mówił. Znam trzy takie
            przypadki. No, ale może są jakieś wyjątki... wiem tyle, że wszystko
            jest możliwe.

            Trzymaj się mocno. Pamiętaj, że (niestety) jest nas wiele i jesteśmy
            z Tobą
            • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 15:40
              Bardzo pomaga mi gdy czytam co napisaliscie, po pare razu studiuje jak tylko
              bierze mnie dol...
              Czas wypelniam jak moge, szukam pracy, mam nadzieje ze szybko znajde bo zawsze
              bylam kompetentna i bardzo obowiazkowa w tym co robilam.
              Wiecie to tez ironia losu bo jestem dosc atrakcyjna osoba, jednak na ta chwile
              jeszcze kocham "jego" i nie potrafie sobie wyobrazic bycia z kims innym, moja
              stalosc w uczuciach tez pewnie ma w tej chwili dzialanie destrukcyjne na moja
              psychike.
              Jeszcze jedno moze w pewnym momencie za bardzo peklam i prosilam o mozliwosc
              jakies naprawy tego itd, poczul ze mi zalezy i jeszcze bardziej zdystansowal
              sie. Jak postaowilam ze koniec nie kontaktuje sie to zaczal dzwonic wieczorami
              "po wplywem" chyba na odwage, jaka to bylam miloscia jego zycia itd itd i znowu
              na nowo serce mi zaczelo pekac.
              Od dzisiaj po przeczytaniu odp od Was chce byc silniejsza, ale boje sie znowu
              bawienia sie moja osoba i pewnie dowartosciowywania jego przez telefony do mnie,
              nie odbierac czy zaczac grac jak On , miec brzydko mowiac "olew". Nie wiem co
              robic ale jakos to forum mnie trzyma, pewnie niejedna osoba sie usmieje z tego
              ale tak jest, nie wiem czy piszą tu osoby co maja zwiazek z psychologia, czy
              ludzie z doswiadczeniem czy moze po prostu dobre dusze. Echhh ciagle sie lapie
              ze zerkam na telefon i czekam tylko na co....
              A co do kobiety mysle ze nie wchodzi w gre, raczej koledzy, piwko, luz itd zycie
              jak za mlodu, tylko czy dla takich rzeczy mozna poswiecic milosc.... ktos wyzej
              napisal widocznie nie kochal.
              Ale przez te lata by udawal skoro w czynach i slowach naprawde tak bylo :(
              • dosia2308 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 17:09
                Wiem jak można ciepieć gdy ktoś odchodzi... Mój ukochany też mi powiedział
                "jesteś i zawsze będziesz w moim sercu...." jadąc w tym samym czasie do swojej
                nowej dupci:))))) Teraz mnie to śmieszy i obiecuję Ci, że też będziesz się z
                tego śmiać. Za jakiś czas. Kochana, ten facet to jakaś pijawka skoro dzwoni
                wieczorami bo.... Nie doszukuj się "bo". Tracisz czas. Masz 30 lat. Nie oglądaj
                się za siebie bo się nie zorientujesz jak dojedziesz do 40 bez faceta, bez
                dzieci, bez domu. OLEJ KOLESIA BO JEST JAKMŚ POPAPRAŃCEM! Chcesz kilku takich
                więcej? Zaloguj się na sympatii. Gwarantowany jest świr po kilku godzinach.
                Powodzenia kochana. Siły Ci trzeba i kopa w d... Przyjacielskiego:)
              • wredzioszek Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 18:31
                onaonaonaona napisała:

                > Czas wypelniam jak moge, szukam pracy, mam nadzieje ze szybko znajde bo zawsze
                > bylam kompetentna i bardzo obowiazkowa w tym co robilam.
                -wlasnie, koniecznie szukaj tej pracy bo jej brak to jest czynnik ktory
                dodatkowo Cie oslabia i czyni bardziej podatna na takie doly
                > Wiecie to tez ironia losu bo jestem dosc atrakcyjna osoba, jednak na ta chwile
                > jeszcze kocham "jego" i nie potrafie sobie wyobrazic bycia z kims innym,
                -wiec na razie sobie nie wyobrazaj
                moja
                > stalosc w uczuciach tez pewnie ma w tej chwili dzialanie destrukcyjne na moja
                > psychike.
                -przeciez to nie jest winą ze sie zakochalas.
                > Jeszcze jedno moze w pewnym momencie za bardzo peklam i prosilam o mozliwosc
                > jakies naprawy tego itd, poczul ze mi zalezy i jeszcze bardziej zdystansowal
                > sie.
                -moze blad, moze nie.trudno z facetami w tej kwestii bywa.
                Jak postaowilam ze koniec nie kontaktuje sie to zaczal dzwonic wieczorami
                > "po wplywem" chyba na odwage, jaka to bylam miloscia jego zycia itd itd i znowu
                > na nowo serce mi zaczelo pekac.
                -moja droga, prosze wez sie w garsc!! z facetem sie roamwia na trzezwo! i nie
                tlumacz ze on tak dla odwagi, po prostu nie stwarzaj swojej nadinterpretacji. to
                bierz na powaznie co Ci mowi gdy rozmawiacie powaznie i na trzezwo

                > Od dzisiaj po przeczytaniu odp od Was chce byc silniejsza, ale boje sie znowu
                > bawienia sie moja osoba i pewnie dowartosciowywania jego przez telefony do mnie
                -tzn to Cie dowartosciowuje?? a daj Ty spokoj. facet zadrecza Cie, raz tak raz
                siak. przeciez to nie jest dowartosciowanie. owszem jakby tak za toba biegal jak
                ty za nim to pewnie bys sie poczula dowartosciowana, ale tak? tylko Cie zadrecza.
                > nie odbierac czy zaczac grac jak On , miec brzydko mowiac "olew".
                Nie wiem co
                > robic ale jakos to forum mnie trzyma, pewnie niejedna osoba sie usmieje z tego
                > ale tak jest, nie wiem czy piszą tu osoby co maja zwiazek z psychologia, czy
                > ludzie z doswiadczeniem czy moze po prostu dobre dusze.
                -chyba rozni tu piszą, ale zobacz ze mozesz wykorzystac te rady ktore uznasz za
                wlasciwe. i pocieszajace jest chyba ze wiele osob chce Ci doradzic.
                Echhh ciagle sie lapie
                > ze zerkam na telefon i czekam tylko na co....
                > A co do kobiety mysle ze nie wchodzi w gre, raczej koledzy, piwko, luz itd zyci
                > e
                > jak za mlodu, tylko czy dla takich rzeczy mozna poswiecic milosc.... ktos wyzej
                > napisal widocznie nie kochal.
                > Ale przez te lata by udawal skoro w czynach i slowach naprawde tak bylo :(
                hm, a tak w ogole. to sluchaj, rozumiem ze rozmawialiscie juz na powaznie, wiec
                traktuj go jak dorosly doroslego. co powiedzial to sie liczy. a odwolywanie "pod
                wplywem" to sie nie liczy. i w ogole po co z nim gadasz. nie dodawaj
                interpretacji wynikajacej z Twojego zakochania do tego co on mowi. sprobuj
                zrozumiec to co powiedzial, jak nie rozumiesz do konca to wyjasnij jeszcze. ale
                skoro mowi Ci nie, to po prostu ratuj sama siebie! po co Ci cos takiego-to tylko
                Cie dalej doluje. trzeba sie pogodzic, ale teraz tego nie rozgryzaj
                przypadkiem,tylko zosttaw. to jasne ze chcesz miec kogos i koniec. ale niestety,
                ja jestem zdanie ze jak mezczyzna mowi nie to trzeba dac sobie spokoj, bo tylko
                sobie przykrosc robisz. ale nie martw sie, poza tym, pocztaj tu ludzie pisza
                calkiem fajne porady.wykorzystaj je . powodzenia i trzymaj sie. koniecznie
                szukaj pracy, a jesli masz dola to "zaprowadz sie" na sile do jakiegos
                terapeuty. nie warto tracic zycia tylko dlatego ze ktos nie dojrzal do
                dojrzalego zwiazku. skad wiesz ile jeszcz pieknych chwil przed Toba, jesli tylko
                przestaniesz o niego zabiegac. tak czy inaczej, trzymam kciuki bys sie z tego
                podniosla.
              • skarpetka_szara Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 27.04.09, 20:37
                Jaka to milosc Twojego zycia skoro to totalny kretyn bez klasy.
                Jak on moze bawic sie Twoimi uczuciami? WIE, ze cierpisz, WIE ze
                cie zranil, a jednak wydzwania aby sobie ulzyc, zeby poczuc sie
                kochany gdy mu tego potrzeba. On cie wykorzystuje.

                Nie odbieraj od niego telefonow. Nie otwieraj drzwi. Czym ty
                bedziesz sie bardziej oddalala tym on bardziej bedzie chcial cie
                miec. Ale wiesz co? To strasznie toksyczne.

                Mam nadzieje ze juz niedlugo wyjdziesz ze znajomymi, i ktos powie
                cos naprawde smiesznego, i ty sie usmiechniesz. A drugim razem
                usmiechniesz sie jeszcze bardziej, i zobaczysz ze sa faceci ktorzy
                naprawde sa fajni. I ze ten twoj ex ma wiele wad. I ze nie jest
                ciebie jednak wart, bo niedojrzal.
        • cytrynka_ltd Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 21:55
          trzeba wierzyć w ludzi. warto.
          a, on to tchórz i dupek. ktoś, kto prawdziwie kocha, nie zostawia w ten sposób
          ukochanej osoby. i jeszcze mówiąc jej takie słowa. to było egoistyczne.
          to ty jego kochałaś, ale on nie był miłością Twojego życia. inaczej dalej
          byliście szczęśliwi ze sobą. widocznie ona wciąż czeka gdzieś na Ciebie.
          on lubił luz, a Ty myślałaś o rodzinie. od samego początku popełniłaś błąd, bo z
          takim człowiekiem nie planuje się założenia rodziny. tacy ludzie nie zmieniają się.
          to boli, ale z czasem będzie Ci lżej i na pewno poznasz tego, który potrafi kochać.
          bo:

          "Miłość to bycie do dyspozycji, to gotowość do tego by służyć, pomóc, przydać
          się, zaopiekować się. To chęć bycia potrzebnym".

          trzymaj się. czas leczy wszelkie rany.

          --
          [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/oc/ni/5rl7/ANiRGfxuDu6wd1UCEX.jpg[/img]
          Owsiak do Wałęsy: wskaż, a strzelę z "baśki"
    • dotyk_wiatru Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 16:09
      Spokojnie...
      Potrzebujesz czasu, zajęcia myśli tym wszystkim, co sprawia Tobie
      autentyczną przyjemność...Czujesz ból, ale on minie z czasem...
      Staraj się nie zamykać na ludzi, bo wbrew pozorom to oni Tobie
      pomogą przetrwać to, co najgorsze...
      Skoro byłaś silna, uwierz, że nadal jesteś...bo tak jest...choć
      teraz w to wątpisz...
      To, co przeżyłaś, za jakiś czas będzie pięknym wspomnieniem...

      Trzymaj się! :)) i uśmiechaj...Wiosna nadchodzi...
    • greengrey Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 17:46


      dziewczyno !

      niech idzie!

      skoro ma tak mu być dobrze samemu,niech idzie i cieszy się tym
      szczęściem

      daj sobie spokój z facetem, który najwyraźniej sam nie wie czego
      chce, albo nie ma nawet odwagi powiedzieć ci czego chce

      warto budować życie z kimś dla kogo jesteś ważna, a nie z takim,
      który ni z tego ni z owego odkochuje się nagle, a może po prostu
      nie kocha wcale

      to trudne nagle zostać samej, nawet nie wiadomo dlaczego

      choć to bez większego znaczenia - dlaczego z dnia na dzień odchodzi

      ale nie jest tak, że to on jest twoim życiem

      ty jesteś twoim życiem, zadbaj o swój względny komfort,
      nie obwiniaj się,

      z tobą to akutat jest wszystko w porządku

      postaraj się po prostu przetrwać zły czas

      na pewno minie.
    • helios-1 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 18:11
      onaonaonaona napisała:

      > Nie daje ady, wiem że tego nie przeżyje, mówił jak mnie kocham
      ponad wszystko
      > z dnia na dzien, odkochal sie, twierdzi ze chce byc sam bo tak mu
      najlepiej,
      > nie wchodzi w gre inna po prostu chce byc sam....
      > Nie daje rady i mysle zeby sobie skrocic bol i cierpienie....

      Nie rób tego.... nie dlatego że mam dla Ciebie jakiś bzdetny złoty
      środek, ale czas najprawdopodobniej spowoduje że też odkochasz się
      bo zakochasz się w kimś innym, tak jesteśmy już skonstruowani....

      > Z silnej osoby stalam sie slaba, nie wierze juz w nic.



      Nie ma silnych osób tak jak nie ma dobrze obronionych rzutów karnych
      w piłce nożnej, są tylko źle wykorzystane, a ludzie nie są silni
      tylko szczęśliwie nie pier.....ci ciosem przez los.... tak jak w
      boksie....
      • onaonaonaona Re:wredzoiszku 19.03.09, 18:43
        > Od dzisiaj po przeczytaniu odp od Was chce byc silniejsza, ale boje sie znowu
        > bawienia sie moja osoba i pewnie dowartosciowywania jego przez telefony do mnie
        -tzn to Cie dowartosciowuje?? a daj Ty spokoj. facet zadrecza Cie, raz tak raz
        siak. przeciez to nie jest dowartosciowanie. owszem jakby tak za toba biegal jak
        ty za nim to pewnie bys sie poczula dowartosciowana, ale tak? tylko Cie zadrecza.
        > nie odbierac czy zaczac grac jak On , miec brzydko mowiac "olew".
        Nie wiem co....

        O dowartosciowanie chodzilo mi o jego osobę, tzn pewnie sobie zdaje sprawe ze mi
        zalezy i dzwoniąc do mnie ( a ja odbieram) dowartosciwuje sie i ego jego wzrasta
        slyszac ze rozmawiam z nim i nadal mi zalezy....
        • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 18:49
          Dziękuję wszystkim za ciepłe słowa i rady, serce pęka, od rana po przeczytaniu
          odp. dostałam wiatru w żagle, cały dzień zajęcie itd. i nagle łzy same się
          cisną, wyżej padła opinia że potrzebny mi kop w d.... przyjacielski oczywiście,
          sensowne spostrzeżenie.
          Jeszcze jedno po pijanemu czasem człowiek mówi co mu leży na sercu ale fakt
          trzeba słuchać opinii trzeźwych a ta jest ze chce być sam. Boli jeszcze bardziej
          to że walczył tyle o mnie żebyśmy byli razem. A nie znam powodu rozstania, nie
          znam... "chce być sam"...
          Dziękuję Wam za dojrzałe komentarze i jestem wdzięczna za każdą opinię.
          Na tą chwilę jest ciężko jak cholera.
          • cytrynka_ltd Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 22:03
            walczył o Was?
            oszukiwał Ciebie, bo nie o Ciebie walczył, tylko o swoje egoistyczne potrzeby.
            gdyby naprawdę walczył, to bylibyście razem. prawdziwa miłość i chęć bycia z
            ukochaną osobą jest silniejsza od lęków.
            a, 3 lata to akurat czas, kiedy rozpada się wiele związków.
            jeśli ma on jakiś problem i boi się odpowiedzialności, to powinien iść do
            psychologa, a nie ranić kobiety i niszczyć im życie.
            jednak kobiety są silniejsze:)
            jeszcze może wróci do Ciebie, ale wtedy bądź silniejsza i nie daj się mu tak
            oszukać.


            --
            [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/oc/ni/5rl7/ANiRGfxuDu6wd1UCEX.jpg[/img]
            Owsiak do Wałęsy: wskaż, a strzelę z "baśki"
            • onaonaonaona Re: Więc powiem tak: czas zakończyć post 27.04.09, 21:59
              :-), dlaczego?
              Po pierwsze, przyszła koza do woza, to raz.
              Dwa: oj nie chciałabym byc juz jego kobietą.... biedna ta... oszukiwana :-)
              Tacy ludzie się jednak nie zmieniają, straciłam do Niego szacunek,
              zakochany człowiek nie widzi wielu rzeczy, a w sumie to naprawde nic nie wart
              był nawet zakładania tego wątku...
              Wyrzuciłam wszystkie jego fotki z kompa raz na zawsze bez mozliwosci odzyskania,
              pierscionek zareczynowy zgadnijcie? gdzie popłynął? :-)
              Ta niby wielka miłośc to naprawde człowiek nie reprezentujący sobą nic
              szczególnego, tylko że ja wyniosłam go na piedestał :-), a to szary człowieczek,
              nie umiejący sam załatwić spraw, bo robiła za Niego to Mamusia, zgrywał
              twardziela a zostawił kobietę z takimi długami,mamisynek co znowu się zabawi w
              dorosłego i ktoś inny za jakis czas będzie na liście komorniczej...a ja ? ja
              idiotka płakałam za nim.... boże.... rozum mi odjęło!
              Żal że następna oszukiwana........
              Nawet kolega się odezwał ( jaki dobry jego kolega) co ma żonę i dziecko, że chce
              sie umówić, jak On podtrzymuje kontakt....
              A skąd moja zmiana i nastawienie?
              Dzisiaj zdarzyło sie coś niesamowitego, to jest tak jak cały świat staje do góry
              nogami albo obraca sie o 180 stopni.
              To tak jak ktoś wygra w lotto 6, zycie staje sie inne.
              Moje się takie stało dziękuję Wam kochani za słowa otuchy i wszyyystkie posty,
              Makronelko ;-) wiesz że będzie dobrze...
              Życie jest niesamowite, i płata niesamowite figle, teraz wiem że to że nie
              miałam byc z tym byle kim to tak miało być!!!
              Solaris napisała pamietam, jezeli Cie zostawil to nie milosc zycia jezeli nie
              milosc zycia to szkoda lez itp.
              Tak dokładnie jest i było, szkoda było tego czasu, chociaż nie żałuję,
              wyciągnełam lekcje życia.
              Jak sobie przypomnę jego to nie wiem co ja widziałam w nim. cholerka nie wiem...
              Dupek który dostanie kopa w tyłek w zyciu, wspomni sobie o takiej jednej,
              która...? jest szczęśliwa!
              Naprawdę jestem...

              Założę inny wątek, ten w którym jestem nowa JA i moje życie..
              A... jeszcze jedno, wiecie marzenia się spełniają i te duże-rzadziej i te
              małe-częściej.
              Dziękuję WAM Kochani i dziewczyny trzymajcie się no i fajni mężczyźni też ;-)
              Buźka.
              onaonaonaona
      • mruff Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 19.03.09, 19:44
        Najważniejsze,żebyś prztrwała jakoś tem miesiąc (z fajami, piwem, na
        proszkach-jakkolwiek) bo potem jest juz lepiej.
        Najlepszym lekarstwem jest nowy adorator :) bo skupia uwagę na sobie
        i dostarcza miłych chwil :)
        Nie Ty jedna :)
        --
        "góry powstały z okruchów gwiazd..."
        • wredzioszek Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 20.03.09, 00:50
          onaonaonaona napisała:

          > Wiem że wielu ludzi przezywa podobnie ale czy to moze byc pocieszeniem?
          - nie do konca, bo z jednej strony kazdy jest sam, ale z drugiej strony oznacza
          to ze po prostu nie jestes jakąś wybraną przez slepy los cierpiętnicą, tylko ze
          po prostu tak bywa, tak jest w życiu, wielu przez to przeszlo i dlatego moga Ci
          cos doradzic bo wiedzą pewnie jak to jest w takich chwilach
          > tesknie za tymi dobrymi chwilami, najgorsze jest to ze pierwsze lata to
          > najszczesliwszy okres w zyciu, na moje nieszczescie pamietam tylko te dobre chw
          > ile.
          - ojej, to wspaniałe, masz piekne wspomnienia. moze teraz nie mozesz, ale jednak
          badź wdzięczna za te wspomnienia. bo kiedy Ty sie radowalas to wielu tez
          plakalo, wiec ciesz się ze masz co dobrego wspominać i ze wtedy nie musialas
          plakac. moze to nie jest podejscie ktore Ci sie spodoba ale ja tak to widzę.

          - co do tego co napisałaś o dowartościowaniu, to hm, skoro to Ty masz go
          dowartościować to ...przepraszam ale to jest "wampiryzm". nie daj się.
          - skoro ktos stawia Cię przed scianą ze "teraz chcę być sam", odmawia szczerego
          dialogu, to co jeszcze mozesz zrobic?? moim zdaniem zostawić go. co najwyzej
          zapewnić ze chcialas jak najlepiej ale skoro jego wybor jest taki to z
          odchodzisz i niech da Ci spokoj z telefonami bo Ciebie one bolą. pa
          - ja jestem osobiście przekonana, ze uklad w ktorym to Ty się starasz o faceta,
          to Ty zabiegasz, to Ty pokazujesz ze zrobisz dla niego wszystko, a on nadal ma
          wątpliwości i sie boi, taki układ jest niedobry i krzywdzacy dla kobiety,
          wypalasz się w czyms takim. ale to moje prywatne zdanie.
    • agniangel Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 20.03.09, 12:28
      dasz radę - wierzę w Ciebie. może to banał, ale czas naprawdę
      pomaga. nie dzwoń, nie błagaj, nie poniżaj się. to bolesne i trudne,
      wiem, ale zachowasz szacunek dla samej siebie. i albo
      1. on ochłonie i zrozumie, że jesteś kobieta jego życia, albo
      2. przynajmnij on nigdy nie pomysli, ze "dobrze, że zostawił ta
      psychopatkę, która do niego wydzwania po nocy, wariatka jedna"
      bedzie dobrze, a Ty przez to przejdziesz i kiedys tam sie odkochasz.
      to naprawde możliwe. trzymam kciuki.
    • gabi1303 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 21.03.09, 05:22
      Wiesz.... wiem , ze nie pomoze to co teraz napisze, ale moze bedzie
      Tobie troche lzej, ze nie jestes jedna jedyna , ktora ma taka
      sytuacje.

      Opisze Tobie swoja ...

      Tak, jak i Ty, spotkalam (tak mi sie wydawalo) milosc swojego zycia.
      Czekalam na nia dluuuuugie lata. W mojej pracy pojawil sie ON,
      wymarzony, ukochany.
      Problemem bylo to, ze zajmujemy rozne stanowiska. Dlugo nie chcialam
      sie zgodzic na ten uklad, gdyz generalnie jestem straszna
      przeciwniczka jakichkolwiek prywatnych relacji w pracy.
      Nie wyobrazasz sobie nawet, ile ON zadal sobie trudu, by zmienic
      moje nastawienie. Ile bylo prosb, blagan, przekonywan, usuwania
      przeszkod , prosb o zaufanie z jego strony ,itd itd ...

      Jestem jednak kobieta, mam uczucia, i jak wiekszosc kobiet - w koncu
      zaufalam. Uczucie moje roslo, angazowalm sie coraz bardziej, potem
      juz nic nie mialo znaczenia , tylko ON ! Godzilam sie na wiele
      kompromisow. Godzilam sie, ale tez i jednoczenie cierpialam.
      Chcialam, aby ON w koncu otwarcie przyznal sie do naszego zwiazku.
      Prosilam i tlumaczylam, ze tak nie moze byc wiecznie. Blagal o
      wyrozumialosc, dzwonil tysiace razy dziennie, skamlal jak bardzo
      teskni, jak chce byc ze mna, jak nie moze sie doczekac spotkania ...
      ale JEGO pozycja sluzbowa nie pozwala na takie relacje w pracy.
      Prosilam, abysmy w koncu cos zmienili. Moze ja zmienie prace, moze
      on, moze starajmy sie znalezc jakies rozwiazanie, alternatywe,
      wyjscie ...

      I znalazl !

      W CIAGU JEDNEJ MINUTY oswiadzyl, ze mial "fajny czas" ze mna, ze ma
      dosyc udawania , ze nic nas nie laczy, ze nie zamierza nic zmieniac
      w swoim zyciu i ma nadzieje , ze ja tez nie zamierzam ....

      W CIAGU JEDNEJ MINUTY zapomnial o swoich poprzednich prosbach,
      zapewnieniach, blaganiach, telefoniach, tesknocie, milosci, czasie
      spedzonym razem !!!
      Tak jak i Twoj man - ODKOCHAL SIE ( NAWET NIE Z DNIA NA DZIEN ) W
      CIAGU JEDNEJ CHWILI !
      • gabi1303 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 21.03.09, 05:31
        Nie bede opisywac swojego bolu , rozpaczy , lez ...
        Zostalam upokorzona do bolu, oszukana , ponizona ...
        Caly czas ciagle nie moge dojsc do siebie, biore leki uspokajajace,
        zeby nie dac sie zabic tym negatywnym emocjom, myslom, roztrzasaniem
        kazdej minuty, kazdej chwili, kazdego dnia ...
        Czasami chce mi sie wyc z tej rozpaczy. Nie moge ciagle zrozumiec
        perfidji mezczyzn, ich potwornego egoizmum, bawienia sie czyimis
        uczuciami, braku morali, cynizmu i wykorzystywania do wlasnch celi i
        potrzeb.

        Wiem jednak, ze to bylo i jest toksyczne, niszczace ...
        Wiem, ze minie sporo czasu zanim sie pozbieram ...
        Wiem, ze ten czlowiek zniszczyl moje poczucie wartosci ....
        Wiem, ze nie byl i nie jest wart mojego , i byc moze innych kobiet,
        uczucia ...

        I wiem, ze musze w koncu znalezc ten czas i momen, kiedy odbuduje
        swoje JA, swoj swiat , i kiedy znowu zobacze swiat w innych
        kolorach ...
    • leda16 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 21.03.09, 09:31
      onaonaonaona napisała:

      >
      > Nie daje rady i mysle zeby sobie skrocic bol i cierpienie....

      Rozumiem - nie masz matki, żeby się jej zwierzyć, nie masz przyjaciół, krewnych...

      > Z silnej osoby stalam sie slaba, nie wierze juz w nic.


      A dotąd wierzyłaś???? Mimo wiedzy, że NIC NIE TRWA WIECZNIE ???!!!


      --
      Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
    • haneczka_p Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 22.03.09, 10:26
      przezyjesz!;)
      ja to samo przeszlam w wigilie, prawie z dnia na dzien. ale jestem silnniejsza
      po tym wszystkim. a uczucie,ze sobie z tym radze i poradzilam, daje niesamowite
      szczescie, spokoj ktory osiagniesz za jakis czas tez da ci szczescie:)
      ja, zeby nie idealizowac jego i tego co zrobil pisalam pamietnik, zeby w
      chwilach gdy mogloby cos glupiego mi do glowy strzelic, przeczytac jaki bol
      czulam po tym wszystkim.
      i tak naprawde pewnie nie ma racjonalnej przyczyny na to co sie stalo(podobnie
      bylo u mnie) trzeba sie pogodzic z tym i tyle. daj sobie czas na wyplakanie,
      uzalanie itd. bliscy to zrozumieja.
      trzymam za ciebie kciuki:)
    • yoko0202 oczywiście, że dasz sobie radę 22.03.09, 13:11
      to niesamowite, ile człowiek potrafi znieść.
      podniesiesz się z tego silniejsza, mądrzejsza i rozsądniejsza - nie
      pozwól w przyszłości, aby ktoś stał się całym twoim światem, bo to
      TY jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu.
      Nastaw się, że zajmie to trochę czasu, i nie załamuj się, jeżeli już
      za tydzień nie będziesz czuła się wspaniale - kiedyś tak się
      poczujesz, i zaczniesz wierzyć, że prawdziwa miłość twojego życia
      wciąż przed tobą:)
      • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 22.03.09, 13:40
        Kochani, dziękuję za Wasze wsparcie, opinie, rady, historie...
        Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jakie ludzie przeżywają rozterki, załamania
        itd. itd.

        Ja mam bardzo duże zmiany nastroju, najchętniej uciekłabym w leki uspokajające,
        większe dawki żeby nie wiedzieć o co chodzi i przetrwać najgorszy czas. Z
        drugiej strony bronię się przed tym jak mogę i wymyślam zajęcia ,żeby jak ktoś z
        Was wyżej napisać "paść" pod koniec dnia.
        Tęsknie cholernie i czuję żal, wiem wiem użalam się zamiast się wziąć w kupę ....
        Wczoraj znowu zadzwonił, chociaż biłam się z myslami czy odebrać czy nie, odebrałam.
        Spytałam w jakim celu dzwoni, On, że co słychać i że życzy mi żebym poznała
        kogoś fajnego bo jestem super kobietą tylko nie dla niego, ja na to że nie musi
        już mi życzyć bo u mnie jest ok i zaczyna się układać ( w gardle klucha i w
        oczach łzy), na to On, cisza, zatkało ... Powiedziałam,że skoro zdecydował jak
        zdecydował to nie ma sensu się kontaktować, bo niczemu to nie służy, a On cisza.
        Dzisiaj serce mi ściska ale nie złamię sie na pewno już, nie zadzwonie i chociaż
        nie wiem jak będę cierpieć nie poniżę się, chyba moja przekora spowodowała, że
        chcę żeby On z czasem pożałował swojej decyzji tak jak niczego w życiu.
        Parę dni temu myślałam o najgorszym, teraz wiem co by to dało...
        Chociaż sama mam ciężko pisałam dziewczynie która myślała jak ja, skończyć
        wszystko, że co to da? Jej nie będzie a On dalej sobie będzie żył, z wyrzutami
        czy bez ale będzie...
        Przez chęć wsparcia innej osoby sama sobie przetłumaczyłam, że nie warto robić
        głupot.
        Jest mi tak cięzko i jak pisałam, rak daję radę raz nie dlatego pozwolę sobie
        pisać jeszcze o moich odczuciach i lękach, niepokojach, po prostu o wszystkim co
        czuję.....

        Dziękuję Wam, że się znaleźliście w odpowiednim momencie.
        Pozdrawiam
        • czarna_kloto Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 23.03.09, 15:50

          > Parę dni temu myślałam o najgorszym, teraz wiem co by to dało...
          > Chociaż sama mam ciężko pisałam dziewczynie która myślała jak ja,
          skończyć
          > wszystko, że co to da? Jej nie będzie a On dalej sobie będzie żył,
          z wyrzutami
          > czy bez ale będzie...
          > Przez chęć wsparcia innej osoby sama sobie przetłumaczyłam, że nie
          warto robić
          > głupot.

          Ta dziewczyna już tak nie myśli :)
          Cierpię bardzo ale nie zrobię głupoty.
          Dziękuję :)
          Pozdrawiam i trzymam kciuki
    • moon_witch Zalozymy sie o flaszke dobrego wina, ze 22.03.09, 13:31
      WROCI. Daj mu czas na to, aby pobyl sobie sam ze soba. jeden z
      ludzkich czynnikow jest taki ze mezczyzna i kobieta inaczej
      funkcjonuja emocjonalnie. Kobiety sa silniejsze w ten sposb, ze
      wiecej emocji sa w stanie 'przerobic' podczas, gdy facet czym
      bardziej sie zblizy tym wieksze ryzyki, ze to bedzie za duzo dla
      niego i wtedy czuje ..pustke. to tak jak z bolem, tego naprawde
      silnego bolu nikt nie czuje bo traci przytomnosc. Podobnie jest z
      uczuciami u niektorych ludzi.
      facet odpocznie psychicznie i emocjonalnie i znowu do ciebie
      zacznie dzwonic.
      Ty natomiast poczytaj sobie o emocjach u ludzi, zwlaszcza u
      mezczyzn. I....buduj swoje szczescie wokol siebie samej tak abys na
      drugi raz myslala na ile Ty go kochasz i ile mozesz w ten zwiazek
      wlozyc, a nie na odwrot...
      • onaonaonaona Re: Zalozymy sie o flaszke dobrego wina, ze 22.03.09, 13:47
        czas pokaże,oraz tzego ja już na 100% będę chcieć, może już w pełni nie będę
        chcieć jego powrotu.... ( na tą chwilę jestem do d.... i biję się sama ze sobą)
        w każdym razie z ta flaszką wina.... chociaż to niemożliwe, chętnie bym tu wielu
        osobom przesłała za wsparcie...
        • onaonaonaona nie mam siły 24.03.09, 18:10
          Obojętnie jak się trzymałam ... nie mam siły, znowu.
          Jestem tak stała widocznie w uczuciach,że nie mogę przejść nad tym wszystkim do
          porządku dziennego. Nie mogę się skupić na niczym, wszystko co robię to jak
          automat z jedną myślą... o Nim.
          Czuję jakąś panikę, chyba przed tym, że to jednak naprawdę koniec...
          Tylko ryczeć mi się chcę nic więcej.
          Jak osoba niezrównoważona psychicznie powoli się czuję (może już jestem). Jeden
          dzień, silniejsza, optymistyczna , drugi dzień kompletna klapa. Życie, czas mi
          ucieka na takim życiu jak teraz ale wiem, że nigdy już nie pokocham, wiem to i
          czuję.
          • gatta5 Re: nie mam siły 24.03.09, 19:51
            Współczuję Ci bardzo...Twoja reakcja jest jak najbardziej normalna.
            W tej sytuacji nie m dobrej rady. Myślę, że powinnaś spróbować pójść
            do psychologa, oni mają jakieś sposoby na takie sytuacje.
          • greengrey Re: nie mam siły 24.03.09, 20:39

            to zrozumiałe,że przychodzą fale w których odczuwasz optymizm, a
            zaraz potem nachodzi Cię czarna rozpacz

            to normalne teraz, nie jesteś niezrównoważona

            daj sobie do tego prawo

            powiedz sobie: jeszcze z 50 razy będzie się tak wahać, albo 150...
            ale to minie

            nie myśl za bardzo o całym życiu teraz

            postaraj się przetrwać dziś,

            a jutro wydarzą sie nowe rzeczy, będzie trochę lepiej :)

            bo będzie!
          • makornela Re: nie mam siły 01.04.09, 13:58
            jestes jeszcze?
            jestem 3 tydzien po rozstaniu. niby duza dziewczyna ze mnie i zwiazek jakis krotki, ale DAWNO nie przezylam tylu emocji!
            obecnie jest lepiej. ostatecznie, tylko sama do siebie wzdycham i gdzies powtarzam, z esie ulozy. nie wiem dokladnie jak i kiedy. przerazaja wolne dni w kalendarzu. nikt, kto nie ma teraz zlamanego serca, nie zrozumie ile rzeczy boli. zwykle wstawanie to dla mnie katorga. 5.3o mysle o nim. bol brzucha.
            mysle, ze musimy to po prostu przezyc, az nas wymeczy i przejdzie.
            daj znac jak leci. mozemy pisac codziennie;)
            • onaonaonaona Re: nie mam siły 01.04.09, 21:55
              Wiesz, nie radzę sobie, parę postów wyżej napisałam , że lepiej jest czytać
              jakieś wypowiedzi Pana X niż czytać o złamanych sercach dziewczyn które nie
              wiedzą czego chcą itd itd.
              Chciałam byc silna i nie jestem , niby było ok ale teraz jest tylko coraz
              gorzej, brakuje już mi sił do wszystkiego. Nie skupiam sie na niczym, bliscy do
              mnie mówiąc .... nie słyszę ich, szum w głowie. Leki na nerwy biorę tylko na noc
              żeby zasnąć i nie myśleć.
              w głowie tylko wspomnienia, tylko cudowne wspomnienia i patrzenie na telefon,
              zadzwoni, odezwie się , cisza.
              Łapię się na tym że idąc ulicą nie kontaktuję co się ze mną dzieje.
              Kiedyś miałam problem z okazywaniem uczuć , On nauczył mi mnie otwartości i
              kazywania, na moje nieszczęście....
              Nie daje rady obojętnie jak bardzo chciałam, jak się starałam, jakie miałam
              chęci po czytaniu postów od wielu wspaniałych ludzi tutaj.
              Moje poczucie wartości jest zerowe w tej chwili.
              Fajnych i wartościowych ludzi sie nie zostawia...takie mam odczucie co do swojej
              osoby.
              Raz Go nienawidze i czekam , aż pożałuje swojej decyzji a za chwile wszystko bym
              rzuciła i zaczęła od nowa... z Nim.
              Czuję szum i pustkę w głowie. Nie mogę, NIE MOGĘ SIĘ POGODZIĆ i nie pogodzę,
              wiem o tym, nie zakocham sie już nigdy tak i nie obdarzę nikogo uczuciem.
              • cycaty.aniol Re: nie mam siły 01.04.09, 22:01
                biedactwo...
                nie bede Ci pisac trzymaj sie etc.
                taki smutek bije z Twojej wypowiedzi niezmierny
                co moge dla Ciebie zrobic, jak Cie pocieszyc, co powiedziec abys
                poczula sie lepiej?
              • makornela Re: nie mam siły 01.04.09, 22:09
                hej;)
                ogladam wlasnie mecz;)taka tesknota za polska.
                rozumiem, co czujesz. mam nadzieje, ze takiego zrozumienia ci potrzeba. przeszlam przez to kilka lat temu. i przechodze teraz. tylko wlasnie dzis mam wyjatkowo pozytywny dzien. mimo ze jestem sama tu jak palec. s a m a. ta mysl jest dla mnie obsesyjna. ze po raz kolejny nic sie nie zmieni. probowalam, i nic. dzis akurat mysle, ze tak po prostu mialo byc. ale az sie boje, co bedzie jutro.
                komentarzami sie nie martw. sama zawsze madra bylam, poki przed 30stka nie stracilam swojej milosci zycia, i zareagowalam jak mala dziewczynka. emocji sie nie da ani przewidziec, ani uspokoic. tak juz jest...
                zreszta kazdy ma prawo do swojej rozpaczy. nawet, jesli robisz wielkie bledy;) wiec sie nie martw!
                co do twojej historii, nawet nie wiesz jak bardzo cie czuje. i to moge ci dac, co sobie razem poplaczemy. ale uwierz mi, jakkolwiek bedzie, jakkolwiek trudne to dla ciebie wyzwanie: p r z e j d z i e m y t o.
                ciemnosc widzialam 3 tyg temu. zadnej drogi wyjscia. udalo sie, wychodze sama z tego! nie powiem, ze mnie tez to cieszy, wolalabym zeby wrocil i zeby byl swiety spokoj...
                moja historie opowiem ci wkrotce, jesli tylko bedziesz chciala:)
                i pamietaj, kazdy jest madry poki czegos nie przezyje.
                mozemy tez pogadac na gg jak chcesz
                daj znac
                jestem z toba
                m.

                • cycaty.aniol Re: nie mam siły 01.04.09, 22:21
                  hej;)
                  > ogladam wlasnie mecz

                  o ja tez ogladam :), skonczyl sie wlasnie :)

                  ja w ogole czuje ludzi bardzo, dlatego smutno mi razem z nimi
                  to moje przeklenstwo, ze sama jestem juz dawno pusta, ale cierpie z
                  innymi
                  pozdrawiam Was
                  • makornela Re: nie mam siły 01.04.09, 22:23
                    hej cycaty aniele;)
                    jak to pusta???????????????
                    czujesz!!!!!!!!!!!!
                    pozdrawiam
                    smutno smutno
                    jedynie nadzieja ze kiedys bedzie inaczej. moze nawet za 1o lat
                    pozdrawiam
                    m.
                    • cycaty.aniol Re: nie mam siły 01.04.09, 22:30
                      makornela napisała:

                      > hej cycaty aniele;)
                      > jak to pusta???????????????

                      tak po prostu, pusta od lat

                      > czujesz!!!!!!!!!!!!

                      w zamian za swoja pustke dostalam dar lub przeklenstwo czucia innych


                      > pozdrawiam
                      > smutno smutno
                      > jedynie nadzieja ze kiedys bedzie inaczej. moze nawet za 1o lat
                      > pozdrawiam
                      > m.

                      czego Wam zycze serdecznie
                      bo jak Wy bedziecie radosne- i ja nie bede sie smucic :)
                      dobranoc
                      • makornela Re: nie mam siły 01.04.09, 22:39
                        cycaty.aniol napisała:

                        > makornela napisała:
                        >
                        > > hej cycaty aniele;)
                        > > jak to pusta???????????????
                        >
                        > tak po prostu, pusta od lat
                        >
                        > > czujesz!!!!!!!!!!!!
                        >
                        > w zamian za swoja pustke dostalam dar lub przeklenstwo czucia innych
                        >
                        >
                        > > pozdrawiam
                        > > smutno smutno
                        > > jedynie nadzieja ze kiedys bedzie inaczej. moze nawet za 1o lat
                        > > pozdrawiam
                        > > m.
                        >
                        > czego Wam zycze serdecznie
                        > bo jak Wy bedziecie radosne- i ja nie bede sie smucic :)
                        > dobranoc


                        musimy koniecznie pogadac;)
                        pozdrawiam
                        milej nocy
                        trzymajcie za nas jutro....
                        • makornela Re: nie mam siły 02.04.09, 11:41
                          witam onaonaonaona.
                          dzis jest gorzej, jak sie spodziewalam. kilka glebokich wdechow. rano bieganie. zeby zapomniec...
                          cos mnie dusi od srodka. czuje ze cala sie napinam a potem cisnienie uchodzi ze mnie. z obsesyjna mysla zeby nie byc bez niego. jakkolwiek bylo. oczywiscie gapie sie w tel. cisza. jak mozna tak szybko zapomniec? dac spokoj?
                          a moze on chce mi tak pomoc?
                          sam mowil, zebys szybciej zapomniala. sam odejde. ulatwie...
                          nie wiem jak ty, ale ja mam potworny szczekoscisk;) chyba zeby nie plakac. mam nadzieje, ze jak wyrycze juz wszystko, przetrawie, przebole i przemecze, i wreszcie zasne to przestane kochac do szalenstwa...
                          ale jest mi lzej, ze jestem z toba np.
                          mysl na dzis: 'moze wrocisz do mnie? WROCISZ DO MNIE!'
                          m.
                          • cycaty.aniol Re: nie mam siły 02.04.09, 12:13
                            makornela napisała:

                            > witam onaonaonaona.
                            > dzis jest gorzej, jak sie spodziewalam. kilka glebokich wdechow.
                            rano bieganie.
                            > zeby zapomniec...
                            > cos mnie dusi od srodka. czuje ze cala sie napinam a potem
                            cisnienie uchodzi ze
                            > mnie. z obsesyjna mysla zeby nie byc bez niego. jakkolwiek bylo.
                            oczywiscie ga
                            > pie sie w tel. cisza. jak mozna tak szybko zapomniec? dac spokoj?
                            > a moze on chce mi tak pomoc?

                            makornela!
                            jednak powiem pare slow
                            obsesja nie jest dobra dla Ciebie
                            dobrze by bylo, gdybys nie zastanawiala sie nad jego intencjami
                            jak juz musisz, to placz
                            ale o ile dobrze rozumiem Twoj narzeczony odszedl od Ciebie
                            to znaczy, ze taka byla jego decyzja


                            > sam mowil, zebys szybciej zapomniala. sam odejde. ulatwie...
                            > nie wiem jak ty, ale ja mam potworny szczekoscisk;) chyba zeby nie
                            plakac. mam
                            > nadzieje, ze jak wyrycze juz wszystko, przetrawie, przebole i
                            przemecze, i wres
                            > zcie zasne to przestane kochac do szalenstwa...
                            > ale jest mi lzej, ze jestem z toba np.

                            pewnie tak, ale i tak nie bardzo rozumiem Twoja sytuacje
                            moge powiedziec jednak jak to wyglada z zewnatrz-
                            narzeczony Cie nie kochal lecz wiedzial o Twoim uczuciu, tak?
                            i nie chcac Cie krzywdzic dluzej i oklamywac
                            ulotnil sie?

                            > mysl na dzis: 'moze wrocisz do mnie? WROCISZ DO MNIE
                            no tego to juz zupelnie nie rozumiem
                            • makornela Re: nie mam siły 02.04.09, 12:30
                              coraz dluzsze posty;)
                              no, jakos tak w skrocie to mozna opisac. dzis w pracy pomyslalam, ze jak nie napisze, to mnie rozsadzi. ale fakt, trudno mnie zrozumiec;)
                              mysle, ze teraz musze samam wykapowac o co chodzi, we mnie co sie dzieje, to bedzie latwiej. a czasem pisze bez skladu, zeby tylko pisac.
                              moja sytuacja nie jest nijak skomplikowana, typowe sredniej klasy love story, musze sie po prostu nauczyc zyc z tym, wiem, ze przyjdzie samo. wiem, ze przejdzie, wiem, ze to chwilowe. po prostu, znowu byc soba i sama ze soba. bez zbednych wariactw i obsesji. przede wszystkim skonczyl mi sie plan zeby przezyc z dnai na dzien, widze juz szersza perspektywe;)
                              o nim w tym wszystkim staram sie nie myslec. tylko o sobie, i jak dozyje momentu, ze powiem: powrotow nie bedzie to przestane pisac w eter moje szalenstwa;)
                              pozdrawiam cycaty.aniele
                              m.
                              • cycaty.aniol Re: nie mam siły 02.04.09, 12:46
                                dobrze,uda sie na pewno
                                ale jedna rzecz mnie dziwi
                                wyglada to tak, jakbys czula sie winna
                                a jednak chyba jakas role Twoj narzeczony gral
                                w calym tym spektaklu zwanym przez Ciebie 'typowe sredniej klasy
                                love story'
                                jakos nie widze, zebys byla bardzo infantylna
                                wygladasz na dojrzala osobe, swiadoma przynajmniej swoich stanow
                                emocjonalnych :)
                                musial w takim razie niezle Ci sciemniac, abys teraz znalazla sie
                                tam gdzie jestes
                                cale szczescie, ze to chwilowe bylo, przynajmniej tak wywnioskowalam
                                masz zamiar cos z tym zrobic?
                                pozdrawiam
                                • makornela Re: nie mam siły 02.04.09, 12:58
                                  winna sie nie czuje, cycaty aniele! pierwszy raz! ani go nie obarczam wina. bardziej skupiam sie na tym, ze po prostu nie wyszlo. tak tez sie zdarza... niestety.... niestety. zycie!
                                  oczywiscie pierwsze dni byly cholernie trudne. ale rozkladanie winy nic nie da. tego sie nauczylam w poprzednim zwiazku. boli bardziej owe 'sciemnianie', co bylo bardziej karuzela emocji (jego emocji). od wyzyn po kompletne niziny;) i nagle koniec. i to taki koniec, ktorego zawsze w zyciu oczekuje: zero smsow, telefonow. nagle mnie i go nie ma...ale przeciez bylam???
                                  ale wdzieczna jestem, ze mnie nie meczy. tylko wiesz, jakby meczyl, to mialabym nadzieje, ze przynajmniej mialo to nogi;) i w ogole milo by bylo isc do pracy i pomyslec: u niego ok, dobrze, ze piszemy. a tak zycie przez jakis czas z perspektywa ze kochalo sie czlowieka, ktorego jakos teraz nie ma. takie tam.
                                  a znalazlam sie gdzie jestem, bo dalam sie tam zaprowadzic. niby ostroznie, zeby sie nie sparzyc (co i tak nastapilo). nauczka jedna: nie pomysle o sobie wiecej, ze sie nie dam nikomu, bo zawsze sie dam;)
                                  a co moge zrobic? czekac jedynie. roznie w zyciu sie uklada. nie mowie nie. i nie mowie tak.
                                  jestem zdecydowana przeciwniczka grubej kreski w zyciu
                                  szczegolnie do ludzi z ktorymi dzielilo sie zycie;)
                                  m.
                                  • cycaty.aniol Re: nie mam siły 02.04.09, 13:14
                                    makornela napisała:

                                    > winna sie nie czuje, cycaty aniele! pierwszy raz! ani go nie
                                    obarczam wina. bar
                                    > dziej skupiam sie na tym, ze po prostu nie wyszlo. tak tez sie
                                    zdarza... nieste
                                    > ty.... niestety. zycie!
                                    > oczywiscie pierwsze dni byly cholernie trudne. ale rozkladanie
                                    winy nic nie da.

                                    to dobrze, ze nie czujesz sie winna


                                    > tego sie nauczylam w poprzednim zwiazku. boli bardziej
                                    owe 'sciemnianie', co b
                                    > ylo bardziej karuzela emocji (jego emocji). od wyzyn po kompletne
                                    niziny;) i na
                                    > gle koniec. i to taki koniec, ktorego zawsze w zyciu oczekuje:
                                    zero smsow, tele
                                    > fonow. nagle mnie i go nie ma...ale przeciez bylam???
                                    > ale wdzieczna jestem, ze mnie nie meczy.

                                    za to on powinien czuc sie winny, z tego co czytam
                                    hmm nie rozumiem dlaczego jestes mu wdzieczna
                                    nie masz powodow
                                    za to, ze pozwolil Ci sie pobujac na tej karuzeli?
                                    no przestan

                                    tak czy siak, obiektywnie zupelnie rzecz biorac
                                    to chamstwo, byc i zniknac a na dodatek byc wdzieczna jeszcze za to
                                    nie wiem, ile masz lat
                                    ale musze Ci powiedziec, ze takie zachowania
                                    sa mozliwe do wytlumaczenia jedynie
                                    gdy wiek samych uwiklanych nie przekracza 18 lat
                                    nastoletni zakochani powiedzmy, ze sa usprawiedliwieni :)

                                    ale nie dorosli ludzie, na Boga



                                    tylko wiesz, jakby meczyl, to mialabym
                                    > nadzieje, ze przynajmniej mialo to nogi;) i w ogole milo by bylo
                                    isc do pracy
                                    > i pomyslec: u niego ok, dobrze, ze piszemy. a tak zycie przez
                                    jakis czas z pers
                                    > pektywa ze kochalo sie czlowieka, ktorego jakos teraz nie ma.
                                    takie tam.

                                    dobre i to
                                    w kazdym razie ja bym nie byla sklonna kochac kogos takiego
                                    nieodpowiedzialnego jednym slowem czlowieka


                                    > a znalazlam sie gdzie jestem, bo dalam sie tam zaprowadzic. niby
                                    ostroznie, zeb
                                    > y sie nie sparzyc (co i tak nastapilo).


                                    trudno, musialas sie jakos nauczyc


                                    nauczka jedna: nie pomysle o sobie wiec
                                    > ej, ze sie nie dam nikomu, bo zawsze sie dam;)

                                    nie rozumiem zupelnie, sadzilam, ze po tej lekcji zycia wlasnie sie
                                    nie dasz


                                    > a co moge zrobic? czekac jedynie. roznie w zyciu sie uklada. nie
                                    mowie nie. i n
                                    > ie mowie tak.
                                    > jestem zdecydowana przeciwniczka grubej kreski w zyciu
                                    > szczegolnie do ludzi z ktorymi dzielilo sie zycie;

                                    nie wiem, Makornelo
                                    tu nic nie doradze jedynie to
                                    abys to zawsze Ty sama stawiala warunki :)
                                    a kto sie nie chce dostosowac niech spada na drzewo :)
                                    • cycaty.aniol Re: nie mam siły 02.04.09, 13:28
                                      oj przepraszam, spieszylam sie
                                      mialam na mysli oczywiscie- ze mozna byc ale rozejsc sie naturalnie
                                      poprzez szczera rozmowe
                                      zadziwiajace jak wiele osob ma z tym problem

                                      ale to jest chamstwo
                                      nie zapominaj o tym Makronelo
                                      i nie dawaj przyzwolenia na takie zachowania
                                      co kosztowalo Twojego partnera aby powiedzial Ci wprost?

                                      jest tchorzem, jesli tego nie zrobil

                                      co powinnas teraz zrobic, to napisac mu to,
                                      ze wlasnie za tchorza go uwazasz
                                      i ze takim zachowaniem tylko sam siebie stawia
                                      w pozycji znacznie nizszej od Ciebie

                                      i w tym wypadku ja bym spalila wszelkie mosty
                                      to nie jest facet wedlug mnie
                                      chetnie oddalabym go mojemu ojcu panu B. na tresure :)
                                      • makornela Re: nie mam siły 02.04.09, 14:56
                                        oj, cycaty aniele, wiesz jak to jest kochac: widzisz wsz inaczej. jak juz pisalam, za emocje sie nie odpowiada, zakoachalam sie I TYLE WYSTARCZY, ZEBY koszmarek przejsc jeszcze raz.
                                        nie umiem sie uodpornic na przyszlosc: tak myslalam po ostatnim zwiazku, ze nastepnym razem sie nie dam (facetom ogolnie) ale to przeciez bledne kolo, bo ich potrzebujemy. i trudno sie nie dac milosci, jakkolwiek glupio to brzmi.
                                        zdaje sobie sparwe, ze on jest nieodpowiedzialny. i ze nawet byl. naiwnie myslalam, ze z czasem sie jakos ulozy. ludzie sa rozni w roznych warunkach.
                                        szczera rozmowa tez jakas byla, ale powiem ci, ze w tej rozmowie siedzialam i sluchalam. owszem, dodalabym kilka rzeczy od siebie, ale uznalam, ze nie ma sensu glebszego tak sie przepychac teraz. powiedzial co mysli, w zlosci, co po jakims czasie odwrocilo sie przeciw niemu. nawet przyznal, ze nie to mial na mysli. sukces, co?
                                        warunki stawiam ja, nawet jak wyglada na to, ze nie. ale nie sa to warunki nie do kompromisu. nie ide tez w slepo za kims. staram sie twardo stapac po ziemi, ale nie da sie jednak uniknac wszystkiego. i tez po to to pisze, zeby dziewczyny wiedzialy, ze takie sparwy sie zdarzaja, bez wzgledu na to jakim sie jest. boli jedynie rozdarte
                                        serce. ale to bol do wyleczenia. mysle;)
                                        moge ci dac namiary na niego. tresura jak najbardziej wskazana. [czy tresura sprawila ze jestes 'pusta'??]
                                        jak na mnie to byl facet. mysle ze naszym generalnym problemem jest posiadanie ogolnego o nich wyobrazenia. faceci tez ludzie. i rozne maja dni;)w stadzie sie sprawdzal. w domu tez. ale do czasu, of course.
                                        pozdrawiam
                                        a mostow nie pale tez z zasady. po paru latach sie okazuje, ze kolejny spalony most niczego nie zmienil. ale nie mowie tu o beznadziejnych probach utrzymania kontaktu. po prostu nikogo pozniej nie odrzucam, ale mozliwe, ze to blad.
                                        mam lat 30. on 32;)
                                        chyba ze to tzw. druga mlodosc;)
                                        fantastycznie sie wygadac!
                                        m.

                                        • cycaty.aniol Re: nie mam siły 02.04.09, 17:06
                                          makornela napisała:

                                          > oj, cycaty aniele, wiesz jak to jest kochac: widzisz wsz inaczej.
                                          jak juz pisal
                                          > am, za emocje sie nie odpowiada, zakoachalam sie I TYLE WYSTARCZY,
                                          ZEBY koszmar
                                          > ek przejsc jeszcze raz.
                                          > nie umiem sie uodpornic na przyszlosc: tak myslalam po ostatnim
                                          zwiazku, ze nas
                                          > tepnym razem sie nie dam (facetom ogolnie) ale to przeciez bledne
                                          kolo, bo ich
                                          > potrzebujemy. i trudno sie nie dac milosci, jakkolwiek glupio to
                                          brzmi.
                                          > zdaje sobie sparwe, ze on jest nieodpowiedzialny. i ze nawet byl.
                                          naiwnie mysla
                                          > lam, ze z czasem sie jakos ulozy. ludzie sa rozni w roznych
                                          warunkach.
                                          > szczera rozmowa tez jakas byla, ale powiem ci, ze w tej rozmowie
                                          siedzialam i s
                                          > luchalam. owszem, dodalabym kilka rzeczy od siebie, ale uznalam,
                                          ze nie ma sens
                                          > u glebszego tak sie przepychac teraz.



                                          no to ok, porozmawialas z nim szczerze, wysluchalas
                                          sadzilam po Twoich poprzednich wpisach, ze nie bylo takiej sytuacji
                                          ale czasem jestem roztrzepana, robie kilka rzeczy na raz, tu czytam,
                                          tam piore, pisze i takie tam







                                          powiedzial co mysli, w zlosci, co po jaki
                                          > ms czasie odwrocilo sie przeciw niemu. nawet przyznal, ze nie to
                                          mial na mysli.
                                          > sukces, co?


                                          nie wiem, czy sukces
                                          ale chyba mieliscie w takim razie problem z komunikacja szeroko
                                          rozumiana


                                          > warunki stawiam ja, nawet jak wyglada na to, ze nie. ale nie sa to
                                          warunki nie
                                          > do kompromisu. nie ide tez w slepo za kims. staram sie twardo
                                          stapac po ziemi,
                                          > ale nie da sie jednak uniknac wszystkiego. i tez po to to pisze,
                                          zeby dziewczyn
                                          > y wiedzialy, ze takie sparwy sie zdarzaja, bez wzgledu na to jakim
                                          sie jest. bo
                                          > li jedynie rozdarte
                                          > serce. ale to bol do wyleczenia. mysle;)


                                          roznie to bywa,z obserwacji widze, ze czasem tak a czasem nie
                                          w najgorszym wypadku-
                                          -obys, jak juz bedziesz np mezatka w godzinie smierci
                                          nie wzywala swojego ex kochanka jego imieniem
                                          tylko swojego meza
                                          bo sprawa sie rypnie :))

                                          bylam swiadkiem takiej sytuacji i uwierz, mezowi nie bylo do smiechu
                                          nie tylko jak sie domyslasz z powodu odchodzacej ku wiecznosci zony

                                          > moge ci dac namiary na niego. tresura jak najbardziej wskazana.
                                          [czy tresura sp
                                          > rawila ze jestes 'pusta'??]


                                          hmm wolalabym nie na sile
                                          wystarczy, ze Ty probowalas to zrobic i nie udalo sie
                                          chyba, ze macie ochote na terapie
                                          wowczas prosze na priv
                                          w koncu jestem Aniolem
                                          proszona o pomoc nie odmawiam


                                          > jak na mnie to byl facet. mysle ze naszym generalnym problemem
                                          jest posiadanie
                                          > ogolnego o nich wyobrazenia. faceci tez ludzie. i rozne maja dni;)
                                          w stadzie sie
                                          > sprawdzal. w domu tez. ale do czasu, of course.


                                          otoz to, do czasu
                                          kazdy jest tylko czlowiekiem
                                          ma swoje gorsze badz lepsze dni
                                          ale sama musisz sobie odpowiedziec na pytanie jak wypada bilans w
                                          tym konkretnym przypadku
                                          sa jednak sprawy istotne, ktorych nie mozna bagatelizowac
                                          bez wzgledu na rodzaj relacji miedzy ludzmi
                                          punktualnosc, dotrzymywanie slowa i takie tam podobne, w zyciu
                                          codziennym to bardzo bardzo wazne


                                          > pozdrawiam
                                          > a mostow nie pale tez z zasady. po paru latach sie okazuje, ze
                                          kolejny spalony
                                          > most niczego nie zmienil. ale nie mowie tu o beznadziejnych
                                          probach utrzymania
                                          > kontaktu. po prostu nikogo pozniej nie odrzucam, ale mozliwe, ze
                                          to blad.
                                          > mam lat 30. on 32;)
                                          > chyba ze to tzw. druga mlodosc;)
                                          > fantastycznie sie wygadac

                                          ciesze sie, ze lepiej sie czujesz :)
                                          pozdrawiam i ja
                                          • onaonaonaona Re: nie mam siły 02.04.09, 18:19
                                            Wiem ze jestem juz nudna i beznadziejna w tym co pisze, ale nie daje rady, nie
                                            myslec.
                                            Boli najbardziej juz nie tylko to ze Go nie ma ale to ze nie znam powodu, czy
                                            przeztryzmuje mnie , bo wie ze nadal kocham i bede czekac czy nie wiem juz co.
                                            Najgorsze...... idą świeta.... nie wyobrazam sobie ich po wspolnych latach ,
                                            planach, chwilach, zareczynach.
                                            Ech no po prostu chce sie krzyczec.
                                            • makornela Re: nie mam siły 02.04.09, 18:35
                                              hej
                                              rozumiem swieta. mam to samo;) dodatkowo tak naprawde nikogo oprocz niego tu nie mialam (mam). tu, tzn. za granica.
                                              jak juz pisalam, wiele drobnych rzeczy boli. ludzi bez zlamanych serc takie sprawy nie dotycza. ale my tez damy rade.
                                              jasne, ze ci go brakuje. na samo wspomnienie jego dotyku jestem w stanie poryczec sie wszedzie. ale tez minie, mam nadzieje, ze szybko. odkad jestem na forum i na czesci rozpisuje, co przeszlam, a jak wiadac nic nadzwyczajnego, jest mi latwiej zrozumiec dlaczego pewne rzeczy sie wydarzyly. cycaty aniol potwierdzil, ze nie bylo miedzy nami komunikacji, takie swieze spojrzenie kogos z boku, zeby sie wyrwac z kregu mysli, ze nam bylo cudnie.
                                              nie bylo. ale nie zmienia to faktu, ze tesknie okropnie i musze te tesknote zabic.
                                              nie chce ci nic doradzac, zeby zbednego zamieszania nie robic. nie wiem, czy on zniknal naprawde czy tylko na chwile. ale chyba mysl o ty niewiele zmieni, staraj sie po prostu jakos isc do przodu. wiem jakie to trudne.
                                              jest tez opcja mniej wesola, ale z ktora przyjdzie ci/nam sie zmierzyc. ze jestesmy juz same. mimo naszej milosci. i to mozemy razem przeryczec;)
                                              a jesli chcesz krzyczec, wrzeszcz ile wlezie. grunt nie blokowac i tak juz blokujacych uczuc. 3mam za ciebie. nie jestes sama, przynajmniej wirtualnie.
                                              wiesz, ze nie jestes?
                                              pozwol sobie na wsz, na co masz ochote.
                                              wiec rycz jak chcesz. czas jest najwazniejszy, zaraz po tobie!
                                              potem sie uspokoi
                                              • onaonaonaona Re: nie mam siły 02.04.09, 20:03
                                                Wiem wiem wszystko wiem.... tylkop niczego nie umiem wdrożyć w życie.
                                                Perpeptywa świąt doprawadza mnie do rozpaczy. Przez chwilę jakoś się podniosłam,
                                                ale albo liczyłam że się odezwie albo że będę silna.
                                                Pisałaś wcześniej o gg, myślę że to może dobry pomysł.
                                                Pozdrawiam mocno
    • polska_potega_swiatowa cierpienie uszlachetnia... 03.04.09, 11:06
      onaonaonaona napisała:
      > Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje rady

      mowia ze cierpienie uszlachetnia...Slyszalem ta formulke
      od "wyrozumialych" przyjaciolek tutaj na Forach Gazety, gdy sam
      bylem w podobnej sytuacji. No coz zlamane serce nie dyskryminuje ani
      mezczyzn, ani kobiet...
      --
      Dzentelmen szanuje damy, respektuje dzentelmenow, chamom daje w ryj,
      wredne babsztyle chlapie blotem :)
        • polska_potega_swiatowa Re: cierpienie uszlachetnia... 03.04.09, 15:28
          makornela napisała:

          > dobra rada;)
          > podobnie jak 'nie ten, to nastepny'
          > ludzie pisza, zeby z siebie ciezar zrzucic.
          > wszystko i tak sie ulozy z czasem.
          > ps. to facetom mozna zlamac serce!!!!!!!!!???;)
          > m.

          Tak, a ty myslalas ze faceci nie maja uczuc? Oczywiscie ze je maja,
          tylko ze niekochajaca kobiet nie widzi cierpienia faceta ktorego nie
          kocha. I tez jego milosc dla niej sie nie liczy, po prostu jesli
          nawet ja zauwaza to bardziej poprzez pryzmat uciazliwosci.

          Kobieta jak sie zakocha w jakims, to nagle wg niej jest "WIELKA
          MILOSC" ale gdy jakis nieszczesnik sie w niej zakocha bez
          odwzjaemnienia, to jest poprostu natret. Kobiety nie maja wogole
          zadnych uczuci, wspolczucia, robia wszystko interesownie, kochaja
          dlatego ze chca byc kochane. Troche bierze mnie obrzydzenie do
          takich...


          --
          Dzentelmen szanuje damy, respektuje dzentelmenow, chamom daje w ryj,
          wredne babsztyle chlapie blotem :)
          • makornela Re: cierpienie uszlachetnia... 03.04.09, 17:15
            z a r t o w a l a m
            oczywiscie patrze na to z kobiecego punktu widzenia, i masz racje, jak baba nie chce to goscia nazywa natretem. ale jak chce (a on nie chce)to nawet... chamem;)
            a pytam czy wam mozna zlamac serce w sytuacji, gdy kochajaca kobieta nie widzi cierpienia faceta, ktorego kocha;)
            i dlaczegi wam zawsze niby latwiej...
            • polska_potega_swiatowa Re: cierpienie uszlachetnia... 04.04.09, 06:14
              makornela napisała:

              > a pytam czy wam mozna zlamac serce w sytuacji, gdy kochajaca
              > kobieta nie widzi cierpienia faceta, ktorego kocha;)
              > i dlaczegi wam zawsze niby latwiej...

              Facet odrzucony cierpi ale kobieta tego nie widzi, z prostej
              przyczyny bo ona bardziej skupia sie na jej niedogodnosci i
              jego "natrectwie", niz nia jego uczuciach ktore on jej ukazuje, a
              ktore dla niej sa po prostu niewazne.

              Dla mezcyzzny wcale nie jest latwiej byc odrzuconym, dla nikogo nie
              jest to latwe. Faktem jest ze kobiety nie maja empati dla
              odrzuconych mezcyzn; bo co, to ot prosty natret...A dla siebie
              samych kobiety maja wiele sympati; ze niby kobiety nie wolno
              odrzucic... ten egoizm troche mnie odpycha od kobiet.


              --
              Dzentelmen szanuje damy, respektuje dzentelmenow, chamom daje w ryj,
              wredne babsztyle chlapie blotem :)
        • 0_maciek Re: cierpienie uszlachetnia... 03.04.09, 17:28
          Niestety nam też można złamac serce, co więcej wielu takich, którzy według stereotypu zasługują na wartościową kobietę najłatwiej i najcześciej są ranieni. Trochę to co napisałaś jest niesprawiedliwe, ale mój przedmówca też przesadza. Miłość jest tak zawiłym uczuciem że zawsze jeśli chodzi o to uczucie będzie ktoś cierpiał, będzie ktoś szukał wsparcia w cierpieniu. Może nie tyle wtedy jest sens myśleć dlaczego cierpimy bo rozpamiętywanie nie pomoże, a raczej będzie odnawiało rany tylko musimy się zastanowić co zrobić aby nie cierpieć. Zresztą moje tezy potwierdzają też inni, jest wiele rzeczy któe mozemy zrobić aby przestać cierpieć i szybciej wrócić do formy.
          www.coachinginstitute.biz/po/relacje-i-zwi-zki/relacje-i-zwi-zki.html na dole tej strony są "osobiste inspiracje" warto się z nimi zapoznać:)
    • quba Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 03.04.09, 17:30
      Nikt na swiecie nie jest wart tego, zeby odbierac sobie dla niego
      zycie !
      Facet pozbawil Cie wiary w siebie sama, bo sam pewnie nie jest
      wybitny, odebral Ci poczucie wlasnej wartosci, zeby dowartosciowac
      siebie - w taki sposob? I TY dla kogos takiego chcesz ze soba
      skonczyc?
      Dla takiego slabego, nic nie wartego tchorza?
      Dziewczyno, za 5 lat byc moze bedziesz sczesliwa zona i matka
      cudnego dzidziusia - ktorego urodzisz innemu, wiele wartemu
      mezczyznie !
      Zareczam Ci ze sa wspaniali mezczyzni na swiecie i na pewno takiego
      spotkasz.
      Nie wiem czy Cie przekonalam, ale bardzo mi zalezy abys mi
      uwierzyla !
      Na pewno spotkasz swojego fantastycznego partnera, ktorego bedziesz
      kochala ! I on Ciebie takze pokocha !

      Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie !
      Trzymaj sie

      --
      Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że
      trzeba
      pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
      • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 03.04.09, 20:50
        Dziekuje za wypowiedzi, rady, w ogole wsparcie. Zeby to bylo takie latwe prejsc
        do porzadku dziennego nad tym co sie stalo, na ta chwile jak pisalam juz pare
        postow wyzej, nie wyobrazam sobie abym kogos jeszcze tak pokochala, nie mowiac o
        zakladaniu rodziny itd. Strszany zal i tesknota teraz we mnie siedzi. Nie wiem
        czy czlowiek z wiekiem mieknie czy przez doswiadczenia zyciowe nie jest na
        etapie "swiat nalezy do mnie..."
        • olivka1976 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 04.04.09, 10:58
          Onaonaonaona, jak czytam Twoją historię, to mam wrażenie, że to o mnie. Od
          trzech tygodni walczę z bólem, po rozstaniu z partnerem.
          A pokrótce było to tak:
          Od lipca zeszłego roku, kiedy straciłam wywalczoną po 4 latach ciążę, moje
          życie stopniowo przeobrażało się w gruz.
          Najpierw okazało się, że moja ciąża jest martwa, od lipca do prawie września
          walczyłam z bólem po tej stracie. We wrześniu wróciłam do pracy, gdzie już nie
          działo się dobrze. Na początku grudnia zostałam bezrobotną bez prawa do
          zasiłku. Jednak własnym uporem, po trzech tygodniach wywalczyłam nową pracę,
          przy okazji znajdując pracę również mojemu partnerowi. Pomogłam mu założyć też
          działalność. W nowej pracy nie jest mi łatwo, ale jakoś sobie radzę.
          Początkowo dostałam umowę na czas próbny 3 m-ce. Musieliśmy w związku z tym
          odłożyć nasze starania o dziecko. W marcu przedłużono mi umowę na czas
          nieokreślony. Myślałam, że to już koniec kłopotów, że w końcu zaświeci nam
          słońce. Ale nie... dostałam kolejny cios od życia - okazało się, że mój
          partner w nowej pracy poznał kobietę, do której właśnie wczoraj definitywnie
          odszedł...
          Nie mam już sił walczyć z życiem. Po 8 latach wspólnego życia, wystarczyło 3
          tygodnie, żeby to wszystko przekreślił i mnie zostawił.
          Czuję się okropnie, opuszczona, upokorzona, bezsilna... i bez wizji na
          przyszłość...
          --
          Mój Aniołek +07.2008
    • moon_witch jeszcze nie wrocil? 07.04.09, 20:45
      Nie dzwoni, nie placze, nic nie obiecuje...hmmm to pizdu z nim!
      Szkoda czasu poszukaj nowego do rozrywki tylko miej zadania, willa,
      duzo pieniedzy na koncie i dobry samochod. Uzywaj zycia:=)))


      --
      Łobys serio był!
      • onaonaonaona Re: jeszcze nie wrocil? 07.04.09, 21:19
        Zadzwonił, lekka skrucha, pytania czy spotykam sie z kimś,co słychać, w ogóle
        zainterowanie , moja reakcja ........... że nie powinno go obchodzić, zamiast
        cholera podjąć dialog to reakcja odwrotna, w końcu co 10 min telefony z jakimiś
        bzdetami ąz nie odebrałam tak jak On to robił.
        Zrozumieć kobietę....
        Wydaje mi się że bez psychologa się nie obędzie.
        Teraz najgorsze jak zacznę znowu czekać a On spasuje, sama podsumuję sytuację:
        jak ludzie w wieku gimnazjalnym.
        • cytrynka_ltd Re: jeszcze nie wrocil? 11.04.09, 22:11
          nie powinnaś czuć się winna.
          to on powinien po tym, jak Ciebie zostawił. powinien być cierpliwy i nie uciekać
          teraz przed odrzuceniem. inaczej nie ma sensu walczyć o to.
          jak sobie wyobrażasz przyszłość z kimś, kto przy jakimś problemie ucieka i
          zostawia Ciebie?

          --
          [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/oc/ni/5rl7/ANiRGfxuDu6wd1UCEX.jpg[/img]
          Owsiak do Wałęsy: wskaż, a strzelę z "baśki"
      • maly.jasio ale tacy juz padli w lapankach 08.04.09, 15:06
        moon_witch napisała:


        > Szkoda czasu poszukaj nowego do rozrywki tylko miej zadania,
        willa, duzo pieniedzy na koncie i dobry samochod. Uzywaj zycia:=)))

        >
        Ale tacy juz padli w lapankach, a autorka watku niewyscigowa jest,
        wiec pewnie znowu zrafi na biednego, niezdecydowanego niedorajde :)
    • raissa24 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 07.04.09, 22:04
      Bardzo Ci wspolczuje i wiem jak Ci smutno bo jestem w podobnej sytuacji. Rozne
      mysli chodza mi po glowie. Tak z dnia na dzien powiedzial, ze mnie nie kocha.
      Jeszcze dwa tygodnie przed rozstaniem mowil co innego. Wiem, ze jest w tym duzo
      mojej winy, bo mam dosc ciezki charakter. Jednak nie uwazam zebym zasluzyla na
      takie traktowanie. Stwierdzil, ze jestem dla niego obca osoba, dalej spalismy w
      jednym lozku, a on nawet czesc mi nie mowil. Nawet sie nie klocilismy, jakos tak
      dziwnie wyszlo. Powiedzialam jedna rzecz za duzo, a on na to, ze tylko czekal na
      pretekst zeby to skonczyc, a jeszcze pare dni wczesniej mowil, ze mnie kocha.
      Jest mozliwe tak z dnia na dzien sie odkochac? Bol jest tym wiekszy, ze nic go
      ta cala sytuacja nie obeszla, tak jakby sie popsutego telewizora pozbyl.
      Potraktowal mnie jak najgorszego wroga tak jakbym co najmniej mu rogi doprawila,
      a to byla tylko kwestia wyjasnienia sobie paru spraw. Kocham go nadal, jest mi
      przykro. Chodze wiecznie zaplakana. Wiem, ze bol z czasem minie, ale ja jestem
      tu i teraz i nie moge sobie z ta terazniejszoscia poradzic. Wierzylam, ze to juz
      tak na stale. Bylam juz wczesniej w kilkuletnim zwiazku, ale nie czulam czegos
      takiego. Jest najgorzej na swiecie.
      • makornela Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 07.04.09, 22:44
        jest najgorzej. i to trzeba przejsc. miesiac jakos mija;)
        mozliwe, ze w twoim przypadku im trudniej tym latwiej (im trudniej dla ciebie to wyglada, tym latwiej jest mu to zniesc). tylko nie wiem, jak ty masz sobie z tym poradzic.
        pewne rzeczy sie po prostu chyba koncza, w co jeszcze staram sie nie wierzyc, ale miesiac juz mnie niejednego nauczyl. mozesz sie tu wyryczec do woli;)
        jakiekolwiek rozstanie by nie bylo, boli jak cholera. u mnie bylo to samo, wystarczylo cos wyjasnic, ale sie spoznilam (albo on sie spoznil) o kilka minut. teraz juz o miesiac.
        pozdrawiam.
        im szybciej sie wyryczy wszystko, tym szybciej sie do konstruktywnych wnioskow dochodzi;)
        pisz
        m.

        • raissa24 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 14:17
          Di bardzo Makronela. Chyba tego mi wlasnie trzeba. Wygadac sie, wyryczec. Ciagle
          doszukuje sie jakis pozytywnych wiadomosci, Czekam od kazdego z kim rozmawiam na
          potwierdzenie, ze bedzie ok, bo to mi jako tako pozwala przetrwac i
          funkcjonowac. Czasami mam takie przeblyski, ze trzeba byc cierpliwym, czas
          zagoi rany, bo juz raz przechodzilam rozstanie tyle, ze to ja podjelam decyzje.
          Myslalam juz raz to przerabialam to teraz nie powinno byc problemu. Sek w tym,
          ze sytuacja jest inna i wtedy to bylo wtedy, nie pamieta sie bolu, a teraz jest
          teraz i bol jest nie do zniesienia. Chcialabym zapytac go jeszcze raz, poprosic
          o rozmowe, ale on juz chyba jak to okreslil rozpoczal nowy etap w zyciu, a poza
          tym to jest bardzo dumnym i upartym czlowiekiem, wiec nawet jesli by tesknil to
          pozostalby wierny swojemu ego. Boje sie, ze sie naraze na kolejne odrzucenie i
          znowu bede beczec.Myslalam zeby w akcie desperacji isc do wrozki, ale wiem ze to
          jest zle i bez sensu. Tylko to sie wszystko tak wlecze. Chcialabym znac
          odpowiedz czy bedzie dobrze, czy przestanie bolec,a jak przestanie to kiedy????
          Wiem, wiem przyjdzie z czasem. Ale mi smutno :(
          • makornela Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 17:21
            zapomnialam dodac: jesli wrozka ci pomoze, idz. rob wszystko, co pomoze ci przetrwac pierwsze trudne dni. trzeba jedynie odgrodzic sie od zludnych nadziei (to pozniej nadejdzie), zreszta wiesz, pisalas, ze to nie pierwsze rozstanie. w ostatnim zwiazku tez ja powiedzialam: koniec i dosc szybko sie wyleczylam, choc zwiazek byl powazniejszy i dluzszy. od tego na pewno, w duzej mierze, zalezy nasz bol 'po'. wtedy tak sie nie szarpalam. chyba w pierwszym poscie napisalam, ze takich emocji nie przezylam od dawna...
            i na pewno bedzie ok. dowody sa na forum!
            to chyba tyle,
            pozdrawiam
            m.

          • makornela Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 17:10
            im trudniejsza, ciezsza do zniesienia stwarza sytuacje, tym latwiej jest mu to zniesc. tak mysle. to wersja optymistyczna;) tobie oczywiscie ciezej, bo niezrozumiale wydaje sie takie ostyganie uczuc. przechodzilam przez to miesiacami. jestem po pierwszym zwiazku, w ktorym tak wyraznie widzialam, co robi mezczyzna, zeby...jakby ulatwial zapomnienie o nim. sama juz nie wiem...
            meskie ego jest dla mnie niezrozumiale, w imie tego faceci sa w stanie stracic wszystko. kompletna beznadzieja! ale znam przypadki, ze sie opamietuja, wiec 3mam kciuki za was.
            mozliwe, ze to koniec waszej hitorii, mozliwe, ze uklada sobie zycie (bardziej na sile, jak widze, zeby chyba siebie przekonac;)). mozliwe, ze wrocicie do siebie. najwazniejsze teraz: dbaj o siebie i stopniowo wyciagaj jakies wnioski, budujace, oczywiscie.
            jakkolwiek bedzie, zostana mile wspomnienia ;(
            pozdrawiam
            m.

            • raissa24 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 20:03
              Z twoich wypowiedzi wniskuje, ze Twoj byly choc odrobine byl smutny, ze w jakis
              spsob obeszla go ta sytuacja, nawet jesli to byla jego decyzja. W moim przypadku
              tylko wrogosc i obojetnosc z jego strony. Jakby sie cieszyl, ze to konczy. Nie
              bylo mu przykro, ze mnie juz nie bedzie, ze nas juz nie bedzie jakby ten caly
              okres ze mna to jedno pasmo nieszczesc. Tak jaby sie natretnej muchy pozbywal.
              Przeciez zdazaja sie zdrady, straszne klotnie, a ludzie i tak sie dogaduja,
              nawet schodza. Tu nawet glupiego "zostanmy przyjaciolmi" nie bylo. Na ulicy to
              ani dzien dobry ani pocaluj mnie w d... pewnie bym nie uslyszala. Wiem, ze on
              potrafil byc zawziety i chamski i ze nie potrafil wyrazac swoich uczuc, ale zeby
              tak postapic....Boli mnie to sprawia wielka przykrosc. I te opisy na gg typu
              "odzylem", "nowy etap w zyciu". Dalej mi smutno i jakos nie moge tego przetrawic.
              • raissa24 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 20:13
                I to wszystko tak nagle. Moze nie dzialo sie ostatni nalepiej i duzo w tym mojej
                winy (mam trudny charakter jak juz pisalam), ale........Caly czas slysze te jego
                slowa, takie szorstkie, stanowcze, az niewiarygodne. Na slowa, ze go kocham
                slyszalam tylko " Do tanga trzeba dwojga..." I tak nagle z dwojki chetnych
                zrobila sie jedna osoba... :(
              • makornela Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 20:15
                przede wszystkim daj mu czas, az sie nalyka wolnosci, co mu bokiem wyjdzie;))
                nie wiem, ile was laczylo i jak dlugo (zapewne wiele i dlugo), wiec mysle, ze z czasem zaczniecie jakos sie komunikowac. mozliwe, ze to tak twardy typ, co sie nawet do konca nie przyzna;) i poszedl za ciosem. ale jak dla mnie, to zwykly mechanizm obronny.
                sobie tez daj czas. i staraj sie nie reagowac, choc boli.
                wyryczec mozna sie w domu;)
                nie zrozumiem ich... ale czesto mowia o nas, ze idziemy w zaparte. i nie patrzymy na nic.
                ludzie sie schodza, rozmawiaja itd. jesli chcesz troche czekac na niego, daj mu przezyc fantastyczna przygode polegajaca na zabawie kto tu jest panem sytuacji;) a z doswiadczenia troche olewu tez sie przyda;)
                m.
                  • raissa24 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 22:03
                    Kurcze, Makornela nawet nie wiesz jak sie ciesze, ze moge sobie tu popisac i
                    jest ktos komu chce sie to czytac i jeszcze odpisywac. Wdzieczna Ci jestem za
                    pomoc. Mam nadzieje, ze bede mogla jeszcze cos napisac...Chodzi mi o to, ze
                    potrzebuje sie wyzalic. Zazwyczaj malo gadam, wole sluchac, ale w tej sytuacji
                    potrzebuje kogos kto mnie wyslucha. Wiem, ze ciagle o tym samym i to moze stac
                    sie uciazliwe i nudne, ale wiesz chyba jak jest...Dzieki za cierpliwosc, slowa
                    otuchy. Troche mi razniej.
                    • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 08.04.09, 22:22
                      Pisz do woli i ile wlezie! po to jest to forum, wiem co czujesz bo ja jakiś czas
                      temuy ( zakładając wątek) dól totalny i tak się ciągnął i ciągnie w gruncie
                      rzeczy tylko już inaczej, a wydawało mi sie że to jest nie do wykonania. Ja jak
                      ktoś napisał wyżej, zajęłam sobie dzień do upadłego do tego jeszcze sport. Wiesz
                      przez to że On sie jednak odezwał na pewno moje samopoczucie też jest inne, ale
                      to i tak niczego nie wyjaśniło. Ja po prostu nie moge pojąć zachowania sie
                      takiego jak opisywałam wyżej! Z dnia na dzień "uciec" odkochać sie? czy jak to
                      nazwać, u mnie to przede wszystkim destrukcja na moja psychikę, wspomnienia....
                      same dobre mile chwile i to mnie niszczyło i dalej nie jest ok.
                      Życzę Wam Kochane siły....
                      Pozdrawiam
                      ( a pewnie mój dól sięgnie zenitu w święta)
    • sarenka188 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 10.04.09, 07:21
      Witaj ,wiem co przezywasz z czasem bedzie mniej bolało staraj sie
      kopnac go w d... i uwolnic od niego ,bo z czasem cie zniszczy .Jak
      poczuje ze sie troche pozbierałas to zadz i powie cos miłego itd a
      ty uwierzysz i zaczniesz myslec nad tym i znów bedzie bolało .Da ci
      nadzieje bys myslała ze chce wrócic i znów cie zrani .musisz byc
      silna ,znajdz cos co da ci siłe ,przygarnij psa ,zaden facet nie
      jest wart by poswiecac dla niego zycie .
      • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 10.04.09, 11:06
        Wczoraj zadzwonil. pijany zeby pochalic sie jakie ma powodzenie, ze mial kobiety
        w tym czasie co nie jestesmy razem( ja czulam ze to przerwa a nie koniec) , boli
        tak ze nie mam slow, swiadomosc co mi powiedzial, co chwile cos innego mowi,
        wymysla, ze jedzie sobie nad morze na swieta za chwile ze nie, ze mial pare
        kobiet itd.
        Nie daje rady.
        Nie daje i te swieta i naprawde dzisiaj znowu mysl o koncu.
        • gadagad Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 10.04.09, 14:24
          onaona - weź ty się walnij w łeb.Jeżeli marnujesz swoje emocje na takiego typa,
          to masz to zasłużenie.Rozerwanie relacji boli, nawet z debilem, ale trzeba
          przecierpieć, że się spuściło uczucia w nieodpowiedni kanał.Natomiast ty
          cierpisz z takich powodów,że pies cię drapał.
          • kotekali Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 10.04.09, 20:09
            Tak , tak , nie odbieraj telefonów ;) Pamiętaj,że wszyscy faceci to
            świnie :) A tak na marginesie to fajna zabawa :) Co studiujesz
            onaonaonaona? Parapsychologię ? ;) i zbierasz materiały do pracy
            magisterskiej ? :) Ileż to wspaniałych dziewcząt Tobie współczuje ;)
            Chyba się też rozczuliłem, zaraz się rozpłaczę ;)
          • kotekali Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 10.04.09, 20:14
            sarenka188 napisała:

            > bedzie dzwonił pisał itd bo wie ze tym cie zrani qwie ze nadal nie
            > jest ci obojetny i ze bedziesz cierpiała ale pamietaj zaden facet
            > nie jestwart by poswiecac dla niego zycie ,moze nie odbieraj tel
            od
            > niego ,trzymaj sie

            Ale się uśmiałem :) Tak jakby odwrotnie miało to mieć jakąś
            wartość :)
            • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 13:22
              Napisalam godz wczesniej dlugi post , pewnie w emocjach wiele literowek itd. nie
              wiem dlaczego go nie ma.
              Co do ostatnich watkow to szok ze ktos moze byc tak chamski piszac o pracy mgr
              czy juz nie wiem czym, czlowieku przeczyttaj od poczatku co sie dzieje a jak Ci
              sie chce smiac to idz na forum humorum. Nie oczekuje glaskania po glowie ale
              smiech to chyba przesada, gdy ktos zbiera jakies informacje do swoich prac to po
              prostu to pisze, a skoro z Ciebie taki dobry doradca to nie widzisz emocji
              ludzi? nawet ze sposobu pisania? nie musisz chyba patrzec w oczy tylko.
              • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 13:33
                Nie napisze tego samego jeszcze raz, co nie znalazlo sie na forum.
                Nie daje rady , zalamalam sie tak ze nie ide z zadna swiecanka, rycze w
                poduszke, wczoraj dzwonil, belkotal znowu cos ze wyjezdza, za chwile ze nie , za
                chwile ze jedzie sobie gdzies na swieta .... rozmawialam z Jego matka,
                powiedziala "nie pokazuj lez, nie placz, bedzie toba pomiatal, pokaz ze jestes
                twarda, wtedy bedzie odwrotny skutek".
                Ktos wyzej napisal ze przeciez pewnie nie byl taki zly, no wlasnie nie byl,
                pamietam same dobre chwile , te wspomnienia i tesknota mnie dobijaja. Tesknie
                tak mocno ze nie umiem tego opisac, raniac chyba juz bliskich w tym wszystkim.
                Ja po prostu nie widze zycia dalszego mojego, nie mam lekarstwa co dalej.
                Jak dalam spokoj tydzien, zaczal dzwonic, jak zaczal dzwonic rozkleilam sie
                wtedy On mnie olal, wiem, gdyby kochal to by juz przy mnie byl, to w takim razie
                dlaczego dzwoni, przypomina o sobie, mowi jak mu dobrze, codziennie luz, piwka,
                koledzy, kiedy chce kobiete ma.... Mama jego mowi, powiedz mu ze tez sie z kims
                spotykasz ( kusi ale znowu boje sie ze wtedy juz calkiem oleje, chociaz teraz co
                robi, to samo)
                Nie ma wyjscia z tej sytuacji, dla mnie nie ma.
                Po swietach jade na rozmowe w sprawie pracy o ile psychicznie sie podniose i pojade.
                W tej chwili czuje sie jak gó... porzucone byle co, bo tylko pewnie takich sie
                zostawia. Tylko gdzie ta bezgraniczna milosc jego, przez te lata , z dnia na
                dzien odeszla?
                Jest mi tak ciezko ze ja juz nawet tego nie umiem wyrazic, wiem, moge pisac i
                pisac tu ciagle i to samo, ale nie mam juz gdzie sie WYKRZYCZEC, WYRYCZEC,
                ZAPROTESTOWAC, to co siedzi we mnie.
                Czuje nienawisc powoli do wszystkiego.
                Moze juz powinnam skonczyc tu swoje monologi bo kazdy co mial pomyls aby w czyms
                doradzic, zrobil to i pewnie uz tez sie wypalil , nie dziwie sie patrzac na
                siebie z boku tak samo bym pomyslala, ze jestem chora.
                Zycze Wam spokojnych i szczesliwych swiat, a tym co sa w trudnej sytuacji, mniej
                lez a wiecej usmiechu.
                Pozdrawiam
                • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 13:46
                  A wyżej, nie wiem moze zle odebralam pare wypowiedzi, moze to bardziej kop niz
                  smiech nie wiem :-( nie daje rady psychicznie i nie umiem przelamac swojego
                  myslenia i nastawienia do zycia, dla mnie w tej chwili to koniec mojego zycia,
                  mowia, bedzie ok czas leczy rany, tylko ze ten czas dziala gorzej coraz
                  bardziej, panika wewnetrzna. Ktos kto na mnie spojrzy nie powie nigdy : ta ma
                  problemy", bo nie wygladam na taka, sztuczny usmiech, zadbanie ( na sile, zeby
                  otoczenie nie wiedzialo jak jest) tylko po co, jak wnetrze totalnie wypalone,
                  tabletki tez juz nie pomagaja. Nic. Koncze nie mecze juz.
                  • landis85 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 21:11
                    onaona jego mama miala racje
                    niestety ja jestem w podobnym gow... :-/
                    jestem mloda (23 lata) a ostatnio odkrylam ze moj maz pokochal inna
                    tzn nie ja odkrylam-napisala do mnie dziewczxyna ktora pokochal-jak w kiepskiej
                    komedii normalnie
                    przeslala mi jego sms-y, dpowiedzialam sie ze przez 2 miesiace mnie oszukiwal,
                    jezdzil do niej, kupowal jej prezenty itp
                    ona jednak go odrzucila, ma synka, narzeczonego i na poczatku zauroczyli sie
                    tylko swoim wygladem, ale moj maz chcial czegos wiecej
                    wyznal jej milosc
                    postawiony pod sciana przyznal sie...
                    powiedzial ze kocha ja i chce z nia byc
                    nie chce pisac tego co przezylam, bo mialam ochote skonczyc ze soba...
                    po odrzuceniu mojego meza przez ta dziewczyne, maz stwierdzil ze jednak chce byc
                    z rodzina, naprawic wszystko
                    ale nie zrobil NIC
                    wczoraj podjelam decyzje o naszym rozstaniu
                    na poczatku chce zeby wyprowadzil sie z naszego domu
                    nie spimy juz w jednej sypialni-czego bardzo mu brakuje-wiadomo czego...
                    asle bede silna
                    moja tesciowa zna prawde, powiedziala mojemu mezowi ze nie jest juz jej synem-to
                    jej jedyny syn...
                    mam w niej poparcie, tak samo jak w szwagierce
                    moja rodzina nic nie wie
                    a ja musze udawac przed nimi kochajaca i szczesliwa

                    i wiem ze takie szlochanie do poduszki nic nie da
                    facet i tak oleje nasze zachowanie bo uwaza je za irytujace
                    u mnie przelomem okazalo sie kiedy to ja powiedzialam KONIEC
                    od razu inne zachowanie
                    wrecz wchodzenie mi w tylek...
                    ale jestem nieugieta, czas pokaze co dalej bedzie
                    • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 21:21
                      Przykra historia ale jakos czuje w Tobie sile, to mnie potwierdza w jednym, byc
                      nawet udawac twarda przed nim, nie prosic, nie plakac, ni pisac, nie dzwonic,
                      nawet dzisiaj mysle ze jestem w stanie powiedziec ze sie z kims spotykam, ale to
                      dzis, a co bedzie jutro.... On pewnie sie teraz swietnie bawi gdzies bo wie ze
                      ja czekam, czas pokaze co dalej, dzisiaj co 15 min rycze tak mam....
                • cytrynka_ltd pomyśl co mówi jego matka i co może być powodem 11.04.09, 22:20
                  jego lęku przed kobietami i związkiem?
                  jego matka nie szanuje jego uczuć. on robi to samo, co ona jego ojcu i jemu samemu.
                  on chce zmusić Ciebie, abyś dowiedzieć się, że zależy Ci na nim.
                  może powinniście się oboje spotkać? przez telefon nie widać emocji.
                  smsy są jeszcze gorsze.
                  byliście 3 lata i możesz mu dać jeszcze jedną szansę.
                  ale, nie może więcej tak uciekać.

                  --
                  [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/oc/ni/5rl7/ANiRGfxuDu6wd1UCEX.jpg[/img]
                  Owsiak do Wałęsy: wskaż, a strzelę z "baśki"
                • leda16 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 13.04.09, 10:24
                  rozmawialam z Jego matka,
                  > powiedziala "nie pokazuj lez, nie placz, bedzie toba pomiatal, pokaz ze jestes
                  > twarda, wtedy bedzie odwrotny skutek".


                  Myślisz, że matka nagoni go do Ciebie? Nie bądź naiwna. Co by nie zadecydował, ona go poprze, bo to jego matka, nie Twoja. Ty obca jesteś dla niej, żadna krewna. Zresztą prawdziwa miłość nie mija z dnia na dzień. On tylko udawał, że kocha. O seks i rozrywkę chodziło pewnie, o nic więcej. O zdobycz. Wielu, bardzo wielu facetów, jak już kobietę zbajeruje, szuka nowych zwycięstw, bo taka jest ich natura, ani "zła", ani "dobra", po prostu inna niż nasza. Przyrzekasz sobie, że "już się nie zakochasz". Po co? Przecież serce nie sługa. Nie masz żadnego wpływu na swoje uczucia, rządzi nimi instynkt nie rozum. Ale możesz rozumem zdecydować czy chcesz mu ulegać, czy kierować się własnym interesem. Własny interes wyklucza bezmyślny kredyt zaufania, "oddanie", samounicestwienie, preferuje egoizm, i swoje racje. Bierz przykład z mężczyzn, bo oni mają zakodowany bardziej racjonalny sposób istnienia. Jak długo czytam to Forum, żaden nie bredził o samobójstwie z powodu kobiety. Z młodych dziewcząt bredzi o tym co czwarta. Uświadom sobie wreszcie, że on nawet nie pierdnie z żalu za Tobą!


                  dlaczego dzwoni, przypomina o sobie, mowi jak mu dobrze, codziennie luz, piwka,
                  > koledzy, kiedy chce kobiete ma.... Mama jego mowi, powiedz mu ze tez sie z kims
                  > spotykasz ( kusi ale znowu boje sie ze wtedy juz calkiem oleje, chociaz teraz c
                  > o
                  > robi, to samo)


                  A dlaczego Ty ODBIERASZ?!!! Dlaczego pozwalasz, żeby obca baba uczyła Cię rozumu?! Nie masz własnej matki?! Brak Ci wytrwałości i zdecydowania, w jego telefonach słyszysz to, co chceesz słyszeć - swoje rojenia! Z tej mąki już chleba nie upieczesz i wbij sobie w końcu w łepetynę, że lepiej, iż wypiął się na Ciebie teraz, niż po ślubie z dwojgiem uwieszonych na Twojej szyi Waszych dzieci. Za to mozesz mu nawet podziękować i niech to będzie Wasza ostatnia rozmowa. Twoje beki i mazgajstwo sycą tylko jego próżność.


                  W tej chwili czuje sie jak gó... porzucone byle co, bo tylko pewnie takich sie
                  > zostawia. Tylko gdzie ta bezgraniczna milosc jego, przez te lata , z dnia na
                  > dzien odeszla?


                  A gdzie Twoja?! Za cholerę nie chcesz przecież pozwolić, żeby był szczęśliwy z inną. Ta Twoja "miłość" ma raczej wiele wspólnego z zaborczoscią, zazdrością, zawłaszczeniem przedmiotu pożądania niż z prawdziwą miłością. Ani on nie kochał, ani Ty jego. On zranił Twoją dumę, Ty bezpodstawnie uwierzyłaś, że gładkie słówka o miłości są miłością.


                  --
                  Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
            • cytrynka_ltd Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 22:41
              pomyślałam, że jeśli wcześniej nie robił częściej takich zwrotów, to teraz wie,
              ile go to kosztuje.
              dajcie sobie trochę czasu. ale, go tak nie odrzucaj. powiedz, że musisz teraz
              wszystko spokojnie przemyśleć.
              miłość czasami boli.

              --
              [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/oc/ni/5rl7/ANiRGfxuDu6wd1UCEX.jpg[/img]
              Owsiak do Wałęsy: wskaż, a strzelę z "baśki"
              • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 22:46
                ja go nie odrzucilam wrecz przeciwnie, plakalam, blagalam o naprawe czegos,
                nieugiety, jak dalam spokoj tyczien i zacielam sie w sobie tio zadzwonil, potem
                co 10 min tel o jakies bzdety, on podtrzymuje ze mam sobie ulozyc zycie a ja mu
                mowie ze nie bo jego kocham, jak przestalam po tygodniu mowic blagalnym tonem to
                zaczal pytac czy sie z kims spotykam itd , maslo maslane wiem ale jedno wiem
                gdyby kochal to by byl przy mnie, no chyba ze trzeba czasu na wszystko.
                • cytrynka_ltd Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 22:51
                  gra. udaje twardego.
                  w takim wypadku nie odbieraj do niego telefonów. on musi sam sobie z tym
                  poradzić, a nie jeszcze Ciebie zatruwać.
                  wiem, że jest Tobie ciężko. ale, czas leczy rany.
                  czasami trochę dłużej to trwa.
                  dobrze, że uprawiasz sporty i możesz pozytywnie naładować się.

                  --
                  [img]https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/oc/ni/5rl7/ANiRGfxuDu6wd1UCEX.jpg[/img]
                  Owsiak do Wałęsy: wskaż, a strzelę z "baśki"
                  • makornela Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 11.04.09, 23:55
                    cytrynka ma racje, nie odrzucaj i nie koncz w zlosci czegos, co dla ciebie najwazniejsze!
                    po mojej wcz przygodzie wiem, jak wazne jest oddzielenie emocji, szczegolnie zwiazanych bezposrednio z tym, co do nich czujemy. wiem, ze trudno opanowac i siebie, i serce i rozum;) ale za pare godzin wszystko bedzie inaczej wygladac. swiat zawalil mi sie wcz po raz drugi. w gardle scisk. czarna mysl: koniec.
                    nie wiem co oni robia przed po nad za z boku;) trudno mi odgadnac, czy kryja uczucia, czy to, co pokazuja to najprawdziwsza prawda, ktora trzeba zrozumiec. poki nikt nic nie mowil-zawieszenie. ja nie czuje sie na silach decydowac za nas dwoch. pewnie z niepewnosci zdecyduje wkrotce sama. i wtedy bedzie dobrze.
                    ludzmi ktorzy musza koniecznie sie wyladowac ze nie mamy problemow tez sie nie przejmuj. dziwakom przemadrzalym mowie: wyjazd z forow!!!
                    ja tez mysle ze on w cos gra, moze zawzial sie teraz na ostateczne dobicie;)moze sam musi sie poczuc jak kompletna swinia, zeby zobaczyc, co moze stracic. opanuj emocje z wsz sil, staraj sie trzezwo oceniac i czekaj jeszcze troche. jesli ostatecznie bedzie koniec, to na pewno ci powie wprost. ale mysle ze teraz sie popisuje, bo na bank nie wierzy, ze mozesz bez niego ruszyc. staraj sie byc delikatna i stanowcza, niech cos mu swita co czujesz, a jednoczesnie wie, ze ty dyktujesz warunki, czyli, ze np. odbierasz albo nie telefon.
                    pisalam, ze jestem przeciwniczka grubej kreski i palenia mostow. nie umiem z dnia na dzien zobojetniec. wole zyc tym, ze nawet zawiedzone uczucie wygasnie, a z czasem, z czystym sercem, bedzie mozna po prostu porozmawiac;)
                    wracam do moich par szczesliwych, ciezko mi okropnie. stado mysli. co za potworna wiosna. zeby to przezyc....
                    wesolych swiat
                    m.
                    ps. jak jest mi zle to sobie mysle o tobie, ze tez cos tam teraz przezywasz;)

                    • onaonaonaona Re:makornelko 12.04.09, 11:17
                      Dziekuje Ci za Twoje slowa, sama wiesz najlepiej jak ja sie czuje i co
                      przezywam, co tu duzo mowic.
                      Ja tez mysle o Tobie jak dajesz rade, napisalam na gg....
                      Serdecznie Cie pozdrawiam
                      buzka
                      • onaonaonaona Re: samotnosc 12.04.09, 23:08
                        Dzisiaj dopadla mnie samotnosc, taka w srodku, sa bliscy itd.
                        A czuje straszny smutek , samotnosc, taka chec przytulenia sie i zasniecia w
                        spokoju. Nie ma juz we mnie jakies walki tylko jakis spokoj i straszny smutek,
                        wiem, zalezne jest to od dnia.
                        Dzisiaj samotnosc duszy. Zebym umiala sie pozbierac, o ile by wszystko bylo
                        latwiejsze, stalosc w uczuciach zgubila mnie.
                        Pozdrawiam Was.
    • jestemsobiemalymis Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 13.04.09, 00:53
      Dziwna ta Twoja historia, raczej nietypowa.
      Jak wyglądał poziom wzajemnego zaufania w waszym związku?
      Bywał chorobliwie zazdrosny?
      Czasem facetom wałącza sie urojeniowa koncepcja i kochają i
      nienawidzą bo boją się stracić. Huśtawka emocjonalna, nie uprawiaj
      gry w szachy i nie przechwalaj się ,że ty też kogoś masz, bo będzie
      jeszcze bardziej rozhuśtany. On rzaczej sie przechwala. Chyba Twoja
      połówka powinna iść do psychiatry. Nagle sobie poszedł czy dawał
      jakieś nietypowe zachowanie?
      Jego kumple to nowe środowisko, odświeżona znajomość czy stali
      kumple, których znałaś?
      • jestemsobiemalymis Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 13.04.09, 01:16
        Nie tyle nienawidzi, co próbuje się zniechęcić. Udany związek,
        który trzeba (mimo wszystko) pielęgnować potrafi facetów psychicznie
        mocno obciążyć to dlatego ten duży chłopiec zgrywa twardziela.
        Pisałaś, że w waszym życiu nastapił lekki kryzys "ekonomiczny". Może
        wystraszył się, że nie podoła Cię utrzymać/zatrzymać? Może boi się,
        że wymienisz go na lepszy, bardziej zaradny model? I stąd zrobił się
        mniej pewny w waszym związku i zafundował sobie manewr
        wyprzedzający? Wrzucił na luz i nie ma pewności. Twoje błagania może
        przyjmować jako pokajanie się za jego poczucie niepewności. Naprawdę
        mogło mu się w głowie popitolić. Jeśli był czuły i serdeczny,
        nauczył cię okazywania uczuć to i trochę neurotyczny też jest a to
        zawsze potrafi "odpalić" na niekorzyść.
        • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 13.04.09, 10:54
          Sprawy finansowe ok popsuly sie, tylko ze ja majac pieniazki i to nie male, nie
          szczedzilam mu, on z reszta mi tez nie. Jednak teraz wiedzac o mojej sytuacji
          sie wypial na pewne zoobowiazania. co bardzo boli bo za te imprezki i picie
          byloby niejedno zaplacone nie takim kosztem jak teraz ( jestem w trakcie
          podjecia pracy, rodzina pomaga mi placic zoobowiazania, w gruncie rzeczy jego,
          bo akurat raty uwzgledniaja jego i wylacznie zachcianki)
      • onaonaonaona Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 13.04.09, 10:50
        Zaufanie było bardziej z mojej strony niż z Jego, tzn była ogromna "chemia"
        między nami, zazdrośc zdrowa z mojej strony była z Jego chorobliwa!!!
        Kontrola sms-ow, zakaz kontaktow z kolezankami -on z kolegami mogl bo to
        niewinne piwa w meskim pubie itd.
        Zawsze byłam ta stroną pewniejszą by sie wydawało, wiedział że sie podobam płci
        przeciwnej (on również) jednak ja nigdy nie okazywałam zazdrości, chyba bardziej
        wymówki o wspólny czas wolny jaki bym chciała żeby był ( więcej).
        Z jednej str. zawsze mogłam na niego liczyc, chociaz byly dwa bardzo wazne
        momenty w zyciu gdzie bylam sama a bardzo potrzebowalam jego wsparcia, ale ze
        jestesmy z innych miast, praca nie wybierala akurat w tym momencie.
        Po zabraniu swoich rzeczy pisał dzwonił, jak zmiekłam nagle zaczął mówić ze nie
        zalezy mu ze mam sobie kogos znależć, skoro był tak chorobliwie zazdrosny, a
        nagle stało sie jak sie stalo to wg mnie przestało mu zależeć.
        Pisałam wyżej po tygodniu ciszy juz z mojej str, nagle znowu telefony itd
        myslalam, zmieknie na swieta , to gdy poplakalam sie bo nie wytrzymalam, zaczal
        mowic o kobietach jakie mial ale nie bedac w zwiazku tylko po rozstaniu, jest
        super szczesliwy, luz, piwka, koledzy.
        Kumple nie wiem wlasnie czy nowi ktorych nie znam, natomiast tych ktorych
        znalam, rozni, jeden chcial na sile zniszczyc nasz zwiazek poniewaz popelnil
        blad proponujac mi "cos" poza plecami mojego partnera, o ktorym fakcie
        powiedzialam mojemu kochanemu, ten zrobil awanture, a ze kolega dosc przebiegly
        wyszlo ze ja wszystko uknulam zeby ich sklocic,wiec zostalo po staremu kolega i
        on kumple itd. ale kolezka mysle ze wszystko robil aby uswiadomic mu jaka ze
        mnie "zla kobieta".
        W swieta cisza, chyba postawil kropke nad "i", mysle ze albo weszla w to
        wszystko jakas kobieta, nie ma chyba juz innego wytlumaczenia, z dnia na dzien
        takie sytuacje sie nie zdarzają.
        • leda16 Re: Zostawił mnie, miłośc mojego życia, nie daje 13.04.09, 11:55
          onaonaonaona napisała:

          zazdrośc zdrowa z mojej strony była z Jego chorobliwa!!!


          Nie ma "zdrowej" i "chorej" zazdrości. Jest tolerancja i szacunek dla cudzej prywatności i tyrania, wścibstwo, włażenie w nią z buciorami. Kontrola cudzej korespondencji to - jakbyś nie wiedziała - przestępstwo. Dałaś mu przyzwolenie na zachowywanie się wobec Ciebie jak zachowuje się przestępca wobec ofiary, bez elementarnego szacunku. Jeszcze się dziwisz, że Cię kopnął w d..ę a teraz wydzwania i drwi sobie z Ciebie!


          > Kontrola sms-ow, zakaz kontaktow z kolezankami -on z kolegami mogl bo to
          > niewinne piwa w meskim pubie itd.


          No i cóż w tym było takiego cudownego, że pozwoliłaś mu się prowadzić jak suczka na krótkiej smyczy, kopniakami pouczana, żeby zbytnio tej smyczy nie napinała? Ty jeszcze po tyranie beczysz i kombinujesz samobójstwo?! Niesamowite :)))). Gdyby matka, w Twoim dobrze pojętym interesie kontrolowała Twoje sms-y to na całe Forum wrzeszczałabyś o toksynie, pępowinie i patologii. Tu tolerowałaś najordynarniejsze chamstwo i jeszcze skuczysz za nim do jego mamuśki, która u niego tego chamstwa nie wypleniła.


          > Zawsze byłam ta stroną pewniejszą by sie wydawało, wiedział że sie podobam płci
          > przeciwnej


          Gdybyś się nie podobała, pewnie by nawet nie spojrzał w Twoim kierunku, cóż dopiero bajerować o miłości. Tak, podobałaś się wielu, ale to jemu się udało upolować zdobycz!


          jednak ja nigdy nie okazywałam zazdrości,


          Za to teraz wetujesz sobie bez umiaru zamiast dumnie powiedzieć - szkoda, że podobając się wielu, straciłam X czasu na takiego palanta jak ty, teraz muszę to nadrobić, spadaj! Ale godności to Cię niestety żaden psycholog nie nauczy. Ścieliłaś się przed nim jak chodnik i jak głupia liczyłaś, że się z Toba ożeni.


          chyba bardzie
          > j
          > wymówki o wspólny czas wolny jaki bym chciała żeby był ( więcej).


          Pewnie dawał Ci go tyle, ile mógł lub ile chciał.


          > Z jednej str. zawsze mogłam na niego liczyc, chociaz byly dwa bardzo wazne
          > momenty w zyciu gdzie bylam sama a bardzo potrzebowalam jego wsparcia,


          Więc na przyszłość naucz się liczyć na siebie, a wsparcia oczekuj od matki,ojca, nie od obcych chłopów. Nie st