rozalka73
22.03.09, 10:51
Od ponad roku jestem mężatką.Mam dobrego, kochającego męża ,
mieszkanie,dużo planów....ale jest pewien problem.Mąż ma bardzo
trudną rodzinę. Na początku znajomości bylo o.k, potem zaczęły
pojawiac sie konflikty- jakieś obrazania zupelnie bezpodstawne itd.
Brat męża ktory mial juz zonę staral sie sklocic nas z mamą ,
wywolal konflkt ktory ciagnie sie do dzisiaj a ktory byl dla mnie
strasznym, naprawdę straszynym przezyciem. Nie mialam nigdy
problemu z ludźmi, nie popadalam w konflikty a tu nagle takie coś.
Potem dopiero okazalo sie ze ci ludzie sa sklocieni z reszta swojej
rodziny.Moj maz byl zawsze obok tych konfliktow,nie jest osoba
konfliktowa , mial zawsze swoj swiat i nie interesowal sie za bardzo
klotniami w rodzinie. Teraz tez mowi mi zebym nie przejmowala sie
tym, ze nie warto itd. Nie ma tam osoby ktora dobrze by nam
zyczyla, byla sprawiedliwwa itd. Nie chccemy zrywac kontaktu z
rodzicami ale kazde rodzinne spotkanie na ktorym jest brat meza z
bratowa jest dla mnie koszmarem. Pare lat temu doszlo do wybuchu
brata ktory powiedzial mi wiele przykrych rzeczy a mysla przewodnia
bylo to ze nikt mnie nie lubi w rodzinie a potem wyparl sie tych
slow. Na szczescie moj maz byl przy tym i slyszal to wszystko.
Trudno mi to opisac tak w skrocie,. W kazdym razie zostalo we mnie
cos czego nie potrafie wymazac. Boje sie tych ludzi choc wiem ze nie
powinnam. Przed kazdym rodzinnym spotkaniem czuje sie fatalnie.MAz
nie cche zrywac kontaktu z rodzicami , ja zreszta tez nie bo
meczyloby mnie to jeszcze bardziej . Jak poradzic sobie z tym? Wiem
ze brzmi to wszystko dziecinnie bo nie powinnam sie przejmowac sie
tym ale wlasnie na tym polega moj problem ze sie przejmuje.