konto.goscia
24.03.09, 20:54
Witam,
napisałem taki kawałek na forum o DDA, ale może na ogólnej psychologii jest
ktoś kto potrafi doradzić - jak postępować z taką osobą?
Najpierw trochę historii: moja żona pochodzi z rodziny alkoholika, często była
tam przemoc, potem rodzice zmarli kiedy moja żona miała ok 12 lat. następnie
mieszkała z siostrą starszą o 3 lata co wspomina b. źle a nadzór nad nimi
sprawowała formalnie babcia (wg mojej oceny osoba o nadmiernej potrzebie
kontroli nad członkami rodziny).
Po urodzeniu dziecka kilka lat temu u mojej żony zaczęła się bezsenność,
chodziła do psychiatry, a potem na terapię indywidualną i ostatnio chodziła
jakiś czas na grupową. Na bezsenność to pomogło, i żona postanowiła zakończyć
psychoterapię ale moim zdaniem do uzyskania świadomości nt. swojego stanu
trochę jej brakuje. Wprawdzie nie jestem psychologiem, ale teraz poszperałem
trochę w sieci i większość z punktów testu DDA pasuje do niej. (a na terapii
był ten wątek poruszany, ale podejrzewam że tak wymanewrowała odpowiadając na
pytania, żeby się nie okazało, że cierpi na jakąś "niedoskonałość"
No i podam Wam przykład koszmarnej awantury po której się wyprowadziła z
dziećmi i prośba o komentarz.
Poszło o to, że za mało z nią rozmawiam, nie okazuję czułości itp. co
przyznaję się że jest prawdą. No ale tamtego dnia już chciało mi się spać, i
po krótkiej sprzeczce na temat tego nierozmawiania poszedłem spać. Po chwili
do pokoju wtargnęła żona z tekstem "nie będziesz spać", zerwała ze mnie koc i
zabrała poduszkę i zamknęła mnie w pokoju na klucz. No to zacząłem szarpać za
klamkę, otworzyła drzwi. Poszedłem do szafy żeby wziąć sobie inny koc. No to
ona zaczęła się ze mną szarpać o ten drugi koc i krzyczeć, no właściwie można
powiedzieć że dostała jakiejś białej gorączki. Wiedziałem, o co jej chodzi:
chce żebym ją chociaż leciutko potrącił, wtedy będzie mogła z tryumfem obnosić
się w chwale biednej kobiety którą bije mąż brutal. No i w czasie tego
szarpania trochę ją odepchnąłem, trochę robiłem wygłupy i wymachy w stylu
Bruce'a Lee (po każdym takim markowanym ciosie wpadała w histerię mimo że jej
nie trafiały no ale oczywiście w jej myślach (i moich też) były to ciosy
zabójcze).
No ale swój cel osiągnęła bo zaraz zaczęła dzwonić do swojej rodziny że ją
pobiłem i takie tam, a następnego dnia kiedy byłem w pracy spakowała graty i
wyjechała z dziećmi do rodziny. Wiadomo że obrabia mi tam tyłek jaki jestem
zły i okrutny, a ona jaka jest biedna (mam przed sobą test DDA:
www.psychologia.net.pl/testy.php?test=dda
i zaiste jakby to było o niej - pierwsze z brzegu:
"Czy lubisz zachowywać się jak ofiara?"
"Czy traktujesz siebie bardzo poważnie?"
"Czy bezustannie poszukujesz potwierdzenia i uznania u innych?"
No ale jeszcze pozostaje kwestia która mnie najbardziej dobija: w jaki sposób
ona teraz pokieruje komunikacją z naszą 3-letnią córką . Mam wrażenie, że moja
żona jest emocjonalnie na poziomie właśnie dziecka i żeby mnie "ukarać" nie
zawaha się żeby wmawiać jej jakieś głupoty. A w czasie tej naszej "walki"
zaczęła coś roić "ty zboczeńcu, dlaczego śpisz u niej w pokoju, boli ją cipka"
(wyjaśnienie - odkąd urodził się drugi koleś żona wzięła go do naszego łóżka a
ja śpię na rozkładanym łóżku w pokoju u starszej, no ale zresztą nie ma co
wyjaśniać, bo wcześniej nie było żadnych uwag o tym, temat został wymyślony ad
hoc żebym się bardziej zdenerwował i stracił panowanie nad sobą).
No i tu pojawia się leninowskie pytanie: co robić?
co ja mam robić, żeby dzieci nie ucierpiały na tym? Już pal licho to
małżeństwo.