anja2_2
30.03.09, 12:55
Witam!
Chcę sie wygadac, wypłakać, może trochę mi pomoże...
Mam na imię Ania, jestem mamą rocznego chłopca, u którego
podejrzewam autyzm. Jesteśmy w trakcie diagnozy, ale i tak najgorsze
jest to, ze nie umiem chyba pokochać synka, takim jaki jest. Czasem
tulę go w ramionach, śpiewam, całuję, powtarzam, że go kocham, czuję
to wtedy naprawdę, nabieram sił, żeby walczyć z ta paskudna chorobą,
na ogól jednak jest we mnie złość na niego, tak, taka straszna
złość, że nie jest jak inne dzieci, że się do mnie nie uśmiecha, że
nie potrzebuje mnie przy sobie. Mam wtedy ochotę go oddać, nie
patrzec na niego, zapomnieć o nim. Potem przychodzą te okropne
wyrzuty sumienia, że jak mogłam tak pomyśleć, przecież to moje
dziecko. Nie radzę juz sobie z tym kompletnie. Wiem, ze jestem złą
matką, że matka kocha bezgranicznie, bezinteresownie, ja tak jednak
nie potrafię :( Nienawidzę się za to. Wkoło tyle szczesliwych mam,
znajomi mają zdrowe, usmeichnięte dzieci, tak im tego zazdroszcze,
tak bym chciała przezywac to co oni.
Byłam raz u psychologa, a własciwie u psychiatry. Nie miałam wtedy
sił na nic, mąż zabrał mnie na izbę przyjęć, bo miałam ochotę się
zabić. Powiedzieli mi, że leki nie pomogą, bo i tak czynnikiem
streso- i depresyjnogennym jest moje dziecko.
Jak mam je pokochać? Czy to w ogóle możliwe?
Wszyscy na mnie tylko krzycza...ja to rozumiem...bo już sie
przyznałam, że nie kocham Małego, że chce miec tylko zdrowe dziecko,
nie chore, nie nieobecne, ze nie chce sie nim zajmować, patrzeć,
jaka jestem mu obojętna.
Odeszłabym, zaczęła nowe życie, ale tęskniłabym za Małym i i tak nie
mogłabym sie pozbierać, z piętnem wyrodnej matki, która zostawiła
swoje dziecko.
Może zatem lepiej sie zabić? Odejśc na zawsze?