Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka

30.03.09, 12:55
Witam!

Chcę sie wygadac, wypłakać, może trochę mi pomoże...

Mam na imię Ania, jestem mamą rocznego chłopca, u którego
podejrzewam autyzm. Jesteśmy w trakcie diagnozy, ale i tak najgorsze
jest to, ze nie umiem chyba pokochać synka, takim jaki jest. Czasem
tulę go w ramionach, śpiewam, całuję, powtarzam, że go kocham, czuję
to wtedy naprawdę, nabieram sił, żeby walczyć z ta paskudna chorobą,
na ogól jednak jest we mnie złość na niego, tak, taka straszna
złość, że nie jest jak inne dzieci, że się do mnie nie uśmiecha, że
nie potrzebuje mnie przy sobie. Mam wtedy ochotę go oddać, nie
patrzec na niego, zapomnieć o nim. Potem przychodzą te okropne
wyrzuty sumienia, że jak mogłam tak pomyśleć, przecież to moje
dziecko. Nie radzę juz sobie z tym kompletnie. Wiem, ze jestem złą
matką, że matka kocha bezgranicznie, bezinteresownie, ja tak jednak
nie potrafię :( Nienawidzę się za to. Wkoło tyle szczesliwych mam,
znajomi mają zdrowe, usmeichnięte dzieci, tak im tego zazdroszcze,
tak bym chciała przezywac to co oni.
Byłam raz u psychologa, a własciwie u psychiatry. Nie miałam wtedy
sił na nic, mąż zabrał mnie na izbę przyjęć, bo miałam ochotę się
zabić. Powiedzieli mi, że leki nie pomogą, bo i tak czynnikiem
streso- i depresyjnogennym jest moje dziecko.
Jak mam je pokochać? Czy to w ogóle możliwe?

Wszyscy na mnie tylko krzycza...ja to rozumiem...bo już sie
przyznałam, że nie kocham Małego, że chce miec tylko zdrowe dziecko,
nie chore, nie nieobecne, ze nie chce sie nim zajmować, patrzeć,
jaka jestem mu obojętna.
Odeszłabym, zaczęła nowe życie, ale tęskniłabym za Małym i i tak nie
mogłabym sie pozbierać, z piętnem wyrodnej matki, która zostawiła
swoje dziecko.
Może zatem lepiej sie zabić? Odejśc na zawsze?
    • moon_witch Aniu, 30.03.09, 13:14
      Milosc nie bywa bezwarunkowa i idealna. Nawet do rodzonego dziecka.
      To dlugi i ciezki proces trwajacy wiele lat. Czasami.Czasami nie.

      Czy w Twoim miescie nie ma grup wspierajacych rodziny dzieci z
      autyzmem? Poszukaj moze takich.
      I zastanow sie nad mozliwoscia oddania dziecka do specjalistycznego
      osrodka dla dzieci z taka choroba, o ile czujesz, ze to przerasta
      twoje mozliwosci. Nie kazdy daje rade byc rodzicem takiego dziecka.
      Wielu ludzi w podobnych sytuacjach mieszkajac zagranica, ma pomoc
      specjalnych pedagogow.czasami calotygdoniowa pomoc.Rodziec owszem
      spotykaja dzieci np. raz w tygodniu, bo czuja, ze na wiecej nie
      daja rady.
      Sa tez i tacy ludzie, ktorzy wiedzac, ze dziecko np. bedzie mialo
      Dawna, mimo to rodza te dzieci i...radza sobie. Kazdy czlowiek jest
      inny i nie ma co brac wszystkich pod jedna linijke.

      Muisz jednak pamietac,ze tragedie i choroby towarzysza czlowiekowi
      przez cale zycie. I rodzac zdrowego malca, nie wisz, czy za 20 lat
      nie zacznie chorowac na jaks powazna chorobe i czy wtedy nie
      bedziesz musiala stanac na wsyokosci zadania i zajac sie tym
      dzieckiem. Pomoc, wesprzec. Pomysl ile mlodych ludzi np. ma wypadki
      samochodwe. Jak mylsisz kto takim ludziom musi wtedy pomoc jak
      wlasnie nie rodzina?

      Tak jak pisalam, jezeli czujesz, ze to przekracza twoje sily to
      oddaj go choc na jakis czas do specjalistycznego osrodka, gdzie
      zajma sie dziekiem. Bedzie mu tam lepiej niz przy tobie, bo nawet
      autystyczne dziecko wyczuwa jednak uczucia innych. nie jest
      pozbawione swiata wewnetrznego.

      Zycze ci duzo sil i nie patrz na innych patrz na siebie.
    • rlena Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 15:21
      Wybacz,ale ty wzbudzasz we mnie takie same uczucia,jak twoje dziecko
      wzbudza w tobie. Jestem po prostu zdegustowqana i nic na to nie
      potrafie poradzic.
      Jak sie czujesz z takim feedbackiem? Moze w podobny sposob jak twoje
      dziecko czuje sie wzgledem ciebie? Tylko,ze ono nie potrafi tego
      wyrazic...


      • piesfafik Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 16:31
        Moze po pierwsze idz do innego psychiatry. Jezeli masz depresje to
        trudno ci bedzie zmienic cokolwiek a jak masz leczyc depresje skoro
        psychiatra nie chce ci pomoc? Podejscie twoich lekarzy wydaje mi sie
        dosc okrutne - i dla ciebie i dla dziecka.
        Po drugie poszukaj dobrego lekarza dla dziecka i grupy wsparcia
        rodzciow. To nie jest prawda ze ludzie autystycznie nie maja emocji
        i nikogo nie kochaja. Poza tym dla dzieci autystycznych tzw wczesna
        interewencja jest wazna a skoro twoje dziecko zostala zdiagnozowane
        w wieku 1 roku (czyli bardzo wczesnie) jest duzo czasu na
        interwencje.
        W USA jest taka kobieta z autyzmem (Temple Grandin) ktora jest
        profesorem weterynarii w Kolorado napisala dwie swietne i bardzo
        polularne ksiazki. Czytalam jedna z nich i bardzo pomaga zrozumiec
        jak odbiera swiat czlowiek z autyzmem
        Nie zalamuj sie i szukaj pomocy u dobrych specjalistow i innych
        rodzicow dzieci z autyzmem.
        I nie zwracaj uwagi na ludzi co na ciebie krzycza zamiast pomoc.
        Moze zamiast wrzesczec zostali by z dzieckiem przez godzine czy dwie
        zebys mogla odpoczac?
      • anturium69 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 21:02
        A ja jestem bardziej zdegustowana odpowiedzią rleny. Współczuje
        autorce wątku ale podziwiam ją, że potrafi się przyznać do swoich
        uczuć. Nie zrobiła nic złego, po prostu szuka pomocy, i u lekarzy i
        na forum. Ma prawo do negatywnych odczuć, bo z pewnościa nigdy nie
        spodziewała się, że rzeczywistość będzie inna niż sobie wymarzyła. A
        Ty rlena, czy jesteś w takiej samej sytuacji co ona? Czy jestes
        pewna co byś zrobiła i jak się czuła będąc w jej sytuacji. Zyczę Ci
        mimo wszystko, abyś nigdy nie musiała zmierzyć się z takim
        wyzwaniem.
      • arahia1 rlena, przesadziłaś 03.04.09, 22:22
        Takiej odpowiedzi to nawet na e-matce często się nie znajduje, a tu
        jest podobno "psychologia". Napisałaś fatalny kawałek tekstu, czy ty
        w ogóle kiedykolwiek słyszałaś słowo autyzm?

        Co do Autorki- Twój stan Ci nie pomaga w walce z problemem. Nie
        wiem, czy nei musisz zmienić psychiatry/psychoanalityka, bo
        konkluzja co do Twojego stanu była dziwna. Nie jest tak, że tylko i
        wyłacznie zniknięcie dziecka za horyzontem pozwoli Ci dojść do
        siebie. Może i tak, ale równie często jest tak, że jednak wyrzuty
        sumienia niszczą człowieka powoli od środka. Tak źle i tak niedobrze.
        Najlepsze, co mozesz zrobić, to szukać grup wsparcia i dobrego
        terapeuty. dwóch terapeutów- dla Ciebie i dla dziecka.
        Jesteś madrą, świadomą osobą choć problem jest poważny. Trzymam za
        Ciebie kciuki.
        • rlena Re: rlena, przesadziłaś 04.04.09, 00:10
          W tej sytuacji ofiara jest nie matka tylko dziecko. Wstawiam sie za
          nim jako za strona slabsza, i nic, w tych okolicznosciach, nie
          winna. Matka z cala pewnoscia potrzebuje pomocy, i niech lepiej o to
          zadba. Rodzice sa dla dziecka, nie dziecko dla rodzicow. Istnieja
          osoby niezdolne sprostac tej niewatpliwie nielatwej roli i zamiast
          bezwarunkowej akceptacji, ktora nalezy sie tylko dziecku (juz nie
          osobie doroslej)chca miec wylacznie przyjemnosc z jego posiadania.
          Nie dostrzegasz prawdziwej ofiary, w tej niewatpliwie trudnej,
          sytuacji. Autorka nie pyta o literature o autyzmie, miejsca gdzie
          moze otrzymac pomoc, osoby, ktore borykaja sie z tym samym
          problemem. Zamiast tego pisze poematy o swoim nieszczesciu, lituje
          sie nad soba i oczekuje akceptacji, ktorej sama nie jest zdolna
          ofiarowac swojemu dziecku. Nie mam nic do zaoferowania komus kto nie
          chce wziac odpowiedzialnosc za to co stworzyl, i zamiast tego ucieka
          w chorobe.

          Polecam moj post ponizej.
          • arahia1 Re: rlena, przesadziłaś 04.04.09, 12:21
            Wszystko, co napisałaś TERAZ jest sensowne. Ale Twój pierwszy post
            jeszcze mniej wnosi i pomaga dziecku, niż żale jego matki. Zresztą,
            czasem trzeba nazwać zal, zeby sobie z nim poradzić...
    • kiepski-ferdek Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 16:17
      Wierze Ci w każde słowo, ale nie ubolewam nad Tobą.
      Tak już w życiu jest. Jedni rodzą się zdrowi, drudzy nie do końca. Prawdziwa
      matka powinna pokochać tak samo zdrowe, jak i chore dziecko. Ty tego nie
      potrafisz, więc proponuje zainwestować w prezerwatywy lub tabletki antykoncepcyjne.

      Kiepska z Ciebie matka, o ile można nazwać Cie mamą.
      • ona3010 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 23:00
        Prawdziwa
        > matka powinna....
        A co to znaczy prwadziwa matka???

        > Kiepska z Ciebie matka, o ile można nazwać Cie mamą.

        ... i znow wychodzi kult matki - polki, która nie moze wyrazac
        swoich uczyc bo to nie wypada.
        Jak mozesz komus napisac ze jest kiepska matka?? Miales taka
        sytuacje? Masz chore dziecko żeby tak oceniac?
        A ty jestes PRWADZWIY facet?

        Żenada.
        • kiepski-ferdek Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 23:37
          "Jak mozesz komus napisac ze jest kiepska matka??"

          Stwierdziłem tak i to nie bez powodu.

          Jeden z cyt. autorki...

          "nie umiem chyba pokochać synka"

          ...powala z nóg. Ty - sądząc po Twoim poście - jesteś z tej samej grupy... Grupy
          kiepskich matek.

          "która nie moze wyrazac swoich uczyc bo to nie wypada."

          Jeżeli ktoś wyraża swoje uczucia na forum, niech liczy się ze szczerą opinią, do
          której mamy prawo. To w końcu forum. Nie pochwalam tego, co tu przeczytałem. Nie
          mam zamiaru podnosić na duchu kobiety, która nie potrafi zaakceptować choroby
          WŁASNEGO dziecka. Współczuć można tylko dzieciakowi, który - niestety - trafił
          na nieodpowiednią matke.
          • gadagad Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 23:57
            Tak jest w przyrodzie,którą,jak zapewne wierzysz, stworzył Bóg.Słodkie,boże
            ptaszki, karmią najsilniejsze pisklęta.Słabsze,po cichu uschną.
            A na serio,kobieta nie jest żadnym
            automatem od kochania.Oczywiście,że kocha dziecko.Nie kocha jego choroby.Co jest
            normalne.Powstaje psychiczna dysharmonia.Potrzebuje specjalistycznej pomocy,by
            przez dysfunkcję dotrzeć do dziecka,opanować efekty choroby,zharmonizować
            sytuację,swój emocjonalny stosunek do zaistniałej sytuacji.Zresztą w takich
            sytuacjach,to 99% właśnie faceci uciekają od takiej,zaistniałej rzeczywistości.
          • myszyna Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 00:10
            Wiesz, w sytuacji, w której kobieta i tak ma ciężko, zastanowiłabym się jednak
            kilkukrotnie, czy dociążać ją własną, szczerą opinią, że jest kiepską matką.
            Czemu to ma służyć? W jaki sposób pomoże temu dziecku? Szczerość to fajna
            sprawa, ale sugeruję równiez rozważenie słów "takt", "współczucie", "zdrowy
            rozsądek", "wsparcie". Również w trosce o to dziecko.

            P.S. Jestem wyleczonym aspergerem. Jak myślisz, jakie miałabym szanse, gdyby
            matka o mnie nie walczyła? A zdarzyło jej się trzasnąć drzwiami i wyjść, albo
            urżnąć się w niezabudki, po co barzdiej interesujących dialogach, które w naszym
            życiu zaistniały. Nie sądzę, żeby dopieprzanie jej dawało jej siły na użeranie
            się ze mną.
            • gadagad Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 00:20
              Przecież,w żadnym wypadku nie jest kiepską matką.Jest we wrednym otoczeniu,które
              mówi jej,bądź doskonała,w sytuacji, do której sami nie umiemy się odnieść,ani
              tobie,ani dziecku pomóc.Najłatwiej nam,abyśmy nie musieli ci pomóc,tłuc ciebie
              po głowie,że jesteś niedoskonała.Ty jesteś zła,a my ci na to ukazując-
              dobrzy.Oczywiście,kobieta,aby nie zwariować i nie szkodzić dziecku,powinna
              szukać pomocy u tych co mają podobne problemy.
              • myszyna Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 00:22
                Czekaj, gadagad! Ja właśnie to mówię, a kłócę się z ferdkiem. :)
            • kiepski-ferdek Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 00:25
              "Powstaje psychiczna dysharmonia.Potrzebuje specjalistycznej pomocy,by
              przez dysfunkcję dotrzeć do dziecka,opanować efekty choroby,zharmonizować
              sytuację,swój emocjonalny stosunek do zaistniałej sytuacji."

              O tym nie wiedziałem. Może za bardzo się rozpędziłem w swojej szczerości nie
              znając pewnych faktów, o których pisze gadagad.

              W takim razie Anja, daj sobie szanse i poszukaj DOBREGO specjalisty.
              • myszyna Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 00:33
                Dzięki
                • gadagad Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 01:00
                  Jeszcze,co należy dodać,tego typu dysfunkcja, musi w sposób naturalny wprowadzać
                  - matkę ogromny stres emocjonalny,bo dziecko nie jest empatyczne.Nie odpowiada
                  na na wrodzone sygnały.Matka ma z małym dzieckiem porozumienie zmysłowe.Dzieci z
                  downem,wprawdzie nigdy nie osiągną intelektualnej doskonałości,ale są empatyczne
                  i reagują,adekwatnie odpowiadają na emocjonalne sygnały- pozwalając się
                  kochać.-Ta- dysfunkcja pozwala na rozwój intelektualny ,ale dziecko odmawia
                  kontaktu.Jak to może zdepresjonować matkę ,której dziecko nie odpowiada na
                  sygnały i która traci instynktowną umiejętność opieki,łatwo,chyba, sobie
                  wyobrazić.
            • samira33 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 02:33
              To Aspergera można wyleczyć?
              • myszyna Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 06.04.09, 21:05
                Można. Długo trwa, wymaga piekielnej determinacji, głównie od aspergera, dużo
                szczęścia w trafieniu na terapeutów, kosztuje majątek, ale można wyleczyć.
          • ona3010 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 15:53
            > "nie umiem chyba pokochać synka"

            jest napisane CHYBA czyli kobieta ma rozterki o ktorych pisze.
            Co do mnie to jestem z grupy ludzi glosno mowiacych o problemie.

            > "która nie moze wyrazac swoich uczyc bo to nie wypada."

            Odnioslam wrecz przeciwne wrazenie... skoro pisze i mowi to olewa to
            czy wypada.
            Wypada to byc zawsze idealna matka - polka tego oczekuje ludzie.
      • daga_1 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 03.04.09, 14:48
        Jak to dobrze skrytykować kogoś, nie będąc samemu w takiej sytuacji. Każdy ma
        inną odporność psychiczną, co Ty możesz o tym wiedzieć jeśli nie masz takiego
        dziecka.
    • aiczka Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 17:15
      Jesteś w bardzo trudnej sytuacji i pod dużą presją. To naturalne, że czasem
      czujesz rezygnację, irytację, krzywdę, bezsilność. Wielu matkom (ale nie
      wszystkim!) osławione bezwarunkowe kochanie dziecka przychodzi bez trudu, ale
      nawet dzieci zdrowe i wesołe wyprowadzaja czasem rodziców z równowagi. Nawet
      normalni rodzice zwyczjanych dzieci mają czasem dość - np. płaczu - i myślą
      sobie "chciałbym go oddać". A przecież i oni i Ty myślicie potem "jak mogłam/em
      tak pomyśleć".
      Uczucia mają to do siebie, że nia bardzo da się nimi sterować. Nie oskarżaj
      siebie o bycie "złą matką". To jakaś nonsensowna a strasznie stygmatyzujaca
      kategoria. Uczucia mają to do siebie, że trudno nimi sterować, pojawiają się
      nawet niechciane. Jak rozumiem nie krzywdzisz swojego dziecka - okazujesz mu
      miłość, dbasz o zdiagnozowanie jego problemów rozwojowych, zapewne razem z meżem
      dbacie by był najedzony, czysty, by było mu ciepło i sucho i próbujecie
      nawiązywać z nim kontakt. To znaczy, że wypełniacie swoje obowiązki. To co
      przeżywasz to chuśtawka nastrojów, objaw wielu rozmaitych zaburzeń - od stresu
      poprzez rozregulowaną gospodarkę hormonalną (po ciąży bardzo prawdopodobne) do
      depresji. Ktoś (lekarz) powinien Ci pomóc się z tym uporać.
      Na pewno kiedy jasne będzie, na czym polegają domniemane problemy Waszego
      dziecka, będzie można wdrożyć odpowiednie postępowanie - wtedy w końcu uda Wam
      się nawiązac kontakt i łatwiej Ci będzie je akceptować.
    • croyance Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 18:49
      Mysle, ze kochasz swoje dziecko, ale nie kochsz jego choroby i
      miesza Ci sie to wszystko w nerwach. Zycie z autystycznym dzieckiem
      nie jest latwe - szukaj pomocy w wyspecjalizowanych osrodkach dla
      rodzicow dzieci autystycznych, tam Ci pomoga.
    • solaris_38 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 19:33
      przyznam ze wobec większości wyimaginowanych problemów ten wydaje mi sie
      prawdziwy wielki i nierozwiązywalny
      smierć takzę nei ejst tu rozwiazaniem

      Nie wiem czy takie dziecko rokuje ze to się kiedyś zmieni
      Czytałam książkę kobiety która chorowała na autyzm ale funkcjonowała całkiem
      sprawnie i nawet książkę napisała naparwdę świetną i głęboką
      Jeśli jest szansa - to może warto :)

      Ale jesli do końca życia miałabyś się opiekować istota niezdolną do kontaktu
      emocjonalnego to rozumiem ze wolałabyś to dziecko porzucić i oddać
      społeczeństwu które nie pozwala zabijać


      Bardzo Ci współczuję
      Sądzę że w takich sytuacjach czasem człowiek walczy wbrew światu o SWOJE życie
      a ono jest wiele warte
      • solaris_38 Temple Grandin 30.03.09, 19:43
        Przeczytałam jeden z wątków i także ja o TEJ kobiecie mówię
        Temple Grandin
        wspaniała kobieta

        ale z tego co wiem to formy autyzmu są bardzo różnorodne i nie wszystkei rokują.

        Polecam jej książki :)

    • myszyna Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 30.03.09, 21:39
      Aniu, tak, jak ja rozumiem to, co napisałaś, Ty przecież kochasz synka. Nie
      wierzę w to, że Naprawdę Dobre Mamy nigdy nie mają dość, nie są przemęczone, nie
      złoszczą się, że dziecko nie daje im się wyspać, nie chce jeść, płacze. Ty masz
      więcej powodów do zmartwień, do lęku, więc zupełnie się nie dziwię, że częściej
      czujesz się bezsilna i zła i sfrustrowana. Nic dziwnego, złego ani nienormalnego.
      Psychiatra, do którego trafiłaś to - obawiam się - niekompetentny palant. Nie
      wiem, czy leki są Ci niezbędne, czy też dasz sobie radę bez nich, sama nie lubię
      farmakoterapii, ale może na początek któryś z tych leków nowej generacji dałby
      Ci czas na dojście do siebie. Nie wiem, skąd jesteś, ale jesli napiszesz, to
      spróbuję ustalić, kto rozsądny w pobliżu Ciebie prowadzi praktykę.
      Bardziej jednak mnie rozzłościło powiedzenie Ci, że to dzieciak jest czynnikiem
      streso- i depresjogennego. Gdybym w taki sposób patrzyła na kogokolwiek w moim
      otoczeniu - mam na myśli nadanie mu takiej etykiety, to też nie byłoby mi łatwo.
      Bo musi się pojawić myślenie "gdyby nie to wstrętne, streso- i depresjogenne
      dziecko, żyłoby mi się łatwiej i nie miałabym depresji. I muszą pojawić się
      wyrzuty sumienia spowodowane takim myśleniem. A to nie tak.
      Nie umiem Ci tego pokazać, stukając w klawiaturę, ale to nie tak, naprawdę nie tak.
      No i wiesz? Każda mama chce mieć zdrowe dziecko, nie chore, więc pod tym
      względem naprawdę nie musisz się winić ;)

      Podsyłam link do forum o autyzmie i aspergerze, więcej tam znajdziesz zarówno
      wiedzy, jak i konkretnych porad, jak i wsparcia.


      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10034
      • leda16 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 07:13
        Psychiatra, do którego trafiłaś to - obawiam się - niekompetentny palant...Bardziej jednak mnie rozzłościło powiedzenie Ci, że to dzieciak jest czynnikiem
        > streso- i depresjogennego.


        Znam dość dobrze środowisko psychiatryczne i trudno mi uwierzyć, że jakikolwiek psychiatra mógłby coś podobnego powiedzieć. Mamy tu przecież do czynienia z ewidentną reakcją sytuacyjną zaburzeń adaptacyjnych u matki chorego dziecka, czyli problemem sensu stricto farmakoterapeutycznym ale bardziej psychologicznym. Grupa wsparcia dla rodzin dzieci autystycznych to jak najbardziej - obok farmakoterapii- sensowny pomysł, ale już po diagnozie różnicowej (wykluczeniu innych chorób. Na razie nie wiadomo czy to autyzm. Konieczna jest dalsza, 2-3 letnia obserwacja jego rozwoju, ciągła rehabilitacja, co może być dla wielu rodzin psychicznie bardzo wyczerpujące.

        Bo musi się pojawić myślenie "gdyby nie to wstrętne, streso- i depresjogenne
        > dziecko, żyłoby mi się łatwiej i nie miałabym depresji.

        Ignorowanie rzeczywistości nie sprawi, że ona zniknie. Tak, to prawda, gdyby nie chore dziecko żyłoby się Jej znacznie lepiej i Autorka wątku wcześniej czy później musi się z tą myślą zmierzyć, najlepiej z pomocą psychologa. Psychiatra jest tylko od farmakoerapii, chyba, że ma również certyfikat z psychoterapii. Psycholog powinien również rozważyć z klientką możliwość adopcji, jeżeli nie ma szans, że Ona to dziecko kiedykolwiek zaakceptuje z jego typowymi dla autyzmu ograniczeniami.
    • 0wsik Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 00:55

      Wiem, ze jestem złą
      matką, że matka kocha bezgranicznie, bezinteresownie,


      Widac nie wszystkie matki tak kochaja-skoro ty tak nie kochasz.Moze
      poprostu zrozumiesz to ze taka wlasnie jestes -radze sie nie karcic
      za brak milosci-bo do milosci nie zmusisz sie.Pogodz sie z tym ze
      nie potrafisz kochac i nie nienawidz sie za to ze (tak cie nauczyli
      z bezgranicznie matki kochaja dzieci)Zaakceptuj siebie taka jaka
      jestes,wyzbadz sie poczucia winy za to jaka jestes teraz-zebys
      wogole puzniej mogla kochac kogokolwiek.Zacznij od siebie -teraz.
    • wredzioszek Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.03.09, 02:16
      anja2_2 napisała:

      witaj
      mysle, ze to ze zalewaja Cie te przykre uczucia-zlosci, nieakceptacji, buntu itp
      jest chyba czyms zupelnie normalnym i zrozumialym w tej sytuacji.nie wstydz sie
      tych uczuc i daj sobie do nich prawo tzn badz przed soba szczera. ale
      jednoczesnie nie podejmuj zadnych pochopnych decyzji pod wplywem tych uczuc. daj
      sobie czas. kolejna rzecz to mysle ze musisz jakos dotrzec do ludzi ktorzy
      borykają się z podobnym problemem. wydaje mi się ze musza byc jakies osrodki,
      grupy wsparcia. poszukaj, postaraj sie do nich dotrzec. mysle ze tam przede
      wszystkim otrzymasz wsparcie i zrozumienie. nie badź sama. koniecznie poszukaj
      ludzi ktorzy mają taki problem.moze nawet na forum się tacy znajdą. moim zdaniem
      MUSISZ do takich ludzi, do takiego srodowiska, dotrzec. tam zrozumiesz ze nie
      tylko Ty jedna borykasz sie z takim problemem.
      -mysle ze stawiasz sobie strasznie wysokie wymagania i przez to osadzasz siebie
      jako zla matke. mysle ze jestes w tym niesprawiedliwa. nie wydawaj na siebie
      takiego wyroku. spotkala Cie trudna milosc i masz prawo czuc to co czujesz. masz
      tez pelne prawo szukac pomocy u innych. koniecznie nie zostawaj sama z tym
      problemem. i wybacz sobie to ze jestes slaba, to nie jest film, to zycie.
      > Jak mam je pokochać? Czy to w ogóle możliwe?
      > mysle ze Ty je juz kochasz. natomiast problemem jest jakby brak odpowiedzi
      (reakcji) ze strony dziecka spowodowany chorobą. to ta nieumiejętnosc malenstwa
      sprawia w Tobie te przykre uczucia-ze nie kochasz. ale ja mysle czytajac ze
      KOCHASZ, tylko boli Cie ten brak odpowiedzi. ponowniemowie-MUSISZ dotrzec do
      srodowisk wsparcia, do rodzin z tym samym problemem. dziwi mnie ze psychiatra
      nie pomogl Ci w uzyskaniu takiego kontaktu.
      > Wszyscy na mnie tylko krzycza...ja to rozumiem...
      - a ja nie!!!dlaczego krzycza? nie maja prawa. Tobie jest trudno i ciezko.
      powinni Cie wspierac.to jasne ze bedziesz miala chwile zalamania, bo to jest
      trudne wyzwanie.


      > Może zatem lepiej sie zabić? Odejśc na zawsze?
      -nie.wierze ze podolasz swojemu zadaniu, a potem kiedys kiedys bedziesz umiala
      zrozumiec inne kobiety w tej samej sytuacji i moze nawet im pomoc. ale do tego
      jeszcze baaardzo daleko. wiem, powiesz mi ze latwo mi mowic. ok, masz prawo
      wszystko mi powiedziec. teraz widzisz ze chcesz miec normalne zdrowe dziecko.
      ok. to zrozumiale pragnienie kazdej matki.nie sadze jednak by wszystkie matki
      mialy dzieci idealne. na pewno wiele moga Ci powiedziec mamy dzieci
      autystycznych, mamy dzieci z wieloma roznymi chorobami, na pewno wielu z nich
      bylo bardzo ciezko.
      podsumowujac-szukaj naprawde profesjonalnego osrodka zajmujacego sie takim
      problemem, oraz grupy wsparcia. i badz dobra dla siebie takze.wiem tez ze byla
      jakas ksiazka na rynku, amerykanskiego malzenstwa o tym jak wychowali swojego
      syna -wlasnie z problemem autyzmu, on jest juz dorosly teraz. w kazdym razie
      pamietam ze widzialam jakis spory czas temu tę pozycję. przykro ale nie pamietam
      nic wiecej. jednak jak poszukasz to znajdziesz.
      trzymaj sie i badz wyrozumiala dla samej siebie. nikt nie ma prawa na Ciebie
      krzyczec ani Ty nie potepiaj siebie za wlasne uczucia. to jest taka trudna
      milosc.ale skad wiesz jak ona zaowocuje...
    • leda16 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 07:20
      anja2_2 napisała:

      >
      >
      > Mam na imię Ania, jestem mamą rocznego chłopca, u którego
      > podejrzewam autyzm. Jesteśmy w trakcie diagnozy, ale i tak najgorsze
      > jest to, ze nie umiem chyba pokochać synka, takim jaki jest.

      A jaki jest? Opisz dokładnie jego deficyty rozwojowe, napisz, co powiedział psycholog dziecięcy, jakimi metodami był badany, ile punktów otrzymał w Skali Brunet-Lezine? Jakie są hipotezy diagnostyczne, jakie masz zalecenia rehabilitacyjne i co na to mąż?

      Mam wtedy ochotę go oddać,

      Jeżeli to tylko autyzm, adopcja jest jak najbardziej możliwa. Lepiej dostatecznie wczesna. Takie dzieci znajdują rodziców adopcyjnych z reguły za granicą, gdzie rehabilitacja stoi na o wiele wyższym poziomie niż w Polsce, zwłaszcza ze wzgledu na liczne udogodnienia jakie stwarza Państwo dla takich rodziców. W Polsce jest ogromny problem ze żłobkiem i przedszkolem specjalistycznym a zasiłki nędzne.


      nie
      > patrzec na niego, zapomnieć o nim. Potem przychodzą te okropne
      > wyrzuty sumienia, że jak mogłam tak pomyśleć, przecież to moje
      > dziecko. Nie radzę juz sobie z tym kompletnie. Wiem, ze jestem złą
      > matką, że matka kocha bezgranicznie, bezinteresownie, ja tak jednak
      > nie potrafię :( Nienawidzę się za to. Wkoło tyle szczesliwych mam,
      > znajomi mają zdrowe, usmeichnięte dzieci, tak im tego zazdroszcze,
      > tak bym chciała przezywac to co oni.
      > Byłam raz u psychologa, a własciwie u psychiatry. Nie miałam wtedy
      > sił na nic, mąż zabrał mnie na izbę przyjęć, bo miałam ochotę się
      > zabić. Powiedzieli mi, że leki nie pomogą, bo i tak czynnikiem
      > streso- i depresyjnogennym jest moje dziecko.
      > Jak mam je pokochać? Czy to w ogóle możliwe?
      >
      > Wszyscy na mnie tylko krzycza...ja to rozumiem...bo już sie
      > przyznałam, że nie kocham Małego, że chce miec tylko zdrowe dziecko,
      > nie chore, nie nieobecne, ze nie chce sie nim zajmować, patrzeć,
      > jaka jestem mu obojętna.
      > Odeszłabym, zaczęła nowe życie, ale tęskniłabym za Małym i i tak nie
      > mogłabym sie pozbierać, z piętnem wyrodnej matki, która zostawiła
      > swoje dziecko.
      > Może zatem lepiej sie zabić? Odejśc na zawsze?
    • anja2_2 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 15:12
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi- te pocieszające, podnoszące na
      duchu i te karcące, potępiające. Pewnie wszyscy macie rację.
      Dziś jestem trochę spokojniejsza, to moge pisac mniej chaotycznie.
      Opowiem Wam coś:
      Pewien mężczyzna zakochał się w kobiecie, bez pamięci, do
      szaleństwa, świata poza nią nie widział, stała się dla niego
      wszystkim. Bardzo zabiegał o jej względy. Kobieta nie zauważała
      jednak męzczyzny, nie reagowała na jego słowa "kocham cię".
      Męzczyzna nie poddawał się, z kazdym dniem kochał ją coraz bardziej,
      z każdym dniem coraz bardziej walczył o jej miłość, wierzył, że
      kiedyś go pokocha. Ale kobieta pozostawała niewzruszona. Mężczyzna
      cierpiał, bolała go ta obojętnośc, pytał siebie, co robi nie tak,
      dlaczego ona go nie chce? Przecież oddałby za nią zycie. Z każdym
      dniem bolało coraz bardziej, mężczyzna tracił zapał, ale starał się
      nadal, próbował. Któregoś dnia zezłościł się na kobietę, no bo jak
      to, dlaczego? Dlaczego mozna tak odpychac czyjąs miłość? Zaczął
      tracić cierpliwośc, nie chciał już tak cierpieć, chciał życ
      normalnie, z kobietą, która odwzajemnia jego uczucia...ale nie umiał
      zostawić kobiety, nadal ją kochał, w myślach całował jej włosy,
      usta, w myślach przytulał do siebie, a ona tuliła się do niego, tak
      jej pragnął, jej, jej szczescia. Cierpienie przerodziło się jednak w
      złość, jak długoj eszcze może czekać na jakiś gest, jakikolwiek, jak
      długo ma cierpieć? Może odejdę, pomyślał meżczyzna? Nie chcę już na
      nią patrzeć, patrzeć, jak nic dla niej nie znaczę, po co się starać?
      Odejsć? Ale jak? Kiedy tak za nią nadal tęskni? Męzczyzna zaczął
      gasnąć, jego miłość zaczęła słabnąć, powoli przestawał wierzyć,
      wypalił się, choć w myślach ciągle wracał do poczatku, do swojej
      euforii, oddania, wiary w szczęście. Wtedy znów płynęły łzy...a może
      jednak jest jeszcze jakaś szansa? Mężczyzna nie miał już jednak sił,
      coś w nim umarło, marzenia, wiara, wiara w miłość...odwzajemnioną
      miłość...
      Wiem, trudno porównywac miłość męzczyzny do kobiety z miłością matki
      do dziecka, ale opisałam krótko, jak czuje matka, kiedy jej dziecko
      się do niej nie uśmiecha, nie wyciąga do niej rączek, nie patrzy na
      nią z ufnością...
      Dla mnie to sytuacja bez wyjścia. Nie mam siły już walczyć, nie mam
      siły wstawać z łóżka, to tak boli, ten widok...boli strasznie...
      Ale jak mam go zostawić, jak mogłabym oddac synka...codzien wieczór,
      gdy już spi, patrze na jego cudowne włoski, na te małe rączki,
      codziennie po parę razy przeglądam album ze zdjeciami, kiedy
      wszystko było jeszcze w porzadku, na zdjęcia, gdy byłamw ciązy,
      kiedy byłam taka szczesliwa...
      Nie dam rady, nie umiem. Wiem, mogłabym wierzyć, że przecież on jest
      taki malutki, że może da się go uratować...ale...wierzyć? marzyć?
      Gdy czekałam na niego 9 miesięcy, też marzyłam, tez wierzyłam.
      teraz...teraz nie wiezrze już w marzenia, one obracają się przeciwko
      nam...teraz juz to wiem...
      • solaris_38 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 23:21
        teraz już wiesz??
        akurat
        teraz się litujesz nad sobą

        wbrew pozorom jednak litowanie się nad sobą nie przynosi ulgi

        Jednak trzymaj się
        Wszystko może się jeszcze obrócić na DOBRE - cokolwiek to znaczy
      • greengrey Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 02.04.09, 10:15

        popełniasz błąd

        naparwdę, w tej chwili jeszcze mało wiesz

        jeszcze nie ma diagnozy, jeszcze nie wiesz zupełnie jak potoczy się
        to wszystko dalej, jak wyglądać będzie stan Twojego dziecka za pół
        roku, za rok

        to prawda, teraz litujesz się nad sobą

        nie można porownać nieodwzajemnionego uczucia- namiętności mężczyzny
        do kobiety - relacji dwojga dorosłych ludzi do relacji matka- chore
        dziecko, to co innego, choć rozumiem że starałaś się opisać swoje
        cierpienie..

        mężczyzna może i powinien odejść w powyższej sytuacji- jeśli kocha

        pamietaj,że jeszcze tego nie wiesz, czy Twoje dziecko nie będzie do
        Ciebie wyciągać rączek...

        nie poddawaj się jeszcze, bez walki
      • leda16 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 05.04.09, 22:07
        Opowiem Wam coś:
        > Pewien mężczyzna zakochał się w kobiecie, bez pamięci, do
        > szaleństwa, świata poza nią nie widział, stała się dla niego
        > wszystkim.

        :( Daruj sobie te egzaltowane bzdety. Napisz jakie deficyty rozwojowe wykazuje Twoje dziecko i CO zamierzasz z tym zrobić?! Byłaś u psychologa dziecięcego, masz wyniki badań dziecka i program rehabilitacji?


        Dla mnie to sytuacja bez wyjścia. Nie mam siły już walczyć, nie mam
        > siły wstawać z łóżka, to tak boli, ten widok...boli strasznie...


        Coooo, dużo się "nawalczyłaś"? Dopiero rok ma synek, a Ty już spoczęłaś na laurach i gnijesz w wyrze zamiast NATYCHMIAST zabrać się za rehabilitację dziecka?


        Nie dam rady, nie umiem.


        To oddaj dzieciaka ludziom, którzy po rady pójdą do specjalistów i będą umieć pracować nad rozwojem dziecka, zamiast do reszty przysr... mu życie koncentrowaniem się na swoich "strasznych bólach". Nie Ty tu jesteś najważniejsza, tylko jego przyszłość.


        Wiem, mogłabym wierzyć, że przecież on jest
        > taki malutki, że może da się go uratować...ale...wierzyć? marzyć?


        Nie pitol jak pensjonarka. DO ROBOTY - do lekarzy, terapeutów, specjalistów, na rehabilitację z dzieckiem!!!! Marzenia i wierzenia schowaj sobie, gdzie słońce nie dochodzi, bo nic nimi nie zdziałasz.
    • rlena Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 01.04.09, 18:19
      Przestan na chwile myslec o sobie. TO pomaga.
      Wiele osob tu odpowiadajacych m apalaca ambicje bycia po stronie
      laicko-oswieconych "humanistow", podczas gdy w rzeczywistosci
      uciekaja przed zyciem,w ktorym jest miejsce i na bol i na roadosc.
      Jedne osoby maja alergie na syndrom 'Matki Polki'(co to nawet znaczy
      dzis znaczy?, i sa oburzone tym, ze 'zacofane' polskie spoleczenstwo
      nie calkiem akceptuje pozbycie sie "problemu'w prosty sposob,
      pozbawiajac dziecka zycia. Inne osoby daja, jak sadza, ujscie swojej
      tak ludzkiej empatii w stosunku do Autorki postu, poczas,gdy w
      rzeczywistosci staraj sie uspokoic swoje sumienie na wypadek, gdyby
      przypadkiem znalazly sie w podobnej sytuacji.

      A dziecko spi.
      Nieswiadome ciazacych nad nim wyrokow smierci, obrzydzenia,
      odrzucenia.

      Jesli zachodni postepowy laicyzm jest dla Was tak pociagajcy, to
      polecam poczytac tez o tych mieszkancach krajow "postepowych", ktore
      nie maja pojecia kto to jest Matka Polka, ale sa za to sklonne
      zaakceptowac obce dziecko doswiadczone przez autyzm,czy syndrom
      Dawna, i akceptuja jego prawo do istnienia. Tam mieszkaja ludzie,
      dla ktorych staniecie po stronie slabszego jest odruchem naturalnym
      i oczywistym. Taka postawa nie ma nic wspolnego z przynaleznoscia
      narodowa, wyznaniowa, czy spoleczna. Jest to LUDZKI odruch.
      • moon_witch A ty Rleno masz dzieci? 05.04.09, 12:31
        Inne osoby daja, jak sadza, ujscie swojej
        tak ludzkiej empatii w stosunku do Autorki postu, poczas,gdy w
        rzeczywistosci staraj sie uspokoic swoje sumienie na wypadek, gdyby
        przypadkiem znalazly sie w podobnej sytuacji.


        .......................................
        Wypowiadasz sie na temat takim tonem jakbys wszystko wiedziala i
        bylo tak proste i latwe jak pstrykniecie palcami i dalo sie w
        sekunde odczarowac.
        Tego typu sytuacje sa tragiczne. To ogromna tragedia jaka dotknela
        te kobiete.
        W dobie gdzie ludzie ograniczaja przyrost naturalny i gdy wiekszosc
        decyduje sie na 1 max 2 dzieci, dziecko z autyzmem nie wchodzi w
        model wszem i wobec reklamowanego idealu rodziny.
        Czy to jakis wielki grzech,ze kobieta nie umie sie znalezc w tej
        sytuacji?
        Piszesz,ze uspakajamy swoje sumienia litujac sie nad autorka postu.
        Sa to slowa bardzo na wyrost. nawet nie zdajesz sobie sprawy
        jakiego trudu trzeba dokonac, aby dziecko z taka choroba
        funkcjonowalo jako tako.

        Moze najpierw popracuj z dziecmi chorymi na autyzm, a pozniej
        kieruj swoje uwagi pod adresem kobiety, ktorej reakcja jest calkiem
        normalna i ludzka.
        • leda16 Re: A ty Rleno masz dzieci? 06.04.09, 07:02
          Wypowiadasz sie na temat takim tonem jakbys wszystko wiedziala i
          > bylo tak proste i latwe jak pstrykniecie palcami i dalo sie w
          > sekunde odczarowac.

          Jednak wydaje mi się, że na przeciwko egzaltowanych postów niektórych Dyskutantów, autorki watku nie wyłączając, Rlena wie więcej o problemie niż One i co ważniejsze - wykazuje sie zdroworozsądkowym podejściem do rzeczy. Rok czasu to aż nadto, żeby z pomocą specjalistów otrząsnąć się z szoku i zabrać za rehabilitację dziecka. Problem w tym, że Annę bardziej interesuje koncentracja i rozczulanie się nad sobą, niż praca z dzieckiem. Nawet nie raczyła podać merytorycznych podstaw diagnozy, która u tak małego dziecka jest mocno wątpliwa, cóż dopiero pisać o rokowaniach...W zamian bezsensownie bredzi o jakiejś bajkowej, nierealistycznej miłości rodem z IX-to wiecznych "Cierpień młodego Werthera" ;).Równie niesmaczne jest to, iż w kółko powtarza - ja, ja, ja. Ani słowa o ojcu dziecka, rodzinie i tym, co dotąd dla dziecka zrobiła. Ot, żywa laleczka, którą nie ma ochoty się bawić, bo...nie wpasowała się w jej "marzenia". A Ona pewnie marzyła o doskonałym egzemplarzu z gazetowych reklam.


          dziecko z autyzmem nie wchodzi w
          > model wszem i wobec reklamowanego idealu rodziny.


          Ach oczywiście, przeciętna matka powina się kierować reklamowymi modelami :). Ona modelowa, mąż modelowy to i żywa laleczka do zabawy powinna być idealnym modelem z reklamy. A jeśli któryś z tych elementów odstaje od reklamowego ideału, nie można się nim pochwalić przed otoczeniem, to na śmietnik z nim?

          Moze najpierw popracuj z dziecmi chorymi na autyzm, a pozniej
          > kieruj swoje uwagi pod adresem kobiety, ktorej reakcja jest calkiem
          > normalna i ludzka.


          Hola, hola, to Annie przytrafił się kłopot i przede wszystkim ONA powinna intensywnie pracować z dzieckiem, nie jakaś Rlena, której problem nie dotyczy. Natomiast uciekanie od faktu w marzenia, postawa "nie chce mi się", "nie umiem", egocentryzm i rozczulanie się nad sobą z tego powodu, że dziecko odstaje od "marzeń", nie jest reakcją całkowicie normalną. Wychowanie każdego dziecka wymaga trudu, poświęcenia i ogromnej pracy. Dziecko to nie jest łatwa, miła i bezstresowa zabawka do całowania i przytulania.
          • moon_witch zabwa w "Matke Terese" 06.04.09, 15:18
            Moze sie okazac bardzo kosztowna dla zdrowia.
            Przede wszystkim nie pomoze sie komus krytykujac i zmuszajac do
            zaprzeczenia prawdzie swoich uczuc. Uczucia zalu i rozczarowania
            powinny byly wyjsc 'na wierzch' inaczej tamuja energie i
            doprowadzaja do wypalenia emocjonalnego.
            Po okresie zalu i rozczarowania, u wiekszosci ludzi nastepuje
            akceptacja sytuacji i czlowiek powoli szuka sciezki rozwiazania.

            Zycie z dzieckiem powaznie chorym, jest trudne i ponad normy
            wikszosci ludzi. Dlatego w zaleznosci od diagnozy lekarzy, nalezy
            podjac odpowiednie postepowanie, gdzie przede wszystkim czlowiek
            sam odpowie szczerze wobec siebie czy:PODOLA obowiazkom, ponad
            norme.
            Pisze ponad norme, bo one sa ponad norme.
            Jezeli jest mozliwosc odciazenia poprzez umieszczenie dziecka w
            specjalnym osrodku, nalezy z tego skorzystac, bo to dobre i dla
            dziecka i dla rodziny.
            • leda16 Re: zabwa w "Matke Terese" 06.04.09, 15:34
              Tyle, że w Polsce nie ma "specjalnych ośrodków" dla dzieci autystycznych. Nie ma dla nich nawet żłobków. Są płatne przytułki dla dzieci upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim i w dół, na które czeka się parę lat. Takie rozwiązanie nigdy nie jest dobre dla dziecka, ale dla rodziców chcących umyć rączki od odpowiedzialności bywa wygodne. Żadnej kobiecie w ciąży nikt nie obiecuje, że życie z dzieckiem będzie łatwe a nawet o przeciętnym stopniu trudności. Jeżeli diagnoza jest trafna, w co osobiście wątpię z uwagi na wiek dziecka i częste lekarskie pomyłki, to okrucieństwem będzie wyrzucanie go jak śmiecia z domu, tylko zrzeczenie się praw rodzicielskich i jak najszybsza adopcja, gdzie dziecko pod troskliwą opieką nowych rodziców będzie szybko nadrabiało deficyty rozwojowe. Przy mamuśce, której nie chce się nawet zwlec z wyra, będzie bez szans. Każdy tydzień nawarstwia straty, które później będą nie do nadrobienia. I czego przywołujesz tutaj postać Matki Teresy? Czy ta rozmodlona baba, odmawiająca chorym na raka zastrzyków morfiny chociaż jedno dziecko urodziła?
              • moon_witch Re: zabwa w "Matke Terese" 06.04.09, 18:45
                Tutaj, ledo, mowi się w jezyku potocznym, 'matka Teresa' jako o
                osobie nadgorliwej w altruizmie, a w sumie tego prawdziwego
                altruizmu w srodku siebie to ona nie ma.

                Mysle ze normalny czlowiek nigdy nie wyrzecze sie w srodku siebie
                swojego dziecka, bedzie je kochal, jednak moze byc gleboko zmeczony
                sytuacja i choroba dziecka. Dlatego moze byc potrzebny ktos do
                pomocy,albo Instytuacja, ktora choc na jakis czas zajmie sie
                malcem. A matka moze odpoczac. W koncu bez przesady, ze zdrowym
                dzieckiem sa trudnosci, a z chorym moze byc 1000 wiecej.
                • gadagad Re: zabwa w "Matke Terese" 06.04.09, 18:59
                  Nie zapominajmy jeszcze o "polskiej atmosferze".Jakby była dobrą i wartościową
                  kobietą, to by jej taka "kara boska" nie spotkała.A jak już ją spotkała, to musi
                  się jej poświęcić, z wszystkiego w swoim życiu zrezygnować, tylko wypruwać flaki
                  i cierpieć.Koniec z jakąkolwiek potrzebą satysfakcji z własnych życiowych
                  potrzeb,ambicji i pragnień.Już tylko wlec swój krzyż aż na swój grób.
                • rlena leda16, moon witch 07.04.09, 03:56

                  To bezwstyd i brak przyzwoitosci nazywac Kogos tak niezwyklego jak
                  Matka Teresa "rozmodlona baba, ktora niegdy nie urodzila dziecka",
                  albo kims, kto "prawdziwego altruizmu w sobie nie ma".
                  Moon, jesli szukasz kogos ponad norme jak to okreslasz, to wlasnie
                  znalazlas. Rzecz w tym,ze Ciebie tak duze osobowosci przerazaja. Nie
                  wierzysz,ze ktos taki jak ona moze byc prawdziwy, i musisz go
                  natychmiast zdegradowac,zeby poczuc sie lepiej, i zeby znow twoj
                  swiat mial sens...
                  Leda, "Ta baba" moze nie urodzila zadnego dziecka, ale byla matka w
                  najczystszym tego slowa znaczeniu. Mozna urodzic mnostwo dzieci, i
                  nie byc matka.. Tak jak mozna miec ksiazki do nauki jezykow obcych i
                  zadnym z nich nie wladac..

                  P.S. Jestem matka.
                  • moon_witch Rleno... 07.04.09, 12:55
                    To bezwstyd i brak przyzwoitosci nazywac Kogos tak niezwyklego jak
                    Matka Teresa "rozmodlona baba

                    ...........................
                    Poczytaj sobie troche na temat Matki Teresy.
                    • rlena Re: Rleno... 07.04.09, 16:23
                      Radze myslec krytycznie, i nie wierzyc we wszystko, co jest napisane
                      w gazetach. Gdyby o Matce Teresie nie pisano krytycznych
                      artukulow,zdziwiloby mnie to bardziej, niz ich obecnosc. Ta Osoba
                      niewatliwie wzbudza kontrowersje, a nawet nienawisc w swiecie, w
                      ktorym jakiekolwiek wartosci musza byc natychmiast
                      zdegradowane. Ktos taki jak ona zbyt wyraznie pokazuje nasz wlasny
                      indyferentyzm i bylejakosc. Krytycyzm w stosunku do niej niczym nie
                      rozni sie od krytycyzmu w stosunku do innych wystajacych ponad
                      ludzi, (jak Sokrates czyChrystus)w swiecie,gdzie narcyzm stal sie
                      uznanym stylem bycia.
                      W swiecie, gdzie narcyzm stal stylem zycia nie ma miejsca
                      • moon_witch Re: Rleno... 07.04.09, 16:37
                        To ja tobie radze myslec krytycznie i samokrytycznie.
                        O przekretach eknomicznych matki Teresy pisala juz dawno prasa
                        swiatowa i to w serio czasopismach.
                        Znane byly jej podroze drogimi klasami lotniczymi, ale nawet i to
                        nie jest niczym wobec tego co pisze pewien lekarz, ktory pracowal w
                        jednych z jej osrodkow. Albo tego co opowiada czlowiek, ktorego
                        matka Teresa osobiscie adoptowala rodzine belgijskiej, za ogromne
                        pieniadze. Znany jest jej handel dziecmi.
                        Albo jej wolanie o zaprzestanie aborcji, nawet jezeli o aborcje
                        prosily maloletnie dziewczynki zgwalcone w brutalny sposob przez
                        zolnierzy.
                        Ten okrutny i bezlitosny czlowiek zostal bezprawnie obezwany swieta
                        daleko jej do swietosci. Wiedz ze glupota ludzka ma wiele oblicz i
                        widac w jej szpony wpadlas, Rleno! Pamietaj nawet szatan biblie
                        umie cytowac.
                  • leda16 Re: leda16, moon witch 07.04.09, 13:24
                    rlena napisała:

                    >
                    > To bezwstyd i brak przyzwoitosci nazywac Kogos tak niezwyklego jak
                    > Matka Teresa "rozmodlona baba, ktora niegdy nie urodzila dziecka",
                    > albo kims, kto "prawdziwego altruizmu w sobie nie ma".

                    Bezwstyd i brak przyzwoitości to dla mnie porzucenie swojego dziecka, branie łapówek od chorych, ślepnących ludzi, bestialski lub choćby psychopatyczny stosunek do słabszych, oszustwo, zabijanie na wojnie, itd. Ujawnianiu własnych poglądów należny jest walor prawa i tolerancji nawet jeżeli komuś się nie podobają. O wolności słowa gwarantowanej art 54 Konstytucji RP coś Rleno słyszałaś?


                    > Moon, jesli szukasz kogos ponad norme jak to okreslasz, to wlasnie
                    > znalazlas. Rzecz w tym,ze Ciebie tak duze osobowosci przerazaja.


                    Tu się wtrącę z przyczyn czysto merytorycznych - nauka zwana psychologią nie wyodrębnia osobowości dużych i małych, tylko róznicuje je ze względu na sposób relacji jednostki ze światem. Jedna z przykładowych typologii rozróżnia osobowość unikającą, zależną, bierno-agresywną, obsesyjno-kompulsywną, antyspołeczną, paranoiczną, narcystyczną, schizotypową, histrioniczną, schizoidalną, z pogranicza.

                    Nie
                    > wierzysz,ze ktos taki jak ona moze byc prawdziwy, i musisz go
                    > natychmiast zdegradowac,zeby poczuc sie lepiej, i zeby znow twoj
                    > swiat mial sens...


                    Moon witch w swojej ocenie kieruje się zapewne mniej panegirycznymi publikacjami na temat tej jednak kontrowersyjnej postaci. Ja również. Faktem jest, że do Ośrodka w Kalkucie płynęła wartka rzeka pieniędzy od możnych tego świata a chorzy umierali na drewnianych pryczach bez środków przeciwbólowych, jedli z blaszanych misek, niedostępna była dla nich aparatura podtrzymująca życie. Są przecież liczne zdjęcia z tych "matczynych" umieralni. Proponuję obejrzeć.

                    > Leda, "Ta baba" moze nie urodzila zadnego dziecka, ale byla matka w
                    > najczystszym tego slowa znaczeniu.

                    A konkretnie? Ha, pewnie tak, jak Ojciec Św. ojcem ;).

                    >
                    > P.S. Jestem matka.

                    Ja też. I powiem Ci jeszcze jedno - ojciec naszych dzieci nigdy nie postąpiłby wobec naszych synów tak, jak Bóg-Ojciec wobec swojego jedynego syna.
                    • rlena Re: leda16, moon witch 07.04.09, 16:44
                      No wiec ujawniasz swoje poglady, a ja ujawniam swoje. Tu chodzi o
                      STYL ich ujawniania, ktory niejednokrotnie mowi wiecej o osobie niz
                      owe poglady. Jesli chcesz epatowac wiedza z zakresu psychologii, to
                      zapewne tez wiesz, ze ktos kto ma trudnosci w docenieniu
                      niezaprzeczalnych walorow innych osob,nie uznaje/nie pozwala sobie
                      uznac swoich wlasnych rowniez, i/albo ma nierealistyczne oczekiwania
                      wobec swiata i ludzi. Najczesciej wiaze sie to z wczesnodzieciecymi
                      zaburzeniami w kontakcie obiekt - dziecko,kiedy to ostatnie
                      potrzebuje obiektu idealnego, spelniajacego wszystkie jego potrzeby.
                      Jesli takiej osoby nie ma w jego otoczeniu, to w przyszlosci kazdy
                      obiekt, ktory jest wyjatkowy, ale nie idealny wzbudza w takiej
                      osobie wscieklosc i otwiera stare rany.
                      • moon_witch Re: leda16, moon witch 07.04.09, 16:49
                        hahahahhahaahahahahhahah Boze widzisz i nie grzmisz!
                      • leda16 Re: leda16, moon witch 07.04.09, 21:57
                        esli chcesz epatowac wiedza z zakresu psychologii,

                        Nie epatuję, mam dość obszerną wiedzę z pewnego zakresu psychologii. Nie masz jej natomiast Ty, która piszesz o większych i mniejszych osobowościach i przedstawiasz jako prawdę dość humorystyczną teoryjkę rodem z dewocyjnej kruchty. Nawet psycholog który wiedzę zdobywał w KUL-u popłakałby się ze śmiechu :).
                • piesfafik Re: zabwa w "Matke Terese" 07.04.09, 04:06
                  Nie wydaje mi sie zeby w Polsce byly takie instytucje. A poza tym
                  oddanie dziecka do jakiejkolwiek instytucji oznaczalo by dodanie
                  choroby sierocej do autyzmu. Bardzo zla kombinacja.
                  Matka tego dziecko moze mie depresje poporodowa poglebiona sytuacje
                  wiec przed wszystkim powinna sie zaczac leczyc i zajac sie
                  dzieckiem.
    • paco_lopez Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 02.04.09, 10:24
      świetny wątek dla zawiedzionych panien. mariaeva niech się
      powczytuje.
      • iryssek Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 03.04.09, 16:11
        Dużo osób już się wypowiedziało w temacie i zgadzam się z nimi. Od siebie też
        dorzucę kilka zdań. Powiedz sobie że jesteś tylko człowiekiem i masz prawo do
        zniechęcenia, do żalu, do rozpaczy. horoba dziecka spadła chyba na Ciebie nagle
        i jesteś emocjonalnie nie przygotowana na taki rozwój choroby. Do tego dochodzą
        wyrzuty sumienia że nie kochasz dziecka. Powinnaś chyba pozwolić sama sobie na
        takie złe myśli i wybaczyć je sobie. Bo Twoja frustracja powinna mieć ujście.
        Czy jesteśmy automatem do kochania? Oczywiście że nie ale przecież w Twoich
        słowach widać miłość do dziecka. Jeśli nie widzisz u dziecka oznak miłości do
        Ciebie to sama sobie powiedz: "To dzięki mnie to dziecko żyje i się rozwija. To
        dzięki mnie czuje miłość wokół siebie". Skoro dziecko nie może Ciebie docenić to
        doceń się sama.
        Jeśli diagnoza się potwierdzi to spróbuj ją zaakceptować bo ciągłe
        rozpamiętywanie dlaczego Ciebie to spotkało nie przyniesie nic dobrego.
        Wiesz, myslę że jesteś samotna, nikt Ciebie nie docenia, nie wspiera. A właśnie
        przydałby Ci się odpoczynek, wypad z koleżankami na weekend.
        Jeśli jesteś wierząca to pomyśl że Bóg daje nam tylko taki krzyż który jestesmy
        w stanie unieść. Wiec Ty także dasz radę ale musisz się pogodzić ze sobą, z
        własnymi uczuciami i chorobą dziecka.
    • kaa.lka Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 03.04.09, 17:02
      hmm,
      moze wiecej sie dowiedz na temat autyzmu.
      ka
    • mskaiq Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 04.04.09, 13:08
      Od przeszło 40 lat Instytut Badań nad Autyzmem w USA ( Autism
      Research Institute) zajmuje się pracą nad badaniem i opracowaniem
      medycznych interwencji w leczeniu autyzmu, dzięki czemu tysiące
      dzieci, głównie w USA, zostało poddanych leczeniu. Stan wielu z nich
      uległ znacznej poprawie w każdej sferze rozwoju, znane są również
      przypadki wyleczenia. Do niedawna autyzm uwazany byl za chorobe
      nieuleczalna. Przekonanie, że autyzm jest chorobą nie tylko
      nieuleczalną, ale również niepoddającą się żadnemu leczeniu, okazuje
      się błędne.

      Autyzm jest izolacja dziecka na swiat zewnetrzny. Sprobuj pomoc
      wlasnemu dziecku otworzyc sie na ten swiat.
      Dziecko boi sie zewnetrznego swiata, ale nie boi sie Twojej milosci,
      kiedy mu spiewasz, kiedy rozmawiasz do niego ono to slyszy tyle ze
      boi sie na to reagowac.
      Jesli chcesz to zmienic musisz nauczyc Swoje dziecko nie bac sie
      zewnetrznego swiata.
      Tutaj masz link do metody opcji. Warto rowniez zapoznac sie z metoda
      behawioralna i zaczac walczyc o swoje dziecko. Mozesz wygrac, twoje
      dziecko moze byc normalne i moze odpowiedziec usmiechem na Twoj
      usmiech.
      www.dzieci.bci.pl/strony/autism/opcja.htm
      Serdeczne pozdrowienia.
      • calamari Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 05.04.09, 23:00
        DO ANI!!!!

        Aniu, prosze Cie tylko o jedna rzecz. Zbierz sie w sobie na krotko, podejdz do
        komputera i kliknij na link ktory podala "mskaiq".
        Nie mam dzieci i miec ich z mezem nie mozemy. Tak jak Ty nienawidzisz swojego
        zycia z Twoim chorym dzieckiem tak ja nie cierpie swojego bez dziecka... Jako
        matka mozesz walczyc o dobro swojego dziecka patrzac i cieszac sie jak wyrasta z
        autyzmu. Nie wiem co znaczy miec chore dziecko i absolutnie nie neguje Twoich
        mysli i podejscia ale ta mala istotka nie poradzi bez Ciebie i Twojej
        milosci.... Jest calkowiecie zalezna od Ciebie. Daj swojemu synkowi szanse. Nie
        poddawaj sie bez przynajmniej sprobowania! Przeczytalam wszystko co jest
        napisane na str. ktora podala mskaiq i mysle, ze to jest to co moze zapalic
        jakas iskre nadziei w Tobie!!!Zmus sie prosze do przeczytania od deski do deski
        linku ktory wklaila mskaiq i wtedy zobaczysz czy naprawde chcesz sie poddac.
        Masz przeogromne szanse zeby Twoje dziecko bylo zdrowe, to wszystko zalezy od
        Ciebie i Twojego nastawienia. Zmus sie!!! Czasami trzeba sie do czegos zmusic
        zeby cos osiagnac.
        Mam nadzieje, ze w jakis sposob poczujesz sie lepiej i zobaczysz, ze jest szansa
        na polepszenie relacji z Twoim synkiem. Zycze Tobie z calego serca abys wziela
        sie w sobie i dala Wam szanse.

        Cal
    • jola.monola Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 05.04.09, 00:17
      Gdyby dziecku się coś stało - cierpiałabyś bardzo.
      Myślę, że problem nie jest w dziecku, ale albo w Tobie - niskie
      poczucie własnej wartości, albo w tym, że nie czujesz się dobrze w
      małżeństwie. Bo dziecko jest owocem waszej milości, do siebie i
      wzajemnej i jako takie jest zawsze kochane. Jeśli nie, to nie
      szukłabym przyczyn w jego chorobie, ale właśnie w Twojej osobowości,
      albo w relacji z mężem.
      • gadagad Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 05.04.09, 00:35
        Nic nie rozumiecie.Mówi się - instynkt macierzyński- ,mówi.Dziecko autystyczne
        zmusza do przerzucenia instynktu w sferę intelektualną.Zwierzęta są gotowe
        bronić dziecka z narażeniem życia,ale jak je szturchają nosem,a one nie
        odpowiada,odchodzą i zapominają w tym momencie,zaczyna działać instynkt
        samozachowawczy.U człowieka też działa instynkt i kobieta musi znaleźć
        intelektualną korelację między instynktem,który mówi jej dziecko jest martwe,
        zapomnij,a intelektualną świadomością,ono jednak jest,zaopiekuj się nim.
        • mskaiq Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 05.04.09, 10:41
          U wielu ludzi dziala milosc ktora nie pozwala porzucic dziecka i to
          bywa nazywana instynktem. Czasem stres, brak wiary, strach, depresja
          potrafi pozbawic czlowieka tej milosci. Wtedy czlowiek traci
          kontrole nad soba, nie potrafi poradzic sobie z zalem do losu, nad
          soba, strachem przed byciem z niepelnosprawnym dzieckiem.
          Serdeczne pozdrowienia.
    • ameliawaw Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 23.12.13, 00:09
      Anja,
      Napisz co zdecydowałaś ? minelo trochę czasu,
    • ja8891 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 26.12.13, 06:26
      Bardzo współczuje. Uważam że zawsze kochałaś i nadal będziesz tylko musi ci pomóc psycholog pogodzić się z sytuacją i nakierować jak żyć. Najważniejsze to wsparcie bliskich. Nikt twojemu synkowi nie da tego co ty :) nie poddawaj się.
    • dk888 Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 26.12.13, 12:37
      Aniu mam nadzieje ze uzyskałaś pomoc i dajesz sobie radę...?

      Bardzo mnie poruszyło Twoje wołanie o pomoc, gratuluje odwagi! Ci którzy krytykują i oceniają Cię jako złą matkę mają ogromny deficyt uczuć i wrażliwości. Masz prawo czuć lęk,żal i przerazeńie bo ńie tak sobie wyobrażałaś macierzyństwo. Potrzebujesz dobrego psychologa i być może leki uspokajające. (biorę cital od kilku miesięcy)
      Ja mam 30l i zdrową córeczkę 1,5 roku a bycie matką też mnie przerasta. Mam depresję i nerwicę przez faceta, uwolniłam się ale samej jest ciężko. Też słyszałam że jestem złą matką, partnerką i córką i nikt mi nie pomógł . Minęło 2 miesiące a ja dalej nie mogę sobie poradzić. Partner-PSychopata wykończył mnie psychicznie, myślę o sobie ze jestem Nikim! Codziennie udaję przed córeczką ze jestem silna i uśmiecham się... Niezrozumienie, brak wsparcia i samotność powodują czasem ogromny ból i lęk i wszystko się wali. Nikt nie rozumiał mojego wołania o pomoc nawet w zajmowaniu się dzieckiem żebym mogła poszukać psychologa albo oderwać się od czterech ścian, pieluch i zupek bo cierpliwości i siły też mi czasem brakuje. Urodzenie dziecka nie przekreśla bycia człowiekiem. Mogę przecież popełniać błędy i czasem potrzebować pomocy...? Czy wszystkie krytykujące matki Polki były i są idealne? To poproszę certyfikaty!
      Moi rodzice również nie mają sobie nic do zarzucenia a zaufali facetowi który mnie poniżał i ignorował,kłamał i jeszcze zdradzał.
      Trzymaj się dziewczyno!!!


    • pannamma Re: Nie akceptuję/nie chcę swojego dziecka 31.12.13, 21:19
      ja rozumiem wszelkie żale i rozterki matki, sama przez to przechodziłam. był strach, smutek, rozgoryczenie i żal do całego świata. i do dziecka też- czemu nie jesteś normalne? ale najgorszym był brak końcowej diagnozy, zajęła nam ona 3 lata. i nie pozwoliłam sobie wmówić że ona już taka będzie że nie mam oczekiwać za wiele. oczekiwałam, wymagałam i starałam się kochać ( choć to najtrudniejsze) trzy razy mocniej. ale nie żałuję i nie wyobrażam sobie by moja córka była " w normie". choć wcześniej miałąm problemy sama ze sobą by wyjść z nią choćby do piaskownicy, bo nie wiem, wstydziłam się, nie chciałam się tłumaczyć z tego jaka jest i dlaczego (bo jeszcze nie znałam diagnozy), a baby w piaskownicy znudzone, wszelką sensacje łapią w mig- przeszło mi. mam wyjątkowe dziecko, które przez pierwszy rok wszelkich terapii chowało się pod stół, gryzło kopało i ciągle wyło- teraz stawiane jest za przykład jak wiele można osiągnąć konsekwencją i działaniem. i choć miałam i nadal mam wiele wątpliwości jak ona sobie poradzi dalej, ona wie że jest wyjątkowa, że ma wielki dar i nie wszyscy mogą być tacy jak ona. jest małym logopedą, wie wszystko o Chinach, zna wszelkie flagi państw, i gdy ludzie pytają mówię wprost- "tak jest taka, może przeszkadzać jej chałas, wchodzi na ciebie bo nie ma wyczucia odległości, bo ma formę autyzmu. i nie zaraża więc się nie masz o co martwić, chyba że masz jakies uprzedzenia do niepełnosprytnych ale to już Twój problem".

      pozdrawiam
      P
Pełna wersja