allegra_098764
30.03.09, 22:10
Zajrzalam dzisiaj tu pierwszy raz, zawyczaj zagladam na forum czytajac temety
z pierwszej srt. gazety.
Czytajac wpisy wielu kobiet (i to wlasnie dziwne ze praktycznie tylko ich) o
chorych uzaleznieniach od toksycznych mezczyzn zaczynam podejrzewac, ze
niestety to jest jakies chore uwarunkowanie.
Zawsze mi sie wydawalo, ze jestem dosc twarda i zdecydowana... I mialam racje,
wydawalo mi sie....
Jak czytam post kobiety, ktora ma dwojke dzieci i meza ktory ich bije, noz mi
sie otwiera w kieszeni i chce krzyczec "jak mozna byc tak glupim", tylko
problem zaczyna sie, jak mysle o sobie, swoim zwiazku i o tym ze ja wlasnie na
takiej rowni pochylej sie znajduje. Gdyby ktokolwiek z boku, opowiedzial mi
moja historie powiedzialabym "uciekaj" ale sama nie umiem...
Jak by nie bylo, uzyje tego forum do wyrzucenia z siebie wszystkiego co mnie
boli, mam nadzieje przeczytac troche komentarzy jaka jestem glupia (naprawde!.
Wiec historia zaczyna sie jak kazda inna, poznalam chlopaka, achh jaki byl
cudowny. BYL. Poczatki jak to zwykle bywa byly piekne i cudowne. Kto by tam
sluchal ludzi ktorzy znaja Cie cale zycie i mowia "chyba oszalalas, to nie
facet dla Ciebie". Dzielilo nas wiele, ja informatyk z wykrztalcenia i
zamilowania, dla niego komputer byl zlem koniecznym, nie uzywal praktycznie
nigdy (no moze jak mialam sparwdzic wyniki "czegos"), koncze drugi fakultet -
politologia, dla niego polityka jest dla debili, kazdy kradnie i klamie wiec
po co sie tym zajmowac. On - sport pod kazda postacia i zawsze, ale... tylko w
tv...
- Moze pojdziemy na rower?
- Eeee nie chce mi sie...
- Moze na lyzwach pojezdzimy??
- Zimno........ (a jak do cholery ma byc w zimie...)
- Basen nowy otworzyli, zobaczymy?
- Eeee teraz? moze kiedy indziej
itd itp...
Problem w tym, ze nic poza sportem go nie obchodzi, ale w sumie to nie
problem. Faktyczne schody zaczynaja sie przy "zwyklym zyciu".Pracuje na
budowie i dla niego jest normalne, ze dzien zaczynamy od piwa "co chcesz,
kazdy pije".
Rozni nas wiele, ale nigdy nie uwazalam, ze problemem sa zarobki, kto ma ten
"ma". Pracuje w branzy IT i zarabiam, powiedzmy dosc dobrze. Nigdy nie
stanowilo dla mnie problemu, ze to ja za cos place, ale od pol roku slysze
"nie wyjdziemy bo ja nie mam kasy i nie bede bral od Ciebie". Bawi mnie to, ze
na poczatku nie mial takich skrupulow, teraz problemem jest jedno piwo w
lokalu. Moze i dobrze, nie mam poczucia, ze jest ze mna dla kasy... i tu
wlasie zaczyna sie "zart", na piwo jak stwiam nie pojdzie, ale po 100, 200 PLN
przyjdzie, bo kiedys odda... gdzie konsekwencaj...
Ale przejdzmy do sedna, to sa drobne problemy. Uwaza, ze jak jestesmy umowieni
na 18 i zadzowni 17:45 ze nie moze jest ok. Moich znajomych nie toleruje. Z
jego nie spotykamy sie z jednego powodu, sa to albo dilerzy (sam ma wyrok za
handel) albo jeszcze gorzej (kradziez, rabunekk, itd)Sam ma 3 czy 4 wyroki.
Zawsze mu sie w sumie upiekalo, zawsze zawiasy. Teraz ja wychodze na
terroryste zabraniajaca mu sie spotykac z kolegami. Z kolegami z ktorymi,
"jedzie cos zalatiwc" bo mu daja kase za to, ze nie jada sami i sie NIE
NUDZA... smieszne itd...
Ehhh szkoda, ze mimo wszystko jestem na tyle glupia, ze przez piec dni nie
odbieram tel a zaraz pewnie zmikne....
nie umiem patrzyc na 1k polaczen i nie odebrac... a jak odbiore to znowu "wpadam"
....