toksyczne dziecko

18.04.09, 12:45
Jak postepowac z toksycznym dzieckiem , juz doroslym
czlowiekiem,ktory jest skonfliktowany z calym swiatem.Kazde
spotkanie jest psychiczna tortura....a jako rodzic dazymy do
spotkan , ktore potem odchorowywujemy.Rozmawy to przyslowiowy groch
o sciane :,-(
    • ca-ti Re: toksyczne dziecko 18.04.09, 12:52
      Napisz coś więcej, trudno się odnieść do problemu, jak ma się tak
      mało danych.
    • moon_witch Re: toksyczne dziecko 18.04.09, 13:35
      Zawsze jest gdzies jakas przyczyna, cos co ludzi takimi tworzy. Co
      sprawilo ze dziecko jest skonfliktwane ze swiatem?
    • real_kfiatuszek Re: toksyczne dziecko 18.04.09, 14:01
      Może za mało kontroli jeszcze.

      Może inaczej.
      Jak Ty rozmawiasz ze swoimi dziećmi,gdy bezczelnie demonstrują swoje zdanie. To
      jest wręcz odrażające, gdy inny człowiek ma inne zdanie niż Ty. Ohyda- człowiek
      zaczyna wtedy wręcz udźwięczniać. Na forum nie widać.

      Dzwonisz po supernianię, czy kontaktujesz się z wujkiemdobrarada?

      Swoją drogą to dorosły człowiek.
      Niektórzy dorośli nie mają żadnego kontaktu ze swoją najbliższą rodziną. Nie
      czują takiej potrzeby.
      • ry-ma Co zmieniło tę osobę? 18.04.09, 14:08
        > Niektórzy dorośli nie mają żadnego kontaktu ze swoją najbliższą rodziną. Nie
        > czują takiej potrzeby.

        Młody Olbrychski procesuje się ze swoim ojcem. Jak stwierdził w wywiadzie nie ma
        co ratować, rodzice mu już pozamiatali.
        • poczesia Re: Co zmieniło tę osobę? 19.04.09, 21:43
          Wiem , wiem , ze moze u innych bywa gorzej,ale tu chodzi o fakty , ze tylko
          jedno dziecko jest wiecznie naburmuszone , z pretensjami,wszyscy sa winni , ze
          ono ma pecha... Oczywiscie,ze moze gdzies po drodze zrobilismy jakies bledy
          wychowawcze , ale pozostale dzieci sa "normalne",serdeczne,a to jedno wrecz
          odwrotnie,po prostu brak empatii,a tego wpoic nie mozna,a szkoda.
          • leda16 Re: Co zmieniło tę osobę? 19.04.09, 22:04
            To nie Wasza wina. Ot, wyrodne geny, niedorozwój uczuciowy i tyle. Zdarza się w najlepszych rodzinach.
          • niebieskoszary Re: Co zmieniło tę osobę? 19.04.09, 23:05
            niestety wyglada na to ze sami sie do tego przyczyniliscie, podam przyklad:

            sprawa biskupa/agenta wielgusa, ktory byl i jest usprawiedliwiany przez hierarchow, do niczego sie nie przyznal i czuje sie poszkodowany przez to ze zostal zmuszony do regzygnacji z bycia arcybiskupem waw.
            - z punktu widzenia hierarchow: dlaczego te owieczki sa takie nieposluszne i nas nie sluchaja, zero empatii, moze to byl jakis drobny blad ale my nie uwazamy ze to cos powaznego
            - opinia widzenia wiekszosci spolecznestwa - to powazny blad ale bedziemy dalej serdecznie dla lokalnego proboszcza
            - opinia kilku(?) procent - nie bedziemy tolerowac takiego zaklamania i sie wypisujemy z KK

            po prostu jedni ludzie maja alergie na bullshit a inni sa w stanie go zaakceptowac dla szeroko pojetej wygody. wiec pierwszym waszym ruchem powinno byc zaakceptowanie faktu, ze sami sie przyczyniliscie do takiej sytuacji. drugi krok jest bardziej skomplikowany. z drugiej strony mozecie dalej miec pretensej - jaka ta owieczka jest niewdzieczna, my przeciez tak kochamy nasze owieczki, chcemy tylko zeby sie nam podporzadkowali dla ich dobra, bo nasza racja jest naracniejsza.
          • moon_witch Niestey poczesiu 19.04.09, 23:10
            Ale pisząc taki post wyrażnie widać,ze tamte grzeczne i miłe a
            to krnąbrnę i nie miłe.
            b]]Ty już dzielisz dzieci.[/b]
            Nie przyszło ci do głowy,ze Ty cierpisz, ale jak to dziecko cierpi
            skoro tak sie zachowuje.

            Ja nie wierze, ze cos sie dzieje bez przyczyny. Ale mysle ze
            jest bardzo trudno wielu rodzicom zobaczyc wlasne bledy. A prawda o
            sobie czasami ich przerasta.


            Ciekwam co napisałoby twoje dziecko i jego kąt widzenia.
            • leda16 Re: Niestey poczesiu 20.04.09, 06:33
              Nie przyszło ci do głowy,ze Ty cierpisz, ale jak to dziecko cierpi
              > skoro tak sie zachowuje.


              Psychopata nie cierpi. To inni cierpią przez niego. Jeżeli nawet założyć, że nie lubi rodziców, bo uważa, że go skrzywdzili (he, he - pewnie faktem powołania do życia), to wszyscy inni nic mu nie zrobili ale rozciąga na nich swoje pretensje, roszczenia i agresję. Tak, jak istnieje wrodzony niedorozwój umysłowy, istnieje też niedorozwój uczuciowy, skłonność do agresji, zaburzenia osobowości itp. z którymi praktycznie nic sie nie da zrobić. Dlatego jeden synuś wyrasta na księdza a drugi na bandziora - dzieci, jak by nie patrzeć - wychowane w tych samych warunkach rodzinno-środowiskowych. Nie przypadkowo genetyka udowodniła, że bliźniacy jednojajowi mają 90% identyczności psychicznej, nie tylko fizycznej. Ale oczywiście najwygodniej i najprościej zwalić wszystko na rodzicielskie "błędy". Nie trzeba studiować doniesień nowoczesnej genetyki, longitudinalnych obserwacji, osiagnięć nauki. Wystarczy jarmarczny schemacik rodem z susan Forward, w który da się wcisnąć każdego, ku radości nabijających sobie na tym schemacie kabzę psychoterapeutów.


              Ciekwam co napisałoby twoje dziecko i jego kąt widzenia.


              Oczywiście: TO WINA STARYCH ZGREDÓW, nie dokochali, nie dopieścili, nie dogłaskali. Mieli czelność stawiać wymagania, chcieli rządzić zamiast słuchać...
              • moon_witch Brak empatii nie oznacza... 20.04.09, 16:28
                Psychopatii, jako takiej. Nigdzie w tekscie nie
                widac 'genetycznych sklonnosci do narzekan' (nowe cudenko) - jezeli
                juz to takie genetyczne sklonnosci dzieli zapewne z cala
                ludzkoscia.Od czasu do czasu wszyscy lubimy sobie ponarzekac. W
                narzekaniu latwiej jest o dystans do swojej osoby i w znalezieniu
                kozla ofiarnego, na ktorego to barki zrzuca sie czesc swoich
                problemow i win.
                Prawda o takiej sytuacji jest taka - ze ktos taki jest przytloczony
                problemami - stad ucieka w konflikt z rodzina.Powodow moze byc
                tysiace, a najczesciej bardzo kiepskie samopczucie i np. depresja.
                Najprawdopodbniej potrzebna jest mu pomoc profesjonalna, a nie
                krytyka i odgradzanie sie emocjonalne od takiej osoby. Po to sie
                jest matka i rodzicem, aby takie sytaucje umialo wyczuc i
                zareagowac w odpowiedni sposob.

                Dzieci kochamy niezaleznie od tego, czy sa mile, czy niemile.
                I jezeli problem w rodzinie powstal, to nie jajo zawinilo
                a ...kura.Czyli od siebie nalezy zaczac prace nad zmiana sytaucji.
                Oczywiscie dla wielu rodzin jest wygodniej tego nie robic. Glos
                sumienia odzywa sie wtedy, gdy jakis dramat, czy tragedia sie juz
                wydarzy, wtedy dopiero sumieniem rodzica targa.
                Najlatwiej jest umyc rece i rzucic wine na geny, ale czyje geny
                Mieszka I?
                O Suzan Forward wiem nie wiele, ksiazek jej nie czytalam, wiec nie
                bede sie wypowiadac w temacie.
                • poczesia Re: Brak empatii nie oznacza... 20.04.09, 19:38
                  I znowu wyszlo na to , ze to kura zawinila.... inne dzieci
                  pokonczyly szkoly , a wyrodne Jajo ma pretensje do rodzicow ,ze
                  slabo gonili do nauki,ma pretensje do rodzenstwa , ze maja dobre
                  posady, bo Jaju sie to nie udalo,ma pretensje do rodzicow , ze inni
                  maja lepsze samochody , a jajo ma stara fure (dostana od
                  rodzicow).Te grzeczne dzieci nic nie dostaly , a widza ze jajo
                  pyskuje i zawsze cos tam mu kapnie - ot dom wariatow , a tu jeszcze
                  kura slyszy , ze dzieli dzieci na lepsze i gorsze!
                  • moon_witch Matko... 20.04.09, 20:29
                    tak sobie dziecko wychowalas takie je masz.
                    Problemy, ktore opisujesz to ma wiele osob w rodzinie.
                    Ja tez mam dzieci i nie mam z nimi problemow.
                    Widac inni moga wychowac, a inni nie.
                    • maszmi Re: Matko... 21.04.09, 12:42
                      No tutaj to mocno przesadzilas! To ze dzisiaj nie masz problemow z
                      dziecmi nie oznacza , ze nigdy ich nie bedziesz miala i moze
                      grzeczne dzieci to niekoniecznie skutek twojego genialnego
                      wychowania,ale tez lut szczescia.Poczesia pisze ze pozostale dzieci
                      sa w porzo,wiec moze nie jest zlym rodzicielem , tylko owe dziecko
                      bylo i jest trudne.
                      • moon_witch Re: Matko... 21.04.09, 18:40
                        Moje dzieci juz wyfrunely z domu.
                        Problem, ze ja nie wierze w "trudne dziecko".
                  • dorota574 Re: Brak empatii nie oznacza... 21.04.09, 05:47
                    Witam !
                    Powiem ci co macie zrobic!
                    Poniewaz on od wielu juz lat wypracowal sobie ten " chory system
                    komunikacji z otoczeniem", to dobrowolnie z tego nie zrezygnuje.
                    Dzieki temu, ze sprawial wiecej klopotow niz inne dzieci,
                    otoczyliscie go wieksza opieka i zainteresowaniem. Z czasem
                    powstal "chory mechanizm", ktory utrzymuje sie w czasie i broni
                    przed wszelkimi zmianami.A wyglada to tak: im wiecej on jest
                    niezadowolony z zycia, im wiecej was za to oskarza, im bardziej
                    ubolewa glosno nad swoim okropnym brakiem szczescia ( "inni to maja
                    fajnie, innym sie udalo a ja mam pecha"), tym wy bardziej staracie
                    sie mu pomoc lub tlumaczyc, ze nie ma raji, ze zycie sam sobie
                    uklada, ze to tylko od niego zalezy, ze jak sobie poscielesz tak sie
                    wyspisz, itd itd... a przy tym staracie sie zmienic jego
                    nastawienie, na bardziej optymistyczne, bo w jakis sposob czujecie
                    sie winni, a jesli nawet nie, to przeciez cierpicie, ze wasze
                    dziecko jest nieszczesliwe. I to jest ten chory
                    mechanizm,doprowadzany latami do perfekcji, przez nieo i przez was.
                    Aby to zmienic, trzeba rozbic blede kolo w ktorym tkwicie.
                    Od dzisiaj koniec z zainteresowaniem z waszej strony. Koniec z
                    zaproszeniem na obiad w formie robienia przyjemnosci synkowi. Jesli
                    nastepnm razem nie bedziesz mogla sie powstrzymac od zaproszenia go
                    na obiad to powiedz: " Zapraszam cie na obiad, ale nie wiem czy masz
                    ochote przyjsc, bo u nas same smutki, ja popadlam w depesje,
                    wszystko widze w czarnych kolorach, jak cie nie przerazi moje zle
                    samopoczucie to przyjdz".
                    Jak tylko wejdzie, zacznij biadolic, jaka ty jestes nieszczesliwa,
                    jaka zmeczona i jak go rozumiesz, ze zycie jest do niczego. Ze
                    ostatnio nic ci sie nie udaje. A jak on zacznie uzalac sie nad soba
                    i oskarzac innych o swoje niepowodzenia, to koniecznie przyznaj mu
                    racje, powiedz, ze teraz, majac takie zle samopoczucie , jestes
                    nareszciew stanie go zrozumiec. ze ma calkowita racje, ale najgorsze
                    jest dla ciebie to , ze nie mozesz spac po nocach , bo wiesz, ze nie
                    mozesz juz niczego zmienic, bo przeszlosci nie da sie zmienic.
                    Musisz byc wiarogodna, nieszczesliwa, jak z krzyza zdjeta, cierpiac,
                    i musisz bardziej nazekac niz on.
                    Ta strategia to przejscie z opozycji w postawe uzupelniajaca.
                    Zamiast zaprzeczac, przyznasz mu racje, Powiem wiecej, bedziesz
                    jeszcze bardziej toksyczna niz on.
                    Przy kazdej okazji masz mowic tylko i wylacznie o szarym
                    beznadziejnym zyciu.
                    A jesli poprosi o pomoc, to wyraz chetnie zgode, a nastepnie
                    zrobisz " niewinny sabotaz ", zapomnisz o tym co mialas dla niego
                    zrobic. Jak bedzie ci robil wymowki , to bardzo go przepraszaj, i
                    mow ze to tylko i wylacznie twoja wina, ze na starosc, glowa juz nie
                    pracuje jak trzeba.
                    Bardzo go przepraszaj!.
                    Ta strategia nie bedzie dla ciebie prosta, bo stare zachowania
                    wycwiczone do perfrkcji beda ci przeszkadzac, ale jesli dobrze i
                    wytrwale zagrasz te role, to zobaczysz, ze twoj toksyczny syn,
                    zacznie widziec swiat inaczej. W ten sposob mu pomozesz.
                    Znajdziesz mnie na skype pod nazwa : dorota574 i na GG 13178294
                    Odezwij sie , jak ci poszlo. Powodzenia
                    • poczesia Re: Brak empatii nie oznacza... 21.04.09, 12:49
                      Dzieki, dzieki , twoje rady maja rece i nogi,wprawdzie zaproponowana
                      taktyka musi byc rozlozona w czasie,bo inaczej "zwietrzy
                      podstep",ale mysle , ze powinna odniesc skutek,o ile oczywiscie my
                      rodzice bedziemy w stanie tak znacznie sie "przepoczwarzyc".Jeszcze
                      raz dziekujemy!
                • leda16 Re: Brak empatii nie oznacza... 21.04.09, 07:19
                  moon_witch napisała:

                  > Psychopatii, jako takiej. Nigdzie w tekscie nie
                  > widac 'genetycznych sklonnosci do narzekan'


                  Oczywiście, że nie. To skrót myślowy dla syndromu cech psychopatii, czyli takiego zachowania jakie opisuje matka. Może dokładniejsze byłoby zaburzenie cech osobowości, ale w końcu na jedno wychodzi - inni ludzie czują się z takimi typkami źle.


                  Od czasu do czasu wszyscy lubimy sobie ponarzekac. W
                  > narzekaniu latwiej jest o dystans do swojej osoby i w znalezieniu
                  > kozla ofiarnego, na ktorego to barki zrzuca sie czesc swoich
                  > problemow i win.


                  Racja, ale nie jest to u większości wiodącym sposobem istnienia.


                  > Prawda o takiej sytuacji jest taka - ze ktos taki jest przytloczony
                  > problemami - stad ucieka w konflikt z rodzina.


                  Bo bliscy wiele zniosą, w przeciwieństwie do obcych, którzy już po pierwszych próbach uczynienia z nich kozłów ofiarnych mówią delikwentowi - stop! Stąd jego ustawiczne konflikty

                  Powodow moze byc
                  > tysiace, a najczesciej bardzo kiepskie samopczucie i np. depresja.



                  W depresji człowiek NIE MA SIŁY na wrzaski, pretensje i roszczenia.Wszystko jest mu obojetne. Nie nalezy mylić depresji z bierną agresją.


                  > Najprawdopodbniej potrzebna jest mu pomoc profesjonalna, a nie
                  > krytyka i odgradzanie sie emocjonalne od takiej osoby.


                  Negatywne wzorce są tak utrwalone, że ich prostowanie moze trwać lata z miernym skutkiem. Zresztą taka osoba nie ma żadnej motywacji do terapii, bo w myśl jej postaw i przekonań żli to są ci inni...



                  > Najlatwiej jest umyc rece i rzucic wine na geny, ale czyje geny
                  > Mieszka I?


                  Niestety, nie mamy żadnego wpływu na to, jak się nasze i pradziadków geny ustawiają przy zapłodnieniu. To ustawienie skutkuje określona płcią, cechami fizycznymi i psychicznymi, wadami genetycznymi, itp.
    • paco_lopez Re: toksyczne dziecko 20.04.09, 21:14
      a musicie truc na tych spotkaniach. a w ogóle to co żeście narobili,
      ze on taki skonfliktowany z całym światem ?
    • tanczacnawietrze Re: toksyczne dziecko 21.04.09, 12:41
      Kurcze, to o czym piszesz przypomina mi sytuację mojego brata...

      Ma ponad 20 lat, nie uczy się (ledwo skończył zawodówkę, chociaż jest
      inteligentnym człowiekiem), nigdzie nie pracuje, ani nie zamierza, siedzi na
      garnku rodziców i jeszcze ma wymagania. Co jest dziwne, bo wychowywaliśmy się w
      tym samym domu, a ja sobie w życiu jakos nieźle poradziłam.
      To o czym piszesz, o tej nienawiści do całego świata i zwalanie winy na innych
      zgadza się w jego przypadku w 100%! Mój kochany braciszek też ciągle tylko
      opowiada, jak mu źle, jak beznadziejnie jest w polsce, ze nie ma perspektyw, i
      jeszcze obwinia nas wszystkich-całą rodzinę- za to że go 'dobijamy', a prośbę,
      żeby poszukał jakiejś pracy traktuje od razu jako atak na niego i zamyka się w
      sobie.

      I niestety muszę Cię zmartwić, ja widzę tu wyłączną winę rodziców, ze tak
      nauczyli swoje dziecko, że takie zachowanie mu się po prostu OPŁACA (no bo po co
      wziąć się za siebie, co zresztą kosztuje dużo pracy, jak można poznęcać się
      trochę nad matką i łatwo zdobyć parę groszy na cośtam...) I nie łudź się, że coś
      się samo zmieni, tu trzeba radykalnych cięć i radykalnej zmiany zachowania.
      Wiadomo, dla matki szczególnie jest to trudne, każda matka kocha, nawet
      najbardziej wyrodne dzieci. Jeśli jednak nie chcesz, żeby synuś wisiał na Tobie
      do końca życia, trzeba się zastanowić nad terapią szokową trochę, koleżanka
      powyżej dość dobry pomysł na to podała- dać mu wsparcie emocjonalne, pogłaskac
      po główce biedactwo, ale nic poza tym. Wiem, ze to trudne, sama swojej matki
      nauczyć nie mogę, zawsze w rozmowie przyznaje mi racje, a potem wciąż robi
      swoje... najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.
      Życzę powodzenia! i siły, przede wszystkim.

      • poczesia Re: toksyczne dziecko 21.04.09, 12:57
        Widac nasz problem nie jest taki odosobniony,glupio , ale troche to
        pociesza.Najgorzej , ze nawet jak my sie zmienimy, to z pozostala
        rodzina te relacje nadal beda trudne.... Rodzice wychowuja najlepiej
        jak umieja,dlaczego pozostale dzieci sa zjadliwe,skoro to my rodzice
        takie nieudaczniki?
        • tanczacnawietrze Re: toksyczne dziecko 21.04.09, 16:39
          A te 'pozostałe dzieci' to nie przypadkiem córki? To dośc smutne, ale zauważyłam
          (również na własnym przykładzie) że dzieci w rodzinie traktuje się inaczej.
          Zależy to od kolejności, w jakiej dziecko przyszło na świat (z reguły najgorzej
          mają te 'środkowe) oraz od płci... czy nie jest tak, ze córka musi pomagać w
          domu od maleńkości, sprzątać, gotować, etc, a synio nawet kanapki sobie sam nie
          zrobi tylko mamusia mu poda? Zresztą, nikt nie twierdzi ze jesteście
          nieudacznikami, widać nie całkiem , skoro chociaż część dzieci wam 'wyszła' ;)
          Na wychowanie ma wpływ wiele czynników, być może zawinili koledzy, albo po
          prostu syn ma już taki temperament? Dzieci mają niebywałą umiejętność
          manipulacji swoimi rodzicami, przy czym z reguły wszyscy, poza zainteresowanymi
          to widzą :) I nie, to nie jest odosobniony przypadek :)
Pełna wersja