polyanna6
25.04.09, 19:15
Nigdy nie byłam święta... ponad dwa lata temu zdarzyło mi się trochę
przegiąć z alkoholem na imprezie, jakoże po alkoholu zawsze
zachowuję sie głupio - to oczywiście totalnie się
skompromitowałam... siadałam facetom na kolana, wieszałam się na
szyjach i ogólnie sprawiałam wrażenie, jakbym marzyła o tym,żeby
ktoś mnie "przeleciał"... totalna żenada:( do niczego nie doszło,
ale plotka w eter poszła i stosowna opinie na moj temet za pewne
wyrobila... nie zachowałam się tak już nigdy więcej, ale tej opini
nie pozbędę się nigdy... nie zachowałam sie tak juz nigdy wiecej,
ale dla ludzi, ktorzy mnie nie znaja juz zawsze bede miała
przczepiona odpowiednia metke:( kiedy myślałam, że najgorsze mam juz
za sobą, kiedy juz sie z tym pogodziłam, ze jest tak jak jest - los
wystawił mi za to wszytsko rachunek i postawił na mojej drodze tego
JEDYNEGO:( jestem zakochana bez pamięci, co gorsza ze wzajemością i
kompletnie nie wiem co mam zrobić. Mój ukochany jest osobą niezwykle
konserwatywną, z zasadami... wiem, że to głupio zabrzmi, ale jest po
prostu chodzącym ideałem i co najgorsze postrzega mnie jako
wspaniałą, wartościową i ineligentną osobę... najgorsze, że jesteśmy
na jednym roku (i nie wiem jakim cudem jeszcze nic stosownego na moj
temat nie usylyszał) i na pewno zaraz ktoś "życzliwy" zwróci mu
uwagę, że powinien przemysleć fakt czy chce sie wiązac z "taką
osobą"... mam mu sie do wszytskiego przyznac sama, choc mam
swiadomosc, ze moze tego nie zakceptowac?? czy moze liczyc na to, ze
ludzie beda to wszytsko komentowac za naszymi plecami... ze taki
porzadny faceta zwiazał sie z "taka" ... niby kazdy ma prawo
popełnic bład, od tego jest mlodosc... ale ta sytuacja mnie naprawde
przerasta... ja sie chyba na ukochana "chodzacego idaelu" nie nadaje