athroposs
13.05.09, 09:37
Samotny facet, w okolicach czterdziestki,artysta muzyk, rozwiedziony.
Hoduje dwa koty, są jego rodziną.
Karmi je, pilnuje, leczy.
Kocha je nad życie.
Na zewnątrz wariat, świr i maniak totalny.
Tak naprawdę wrażliwiec, czuły, dobry człowiek.
Trochę himeryczny.
Poznajemy się, coś iskrzy... dużo iskrzy.
Będzie kontunuacja znajomości na wyższym poziomie, to oczywiste.
Wczoraj wiadomość - są problemy, koty chore, zamykam się, nie martw
się o mnie.
Wiem, że powinnam odpuscić i poczekać.
Napisałam, że jestem, w razie coś, pomogę.
Docenił i... tyle.
Siedzi w jaskini z kotami. Pewnie kiedyś wyjdzie.
Pytanie: czy tak będzie zawsze ?
Najpier koty ?
Czy to możliwe ?