qwertz2000
14.05.09, 10:15
mialam 24 lata, on 45... poznalismy w pracy. Milosc od pierwszego spojzenia..
wzielismy slub...
kochalismy sie i kochamy caly czas...nie spedzilismy nigdy wiecej niz 2 dni
osobno.
5 miesiecy temu urodzilo nam sie dziecko. Ja mam teraz 35, moj maz 56.
Zawsze mielsimy problemy ze znajomymi...moi - w moim wieku.. nie badrzo
potrafislismy wszyscy znalezsc wspolny jezyk, zeby moj malzonek tez mogl sie
wloczyc do rozmowy).
Jego..sredna wieku 50 - to samo, maja zainteresowania o ktorych ja nie mam
pojecia...
kilka miesiecy temu urodzila nam sie coreczka, maz opiekuje sie nia, kocha ja.
Ja takze. Ale mam tej malej istotce cos za zle.. moze i sobie.... Stracilismy
czaly nasz czas dla siebie. Wieczory sa dla dziecka, nie mamy czasu zeby bez
stresu usiasc i przytulic sie jak kiedys... Marze o wspolnym urlopie, jak
kiedys, zeby moc razem w spokoju , trzymajac si eza rece pochodzic po lesie..
I boje si eze kiedy nasz czas znow nadejdzie..kiedy coreczka bedzie mial 20-25
lat.. ja bede miala 60, a moj maz..80..lub nie bedzie go juz ze mna.. jak o
tym pomysle, to mam ochote ryczec... Corka pojedzie na studia..a ja pojde co
najwyzej na grob meza sie wyryczec, ze zostalam sama....
Gdybym jeszcze raz miala zadecydowac o moim zyciu, nigdy nei czekalabymna
dziecko tak dlugo.