O poprawianiu faceta

19.05.09, 12:31
Dzisiejszy wpis postanowiłem poświęcić zjawisku, które - jak
większość naszych odchyłów - jest uprawiane powszechnie, choć nie do
końca świadomie. Kusi mnie, aby właśnie teraz zapoczątkować cykl
tekstów ukazujących, w jaki sposób panosząca się w naszych (tak,
tak - ten syndrom dotyczy po części wszystkich, nie wykluczając
piszącego te słowa) łbach niezaleczona neuroza psuje nie tylko
klimat stosunków społecznych, ale i nasze prywatne, uczuciowe
relacje z bliskimi osobami.

Jest to problem, który w sumie nie powinien mnie obchodzić: jako
typowy, niereformowalny samiec nie mam na horyzoncie kandydatek,
które zaryzykowałyby stały związek. Ale każdy, kto w takowym się
znajdował, pewnie czasem słyszał takie albo podobne teksty:

- 'mógłbyś ubrać inne spodnie', lub

- 'a może zamiast ..., najpierw kupimy ...' (wstaw pasujące
przedmioty ;), lub

- 'to twoje ... piwo' (wstaw liczebnik).

Jeśli jesteś facetem i nie dane ci było słyszeć takich słów,
gratuluję: albo żyjesz w innym kraju, albo jeszcze się nie
urodziłeś. Pierwszy przykład jest typowy i wyraża delikatnie
sugestię, że nie znamy się na modzie, lub ubolewanie, że jesteśmy
flejami. Jeśli dotyczą cię oba przypadki (tzn., że w obu wypadkach
jest to prawda), twoja laska faktycznie ma problem. W każdym innym
razie radzę podnieść poziom alarmowy, bo szykuje się toksyczny
związek. Palenie szkodzi twoim plemnikom.

Drugi przykład jest groźniejszy, bo sygnalizuje początkowe stadium
syndromu wpieprzania się w twój portfel. Oczywiście nie piję tu do
małżeństw ze wspólnym kontem, ale prawda jest smutna: to facet jest
od zarabiania, kobiety są od wydawania. (Nie tworzę faktów
medialnych - na dowód tych słów można przejść się po dowolnej
galerii handlowej, licząc sklepy z odzieżą. 90 proc. z nich to
sklepy dla znudzonych damulek {eh, żeby chociaż wróciła moda na
sukienki...}). Jeśli zaakceptowałeś taki stan rzeczy, jesteś ciężkim
frajerem. Ale nie współczuję ci, bo pewnie stać cię na taki kaprys.

Trzeci przykład jest najbardziej typowy i nawet nie chce mi się o
tym rozprawiać. Tylko proszę wyobrazić sobie taką scenkę: Facet
siedzi na imprezie, gra muzyczka, obok jego ukochana. On musi się
nieźle bawić, bo pije już któreś z rzędu piwo. A co robi ona,
zamiast bawić się solidarnie ze swym facetem? Liczy mu piwa. Ta para
musi być naprawdę ciulowo dobrana.

Nie ważne, który przykład jest najtrafniejszy, ważne, że wszystkie
łączy głupia i bardzo szkodliwa intencja "poprawiania" mężczyzny,
ubrana w pozory troskliwości i dbania o dobry image. Pomijając
oczywiste, patologiczne typy męskich charakterów, trzeba powiedzieć,
że takie i podobne zachowania stoją u źródeł rozpadu wielu
małżeństw, nawet tych fajnie się zapowiadających. Po pierwsze, u
podstaw intencji "naprawiania" faceta leży idiotyczne przekonanie,
że jego charakter da się zmienić czynnym, uporczywym wychowywaniem,
podczas gdy najskuteczniej zmieniamy się z WŁASNYCH, wewnętrznych
impulsów, najczęściej pod wpływem miłości. Innymi słowy, zakochany
mężczyzna sam wie najlepiej, jak dostosować się do potrzeb
ukochanej, przy okazji zmieniając siebie (i warto podkreślić, że
zrobi to z przyjemnością). Jeśli uważasz, że potrzebuje do tego
TWOICH motywacji, uważasz go też za debila. Na takim myśleniu można
wychodować tylko toksyczną roślinkę.

Drugą przesłanką, przemawiającą za głupotą kobiet "naprawiających"
swoich partnerów, jest właśnie ozdobny abażur pozorów, mający
usprawiedliwić te i podobne zabiegi. Przymuszone do szczerości,
panie-retuszerki powiedzą, że robią to tak naprawdę z miłości, czyli
że u podstaw stoi troska, opiekuńczość, chęć stałego doskonalenia
osobowości itp. Po części jest to prawda, ale wiadomo, że jak coś
jest pół-prawdą, to jest to gó...-prawda. U źródeł ciągłego,
uporczywego "poprawiania", leży w sumie mniej lub bardziej
uświadomiona chęć manipulacji, przy czym istotny jest fakt, że
strona dopuszczająca się takich praktyk jest stroną słabszą - strona
pozwalająca na manipulację jest silniejsza, a więc to ona aprobuje
stosowanie takich technik na sobie. Najczęściej manipulowania
dopuszczają się osoby przekonane w głębi duszy o upośledzeniu swej
płci, czujące się niepewnie w roli kobiety/obiektu miłości; ale co
najważniejsze - osoby tak naprawdę nie wierzące w miłość i wzajemne
zaufanie. Kobiety, które uzyskują poprzez manipulację władzę nad
partnerem, zdobywszy pozycję dominującą, jednocześnie nieświadomie
zamykają sobie drogę do szczęścia. Nie wiedząc o tym (a nawet
osiągając przy okazji pełnię zawodowego i społecznego sukcesu),
dopuszczają do tego, by ich neuroza rozkwitła na dobre.

Trzecim dowodem na kretynizm leżący u podstaw chęci "naprawiania"
jest fakt, że takie zabiegi często kończą się fiaskiem, a nawet
jeszcze gorzej, prowadząc do trwałego zwichnięcia osobowości. Żeby
bawić się w wychowawcę, trzeba ZNAĆ obiekt swych starań. Wiele
przypadków alkoholizmu, prowadzącego w ostatecznym rozrachunku do
przemocy i rozpadu rodzin, ma w swym praźródle właśnie związek z
manipulującym partnerem.

Wreszcie ostatnim powodem do powiedzenia "nie" temu zjawisku jest
to, że kobieta, stawiając się w roli wychowawcy, żywi w głębi duszy
przekonanie o swoich wyższych kwalifikacjach moralnych,
pozwalających jej kształtować rzekomo głupszego, bardziej
niedojrzałego partnera. Największy problem z "poprawianiem" polega
właśnie na tym, że uprawiają go osoby pozbawione duchowych,
zawodowych i uwarunkowanych tradycją kwalifikacji do tego, aby
uważać się za autorytet w tej dziedzinie. Podchodząc do sprawy
naukowo okaże się, że nawet psychologiczne metody rozwoju człowieka
(psychologia poznawcza) opracowali w większości mężczyźni. Wśród
odkrywców i propagatorów "inteligencji emocjonalnej" są sami faceci.

Ps. Temat do dyskusji, podrzucony z mojego bloga.
Co o tym sądzicie?


    • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 12:43
      poprawianie faceta przez kobietę ma tyle sensu
      co kierowaniem samochodem przez ślepą kierowniczkę.

      poprawiać można jedynie wtedy gdy zna się ideał czyli cel.

      instynktownym celem kobiety jest zrobienie z mężczyzny
      aseksualnego potworka, który będzie we wszystkim gorszy
      i będzie je zapładniał na każde żądanie.

      Kompleks falliczny jest silniejszy niż rozsądek i pcha
      kobiety tradycyjnie i odwiecznie w najgłupsze możliwe strony.
      • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 12:49
        Niewiele facetów zdaje sobie sprawę, że myślenie kobiety jest ściśle
        biologiczne, seksualne, ewolucyjne.

        Myślenie, które z moralnością łączy się najczęściej poprzez negację.
        Wszelkie systemy etyczne zostały wymyślone po to, aby nieco
        uporządkować kipiący, fermentujący, wiecznie głodny i pożądliwy
        kobiecy żywioł.

        --
        debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
        • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:15
          oj wielu - ponad połowa ludzkości to muzułmanie i Żydzi.

          oni świetnie znają naturę kobiety i dlatego praktycznie
          nie ma u nich chorób "cywilizacyjnych".

          dzieci nie wiszą im na krzyżach, bo zarządzanie agresją
          kobiet opanowali do perfekcji.

          w naturze samice zagryzają i/lub wyrzucają z gniazda niechciane
          dzieci.
          Kobiety współczesne albo emocjonalnie zagryzają albo co częstsze
          szczuja jedno (udane) dziecko na drugie (niechciane).

          Wszystko to dzieje się za grubymi zasłonami nieświadomości.

          Jak widzicie, że rodzeństwo się bije to nie ulegajcie złudzeniu
          i wiedzcie, że matka bije słabsze dziecko używając pięści silniejszego.
          • lofbergs.lila Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:17
            tak mi do glowy przyszla ksiazka 'Wojny dzieciece'
            polecam
    • k-39 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 12:48
      trudno mnie tu coś dodać lub ująć. mam te same obserwacje i odczucia.

      szczególnie paranoidalne dla mnie jest - "Kobiety, które uzyskują poprzez manipulację władzę nad partnerem, zdobywszy pozycję dominującą, jednocześnie nieświadomie zamykają sobie drogę do szczęścia. Nie wiedząc o tym (a nawet osiągając przy okazji pełnię zawodowego i społecznego sukcesu), dopuszczają do tego, by ich neuroza rozkwitła na dobre."

      do najbardziej na co dzień denerwujących zachowań jest - "Wreszcie ostatnim powodem do powiedzenia "nie" temu zjawisku jest to, że kobieta, stawiając się w roli wychowawcy, żywi w głębi duszy przekonanie o swoich wyższych kwalifikacjach moralnych, pozwalających jej kształtować rzekomo głupszego, bardziej niedojrzałego partnera. Największy problem z "poprawianiem" polega właśnie na tym, że uprawiają go osoby pozbawione duchowych, zawodowych i uwarunkowanych tradycją kwalifikacji do tego, aby uważać się za autorytet w tej dziedzinie. "

      do kolekcji dodam jeszcze cytat:
      autor: CLAUDIA HEYNE (1996)
      tytuł: sprawczynie - otwarte i ukryte agresje kobiet.

      kobiety, przyjazna płec?

      kobiety, jeżeli tylko posiadają władze, nie są bardziej przyjazne lub mniej okrutne jak mężczyźni.
      w zależności od sytuacji i rozmiarami, im do dyspozycji stojącej władzy, posługują się szerokim
      arsenałem bezpośredniej i zakamuflowanej destruktywnej agresji i przemocy, które wcale nie są
      zaniedbywalnie, lecz w zależności od sytuacji jeszcze bardziej szkodliwe niż otwarta agresja.
      trudno identyfikowalne przychodzą najczęściej w oprawie opieki i miłości.
      obrona jest w takiej sytuacji ciężka, jeżeli w ogóle możliwa.

      • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:01
        w stanach robiona badania - ile kobiet w dużych Vanach
        nie respektuje znaku STOP.
        Wynik badania był szokujący - równiutkie 100%.

        Kobieta w mniejszym samochodzie zachowuje się
        rozsądniej, choć dalej brakuje jej wiele do
        męskiego poziomu irrespektu dla znaku STOP - 2%.

        To jest właśnie istota władzy w wydaniu kobiecym -
        najczystsza forma egoizmu macicy.
        Jestem najważniejsza i pociąg czy tramwaj
        ma się zatrzymać, bo ja jadę.

        Żydzi co rano modlą się
        "dziękuję Ci Boże, że nie stworzyłeś mnie kobietą".

        i mają z jednej strony rację, bo kto chce być
        inkubatorem bez rozumu a z drugiej strony
        jak fajnie musi być stworzeniom nie widzącym nic
        oprócz siebie, jeśli otoczenie to akceptuje i jeszcze
        otwiera takiemu czemuś drzwi przed nosem.

        Zrobiłem kiedyś badania własne - ile kobiet mówi
        dziękuję, jak im się otworzy drzwi. Wynik był
        ponownie porażający - poniżej błędu statystycznego.

        Teraz z przyjemnością otwieram drzwi kilku kobietom
        a kilkudziesięciu zamykam przed nosem.
        Zrobiła się wrzawa i samice pogłupiały :)
        Jedne zazdroszczą drugim, że ktoś im otwiera drzwi.
        Jak dotąd żadna nie wpadła na to co jest przyczyną
        podziału na kobiety i samice w moim biurze.
      • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:08
        Trafiłeś w dychę, az nie chce się wierzyć, że to cytat z kobity (?!?)

        Agresja u kobiet jest na pewno lepiej zakamuflowana, lecz bardziej
        zjadliwa. Ale co bardzo ważne - często ma formy, które wykluczają
        możliwość duchowego oczyszczenia, moralnego katharsis.

        Powiedzmy, że między facetami zaszło nieporozumienie, prowadzące do
        przemocy. Jeden drugiego trzaśnie w pysk i jeśli ten drugi nie miał
        racji (a prawidłowo ukształtowany facet odczuje to prędzej czy
        później), przeżyje coś w rodz. moralnego otrzeźwienia. Sens tej
        przemocy sprowadzi się do naprawy tego drugiego.

        U kobiet bezpośrednie zwarcie jest niemożłiwe - zamiast tego będzie
        obserwować wielotygodniowe docinki, rozsiewane za plecami plotki,
        uporczywe dywersyjne metody wykluczania. Ani jedna, ani druga nie
        poczuje się lepiej - ale przecież nie taki był sens tej zabawy.

        --
        debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
        • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:18
          męska agresja jest wyłącznie wtórna i wyuczona przez matkę.

          agresja i rywalizacja to instynkty samicy.

          samce jak tylko żadna samica ich nie widzi zaczynają się dobrze
          bawić i pić piwko. Rywalizują tylko wtedy, gdy jakaś samica patrzy.
          • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:31
            Coś mi się zdaje, że brniesz w tezy surrealistyczne. Tego nie da się
            wyjaśnić ani ewolucyjnie, ani nawet psychoanalizą, do której tak
            często nawiązujesz.

            Agresja nie jest wywoływana przez spojrzenie, tylko rywalizacją na
            tle podobieństwa interesów. Powiedzmy, że samica jest atrakcyjna, a
            więc kumuluje podobieństwo interesu, w guście: "muszę ją zdobyć,
            zanim zdobędzie ją tamten". W tym wypadku agresję wywoła typowa
            rywalizacja o lepszy inkubator dla swych genów. Ale przecież ta
            rywalizacja nie trwa tylko w chwili przyglądania się stadku facetów
            przez kobietę.

            U ludzi to proces długi, czasem wielomiesięczny.

            Ale coś za bardzo zboczyliśmy z tematu.

            --
            debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
            • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:36
              moje tezy wydają Ci się surrealistyczne, bo posiadasz
              optykę, którą podarowała Ci matka.

              niewolnicy Babiłonu tak mają, że nie widzą prawdy, tylko
              prawdę macicy.
              Przesuń środek ciężkości rozumu do góry a zrozumiesz,
              że trudna prawda jest lepsza od łatwego fałszu.
            • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:38
              Nawiązując do tematu można postawić hipotezę, że owo
              niesławne "poprawianie" jest bardzo ładnie zamaskowaną,
              wysublimowaną formą agresji na mężczyźnie.

              Ciekawe, co na to kobiety.

              --
              debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
              • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 17:35
                dokładniej - poprawianie mężczyzny to efekt realizacji
                kompleksu niższości wynikającego z zależności od mężczyzny
                i wynikającej z tego agresji.

                mężczyźni są źli już z samego tylko faktu, że wszechwiedząca
                i wszechmogąca samica od nich zależy i musi się im podobać.

                to bardzo bolesne dla samic, które były wychowywane bez
                wzorca miłości i szacunku do mężczyzn.

                Agresywne matki wychowują agresywne córki - i tak ten świat
                się kręci wokół dupy zamiast wokół Słońca.
            • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:39
              na poziomie biologicznym nie ma żadnego sensu,
              żeby samce rywalizowały. Rywalizacja samców odbywa się
              w drogach rodnych samicy - tam trwa wyścig plemników.

              Samce mają sobie znaleźć dobre jedzenie i znaleźć fajne
              samiczki do zbałamucenia.

              Nie ma żadnego sensu rywalizować - każdy może pokryć samicę
              a wygra i tak najsilniejszy plemnik.

              Samce to wiedzą i w naturze rywalizują praktycznie wyłącznie
              na pokaz dla samic, żeby im podnieść oksytocynę.
              • shachar Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:44
                no niezle, niezle :))
                a co powiecie o facetach ktorzy blogoslawia stawianie ich do
                pionu,bo , jak sami twierdza, bez tego do niczego by nie doszli?
                widzialam cos takiego
                • lofbergs.lila Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:46
                  shachar napisała:

                  > no niezle, niezle :))
                  > a co powiecie o facetach ktorzy blogoslawia stawianie ich do
                  > pionu,bo , jak sami twierdza, bez tego do niczego by nie doszli?
                  > widzialam cos takiego


                  :))))

                  dajmy sie wygadac
                  kazdy kiedys musi, bo sie udusi


                  • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:54
                    Heh, samo określenie "stawianie do pionu" sygnalizuje, że był to
                    proces umotywowany seksualnie. U mężczyzny sprawność seksualna i
                    sprawność "życiowa" są silnie skojarzone.

                    Jeśli przyznasz mi rację, ja też powiem:

                    Tak, kobieta jest potrzebna mężczyźnie jako źródło energii. Dawanie
                    i branie tworzy okrąg, po którym wędrują wektory naszej energii.

                    Ale najczęściej kobieta ma za mało podstaw moralnych i edukacyjnych,
                    mogących umotywować faceta do wewnętrznych zmian. To wszystko facet
                    znajduje w sobie - ku uciesze i aprobacie ukochanej kobiety ;)

                    --
                    debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
                    • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:58
                      chłopie móóóóóózgiem móóóóóózgiem - nie macicą matki.

                      zacznij budować od nowa bo to co zbudowałeś w głowie
                      nie ma fundamentów!
                • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 13:56
                  ofiary swoich dominujących matek.

                  matka wmawiała im że jest dla nich najważniejsza, bo daje im cel
                  i mobilizuje do działania.

                  To oczywista bzdura, która ich tak skaleczyła, że bardziej już trudno.

                  Ale egoizm macicy i legendarna głupota kobiet nią myślących
                  jest nieskończona. Do tego stopnia, że działa wbrew własnemu
                  interesowi prokreacyjnemu.
          • oliwka188 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 17:50
            funstein napisał:

            > męska agresja jest wyłącznie wtórna i wyuczona przez matkę.
            >
            > agresja i rywalizacja to instynkty samicy.
            >
            > samce jak tylko żadna samica ich nie widzi zaczynają się dobrze
            > bawić i pić piwko. Rywalizują tylko wtedy, gdy jakaś samica patrzy.
            >
            >

            Samice czują się ze sobą dobrze dopóty, dopóki jakiś iście przystojny samiec nie przerwie im spokojnej dyskusji na temat kwiatków w ogródku. Wtedy przestają się lubić i zaczynają rywalizować. Objawia się to głównie wydawaniem pieniędzy na najnowsze sukienki i drogie kremy przeciwzmarszczkowe, a także wzajemną niechęcią i plotkowaniem. Taka samica czuje się zmęczona i sfrustrowana a ponadto nie może dojść do orgazmu. Ja bym winę za to wszystko zrzuciła na Pana Boga.
            • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 18:00
              rywalizację widać na każdym kroku w czerwonych i
              jeszcze bardziej czerwonych szminkach, dekoltach
              i innych cudach, których celem jest właśnie zwycięstwo
              w wyścigu o samca.

              Faceci spokojnie i bez żadnego problemu wskakują w prawie
              identyczne garnitury i rywalizacja jest dla nich rozrywką
              i spektaklem a nie koniecznością życia.
      • romy15 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 17:55
        hej k-39, drazysz temat "uzyskiwania przez kobiety wladzy poprzez
        manipulacje partnerem" od dosc dawna - zmieniasz tylko nick.zamieszczajac te
        same cytay z tej samej ksiazki, utwierdzasz
        moje podejrzenie, iz gleboko tkwi w tobie obsesja "zachowan" kobiet, ktorych nie
        rozumiesz,ktorych sie boisz, ktorw chcialbys miec, a
        jednoczesnie ich nienawidzisz.chyba wyplywaja z ciebie jakies kompleksy,
        niespelnienia i despotyzm?? z okresu dziecinstwa i mlodosci? jakie miales
        relacje z kobietami jako dziecko? moze glebsza
        analiza tego okresu da odpowiedz na twoje fobie dot. kobiet.
    • natalia327 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 14:17
      Otóż do każdej grupy ma indywidualne podejście i znęca się psychicznie nad poszczególnymi osobami, które sobie upatrzy jak to miało miejsce w przypadku pewnej pani. Jego znęcanie się nad nią polegało na tym, że mówił tej studentce że ma śmiech jak bomba atomowa i wysadzi salę w powietrze, kiedy się udzielała się to owszem powiedział jej cytuję „ma pani wiedzę ale niech się pani zamknie!”, dogryzał tej studentce w okropny sposób, że podoba jej się wywiezienie Jagny na gnoju i powiedział przy całej grupie, że zostanie tak samo potraktowana. Nieprawda, że były grupy, gdzie nikt nie otrzymał wpisu za tzw. aktywność na zajęciach i bez względu na zdobyte plusy każdy pisał kolokwium zaliczeniowe bo wpisał trzem osobom odgórnie a na zaliczeniu kazał studentowi wskazać tą studentkę a potem powiedział mu żeby wchodził do sali kiedy wszyscy pisali zaliczenie i żeby krzyczał „niech ją pan pilnuje” ,tą panią natomiast usadził jak trędowatą w kącie pod tablicą.
      • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 17:25
        Tak jak się spodziewałem, wątek trafił do męskiego audytorium,
        zostawiając od strony kobiet albo reakcje lekceważenia, albo ironię,
        albo bełkot bez ładu i składu. Zero kontaktu na poziomie
        intelektualnym.

        Ciekawe, czy dlatego, że jest merytoryczny, stara się patrzeć
        obiektywnie, czy z innego, jakiegoś bardziej tajemniczego powodu? Bo
        chyba nie powiecie, że temat nudny.

        --
        debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
        • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 17:39
          powód jest niestety dość prozaiczny.

          kobiety nie mają aparatu analitycznego do rozważania
          spraw, które są wbrew linii ich macicznego myślenia.

          wszystko co jest niezgodne z interesem macicy nie ma sensu,
          więc nie istnieje.

          To jest praprzyczyna braku możliwości myślenia mózgiem
          przez kobiety przed 50 rokiem życia.
          • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 18:08
            Nie wiem, czy potrzebne tu było słowo "niestety".

            Przecież to właśnie zdolność analitycznego myślenia w połączeniu z
            myśleniem strategicznym powoduje, że jednak ciągle to mężczyźni
            dominują wśród odkrywców, naukowców i wybitnych artystów.

            Czyli: wszelkie, przebrane w modne ciuszki i błyskotki, migotliwe
            przejawy żeńskiej dominacji bledną na długim dystansie, w zderzeniu
            z myśleniem strategicznym typowym dla mężczyzn.

            To wszystko tylko potwierdza tezy z mojego wpisu, choć oczywiście
            daleko mi do radości.

            --
            debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
            • kaa.lka Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 18:27
              no dobrze,
              ja sie zgadzam z Twoja teza.poparta wyogladanymi i doswiadczonymi
              przykladami, udowodniona ze kobiety z przyrodzenia braku(znaczy plec
              determinantem) nie sa zdolne do myslenia tworczego. bo w koncu takie
              wnioski, zmeczonego kobiecoscia, wyciagnales, a ja wyczytalam.
              tyle ze nie wiem do czego prowadza, gladko wypisane i
              wyesencjonowane z okolicznosci, udowodnione dosc konfrontacyjnie, w
              wymowie traktuja swiat plci jak pole walki. tak jakby naokolo tylko
              rozdrapywaly Cie czerwone tipsy, i uszminkowane usta Cie, autorze-
              autorze, dopadaly:)
              przy piatym piwie?
              :)
              • funstein Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 18:48
                wniosek jest dość oczywisty.

                kobiety powinny rodzić dzieci i opiekować się nimi
                do około 6-7 roku życia.
                Potem wychowanie powinno iść w ręce facetów, żeby dzieci
                miały szansę na dojrzały i twórczy rozwój osobowości.

                Tak robią Żydzi i Arabowie. Chrześcijanie niestety wolą
                jak im dzieci wiszą na krzyżach :(
    • rzeka.suf Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 18:37
      takie zabiegi CZASEM sie udaja.
      znam co najmniej trzy pary, w ktorych kobiety dzialaly wg przedstawionego przez
      ciebie schematu,ktorym ja nie dawalam szans na przetrwanie, jednak istnieja nadal.
      taka szarpanina dosc dziwaczna, moim zdaniem.
    • wichrowe_wzgorza Re: O obcinaniu ogonów.. 19.05.09, 21:27
      Jest taka opowieść, anegdota z jajem ks. Twardowskiego - "O obcinaniu ogonów" :)
      Oczywiście dotyczy ona psich ogonow, hmm.. Coś w tym jest, że lubimy poprawiać
      naturę. Teraz jet moda na operacje plastyczne itp...

      Ludzie nie zwierzęta, żyją według etykiet i zasad utwierdzonych tradycją,
      niekoniecznie zlych, idących na zle. Nie one jednak swiadczą o czlowieczeństwie.
      I tak moim marzeniem jest zjechac po poręczy Teatru Wielkiego w sukni wieczorowej;)
      :)))
      • funstein Re: O obcinaniu ogonów.. 19.05.09, 22:32
        kobiety to 90% instynktu, 5% rozumu i 5% uwarunkowań kulturowych.
        u facetów jest 60% instynktu, 30% rozumu i 10% kultury.

        ludzie to w większości zwierzęta, a to, że chodzą w ubraniach i
        jeżdżą samochodami tego w żadnym stopniu nie zmienia.
    • myszyna Re: O poprawianiu faceta 19.05.09, 23:05
      No dobrze, pyskówka trwa w tym wątku i wojna płci, to i ja się przyłączę. Nie
      chce mi się tłumaczyć dorosłemu człowiekowi (płci dowolnej), że warto byłoby
      czasem jakoś sensownie się ubrać (i zrób mi grzeczność, nie mów o ubieraniu
      spodni, bo za jakąś autorką widzę te spodnie ubrane girlandani kwiatów).
      Nie chce mi się również tłumaczyć, że zanim kupimy wycieczkę na Marsa, kupmy
      sobie np. komplet szklanek. JA RÓWNIEŻ mogę pić z musztardówki. Grunt to nie
      ograniczać marzeń, po co nam dwie zmiany pościeli!
      Nie piję piwa i nie liczę kieliszków wina, raczej zasugeruję, że po raz ... mój
      kieliszek jest pusty. Przy czym nie podam liczby, bo mój cholerny kieliszek
      jakoś tak co chwilę jest pusty, ja widocznie z tych mających kieliszek pusty, co
      tam przy tym szklanka do połowy pusta!

      Doprawdy nie chce mi się zmieniać ani mężczyzn, ani kobiet, najwyżej zmieniam
      mężczyznę na innego mężczyznę i jakoś to idzie.
      Nie zaprzeczę jednak, że istnieją na świecie takie kobiety, o jakich piszesz.
      Niemniej, jeśli już ktoś taką sobie bierze, to zapewne coś w niej widzi i nikomu
      nic do tego. Dorosły jest i jego wybór. Albo jest zbyt głupi, żeby przekazać
      geny, zdarza się.

      nb. Pewność siebie stracę dopiero wtedy, gdy przestanie się do mnie ustawiać
      kolejka chętnych, na spotkanie przyzwoitego mężczyzny powolutku tracę nadzieję
      (i smutno, smutno!), hołdy przyjmuję z wdziękiem lub z muchami w nosie, w
      zależności od fazy cyklu menstruacyjnego, fazy księżyca lub fazy zasiewu zbóż
      jarych (oziminy już nie tylko zakiełkowały, ale wręcz się kłoszą).

      A dzisiaj miałam niekłamaną przyjemność rozmawiać z panem w pewnym wieku, który
      od naprawdę wielu lat jest szczęśiwym małżonkiem. Swoją żonę opisał jako
      neurotyczkę. Tak dokładnie, to powiedział: (...) jest cudownie neurotyczna i ja
      to w niej kocham.
      Pozostawiem pod rozwagę (albo i nie).
      • 40cztery Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 02:45
        > nb. Pewność siebie stracę dopiero wtedy, gdy przestanie się do mnie ustawiać
        > kolejka chętnych, na spotkanie przyzwoitego mężczyzny powolutku tracę nadzieję
        > (i smutno, smutno!),

        niestety porządni faceci mają już żony. szukaj wśród takich

        40cztery
    • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 11:41
      Kaa.lka napisała:

      > no dobrze,
      > ja sie zgadzam z Twoja teza.poparta wyogladanymi i doswiadczonymi
      > przykladami, udowodniona ze kobiety z przyrodzenia braku(znaczy
      > plec determinantem) nie sa zdolne do myslenia tworczego. bo w
      > koncu takie wnioski, zmeczonego kobiecoscia, wyciagnales, a ja
      > wyczytalam. tyle ze nie wiem do czego prowadza, gladko wypisane i
      > wyesencjonowane z okolicznosci, udowodnione dosc konfrontacyjnie,
      > w wymowie traktuja swiat plci jak pole walki. tak jakby naokolo
      > tylko rozdrapywaly Cie czerwone tipsy, i uszminkowane usta Cie,
      > autorze- autorze, dopadaly:)
      > przy piatym piwie?
      > :)

      Kaa.lka, myślałem, że w sprawie tych wniosków mogę liczyć właśnie na
      was, a tak dysputa robi się trochę "nie-a'propos" ;)

      Żeby była jasność: nie sprowadzam relacji między mężczyzną a kobietą
      do walki płci - taka wizja, przedstawiana m.in. w tym wątku przez
      innych rozmówców, to niestety tylko kolejny przejaw neurotycznej,
      niewidzialnej ale toksycznej mgiełki czającej się po kątach naszej
      psyche. Jestem zwolennikiem partnerstwa, i to na wszystkich
      poziomach.

      Jeśli pytasz o wnioski, to dopuszczanie manipulacji zawsze mniej lub
      bardziej odetnie nas od szans zbudowania zdrowej relacji - zdrowej,
      czyli opartej na partnerstwie. Tylko taki model związku pozwala na
      powolne, stopniowe zaleczanie wewnętrznej neurozy, na budowanie
      trwałej budowli opartej na prawdzie.


      Ktoś kiedyś powiedział, że neuroza jest tylko jednym krokiem,
      cofającym człowieka od paranoi. Paranoja polega tu na tym, że efekt
      końcowy naszych starań będzie zawsze odwrotny od zamierzeń. Dla
      przykładu: usilne zabiegi kobiety poprawiającej rzekomo
      niedojrzałego faceta, sprowadzi go w końcowym etapie właśnie do roli
      bezwolnej marionetki: infantylnej laleczki fikającej nogami do rytmu
      wewnętrznej neurozy.


      --
      debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
      • kaa.lka Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 14:36
        no dobrze,
        pozwole sobie zatem wyjsc poza impas wnioskow bezowocnych..
        tytulem wyjasnien nie wiem do tej chwili
        o co autorowi chodzilo,
        bowiem
        myslenie o liczeniu na nas, jest zupelnie nie-a`propos i
        alogiczne. bowiem jest przerzucaniem odpowiedzialnosci za wlasny
        zyciowy oglad i litylko liczeniem na podbicie czytelnictwa. ekhm
        (czytelnosci?;)
        bloga.
        sztuczka dla sztuczki?
        pozdr.
        ka


        peesy
        napisz wenty, co z tym nielubianym przez panie piwem
        tu tez moge teze wbogacic, ze nie piwo, a o piany bicie chodzilo:)
    • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 12:34
      Myszyna napisała:

      > No dobrze, pyskówka trwa w tym wątku i wojna płci, to i ja się
      > przyłączę.

      Taki wątek, jakie relacje. Myślę, że tak w skrócie mogłaby wyglądać
      "rozmowa" między skłóconymi partnerami. Przyłóż lusterko, a nożyce
      się odezwą ;)

      > Nie piję piwa i nie liczę kieliszków wina, raczej zasugeruję, że
      > po raz ... mój kieliszek jest pusty.

      Ooo, to właśnie jeden z dowodów na to, że role się odwracają. Ja
      jednak dbałbym o to, żebyś nie oglądała suchego dna - w końcu przy
      alkoholu czasem dochodzi się do ciekawych wniosków.

      > Doprawdy nie chce mi się zmieniać ani mężczyzn, ani kobiet,
      > najwyżej zmieniam mężczyznę na innego mężczyznę i jakoś to idzie.

      Czyli, że szkoda ci czasu i energii na tuningowanie, lepiej postarać
      się o nowy model. Wiesz, takie podejście przynajmniej jest bardziej
      uczciwe. A na pewno mniej toksyczne.



      > A dzisiaj miałam niekłamaną przyjemność rozmawiać z panem w pewnym
      > wieku, który od naprawdę wielu lat jest szczęśiwym małżonkiem.
      > Swoją żonę opisał jako neurotyczkę. Tak dokładnie, to powiedział:
      > (...) jest cudownie neurotyczna i ja to w niej kocham.
      > Pozostawiem pod rozwagę (albo i nie).

      Ja nie wykluczam, że można polubić wielką brodawkę na środku nosa,
      albo dostrzegać wyjątkowy seksapil w kobiecie z jedną nogą. Pamiętam
      dokument, przedstawiający monstrualnie otyłe kobiety i zakochanych w
      nich, ogarniętych manią tuczenia mężów. Oni znajdowali radość w ich
      bujnych krągłościach, one - satysfakcję wynikającą z faktu, że są
      podziwiane. W pewnym sensie osiągnęli doskonałość w swych związkach -
      doskonałość o cechach patologii.

      Będę się upierał, że neurotyczność to jednak zawsze ułomność,
      blokująca kontakt z prawdziwymi emocjami, zamykająca drogi rozwoju.
      Być może ten pan osiągnął w swoim mniemaniu także pewną doskonałość -
      kosztem rozwoju emocjonalnego swojej wybranki, poświęcającej swe
      szanse w imię nierealnego modelu miłości. Często cechy neurotyczne
      dodają kobiecie tajemniczości, od której można się uzależnić, jak od
      zagadki bez rozwiązania.


      Cóż, póki w tej gonitwie za króliczkiem nie zostanie połamana żadna
      kończyna (ani zwichnięta żadna psyche), to zabawa pouczająca, i
      czasem nawet radosna.

      --
      debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie



    • paco_lopez Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 15:25
      moja kobieta mnie szantarzuje seksualnie. mówie ze jak w sobote gola
      nie strzele to nie będzie bzykanka. i ja z siebie wychodzę zeby cos
      strzelic bo ona słowa dotrzymuje. raz normalnie sie zaciąłem i przez
      miesiąc nic nie wpadało.
      • kaa.lka Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 15:42
        to moze nie strzelaj zgola,
        a z kabekaes.
        normalnie dojdziesz, do wniosku, ze na strzelnicy nie zszantazuje.
        nie znam kobiete, ale mysle ze ona domyslnie Cie inspiruje.do gola.
        a Ty jak myslisz, gdy strzelasz?
        pozdr.
        ka
        • rzeka.suf Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 15:55
          'nie znam kobiete, ale mysle ze ona domyslnie Cie inspiruje.do gola'

          ale, jesli tak bywa istotnie, to jest 'manipulacja w dobrym celu'
          kij i marchewka stosowane przez kogos, kto wie lepiej, co dobre i jaki cel ma
          istnienie.

          ja nie wiem, moze to sluszne i jedynie skuteczne...
          ale troche smieszne, jakies takie upokarzajace.
          • rzeka.suf jak stosowanie relacji rodzic - dziecko 20.05.09, 15:58
            w relacji dwoch doroslych osob, gdzie ' ja' to dorosly', a ' ty' to dziecko.
          • kaa.lka Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 16:22
            o tak, rzeklo; kaalko

            dokladne postawienie sie w pozycji upokorzonego bezplciowca.
            trenuje pilnie:)

            strzel z takiej pozycji krollu-lullu i strzel laco-popezie tak zeby
            nie zabic:)
            • rzeka.suf Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 17:34
              'dokladne postawienie sie w pozycji upokorzonego bezplciowca.
              > trenuje pilnie:)'

              i co? jakies zmiany w refleksjach w zwiazku z tym, kali?


              • kaa.lka Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 21:50
                w refleksach na wodzie,
                zas zmiana refleksyj na doswiadczenie,to wziecie na siebie
                odpowiedzialanosci za danie slowa.

                probowalasc kiedy,rzeko sf:)?

                • rzeka.suf Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 23:22


                  nie jestem w stanie odpowiedziec, nie wiedzac jakie slowo masz na mysli
                  • kaa.lka Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 23:26
                    :)
                    abstrakcja.
                    • rzeka.suf Re: O poprawianiu faceta 21.05.09, 00:14

                      w imie abstrakcji cos tam komus obiecalam. ale doswiadczenia zaowocowaly
                      refleksja nad szkodliwoscia takich pochopnych deklaracji.
        • paco_lopez Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 16:06
          jak sie gola strzela to sie nic nie myśli bo to tylko przeszkadza.
          piła przychodzi przyjdzie na noge - obojetnie lewa czy prawa, to
          trzeba huknac ile fabryka dała i sie nie zastanawiać. jak pudła , to
          z bzykania nici. trzeba mieć dobrze stope ułożoną i nic nie czekac
          nie przyjmować tylko sru z pierwszej. dzieki temu byłem królem
          strzelców.
    • zlotyswit Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 18:30
      Problem nie leży w poprawianiu ale w sposobie i intencjach, przyczynach. Może
      być tak że chęć poprawy wynika z braku perspektyw co do lepszego partnera i na
      siłę poprawianie tego którego "los" zesłał. Może też wynikać z dobrych intencji
      i chęci pomocy, z tym że obarczone formalnym kalectwem.
      Można wybrzydzać i odrzucać od razu, można spróbować "popracować" nad partnerem,
      można też żyć wyobrażeniami, ignorować wady i mniemać że partner jest idealny
      albo że niema ideałów i akceptować jego wady :)
      Więc "kretynizm" takiego poprawiania polega nie na samym poprawianiu lecz na
      męczeniu się na siłę w relacji która nam nie odpowiada.

      Innym problemem jest (bo jakiś problem zawsze musi być) fakt że kobieta NIE
      powie co jej nie pasuje, ba nawet powie że jest świetnie, a tym czasem będzie
      cię trzymała jako byledonastępnego i będziesz mitrężył niepotrzebnie czas na
      taką obłudę i szopki.
      • wentyl77 Re: O poprawianiu faceta 20.05.09, 21:03
        > Można wybrzydzać i odrzucać od razu, można spróbować "popracować"
        > nad partnerem

        A nie lepiej po prostu porozmawiać, licząc na to, że partner
        popracuje SAM nad sobą?

        > Więc "kretynizm" takiego poprawiania polega nie na samym
        > poprawianiu lecz na
        > męczeniu się na siłę w relacji która nam nie odpowiada.

        Problem z nieuleczalnymi neurotykami polega właśnie na tym, że oni
        nie pragną osobowosci dojrzałej, pełnej, ukształtowanej - wówczas
        czują się zagrożeni w swym wygodnym (oczywiście z punktu widzenia
        wewnętrznych fiksacji) mniemaniu o własnej wychowawczej przydatności.

        Nie - przydatnym obiektem jest typ niepełny i nieukształtowany. Jego
        słabości są pożywką dla chorego przeświadczenia, że "edukacja" jest
        niezbędna.
        ---------------
        Kaa.lka, widzisz taki już ze mnie perfidny typ, że udaje
        zainteresowanie waszymi opiniami po to, by nabijać sobie licznik na
        blogu. W końcu każde odwiedziny to 1 grosz za obejrzenie baneru tej
        reklamy coca-coli, która wyskakuje z zaskoczenia (tysiąc odwiedzin
        razy jeden grosz to - ... o, kurcze, szkoda gadać ;)

        --
        debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
        • kaa.lka Re: O poprawianiu colegi 20.05.09, 21:55

          tak tak:)
          wentyl bezpieczenstwa odparowuje jak mu sie nozyczki na kurczakach
          zatna. siedemdziesiat i siedm raz i potem amen
          hehehe
          • wentyl77 Re: O poprawianiu colegi 20.05.09, 22:10
            To może odwiedź moj blog, żeby twoje podejrzenie chociaż zbliżyło
            się do prawdy?

            Pliiiiz...

            Wtedy byłoby 70 + 7 + 1 gratis.

            Hehehe.

            --
            debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
            • kaa.lka Re: O doprawianiu blogow 20.05.09, 22:43
              ok,
              odwiedze jako, ze nie podejrzewalam, za to rozbawiona odpowiedzia.
              dzieki za utarcie kaa.nossa, a takze za to ze mon gratis.




              --
              ha ha ha dzam na skroty. myslowe.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja