lounge12345
19.05.09, 22:12
do adpopcji.
ubiegły rok, oboje byli w trakcie matury, 19 lat. zakochali się w sobie tuż
przed maturą. dosyć szybko dużo seksu. oboje chętni, dziewczyna mówiła że
bierze pigulki, i brała, ale od czasu do czasu. potem zaczęli stosować gumki,
ale ona była już w ciąży. znajomość byla intensywna ale krótka (1,5-2 mce).
nie przyznała się, że jest w ciąży, zerwała. matce powiedziała że została
zgwałcona na wakacjach, i stąd ciąża. chłopakowi jak ją po kilku miesiącach
zobaczył w ciąży - ściemniła też z tym gwałtem. odsunęła się od grona
wspólnych znajomych. pojawiła się na imprezie tydzień temu, i jak się upiła,
to chłopakowi (a tak naprawdę młodemu facetowi) wyznała, że dziecko urodziła
kilka miesięcy temu, i oddała do adopcji, idąc w zaparte że to owoc gwałtu.
ale że tak naprawdę on jest ojcem, ale nie chciała mu nic mówić bo nie chciała
nikomu komplikować życia. po prostu zdecydowała sama, nie licząc się
kompletnie z ojcem dziecka. chyba się bała że on się ani na aborcję ani na
adopcję nie zgodzi i żegnaj studenckie zycie...
chłopaka zamurowało, przyjaciół również. jak można komuś taki numer wyciąć.
nie powiedzieć o ciąży, i po prostu oddać do adopcji. i żadna z rodzin nie
jest rodziną która by sobie z sytuacją nie poradziła - jest i wykształcenie, i
porządna praca, i normalne dochody. więc poza wygodą dziewczyny - nie było
zadnego powodu żeby dziecko trafiło do adopcji. jak go nie chciała mogła mu
powiedzieć: sluchaj bedziemy mieli dziecko. ja go nie chcę, może ty się nim
zajmiesz. jak nie - to oddamy go do adopcji. a dziewczyna zdecydowała za
wszystkich po czym poszła studiować pedagogikę. ten chłopak to mój syn. on się
dowiedział o tym w zeszłym tygodniu, a 3 dni temu powiedział mi. kompletnie
nie mogę sobie z tym poradzić.
w świetle prawa sytuacja jest nie do odkręcenia (zresztą ze względu na dobro
małego myślę że byśmy tego nie zmieniali). co gorsza - dziecko jak dorośnie i
będzie wiedziało że jest adoptowane, dowie się że matkę zgwałcili w krzakach
na wakacjach. i jeszcze - adopcje różnie się kończą, daj Boże że będzie
dobrze. ale jak nie - to dzieciak wyląduje w domu dziecka, a my nie mamy
żadnych praw, czy możliwości prawnych żeby się nim zaopiekować. dla żadnego
sądu ani ośrodka adopcyjnego nie jesteśmy stroną, bo ta dziewczyna powiedziała
to co powiedziała.