Przyjaźń a dziecko...

22.05.09, 17:00
Nie bardzo wiem, jak zacząć tego posta, tym bardziej, że nigdy nie zwracałam
się z takimi sprawami na forum... no, ale spróbuję.
Mam przyjaciółkę, bardzo bliską, którą traktuję niemalże jak siostrę. Jakiś
czas temu urodziła ona dziecko, jest samotną matką. Od tego czasu wiele się
między nami zmieniło, to oczywiste, nie mam jej tego za złe (gwoli ścisłości).
Niemniej od jakiegoś czasu mam wrażenie, że ona - nazwijmy ją Kaśką - trochę
jakby "uwiesiła się" na mnie. Jasne, że pomogę jej z zakupami, zostanę czasem
z Małą, itd. Nie znoszę tylko sytuacji, kiedy nie za bardzo mam na coś
czas/kasę/ochotę, a mam świadomość, że - jakby to napisać... - jeśli ja tego
czegoś dla niej nie zrobię, to nikt inny tego nie zrobi. Tzn. na ile jest to
prawdą, to nie wiem, w każdym razie Kaśka tak własnie stawia sprawe, mniej lub
bardziej dosłownie rzecz ujmując. I oczywiście pojawiają się wyrzuty sumienia
- no i czasem, trochę wbrew sobie, to coś robię. Wiem, że to dość pomotane
może co piszę, więc może podeprę się przykładem. Mamy zaplanowany na wakacje
jeden wspólny wyjazd. Resztę czasu planowałam poświęcić na pracę i jakiś inny
wyjazd z paczką starych znajomych. Tymczasem Kaśka doszła do wniosku, że
dobrze by było zabrać Małą nad morze i zapytala, czy nie pojechałabym z nimi.
Ja morza nie lubię, nie lubię opalania, spacerów deptakiem, kurortowatości,
itd... Kaśka wie o tym. Ale głupio mi było odmowić, więc powiedzialam, że się
zastanowię. Ale na koniec dodałam, zgodnie z prawdą, że raczej średnio mi sie
to widzi. A ona w międzyczasie gdzies tam wspomniała, że jeśli ja z nią nie
pojadę, to nie będzie miała z kim jechac. Co trochę jest naciągane, bo ma
brata, bliskie kuzynostwo, chrzestną Malej itd. I znowu mam jakieś głupie
wyrzuty sumienia, nie wiem, co zrobić. Kwestia jest jeszcze taka, że - mówiąc
szczerze - poza niechęcią do morza jako takiego, jest coś jeszcze. Kiedy
spotykamy się w towarzystwie Małej (czyli 90 % wypadków) w zasadzie prawie w
ogóle nie jesteśmy w stanie porozmawiać. Cała uwaga Kaśki skupiona jest na
dziecku. Ja rozumiem, że dzieckiem trzeba się zajmować, bawić się z nim, itd..
Czasem sama chętnie pobawię się z nimi. Ale mimo wszystko trochę mi to nie
gra, gdy zaprasza się kogoś na herbatę, a potem caly czas "gada do dziecka".
Tymbardziej, że dwulatka potrafi już, choćby przez kwadrans, zająć sie sama
soba. Nie odżegnujcie mnie od czci i wiary, po prostu staram sie patrzeć
racjonalnie. Mam w rodzinie małe dzieci i mniej więcej wiem, jak da się to
"zorganizować". Próbowałam z Kaśka o tym rozmawiać, ale w sumie nie wiem, czy
mnie zrozumiała. I dalej jest, jak było. No i podobnie rzecz ma sie na
wyjazdach. W pewnym sensie czuję się wtedy tak, jakby one z Małą pojechały
sobie "na urlop" i wzięły mnie jako "panią do pomocy". Zaznaczam po raz
kolejny - nie chodzi mi o zwykłą pomoc przy kąpieli, noszeniu rzeczy,
przygotowaniu posiłków, etc - to jest jasne i zawsze w ten sposób Jej pomagam,
bez proszenia. Chodzi mi raczej o jakiś "podział uwagi", rozmowę, cokolwiek.
Tak naprawde na takich wyjazach czuję się strasznie "obok". I też dlatego
łapię się na tym, że trochę od nich uciekam. I co z tym wszystkim zrobić..?
    • spiritshot Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 18:12
      Trochę wygląda to tak, jakbyś Ty była matką dla koleżanki. To co robisz wygląda właśnie tak, jak można zauważyć często, że młodej matce pomaga jej matka (bo doświadczona i kochająca wnuki).

      Zostaw ją jej matce. Zacznij być asertywna, a przestaniesz pogłębiać jej bezradność. Jeśli masz wyrzuty sumienia z tego powodu, to być może to jest też Twój kawałek. Twój w sensie Twojej relacji z matką. Jeśli np. zostawiasz przyjaciółkę (córkę) w potrzebie, to zachowujesz się jak swoja matka i czujesz się winna.

      Za mało informacji, ale tak bym o widział z pierwszych myśli jakie mi przyszły do głowy. Pozdrawiam!
      • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 18:29
        Dzięki za odpowiedź! Nie do końca jest tak jak piszesz. Nie jestem doświadczona,
        jesli chodzi o dzieci.. Ponadto nie potrafię jakoś tak do nich "świergotać", jak
        to mają w zwyczaju matki, zajmować się mogę, ale nie za dlugo - całego dnia jako
        "opiekunka" (zostawiona sama z dzieckiem) raczej bym nie wytrzymała. Może to
        takie samonapędzające się koło - tzn. moje zaczątki niechęci do macierzyństwa
        wynikają z tego, co robi ono z ludźmi (choć oczywiście nie zawsze tak jest).

        Jeśli zaś chodzi o relację z matką własną - być może coś w tym jest, tylko
        dokladnie w drugą stronę, bo moja matka należy do tych raczej nadopiekuńczych,
        lekko w tym upierdliwych, "nazdorujących", kontrolujących, itd.
      • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 18:31
        PS:

        spiritshot napisał:

        > Za mało informacji, ale tak bym o widział z pierwszych myśli jakie mi przyszły
        do głowy.

        Jakich jeszcze "informacji" potrzebujesz? :)
    • adaria38 Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 18:51
      napisałaś "Tymczasem Kaśka doszła do wniosku, że
      dobrze by było zabrać Małą nad morze i zapytala, czy nie pojechałabym z nimi.
      Ja morza nie lubię, nie lubię opalania, spacerów deptakiem, kurortowatości,
      itd... Kaśka wie o tym. Ale głupio mi było odmowić, więc powiedzialam, że się
      zastanowię. Ale na koniec dodałam, zgodnie z prawdą, że raczej średnio mi sie
      to widzi. A ona w międzyczasie gdzies tam wspomniała, że jeśli ja z nią nie
      pojadę, to nie będzie miała z kim jechac. Co trochę jest naciągane, bo ma
      brata, bliskie kuzynostwo, chrzestną Malej itd. I znowu mam jakieś głupie
      wyrzuty sumienia, nie wiem, co zrobić."


      kobieto. Ty sama sobie tworzysz problem. Jesteś nieasertywna i wolisz kłamać i
      cierpieć niż odmówić komuś przysługi. Nikogo tym nie uszczęśliwisz. Naucz się
      mówić "nie" - jeśli ci coś nie pasuje.
      Nie pasuje Ci wyjazd z nią nad morze to to wprost powiedz. Masz prawo mieć inne
      plany , a ona wiedząc to, jasno poinformowana przez ciebie, poszuka sobie innego
      towarzystwa na ten czas. Najlepiej też matki z dzieckiem zeby dzieciaki miały
      wspolną zabawę. Bo dziecko w pojedynkę potrafi być bardzo czasochłonne i
      faktycznie rzadko się da przy nim pogadać. Ale ona musi dostać od ciebie jasny
      komunikat ze wyjazd z nią na wakacje cię nie interesuje. Więc NIE TWÓRZ SAMA
      PROBLEMÓW. bo Ty sama się w roli "bony do towarzystwa" ustawiasz niestety nie
      z prawdziwej życzliwości ale ze ze skwaszoną miną że znowu coś "musisz choć nie
      chcesz"..
      • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 19:00
        Pewnie masz rację.

        Powiedziałam już, że nie pojadę. Tym bardziej, że inny wspólny wyjazd mamy już
        zaklepany. Tylko - mówię - "głupio mi" w kontekscie jej podejścia ("to pewnie w
        ogóle nie pojedziemy"). Co do drugiej matki z dzieckiem - neistety nie ma takich
        znajomych.
        Głupio mi też także z tego powodu, że chwilowo nie jest tak, że nie mam kasy na
        taki wyjazd, i pewnie będzie taki tydzien, który spędzę sama w domu (z radością,
        po całym roku roboty), mimo że mogłabym jechać wtedy z nimi.

        A problem glownie polega na tym, co zrobić, by nie generować sytuacji, w których
        trzeba odmawiać - tzn. by Kaśka ich nie generowała. I czy ja swoim zachowaniem
        mam na to jakiś wpływ?
      • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 19:02
        ...i - co za tym idzie - co zrobić, by oddzielić relację moją i Kaśki, od mojej
        i "Kaski z dzieckiem". Jakoś nie potrafię sama tego rozgryźć :/
    • solaris_38 Re: Przyjaźń a dziecko... 22.05.09, 23:09
      asertywność w modzie

      bo jest zdrowa dla OBU stron

      poucz się asertywności

      koleżanka będzie świetnym obiektem do ćwiczeń

      inaczej sama przestaniesz ja lubić a ona tez będzie meić żal i nic z tego nei bezie


      kursik asertywności z ćwiczeniami
      • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 23.05.09, 12:59
        Wiem, wiem...
        Tylko to nie takie proste.
        Tzn. z astertywnością nie ma problemu, gdy chodzi o obce osoby - pani w
        bibliotece, która chce mi wlepić niesłuszną karę, czy pana na poczcie, któremu
        nie chce się szukać zgubionej przesylki. Etc. A w stosunku do osób bliskich,
        wcale nie jest już tak prosto.
        Poza tym nie wiem, jak generalnie "przebudować" tę relację... Vide kilka wpisów
        wyżej :/
        Pozdrawiam :)
        • horpyna4 Re: Przyjaźń a dziecko... 23.05.09, 13:45
          Powiedzieć wprost. "Nie pojadę, bo muszę wypocząć. Nie nadaję się na
          towarzystwo dla dziecka i męczy mnie to. Mam ochotę wypocząć w górach
          (w dżungli, na pustyni, na pieszym rajdzie - niepotrzebne skreślić).
          Mam na całe życie dość nadmorskich kurortów, bo z takiego urlopu
          wracam bardziej zmęczona, niż na niego jechałam".

          Na pewno nie zaszkodzi jej poznanie Twoich odczuć, czy potrzeb. Bo
          teraz ona nawet nie wyobraża sobie, że jakieś w ogóle masz. Problem,
          z jakim się borykasz, powstaje wtedy, kiedy liczymy na czyjąś empatię
          czy po prostu odrobinę wyobraźni. Ponieważ na to nie można liczyć,
          trzeba wysyłać wyraźne, czytelne przekazy. Po prostu mówić o swoich
          potrzebach.
          • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 23.05.09, 13:50
            Pewnie masz rację. Zastanawiam się tylko nad Twoimi slowami:
            "Problem, z jakim się borykasz, powstaje wtedy, kiedy liczymy na czyjąś
            empatię czy po prostu odrobinę wyobraźni. (...) na to nie można liczyć"
            .
            Znamy się z K. nie od 10 lat, jakoś do tej pory tak nie było.. Czy naprawdę
            obecność dziecka "odczula" matki na wszystko poza nimi?
            • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 23.05.09, 13:51
              Errata:
              Oczywście miało być "od 10 lat", bez "nie". Pozdrawiam.
            • horpyna4 Re: Przyjaźń a dziecko... 23.05.09, 14:31
              Może tak być. Zwłaszcza samotna matka potrafi całkowicie skupić się
              na swoim dziecku - jedynaku.
              Co zresztą jest szkodliwe dla prawidłowego rozwoju psychicznego tegoż
              dziecka, które wyrasta w przekonaniu, że jest pępkiem świata i nie
              liczy się zupełnie z innymi, w tym ze swoją matką. A potem wielki
              płacz: "ja się tak poświęcałam, a on/ona tak mi się za to
              odwdzięcza".
              • mar-99 Re: Przyjaźń a dziecko... 23.05.09, 14:38
                Co zatem mogę zrobić / powiedzieć, by zostać zrozumianą, i by nie usłyszeć w
                odpowiedzi, że nic nie rozumiem, bo nie mam dzieci i że zrozumiem dopiero jak je
                będę miała?
                • bene_gesserit Re: Przyjaźń a dziecko... 24.05.09, 00:03
                  Prawde powiedz :)
                  Ze - jesli to prawda - takie jej slowa cie rania/irytuja, bo
                  swiadcza o tym, ze ona - twoja wieloletnia i ulubiona przyjaciolka -
                  nie chce cie uslyszec i zrozumiec.
                  Stanowczo, ale lagodnie i bez lęku.
                  I oczywiscie mozesz dodac, ze zdobylas sie na szczerosc, bo ci na
                  tej relacji naprawde zalezy i nie chcesz, zeby niedopowiedzenia
                  kladly sie na niej dluzszym cieniem. Przyjazn podszyta poczuciem
                  winy to nie jest przyjazn, tylko zwiazek para-terapeutyczny.
        • solaris_38 zanim sie stanie 23.05.09, 22:10
          wszystko jest trudne zanim stanie się proste
          dzięki temu dążenia są takie .. ciekawe i zaskakujące i tyle w nich przygody :)
          • solaris_38 to do Mar było nt 23.05.09, 22:37
    • moon_witch Nie nazywaj tego przyjaznia 23.05.09, 22:33
      Nie czytalam poprzednich wpisow ale moj zapewniam cie bedzie ciut
      inny. :=)

      To 1-wsze co sie w oczy rzuca to 'sytuacja bluszcza'. Kolezanka
      zwyczajnie pasozytuje na tobie, a ty po prostu, aby miec te
      kolezanke godzisz sie w imie zasranej znajomosci na wszystko.

      Nie ma w niej balasnu. Brania i dawania. Kolezanka robi z toba co
      zechce. A ty bez prostestow godzisz sie, aby ktos cie
      wykorzystywal. Nawet bedziesz drepatac po deptaku w upalny dzien, w
      imie owej hmmm..'przyjazni'

      Ty wez lepiej i zajmij sie swoim zyciem, na wakacje i urlopy jedz z
      jakim ciekawym seksownym chlopakiem. Zacznij zyc doroslym zyciem,
      bo zycie szybko mija, a nie rob jak taka licealistka, ktora wookol
      musi miec kolezanki.
      Pzryjazni pomiedzy babami nie ma.
      • mar-99 Re: Nie nazywaj tego przyjaznia 23.05.09, 23:14
        Nie do końca się zgodzę. Tu nie chodzi o "koleżanki", bo z tych już dawno
        "wyrosłam" i gdyby tak było, nie przejmowałabym się tą sytuacją i nie pisała o
        tym, na forum, jeno darowała sobie znajomość.
        Tak jak pisalam wcześniej, znamy się dobre 10 lat, bardzo wiele przeszłyśmy
        razem wspierając się, gdy nikogo innego nie było w pobliżu, et caetera, et
        caetera. Stąd i porównanie do siostry, której nie mam i mieć nie będę. Stąd też
        poruszanie tematu na forum i szukanie "rady" (jak zwał tak zwał) jak
        "zreformować" tę znajomość, by wróciła, choćby po częsci, do dawnych kształtów.
        • moon_witch Re: Nie nazywaj tego przyjaznia 23.05.09, 23:18
          Stawiac wlasne wymagania i żądania.

          Piszesz, ze jestescie jak siostry, mam nadzieje w tym dobrym
          znaczeniu. Coz, ze kiedys bylo wam dobrze, gdy teraz wyraznie
          ta 'twoja siostra' nie mysli o twoich potrzebach i nie liczy sie z
          twoim zdaniem.
          • mar-99 Re: Nie nazywaj tego przyjaznia 23.05.09, 23:33
            Z jednej strony - masz rację.
            Z drugiej - nie jest takie proste to "stawianie własnych wymagań i żądań". Bo
            przecież nie powiem "zostaw dzieciaka i chodź ze mną na kawę", bo mam
            świadomość, że nie bardzo ma ona z kim zostawić Małą, będąc z nią sama. Owszem,
            są dziadkowie, i czasem to z nimi zostaje, ale jakoś nie potrafię "zmmusić" K.
            do nadużywania tego, kiedy nieraz słyszałam, jak bardzo jest to dla nich
            "absorbujące", a ona nie chce naduzywać ich dobrej woli. Itd, itp.
            A z trzeciej strony - może masz i rację - że trzymam się kurczowo przyjaźni,
            która już nigdy nie wróci do dawnych kształtow. Strasznie tego żal, może i stąd
            to wszystko :/
            • moon_witch Re: Nie nazywaj tego przyjaznia 23.05.09, 23:53
              Przyjazn tak jak inne relacje ksztaltuja okolicznosci. Wtedy
              czlowiek staje oko w oko, z czyms nowym i dokonuje swoich wyborow w
              zaleznosci od tego kim jest jako czlowiek.

              To prawda dziecko jest male, ale podrosnie i pojdzie do
              przedszkola, szkoly itp.
              Wtedy sytuacja sie zmieni.
              Ale w sumie reasumujac masz kwalifikacje na 'stara panne'. czas o
              sobie pomyslec i ulozyc sobie zycie. Moze wtedy latwiej sie
              zroumiecie.
              • mar-99 Re: Nie nazywaj tego przyjaznia 24.05.09, 12:13
                To nie jest tak, że nie mam własnego życia, więc uczepiłam się przyjaciółki i
                "się złoszczę", bo ona ma dziecko i nie ma dla mnie czasu, czy coś w tym guście.
                Właśnie takich interpretacji chciałam uniknąć, produkując pierwszego posta, co
                jak widać mi się nie udało.

                • moon_witch Re: Nie nazywaj tego przyjaznia 24.05.09, 14:51
                  W takim razie 'sorry' palnelam bzdure.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja