Dlaczego tylko ona winna?

09.12.03, 13:40
Tyle ostatnio tutaj o rozwodach wątków, dołożę jeszcze jeden.
Z życia mojej przyjaciółki. Kulkuletnie małżeństwo, które było błędem od
początku. Nie pasowali do siebie naszym (jej koleżanek zdaniem), ale to był
jej wybór. Na pierwszy rzut okaz rzucało się w oczy jak się różnią. Ona
bardzo atrakcyjna, on dość brzydki, nieciekawy, wręcz odpychający, ona lubiła
udzielać się toawzrysko, jego rozrywką był spacer we dwoje lub oglądnie tv.
Ale coś ich musiało łączyć skoro zdecydowali się na ślub.
Po ślubie nie raz wypłakiwała się nam, że mąż maminsynek, że jednak
światopoglady mają coraz różniejsze, mąż nie pił alkoholu więc chciał by i
ona nie piła, ona chciała by kupili samochód (było ich stać), ułatwiłoby im
to życie (ona traciła średnio 2,5h dziennie na dojazdy do pracy), on wolał by
pieniądze sobie leżały na lokatach. Ona uwielbiała kino, luteraturę, mąż
mimo, że z wyższym wykształceniem nie czytał nic, nie mieli o czym rozmawiać.
Miał dużo róznych przywar o których nam opowiadała, rózne mało przyjemne
nawyki. Rozmowy nic nie dawały, odpowiadał, że jest jaki jest i koniec. On
decydował jak ma wygladać mieszkanie, dokąd pojadą na wakcje. Ona zarabiała
bardzo mało, nie miała tutaj głosu.
Co się w końcu stało? Ten oziębły związek pchnął ją w ramiona kochanka. Łatwo
się domyslić. Mąż odkrył, jedna rozmowa, obietnica zmian, ale żadne się nie
zmieniło. Druga rozmowa i nic.
I jest rozwód.
Mamy wspólnych znajomych, z jej strony i z jego. Jaki jest osąd? Kto jest
winien rozpadowi? Ona, wyłącznie ona! Bo zdradziła. To nic, że on nie robił
nic by w związku było dobrze. Nikogo to nie obchodzi. Zdrada, jedna jedyna
przesłanka do rozpadu związku waży więcej niż wszystkie pozostałe.
Dlaczego tak jest? Sama czuję niesmak, wolałabym, by tego nie zrobiła,
wszystko byłoby takie proste... Ale chcę jej pomóc, chcę ją obronić przed
innymi. Wszyscy ją wytykają, na spotkaniach mówi się tylko o niej: zdradzała.
Ani słowa o nim.
Czy Wy też tak uważacie, że zdrada to najgorsza rzecz jaką można zrobić
drugiemu człowiekowi? Kto winien? Czyżby tylko ona? A może oboje, ale jednak
ona bardziej? On na to pracował przez kilka lat... Ona przez ostatni rok.
Dzieci nie mają.
    • Gość: gf tak, jest winna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 13:49
      podobnie jak każdy, kto się hajta zakładając z góry zmianę partnera (tak, jakby
      miał do tego jakiekolwiek prawo)

      opowiadanie koleżankom o "przywarach" miłościwie zmilczę, choć to zasługuje na
      zjechanie z góry na dół :)

      po drugie, kiedy nie ma dzieci, sprawa jest prosta - najpierw się rozwodzi, a
      potem wpada w inne ramiona.
      amen.
      • Gość: b Re: tak, jest winna IP: *.ols.vectranet.pl / 213.76.143.* 09.12.03, 14:23
        jasne, latwiej znalezc kogos nowego do kochania niz zmienic tego, ktorego sie
        wybralo. Ale skad ty wiesz, ze w tym problem? Ludzie biora slub i dopiero
        pozniej pokazuja swoje prawdziwe oblicze. Tak bywa czesto niestety, wiec cale
        to slubowanie wiele warte nie jest. Poza tym w tym naszym smiesznie katolickim
        kraju wszystko jest nie-po-kolei!!! Dlatego niestety najpierw wpada sie w inne
        ramiona a pozniej dopiero - jesli bog da- sie rozwodzi. A jak nie da?

        A tak poza tym gratuluje pewnosci siebie. Szybko znalazlas winna;(
        • Gość: gf Re: tak, jest winna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 14:29
          > jasne, latwiej znalezc kogos nowego do kochania niz zmienic tego, ktorego sie
          > wybralo.

          nikt nie ma prawa nikogo zmieniać - co to za miłość??????
          to kompletny brak szacunku i lepienie sobie z żywego człowieka swojego
          wyobrażenia

          nazwałabym to wręcz chamstwem

          > Ale skad ty wiesz, ze w tym problem? Ludzie biora slub i dopiero
          > pozniej pokazuja swoje prawdziwe oblicze.

          to nie tak
          zazwyczaj oznacza to, że taki nibynabrany wolał kochać własne wyobrażenie
          zamiast zywego człowieka i ten człowiek mało go obchodził - lubił tylko
          jaśniejszą stronę , a na ciemniejszą oczy zamykał


          p.s.on jest nie mniej winny. to chyba oczywiste. dobrze, że nie zdążyli mieć
          dzieci.
          • Gość: b Re: tak, jest winna IP: *.ols.vectranet.pl / 213.76.143.* 09.12.03, 14:38
            > nikt nie ma prawa nikogo zmieniać - co to za miłość??????
            > to kompletny brak szacunku i lepienie sobie z żywego człowieka swojego
            > wyobrażenia

            Jasne, zgadzam sie absolutnie. Chodzi tylko o to, ze ludzie bawia sie soba
            wzajemnie, nie szanuja sie wzajemnie, i czesto pokazuja sie z jednej tylko
            strony!!! W euforii zakochania pragna byc dla partnera/ partnerki ich
            wyidealizowanym obrazem. Sprzedaja sie latwo, nie przejmujac sie nawet tym, ze
            sami oszukuja. Dopiero po czasie, po latach, kiedy juz sie starac nie trzeba,
            wylazi z nich wszysko co jest i bylo i bedzie w srodku. Zmiany tutaj w ogole
            nie wchodza w rachube, jedyne co mozna zrobic to rozstac sie spokojnie i juz
            nie oszukiwac...


            >
            > p.s.on jest nie mniej winny. to chyba oczywiste. dobrze, że nie zdążyli mieć
            > dzieci

            o, teraz juz lepiej, teraz juz latwiej mi sie zgodzic.
            • Gość: gf Re: tak, jest winna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 14:50
              Uważam, że fałszywy obraz z czasów narzeczeństwa jest znacznie bardziej
              uwarunkowany chęcią wierzenia w wyidealizowanego niego/nią niż faktycznymi,
              powiedzmy, manipulacjami.

              Oszukiwać, czy pokazywać się tylko z jednej strony nie da się przez dłuższy
              czas, chyba że jest z drugiej strony zapotrzebowanie na takie półprawdy.

              Są jeszcze tacy, którzy pobierają się np.po kilku miesiącach znajomości - to
              nic złego, pod warunkiem że świadomie podejmuje się ryzyko ślubu z
              kinderniespodzianką.
              • inika Re: tak, jest winna 09.12.03, 15:00
                Narzeczeństwo trwało coś ok. 2 lat. Wcześniej nie mieszkali razem, niestety
                pewne rzeczy wychodzą dopiero po ślubie, gdy się wciąż juz razem przebywa.
                Pewne uciążliwe dla nas drobnostki, drobnostki, ale gdy jest ich wiele to mogą
                zobrzydzić życie. Ale odejść tylko dlatego, że ktoś np. smarka do umywalki, czy
                zapomina spuścic wodę w toalecie?
                Czym jest zdrada? Również brakiem lojalności. On nie był względem niej lojalny
                jeśli chodzi o rodzinę. Zauważał tylko swoją. Pozwalał matce wciąż decydowac o
                ich życiu.
                • yagnieszka Re: tak, jest winna 09.12.03, 15:17
                  A tak w ogole, Inika, to o co Ci chodzi? Bo ja nie rozumiem jaka jest Twoja
                  rola w tej calej sprawie. Z boku to wyglada tak: dwoje ludzi sie zeszlo, potem
                  sie rozeszlo. Kolezanki w tym wszystkim ewidentnie maczaly paluchy az za nadto
                  ale to tylko maly element calej sprawy. Chcesz koniecznie udowodnic, ze WINNY
                  jest facet. Dlaczego? Do tanga trzeba dwojga - tak samo do zejscia sie i do
                  rozejscia. Kazde z Nich niesie swoja czesc odpowiedzialnosci za istnienie i za
                  rozpad zwiazku. Postronnym nic do tego. Chcesz to zwazyc i zmierzyc - ile kto
                  winien? No - bez sensu kompletnie.
                  Jak slusznie zauwazyla Girl - chwala Bogu, ze dzieci w tym nie bylo.
                  • inika Moja rola 09.12.03, 15:43
                    Koleżanki w tym nie mieszały. A jaka rola? Przyjaźń.
                    Ja też widzę jej winę, jej błedy, ale to się już stało, nie odkręci tego. Chcę
                    jej pomóc.
                    Ja widzę jego winę. To od jego postępowania ruszyła ta lawina. Ja ją widzę, ale
                    niestety wśród naszych znajomych nie obchodzi nikogo jaki on był. Ona zdradziła
                    i koniec. Nic więcej się nie liczy. Próbuje tylko zrozumieć dlaczego tak jest.
                    Trudno mi pisac więcej, bardziej się w to zagłębiać, oboje z tego co wiem
                    raczej na forum nie bywają, ale pewnie i tak zrobiłam błąd, że w ogóle
                    założyłam taki wątek.
                • Gość: gf Re: tak, jest winna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 15:20
                  Myślę, że za bardzo tą dziewczynę usprawiedliwiasz. Napewno bywała w jego domu
                  i relacje z matką, pewnie jak piszesz chore, były do zauważenia, gdyby oczy
                  chciała otworzyć. Podobnie, hmm...nawyki higieniczne :)
                  Pewnie miała nadzieję, że "po ślubie się zmieni".
                  Inika, jej wina nie polega na zdradzie,bo to był tylko skutek, a nie przyczyna -
                  tylko na naiwności.

                  A poza tym, dlaczego wcześniej razem nie zamieszkali?
                  • inika Re: tak, jest winna 09.12.03, 15:37
                    Gość portalu: gf napisał(a):

                    >> A poza tym, dlaczego wcześniej razem nie zamieszkali?

                    Ona chciała, on nie. Ona nie nalegała bo to było jego mieszkanie. Dlaczego nie
                    chciał? "Nie bo nie, bo tradycja i co rodzice na to powiedzą". Mieli prawie 30
                    lat. Nie rodzice.
                    • Gość: gf Re: tak, jest winna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 15:41
                      I jego "co rodzice powiedzą?" do niej nie dotarło? Ona chyba tylko w metryce
                      miała 30 lat :)
    • cossa Re: Dlaczego tylko ona winna? 09.12.03, 19:04
      pewnie nie tylko ona,
      ale moim zdaniem najpierw robi sie wszystko by ubarwic zwiazek
      ratowac go czy jak by tego nie nazwac
      a jesli nie ma juz sposobu
      rozstanie
      i pozniej czas na nowe milosci

      bo niby dlaczego mam byc z kims
      gdy nic juz nas nie laczy
      i zatopic sie w ramionach innego?
      warto najpierw zamknac jeden rozdzial

      i to chyba bylo jej bledem
      i "wina"
      to bylo po prostu nieuczciwe
      a moze wygodne?

      pozdr.cossa
    • Gość: Goga Re: Dlaczego tylko ona winna? IP: 62.148.87.* 09.12.03, 19:09
      Po prostu bądź przy niej, bądź przyjaciółką na dobre i zle.Nie oceniaj nie my
      sl o tym trudno stalo sie -moze i dla niej lepiej skoro byla tak
      nieszczęśliwa....będzie szansa ulozyć zycie raz jeszcze..a jego może to coś
      nauczy,otworzy mu oczy na potrzeby innych-a jak nie to jego problem:)
      Dobrze że ta dziewczyna ma Ciebie :) Pozdrawiam!
      • inika Re: Dlaczego tylko ona winna? 10.12.03, 09:00
        Ma mnie i jeszcze dwie przyjaciółki, wiec nie jest tak targicznie, sama nie
        została. :)
        Nie wiem, chyba zbyt szybko napisałam post, przez co mało przejrzyście.
        Zastanawia mnie po prostu dlaczego nasi znajomi, głównie jej meża (znamy się
        wszyscy) odrzuciło ją od razu. Dlaczego można ludziom opowiadać godzinami o
        wyczynach męża, jego niedojrzałości, maminsynkowatości oraz egoiźmie, ale w
        oparciu o jej romans jest zupełnie wybielony. Zastanawia mnie dlaczego tylko my
        cztery patrzymy na to inaczej a już nasi mężowie, znajomi i rodzina obarczają
        winą za rozpad tylko ją.
        Tyle osób pisze na forum, że ona nie powinna była, że najpierw mogła odejśc
        itp. Nie o to chodzi, to wiemy, ona też wie. Gdy się zaczyna romans widocznie
        nie idzie się oda razu do sądu z pozwem. Zrobiła to co zrobiła, tylko dlaczego
        w obliczu zdrady nie liczy się to co mąż zrobił?
        Dobrze, że sąd na to nie patrzy w ten sposób. I niektórzy z Was.
        Dziękuję i pozdrawiam. :)
        • Gość: gf uwaga, podajemy rozwiązanie zagadki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 20:53
          > Dlaczego można ludziom opowiadać godzinami o
          > wyczynach męża, jego niedojrzałości, maminsynkowatości oraz egoiźmie, ale w
          > oparciu o jej romans jest zupełnie wybielony.

          ponieważ ci, co ich oboje znają i nie są jej przyjaciółkami, widzą oboje bez
          pryzmatów i prawdopodobnie kompletnie niezależnie od jej skoku w bok widzą
          takiże i jej wady

          a może zrzędlivą jest?
          kłootlivą?
          poryvczą?
          nieczułą?
          niedyskretną?

          bógwico :)
          • jmx Re: uwaga, podajemy rozwiązanie zagadki 11.12.03, 02:03
            Gość portalu: gf napisał(a):

            > > Dlaczego można ludziom opowiadać godzinami o
            > > wyczynach męża, jego niedojrzałości, maminsynkowatości oraz egoiźmie, ale
            > w
            > > oparciu o jej romans jest zupełnie wybielony.

            Bo jeśli się to widzi, "godzinami opowiada" a nie da się zaradzić to należy
            odejść/zakończyć związek. Ja rozumiem, że to Twoja koleżanka ale z boku to
            wygląda tak, że ma baba męża, narzeka na niego gdzie i jak się da (to też jest
            jakieś dwuznaczne takie wywlekanie osobistych spraw przed obcymi i również nie
            przysparza sympatii), wdaje się w romans a potem rozwodzi...
    • melanie Re: Dlaczego tylko ona winna? 09.12.03, 20:15
      Po co rozpatrzywac rozpad tego zwiazku w kategoriach winy. Chyba, ze maz wniosl
      o rozwod z orzekaniem winy. Wtedy rozumiem. Natomiast bardzo rzadko w rozpadzie
      malzenstwa winna jest jedna strona (ja obstaje, ze przy alkoholizmie polaczonym
      ze zmianami psychicznymi - agresja, przemoc itp). Na ogol obie strony nie
      umialy sie dogadac - lub nie chcialy. Co do zdrady, fachowcy twierdza, ze
      zdrada w 90% nie jest przyczyna rozpadu zwiazku, lecz skutkiem problemow w
      zwiazku. Wine mozna tu rozpatrywac jedynie wg mnie w zlamaniu przysiegi
      malzenskiej (jezeli slub byl sakramentalny). Ale dobrze sie stalo, ze nikt nie
      ucierpial, lecz wszyscy zyskali. Oni jeszcze sobie uloza zycie bogatsi o
      doswiadczenia, a dzieci z tego malzenstwa nie bylo.
    • procesor Re: Dlaczego tylko ona winna? 09.12.03, 23:10
      Z reguły wina za rozpad zwiaku jest po obu stronach. Czasem sie zdarza że jest
      po jednej stronie - zakłada to złą wolę jednej z osób zawierających związek. I
      ukrywanie - celowe- jakichs zwichrowań w charakterze.

      W tym przypadku nie zdrada była pierwotną przyczyną - ale skutkiem
      niedojrzałości faceta i jego niechęci do kompromisów. Myślę że ona uważała że
      skoro ona ustapi w niektórych sprawach w związku - może oczekiwac od niego tego
      samego. Niestety on oczekiwał że ona dostosuje się całkowicie do niego -
      najwyraźniej przyjął postawę "taki jestem i do śmierci się nie zmienie". Tylko
      że brak zmian w tym przypadku osnacza nie-dojrzewanie.

      Co nie zmienia faktu że ona powinna była próbowac sie z nim dogadac, ew.
      terapii małżeńskiej. Jeśli nie byłoby efektów - czyli nie doszliby do
      kompromisu - powinni się rozstac. A potem nowy związek (abstrahujac np. od
      przekonań religijnych).

      Cóż tak to w życiu jest że łatwo mówic a tu - raczej pisac - trudniej
      realizowac w swoim zyciu.
      Z całą pewnościa facet nie ma prawa trwac w postawie "jaki ja biedny jestem
      zdradzony". Ostatecznie sam ja pchnął w ramiona innego..
      • inika Re: Dlaczego tylko ona winna? 10.12.03, 09:03
        Dziekuję za mądry post, pozdrawiam. :)
        • Gość: gf Re: Dlaczego tylko ona winna? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.03, 20:56
          zwróć uwagę na ciekave zyavisko :)
          procesor Cię poparła ("on winny bardziej") i Ty piszesz "mądry post"

          dla mnie wszystko jest juz jasne :)
          a dla Ciebie?
          • procesor Re: Dlaczego tylko ona winna? 10.12.03, 21:48
            Gość portalu: gf napisał(a):
            > zwróć uwagę na ciekave zyavisko :)
            > procesor Cię poparła ("on winny bardziej") i Ty piszesz "mądry post"

            procesor napisała że wina z reguły jest po obu stronach. :)
            I że ona powinna była bardziej nalegac na próby dogadania. I że najpierw
            skończyć zwiazek a potem zacząc nowy.
            :)

            Girl - każdy czyta co chce, prawda?? :)
            Skoro to ja napisałam - ty musiałaś odczytac po swojemu..
            • jmx Re: Dlaczego tylko ona winna? 11.12.03, 01:51
              procesor napisała:

              > Girl - każdy czyta co chce, prawda?? :)
              Nio ;-)

              "Ostatecznie sam ja pchnął w ramiona innego.."
              • procesor Re: Dlaczego tylko ona winna? 11.12.03, 10:10
                jmx napisała:
                > procesor napisała:
                > > Girl - każdy czyta co chce, prawda?? :)
                > Nio ;-)

                > "Ostatecznie sam ja pchnął w ramiona innego.."

                :))
                On ja pchał - a ona mogła sie z miłościa czepiac go kurczowo, krzycząc - to
                TWOICH ramion potrzebuje! ;P
            • Gość: gf szczyt megalomanii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.03, 15:45
              co to ma do rzeczy kto napisał???

              równie dobrze mogłam napisać "ktoś napisał" zamiast "procesor napisała".
              nie stawiaj się tak permanentnie w centrum zainteresowania, bo raz, że to
              męczące, a dwa, ze naprawdę nie o Ciebie w tym poście chodzi, tylko o
              mechanizm - ktoś autorkę poparł (nie świruj - stanęłaś wyraźnie po jej stronie)
              w "uwinnieniu" faceta i autorka do tego kogoś pisze "mądry post".

              naprawdę nie ma to zadnego zwiazku z twoją prześwietną osobą.
              • procesor Re: szczyt megalomanii 11.12.03, 22:35
                Gość portalu: gf napisał(a):
                > naprawdę nie ma to zadnego zwiazku z twoją prześwietną osobą.

                Uff..
                Buźka girl! :)
    • Gość: Lotar No jasne ze Ona jest winna..... IP: *.dialsprint.net 10.12.03, 01:03
      bo wybrala durnia za meza ;-)
      • Gość: facet Re: No jasne ze oboje są winni..... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.12.03, 09:05
        Oboje złamali przysięgę. Przysięgę przymierza, miłości, nie - zakazu romansów.
        Romans to skutek, miejsce, w którym objawiły - ale nie pojawiły - się problemy.
        Problemy były od samego początku. Wina obojga polega na złym dobraniu się i
        niczym więcej. I nie szukajcie dziury w całym. Tak czasami bywa. Dlaczego jak
        ludzie rozstają się po ślubie, to od razu pytanie - kto winny, a jak przed
        ślubem - to "cóż, nie ułożyło im się"?
    • marusia_ogoniok [...] 10.12.03, 09:28
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • gso Dlaczego tylko on winny? 11.12.03, 10:31
      Przecież ta zupa rzeczywiście była za słona.
      • al3 Re: Dlaczego tylko on winny? 11.12.03, 13:11
        Bo to jest zgnily patriarchat, ktory zawsze bedzie obciazal kobiete..o to
        chodzi aby ona nie miala zadnych praw...zwlaszcza to widacw religi...ona
        niewolnica on panem..o to tu chodzi.
        • Gość: Noe Re: Dlaczego winny ktokolwiek? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.12.03, 18:46
          Witam, sama jestem po rozwodzie (wine wzielam na siebie, bo rozwodu nie
          mialabym jeszcze przez piec lat) i naprawde nie rozumiem do dzisiaj
          stwierdzenia "winny-niewinny". Kazdy czlowiek jest przede wszystkim wolny, sam
          decyduje i ponosi konsekwencje swoich decyzji ( chodzi mi tu o kwestie zwiazkow
          i rozstan). Nikt postronny nie ma prawa do osadzania kogokolwiek z takiego
          zwiazku, ani jego ani jej. Nie rozumiem tzw. przyjaciol, ktorzy nagle staja po
          ktorejs ze stron, wytykajac palcami te druga. Ja jestem juz po takich
          przejsciach i dziekuje Bogu, ze nie mam juz przyjaciol, bo jak kiedys ktos
          powiedzial jesli ma sie takich przyjaciol to wrogowie nie sa potrzebni.
          Zwiazki i rozwiazki to rzecz bardzo ludzka, byly, sa i beda. Nie ma jednak tego
          zlego co by na dobre nie wyszlo.
    • Gość: re Re: Dlaczego tylko ona winna? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 11.12.03, 23:12
      ale plociuch!!!!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja