Nawet nie wiem jak zatytułowac post.

25.05.09, 12:55
Czesc, szukam pomocy. Juz na wstepie przepraszam za pewnie nieskładny tekst,
ale tak to jest gdy piszesz o strzępkach myśli i emocji ktore siedza gdzies w
Tobie.

Od dziecka bylem wychowywany "na zwyciezce". I tak tez zawsze bylo, w kazdej
ze szkol "wybijalem sie". Włąsciwie to chyba sie samo nakrecalo, moi rodzice
byli ze mnie dumni, ja zas chcialem pokazac ze potrafie jeszcze wiecej i
wiecej. Czasami kosztem relacji z rówieśnikami, mimo to nie moge powiedziec ze
nie bylem lubiany. Po prostu trzymalem ludzi na dystans, nie zradzajac soba
nikomu ze dobrze mi sie z nim spedza czas.
Swietnie zdana matura byla przepustka na kazde studia. I tutaj pojawil sie
problem, bo ja kompletnie nie potrafiłem dokonac wyboru.
Oczekiwania otoczenia (w tym znajomych, rodziny), a takze moja chora ambicja
sprawily ze wyladowalem na dziennej informatyce na chyba najbardziej
prestiżowej uczelni w Polsce. Przez najdłuższe wakacje mojego zycia (miedzy
matura a studiami) wydawało mi sie jeszcze bardziej dojrzalem.

Moje problemy zaczely sie wraz z nadejsciem pazdziernika. Wyprowadzka z
rodzinnego miasta to jedno, drugie zas to zderzenie z zupelnie inna
rzeczywistoscia. Juz na wstepie okazalo sie ze wsrod ludzi na roku jestem
traktowany jak kompletny idiota, niedouczony debil z prowincji. Podczas gdy
moi znajomi integrowali sie z osobami ze swoich kierunkow, ja coraz bardziej
se zamykalem i uciekalem w ksiazki. Nagle okazalo sie ze wokol mnie nie ma
zadnej pomocnej dloni. Nikt nie pozyczy notatek, nie wpisze na liste - typowy
wyscig szczurów. Pierwszą sesje przetrwałem cudem (z perspektywy czasu
niestety przetrwalem) ale okupilem ja ogromnym wysilkiem. Mialem miesiac
opoznienia w nowym semestrze, w dodatku wsrod osob ktore zostaly nie bylo
nikogo o podobnym stopniu umiejętności co ja. Zaczalem sie kompletnie zamykac
w sobie, do minimum ograniczyly sie moje kontakty z ludzmi z roku , zaczalem
tez unikac czesci zajec by nie narazic sie na smiesznosc. Z drugiej strony
ogromne oczekiwania rodzicow i smiech znajomych gdy mowilem im "nie radze
sobie". Bilans ostatnich 9ciu miesiecy jest taki ze stracilem cala pewnosc
siebie (nigdy nie mialem problemu z nieśmiałością, wrecz przeciwnie, a teraz
83 razy zbieram się w sobie i ukladam w myslach rozmowe zanim wejde do
dziekanatu czy na poczte), bardzo często wpadam w stany depresyjne (nie moge
wstac z lozka, nie chce nigdzie wychodzic, rezygnuje ze sniadan). Nie radze
sobie kompletnie ze soba, boje sie ze ten jeden blad ktory popelnilem przy
wyborze studiow zarysował moja psychike na tyle ze zniszcze sobie zycie.
Zbliza sie druga sesja. Jestem niemalze pewien ze wylece. Nie wiem kompletnie
jak zareaguje na taka porazke, nie wiem jak zareaguja rodzice ktorzy przeciez
wylozyli ogrom pieniedzy na ten rok studiow.
Nie wiem czy to juz jest problem dla psychologa? Wiem tylko ze musze z tego
jak najszybciej wyjsc... ale jak? pomocy...
    • funstein Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 25.05.09, 13:02
      idź do urologa i obrzezaj się.

      Następnie zrób sobie wakacje i
      od października zdobywaj świat.
    • nayami Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 25.05.09, 14:52
      Idź do jakiegoś psychologa który pomoze Ci zbudować poczucie
      wartosci.Powodzenia
    • rlena Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 25.05.09, 15:40
      Uspokoj sie. Poradzisz sobie, na informatyce lub gdzie indziej.
      To co przezywasz, jest bardzo typowe dla studentow 1-go roku.
      Dodatkowo, dla studentow z "prowincji" jest to totalna zmiana stylu
      zycia: opuszczja dom rodzinny (zwykle po raz pierwszy w zyciu),
      musza zadbac o jedzienie (nikt nie czeka z obiadem), przystosowac
      sie do zycia z innymi osobami w akademiku, lub do samodzielnego
      mieszkania w pojedynke, rozpoczac zycie socialne na obcym gruncie
      (nowi koledzy i kolezanki), uczyc sie w inny sposob niz w szkole
      sredniej, no i zaliczac przedmioty. Jest to BARDZO DUZO. Wiem, bo
      bylam w tym miejscu. Jednak, wszystkie te trudnosci maja magiczna
      moc przemiany w same pozytywy, ale to wymaga troche pracy.
      Przede wszystkim kontynuuj studia, i zalicz pierwszy rok (nawet w
      sesji jesiennej). Kontynuuj przez trzeci semestr. Jesli bedziesz
      pewny, ze to nie dla ciebie, to zrezygnuj. Czasem trzeba sprobowac
      roznych rzeczy, by sie przekonac, czego naprawde chcemy.
      Jesli rodzice nie beda tym zachwyceni i odmowia utrzymywania cie,
      to znajdz prace i utrzymuj sie sam. Po dwoch latach bedziesz mial
      duzo lepsze rozeznanie, co chcesz studiowac, a moze wrocisz nawet na
      informatyke. Tu chodzi o twoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Ale
      nie lituj sie nad soba tylko dzialaj rozwaznie. Sprobuj pochodzic na
      spotkania do kosciola akademickiego. Tam poznasz nowych ludzi i
      bedziesz mial poczucie przynaleznosci, to bardzo pomaga w nowym
      miejscu. W miastach akademickich sa spotkania roznych innych grup
      zaintersowan, na ktore mozesz uczeszczac.
      Dbaj o siebie, i pamietaj,ze w duzych miastach jest tez
      sporo "szarej sfery", unikaj takich miejsc i osobnikow.

      Trzymam kciuki!

    • lifeisaparadox Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 25.05.09, 20:23
      Hardcore, ale pomysl ze wszyscy maja taki sam problem jak Ty.
      Przechodza przez pierwszy rok na ktorym to typowa jest totalna dyskryminacja.

      Teraz bedzie latwiej, z gorki. Przetrwales najgorsze i wycisnales z siebie tyle
      ile oczekiwano i sam oczekiwales. Teraz zaczyna sie wiekszy luz, tzn. pierwsze
      koty za ploty.
      Czas na rozpoczynanie znajomosci, z troche innego punktu widzenia, niz
      "zwyciezcy" no ale to zawsze nauczka, lekcja zycia, nowosc.
      Najwiekszy polak za granica bedzie traktowany jak burak, nic na to nie
      poradzisz. Tak samo jak na prowincji byles wielki, tak tutaj jestes nikim.
      Zaczynasz od zera.
      Szkola zycia ot co.
    • solaris_38 Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 25.05.09, 23:03
      najpierw się siebie spytaj czy te studia cię ciekawią
      bo ejśli tak to dasz rady tylko tzreba więcej popracować
      może zostać rok

      jesli cie nie ciekawią to daj sobie siana a ani się martw ani tam zostań dłużej
      raczej szukaj tego co cie interesuje
      gdzie się rozwiniesz


    • spiritshot Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 25.05.09, 23:34
      psycho-fusy.blogspot.com/2008/11/najlepszym-by-zaburzona-osobowo.html
      To co masz do zrobienia, to odkryć że jesteś zwykły, że nie musisz być najlepszy. Będzie to jak zdrada rodziców, ale taka droga... Im więcej dasz sobie prawa do bycia zwykłym tym więcej poczujesz ulgi. Niestety też dojdzie do Ciebie, że nie wiesz kim jesteś, ale to też dobrze. Na bazie tego zbuduj coś nowego. Długa droga. Do roboty.
    • egzostatyczka Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 26.05.09, 11:31
      takie refleksje,różne:
      1)poprostu powinieneś sobie szukać sojuszników,ludzi Tobie
      życzliwych,nie musi to być cała chmara od razu tylko 1,2 osoby które
      Cię zaakceotują i wysłuchają w potrzebie,pożyczą notatki.skoncentruj
      się na osobie może najpierw jednej którą jesteś w stanie naprawdę
      polubić i tak szczerze nawiązać kontakt i niech ona będzie dla
      Ciebie takim wejściem w grupę
      2)taka refleksja-dlaczego tego co napisałam powyżej nie robisz sam
      od siebie skoro wszyscy tak robią.to jest mechanizm który się ma w
      sobie i jest odruchem a Ciebie trzeba tego niejako nauczyć,refleksja-
      dlaczego tego nie masz tego odruchu jak nawiąza kontakt z grupą
      3)rezygnacja ze studiów z powodu trudności odnalezienia się w grupie
      to jest powód taki dziwny.ludzie kończą studia za wszelką cenę a u
      Ciebie życie grupowe jest na równi ważne co cel-kończenie studiów
      4)piszesz że życie w Twojej rodzinie było takie-wszyscy żyliście
      Twoimi sukcesami.i widzisz tu jest ta nieprawidłowość którą ja
      wyłapię a inni pominą-wy nie funkcjonujecie jako grupa w domu
      prawidłowo.wy się w tym rodzinnym gnieżdzie ze sobą stapiacie,to
      wygląda chyba tak-rodzice dają Ci kasę a Ty realizujesz to co oni
      chcą,a z Twojej strony tak to wygląda-będę robił to co oni chcą a w
      zamian dostanę kasę.żyjecie jak glon i grzyb-symbioza a nikt nie
      jest jednostką autonomiczną która sama wytycza sobie cele i je
      osiąga-należy osiągać cele innej osoby.w Twoim domu należy
      zrezygnować z samodzielności,z wolności i pod pozorem interesowania
      się inną osobą i może nawet uczuciowości być jej częścią.wyjazd na
      studia sprawił że jest to derealizacja.
      i tu jest zgrzyt,takie tąpnięcie Twojego funkcjonowania.chcesz
      wczepić się w grupę żeby przyjąć jej wartości,poprostu zrobić to co
      robią z Tobą w domu.problem Twój jest tylko taki,że większość tych
      studentów to jednostki autonomiczne i różne i nie wiesz jak to
      zrobić żeby się w kogoś wczepić i funkcjonować jak w domu.
      to jest derealizacja.możesz wrócić do domu i czeka Cię tam to co do
      tej pory.zrezygnujesz z siebie a oni będą Cię utrzymywać.oni będą
      Cię utrzymywać a Ty będziesz robił to co oni chcą.trzeba się uwolnić
      żę nie stapiać z ludżmi i mieć umysł wolny.to jest osobowość
      symbiotyczna a u Ciebie przybrała większą skalę,może nawet
      nerwicy.niby nic się nie stało a jednak.niby niczego nie widać a
      celu nie można osiągnąć.niby nie ma dramatu ale w głębi sienie wiesz
      że to jest dopiero początek być może góry lodowej.
      tu jest potrzebna terapia nie tylko Twoja ale wszystkich w
      rodzinie.najprawdopodobniej wszyscy macie taką osobowość.
      studia-kończ 1 rok żeby mieć wpis.być może po terapii jeszcze
      wrócisz na studia to będziesz mieć już tylko 4 lata do zaliczenia.
    • voralberg Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 26.05.09, 16:15
      Dzięki Wam za każdą odpowiedz, najmniejsze nawet slowo. I rzeczywiscie macie
      sporo racji. Nie mieszkam w akademiku, razem z grupa znajomych z liceum
      wynajmujemy mieszkanie. Problem takiej "aspolecznosci" (az sie boje tego slowa)
      dotyczy tylko studiow. Po za nimi jest ok, choc chyba sie wycofalem ostatnio,
      ale poki co zrzucam to na kark natloku zajec zwiazych z edukacja.
      Co do rodzicow, problem chyba bardziej tkwi we mnie. To ja sie boje ich zawieźc.
      Z ich strony czesto slysze - "wylecisz - trudno, swiat sie nie konczy". Ale
      odbieram to (albo chce to odbierac) jako wymuszone. Chyba brakuje mi w stosunku
      do nich takiego zwyklego egoizmu.
      Podrzucony artykuł o "byciu najlepszym" jest bolesnie trafny. Problemu nie
      byloby gdyby spadek z tak wysokiego konia nie powodowal drastycznego spadku
      samooceny. Zwyczajnie boje sie takiego obrotu rzeczy, tu nie chodzi o to ze chce
      byc znowu najlepszym, chce poprostu zeby moja psychika wygladala tak jak przedtem.
      Obecne studia nie pomagaja mi w tym. To specyficzne srodowisko, a ja w dodatku
      kazdego dnia zmuszam sie do robienia czegos czego tak naprawde nienawidze.
      Studiow tych prawdopodobnie nie skoncze. Pisze tak bo chyba nawet nie chce
      skonczyc. Nie chyba, napewno. Ten wybor to kompletne pudlo.
      Po tym roku jestem madrzejszy o fakt ze ambicja i oczekiwania nie sa najlepszym
      pomocnikiem przy takich wyborach. To zdecydowanie nie jest moje powolanie. Mecze
      sie strasznie podczas gdy niektorych to cieszy. Mam 20 lat, a od pazdziernika
      wieczory spedzam przed ksiazka i komputerem. Gdzies po drodze zgubily sie
      wszystkie moje pasje i znajomosci. Zawsze mialem czas i ochote by tylu rzeczy
      posmakowac, a teraz nawet jak jest czas to jestem apatyczny i nic mi sie nie
      chce. Nie lubie siebie takiego... mam coraz wiecej do siebie pretensji i oskarzen.


      Wierze ze za nieco ponad miesiac bede
      • egzostatyczka Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 27.05.09, 13:24
        powinieneś zrobić testy w poradni pedagogicznej na zdolności i
        predyspozycje w wyborze innego kierunku.
        a ambicja nie jest zła.wszystko ma być złe-ćpanie złe,alkohol zły
        więśli się człowiek chce zdrowo się realizować bo ambitnie to też
        żle-z tym przesadzasz.
    • k-57 Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 26.05.09, 20:56
      voralberg napisał:
      > Od dziecka bylem wychowywany "na zwyciezce". I tak tez zawsze
      bylo, w kazdej
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      i chodziles w oplutym fartuszku a pol klasy strzelalo w twoje
      kuloodporne pancerne szybki z pestek czeresni...tak wlasnie rodza
      sie geniusze na fora...GW
      • egzostatyczka Re: Nawet nie wiem jak zatytułowac post. 27.05.09, 13:26
        a Ty tu przychodż częściej bo może trafisz na kogoś kto Ci w końcu
        pomoże:)
Pełna wersja