Skazany na Dom Dziecka ?

27.05.09, 01:32
Witam
Piszę z prośbą o doradzenie mi w pewnej sprawie. Mianowicie chodzi w niej, o to jak pomóc pewnej rodzinie wyjsc z dość trudnej sytuacji, która wygląda następująco:

Rodzina z pozoru normalna(Matka, ojciec, syn) jednak po zapoznaniu, człowiek dochodzi do wniosku że Ci rodzice są zyciowo niezaradni i ich wychowywanie dziecka było raczej jego "chowaniem" a nie wychowywaniem w sensie rozwojowym. Ktoś sie tym zainteresował i złozył donos przez co dzieciak dostał kuratora (czy słusznie, czy nie, to teraz nieistotne). Istotne jest to ze moze on wyladować w domu dziecka, co było by najgorszym rozwiązaniem. I teraz pytanie... co można zrobić, by wspomóc tych rodziców na drodze by stali sie lepszymi rodzicami i by zażegnac tak drastyczne rozwiązania jakim jest dom dziecka.

prosze o jakies wskazówki najlepiej od ludzi związanych z tematem, lub wskazanie mi kogos kto by mógł coś pomoc.

rozwinięcie tematu, lub dodatkowe info tylko na mail. taim_terrae@poczta.onet.pl
    • k-57 Re: Skazany na Dom Dziecka ? 27.05.09, 01:42
      a dlaczego kurator?
    • funstein Re: Skazany na Dom Dziecka ? 27.05.09, 09:58
      wciągnąć dzieciaka w rozwojowe środowisko, które będzie
      kompensować wszystko to czego dzieciak nie dostaje w domu
      z zachowaniem szacunku do jego rodziców.

      pomóc można mu jedynie w sposób, który nie wywoła w nim
      wewnętrznego konfliktu i alergii na rodziców.

      Jesteś w stanie takie środowisko zorganizować ?
      • taim_terrae Re: Skazany na Dom Dziecka ? 28.05.09, 04:08
        Funstein... starałem się o to zeby go nieco oderwać od domu i od złego towarzystwa, ale pojawiły się problemy. On juz jest mocno tym wszystkim przejęty. Ograniczenia jakie nałozył kurator na niego są po części dobre, bo zmuszają rodziców do należytego zajęcia sie dzieckiem, jednakże sa tez tego wady. Rodzice stali sie teraz zbyt nadgorliwi i wszystkiego mu zabraniaja. Eh... to jest skomplikowane.
    • majkaonline Re: Skazany na Dom Dziecka ? 27.05.09, 12:07
      Kurator dlatego, że jest to tzw. rodzina dysfunkcyjna. Może skorzystać z pomocy
      jakiejś świetlicy środowiskowej? I pokazać kuratorowi, że naprawdę się starają
      • taim_terrae Re: Skazany na Dom Dziecka ? 28.05.09, 04:11
        Świetlica... nie jestem przekonany, co do świetlicy. Ich stać na to zeby móc samemu zagospodarować czas temu dziecku. Tylko oni nie potrafią. Poza tym sa pewne przeszkody. Dla niego najlepszym wyjsciem jest normalność , a nie psychologizowanie świetlicowe lub jakieś terapie.
    • jut-ra Re: Skazany na Dom Dziecka ? 28.05.09, 08:37
      www.kgr.org.pl/

      Polecam tę metodę. Wreszcie pracują nią w Polsce. Wystarczy skontaktować się z
      nimi i zgłosić rodzinę.
      • taim_terrae Re: Skazany na Dom Dziecka ? 28.05.09, 17:44
        Dzieki za podanie tej stronki. Napisze do nich i zobaczymy.
    • moon_witch W Szwecji 28.05.09, 22:59
      Ci rodzice są zyciowo niezaradni i ich wychowywanie dziecka było
      raczej jego "chowaniem" a nie wychowywaniem w sensie rozwojowym.
      .....

      W takich sytuacjach szuka sie rodziny zastepczej na kilka godzin,
      ktora zajmuje sie dzieckiem w okreslony czas, albo popludniami, po
      szkole albo w weekendy. Tacy przewaznie starsi ludzie maja
      doplacane do swoich pensji. A niektozry robia, to bo czuja potrzebe
      robienia czegos szlachetnego, tak jak wsparcie rodziny i dziecka.

      Tutaj duzo jest takich rodzin wspierajacych.
      • ir1.easy Re: W Szwecji 29.05.09, 17:34
        kurczę! a nie lepiej samo dziecko zapytać o co chodzi i czego chce?
        Co będzie dla niego lepsze? Nie wszystkie dzieci może wiedzą, i może
        nie w każdym wieku, ale generalnie dzieci bardziej doświadczone
        życiowo wcześniej dojrzewają i wcześniej umieją dokonać wyboru.
        Owszem, może nie zawsze najlepszego - w perspektywie np. kolejnych
        20-lat, ale, kto jest w stanie dokonywać aż tak dalekosiężych i
        mądrych wyborów? Więc nie odmawiajmy tego dzieciom! Nie zawsze
        umieją językiem dorosłych wyrazić pewne rzeczy, ale czują co jest
        dla nich dobre.
        Pamiętam, że kiedyś moja 13 czy 14to-letnia równieśniczka, sąsiadka
        i koleżanka, ni stąd ni z owąd przeniosła się do Domu Dziecka wraz
        ze swoim małym braciszkiem. Jak to się stało? Na Jej własny wniosek!
        Rodzina była dysfunkcjonalna i zalkoholizowana. Trudno bywało. Ale
        kiedy ojciec wylądował w więzieniu, a matka zaczęła pić na umór,
        robić imprezy i prawdopodobnie przyjmować panów, moja koleżanka po
        pewnym czasie zwróciła się do szkolnego psychologa (bo nikt o tym
        nie wiedział; dziewczyna należała do wzorowych uczniów) poprosiła o
        rozwiązanie problemu, nie chciała reformować matki, chciała
        braciszkowi zapewnić w miarę normalne warunki funkcjonowania. W domu
        dziecka było Jej bardzo trudno, ale nigdy nie zmieniła decyzji.
        Podobnie było ze mną. Co prawda, moi rodzice ani nie pili ani nie
        łamali prawa, ale mama była dysfunkcjonalna społecznie. A ojciec się
        odżegnał od rodziny w 30 dni po moim urodzeniu. Kiedy byłam bardzo
        mała byłam pod opieką babci i dziadka, z mamą w tle. Potem babcia
        nie wytrzymała i uciekła. Potem dziadek nie wytrzymał i mamę
        postanowł usamodzielnić. A wtedy miałam już braciszka. Mama zupełnie
        nie nadawała się do życia w społeczeństwie, pracowania, zarabiania,
        załatwiania spraw (nawet najprostrzych), prowadzenia domu. Kiedy już
        nie mieszkaliśmy z dziadkiem zaczęły się problemy, wizyty jakichś
        facetów, brak śniadania, obiadu i kolacji, brak jakiejkolwiek
        kontroli nad tym co robiliśmy ja i mój brat. Poza tym wszystko OK,
        nikt nas nie krzywdził, nie bywaliśmy świadkami żadnych
        bylwersujących scen; ale kiedy przyjechała Ciocia, wysłuchała
        naszych dziecięcych relacji, i zadała pytanie czy chcę pojechać z
        nią - odpowiedziałam, że tak. Miałam wtedy 8 lat. Pytała mnie o to
        jeszcze parę razy później czy nie zmieniłam zdania). Moja decyzja
        miała też skutki dla braciszka. Zajął się nim dziadek. Ale z tego co
        wiem brat też był pytany o zgodę. I też wybrał dziadka, choć z mamą
        był bardzo związany. Ale mama była dostępna. W moim wypadku było do
        ok. 400km, ale w przypadku brata ok. 15 km. Dajcie wiarę dzieciom.
        One wiedzą. A jeśli chcą zostać z rodzicami - też wiedzą. One na
        prawdę czują co jest dla nich lepsze, nawet jeśli nie umieją tego
        wyrazić.
        • moon_witch Na temat tego dziecka 30.05.09, 11:19
          z watka jest zbyt malo napisane, o co tak naprawde w tej rodzinie
          chodzi.
Pełna wersja