Dodaj do ulubionych

teściowie-zbyt blisko??? długie...

13.06.09, 12:52
pisałam już o tym na innym forum, ale zapytam i tu...
proszę o obiektywną ocenę, bo nie wiem już, czy rzeczywiście nie
jestem przewrażliwiona. chodzi o rodziców męża i o to, że moim
zdaniem za bardzo żyją naszym życiem. nakreślę sytuację. teściowie
są koło 50-ki, zdrowi, mają dom i pracę. ale nie mają zainteresowań,
wolny czas spędzają przed tv, ze znajomymi spotykają się średnio raz
na 3-mce. i chyba z nudów bardzo interesują się życiem naszym i
swego drugiego syna. my mieszkamy teraz za granicą. do niedawna
teściowie dzwonili do nas codziennie i wypytywali o wszystko. gdzie
byliśmy, co widzieliśmy, co kupiliśmy, co mieliśmy na obiad, itp.
zawsze mi to przeszkadzało, ale mąż twierdził, że to nic złego. on i
jego brat, są bardzo zżyci z rodzicami i zawsze tak było. tyle, że o
ile normalne jest, tak o wszystkim opowiadać rodzicom, gdy jest się
małym (do pewnego wieku ),to , gdy ma się już swoją rodzinę to
chyba przesada... rodzice męża wiedzieli o wszystkim, z wyjątkiem
naszych spraw intymnych. nie mówię, że mąż jest maminsynkiem, bo nie
jest. nasza rodzina jest na 1-szym miejscu, sami podejmujemy
wszystkie decyzje, itp. ale potem mąż dzwoni i o wszystkim im
opowiada. do tej pory brałam to za dobrą monetę, za szczerą troskę i
zainteresowanie. ale ostatnio, po próbie manipulacji naszym życiem
przez teściową zaczęłąm na to patrzeć inaczej...
jego brat, tak samo- norma to u nich spotkanie w sobotę u szwagra, a
potem niedzielny obiadek u teściów. doszło nawet do tego, że przy po
mocy teściów szwagier rozwiązywał problemy małżeńskie, próbując
skłonić swą żonę np. do tego, by zaczęła bardziej zajmować się
domem. ale to już hardcore...u nas na szczęście, aż tak nie ma
no i teraz gwóźdź programu. niedługo wracamy do kraju i teściowie
bardzo nas namawiają, żebyśmy piętro ich domu przerobili na swoje
mieszkanie. Obiecują, że nie bedą się wrącać, że pomogą przy
dzieciach i że tyle kasy zaoszczędzimy na wynajmie. a ja się
strasznie boję tego, że mamy być dla nich lekiem na samotność.
niezależność jest dla mnie cholernie ważna i jeśli by miało to tak
wyglądać, to ja dziękuję. mąż chce spróbować, urządzić się w pl, a
potem ewentualnie zorganizować sobie coś swojego.
szczególnie alarmującym dla mnie faktem jest, to iż jeszcze dwa
miesiące temu, na wieść o naszej decyzji o powrocie, teściowa
powiedziała, że źle robimy, że kryzys, itp., potem sprowokowała
kłótnię, w której próbując mnie obarczyć winą odmówiła nam tego
mieszkania (już wcześniej, były takie bardzo mgliste plany), bo
miała nadzieję, że przez to jednak zostaniemy dłużej za granicą.
chodziło jej generalnie o to, że się bała, że w pl nie znajdziemy
pracy. ale my zlekceważyliśmy jej fochy i mimo to, zaplanowaliśmy
powrót i wynajmowanie mieszkania. teściowa się o tym dowiedziała i
nagle przeprosiła. teraz błaga nas, byśmy jednak się zgodzili i z
nimi zamieszkali.z finansowych względów to dla nas nawet niezłe
rozwiązanie, ALE...no właśnie. boję się jak to się może skończyć
(głównie dzięki wiedzy zaczerpniętej z forów ) i poważnie mnie
zastanawia, ta nagła zmiana stanowiska teściowej...
i tu pytanie:czy tak bliskie stosunki z rodzicami, teściami są
normalne, czy ja jestem przewrażliwiona?
i: co mam robić?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 13.06.09, 13:06
      Ja uważam, że od rodziców/teściów młode małżeństwo powinno trzymać
      się jak najdalej (oczywiście z wyjątkiem konieczności opieki, co w
      waszym przypadku nie ma miejsca).
      Gdyby jeszcze Twój mąż miał odciętą pępowinę, to możnaby czasowo
      zamieszkać z jego rodziną, ale w tej sytuacji, to on wsiąknie tam na
      amen. Teściowie będą wiedzieć nawet o waszych sprawach intymnych, bo
      o wiele łatwiej jest wyciągnąć z kochającego synusia zwierzenia w
      bezpośredniej rozmowie w cztery oczy, niż w rozmowie telefonicznej.
      Już sama taka możliwość powinna usztywnić Twoje stanowisko w kwestii
      samodzielnego mieszkania.
      Spróbuj porozmawiać z mężem o uatrakcyjnieniu życia jego rodzicom,
      ale nie poprzez wspólne życie z nimi całą dobę. To naprawdę młodzi
      ludzie, trzeba ich tylko trochę rozruszać.
    • dekadencja1 Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 13.06.09, 13:43
      >i tu pytanie:czy tak bliskie stosunki z rodzicami, teściami są
      normalne

      Bliskie stosunki z rodzicami i teściami są normalne. Tyle, że
      bliskość bliskości nie równa.
      Nie wiem czy Twój mąż nie odciął pępowiny, ale Twoi teściowie
      najwyrźniej tego nie zrobili. Dałabym im szansę, niech się chłopak z
      dziewczyną trochę usamodzielnią , czas najwyższy.
    • kol.3 Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 13.06.09, 15:09
      Mam wrażenie, że jesteście jako małżeństwo młodzi stażem i stąd zainteresowanie
      rodziców tym co się u Was dzieje.
      Z doświadczenia wiem, że z czasem to spowszednieje i teściowie zajmą się swoimi
      sprawami. Mąż może zbyt często dzwoni do rodziców, nie powinien zbyt obszernie
      opowiadać o Waszych sprawach osobistych, ale kontakty jakieś musi utrzymywać. W
      tej chwili jesteście daleko od teściów a więc dużego wtrącania się być nie może.
      Oczywiście po powrocie zamieszkajcie osobno i tylko osobno. Mieszkanie razem z
      teściami to pierwszy krok do rozwodu. Fochy teściowej radzę zignorować.
    • frida000 Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 25.09.20, 10:32
      Po żadnym pozorem nie mieszkaj z teściami, nie decydujcie się na żadną budowę piętra w ich domu!!! Bo to jest droga bez odwrotu. Żadne pilnowanie dzieci, pomoc mamusi nie wynagrodzi wam braku prywatności którą już na zawsze stracicie. Posłuchaj mojej historii: 15 lat temu ja też byłam w twoje sytuacji, z tym że wybudowaliśmy się na piętrze u moich rodziców, a nie męża i niby mamy osobne mieszkanie z osobnym wejściem. I miało być pięknie, bo oszczędnie, dzieci dopilnowane. Relacje zawsze były dobre, tyle że z czasem, w takim układzie, rodzice tak bardzo przyzwyczaili się że nasze mieszkanie jest jakby częścią ich mieszkania, przedłużeniem , że nie tylko wchodzą kiedy chcą (no bo przecież nam pomagają więc to normalne ich zdaniem, ), ale zachowują się w środku jak u siebie. Ojciec mój rano o 8 przychodzi, bez przywitania oczywiście, i zagląda do szafki w kuchni wyjmuje śmieci, bo w jego mniemaniu to normalne, bo przecież na chwilę zejdzie palić w piecu więc o co chodzi. Mama w związku z tym że czasem pilnuje dzieci, to także "nadgorliwie" wpada kiedy chce, dopatrzeć czy czegoś nie potrzeba, obiadek wstawić, zakupy zrobić nawet jak nikt jej o to nie prosi, wiesza pranie z pralki, sortuje zdjęte z suszarki, zmywa naczynia. Dawniej dzieci były niemowlakami więc to była faktyczna pomoc - dzisiaj, kiedy już nie ma takiej potrzeby moja mama (oraz teściowa która mieszka blisko!) nie rozumieją że takie nadgorliwe opiekowanie się nami nie jest potrzebne. Rano córka pierwsza wychodzi do szkoły, więc drzwi otwiera, i jak zapominamy je zamknąć no to już jest pozwolenie dla dziadka że może wejść jak do siebie. Nas mija jak meble, po prostu robi "serwis komunalny "domu. Zwracałam uwagę, efekt: obraza, krzywda rodziców, a my wychodzimy na niewdzięczne dzieci którym całe życie pomagali, a teraz my w ogóle rościmy sobie jakieś prawo do prywatności i ich odsuwamy. Moi rodzice zawłaszczyli sobie naszą prywatność całkowicie. Z moim mężem cały czas się o to kłócimy, że on nie czuje się tu u siebie mimo że prawnie jesteśmy u siebie i opłacamy wszystko po połowie - to wszystko nie ma żadnego znaczenia. To że są dwa mieszkania to praktycznie niczego nie rozwiązuje, bo w jednym domu nie ma żadnej prywatności. Dodatkowo: działka wokół domu jest wspólna, ogród też, i to też jest powód do konfliktu: My chcemy coś zaplanować, ojciec chce inaczej. Niby się z nim o to nie kłócimy i możemy coś robić, ale mój tata ma szczególną zdolność zagracania przestrzeni, piwnicy, garaży i jak my posprzątamy to zwozi różne rzeczy bez naszej wiedzy, deski, materiały budowlane i h... wie co jeszcze. Oraz starych mebli po remoncie nie wyrzuca tylko wstawia do piwnicy albo garażu (a samochód stoi pod gołym niebem bo się nie mieści. ) . Itd, itd. Słowem - jak mieszkamy na tej samej posesji to nie jesteśmy w stanie żyć swoim życiem i się od tego zdystansować, tylko styl życia rodziców siłą rzeczy jest naszym style życia. Zapraszać kogoś mi się odechciewa, bo oboje z mężem nie czujemy się tu swobodnie. Zwracanie uwagi dziadkowi jest chwilowe, najpierw ciche dni i obraza, potem wszystko wraca do normy. A ponieważ nas pół dnia nie ma bo pracujemy, to oni robią co chcą, w końcu babcia odbiera drugie dziecko ze szkoły - i potem pilnuje do naszego powrotu. W jednym tomu tego nie unikniesz. Jeśli jeszcze , autorko tego wątku, masz możliwość się wycofać to pamiętaj nigdy, przenigdy nie decyduj się na taki układ. Teściową będziesz miała u siebie non stop, a syneczek będzie u mamusi jedną nogą. Ja tak mam z moją mam.Z jednej strony własna rodzina, z drugiej jesteś w rozdarciu, bo nie chcesz urazić własnej matki i robię tak, żeby ona miała komfort. U mnie jeszcze smaczku dodaje fakt, że jeszcze teściowa mnie nawiedza kiedy chce, a jak się nudzi i nie daj boże trafi na niedzielę, kiedy my oglądamy tv, to jak się rozsadzi w fotelu, to już tak jej dobrze że mamy całą niedzielę z głowy, z jej komentarzami włącznie. Faktycznie życie prywatne, to są tylko nasze wyjazdy, wycieczki, a w domu ciąży psychicznie to, że wszystko o nas teściowie wiedzą. Ja już mam nerwicę bo doszło do tego że siedzę jak na szpilkach, i patrzę się na drzwi że zaraz ktoś będzie szarpał za klamkę, a potem się obrazi że "o, znowu się bunkrują, pewnie o coś im chodzi". Nie łudź się, że u Ciebie będzie inaczej. Po latach te historie są takie same , niestety, i tylko żal, że gdybyśmy mieszkali osobno - moglibyśmy mieć dobre układy i się odwiedzać, a teraz, to ja patrzeć na własnych rodziców nie mogę, bo przy nich czuję się jak duże dziecko ciągle kontrolowane.
      • kalllka Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 25.09.20, 10:59
        Hej frida, ten wątek jest sprzed 11 lat.
        Rozumiem jednak, ze pobudzona przez brak mężowskiej akceptacji / twój wątek na forum kobieta/ nie zwróciłaś uwagi na daty i przy okazji żalisz się i tu -na forum psychologia.
        Tak, to dobre miejsce by się podbudować, ale nie dołujac innych..
        • frida000 Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 25.09.20, 11:27
          Hej kalllka, oszczędź sobie osobiste wycieczki i złośliwości, tak, rozumiem że to dla ciebie dobre miejsce żeby się podbudować, zwłaszcza kosztem innych osób. Nie ma to jak poczuć się lepiej wbijając szpilę innym osobom, zapewne będziesz miała teraz lepszy dzień, gratuluję
          • kalllka Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 25.09.20, 18:25
            Z mojej strony w twoja, żadnych osobistych wycieczek nie było. Samas sobie wystawiła cenzurkę publicznie obrabiając teściów.
            Została ci zwrócona uwaga, ze przez nieuwagę rozmawiasz z nieobecnymi -wywlekając wątki sprzed lat.
            No i to tyle w sprawie.


            • astroblaster Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 25.09.20, 22:12
              Coś ci się popierdoliło babciu kalko.
              Fionka opisywała przypadek z własnymi Rodzicami i teściową w bagażniku.

              Czyżbyś kompletnie nie czytała i analizowała treści (potrafisz?) a skupiała się tylko na tym, żeby tylko ‚podbudowywać się czyimś kosztem’*

              Kalko jesteś bardzo złośliwym człowiekiem.
              Nic ponadto.

              Frida, pomijając brak działań (ale zawsze jest jakieś drugie dno i inne powody) zasługuje na uznanie za ten wpis. Podbiła i szczerze opisała.
              Przyda się wszystkim.

              *widzisz Fridka jak Ty jednym strzałem precyzyjnie rozkminiłaś tę kalkę?
              A w nawiązaniu, za późno, na od nowa, nie jest nigdy. Wiem, łamaniec stylistyczny, specjalnie dla /kalki/ która/ pisze(/) i mówi// najlepiej//.
              I nie pytaj co znaczą ukośniki i klamry, to styl kalki. Tak poprawnie tutaj zawsze prawi. Nierzadko z ‚doskonała’ ortografią.
      • astroblaster Re: teściowie-zbyt blisko??? długie... 25.09.20, 12:05
        Frida (mega nik, gratuluję).
        Faktem jest, iż nie zwróciłaś uwagi na daty.
        Faktem jest też, iż nieco podpierdoliłaś tatę, iż pali śmieciami w piecu.

        Wszystko to nie zmienia faktu, iż tego typu sytuacje to: PATOLOGIA. Do potęgi setnej.
        Po 16-roku życia rola wychowawcza rodzica się kończy, jakoś tak w okolicy: 10-13roku życia kończy się u rodzica pozycja Boga, względem Dziecka.

        Żadnego wspólnego mieszkania. Nawet jak mało hajsu. Nie nie nie. Pełna autonomia.
        Codzienne telefoniczne raporty to padaczka. Od takiego męża należy wypierdalać w podskokach.

        Ty zaś Frida, zadziwiasz mnie jednym, iż nic z tym nie zrobiłaś. Słaby jest też Twój mąż -wybacz- który zamiast się z Tobą kłócić też nic nie zrobił. Ja wyprowadziłbym ‚nas’ w jeden dzień i chuj.

        Dobrze, że odgrzałaś wątek, niech jest przestrogą dla innych.

        Kalka zaś to taka stetryczała i złośliwa babcia. Która na bank stoi po stronie wtrącających się teściów/rodziców. O niej miałabyś nie tylko wtrącanko ale i połajanki, wykłady i permanentną krytykę wszystkiego wokół i przede wszystkim Twojego obyczaju.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka