m330d
13.06.09, 16:44
Jesteśmy razem 15 lat. Zaczęliśmy się spotykać kiedy byliśmy bardzo młodzi (ja
17 ona 16). Od początku miała silniejszy charakter. Ja WAGA on LEW Od początku
"poddawałem" się jej, raczej nie jako "pantoflarz" ale starałem się tworzyć
związek oparty na partnerstwie. Jakoś nie podobała mi się wizja kobiety
zbałamuconej przez faceta. Nie lubię stereotypu kobiety-kury domowej.
Aczkolwiek lubie jak ona dba o dom i gotuje.
Zakochałem się po uszy. Ta miłość trwa nieprzerwanie i jest coraz mocniejsza.
Wielokrotnie próbowała mnie zostawić, bo albo jej się znudziło, albo
wynajdowała rożne powody, ja z przerażeniem że ją stracę - walczyłem.
Wybaczałem wiele, przypuszczam ze za dużo, pozwalałem na wiele, pewnie karę
płacę teraz, za to. Nigdy nie okazywałem chorobliwej zazdrości, ale ona wręcz
odwrotnie. Furiatka, zero tolerancji, do tego "wie wszystko najlepiej".
Niestety, szpieguje... komórka, komputer... Mimo że były okresy sielanki,
postanowiłem to skonczyć. Poznałem kobiete, chciałem się wyprowadzić. I
pierwszy atak nastapił w nocy. Dostałem wiele razy. Twarz, głowa, gdzie
popadnie... Siniaki na twarzy musiałem maskowac i głupio się tłumaczyć podczas
delegacji. Rozumiem, poczuła się urażona, ale miałem nadzieję że bedzie to dla
niej lampka ostrzegawcza... Myliłem się... Ale zostałem z Nią. Bo miłość była
silniejsza.
Mamy dwóch synów, jeden 10 lat, drugi 8 miesięcy. Kochamy ich bardzo, są naszą
dumą. Problemy sięgneły apogeum po porodzie 2 syna, po 3 miesiącach. Zaczeły
się wybuchy furii, krzyków, awantur bez powodu, że mieszam się w wychowanie.
Zaczęła szpiegować we wszystkich aspektach, GG, komórka, poczta... Stała się
nie ufna, do tego permanentny kontakt telefoniczny z przyjaciółeczką utrudniał
mi kontakt, bo miała notorycznie telefon przy uchu. CO gorsza potrafiła być w
jednej sekundzie miła dla niej, a oschła dla mnie. Wtedy pojawił się kolejny
atak. Znowu nadinterpretacja, podejrzenia, w końcu rękoczyny... Przyjąłem to
"na klatę" stałem i przyjmowałem "razy". Usłyszałem że skoro się nie bronie -
jestem winny...
W końcu trafiła do terapeuty. Ten wspaniałomyślnie zapisał Citabax. Depresja,
stany lekowe i kilka innych sloganów. Minął może miesiąc, może dwa, dzisiaj
wracam do domu, z pracy a tu atak, za jakieś adresy meilowe, za jakieś rozmowy
na portalu społecznościowym, za jakąś osobę której nawet nie znam, a
dostawałem sms'y.. Mam obitą głowę komórką syna, podrapaną szyję, nadgryzione
ucho, obite nerki i cholera wie co jeszcze...Wszystko próbuję wyjasnic (sam
widzę to 1 raz na oczy), nie dociera... Ona - masz romans, bo siedzisz przy
komputerze za często ( :D w domu, obok niej, wszystko widzi.)
Spedzam z nią każdy wolny czas. Nie baluję, nie szlajam się, nie flirtuje, nie
zdradzam, nie piję (okazjonalnie), nie palę, nie uprawiam hazardu, kupiłem jej
samochód, sobie z kieszeni wyciągam, żeby wkońcu coś kupiła dla siebie, jestem
oddany jak pies. Staram się być gentelmenem.
Jednak stwierdzam, że już nie mam siły wietrznego wysłuchiwania "wypier.. ,
mam cię dość" , "już nie jesteśmy razem", "ty członku", "nie chce mi się z
Tobą gadać" i inne ciekawostki. Wiem, ten związek jest toksyczny, ale co mam
zrobić ? Wiele razy przeszły mi przez głowę myśli samobójcze, bo po prostu nie
daję rady, ale jestem tchórzem. Co mam zrobić ?