zuzary
15.06.09, 11:50
Myślę sobie, że może ktoś postronny powie mi gdzie popełniam błąd. Proszę o
szczere wypowiedzi.
Mamy dwoje dzieci ( 6lat i 1 roczek). Oboje pracujemy zawodowo.
Mąż wraca codziennie do domu późnym popołudnie. Ja po pracy standardowo
obiadek, i zabawa z dzieciakami, w nocy wstawanie kilka razy do młodszej
córki. W weekendy nadrabiam sprzątanie, zakupy, prasowanie..... wiadomo.
Konflikty z mężem mają charakter falowy. Raz przez kilka tygodni jest fajnie a
raptem jak grom z nieba zaczyna szkolić syna że:
- nie zjada wszystkiego z talerza
- nie umie zachować się w kościele ( sam chodzi tam raz w roku)
- że nie słucha i żeby później nie przychodził do niego w żadnej sprawie !!!!!!
Po czym ja dostaję czerwonej gorączki i zaczynam go naprowadzać do pionu, że
-każdą wolną chwilę spędza na rybach a nie dziećmi
-że potrzebuje służącej
itp. itd.
Mąż mi wykrzykuje że jak będą problemy z dziećmi to żeby do niego nie
przychodzić bo to co on powie to się nie liczy.
Prawda jest taka,że sześciolatek jest chyba bardziej związany z matką
i pyta mnie o wszystko czy może to czy tamto.
Ciągłe powracanie do tego schematu wykańcza mnie.
Mąż w takich sytuacjach odcina się od nas, nic go nie obchodzi, nic nie robi
tylko całymi dniami czyta gazety i patrzy w kompa. Dla niego mogłoby to trwać
wieczność...
nie wytrzymuję już tego.