malena_79
05.07.09, 21:15
Jestem nieszczęśliwa. Chcę się Was poradzić.
Historia pewnie jakich wiele. Mam 30 lat i niestety, ale przechodzę
jakiś kryzys 30-tki :) Jestem w ponad 5-letnim związku z facetem. Od
samego początku nie było chyba między nami wielkiej miłości, mówię
tak, gdyż wcześniej miałam 2 związki, w których jestem pewna, że
była miłość przez wielkie M więc coś już tam przeżyłam i wiem jak to
wygląda. Ale może o tamtych tak mówię, bo była tam duża namiętność,
szalone pomysły, a w tym związku tego nie mam i chyba nie miałam.
Ale nie mogę też w żadnym wypadku powiedzieć, że go nie kocham, bo
kocham.
Jakiś czas temu stwierdziłam też, że miłość to nie tylko super seks,
namiętność i niepewność, ale właśnie bezpieczeństwo, rozsądek i
przywiązanie, ale nawet sama jak to teraz piszę, to mnie to
przeraża, bo czuję się jakbym miała lat 60. To samo ostatnio
usłyszałam od niego, że czuję się jakbyśmy byli ze sobą już z 50
lat. Nie jesteśmy małżeństwem, nie mieszkamy razem, to mnie też
dobija, bo myślę też, że już minął czas na takie decyzje, widzę, że
on się do tego nie kwapi.
Pasują mu spotkania parę razy w tygodniu, albo i nie. Ale jesteśmy
do siebie przywiązani, ja do niego, on do mnie.
I zero decyzji co z przyszłością, co dalej, z różnych niby przyczyn,
a właściwie to z jednej – z ekonomicznej. Ale to nie do końca
prawda, bo tak naprawdę jakby on tego chciał, to jakoś by to
wszystko się ułożyło, ale nie ma męskiej decyzji, boli mnie to.
Myślę, że czas już minął i nic się nie zmieni, ale żadne nie chce
odejść od drugiego. Ja bardzo długo się nad zastanawiam co dalej
zrobić. Żadne kategoryczne prośby i groźby na niego nie działają, bo
on nie chce po prostu podjąć żadnej decyzji co dalej. Mówi, że chce
być ze mną, ale potem sugeruje, że ma być tak jak teraz i nie wie
kiedy to się zmieni. Dla mnie to jest nie do przyjęcia.
Najgorsze w tym wszystkim jest jeszcze to, że my nawet nie potrafimy
już ze sobą rozmawiać, to znaczy on nigdy nie był zbyt wylewny,
rozmowny, a ja jestem osobą, która lubi pogadać na różne tematy i
brakuje mi tych rozmów z nim, o czymkolwiek, mówię najczęściej jak
do ściany. Zmierzam tu chyba do sedna.
Bo rozmawia mi się o wiele lepiej z obcym facetem z internetu niż z
nim. Ostatnio zaczepił mnie jeden facet w sieci. Rozmawia mi się z
nim wprost wyśmienicie. Ale nie jestem też naiwną kretynką, bo wiem
jak to bywa w sieci, mam w tym już doświadczenie. Ale rozmawiamy już
jakiś czas, widzę, że jest zainteresowany znajomością ze mną. Nie
rozmawiamy na osobiste tematy, bo nie znamy się tak dobrze. Ale obcy
człowiek i tyle tematów mamy wspólnych. Widzę, że mu się podobam.
Cały czas się do mnie odzywa, chce rozmawiać, poprosił o telefon,
ale ja nie czuję jeszcze takiej potrzeby. Mi też on się podoba. Ale
boję się, że za chwilę u mnie pojawi się brak dystansu i boję się
coś zepsuć przez to, bo zamierzam zaryzykować jak przyjdzie
odpowiednia chwila. Nie będę już dłużej czekać i patrzeć jak mi
życie przecieka między palcami. A widzę, że już dystansu za bardzo
nie mam, bo łapię się na tym, że tylko czekam na niego w sieci, on
zresztą na mnie też. Na szczęście nie trwa to długo, a ja niebawem
wyjeżdżam na jakiś czas więc znowu nabiorę dystansu, a może
znajomości już nie będzie po powrocie, zostanie tylko miłe
wspomnienie. Mówię o tym tu, bo nie jestem jak pewne niektórzy mnie
podsumują napaloną kretynką, tylko szukam swojego szczęścia w życiu
jak każdy. Już byłam kiedyś szczęśliwa i zwariowana i chcę być znowu
taka – pełna życia i uśmiechu, a nie smętna, przygnębiona i zmęczona
życiem 30-letnia kobieta. Dlatego jak wrócę, (a to będzie dobry czas
w takiej izolacji od sieci przemyśleć pewne sprawy) zamierzam się
spotkać z nim. Podejrzewam, że on by chciał już, ale dałam mu
delikatnie do zrozumienia, że jeszcze nie. To nie jest jakiś
pierwszy lepszy przypadkowy facet z sieci, okazało się, że mamy
takie same zainteresowania, mamy swoje pasje, podobne środowisko,
taką samą pracę i wykształcenie więc to nie jest taka zwykła
przypadkowa znajomość z braku laku z byle kim. No i te rozmowy, tak
łatwo przychodzą i nie mówię jak do ściany. Tak naprawdę to już
niewiele więcej o nim wiem, a on mnie też prawie nic, ale to nic,
chcę poznać tego człowieka, chcę zaryzykować i przekonać się czy w
realu będzie się z nim tak samo rozmawiało i czy będzie mi się
podobał jako facet, a ja jemu. Chcę się o tym przekonać mimo
wszystko, choć przykro mi w ogóle to pisać, bo chciałabym żeby z
moim facetem mi się wszystko ułożyło, ale najwidoczniej on chyba nie
jest o tym jeszcze przekonany, a ja już nie mam czasu dłużej czekać,
bo często ostatnio łapię się na tym, że nie chce mi się już żyć, a
mi się chce, tylko chcę być szczęśliwa!
Czy ja coś źle myślę?