Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci

IP: *.lukas.com.pl 22.12.03, 18:13
Dlaczego? Bo ciocie ciągle pytają, bo koleżnaki juz mają, bo wiek tyka jak
bomba? Dlaczego każda kobieta jakby mogła to od razu chciała by mieć dziecko?
    • r.richelieu Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 22.12.03, 18:33
      Dziecko to nie kotek aby można było ot tak sobie chcieć. Mnie przeraża
      wychowywanie na zasadzie intuicji, a większość rodziców tak właśnie wychowuje.
      Ja nawet kota nie wzięłabym bez znajomości metod jego ujarzmienia w
      mieszkaniu ;) i wczytania się w literaturę co każdy właściciel kota wiedzieć
      powinien.
      A kobiety wcale nie chcą mieć dzieci koniecznie
      • Gość: Ethlinn ???? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.03, 18:36
        Skoro wszystkie kobiety to niby że ja też???????
      • Gość: jmx Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.opa-carbo.com.pl 22.12.03, 19:25

        Niestety(?), nie ma czegos takiego jak "instrukcja wychowywania dzieci", do
        dzieci przede wszystkim należy podchodzić z miłością i akceptacją (a tego w
        żadnej książce nie znajdziesz) bokażde dziecko jest inne a nie patrzeć jak na
        nowy telewizor, który nie bardzo umie się obsługiwać.
        • Gość: Richelieu* Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.localdomain / 213.77.25.* 22.12.03, 20:17
          no oczywiście, że przede wszystkim miłość. Tylko że ta miłość różnie pachnie.
          Cóż, trudno mi wierzyć w rodzicielską miłość, o niebo łatwiej w instrukcję
          obsługi. Tych jest kilka, naście, dziesiąt, set. Rodzajów miłości
          rodzicielskiej jest jeden. Według mniemania rodzica. Znaczy, że jego racja bo
          gdy kocha, nawet na swój specyficzny sposób, to ma rację. Figę ma nie rację.
          Obsrewator widzi, że źle, insrukcje obsługi widzą, że źle, ale rodzin swoje
          wie bo swój chłopski rozum ma. Miłość macierzyńska będzie często, ale jeszcze
          częściej kompletnie nieuświadomiona. I jest tak samo piękna gdy pójdzie we
          właściwym kierunku, bez żadnych toksyn i innych śmieci. Ale gdy takie smrody
          się pojawią to uświadomiona lepiej sobie z nimi poradzi.
          • zlewozmywak1 Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 23.12.03, 09:40
            Ku pokrzepieniu twego serca powiem, że pewien poziom samoświadomości, który
            choć z twoich liter wynika, pozwala wrzucić wszystkie instrukcje do kosza.
            Miłośc i akceptacja oprócz ciepła w celsjuszach i zarcia w ml to najwazniejsze
            potrzeby dziecka szczególnie w stanie wyjściowym. Potem to juz idzie jak domino.
            • r.richelieu Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 23.12.03, 12:23
              jak domino, właśnie. Za każdym razem niezależnie co się na początku postawi,
              czy miłość czy co innego
              no, ja też wierzę w mądrych rodziców jak i w świętego mikołaja
              • Gość: Kaloryfer Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.lukas.com.pl 24.12.03, 10:12
                a może to jak z dobrym winem - musi samo dojrzeć. Instrukcja obsługi - może i
                była by dobra ale co innego czytac a co innego wdrażac to w życie. Wydaje mi
                sie że tutaj jest potrzebna zarówno jakaś wiedza jak i wielka miłość. Nie można
                tych dwóch rzeczy oddzielić. Ale przede wszystkim wino musi być odpowiednio
                mocne i dojrzałe ...
      • Gość: Monika Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.net.leoburnett.com.pl / 193.109.223.* 14.01.04, 13:12
        Kobiety wychowywały dzieci przez tysiące lat, polegając jedynie na swojej
        intuicji,kulturze i wychowaniu jakie same wyniosły z domu, ale przede wszystkim
        w oparciu o miłość rodzicielską, której wagi nie należy ignorować - pozbawione
        aż do czasów współczesnych, jakichkolwiek merytorycznych-psychologicznych
        wskazówek. Ja sama uważałam tą wiedze za niezwykle istotną i przeczytałam wiele
        książek na temat wychowania dzieci, zanim pojawiło się moje własne dziecko.
        Teraz kiedey jestem matką widzę, że to wszystko nie jest takie ważne, bo ja po
        prostu wiem co mam robić i jak sie w konkretnych sytuacjach zachować w stosunku
        do mojego dziecka, a to wszystko własnie za sprawą matczynej intuicji i miłości
        w jaką wyposażyła mnie natura. M
    • Gość: Imagine Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.unl.edu 22.12.03, 18:36
      kaloryferku, kochaj je za to a nie zadawaj glupich pytan ?
      • ziemiomorze Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 23.12.03, 01:49
        Gość portalu: Imagine napisał(a):

        > kaloryferku, kochaj je za to a nie zadawaj glupich pytan ?

        kochac za cos? phe

        te, ktore chca miec - kochac, te ktore nie chca - nie kochac, bo powodu brak?

        zetta.
    • Gość: b Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.ols.vectranet.pl 22.12.03, 18:44
      A jakie tam od razu - blisko 30 byłam kiedy mi się zachciało;) Całe długie lata
      wcześniej mówiłam nie i nie, nigdy żadnych dzieci, że to niby nie dla mnie. Ale
      były takie dni i lata, że dużo dużo jeżdziłam i masę ludzi poznałam. Między
      innymi sporo pań zaawansowanych wiekiem- bez dzieci. Uderzyło mnie w nich coś
      dziwnego, jakaś taka fiksacja, odloty... Były zdecydowanie trudne dla otoczenia
      i siebie samych. Nie, nie koniecznie stare panny, ich mężowie albo kochankowie
      byli normalni. Potrafili sobie powiedieć 'wszystkie dzieci są nasze'. Hmm, to
      nie znaczy, że te z dziećmi to zawsze 'normalne'. OK, stwierdziłam, że jest
      coś, czego nie przeskoczę. Hormony pewno albo inne śmiecie, ale walczyć mi się
      nie chciało. Więc powolutku zmieniłam zdanie, aż przyszedł taki czas, że
      powiedziałam, ok, czemu nie teraz. Nie czułam jednak,że koniecznie musze. Inna
      sprawa, że mając to jedno bardzo chciało mi się drugiego:) Ale to chyba
      dlatego, że uwielbiam swoje rodzeństwo i chciałam by mój gowniarzeria też kogoś
      takiego miała:)
      Podsumowując - rozsądek mnie do tego doprowadził, a później i inne inszości
      (ale,żeby koniecznie???)
      • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.03, 19:31
        To są kobiety, które nie mają, bo nie mogły mieć.
        • Gość: b Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.ols.vectranet.pl 22.12.03, 19:37
          Gość portalu: gf napisał(a):

          > To są kobiety, które nie mają, bo nie mogły mieć.

          ???? Eh? Co masz na myśli? Biologiczna niemożność?/ Tak, jedna lub dwie z tej
          gromadki.(poronienia czy cos w tym stylu)
          Jak inaczej nie mogły?
          Prawdę powiedziawszy znam tylko jedną normalną bezdzietną - Maria Czubaszek:)))
          Uwielbiam ją, no ale znam ją tylko z daaaaaaaleka. Ona jest odlotowa i jej
          Karolak też....
          • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 00:00
            Biologiczna niemożność albo tzw.stare panny - w każdym razie te, co chciały, a
            nie mogły.
            Znam trochę kobiet bez dzieci - zagranicą i tu. Te, które tak zdecydowały (ale
            świadomie, nie tam, że odkładały, a potem się obudziły z ręką w nocniku) są
            świetne - dalej zaszły zawodowo- - często robią niebanalne rzeczy, mają udane
            związki i w ogóle są spełnione o wiele bardziej niż większość znanych mi matek.
            Podobają mi się i chcę taka być :)
            • Gość: Kaloryfer Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.lukas.com.pl 24.12.03, 10:20
              może nie każdemu dane jest spełniać się w rodzicielstwie. Skoro są pustelnicy
              może i powinny być "pustelniczki". Każdy ma swoją drogę przez życie.
              Ostatnio usłyszałem zdanie: "nawet (największy) milioner jeśli jest sam to jest
              biedakiem". Może z małżeństwem/rodziną jest podobnie? A to że są wyjątki to ...
              potwierdzają tę regułę.
              • Gość: SANTA*CLAUS Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.03, 13:19
                Każdy ma swoją drogę przez życie.
                > Ostatnio usłyszałem zdanie: "nawet (największy) milioner jeśli jest sam to
                jest
                >
                > biedakiem".


                Sam czy samotny? Bo to wielka różnica....
                • Gość: kaloryfer Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.03, 00:12
                  Dla większości ludzi są to słowa wzajemnie komplementarne. Dla nielicznych
                  jednostek czasami wykluczające.
                  • Gość: SANTA*CLAUS Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 12:20
                    Nie masz racji. Samotność to stan ducha a "być samemu" to pojęcie bardziej
                    fizyczne. Ale jeśli sam/a tego nie rozumiesz to ja ci tego raczej nie
                    wytłumaczę.
              • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.03, 00:11
                Nie należy utożsamiać rezygnacji z dzieci z rezygnacją z miłości - mnie 1
                człowiek wystarczy do szczęścia :)))
                • Gość: kaloryfer Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.03, 00:16
                  może jesteś typem "pustelnika"?
                  Żeby trochę zamieszać to nie mam jeszcze dzieci ;) Kiedyś byłem stanowczy w
                  poglądach na ten temat - teraz zaczynam myśleć już trochę inaczej. Dlatego
                  pisałem że słowa "nigdy" i "zawsze" sa trochę zbyt ostre. Człowiek nie osioł -
                  może zmienić zdanie.
                  • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 01:24
                    Może - niech wiec zmienia, kto chce, a kto chce niech nie musi zmieniać.
                • aretha04 Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 29.12.03, 16:56
                  Gość portalu: gf napisał(a):

                  > Nie należy utożsamiać rezygnacji z dzieci z rezygnacją z miłości - mnie 1
                  > człowiek wystarczy do szczęścia :)))
                  GF czyżbyś tak naprawdę myślała, czy tylko piszesz dla zgrywy?
                  Widać, że jesteś jeszcze bardzo młoda i niedojrzałaś emocjonalnie do
                  macierzyństwa. Ja przez całą młodość marzyłam o dziecku (-ach), wprost zawsze
                  je (tzn.cudze uwielbiałam), ale niestety dla miłości (starszy mąż)
                  zrezygnowałam z macierzyństwa. I cóż teraz? Mam duży żal do siebie, że uległam
                  tym przekonaniom, czuję się "niespełniona", taka "pusta".
                  Przemyśl swoje podejście do życia, bo potem może sie okazać, że ten 1 człowiek
                  nie wystarczy Ci do szczęścia, a którego Ci życzę
                  pozdrawiam
                  aretha04
                  • Gość: gf hihihi ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 17:13
                    Jesteś praworęczna?
                    • aretha04 Re: hihihi ;) 29.12.03, 17:36
                      Gość portalu: gf napisał(a):

                      > Jesteś praworęczna?

                      A i owszem, nie tylko praworęczna, ale jestem kobietą.
                      A może Twoja kobiecość ogranicza się tylko do noszenia sukienki i
                      biustonosza? :-)
                      • Gość: gf Re: hihihi ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 17:42
                        No coś Ty? I mozesz zrozumieć leworęcznych? ;D
                        Przecież to za diabła nie idzie lewą ręką pisać? ;)))
                  • Gość: Marek Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.bremultibank.com.pl 14.01.04, 13:43
                    > GF czyżbyś tak naprawdę myślała, czy tylko piszesz dla zgrywy?
                    > Widać, że jesteś jeszcze bardzo młoda i niedojrzałaś emocjonalnie do
                    > macierzyństwa.

                    Tak... typowe zachowanie. Uważasz, że masz patent na jedynie słuszne podejście
                    do życia. "Ja uważam, że macierzyństwo jest wspaniałe, a kto uważa inaczej jest
                    niedojrzały emocjonalnie" - piękne podejście. Może zdejmij klapki z oczu i racz
                    zauważyć, że ludzie mają prawo do innych poglądów i nie należy ich za to
                    traktować jak głupków, OK?
                    Mam 30 lat. Moje Kochanie ma 2 lata mniej. Nie zamierzamy mieć dzieci, bo
                    uważamy, że dzieci to tylko strata czasu, zdrowia i pieniędzy. Jest nam bardzo
                    dobrze bez dzieci, a ciąża była by potraktowana jak kataklizm. Nie uważamy się
                    za niedojrzałych emocjonalnie. Nie uważamy się też za potworów. Potrafimy
                    uszanować i zrozumieć to, jak niektórym kobietom odbija na punkcie dzieci i
                    bylibyśmy szczęśliwi, gdyby inni potrafili zrozumieć i uszanować to, że nam
                    dzieci nie sa do szczęścia potrzebne.
                    Posiadanie dziecka nie jest obowiązkiem, a odnosze wrażenie, że niektórzy
                    (głównie kobiety) to by do więzienia wsadzali za niechęć do macierzyństwa...
                    proponuję nieco wyluzować.
                    Pozdrawiam, Marek
    • Gość: gf a kysz maro przekleta! ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.03, 19:10
      ja na przykład za żadne skarby świata, a i znam takich dziewczyn wiele :)
      • Gość: b Re: a kysz maro przekleta! ;) IP: *.ols.vectranet.pl 22.12.03, 19:17
        Gość portalu: gf napisał(a):

        > ja na przykład za żadne skarby świata, a i znam takich dziewczyn wiele :)


        Jakbym siebie słyszała lat temu parę:))) I też nie byłam sama...
        Ale teraz na szczęście już z górki:))) Nigdy więcej tej przeklętej ciąży:)))))
        żadnych ukochanych bachorków!!!!:))) No, chyba,że adopcja
        • Gość: gf Re: a kysz maro przekleta! ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.03, 19:27
          Taaa...ciągle to słyszę i opowiadam przyjaciółce mojej babci - kobiecie
          niezwykłej oraz nie rozmnożonej :)
          A ona na to "hihihi".

          ;)
      • Gość: jmx Re: a kysz maro przekleta! ;) IP: *.opa-carbo.com.pl 22.12.03, 19:20

        Hihihi, do czasu ;-)))))
        • Gość: gf Re: a kysz maro przekleta! ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.03, 19:28
          Nie jmx, powiem wprost: zawsze uważałam, że kobieta w ciąży wygląda jak potwór,
          blee ;)
          • Gość: jmx A Demi Mur widziała? ;-) IP: *.opa-carbo.com.pl 22.12.03, 19:32

            No i porównujesz się do jakichś kobiet? Przecież Ty jesteś wyjątkowa ;-)
            • Gość: gf Re: A Demi Mur widziała? ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 00:04
              widziała - okropnie wygladała, choć względnie (znaczy porównawszy do innych
              ciąż) ofkors ok.
              ona w ogóle jest jakaś taka nie za bardzo.

              a Ty nie wierz w to, co w gazetach widzisz, bo to jest tak obrobione, że
              yesoochryście.
              • jmx Re: A Demi Mur widziała? ;-) 23.12.03, 02:21

                Toć nie wierzę, ale wiesz - są potwory i potwory ;-))
          • jastrzebiec Wiec, poniewaz kobieta w ciazy wyglada jak potwor 22.12.03, 19:42
            to Ty nie chcesz dziecka?

            ;-)
            Ale mi estetka.
            Przyjdzie taki dzien, ze... zechcesz.
            Bo natura, bo czas mija, bo samotnosc, bo ukochany chce, albo wlasnie nie
            chce...
            Dopoki cos mozna odlozyc na pozniej, nie ma pospiechu. Mozna czekac, mozna
            nawet nie chciec.
            Inaczej jednak zaczyna sie na te same sprawy patrzec, kiedy to cos juz nie
            moze dluzej czekac, a dalsza zwloka moze stac sie nieodwracalna.
            • yagnieszka Kwestia czasu 22.12.03, 19:54
              Tak mniej wiecej do 37-38 roku zycia bardzo wiele kobiet moze sobie pozwolic na
              bunczuczne "bo ja nie chce" - jakims dziwnym trafem bardzo szybko po tych 37
              lub 38 urodzinach prawie 100% z nich zaczyna rownie bunczucznie wolac "ja chce
              juz!" a przewrotna Matka Natura (jako, ze jest kobieta wiec tez bywa zlosliwa)
              czesto wtedy mowi - "a teraz to nie dostaniesz i w ogole figa z makiem z
              pasternakiem". Krystyna Pronka spiewala kiedys "Trafic w czas" - i o to by sie
              tu rozchodzilo - ani nie koniecznie, ani nie wszystkie ale tak ogolnie to
              bardzo mocno i zdecydowana wiekszosc w konkretnym czasie.
              • Gość: gf Re: Kwestia czasu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 00:06
                Zdecydowana większość chce. Te, co nie chcą, to marginalny margines marginesu.
            • Gość: gf Re: Wiec, poniewaz kobieta w ciazy wyglada jak po IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 00:04
              Aż tak mnie znasz?
              Chcesz się założyć o pieniądze? ;)
              • jastrzebiec Re: Wiec, poniewaz kobieta w ciazy wyglada jak po 23.12.03, 00:21
                ;-)))
                A kiedy nastapi rozstrzygniecie?
                I na jaka stope odsetek sie zalozymy?
                ;-)

                Mniemam, ze czasu masz nadal moc; na moja zas korzysc przemawia zwyczajna
                statystyka. Tudziesz podany przez Ciebie powod.


                Gość portalu: gf napisał(a):

                > Aż tak mnie znasz?
                > Chcesz się założyć o pieniądze? ;)
              • jmx Re: Wiec, poniewaz kobieta w ciazy wyglada jak po 23.12.03, 00:29
                Gość portalu: gf napisał(a):

                > Chcesz się założyć o pieniądze? ;)

                Ja chcę!! O każde, bo wiem, że wygram. Szczególnie po Twoim niedawnym
                stwierdzeniu (nt. miłości w innym wątku) - "rok temu tak nie myślałam
                ale..." ;-)))))
            • ziemiomorze Re: Wiec, poniewaz kobieta w ciazy wyglada jak po 23.12.03, 01:54
              jastrzebiec napisał:

              > to Ty nie chcesz dziecka?
              >
              > ;-)
              > Ale mi estetka.
              > Przyjdzie taki dzien, ze... zechcesz.
              > Bo natura, bo czas mija, bo samotnosc, bo ukochany chce, albo wlasnie nie
              > chce...

              Skad ta pewnosc, ze 'przyjdzie czas, ze zechcesz'? No skad?
              Tyle samo jest powodow, zeby dziecka nie chcec.

              > Dopoki cos mozna odlozyc na pozniej, nie ma pospiechu. Mozna czekac, mozna
              > nawet nie chciec.
              > Inaczej jednak zaczyna sie na te same sprawy patrzec, kiedy to cos juz nie
              > moze dluzej czekac, a dalsza zwloka moze stac sie nieodwracalna.

              Wiec jak - zajsc i urodzic na wszelki wypadek? Bo potem bedzie za pozno? Na
              zapas?

              zettollo.


              • jastrzebiec Skad to wiem? Moj Boze... 23.12.03, 04:00
                Prawo natury, rachunek prawdopodobienstwa, geny, pragnienie niesmiertelnosci,
                obawa samotnosci... wreszcie - ponad 50 lat zycia na tym padole i obserwowanie
                zachowan innych ludzi (nie mowiac juz o swoim wlasnym).

                Jasne, nigdy nie ma 100% pewnosci, ze ta akurat osoba, ten konkretny czlowiek,
                nie okaze sie jakims ekscentrykiem, "pofyrtanym odmiencem", ale... tak nas
                stworzyla Natura (cokolwiek to jest). Pragnienie posiadania dziecka jest
                naturalnym dazeniem niemal kazdego czlowieka, mamy to "w genach". Inaczej,
                ludzkosc wyginelaby jeszcze za naszego zywota, niemal. Wiec jest to instynkt
                samozachowawczy.

                A jakie to sa powody, zeby nie miec dzieci? Tak w ogole, w calym swoim zyciu?
                Zagrozenie nuklearne? Globalizm? Glod na swiecie? Wojny? To sa wszystko wymowki
                ideologiczne. Albo wlasne lenistwo. Wygoda. Bo z tym sie wiaza powazne
                obowiazki, wysilek, trud wychowawczy. To zajmuje mnostwo czasu. Nie mozna pojsc
                na dyskoteke... (mozna, mozna; trzeba tylko to zorganizowac)

                Wiec kto mowi, ze nie chce miec dzieci? W jakim wieku? Cwierc wieku temu tez
                nie chcialem zadnych dzieci. Dla wygody. Bo nauka, bo randki, bo kariera
                zawodowa. Trzeba bylo sie ustawic jakos w zyciu, cos osiagnac i, calkiem
                zwyczajnie, wyszumiec. Az korci aby spytac - kto to mowi? Dwudziesto-paro
                latki, trzydziesto-paro latki, czy juz po piecdziesiatce? To ostatnie? Watpie.

                Moze wiec powrocimy do tego tematu za pietnascie, dwadziescia lat? Jesli dozyje.

                ***
                "Na wszelki wypadek"? Nie, nie zachodz. Poczekaj, az nabierzesz ochoty. A
                jezeli rzeczywiscie tak sie zdarzy, ze nie zapragniesz, to nie. Twoja sprawa.
                Tylko, ze ja jeszcze nie spotkalem osoby, ktora - bedac juz w bardziej
                zaawansowanym wieku - prawdziwie nie chciala miec wlasnego potomka. Wszystko
                jedno, kobieta to, czy mezczyzna. Nie zawsze sie do tego przyznaja, nadrabiaja
                mina, ale... w srodku jakas pustka, zal, tesknota. Kompensowana niekiedy
                kotami, psami, kanarkami, wylewna czuloscia do cudzych dzieci albo - na odwrot -
                manifestacyjna niechecia. Bo przeciez natura obdarzyla nas zdolnoscia
                plodzenia dzieci. Tak jest normalnie, i nie ma co sie, w imie jakiejs wydumanej
                idei wolnosci, przeciwko temu buntowac.

                Wiec, "ziemiomorzu", kimkolwiek jestes, choc z pewnoscia kobieta - w jakim
                jestes wieku?
                • ziemiomorze Re: Skad to wiem? Moj Boze... 23.12.03, 10:43
                  jastrzebiec napisał:

                  > Prawo natury, rachunek prawdopodobienstwa, geny, pragnienie niesmiertelnosci,
                  > obawa samotnosci... wreszcie - ponad 50 lat zycia na tym padole i
                  obserwowanie
                  > zachowan innych ludzi (nie mowiac juz o swoim wlasnym).
                  >
                  > Jasne, nigdy nie ma 100% pewnosci, ze ta akurat osoba, ten konkretny
                  czlowiek,
                  > nie okaze sie jakims ekscentrykiem, "pofyrtanym odmiencem", ale... tak nas
                  > stworzyla Natura (cokolwiek to jest). Pragnienie posiadania dziecka jest
                  > naturalnym dazeniem niemal kazdego czlowieka, mamy to "w genach". Inaczej,
                  > ludzkosc wyginelaby jeszcze za naszego zywota, niemal. Wiec jest to instynkt
                  > samozachowawczy.

                  No i? Myslenie 'to, co naturalne, jest nieuniknione' nie ma pokrycia w
                  rzeczywistosci. Czlowiek jest o tyle specyficzny, ze coraz czesciej gore bierze
                  kultura.

                  > A jakie to sa powody, zeby nie miec dzieci? Tak w ogole, w calym swoim zyciu?
                  > Zagrozenie nuklearne? Globalizm? Glod na swiecie? Wojny? To sa wszystko
                  > wymowki ideologiczne. Albo wlasne lenistwo. Wygoda. Bo z tym sie wiaza
                  > powazne obowiazki, wysilek, trud wychowawczy. To zajmuje mnostwo czasu. Nie
                  > mozna pojsc na dyskoteke... (mozna, mozna; trzeba tylko to zorganizowac)

                  Maria Janion, zapytana przez dziennikarke, czemu nie ma dzieci, powiedziala cos
                  w rodzaju "Za duzo tutaj cierpienia, nie mam serca na to kogokolwiek skazywac".
                  Dzieci miewa sie z roznych powodow - 'bo inni maja', 'bo cale zycie o tym
                  marzylam, zeby miec sliczna coreczke', 'bo chce, zeby mnie ktos kochal', 'bo
                  chce kogos kochac', 'chce miec kogos tylko dla siebie', 'zeby sie nami ktos
                  opiekowal na starosc', itd. Oczywiscie - za wiekszoscia tych malych motywacji
                  stoi najczesciej ta duza - milosc. Ale nie zawsze. A nawet, jesli - to nie
                  zawsze dwojgu starcza kompetencji, zeby wychowac szczesliwego czlowieka.

                  Wiem - jesli rodzicami zostawaliby tylko ci, ktorzy _naprawde_ powinni -
                  dojrzali, cierpliwi, madrzy, wyrozumiali - i nade wszystko - kochajacy, to na
                  calej kuli ziemskiej rodzilo by sie rocznie tylko kilkadziesiat dzieci i to
                  parom powyzej 80-tki.

                  Mysle jednak, ze nie nalezy wydawac latwych sadow o bezdzietnych. Ja bylam
                  dzieckiem bardzo kochanym, zaplanowanym itd - mimo to nacierpialam sie sporo,
                  bo moi rodzice byli osobami gleboko nieszczesliwymi i kompletnie nie gotowymi
                  do roli ojca i matki. Do dzis borykam sie z tym mrocznym spadkiem emocjonalnym,
                  ktory mi przekazali.
                  Moim wyborem - zupelnie swiadomym, i racjonalnym, i emocjonalnym - jest nie
                  miec dzieci, dopoki nie poczuje, ze mam szanse wychowac kogos, kogo bede umiala
                  nie krzywdzic. A jesli poczuje to zbyt pozno? Trudno - wole to, niz mnozyc
                  cierpienie.
                  Czy to czyni mnie wygodnicka egoistka?

                  zetta.
                  • Gość: b Re: Skad to wiem? Moj Boze... IP: 80.51.194.* 23.12.03, 11:09
                    ziemiomorze napisała:

                    > Czy to czyni mnie wygodnicka egoistka?

                    Nie, bynajmniej;
                    Wesołych świąt Ziemiomorze:)
                  • jastrzebiec Re: Skad to wiem? Moj Boze... 23.12.03, 20:00
                    Droga ZiemioMorzu (to Morze Srodziemne czy moze Kaspijskie?)

                    1. Nigdzie nie napisalem, ze to co naturalne jest nieuniknione. To co
                    naturalne jest jedynie typowe, powtarzalne. Jest moze nieuniknione
                    "statystycznie", lecz nic ponadto. Zreszta, zaleznosc jest akurat raczej
                    odwrotna: to co typowe, czeste i powtarzalne jest tym czyms naturalnym. Jest
                    naturalne wlasnie przez swoja powtarzalnosc. Dlatego twierdze, ze "niechcenie"
                    dziecka jest czyms nienaturalnym, bo wyjatkowym.

                    Tak na marginesie, naturalnosc czegos jest okresleniem poniekad dwuznacznym:
                    - cos jest naturalne bo to "Natura" tak to cos zaprogramowala
                    - cos jest naturalne bo jest typowe, czeste, powtarzalne


                    2. Ja w ogole nie wydaje "osadow o bezdzietnych". Nikt nie ma zadnego
                    obowiazku plodzenia i posiadania dzieci. To osobista sprawa samych
                    zainteresowanych. Obowiazek (wychowania dziecka) pojawia sie dopiero wraz z
                    pojawieniem sie samego dziecka.

                    Co do Twojego wyboru - nie moge zgodzic sie bardziej.
                    • Gość: gf Re: Skad to wiem? Moj Boze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 20:33
                      Leworęczność też jest "nienaturalna"? :)
                      • jmx Re: Skad to wiem? Moj Boze... 23.12.03, 22:06

                        Leworęczność najczęściej nie jest świadomie i dobrowolnie wybierana. :-)
                        • Gość: gf Re: Skad to wiem? Moj Boze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 22:25
                          brak instynktu macierzyńskiego toże :)
                          • jmx Re: Skad to wiem? Moj Boze... 24.12.03, 03:45

                            Jak sama nazwa wskazuje - instynkt należy raczej do cech wrodzonych :-)

                            Spaaaaać! ;-)))))
                            • Gość: gf Re: Skad to wiem? Moj Boze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.03, 00:13
                              niektórzy urodzili się bez - podobnie jak urodziłam się bez blond włosów ;)
                              • jmx Re: Skad to wiem? Moj Boze... 26.12.03, 00:06

                                Włosy można zafarbować... A poza tym - to częste zjawisko u dzieci, że mają
                                jasne włosy, które potem stopniowo ciemnieją ;-)
                                • Gość: gf no popatrz... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 01:37
                                  A poza tym - to częste zjawisko u dzieci, że mają
                                  > jasne włosy, które potem stopniowo ciemnieją ;-)
                                  >

                                  ja pod każdym względem jestem nietypowa ;D
                      • jastrzebiec :-) I tak i nie 23.12.03, 22:28
                        Jako produkt "natury" - jest naturalna;
                        Jako cos nietypowego, wyjatkowego - nienaturalna,

                        - ta leworecznosc jest.

                        Sama widzisz jak to uwazac trzeba z tymi definicjami
                    • miriammiriam i tu sie mylisz 26.12.03, 12:57
                      jastrzebiec napisał:
                      >Dlatego twierdze, ze "niechcenie"
                      > dziecka jest czyms nienaturalnym, bo wyjatkowym.

                      naturalność rozmnażania nie ma nic wspólnego z "chceniem".
                      zwierzęta do rozmnażania popycha instynkt
                      kiedy nie znano antykoncepcji ludzie po prostu sie rozmnażali, niezalażnie od
                      zamiaru prokreacji i to było naturalne
                      teraz mamy wybów i możemy świadomie kierować płodnością, rozważyć za i
                      przeciw, zastanowić się czego naprawde chcemy, a nie co jest naturalne. nie ma
                      czegoś takiego jak naturalna potrzeba posiadania dziecka, tylko prosze nie
                      wyskakiwać z instynktem macierzyńskim, człowiek jest stworzeniem zbyt złozonym,
                      aby mozna było mówić o instynktach.

                      • Gość: gf no nie, bez przesady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 13:26
                        > tylko prosze nie
                        > wyskakiwać z instynktem macierzyńskim, człowiek jest stworzeniem zbyt
                        złozonym,
                        >
                        > aby mozna było mówić o instynktach.

                        Sporą część ludzkości właśnie instynkt do mnożenia się popycha.
                        • miriammiriam Re: no nie, bez przesady... 27.12.03, 14:27
                          Gość portalu: gf napisał(a):

                          >
                          > Sporą część ludzkości właśnie instynkt do mnożenia się popycha.

                          ciekawe skąd masz tę "wiedzę"...
                          • Gość: gf Re: no nie, bez przesady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 16:22
                            Z ekstrapolacji doświadczeń płynących z obserwowania światów bliskich i
                            dalekich. A Ty?
                            • miriammiriam Re: no nie, bez przesady... 27.12.03, 17:50
                              Gość portalu: gf napisał(a):

                              > Z ekstrapolacji doświadczeń płynących z obserwowania światów bliskich i
                              > dalekich. A Ty?

                              podsumowując - wiedza potoczna. ok na tym poziomie moge się zgodzić na użycie
                              terminu "instynkt" w proponowany prez ciebie sposób, chociaż jest on niezgodny
                              z definicją.
                              • Gość: gf Re: no nie, bez przesady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 18:07
                                Masz pecha, bo tu nie forum lingwistyka.
                      • jastrzebiec Re: i tu sie mylisz 28.12.03, 08:05
                        Naturalnosc rozmnazania sie wsrod ludzi ma bardzo wiele wspolnego z chceniem.
                        Chca dziecko zarowno matka (przyszla) jak i ojciec. To "chcenie",
                        albo "PRAGNIENIE" jest wlasnie naturalne. Nie kazdy chce, to fakt, ale...

                        Co do instynktu - czlowiek nie tym sie rozni od zwierzat, ze wyzwolil sie od
                        instynktow; rozni sie tym, ze OPROCZ instynktow kieruje sie rowniez WOLA. To
                        drugie jest jednak jedynie nadbudowane nad poprzednim, w zadnym przypadku nie
                        zastepuje instynktow.
                        • miriammiriam Re: i tu sie mylisz 28.12.03, 10:50
                          jastrzebiec napisał:

                          > Naturalnosc rozmnazania sie wsrod ludzi ma bardzo wiele wspolnego z chceniem.
                          > Chca dziecko zarowno matka (przyszla) jak i ojciec. To "chcenie",
                          > albo "PRAGNIENIE" jest wlasnie naturalne. Nie kazdy chce, to fakt, ale...
                          >
                          > Co do instynktu - czlowiek nie tym sie rozni od zwierzat, ze wyzwolil sie od
                          > instynktow; rozni sie tym, ze OPROCZ instynktow kieruje sie rowniez WOLA. To
                          > drugie jest jednak jedynie nadbudowane nad poprzednim, w zadnym przypadku nie
                          > zastepuje instynktow.

                          wg ciebie:
                          1. czlowiek kieruje sie "instynktem", podobnie jak zwierzęta
                          2. ponadto kieruje sie wolą, która jest nadbudowana nad instynktem i nie
                          zastąpi go
                          3. "chcenie", czyli wola jest naturalna.
                          ------------
                          czy wg ciebie "instynkt" nie jest nienaturalny?
                          czym sie różni wola od "instynktu"?
                          a moze ta wola "chcenie" nie jest wolą par excellence, tzn. wolną wolą?
                          • jastrzebiec Miriam "Podpuszczacz" ;-) 31.12.03, 21:19
                            ;-)
                            1. Powiedziec "czlowiek kieruje sie (w postepowaniu) instynktem" to moze nie
                            najszczesliwsze okreslenie; instynkt(y) ma(ja) jednak wplyw (znaczny) na nasze
                            postepowanie.

                            2. Nie widze nic "nienaturalnego" w przyjeciu za prawdziwy pogladu, ze i
                            instynkt i wola, w przypadku czlowieka, sa naturalne. (jak mniemam 'strzelisz'
                            mi pytanko czyz w przypadku zwierzat wola nie jest nienaturalna).

                            3. Czym sie rozni "instynkt" od "woli"? Na przyklad tym czym "swiadome" rozni
                            sie od "nieswiadomego". Mechaniczne, automatyczne, od dowolnego.

                            4. "Wolna wola"? Dla mnie wola jest wolna. Przeciwienstwem bylaby wola
                            "niewolna". "Chce ale musze"? Inna rzecz to wola "absolutna", "ograniczona".
                • Gość: gf :-DDDDDDD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 11:10
                  ponad 50 lat zycia na tym padole i obserwowanie
                  > zachowan innych ludzi (nie mowiac juz o swoim wlasnym).

                  ale argument, hihi :))))))

                  więc mój dziadek ma ponad 80 lat i mówi inaczej niz Ty, także jak dorośniesz,
                  to zmienisz zdanie ;)

                  Potem się z Tobą rozprawię szczegółowo, bo teraz nie mam czasu się
                  denerwować ;)))
                  • jmx Re: :-DDDDDDD 23.12.03, 14:54

                    TWÓJ dziadek? To jakim cudem został dziadkiem? Niechcący...? ;-)
                    • Gość: gf Re: :-DDDDDDD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 15:46
                      owszem :)
                      i odważnie przyznaje się do tego, że dzieci nigdy go specjalnie nie
                      interesowały - świadomie by się nie zdecydował. Mówi, ze gdyby miał wybierać,
                      chciałby, żeby rozdzili się od razu dorośli - tak w okolicy 30 tki :)))
                      • jmx Re: :-DDDDDDD 23.12.03, 16:32

                        Nie był zadowolony z takiej wnuczki? Musiałaś dać mu nieźle w kość ;-)))
                        Ale skoro zmiany zdania są u was rodzinne to i Ciebie to czeka - nie ma co się
                        zarzekać ;-))))
                        • Gość: gf wnuczka nie jest jego utworem :P IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 20:25
                          Właśnie rzecz w tym, że zmiany zdania nie mają miejsca w tej rodzinie ;)
                          • jmx dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) 23.12.03, 22:11

                            Mam wrażenie, że cechą "tej rodziny" jest przede wszystkim brak logiki ;-).
                            Skoro to Twój dziadek to ma udział (powiedzmy pośredni) w Twoim istnieniu.
                            Jeśli to dziadek np. znajomych - no to cofam powyższe ;-)

                            Lecę do kuchni, może jeszcze zajrzę dzisiaj ;-))))
                            • Gość: gf Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 22:28
                              oczywiście, ze to mój dziadek :)
                              on się wypowiedział n/t dzieci a nie wnuków :))
                              zapewniam, ze moi rodzice go nie pytali o zdanie, kiedy postanowili mnie
                              wyprodukować, także miał związane ręce ;))))


                              > Lecę do kuchni, może jeszcze zajrzę dzisiaj ;-))))

                              susznie, susznie ;)
                              • jmx Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) 24.12.03, 03:48

                                Gdyby mu się nie zdarzyło wyprodukować jednego z Twoich rodziców to i Ciebie
                                by nie było ;-)
                                • Gość: kaloryfer Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: *.lukas.com.pl 24.12.03, 10:43
                                  słowa "zawsze" i "nigdy" są dosyć mocne. Widzę że dyskusja poszła w stronę
                                  dziadków i wnucząt. Ale czy owa wnuczka mogła by dzisiaj zabierac głos gdyby
                                  nie decyzja dziadka. Czy owa wnuczka uważa że dziadek popełnił błąd? Ale to już
                                  inny wątek - bo rozchodzi się o skutki a nie chęci. Pozostańmy więc przy
                                  temacie.
                                  A czy przypadkiem nie jest to troche tak jak z nasionkiem - gdy ma odpowiednie
                                  warunki to zaczyna (chce) rosnąć?
                                  • Gość: gf Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.03, 00:15
                                    > Czy owa wnuczka uważa że dziadek popełnił błąd?

                                    oczywiście, że tak.

                                    albo urodziłabym się komuś innemu :)
                                    albo by mnie nie było, czyli nie mogłabym żałować :)
                                    • Gość: kaloryfer Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 28.12.03, 00:25
                                      ale jesteś i jakoś mnie nie przekonałaś ...
                                      ale skoro jest tak źle to zawsze możesz naprawić błąd dziadka - prawda?
                                      • Gość: gf Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 01:23
                                        Każdy niech sie martwi własnymi błędami.

                                        Po drugie, przekonywanie Ciebie moim celem nie jest oraz nie będzie :)
                                        • Gość: kaloryfer Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: 62.29.129.* 28.12.03, 23:41
                                          kamień spadł mi z serca ; ))))
                                          • Gość: gf Re: dziadek - ojciec matki lub ojca.... ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 01:17
                                            bezzasadnie leżał ;)))

                                            patrz tylko, czy nie na wątrobę aby :)
                • miriammiriam Re: Skad to wiem? Moj Boze... 26.12.03, 12:43

                  > Tylko, ze ja jeszcze nie spotkalem osoby, ktora - bedac juz w bardziej
                  > zaawansowanym wieku - prawdziwie nie chciala miec wlasnego potomka. Wszystko
                  > jedno, kobieta to, czy mezczyzna. Nie zawsze sie do tego przyznaja,
                  nadrabiaja
                  > mina, ale... w srodku jakas pustka, zal, tesknota. Kompensowana niekiedy
                  > kotami, psami, kanarkami, wylewna czuloscia do cudzych dzieci albo - na
                  odwrot

                  a skąd ty możesz wiedzieć, co siedzi w środku tych ludzi, zwłaszcza jeśli sie
                  nie przyznają, co?
                  tja, rodzinka ma psa do towrzystwa, a osoba samotna ma psa w celach
                  kompensacyjnych....no comment
                  tak sie składa, że owi dzieciaci czesto mają ambiwalentne uczucia wobec
                  potomstwa, tylko sie do tego nie przyznają, nadrabiają miną.....
                  wiesz mądralo, kiedy człowiek zaczyna robić bilans życiowy zwykle bierze pod
                  uwage także alternatywny plan, który nie został wdrożony, łatwie się przyznać
                  nawet przed sobą, a co dopiero przed innymi, ze w kwestii prokreacji mogłoby
                  być inaczej jeśli nie ma się dzieci, no bo jak pomysleć o własnym
                  dziecku "lepiej zebyś się nie urodził" jeśli nawet jego przyjscie na świat
                  spowodowało głownie problemy? kiedy w gre wchodzi gdybanie łatwiej gdybać o
                  tym, czego sie nie zrobiło, zwłaszcza w odniesieniu do dzieci....
                  --------
                  nawiasem mówiąc powoływanie się na "naturę" jest tylko pozornym uzasadnieniem,
                  nie odnosi się do tego czego intencjonalnie pragnie konkretna osoba, tylko do z
                  góry zadanej konieczności dziejowej. wszystkie podane przez ciebie uzasadnienia
                  są pozorne, zmierzają raczej w kierunku wmówienia sobie, że należy mieć
                  dziecko, a następnie tłumaczenia sobie, że podjęto decyzję najlepszą z
                  możliwych.
                  • jastrzebiec Re: Skad to wiem? Moj Boze... 03.01.04, 08:12
                    "Plan alternatywny", czyli "co by bylo gdyby" to moze wlasnie byc (w przypadku
                    osoby bezdzietnej) - co by bylo, gdybym sie zdecydowal/zdecydowala miec dziecko.

                    Mam silne wrazenie, ze rozmawiam z osoba w wieku dwudziestu paru, moze
                    trzydziestu paru lat, bezdzietna. To sie odnosi do Ciebie i do "gf". Moge sie
                    mylic naturalnie, ale prawdopodobienstwo przemawia raczej na moja rzecz.

                    Kiedy sie ma tych dwadziescia lub trzydziesci pare lat, priorytety sa/moga byc
                    inne; posiadanie dziecka w tym wieku z pewnoscia nie jest pragnieniem silnym
                    ani nawet czestym. Przede wszystkim dlatego, ze na dziecko jest jeszcze czas;
                    po wtore, bo jest wiele innych waznych rzeczy do "zalatwienia", przezycia. Te
                    inne cele zyciowe sa wtedy wazniejsze i silniej odczuwane.

                    Kiedy sie jednak przekroczy te, powiedzmy, czterdziesci lat, a w kazdym razie,
                    w miare uplywu lat "opcje" zaczynaja sie zawezac. I pragnienie posiadania
                    potomstwa staje sie czestsze i mocniejsze. I ja wlasnie nawiazuje do
                    tego "bilansu zyciowego".

                    To nie znaczy, ze osoba bezdzietna jest skazana, bezwzglednie i w sposob
                    kategoryczny, na poczucie nieszczescia. Nic podobnego.

                    Sadze, ze jest dokladnie na odwrot niz myslisz: nie trzeba sobie wmawiac, ze
                    sie chce dzieci. Dzieci sie po prostu pragnie. Nie od razu. Ale, na ogol,
                    kiedys przychodzi taki moment. Natomiast "pragnienie" nieposiadania dzieci jest
                    wlasnie najczesciej wmawianiem sobie czegos na przekor. Bo to obowiazek, trud,
                    ciezka praca wychowawcza, odpowiedzialnosc, niewygody, ryzyko, albo, bo wojna,
                    zle czasy... sto innych powodow.

                    Miriam, nie wyssalem sobie tego z palca, ani nie wyczytalem z "madrych ksiag".
                    Cwierc wieku temu sam nie mialem najmniejszej ochoty na dzieci, dokladnie z
                    wyzej wymienionych powodow. Teraz natomiast jestem juz w wieku kiedy zaczyna
                    sie wlasnie dokonywac pierwszych "bilansow zycia". Oraz znam, lub znalem, wiele
                    osob w roznym wieku, te z dziecmi i te bezdzietne... wiec - nie spotkalem osoby
                    calkowicie i do konca szczesliwej z powodu faktu nieposiadania dzieci.

                    Jedyne przeciwko czemu tu oponuje to, prosze mi wybaczyc "zarozumialosc
                    starszawego faceta", to co postrzegam jako mlodziencza bunczuczna
                    kategorycznosc sadu: teraz nie chce dzieci (albo w ogole czegos tam nie chce),
                    przeto NIGDY w przyszlosci tez tego nie bede chcial(a). Nie wiemy z gory czego
                    bedziemy pragneli lub nie w przyszlosci. Poglady, i pragnienia, sa zmienne.

                    Pozdrawiam i - wszystkiego dobrego w Nowym Roku ;-)
                • joasia1 Re: Skad to wiem? Moj Boze... 26.12.03, 17:58
                  jastrzebiec napisał:

                  > Wiec kto mowi, ze nie chce miec dzieci? W jakim wieku?

                  Majac 15 - 16 lat wiedzialam ze nie chce miec w przaszlosci dzieci i tak
                  zostalo do dzisiaj - mam 45 lat
                  Nigdy - ani przez sekunde - nie wyobrazalam sobie byc w roli matki.

                  Lenistwo, egoizm - nie - raczej samokrytyczna ocena swoich mozliwosci,
                  nieuleganie presji otoczenia, odpowiedzialnosc za swoje czyny.
                  • jastrzebiec samokrytyczna ocena swoich mozliwosci 09.01.04, 06:02
                    Troche to brzmi jak nadmiar samokrytyki, orientacja na srodowisko "odwrotnie".
                    Troche poznawo juz ale jeszcze nie wszystko stracone. Dziecko to
                    wielkie "wyzwanie" ale i wielkie doznanie. Namawiam do ponownego przemyslenia.
                    :)
          • Gość: Richelieu* Re: a kysz maro przekleta! ;) IP: *.localdomain / 213.77.25.* 23.12.03, 00:24
            GF, słoneczko, kobieta w ciąży wygląda jak potwór dla tego lepiej w ogóle nie
            rodzić?
            to nie lepiej w okolicach 40-stki gdy jesteśmy jeszcze młodzi strzelić sobie w
            łeb żeby uniknąć wyglądania jak potwór na starość?

            Mnie tam kobieta w świadomej ciąży rozczula, podobnie jak siwe włosy;)
    • jmx woda na młyn? ;-) 23.12.03, 02:19

      "Przesłanki decyzji o nieposiadaniu dzieci mogą być dojrzałe i niedojrzałe. Te
      dojrzałe zasługuja na szacunek - na przykład gdy ludzie decydują się podjąć w
      zyciu inne wyzwania, poświęcić jakiejś ważnej dla nich sprawie. Częściej
      jednak za decyzją o nieposiadaniu dzieci stoi niechęć do podejmowania
      zobowiązań i obawa przed wchodzeniem w trwałe związki".

      "Przez całe życie w naszych sercach i umysłach rozgrywa się nieustanny
      konflikt między złudzeniem ego a wolnym duchem. Ego próbuje oszukać i uśpić
      wolnego ducha, a duch się nie daje. Rodzicielstwo jest niewątpliwą szansą na
      głębszą refleksję i przebudzenie ducha. Gdy budzi się sie nasz duch, którego
      atrybutami są miłość, współczucie, oddanie - ego przegrywa. Wtedy nie bawi nas
      dbanie wyłącznie o siebie, sparwianie sobie przyjemności, gonitwa za wygodą i
      egocentrycznie pojmowanym szczęściem. Przezywanie życia w imię "mieć"
      przestaje dawać satysfakcję. Okazuje się, że w imię "być" ma więcej smaku.
      Szczególnie gdy ogkryjemy, że doświadczeniem więzi i bliskości rodzicielstwa
      możemy podzielić się ze wszystkimi i z całym światem."
      • zlewozmywak1 własnie chciałem to napisać ;) nt 23.12.03, 09:53
        • jmx Miło mi :-) n/txt 26.12.03, 00:11
    • Gość: Ethlinn Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.03, 11:30
      Nie chcę mieć dziecka. Teraz. Z wielu różnych powodów. Ale tak sobie myślę, ze
      jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, to chyba naturalne jest ze chcą mieć
      dzieci (prędzej czy później - ja bym wolała później). Ktoś tu pisał o powodach
      dla których ludzie (no bo przecież nie tylko kobiety) chcą mieć dzieci. No i wg
      mnie były one dość przerażające. Jedynym powodem dla którego dopuszczam do
      siebie myśl, że mogłabym kiedyś chcieć dziecka, jest możliwość stworzenia z
      osobą którą kocham nowe życie. Czy można sobie nawzajem dać coś więcej? Zabrzmi
      to jak jakiś frazes, ale takie nowe życie jest po prostu ukoronowaniem miłości,
      jest w sensie dosłownym jej owocem.
      Brzmi to pompatycznie, ale ja szczerze w to wierzę;-)
      • yagnieszka Ze szpitalnej perspektywy 23.12.03, 15:47
        Girl napisala, ze zdecydowana wiekszosc kobiet chce, a Ziemiomorze napisala, ze
        jesli sie za pozno zorientuje, ze by chciala to trudno. Girl ma racje -
        zdecydowana wiekszosc kobiet chce w jakims momencie ich zycia i ja sie tylko
        zastanawiam czemu coraz wiecej kobiet chce, gdy juz nie moze. A wtedy chce
        bardzo, drapieznie i bezwglednie - im bardziej sa successful w swoim
        bezdzietnym zyciu, tym bardziej walcza o posiadanie dziecka - nie przebierajac
        w srodkach. Wlaczaja w to swoich partnerow, cale rodziny, wydaja gory
        pieniedzy, poswiecaja mnostwo czasu i energii na cos, co najczesciej mogly miec
        bez zadnego klopotu tych jakichs 5 lat wczesniej. Bron Boze nie nawoluje do
        mnozenia sie "na zapas" ale postuluje samo-edukacje i w ogole edukacje.
        Wreszcie mowi sie publicznie o tym, ze fertility zaczyna sie u kobiet
        zmniejszac drastycznie juz po 27 roku zycia, wreszcie zaprzestano glupiego
        political correctness i zaczeto mowic i pisac nawet w popularnych gazetach, ze
        tradycyjne poglady o posiadaniu pierwszego dziecka przed 30-tka sa jak
        najbardziej zgodne z mozliwosciami danymi kobiecie przez nature, wreszcie
        zaczeto uswiadamiac kobiety, ze zajscie w ciaze po 35 roku wcale nie musi
        byc "na zawolanie" a i ilosc klopotow zarowno w ciazy jak i ze zdrowiem dziecka
        gwaltownie rosnie. Sa wyjatki, jak we wszystkim ale to troche tak jak wiedziec,
        ze sa tycy, ktorym zdarza sie wygrac milion na loterii. Moje pokolenie
        wychowalo sie w przekonaniu, ze "zawsze zdaze" miec dziecko - najpierw kariera,
        dorabianie sie, podroze, edukacja, rozrywka a na dziecko "zawsze bedzie czas".
        Wszystkie badania wskazuje na to, ze my - kobiety dalysmy sobie wmowic, ze tak
        bedzie. A ekstremalne przyklady eksperymentow typu mama w wieku lat 63
        przyczynily sie do umocnienia tego przekonania. No a potem jest placz i
        zgrztanie zebow, bo wszystko juz sie w zyciu osiegnelo tylko tego jednego miec
        sie juz nie da choc pragnienie rosnie i dusza wyje na widok kazdego wozka.
        Warto sobie o tym czasem pomyslec, poczytac i pogadac.
        • ziemiomorze Re: Ze szpitalnej perspektywy 23.12.03, 16:18
          yagnieszka napisała:

          > Girl napisala, ze zdecydowana wiekszosc kobiet chce, a Ziemiomorze napisala,
          > zejesli sie za pozno zorientuje, ze by chciala to trudno.

          Nie - napisalam, ze do faktu urodzenia i wychowywania dziecka potrzebuje
          dorosnac, bo w chwili obecnej nie czuje sie gotowa.

          > bez zadnego klopotu tych jakichs 5 lat wczesniej. Bron Boze nie nawoluje do
          > mnozenia sie "na zapas" ale postuluje samo-edukacje i w ogole edukacje.
          > Wreszcie mowi sie publicznie o tym, ze fertility zaczyna sie u kobiet
          > zmniejszac drastycznie juz po 27 roku zycia, wreszcie zaprzestano glupiego
          > political correctness i zaczeto mowic i pisac nawet w popularnych gazetach,
          ze
          > tradycyjne poglady o posiadaniu pierwszego dziecka przed 30-tka sa jak
          > najbardziej zgodne z mozliwosciami danymi kobiecie przez nature, wreszcie
          > zaczeto uswiadamiac kobiety, ze zajscie w ciaze po 35 roku wcale nie musi
          > byc "na zawolanie" a i ilosc klopotow zarowno w ciazy jak i ze zdrowiem
          dziecka
          >
          > gwaltownie rosnie.

          Kiedys pracowalam za granica jako niania. Zaprzyjaznilam sie z grupka
          tamtejszych "hałsłajfów" - wszystkie byly sporo (15-20 lat) starsze ode mnie.
          Wszystkie wlasnie nianczyly swoje pierwsze dzieci. To bylo spokojne i dojrzale
          macierzynstwo - dzieci kwitly, matki promienialy, ojcowie byli wniebowzieci.

          Nie twierdze, ze najlepszym pod sloncem sposobem na macierzynstwo jest urodzic,
          kiedy sie jest w okolicy 40tki - nic podobnego. Uwazam, ze najlepiej jest
          urodzic wtedy, kiedy sie tego chce i jest sie na to gotowym.

          > Sa wyjatki, jak we wszystkim ale to troche tak jak wiedziec,
          > ze sa tycy, ktorym zdarza sie wygrac milion na loterii. Moje pokolenie
          > wychowalo sie w przekonaniu, ze "zawsze zdaze" miec dziecko - najpierw >
          > kariera, dorabianie sie, podroze, edukacja, rozrywka a na dziecko "zawsze
          > bedzie czas".

          Jest jeszcze kilka drobiazgow, o ktorych zapomnialas wspomniec - np rozwoj
          emocjonalny i duchowy. To sie tez przydaje w byciu rodzicem.

          > No a potem jest placz i
          > zgrztanie zebow, bo wszystko juz sie w zyciu osiegnelo tylko tego jednego
          > miec
          > sie juz nie da choc pragnienie rosnie i dusza wyje na widok kazdego wozka.
          > Warto sobie o tym czasem pomyslec, poczytac i pogadac.

          Warto - ale znowu: rodzic na wszelki wypadek, bo potem moze byc za pozno?

          Ja nie chce,
          zetta.
          • yagnieszka Re: Ze szpitalnej perspektywy 23.12.03, 16:29
            Ziemiomorze - to jest dokladnie to, co napisalas:
            Moim wyborem - zupelnie swiadomym, i racjonalnym, i emocjonalnym - jest nie
            miec dzieci, dopoki nie poczuje, ze mam szanse wychowac kogos, kogo bede umiala
            nie krzywdzic. A jesli poczuje to zbyt pozno? Trudno - wole to, niz mnozyc
            cierpienie.

            Ja patrze na to z perspektywy obserwatora zabiegow podejmowanych przez te,
            ktore "dorosly" - ich problem jest w tym, ze dorosly za pozno. Dlatego sie
            zastanawiam, czy nie za wielka wage przykladamy do tego dorosniecia duchowego,
            do tej dojrzalosci i swiadomosci? Nie twierdze, ze wszystko, co naturalne
            nalezy powielac bez zastanowienia ale tez nie uwazam by slusznym bylo
            rozdzielanie wlosa na czworo w kwestii tak podstawowej jak prokreacja - jakby
            nie bylo - jestesmy miedzy innymi dzieki temu, ze nasi pra-, pra- i pra- nie
            byli moze zbyt dojrzali emocjonalnie czy jakos tam inaczej, ale za to byli
            chetni. Gotowosc? A coz po gotowosci gdy autobus juz odjechal?
            • Gość: gf Re: Ze szpitalnej perspektywy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 22:52
              > Dlatego sie
              > zastanawiam, czy nie za wielka wage przykladamy do tego dorosniecia
              duchowego,
              > do tej dojrzalosci i swiadomosci?

              Jest taki tradycyjny pogląd, ze nawet jak kobieta czy facet nie chce, to jak
              się urodzi to napewno obudzą się instynkty. Kompletnie bzdurny. W jednym tak, w
              innym nie. Kto się nie zetknął z tragedią ludzi, w których się po urodzeniu
              dziecka nie obudziły, ten będzie pisał bzdury.

              Teza jakoby należało urodzić dziecko nie pragnąc go, "na wszelki wypadek", bo a
              nuż się zechce kiedyśtam jest nieodpowiedzialna i prowadzi do mnozenia
              cierpień. Jak się w kimś instynkt macieżyński obudzi koło pięćdziesiątki,
              zawsze może zaadoptować - opuszczonych dzieci na świecie od cholery.

              A jak ktoś się boi pogorszenia "warunków biologicznych", niech zamrozi komórki
              jajowe.
              • bella-donna Re: Ze szpitalnej perspektywy 25.12.03, 15:42
                Mysle, ze Ty nie rozumiesz o czym yagnieszka pisze. Jestes zawsze jaks
                zacietrzewiona nie wiadomo w czym i dlaczego.
                • Gość: gf Re: Ze szpitalnej perspektywy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.03, 17:50
                  nie zrozumiałaś, co napisałam - trudno, przeżyję :)
          • jmx Re: Ze szpitalnej perspektywy 23.12.03, 16:43
            ziemiomorze napisała:

            > Kiedys pracowalam za granica jako niania. Zaprzyjaznilam sie z grupka
            > tamtejszych "hałsłajfów" - wszystkie byly sporo (15-20 lat) starsze ode
            mnie.
            > Wszystkie wlasnie nianczyly swoje pierwsze dzieci. To bylo spokojne i
            dojrzale
            > macierzynstwo - dzieci kwitly, matki promienialy, ojcowie byli wniebowzieci.

            Weź pod uwagę, że to spokojne i dojrzałe macierzyństwo będzie miało
            swoje 'apogeum' kilka lat póxniej gdy dziecko będzie nastolatkiem (burza
            hormonów), mama będzie miała menopauzę (jw.) a tatuś kryzys wieku średniego.


            > Nie twierdze, ze najlepszym pod sloncem sposobem na macierzynstwo jest
            urodzic,
            >
            > kiedy sie jest w okolicy 40tki - nic podobnego. Uwazam, ze najlepiej jest
            > urodzic wtedy, kiedy sie tego chce i jest sie na to gotowym.

            Ale wtedy jest już najczęściej na to za późno. Pewnych spraw nie da się
            przeskoczyć. Oczywiście - nie można urodzić "na zapas" ale trzeba być
            świadomym, że pewne decyzje podjęte w życiu są nie do cofnięcia.
            • Gość: gf Re: Ze szpitalnej perspektywy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.03, 22:53
              A co to za propagacja mitów??
              Koło 40-tki za późno? Phi!
              • jmx Bravo!Girl ;-)))))))) 26.12.03, 00:18

                No, widzę postęp, nie tak dawno twierdziłaś, że koło pięćdziesiątki jest OK ;-)
                • Gość: gf Re: Bravo!Girl ;-)))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 01:36
                  Bo jest OK. właśnie dlatego teza koleżanki mnie śmieszy :)
                  Najstarsza matka świata ma 64 lata :)
                  • jmx Re: Bravo!Girl ;-)))))))) 27.12.03, 18:35

                    Jeśli posiada się dzieci z powodu bicia rekordów na najstarszego rodzica...
                    Już kiedyś pisałam jakie są konsekwencje późnego rodzicielstwa. W
                    przeważającej części uderzają w dziecko właśnie. I warto o tym też pomyśleć.
        • bella-donna Re: Ze szpitalnej perspektywy 25.12.03, 15:48
          yagnieszka napisała:

          >> Moje pokolenie wychowalo sie w przekonaniu, ze "zawsze zdaze" miec dziecko -
          najpierw kariera,
          >dorabianie sie, podroze, edukacja, rozrywka a na dziecko "zawsze bedzie czas".

          To ile ty masz w takim razie lat ?
          • yagnieszka Re: Ze szpitalnej perspektywy 28.12.03, 03:47
            bella-donna napisała:

            >
            > To ile ty masz w takim razie lat ?

            40+
    • maly.ksiaze Dojrzałość, świadomość, rodzicielstwo... 23.12.03, 22:19
      ...i inne pierdoły. Osobiście uważam, że mieszanie abstrakcyjnych pojęć (jak
      dojrzałość, świadomość, życiowe spełnienie) do rzeczy tak organicznych jak
      rozród, jest grubą pomyłką.

      Dzieci najlepiej mieć wtedy, kiedy się 'chce', a nie wtedy, kiedy 'się
      dojrzało' i 'sytuacja jest dobra'. Sytuacja nigdy nie jest dobra. Lepiej już
      było.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • ziemiomorze Re: Dojrzałość, świadomość, rodzicielstwo... 24.12.03, 11:06
        maly.ksiaze napisał:

        > ...i inne pierdoły. Osobiście uważam, że mieszanie abstrakcyjnych pojęć (jak
        > dojrzałość, świadomość, życiowe spełnienie) do rzeczy tak organicznych jak
        > rozród, jest grubą pomyłką.

        A jaki widzisz konflikt na linii abstrakcyjne - organiczne?

        > Dzieci najlepiej mieć wtedy, kiedy się 'chce', a nie wtedy, kiedy 'się
        > dojrzało' i 'sytuacja jest dobra'. Sytuacja nigdy nie jest dobra. Lepiej już
        > było.

        Pamietam, ze chcialam miec dzidziusia, kiedy bylam pieciolatka.
        Znam dwie matki, ktore uczuciowo nie dorosly - emocjonalnie sa w wieku jakis
        lat trzynastu. Dzieci miec chcialy - pytanie tylko po co? Albo: po co dzieciom
        glupie, zle matki?

        Mam wrazenie, ze samo chcenie to czasami za malo - to znaczy: do 'rozrodu', jak
        to ujales, w pewnym wieku wystarcza, rodzicielstwo jednak to o wiele wiecej niz
        checi (a nawet niech beda dobre) i fakt urodzenia.

        zetta
        • maly.ksiaze Re: Dojrzałość, świadomość, rodzicielstwo... 24.12.03, 15:28
          > A jaki widzisz konflikt na linii abstrakcyjne - organiczne?
          Nie konflikt, raczej 'nieprzystawalność'. Usilne racjonalizowanie (przy pomocy
          abstraktów) naszych organicznych pragnień uważam za zbędne.

          > Pamietam, ze chcialam miec dzidziusia, kiedy bylam pieciolatka.
          Jak miałem 5 lat chciałem jeździć śmieciarką. Co dalej?

          > Znam dwie matki, ktore uczuciowo nie dorosly - emocjonalnie sa w wieku jakis
          > lat trzynastu. Dzieci miec chcialy - pytanie tylko po co? Albo: po co
          dzieciom
          > glupie, zle matki?
          Po co komukolwiek głupi i źli ludzie? Po pierwsze własnej głupoty nigdy się
          nie dostrzega. Po drugie oceniasz te 'głupie i złe' z perspektywy czasu - i 'z
          boku'. Trudniej ocenić swoje własne szanse - przed!

          Pozdrawiam,

          mk.
          • ziemiomorze Re: Dojrzałość, świadomość, rodzicielstwo... 26.12.03, 02:12
            maly.ksiaze napisał:

            > Nie konflikt, raczej 'nieprzystawalność'. Usilne racjonalizowanie (przy
            pomocy
            > abstraktów) naszych organicznych pragnień uważam za zbędne.

            "Usilne"?
            Nadal nie bardzo rozumiem - padlo pytanie, padly odpowiedzi. Mysle,
            ze 'racjonalizacjami' moznaby je nazwac dopiero wtedy, kiedy poznaloby sie
            dobrze rozmowcow - wtedy mozna byloby powiedziec, czy sciemniaja czy nie.

            > > Pamietam, ze chcialam miec dzidziusia, kiedy bylam pieciolatka.
            > Jak miałem 5 lat chciałem jeździć śmieciarką. Co dalej?

            No wiesz - mialam chec na dziecko.

            > Po co komukolwiek głupi i źli ludzie? Po pierwsze własnej głupoty nigdy się
            > nie dostrzega. Po drugie oceniasz te 'głupie i złe' z perspektywy czasu -
            > i 'z boku'. Trudniej ocenić swoje własne szanse - przed!

            Jak to 'nigdy sie nie dostrzega wlasnej glupoty'? Ja dostrzegam. Znam kilkoro
            ludzi, ktorzy tez posiadaja te umiejetnosc, wcale nie tak neiczesta.
            To, o czym pisalam, to sytuacja w jakims sensie idealna (chociaz, chocby
            dlatego, ze dluugie lata pracowalam jako niania, i widzialam rozne rzeczy,
            zyczylabym sobie, aby byla norma) - decyzji o nie/posiadaniu dziecka powinien
            towarzyszyc namysl i rozwaga, analiza sytuacji na wielu roznych poziomach. "Bo
            mialam ochote" jest dla mnie motywacja wystarczajaca do zjedzenia jablka, ale z
            pewnoscia nie do nie/stworzenia nowego zycia.
            Wiem, ze czesto jest inaczej, ale to wlasnie mi sie nie podoba. Wiem, ze sa zli
            rodzice, bo sa zli ludzie, ale nadal, upre sie: to zbyt wazna decyzja, zeby
            podejmowac ja zwazajac jedynie na swoja chec.

            zetta
            • maly.ksiaze Re: Dojrzałość, świadomość, rodzicielstwo... 30.12.03, 02:00
              ziemiomorze napisała:

              > Jak to 'nigdy sie nie dostrzega wlasnej glupoty'? Ja dostrzegam. Znam kilkoro
              > ludzi, ktorzy tez posiadaja te umiejetnosc, wcale nie tak neiczesta.
              Uważam, że refleksja nad samym sobą i swoim życiem to rzecz, która trafia się
              nielicznym. Rozejrzyj się. Krótko mówiąc - większości osób na świadomą decyzję
              nie stać. Decyduja pierdoły, w kolejności przypadkowej:
              deszcz (na tak)
              urok chwili (na tak)
              brak pieniędzy (w dowolną stronę)
              pragnienie kariery (na nie)
              pragnienie samorealizacji (w dowolną stronę)
              chęć życia użycia,
              erekcja, brak erekcji, nowy samochód, stary samochód...

              Słowem, iluzja. Z drugiej strony - (niemal) każdy przed tym problemem staje i
              podejmuje decyzję. Konkluzja: przytłaczająca większość tych decyzji podejmowana
              jest na podstawie przemijających wrażeń. Czyli wogóle o jakiejkolwiek decyzji
              nie może być mowy. Co najwyżej o zgadywaniu. QED.


              > to zbyt wazna decyzja, zeby
              > podejmowac ja zwazajac jedynie na swoja chec.

              Zbytnio (moim zdaniem) przywiązujesz się do konceptu 'decyzji' i 'powołania
              nowego życia'. Dobrze umotywowana 'chęć' to najlepsze, co możemy światu
              zaoferować. Na więcej nas nie stać.

              Pozdrawiam,

              mk. (kubus.fatalista)
          • Gość: gf Re: Dojrzałość, świadomość, rodzicielstwo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 13:24
            > Po pierwsze własnej głupoty nigdy się
            > nie dostrzega.

            mów za siebie.
    • Gość: ToeToe Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.ihug.net 24.12.03, 05:01
      Wyluzuj:)) Ciebie ten problem nie dotyczy, on dotyczy facetow:))
      Wesolych Swiat.
      • Gość: kaloryfer Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.lukas.com.pl 24.12.03, 11:28
        sądząc po odpowiedziach to problem poruszył głównie żeńską część tego forum. Ja
        powracam do swojej teorii ziarenka, które jak ma dogodne warunki (nie
        materialne) to naturalnie chce się rozrastać. Oczywiście po pewnym czasie
        ziarenko nie może już rosnąć i chyba w większości wtedy jest to problem. Może
        jednak powinno się szukać (stwarzać) takich "warunków" by ziarenko mogło
        zakiełkowac wtedy gdy jeszcze może. Problem leży chyba tylko w tym czy chcemy?
        (oczywiście po za niektórymi wyjątkami...)
    • miriammiriam czyżby? 25.12.03, 15:27
      nie mama, nigdy nie chciałam mieć dzieci w nadchodzącym roku skończę 30 lat.
      podkreślam, że nie jest to czekanie na właściwy moment, ksiecia z bajki, itp.
      NIE CHCE i już. zauważyłam natomist, ze facetom zależy na rozmnażaniu, kiedy po
      pewnym czasie znajomości pojawiają się wzmianki o wspólnym życiu mówie wprost
      jaki jest mój stosunek do rodziciestwa i jest to nabardziej odstraszający
      tekst.
      • miriammiriam errata 25.12.03, 15:29
        nie mam, mialo być zamiast nie "mama"
      • Gość: gf Re: czyżby? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.03, 17:51
        Zwiąż się z takim, który już ma. Poważnie.
        pozdrawiam :)
      • jmx czyżby? no właśnie 26.12.03, 00:29
        miriammiriam napisała:

        > nie mama, nigdy nie chciałam mieć dzieci w nadchodzącym roku skończę 30 lat.
        > podkreślam, że nie jest to czekanie na właściwy moment, ksiecia z bajki, itp.
        > NIE CHCE i już. zauważyłam natomist, ze facetom zależy na rozmnażaniu, kiedy
        po
        >
        > pewnym czasie znajomości pojawiają się wzmianki o wspólnym życiu mówie
        wprost
        > jaki jest mój stosunek do rodziciestwa i jest to nabardziej odstraszający
        > tekst.

        To, że teraz nie chcesz, nie znaczy, że za pięć lat też nie będziesz chciała.
        Wiązanie się z facetem, który ma dzieci chyba nie jest najlepszym pomysłem, bo
        tymi dziećmi też trzeba się zaopiekować a trudniej akceptuje się cudze dzieci
        niż własne. No chyba, że już są "na swoim".

        A co do "odstraszającego tekstu" - bo chyba istnieje taki stereotyp w
        społeczeństwie, że kobieta chcąca dzieci jest opikuńcza, troskliwa, ciepła
        itp. A skoro nie chce to jakby była tych cech pozbawiona...
        • Gość: gf Re: czyżby? no właśnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 01:34
          > To, że teraz nie chcesz, nie znaczy, że za pięć lat też nie będziesz chciała.
          > Wiązanie się z facetem, który ma dzieci chyba nie jest najlepszym pomysłem,
          bo
          > tymi dziećmi też trzeba się zaopiekować a trudniej akceptuje się cudze dzieci
          > niż własne. No chyba, że już są "na swoim".


          Nie prawda. Jeśli naprawdę kochasz mężczyznę, kochasz też jego dzieci.


          >
          > A co do "odstraszającego tekstu" - bo chyba istnieje taki stereotyp w
          > społeczeństwie, że kobieta chcąca dzieci jest opikuńcza, troskliwa, ciepła
          > itp. A skoro nie chce to jakby była tych cech pozbawiona...

          ciekawe, że te "opiekuńcze, troskliwe i ciepłe" często fatalnie traktują ojców
          tych dzieci - zawsze mnie ten paradoks zastanawiał.
          • jmx Re: czyżby? no właśnie 27.12.03, 18:54
            Gość portalu: gf napisał(a):

            > Nie prawda. Jeśli naprawdę kochasz mężczyznę, kochasz też jego dzieci.

            Ty (tzn. ta kobieta) może tak ale co z dziećmi, które np. winią nową partnerkę
            za rozpad swojej rodziny albo są nastawiane negatywnie przez matkę?
            Radzę spojrzeć na forum Macochy.


            > ciekawe, że te "opiekuńcze, troskliwe i ciepłe" często fatalnie traktują
            ojców
            > tych dzieci - zawsze mnie ten paradoks zastanawiał.

            A mnie nie - "murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść" ;-)
            • Gość: gf Re: czyżby? no właśnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 19:42
              Bo nie odchodzi się "do" tylko "od".
        • miriammiriam Re: czyżby? no właśnie 26.12.03, 11:42
          jmx napisała:

          > To, że teraz nie chcesz, nie znaczy, że za pięć lat też nie będziesz chciała.
          sorry, ale bredzisz, takie teksty można wciskać małolatom.
          przez 30 lat ani przez 5 min. nie chciałam być matka i mam mysleć, że w
          najbliższej pięciolatce mi sie odmieni? bzdura.
          > Wiązanie się z facetem, który ma dzieci chyba nie jest najlepszym pomysłem,
          bo
          > tymi dziećmi też trzeba się zaopiekować a trudniej akceptuje się cudze dzieci
          > niż własne. No chyba, że już są "na swoim".
          nie jest złym pomysłem jeśli sie kocha te osobe, akceptuje się wtedy tego kogoś
          razem z jego problemami życiowymi. bez sensu jest nastawianie się na
          szukanie "gotowej rodziny".
          > A co do "odstraszającego tekstu" - bo chyba istnieje taki stereotyp w
          > społeczeństwie, że kobieta chcąca dzieci jest opikuńcza, troskliwa, ciepła
          > itp. A skoro nie chce to jakby była tych cech pozbawiona...
          taaaaaa jeśli sie zna kogoś kilka lat to faktycznie ocenia sie go wg takich
          wzorów. chodzi o to, że dla faceta (dla wiekszosci myśle) pierwszoplanowe
          znaczenie ma wartość użytkowa partnerki życiowej, tzn. czy moze jej użyć do
          rodzenia dzieci, prac domowych itp., uzycie do sexu schodzi na plan dalszy, a
          takie detale jak wspólne zainteresowania, porozumienie, itp. przestają byc
          istotne. kandydatka na zone ma się nadawać do wypełniania swojej roli i tyle.
          nie twierdze, że kobiety sa "lepsze" - one chcą użyć faceta do zarabiania
          pieniędzy, podniesienia swojego statusu społecznego (status mężatki jest
          wyższy, niż panny), może jeszcze do czegoś. jeśli zakładasz z góry, że nie
          spełnisz podstawowych przepisów roli to odpadasz, nie pomoże tu bycie kochanka
          doskonała, atrakcyjność, zalety umysłu, to jest b. cenny kapitał w przypadku
          związków bez zwobowiązań, ale kandydatk(a) na żonę/męża to co innego.
          reasumując: faceci chcą się rozmnazać tak samo jak kobiety, tylko wygodnie sie
          w tym wszystkim ustawili; przecież to ONA chciała mieć dziecko! najwieksze
          klamstwo tego świata.
          • jmx Re: czyżby? no właśnie 27.12.03, 19:18
            miriammiriam napisała:

            > sorry, ale bredzisz, takie teksty można wciskać małolatom.
            > przez 30 lat ani przez 5 min. nie chciałam być matka i mam mysleć, że w
            > najbliższej pięciolatce mi sie odmieni? bzdura.

            Jednego czego sie nauczyłam, to to, żeby się nie zarzekać "ja nigdy, ja
            zawsze" bo to dopiero brednie ;-)

            > nie jest złym pomysłem jeśli sie kocha te osobe, akceptuje się wtedy tego
            kogoś
            >
            > razem z jego problemami życiowymi.

            O, dziecko ukochanego to "problem życiowy"? Z takim podejściem nie liczyłabym
            na prawdziwą akceptację i miłość do dziecka. Tak jak i Girl tak i Tobie
            polecam lekturę forum Macochy.

            > taaaaaa jeśli sie zna kogoś kilka lat to faktycznie ocenia sie go wg takich
            > wzorów.

            Pisałam o stereotypach, są ludzie, którzy się nimi kieruja i tacy, którzy nie.
            Długość znajomości nie ma tu kluczowego znaczenia; wiekszość ludzi, jeśli się
            dobrze ze sobą czują i są szczęśliwi (kilkuletni związek) dążą do posiadania
            dziecka. Nawet Się mówi "dziecko owoc miłości". Jeśli któraś ze stron nie chce
            potomka, to najczęściej następuje rozpad związku, bo jest szansa znalezienia
            kogoś, z kim można się równie dobrze czuć a jednocześnie mieć dziecko.
            Może to "materialistyczne" podejście ale.... sądzę, że dość częste.
            • miriammiriam Re: czyżby? no właśnie 27.12.03, 19:42
              jmx napisała:

              > miriammiriam napisała:
              >
              > > sorry, ale bredzisz, takie teksty można wciskać małolatom.
              > > przez 30 lat ani przez 5 min. nie chciałam być matka i mam mysleć, że w
              > > najbliższej pięciolatce mi sie odmieni? bzdura.
              >
              > Jednego czego sie nauczyłam, to to, żeby się nie zarzekać "ja nigdy, ja
              > zawsze" bo to dopiero brednie ;-)
              -----
              • jmx Re: czyżby? no właśnie 27.12.03, 20:15
                miriammiriam napisała:

                > -----
                • miriammiriam Re: czyżby? no właśnie 27.12.03, 20:38
                  jmx napisała:

                  > miriammiriam napisała:
                  >
                  > > -----
                  • jmx Re: czyżby? no właśnie 28.12.03, 02:03
                    miriammiriam napisała:

                    > jasnowidzem mozna nazwać kogoś, kto zdecyduje, ze wygra w totolotka i uda mu
                    > sie to! nad niektórymi zdarzeniami zeswojego zycia, takimi jak posiadanie
                    > dzieci mamy *kontrolę*, kiedy masz nad czymś kontrolę nie musisz być
                    > jasnowidzem by to przewidziec. chyba, że masz zawnętrzny locus of control...

                    Jak ja lubię takie dyskusje....
                    Napisałaś, że nigdy nie chciałaś dziecka więc i za pięć lat też nie zechcesz.
                    A ja pytam skąd to wiesz? Ja nie wiem co będzie za pięć lat, może nie dożyję,
                    a może będzie wojna albo jeszcze coś innego. To masa czasu i proponowałabym
                    rozwagę w wypowiedziach na ten temat.

                    > czyż pogmatwana sytuacja osobista nie jest problemem? dzieci są częścią tej
                    > sytuacji.

                    Nie każdy facet posiadający dziecko ma pogmatwaną sytuację. To znaczy -
                    dziecko automatycznie nie gmatwa sytuacji tylko jego stosunek do partnerki
                    ojca i na odwrót.

                    > wybacz, ale pisaniny na jamiś tam forum nie traktuje jako punktu
                    > odniesienia. w ogóle nie jest ono dla mnie zadnym źródłem wiedzy, podobnie
                    jak to.

                    Jak to nie jest źródłem wiedzy? Popatrz ile o sobie napisałaś w poprzednich
                    postach. Nie pisałaś prawdy?

                    > forum to tylko rozrywka.

                    Nie dla każdego. Czasem forum stanowi grupę wsparcia dla ludzi z podobnymi
                    przeżyciami czy problemami np. Uzależnienia, Macochy, istnieją też fora
                    eksperckie gdzie lekarze czy specjaliści odpowiadają na pytania (Seksuologia,
                    Depresja).

                    > właściwie to skąd tak dobrze znasz forum macocha?

                    Bo czasem tam zaglądam.

                    > piszesz tutaj o czymś innym - o niewypełnieniu przepisu roli zwanej "żona" i
                    o
                    > stereotypowym przekonaiu, jakoby kobieta musiała urodzić dziecko meżczyźnie
                    > (mężowi), jest to jednak inny stereotyp, niż "zimna bezdzietna" o którym
                    > pisałaś na poczatku.

                    Tak, to inny stereotyp ale może również skutkować rozpadem związku.
                    • miriammiriam Re: czyżby? no właśnie 28.12.03, 10:32
                      >Ja nie wiem co będzie za pięć lat, może nie dożyję,
                      > a może będzie wojna albo jeszcze coś innego. To masa czasu i proponowałabym
                      > rozwagę w wypowiedziach na ten temat.
                      wypadki losowe to są właśnie czynniki nad którymi nie mamy kontroli. na
                      szczescie życie nie składa sie z wypadków i pewne rzeczy możemy przewidziec,
                      zaplanować, szkoda że tego nie rozumiesz. wspólczuje, ze nie możesz kierowac
                      swoim zyciem nawet w takim zakresie, jak prokreacja, tylko czekasz aż co ci sie
                      przytrafi.
                      > Jak to nie jest źródłem wiedzy? Popatrz ile o sobie napisałaś w poprzednich
                      > postach. Nie pisałaś prawdy?
                      chyba nie traktujesz prywatnych opinii pomieszanych z nieweryfikowalnymi
                      deklaracjami ma temay rzekomego doświadczenia jako wiedzy?
                      prawdziwosc/falszywosc mojej, czy kogo innego, pisaniny nie ma znaczenia -
                      hipotetycznie mogloby byc tak jak pisze, wiec mozan podyskutowac, rozwiązac
                      case study i nic ponadto. traktowanie forum jako źródła wiedzy uwazam za wysoce
                      nierozważne.
                      > Nie dla każdego. Czasem forum stanowi grupę wsparcia dla ludzi z podobnymi
                      > przeżyciami czy problemami np. Uzależnienia, Macochy, istnieją też fora
                      > eksperckie gdzie lekarze czy specjaliści odpowiadają na pytania (Seksuologia,
                      > Depresja).
                      fora experckie to troche co innego, weź jednak pod uwage ze nikt nie stawia tam
                      diagnozy, tylko przedstawia swoją opinie jako expert. jak dla mnie jest to dość
                      kontrowersyjna forma zasiegania porady, zwlaszcza w dziedzinach, które
                      wymieniłas, gdzie niezbedny jest kontakt z pacjentem. te fora nie są żadnymi
                      grupami wasarcia, tylko miejscem wymiany opinii i doswiadczen na okreslony
                      temat. przykre, jesli ktos to traktuje jako grupe wsparcia.
                      dawanie wiary anonimowemu pisarstwu świadczy o naiwnosci, do tego trzeba miec
                      dystans.

                      • jmx Re: czyżby? no właśnie 29.12.03, 02:33
                        miriammiriam napisała:

                        > wypadki losowe to są właśnie czynniki nad którymi nie mamy kontroli. na
                        > szczescie życie nie składa sie z wypadków i pewne rzeczy możemy przewidziec,
                        > zaplanować, szkoda że tego nie rozumiesz. wspólczuje, ze nie możesz kierowac
                        > swoim zyciem nawet w takim zakresie, jak prokreacja, tylko czekasz aż co ci
                        sie
                        >
                        > przytrafi.

                        No właśnie - nie wiem co mi sie przytrafi za pięć lat.
                        Natomiast jedyną stuprocentową metodą zapobiegania ciąży jest
                        wstrzemięźliwość. Przy takim typie antykoncepcji, rzeczywiście dość łatwo
                        przewidzieć, że nigdy w ciążę się nie zajdzie.

                        > chyba nie traktujesz prywatnych opinii pomieszanych z nieweryfikowalnymi
                        > deklaracjami ma temay rzekomego doświadczenia jako wiedzy?

                        A jakbyś to nazwała? Bo rzadko czyje życie można znaleźć opisane w słownikach,
                        encyklopediach itp. (zweryfikowane informacje). Można dużo dowiedzieć się o
                        człowieku jego poglądach, podejściu do życia itd.

                        > fora experckie to troche co innego, weź jednak pod uwage ze nikt nie stawia
                        tam
                        >
                        > diagnozy, tylko przedstawia swoją opinie jako expert. jak dla mnie jest to
                        dość
                        >
                        > kontrowersyjna forma zasiegania porady, zwlaszcza w dziedzinach, które
                        > wymieniłas, gdzie niezbedny jest kontakt z pacjentem.

                        Czasem kontakt z takim forum i internetowym ekspertem jest impulsem do pójścia
                        do "realnego" specjalisty. Z drugiej strony ludzie czasem sie wstydzą mówić
                        szczerze o swoich problemach i uważam, że lepszy jest kontakt przez internet
                        niż żaden.

                        te fora nie są żadnymi
                        > grupami wasarcia, tylko miejscem wymiany opinii i doswiadczen na okreslony
                        > temat.

                        Właśnie to miałam na myśli pisząc "grupa wsparcia".

                        > dawanie wiary anonimowemu pisarstwu świadczy o naiwnosci, do tego trzeba
                        miec
                        > dystans.

                        No, sądząc po Twoich wypowiedziach trochę Ci go brakuje chyba ;-)
                        • Gość: kaloryfer Re: czyżby? no właśnie IP: *.lukas.com.pl 29.12.03, 11:22
                          Wtrącę się do wątku jak mi Panie pozwolą ... ; )

                          - znam jedną taką, która zarzekała się, że ona to "nigdy" a jak widzi dzieci to
                          je "główką o ścianę". Sądzę, że pod wieloma dosyć radykalnymi stwierdzeniami,
                          które tutaj padły podpisała by się dwoma rękoma a i dorzuciła by jeszcze parę
                          opinii na temat partnerów i jak się powinno ich traktować. Tak się jednak
                          złożyło, że od roku czasu jest szczęśliwą i promienną mamusią. Może mi nie
                          uwierzycie, ale nie poznałem ostatnio tej kobiety... Jej życie obróciło się o
                          180 stopni. Gorycz i żal do życia zmienił się w ciepło emanujące z niej w
                          każdym calu. Byłem w szoku i nie mogłem poznać w niej tej poprzedniej osoby.
                          Tej samej co tak stanowczo twierdziła „nigdy” ......

                          - co do słów "nigdy" i "zawsze" to mam tylko jedno stwierdzenie - "tylko osły
                          nie zmieniają zdania". Mam 32 lata i niejednokrotnie zdarzyło mi się już
                          zmieniać nawet najbardziej radykalne poglądy i nie dla tego, że tak było mi
                          wygodniej....
                          ... od czegoś jednak mamy te szare komórki ... <w zasadzie to powinienem
                          napisać „mam”>

                          - miriammiriam - jeżeli ty nigdy nie zmieniasz zdania - to Ci po prostu
                          współczuję bo to oznacza tylko tyle, że zatrzymałaś na pewnym etapie ... < i
                          bynajmniej nie chodzi mi teraz o sprawy związane z macierzyństwem lecz o
                          podejście do życia>

                          - życie jest bardzo przewrotne i prawie zawsze niweczy misternie ułozone
                          plany ;)

                          - uważam, że każda rozmowa z innym człowiekiem może coś wnieść do naszego życia
                          i tak na prawdę to uczymy się cały czas patrzenia z różnych perspektyw na te
                          same sprawy. Nie zawsze muszą to być bardzo odkrywcze i wyintelektualizowane
                          poglądy. Czasami najprostsze rozwiązania bywają najtrudniejsze. Czy jest to
                          rozmowa ustana czy pisemna - nie ma znaczenia. Czasami nawet zwykła rozmowa
                          może otworzyć nam oczy na coś co nie dostrzegaliśmy od wielu lat ... i nie
                          potrzeba do tego erudytów czy też ekspertów.
                          Jeśli ktoś wszystko już zna i nie musi się niczego uczyć to z jednej strony mu
                          zazdroszczę a z drugiej współczuję – bo czymże jest życie bez niespodzianek i
                          ciągłego odkrywania siebie i innych?
    • bella-donna Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 25.12.03, 15:36
      Gość portalu: kaloryfer napisał(a):

      > Dlaczego każda kobieta jakby mogła to od razu chciała by mieć dziecko?

      To tylko NATURA . To wlasnie ONA kaze wam nas ciagle kochac, no a dalej
      juz wiesz skad sie biora dzieci.
      • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.03, 17:53
        Natura, to co najwyżej popycha ludzi do seksu, hehe.
        • bella-donna Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 26.12.03, 15:52
          Gość portalu: gf napisał(a):

          > Natura, to co najwyżej popycha ludzi do seksu, hehe.

          no a ze sexu biora sie wpadki i to jeszcze ile...zrob wywiad
          • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 21:38
            z seksu biorą się nie wpadki, tylko dzieci
            jeśli uważasz, że dzieci biorą się z drgnień serca, to pięknie ;)
            • bella-donna Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 27.12.03, 20:49
              Gość portalu: gf napisał(a):

              > z seksu biorą się nie wpadki, tylko dzieci

              zatem uwazaj
              • Gość: gf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 21:44
                uważam prawie najlepiej, jak to możliwe ;)
    • Gość: Hanna Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.12.03, 23:22
      Napewno nie kazda kobieta chce i nie od razu jezeli chce. Odwroce twoje
      pytanie :dlaczego mezczyzni chca dzieci? Bo chyba jednak nie tylko dlatego aby
      pozostawic na ziemii swoje geny????
      • fan_gazety Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 27.12.03, 18:04
        Gość portalu: Hanna napisał(a):
        dlaczego mezczyzni chca dzieci? Bo chyba jednak nie tylko dlatego aby
        > pozostawic na ziemii swoje geny????

        Jak ktoś powie: "chcę mieć dziecko", to się wydaje, że to kwintesencja woli,
        świadomości itp. tzw. wyższych uczuć. Ale - to 'chcenie' to jest najwyrażniej
        prosty efekt instynktu rozrodczego przecież... Bo gdyby nie ten instynkt
        naszych ojców, naszych, dziadków, i pra, pra, ... to nie gaworzylibysmy sobie
        na tym forum. Istniejemy, bo instynkt "rozmnażaj się" jest najsilniejszym
        instynktem w przyrodzie. Inne służą tenu naczelnemu.
        • Gość: kaloryfer Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.lukas.com.pl 29.12.03, 12:39
          odpowiem od razu na dwa pytania
          - faktycznie można odwrócić pytanie i zadać jej panom ale można postawić
          jeszcze szerszą tezę "dlaczego ludzie chcą mieć dzieci"?
          - człowiek "rządzi się" instynktami, schematami, emocjami ... i czasami wolną
          wolą. Jak widać niektóre osoby na tym forum chcą udowodnić, że tylko wolną
          wolą (są w stanie w pełni kontrolować życie) co według mnie jest chyba zbytnim
          uproszczeniem a zarazem też pobożnym życzeniem. Wydaje mi się, że nie sposób
          oderwać się całkowicie od ograniczeń które narzuciła nam natura. Jakbyśmy to
          potrafili czy bylibyśmy jeszcze ludźmi?
          Z drugiej strony nie wszystko wypływa od instynktu i w tym się z przedmówcą nie
          zgadzam. Prawda jak zwykle leży zapewne gdzieś po środku...
    • miriammiriam deadline na rodzicielstwo 26.12.03, 13:26
      jedno twierdzą: na dziecko nigdy nie jest zbyt późno, niestety wyrok na
      biologiczne rodzicielstwo dla kobiet uniemożliwia im odsuwanie w nieskończoność
      decyzji, ale jest na to rada: adopcja, noooo panowie to zawsze mogą
      nie zgadzam sie - absolutny deadline na rodzicielstwo to 35 dla obu płci tak
      uważam. tak sie składa, że mam stsrych rodziców, ja mam 29, moja matka 62, a
      ojciec 83, tak tak mój tata ma 83 lata, żyje jeszcze.
      ci, którzy orędują za późnym rodzicielstwem najwyraźniej nie maja pojecia z
      jakimi konsekwencjami to sie wiąże. fakt, że kiedyś ludzie do późnego wieku
      mieli dzieci nie jest żadnym argumentem, gdyż po pierwsze nie były to ich
      jedyne dzieci i obowiązek opiki nad starymi rodzicami był bardziej równomiernie
      rozłożony, po drugie ludzi żyli krócej.
      uważam, ze obarczanie dziecka (zwłaszcza jedynego) swoim niedołęstwem o wiele
      za wczesnie, niż jest ono na to przygotowane jest nie fair.
      • zalotnica Re: deadline na rodzicielstwo 26.12.03, 16:11
        miriammiriam napisała:
        > ci, którzy orędują za późnym rodzicielstwem najwyraźniej nie maja pojecia z
        > jakimi konsekwencjami to sie wiąże.(...)
        > uważam, ze obarczanie dziecka (zwłaszcza jedynego) swoim niedołęstwem o wiele
        > za wczesnie, niż jest ono na to przygotowane jest nie fair.

        Oczywiscie zgadzam sie z Toba i "podziwiam" "mlode" mamy
        w swiecie pieluch w wieku 35-40 lat...
      • Gość: gf nie zgadzam się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 21:37
        > ci, którzy orędują za późnym rodzicielstwem najwyraźniej nie maja pojecia z
        > jakimi konsekwencjami to sie wiąże.

        na jakiej podstawie stawiasz taką tezę?

        oczywiście, ze trzeba być świadomym konsekwencji - generalnie późne
        rodzicielstwo jest dla tych, którzy bardzo dbają o swoją fizyczną formę i
        którzy są zamożni - właśnie po to, żeby ryzykiem ewentualnego "niedołęstwa" nie
        obarczać dziecka.
        • miriammiriam Re: nie zgadzam się 27.12.03, 14:15
          > na jakiej podstawie stawiasz taką tezę?

          napisalam - mama wlasnie takich, tzn. starych rodziców.

          > rodzicielstwo jest dla tych, którzy bardzo dbają o swoją fizyczną formę i
          > którzy są zamożni - właśnie po to, żeby ryzykiem ewentualnego "niedołęstwa"
          nie
          tralatala od razu widać, że nie wiesz o czym piszesz.... gdyby moi rodzice nie
          dbali o formę to już by ich nie było. masz czasem kontakt ze starszymi ludźmi,
          chyba nie bardzo... starsi ludzie mają problemy ze zdrowiem, niezależnie od
          tego czy dbali o forme i niezaleznie od tego ile mają pieniędzy, są mniej
          sprawni, gorzej widzą, gorzej słyszą, zapominają się, kiedy zdarzy im sie jakiś
          wypadek; np. złamana ręka ich rehabilitacja jest trudniejsza, niż młodych i
          trwa dlużej. serio myślisz, ze 80-letni dziadek moze być sprawny, choćby nie
          wiem jak dbał o formę? o naiwnosci. kiedy sie zbiegnie okres dojrzewania z
          menopauzą i późnym stadium andropauzy to jest dopiero cyrk. kiedy masz starych
          rodziców z reguły nie masz już dziadków, bo najzwyczajniej w świecie zmarli ze
          starości. twoje dzieci też pewnie nie bedą znały swoich dziadków. jeśli jesteś
          pierwszym dzieckiem starych rodziców jesteś też ostatnim i ponosisz wyłączną
          odpowiedzialność za opiekę nad nimi. rodzeństwo starych rodziców (ciotki,
          wójkowie) też są przewaznie w zaawansowanym wieku. w takiej sytuacji nie można
          liczyć na jakąkolwiek pomoc czy wsparcie rodziny, chodzi o takie banały, jak
          np. przypilnowanie dziecka od czasu do czasu, czy poręczenie kredytu - banki
          nie akceptują poręcycieli w zaawansowanym wieku, ze względu na znaczne ryzyko,
          ze ci długo nie pozyją. można dalej wyliczać. problemy, o których wspominam to
          jest czysta abstrakcja dla ludzi, których to nie dotknęło osobiście. dla
          odkładających rodzicielstwo w nieskończoność także, bo odsuwamy od siebie myśl
          o starości, wierzymy że jak bedziemy dbać o formę to niedołęstwo nas nie
          dopadnie. bzdura - starzenie się jest procesem fizjologicznym, nieuniknionym
          jak śmierć, nie ma na niego antidotum.
          nie twierdze, że wszyscy mlodzi rodzice są świetni, a starsi do bani, twierdze
          jedynie, późne rodzicielstwo wiąże się z konsekwencjami, o których ludzie nie
          chcą mysleć. wyobraxcie sobie, że wasz tata ma 70 lat, kiedy jesteście w
          liceum, został emerytem kiedy jeszcze byliście w podstawówce, do tegojeszcze 50-
          letnia mama, stare ciotki, starzy wójkowie, dziadkowie na cmentarzu...
          wesolutko.

          • Gość: gf Re: nie zgadzam się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 16:37
            > > na jakiej podstawie stawiasz taką tezę?
            >
            > napisalam - mama wlasnie takich, tzn. starych rodziców.


            Acha, czyli sądzisz na podstawie jednego przypadku. Gratulacje.


            > tralatala od razu widać, że nie wiesz o czym piszesz.... gdyby moi rodzice nie
            >
            > dbali o formę to już by ich nie było. masz czasem kontakt ze starszymi
            ludźmi,
            > chyba nie bardzo... starsi ludzie mają problemy ze zdrowiem, niezależnie od
            > tego czy dbali o forme

            Bzdura. Porozmawiaj może z lekarzem.
            Mam spory kontakt ze środowiskiem moich dziadków. Ci, którzy, jak on, przez
            całe życie uprawiali sport są w dobrej formie. Oczywiście, że miewają problemy
            z tym czy z tamtym, ale generalnie świetnie się trzymają.
            Dziadek ma prawie 90 lat i jeszcze grywa w tenisa i jeździ na nartach -
            oczywiście, ze teraz już używa tylko rekreacyjnych desek i nie jeździ np.poza
            trasami, bo jest rozsądny. Nie opowiadaj banialuk, ze to jest niezależne od
            tego, co przez całe życie robił. Babcia przez całe życie kilka razy w tygodniu
            pływała i robi to do dziś. I jakoś się jeszcze nie utopiła, hehe. Poza tym
            oboje są świadomi tego, jak ważne jest trzymanie formy intelektualnej - do dziś
            oboje nie tylko dużo czytają i interesują się światem, ale oboje publikują.
            Takze nie usprawiedliwiaj tak łatwo ludzkiej bezczynności, bo mamy ogromny
            wpływ na swoją kondycję i tempo procesu starzenia.

            Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, ze rodzice nie są od pilnowania Twoich dzieci
            czy poręczania kredytów. Masz fajny roszczeniowy stosunek do świata. nie mówiąc
            już o tym, ze świat nie składa się z samej rodziny. Kto się nie umie
            przyjaźnić, sam jest właśnie niepełnosprawny.


            • miriammiriam Re: nie zgadzam się 27.12.03, 17:43
              > Acha, czyli sądzisz na podstawie jednego przypadku. Gratulacje.
              dziękuję pieknie
              widać, ze orientujesz się w ststystyce - na podstawie jednostkowego przypadku
              nie można wnioskować o prawidlowościach występujących w całej populacji, ok
              poprosze indeks - dostateczny. blade pojęcie o metodach ilościowych wystarczy
              właśnie na 3. blade, bo nigdzie nie pisze, że sądze na podstawie 1 przypadku,
              tylko przedstawiam przypadek, który znam najlepiej, moge znać takich więcej,
              czyż nie? mam opisywać wszystkie? sorry brak miejsca, brak czasu. znam więcej
              osób w podobnej sytuacji, moge mieć też inne źródła, mogłam też zmyślić
              wszystko i dałaś się nabrać ;p. tak wiec twoje światłe uwagi metodologiczne są
              bezprzedmiotowe w kontekście dyskusji toczącej na poziomie potocznym. nooo
              chyba że ty ze swoimi postami pretendujesz do poziomu naukowego...

              > Mam spory kontakt ze środowiskiem moich dziadków.
              niereprezentatywność próby wałkowaliśmy powyżej.
              >Ci, którzy, jak on, przez
              > całe życie uprawiali sport są w dobrej formie. Oczywiście, że miewają
              problemy
              > z tym czy z tamtym, ale generalnie świetnie się trzymają.
              "generalnie" "to czy tamto" precyzja godna podziwu
              > Dziadek ma prawie 90 lat i jeszcze grywa w tenisa i jeździ na nartach -
              > oczywiście, ze teraz już używa tylko rekreacyjnych desek i nie jeździ np.poza
              > trasami, bo jest rozsądny.
              no i co z tego?
              >Nie opowiadaj banialuk, ze to jest niezależne od
              > tego, co przez całe życie robił.
              ??????? chyba masz problemy z czytaniem, nigdzie nie pisze o tym, co robił twój
              rzekomy dziadek, nie bardzo wiem do czego pijesz. w każdym razie nigdzie nie
              napisałam, że przebieg procesu starzenia się jest niezależny od tego, co ktoś
              wcześniej robił. twierdzę jedynie, ze nie ma sposobu na zatrzymanie
              postępujących zmian, niektóre można opóźnić, innym zapobiec, a innym nie.
              ludzie się starzeją, a potem umierają, jedni są na chodzie do końca, inni
              wymagają stałej opieki, jednak także ci na chodzie nie są już w tak dobrej
              kondycji, jak byli w młodości i nikt tego nie zmieni.
              >Babcia przez całe życie kilka razy w tygodniu
              > pływała i robi to do dziś. I jakoś się jeszcze nie utopiła, hehe. Poza tym
              > oboje są świadomi tego, jak ważne jest trzymanie formy intelektualnej - do
              dziś
              >
              > oboje nie tylko dużo czytają i interesują się światem, ale oboje publikują.
              gratuluje dziadków, zaiste nietuzinkowi. a chciałabyć aby oni byli twoimi
              rodzicami?
              > Takze nie usprawiedliwiaj tak łatwo ludzkiej bezczynności, bo mamy ogromny
              > wpływ na swoją kondycję i tempo procesu starzenia.
              na kondycję mamy wpływ (jakiś tam) na proces starzenia się też. nie wiem o co
              ci chodzi z tym usprawiedliwianiem bezczynności, gdyż nigdzie bue poruszam tego
              tematu. o swoich rodzicach ogólnie napisałam, ze dbają o siebie. mam wymieniać,
              że mama codziennie ćwiczy i mimo wieku ma świetną figurę, a tata jeździ na
              rowerze, udziela się na działce, ze czytają książki, itp. duperele? taaa dzięki
              temu są sprawni, co nie znaczy, że nie obserwuję u nich objawów starzenia się.
              może ty nie widzisz takich objawów u swoich dziadków? jeśli tak to wreszcie
              spełnił sie sen o eliksirze młodości....
              > Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, ze rodzice nie są od pilnowania Twoich dzieci
              > czy poręczania kredytów.
              ponownie dziękuję pięknie za uświadomienie i ponownie musze cie rozczarować.
              pozwolę sobie przypomnieć, iż nie mam dzieci, o czym zapewne wiedziałaś, tylko
              tak ci sie napisało...dodam jeszcze, że żadnego kredytu rodzice (ani nikt inny)
              mi nie poreczali. widzę, ze bardzo cie irytuje, iż niektórzy rodzice czasem
              pomogą swoim dorosłym dzieciom; tak to się zdarza i to nawet dość często, taka
              jest praktyka, taki zwyczaj, takie czasy... kiedy ktoś ma starych rodziców nie
              moze na to liczyć. i tyle. mój osobisty stosunek do brania czegokolwiek od
              rodziny nie ma tu nic do rzeczy, podobnie jak twój.
              >Masz fajny roszczeniowy stosunek do świata.
              ten temat omówiliśmy powyzej, dodam tylko - po raz kolejny kulą wpłot
              >nie mówiąc
              >
              > już o tym, ze świat nie składa się z samej rodziny.
              ciekawe do czego odnosi się ten komentarz? innymi słowy: jak zwykle pudło
              >Kto się nie umie
              > przyjaźnić, sam jest właśnie niepełnosprawny.
              na koniec sentencja, tylko czego ona dotyczy?
              nawiasem mówiąc, masz jakieś "ale" do niepełnosprawnych?

              • Gość: gf masz jakiś problem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 18:05
                Zapytałam "skąd wiesz?", a Ty na to "mam starych rodziców".
                To chyba logiczne że zakwestionowałam ekstrapolację tego doświadczenia na całą
                populację? Czy nie logiczne? Jeśli nie, to zapisz się jeszcze raz na zajęcia z
                logiki :)

                Napisałaś "ludzie, którzy tak robią, nie zdają sobie sprawy".
                Co Ty mozesz wiedzieć o motywach postępowania innych? Jasne, najlepiej
                przypisać innym głupotę i bezduszność, a sobie rolę ofiary.
                Otóż mylisz się, jeśli nie są imbecylami, zdają sobie sprawę. To się nazywa
                sprawność intelektualna - zdolność do przewidywania skutków swoich poczynań.
                Rozumiem, że przemawia przez Ciebie żal, bo nie dostałas jednak kredytu,wbrew
                temu, co piszesz, za co winę przypisujesz starym rodzicom, ale mam nieodparte
                wrażenie, że jakby byli młodzi to by Ci się z innego powodu nie podobali.

                Postawiłaś wyżej tezę, że nie mamy wpływu na nasz stan zdrowia i że stary
                zawsze bedzie niesprawny. Ja na to "bzdura, możemy swoją sprawnością sterować".
                Może wstań od kompa, pooddychaj, przejdź się, to nie będziesz głupot pisać, co?
                Jak myślisz? Czy nie masz wpływu na poziom tego, co piszesz? ;)

                To, że nie ma sposobu na powstrzymanie starości to banał, szkoda strzepić
                klawiaturę. Ważne jest to, ze mozna długo zachować sprawność. Można mieć
                dziecko koło 50-tki i grać z nim w piłkę z powodzeniem i przez nalblizsze 30
                lat być sprawnym nie obarczając dziecka niczym. Argument przeciwko późnemu
                rodzicielstwu "bo dziecko dziadków nie pozna" jest niehumanitarny, egoistyczny
                i - sorry - głupi.

                Nie miałabym nic przeciwko temu, zeby moi dziadkowie byli moimi rodzicami - co
                prawda w przypadku babci byłoby to fizycznie niemozliwe, ale niech. Są dla mnie
                znacznie bardziej kluczowymi postaciami niż rodzice i mieli większy wpływ np.
                na mój rozwój intelektualny, więc poniekąd są.

                Nie przypisuj mi irytacji z powodu faktu, że rodzice komuś pomagają, bo to
                absurd niedobrze świadczący o stanie twojego umysłu. Ja oceniam oczekiwanie
                dzieci nie czyn rodziców, ale widocznie to za subtelna dla Ciebie różnica.

                Więc skoro Twoi rodzice są sprawni, to o co Ci właściwie chodzi? Co im masz za
                złe?
                Wymieniłaś kłopot z dziećmi i kredytami jako główne mankamenty, po czym
                piszesz, że Ciebie to nie dotyczy. Więc co dotyczy?

                Jesteś czystej wody age'ystka.
                • melanie Re: Girl, zmien zdanie! 27.12.03, 18:23
                  Gość portalu: gf napisał(a):

                  > Można mieć
                  > dziecko koło 50-tki i grać z nim w piłkę z powodzeniem
                  ________________________-

                  Mam nadzieje, ze nie bedziesz czekac do 50-ki i wczesniej zmienisz zdanie.
                  Pamietaj, ze dziecko (szczegolnie syn) przewaznie dziedziczy inteligencje po
                  matce , wiec pomysl o ludzkosci i dla jej dobra nie zmarnuj swoich cennych
                  genow, urodz nam swoje dziecko!!!!!!1
                  :)))))))))))))))
                  • Gość: gf ;-))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 19:45
                    Nie uważam sie za tak cenny egzemplarz, żebym koniecznie musiała się
                    multiplikować ;)))))))))

                    Po drugie, it takes two to tango ;D
                    • melanie Re: ;-))))))))))) 27.12.03, 21:41
                      Gość portalu: gf napisał(a):

                      > Nie uważam sie za tak cenny egzemplarz, żebym koniecznie musiała się
                      > multiplikować ;)))))))))
                      _______________________

                      I to jak cenny! Niedoceniasz sie. Bedziesz swietna matka. Jestem tego pewna.
                      • Gość: gf nie będę, oj nie będę ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 21:48
                        Matka powinna być cierpliwa, przewidywalna i konsekwentna :)
                        Co mnie raczej nie dotyczy ;)



                        • melanie Re: nie będę, oj nie będę ;) 27.12.03, 21:51
                          Gość portalu: gf napisał(a):

                          > Matka powinna być cierpliwa, przewidywalna i konsekwentna :)
                          > Co mnie raczej nie dotyczy ;)
                          _________________

                          Cierpliwos i te rzeczy przyjda same. Grunt to poczucie humoru, a tego masz
                          fullll
                          • Gość: gf łaskava jesteś ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 22:03
                            ale nie wiem, czy ewentualne dziecko podzieliłoby Twoje zdanie, hihi ;)
                • miriammiriam Re: masz jakiś problem? 27.12.03, 18:36
                  szczerze mówiąc nie chce mi sie z tobą dyskutować, nie chec być nieuprzejma....



                  > To chyba logiczne że zakwestionowałam ekstrapolację tego doświadczenia na
                  całą
                  nie wiem jak do ciebie trafić, serio nie mam pojęcia, gdyż po raz klejny
                  wypaczasz sens, tego co pisze.
                  żadna ekstrapolacja na cała populacje nie jest możliwa na etapie dyskursu
                  potocznego (nie naukowego), przedstawiam swój pogląd, ty także nie robisz nic
                  ponadto. masz jakieś pretensje do ścisłosci metodologicznej swoich wywodów?
                  >
                  > Napisałaś "ludzie, którzy tak robią, nie zdają sobie sprawy".
                  podtrzymuje, tak uważam, taka jest moja opinia
                  > Co Ty mozesz wiedzieć o motywach postępowania innych?
                  a co ty moższe o tym wiedzieć?
                  >Jasne, najlepiej
                  > przypisać innym głupotę i bezduszność, a sobie rolę ofiary.
                  jak zwykle dyskutujesz z wytworami swojej fantazji, nie z tekstem
                  > Otóż mylisz się, jeśli nie są imbecylami, zdają sobie sprawę.
                  imbecylami? ostro. ciekawe skąd masz tę wiedze? z ekstrapolacji doświadczeń
                  bliższych i dalszych...
                  >To się nazywa
                  > sprawność intelektualna - zdolność do przewidywania skutków swoich poczynań.
                  co jest czym czego?
                  > Rozumiem, że przemawia przez Ciebie żal, bo nie dostałas jednak kredytu,wbrew
                  > temu, co piszesz, za co winę przypisujesz starym rodzicom, ale mam nieodparte
                  > wrażenie, że jakby byli młodzi to by Ci się z innego powodu nie podobali.
                  uprzedziłam na wstępie, że nie chce być nieuprzejma, dlatego nie ustosunkuje
                  sie do tych bredni.
                  > Postawiłaś wyżej tezę, że nie mamy wpływu na nasz stan zdrowia i że stary
                  > zawsze bedzie niesprawny. Ja na to "bzdura, możemy swoją sprawnością
                  sterować".
                  z jednym się zgodze: słowo "sprawny" mogłoby być użyte bardziej precyzyjnie.
                  pisząc o sprawnosci miałam na myśli, że choć starszy zcłowiek jest "na chodzie"
                  to są rzeczy, ktore wykonuje gorzej, niż kiedyś np. ma słabszy refleks, klopoty
                  ze wzrokiem, itp. nigdzie nie stawiałam tezy, że nie mamy wpływu na stan
                  zrowia, tylko że wpływ ten jest ograniczony, np. predyspozycjami genetycznymi,
                  czego ty uporczywie nie chcesz przyjąc do wiadomości, woląc ulegać pozytywnym
                  iluzjom.
                  > Może wstań od kompa, pooddychaj, przejdź się, to nie będziesz głupot pisać,
                  co?
                  >
                  > Jak myślisz? Czy nie masz wpływu na poziom tego, co piszesz? ;)
                  naprawde nie chce być chamska, dlatego pewne zdania pomijam milczeniem, dotyczy
                  to także tekstu ponizej, czy aby jesteś pewna, że ojcostwo polega na graniu w
                  piłkę przez 30 lat?
                  > To, że nie ma sposobu na powstrzymanie starości to banał, szkoda strzepić
                  > klawiaturę. Ważne jest to, ze mozna długo zachować sprawność. Można mieć
                  > dziecko koło 50-tki i grać z nim w piłkę z powodzeniem i przez nalblizsze 30
                  > lat być sprawnym nie obarczając dziecka niczym. Argument przeciwko późnemu
                  > rodzicielstwu "bo dziecko dziadków nie pozna" jest niehumanitarny,
                  egoistyczny
                  > i - sorry - głupi.
                  >
                  > Nie miałabym nic przeciwko temu, zeby moi dziadkowie byli moimi rodzicami -
                  co
                  > prawda w przypadku babci byłoby to fizycznie niemozliwe, ale niech. Są dla
                  mnie
                  >
                  > znacznie bardziej kluczowymi postaciami niż rodzice i mieli większy wpływ np.
                  > na mój rozwój intelektualny, więc poniekąd są.
                  >
                  > Nie przypisuj mi irytacji z powodu faktu, że rodzice komuś pomagają, bo to
                  > absurd niedobrze świadczący o stanie twojego umysłu. Ja oceniam oczekiwanie
                  > dzieci nie czyn rodziców, ale widocznie to za subtelna dla Ciebie różnica.
                  >
                  > Więc skoro Twoi rodzice są sprawni, to o co Ci właściwie chodzi? Co im masz
                  za
                  > złe?
                  > Wymieniłaś kłopot z dziećmi i kredytami jako główne mankamenty, po czym
                  > piszesz, że Ciebie to nie dotyczy. Więc co dotyczy?
                  >
                  > Jesteś czystej wody age'ystka.
                  amen
                  mozesz napisać jeszcze cokolowiek zechcesz - nie odpowiem, osiągnęłaś juz
                  poziom podłogi, niżej nie zejde

                  • Gość: gf może i osiągnęłam poziom podłogi, ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 19:49
                    słyszę Twoje pukanie spod tej podłogi.

                    Zawsze mnie zastanawiają ludzie, którzy piszą "nie chce mi się z tobą
                    dyskutować" po czym smarują eleborat :))))

                    Rozumiem, że zmieniłas zdanie w ciągu kilku godzin na sprawę późnego
                    rodzicielstwa - niepotrzebnie się tak bez klasy wycofujesz :)

                    w przeciwieństwie do Ciebie, mnie się naprawdę nie chce - dobranoc.
                    • Gość: l. elaborat!!!!!!!!!!!!!!!!! nie eleborat!!!!!! IP: 82.139.13.* 27.12.03, 20:08
                      Zawsze mnie zastanawiają ludzie, którzy piszą "nie chce mi się z tobą
                      > dyskutować" po czym smarują eleborat :))))

                      www.slownik-online.pl/kopalinski/076163DCD8D65044C12565BD0058635D.php
                      • Gość: gf no i? n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 20:11
                        potocznie: "długie i nudne wypracowanie".


                        no i?
                        • Gość: I. Re: no i? n/t IP: 82.139.13.* 27.12.03, 20:14
                          Napisałam, że nie ele- ale ela-

                          • Gość: gf o cholera ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 21:50
                            najmij się na korektorkę w Gazecie ;)
                    • miriammiriam Re: może i osiągnęłam poziom podłogi 27.12.03, 20:13
                      nie dotrzymałam slowa i napisalam tego posta, qurcze ale jestem
                      niekonsekwentna:P

                      Gość portalu: gf napisał(a):

                      > słyszę Twoje pukanie spod tej podłogi.
                      >
                      > Zawsze mnie zastanawiają ludzie, którzy piszą "nie chce mi się z tobą
                      > dyskutować" po czym smarują eleborat :))))

                      co cie tak zastanawia? że ktoś, kto ma jak najgorsze zdanie na temat twojej
                      radosnej twórczości forumowej mimo wszystko zadaje sobie trud dyskutowania z
                      belkotem wydobywajacym sie spod twojej klawiatury? rozwieje twoje wątpliwości -
                      to sie nazywa uprzejmość z domieszką nadziei na to, że może jakimś cudem uda
                      sie dotrzeć do niepośmiennej istoty. twój problem polega na tym, że: primo nie
                      rozumiesz tekstu pisnego, secundo nie odróżniasz doświadczenia życiowego od
                      dyskursu nakuowego, o którym nie masz z resztą najmniejszego pojęcia.

                      > Rozumiem, że zmieniłas zdanie w ciągu kilku godzin na sprawę późnego
                      > rodzicielstwa - niepotrzebnie się tak bez klasy wycofujesz :)
                      >
                      > w przeciwieństwie do Ciebie, mnie się naprawdę nie chce - dobranoc.
                      • jmx puk, puk z piwnicy ;-) 27.12.03, 20:20
                        miriammiriam napisała:

                        > twój problem polega na tym, że: primo nie
                        > rozumiesz tekstu pisnego, secundo nie odróżniasz doświadczenia życiowego od
                        > dyskursu nakuowego, o którym nie masz z resztą najmniejszego pojęcia.

                        Skoro nie ma pojęcia to naturalnym jest, że nie może odróżnić ;-))))

                        Ej kobitki, wyluzujcie trochę :-)))
                        • miriammiriam Re: puk, puk z piwnicy ;-) 27.12.03, 20:42
                          jmx napisała:

                          >
                          > Skoro nie ma pojęcia to naturalnym jest, że nie może odróżnić ;-))))
                          >
                          masz racje, zapomnialam dodać: nie zna granic swoich kompetencji
                        • Gość: gf Re: puk, puk z piwnicy ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 22:07
                          > Ej kobitki, wyluzujcie trochę :-)))

                          Posłuchaj Chrześcijanko ;)
                          Głodnych nakarmić,
                          nagich przyodziać,
                          zaczepiającym dać satysfakcję ;)

                          si o no? ;)))))
                      • Gość: gf dobra sprawię ci przyjemność i dostaniesz secika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 21:59
                        bo mam dziś dobry humor :)

                        Po pierwsze, co mnie zadziwia :)
                        Nie tyle zadziwia, ile śmieszy - zaczynanie mianowicie długiego posta od "nie
                        chce mi się z tobą gadać". Ja wiem, ty napewno celowo robisz z siebie bałwana :)
                        Ok, wolny kraj i wolne forum. A że do robienia z siebie pajaca masz wybitny
                        talent, to i pisz dalej - ludzie się ucieszą,a Pambuczek cię nagrodzi :))

                        Zastanawiam się nad takim fenomenem jak ty - tzn. ktoś dopiero przyszedł i już
                        feruje wyroki n/t obecnych. To nazywasz uprzejmością, hihi? Fakt, masz
                        przewagę - nie splodziłaś jeszcze nic w zasadzie, czyli nie ma się za bardzo z
                        czego śmiać. Jednak próbka, którą dałaś, upoważnia do oczekiwania na dobrą
                        zabawę :)

                        Masz swobodny stosunek do takich zjawisk jak logika czy konsekwencja, post
                        nizej wypierasz się tego co napisałaś post wyzej. Ale cacy - lubię takie
                        klientki :)

                        A teraz bądź rozsądna i powiedz, co ci się w zyciu nie udaję, ze tak kipisz
                        niechęcią do rodziców? Niech zgadnę: przez całe życie było ci wstyd i kolezanki
                        się śmiały, ze masz stara mamę. Trafiłam?
                        • miriammiriam Re: dobra sprawię ci przyjemność i dostaniesz sec 27.12.03, 22:22
                          dziękuje bardzo, czuję sie zaszczycona, że poświecasz mojemu skromnemu nickowi
                          tak wiele uwagi, bark mi słow by wyrazić wdzięczność.
                          prosze o więcej, proponuje rozwinąć wątek psychoanalityczny.
                          • Gość: gf Re: dobra sprawię ci przyjemność i dostaniesz sec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 22:39
                            propozycja odrzucona na okoliczność słabego starania się :(
      • Gość: kaloryfer Re: za starzy rodzice IP: *.lukas.com.pl 29.12.03, 13:50
        Miriammiriam podała bardzo ciekawy argument. Szkoda że przepadł on w gąszczu
        wymian słownych z gf.
        Być może decydując się na zbyt późne macierzyństwo nieświadomie krzywdzimy
        nasze dzieci skazując je na "starych" rodziców. Konsekwencje w zasadzie zostały
        już wymienione i z praktycznego punku są one rzeczywiście dosyć ważne
        <bynajmniej ja tak sądzę>. Opinię gf już znamy - a co sądzą o tym inni? Czy
        myśląc o macierzyństwie nie powinniśmy pomyśleć również o tym co będziemy w
        stanie przekazać naszym dzieciom i czy z ich punktu widzenia będzie to
        rzeczywiście korzystne?
        • Gość: gf czy może mógłbyś mi wytłumaczyć, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.03, 14:13
          na czym owa mityczna krzywda polega?
          bo na razie miriam wymieniła na podstwaie autopsji niesprawność i kłopoty
          kredytowe, po czym oświadczyła, że jej to nie dotyczy, hehe.

          bardzo chętnie bym sie dowiedziała, w jaki sposób krzywdzi się dziecko późnym
          macierzyństwem

          no i od którego momentu ono jest późne

          dziękuję za uwagę i liczę na poważniejszy stosunek do sprawy niż podejście
          miriam :)

          • Gość: kaloryfer Re: czy może mógłbyś mi wytłumaczyć, IP: *.lukas.com.pl 30.12.03, 11:54
            1. o żadnym stosunku nie będzie mowy - bynajmniej z mojej strony
            2. wystarczy czasem odrobina dobrej woli żeby zrozumieć co inni do nas mówią
            3. nie darady dyskutować z kimś kto chce uskuteczniać monolog

            AMEN.
            • Gość: gf Re: czy może mógłbyś mi wytłumaczyć, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 13:05
              > 3. nie darady dyskutować z kimś kto chce uskuteczniać monolog

              myślę, że ta samokrytyka jest przedwczesna ;)
              ja tylko poprosiłam o wyjaśnienie na czym polega problem z rodzicami starszymi
              niż przeciętnie się to zdarza i co to za nieszczęście i z ich strony egoizm

              ponieważ nie mogę się dowiedzieć, więc myślę, że to zwykłe uprzedzenie zwane
              age'yzm :)

              no trudno, dla takich też jest miejsce w demokracji :)))
              • Gość: kaloryfer Re: czy może mógłbyś mi wytłumaczyć, IP: *.lukas.com.pl 31.12.03, 12:18
                Cieszę się, że przynajmniej zgadzasz się pkt 1 i 2.
                Resztę pozostawiam bez komentarza.
        • maly.ksiaze Panie Kaloryfer.... 30.12.03, 02:14
          ...albo 'pani Kaloryfer', ja to ujmę krócej niż miriam dwojga miriamów, bom
          niezwykle inteligentny. Otóż dzieci należy mieć wtedy, kiedy mają je wszyscy.
          Gdy ma sie je przedwcześnie, lub zbyt późno, jest się wtedy - z różnych
          przyczyn - osamotnionym.
          Podobnie z innymi aspektami życia w stadzie. Amen.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: kaloryfer Re: Panie Kaloryfer.... IP: *.lukas.com.pl 30.12.03, 12:21
            ; )
            Oczywiście, że Pan ... tak jak już wcześniej pisałem ...
            (kaloryfer = medius) można sprawdzić na www.medius.prv.pl moją płeć ;)
            Nie moja wina, że panie tak bardzo zdominowały tę dyskusję. Jak widać był to
            kamyczek, który wywołał lawinie - co świadczy, że jest to problem wielu ludzi.
            Chylę czoła przed wielką inteligencją (pojedynczego) małego.księcia.
            Patrząc na stadne zachowania teza wydaje się być słuszna. Ale co w momencie,
            gdy pojęcie "wszyscy" jest niezbyt ostre i względne. Wszyscy moi znajomi – poza
            w(y)padkami - decydują się ok 27-31. Przypuszczam jednak, że dla „wszystkich” w
            populacji średnia będzie chyba tak 20-24 lata. Ponad to dzieci idąc do szkoły
            czy przedszkola będą miały rówieśników więc dla nich ten problem nie istnieje.
            A w tym wątku zadałem pytanie właśnie o nie (w zasadzie to double miriam). Czy
            wiek rodziców ma znaczenie dla dzieci czy nie? (oczywiście chodzi tu o rodziców
            już bardzo późno decydujących się na pierwsze dziecko).
    • sdfsfdsf Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 27.12.03, 23:32
      natura wzywa
    • Gość: Sisi Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 01:26
      Święta minęły, u mnie dobre jak co roku, choć bez mamy, która późno mnie
      urodziła. Niestety zmarła, mając wcześniej udar i związany z tym paraliż
      prawostronny oraz mowy. Kompletny wrak człowieka przez 5 lat. Zostawiła mnie i
      moją 7 letnią siostrę. Gimnastyka jej nie pomogła, ani pływanie, chociaż
      świetnie pływała. Wiek, co za tym idzie, rosnące zagrożenie chorobami. Choć
      oczywiście młoda mama również może mieć udar. Różnie bywa z macierzyństwem,
      generalnie jednak, patrząc z punktu widzenia biologii, lepiej dziecko urodzić
      wcześniej, choć nie mam tu na myśli 15 czy nawet 19 lat. Nie chcesz mieć
      dzieci, twoja sprawa, przecież prokreacja nie jest jedynym celem w życiu
      kobiety. Jedne kobiety realizują się poprzez życie zawodowe, działalność
      społeczną czy naukową, inne poprzez macierzyństwo. Mnie osobiście drażni
      dyskredytowanie zarówno matek jak i kobiet decydujących się na życie bez
      dzieci. To jakieś dziwne zabiegi kompensacyjne, udowadnianie światu swoich
      wartości za wszelką cenę.
    • sugar.free Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 29.12.03, 22:21
      bo to wyraz miłości
      wyrzeczenie się ego
      szczęście
      trwałość
      wieczność
      to ja i on
      razem już na zawsze
    • Gość: KOBIETA Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 09:34
      dlatego ze tak nas stworzyla natura??? nie zapominajmy ze jestesmy zwięrzetami
      i że musimy przekazywac swoje geny (zeby przetrwał gatunek). A tak na
      marginesie to nie tylko kobiety chca miec koniecznie dzieci - mężczyzni
      również w szególności synów!!! I to tez jest zgodne z naturą!!!
      • Gość: mary wejdz na stronę e-dziecko-zobaczysz dlaczego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 10:46
    • dzierba Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 14.01.04, 14:10
      Nie prawda. Nigdy nie chcialam ani nie chce miec dzieci. To okropne. Mam w
      nosie bacie, tykanie i kolezanki ktore maja. Lubie wolnosc i swoje zycie. A
      rodzenie dzieci kojarzy mi sie z filmem Obcy.
      • Gość: OIeńka hihihi - mnie też! :))))))) n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 23:09
    • Gość: Roman dzieci to inwestycja IP: 62.233.175.* 14.01.04, 14:18
      bo kobiety podświadomie czują, że dzieci to inwestycja długoterminowa. W końcu
      to one będą zarabiać na naszą emeryturę i nie oddadzą nas, być może, do domu
      starców. A żeby sie dobrze, jak to mówią japiszony, "zhedgować" najlepiej
      zainwestować w trójkę lub czwórkę. Zawsze się może zdarzyć jakiś niewypał, co
      to zwrotu z inwestycji nie przyniesie.
      • malvvina dzieci to zycie n/t 14.01.04, 14:21

      • Gość: Jacek Re: dzieci to inwestycja IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 20:40
        Romus, Prawie wszystkie to "niewypaly". Corki przyniosa ci nastepne do chowania
        a od synow to mozesz po buzi dostac jak nie oddasz emeryturki. Realia 21 wieku
        i ery internetu. Jezeli o takiej inwestycji piszesz to zycze ci zdrowia i...
        sily do walki z nimi.
    • Gość: Nikita Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.dsl.pipex.com 14.01.04, 15:01
      pogielo Was???
      jaka kazda? mam 25lat i nie mam zamiaru mies zadnych bachorzysk.
      Moze nie jestem jak kazda...
      • Gość: bea Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: 198.138.237.* 14.01.04, 18:18
        Hej Nikita, myslalam tak jak ty, i wreszcie w wieku eee...dziestu lat
        zdecydowalam sie na dziecko, bo maz prowadzil uporczywy lobbying. I wiesz co?
        Gdybym podjela te decyzje wczesniej, to mialabym teraz pewnie trojke albo i
        czworke "bachorzysk" - taka frajda! Moze niektore kobiety "wiedza" o tych
        radosciach od zawsze, a niektore musza do tego dojsc?
        :-)
    • amarandyna Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci 14.01.04, 20:10
      Ale chyba nikt nie przystawia do głowy kałsza wrzeszcząc - ródź dziecko i to
      już? Podatku od nieposiadania dzieci też się (na razie) nie płaci.A ciocie
      niech sobie gadają, od tego są.
    • Gość: Lilu Re: Dlaczego kobiety koniecznie chcą mieć dzieci IP: *.rybnet.pl / *.rybnet.pl 15.01.04, 22:51
      No wlasnie, moze mi ktos tu odpowie: dlaczego ludzie chca miec dzieci?
      Wlasnie jestem na etapie zastanawiania sie, czy chce dziecko i dlaczego. I tu
      uwaga: to wcale nieprawda, ze kobiety koniecznie i od razu chca miec dzieci.
      Wsrod moich znajomych (przedzial wiekowy powiedzmy 26-29) to raczej faceci maja
      takie pomysly (np. moj maz). A kobiety wrecz przeciwnie.
      No wiec rozwazam sobie, czy chce miec dziecko. Szczerze mowiac nie widze
      zadnych racjonalnych argumentow za: boje sie ciazy, porodu, przeraza mnie
      odmawianie sobie przez jakis czas pewnych rzeczy - jedzenia, alkoholu seksu, a
      w dluzszej perspektywie - podrozy i spontanicznych imprez. Wszystko po to, zeby
      za 15-20 lat ktos mi powiedzial, ze jastem toksyczna matka.
      Argument za widze jeden: otoz swiezo upieczeni rodzice tryskaja jakas energia.
      Nigdy nie widzialam kumpeli w takiej euforii jak pare dni po urodzeniu dziecka.
      Wiec powiedzcie mi : dlaczego ludzie chca miec dzieci? Jedyna odpowiedz jaka mi
      sie nasuwa to: no to tak.
Pełna wersja