związek a wychowywanie dzieci

23.07.09, 15:48

Od roku tworzymy fajną rodzinkę - ja i moja dwójka (10 i 8) + on i jego córka
(7).
Tworzymy dobrą parę, kochamy się, dbamy o nasz związek, jest nam ze sobą
dobrze. Mamy podobne zainteresowania, prowadzimy wspólnie aktywne życie, dużo
rozmawiamy. Zgrzyty zaliczamy dosyć często, ale głównie dlatego, że jesteśmy
do siebie podobni i mamy wiele identycznych cech charakteru, trudnych dla
otoczenia. Ale zwykle z takich kłótni wyciągamy konstruktywne wnioski, oboje
zmieniamy się dla siebie nawzajem.

Jest tylko jedna naprawdę ważna sprawa, z którą nie możemy sobie poradzić.
Dzieci.

Oboje jesteśmy zwariowanymi na punkcie swoich dzieci rodzicami. Z tym, że ja
jestem bardziej surowa i wymagająca, on natomiast jest typowym nadopiekuńczym
tatusiem królewny. On zdaje sobie z tego sprawę, ale to uczucie jest
silniejsze od wszystkiego.
Jego przewrażliwienie na punkcie dobra i bezpieczeństwa przybiera skrajne
formy, co budzi mój sprzeciw, bo swoje dzieci zawsze uczyłam samodzielności.
Jego córka w wieku 7 lat dopiero przy mnie po raz pierwszy samodzielnie się
ubrała, własnoręcznie założyła buciki. Teraz walczę o to, by sama się czesała.
O zwalczeniu problemów z jedzeniem, kapryszeniem i wymuszaniem nie ma na razie
mowy.
Czuję, jakbym miała trzylatkę, która idzie właśnie do pierwszej klasy.

Drugi problem, który wiąże się z naszymi dziećmi, to ich nierówne traktowanie
przez mojego partnera. Jest często bardzo ostry dla mojego syna, twierdząc, że
inaczej nie da się wychować mężczyzny. Jestem rozdarta, bo chyba powinnam mu
przyznać rację, ale serce matki wyje....

Teraz dzieci są na wakacjach, wydawałoby się - sielanka. Myślę o tym, co znów
nas czeka od września. Czyli ciągłe kłótnie na temat dzieci i różnic w
kwestiach ich wychowania i traktowania.
A bywa ostro - potrafi spakować się i wyprowadzić, jeśli uzna, że jego małej
dzieje się krzywda (w jego rozumieniu oczywiście).

Kocham całą tę moją trójkę, czwórkę właściwie.
Jak postępować, by obie strony były zadowolone, czyli żeby mała nie wyrosła na
rozpieszczoną sfrustrowaną księżniczkę, zupełnie niesamodzielną i jednocześnie
nie ranić uczuć jej ojca?
Jak zachowywać się, kiedy krzyczy na moje dzieci, nawet jeśli słusznie, ale
zbyt ostro moim zdaniem? Nie chcę narażać jego autorytetu, wtrącać się do jego
metod w ich obecności.

Dzieci wracają za miesiąc, pomóżcie mi przygotować się do tej nowej-starej
sytuacji...
    • honeyandmilk Re: związek a wychowywanie dzieci 23.07.09, 16:19
      powinnaś zamieścić ten post na forum macochy. Tam dziewczyny mają
      podobne sytuacje, pewnie lepiej doradzą.
      Sytuacja jest trudna i kompromis jest raczej nieosiągalny. Wiem z
      autopsji. Ja przeczekałam aż dzieci dorosną i będą miały własne
      życie.
    • saksalainen Re: związek a wychowywanie dzieci 25.07.09, 04:29
      Co to za bzdura zeby byc "ostry dla syna, twierdząc, że inaczej nie da się wychować mężczyzny."? Czy ten Twoj maz przybył prosto ze Sredniowiecza?

      Dzieci trzeba wychowywac odpowiednio do ich charakteru, a nie byc "ostrym" dlatego ze chłopak.

      Nie znam sytuacji, ale z tego co piszesz wydaje mi sie ze on swoja corke kocha, a Twoje dzieci raczej mu przeszkadzaja.

      "Narazanie autorytetu" to zaden argument, dzieci przeciez wiedza ze nie jest ich ojcem, sa dostatecznie duze.

      Ty decyduj jak wychowywac Twoje dzieci, a on niech sie dostosuje. Z kolei Ty dostosuj sie do tego jak on chce wychowywac swoja corke.
    • paco_lopez Re: związek a wychowywanie dzieci 25.07.09, 10:14
      bardzo dobry wżątek dydaktyczny o tym jak unikać dodatkowych
      roblemów w życiu albo o tym jak fundować sobie kolejne. a nie
      lepiej byłoby mieszkać oddzielnie ?? a może superniania wam
      potrzebna ?? jednym słowem galimatias pierwszorzędny utworzyłaś
      także powodzenia w listopadzie.
    • leda16 Re: związek a wychowywanie dzieci 26.07.09, 10:28
      nodah napisała:
      Oboje jesteśmy zwariowanymi na punkcie swoich dzieci rodzicami.


      Domyślam się, że ta parka to nie tylko "twoje" dzieci, ale również ich biologicznego ojca. Czy śmierć wyeliminowała go z życia Waszych dzieci czy Ty sama? Bo z facetem, z którym jesteś możesz się radośnie seksić, ale do ich wychowywania wspólnie z Tobą ma prawo TYLKO ich ojciec, a nie Twój gach.




      ciągłe kłótnie na temat dzieci i różnic w
      > kwestiach ich wychowania i traktowania....A bywa ostro - potrafi spakować się i wyprowadzić, jeśli uzna, że jego małej
      > dzieje się krzywda (w jego rozumieniu oczywiście).


      Fakt, że mitygowany w żądzy władzy nad "twoim" synem okresowo pakuje manatki i wystawia na Waszą trójką dupę, jasno dowodzi, że mu na Tobie i na "Twoich" dzieciach zależy tyle, co psu na piątej nodze. Po prostu chce kosztem cudzych dzieci niwelować swoje kompleksy i zaspokajać patologiczne potrzeby. Ostre traktowanie chłopca ma typowo atawistyczną formę, często spotykaną wśród zwierząt: zagryźć syna rywala, a przynajmniej psychicznie go sponiewierać! I robi to za Twoją lękliwą aprobatą. Nie piszesz, żeby córusię krótko trzymał i darł na nią mordę. Wręcz przeciwnie - przyucza ją, żeby Was trzymała krótko ;).


      Jestem rozdarta, bo chyba powinnam mu
      > przyznać rację, ale serce matki wyje....


      Spójrz prawdzie w oczy - to Twój zadek wyje z przerażenia, że gach mógłby Cię w niego kopnąć i pójść w siną dal razem z rozwydrzoną córuś, którą przygotowywuje do poniewierania Tobą tak samo, jak on poniewiera dziećmi nienawistnego mu mężczyzny. Tylko patrzeć jak gó...ara wskoczy Ci z pełną aprobatą tatuśka na głowę i tam nasra. Tym faktem zdemoralizuje również Twoje dzieci, no bo skoro tamta gó...ara nie okazuje Ci cienia posłuszeństwa i szacunku, a tatunio jeszcze ją w tym wspiera, to one pomyślą, że widać na szacunek nie zasłużyłaś i on Ci się od nich też nie należy. Ty rozwydrzoną srajdę usłużnie "kochasz", hodując żmiję na własnym łonie i to kosztem swoich dzieci. Poza tym odnoszę wrażenie, iż ten despota zainstalował się u Ciebie na full wypas, natomiast o włożeniu Ci obrączki na palec jakoś zapomniał. Ale może się mylę?


      O zwalczeniu problemów z jedzeniem, kapryszeniem i wymuszaniem nie ma na razie
      > mowy.


      Stanowczo żądać posłuszeństwa i szacunku się boisz ze strachu, że kołka do d..y utracisz. A srajda już Tobą manipuluje...Za parę lat Ci wywrzeszczy - "spier...nie jesteś moją matką toksyno!" Ojcaszek przytaknie ;).


      Nie chcę narażać jego autorytetu, wtrącać się do jego
      > metod w ich obecności.


      On i córeczka jakoś nie mają w tym zakresie skrupułów :))). Poza tym napisz koniecznie, czy jesteś jego żoną, czy kochanko-gosposią, ile daje na utrzymanie tej "fajnej rodzinki" i czy to Ty wtuliłaś dupę w jego mieszkanie czy on w Twoje? Te informacje dużo mówią o facecie... Zresztą przecież z własnego mieszkania by się nie wyprowadzał, Ciebie z dziećmi by wywalił :))).



      Jak postępować, by obie strony były zadowolone, czyli żeby mała nie wyrosła na
      > rozpieszczoną sfrustrowaną księżniczkę, zupełnie niesamodzielną i jednocześnie
      > nie ranić uczuć jej ojca?


      Mała, wbrew Twojemu chciejstwu wyrośnie na klasyczną, wypraną z uczuć wyższych egoistyczną manipulantkę. Co do jej ojca - nie myl uczuć z kompleksami, a postaw patologicznych z normą wychowawczą.
      • majaa Re: związek a wychowywanie dzieci 27.07.09, 11:11
        Wprawdzie nie aprobuję formy, ale za to w treści tego, co napisała
        Leda jest wiele prawdy. Ta Twoja "fajna" rodzinka to w
        rzeczywistości mit. Nie widzisz, że Twój partner zwyczajnie krzywdzi
        Twoje dzieci??? A przy okazji i swoją córkę, wychowując ją na
        rozkapryszonego pasożyta.
    • by_witch Piękna idylla... 26.07.09, 12:57
      Opis jak z bajki wzięty: jest macocha, są dzieci, tylko kto gra tu
      rolę Kopciuszka?
      Nie będę wnikać w szczerość intencji i twoje zaangazowanie w tę
      rodzinę, ale powiem ci coś jak kobieta kobiecie tak w szczere oczy.
      Gdyby jakikolwiek facet nakrzyczał na mojego syna, to dostałby
      silnego kopa w dupsko, z zakazem powrotu!
      To jest horror,
      przyzwalać na niszczenie dziecka, przez w końcu obcego mężczyznę, a
      konkubina matki. To z takim idiotą chcesz rodzinę budować?
      Zachowanie jakie opisujesz twojego faceta, u mnie wzbudziłoby taką
      awersję, że więcej bym go nie spotkała.

      Piszesz,że chowasz dzieci na samodzielne, ale na ile ty sama jesteś
      samodzielna, aby służyć dzieciom przykładem? Przecież ty tak jesteś
      uzależniona od tego partnera,że nie ma mowy o samodzielności.

      Wychowywanie wspólnych dzieci nie jest łatwą sprawą, jest trudne i
      wymaga obóstronnych kompromisów,refleksji nad postępowaniem i
      wspólnie wytyczonej drogi. To nie od dzieci masz zacząć, a od siebie
      i swojego partnera, tworzycie wspólnie działający team, w którym
      powinny były istnieć reguły postępowania wobec siebie, szacunek i
      respekt. Ale tego u was brak.

      /I tłumaczenie się podobnymi charakterami jest jedynie ucieczką od
      rzeczywistości. Bo nie ma dwojga ludzi do siebie podobnych.
      Intencje, którymi się posługują moga wyrażać w podobny sposób./
    • by_witch Piękna idylla... 26.07.09, 12:59
      Sorry za byczki, 25 lat zagranicą robi swoje...
    • alfika Re: związek a wychowywanie dzieci 27.07.09, 02:08
      o ile byłabym w takiej sytuacji i miała jeszcze ochotę na związek,
      zaproponowałabym twardo, że w tym roku ostro krzyczy na swoją córkę,
      a rozpieszcza Twoje dzieci
      (Ty ewentualnie też odwrotnie: usamodzielniasz jego córkę jak dotąd
      swoje, a do swoich delikatnie jak do jego córki)

      żeby było sprawiedliwie

      i twardo oczekiwałabym takiej zamiany

      a krótko potem (albo równocześnie) biegiem marsz do psychologa we
      dwójkę dooooobrze i skutecznie pogadać na temat dzieci
Pełna wersja