nie potrafie zapomniec

31.07.09, 09:08
rok temu wybaczylam zdrade swojego narzeczonego, dzis jestesmy malzenstwem a
ja nadal co jakis czas budze sie w nocy i placze... niby wszystko jest ok, dba
o mnie, daje poczucie b ezpieczenstwa, stara sie na kazdym kroku, żebym znow m
u zaufała... Ufam mu. Tylko co jakis czas przychodza te sceny do głowy,
placze, krzycze na niego, robie wyrzuty. Jak sie do jasnej cholery pozbyc tych
mysli ??
    • bzy-k Re: nie potrafie zapomniec 31.07.09, 09:17
      pójść w bok i będzie remis.
      • ona3010 Re: nie potrafie zapomniec 31.07.09, 09:23
        Rece opadają....i to sa baby ze na wlasne zyczenie maja pozniej
        piekło.
        I co oczekujesz ze on sie zmieni??
        To kwestia czasu dziewczyno! Weszłaś w gó..o które kiedys wyjdzie.
        I nie zapomnisz bo tego pod prysznicem nie da sie zmyć.
        • designe_0 Re: nie potrafie zapomniec 31.07.09, 09:30
          przecież napisałam , że on już sie zmienil! To nie chodfzi o jego zachowanie,
          ale o moje pamietanie!
    • by_witch Zdrada ma to do siebie, 31.07.09, 10:07
      ze sie latwo nie zapomina.
      Bedac w narzeczenstwie on cie zdradzil. Bylas wtedy w nim po uszy
      zakochana.Czy pamietasz okolicznosci tej zdrady? Czy często,
      możliwe, żeście się kłócili? Były jakieś niedomówienia? Niesnaski?
      Czy seksualnie było pomiędzy wami ok? Czy w ogóle seksualnie
      jesteście dopasowani? Odpowiedz sobie na te pytania sama.

      To okoliczności, są pożywką dla zdrady. Zdrada jest znakiem
      wielowymownym. I świadczy,że ktoś nie siedzi twardo w danym związku.
      Zdrada moze być reakcją na pewne zachowania partnera, które nie są
      akceptowane, np. ktoś ma poczucie zagrożenia wolności osobistej,
      związek go przerasta albo...duży temperament seksualny.

      Fakt,ze temat nadal cię nurtuje i gnębi swiadczy ze nie został do
      końca przerobiony.

      Ja ci radzę porozmawiać na ten temat na terapii rodzinnej, razem z
      mężem, gdzie szczerze możecie dojść mechanizmów sprawy i je
      bezpiecznie usunąć.

      Czasami wydarzają nam się w zyciu smutne sprawy, jednak po dokładnej
      analizie i przemyśleniu, wychodzi inna strona medalu, ktora okazuje
      się być pozytwna.
      Spróbuj znależć i tę stronę, napewno warto nad tym popracować i w
      żadnym wypadku nie bagatelizować.Bo to niezdrowo.
      • bzy-k Re: Zdrada ma to do siebie, 31.07.09, 10:18
        > Czasami wydarzają nam się w zyciu smutne sprawy, jednak po dokładnej
        > analizie i przemyśleniu, wychodzi inna strona medalu, ktora okazuje
        > się być pozytwna.
        > Spróbuj znależć i tę stronę, napewno warto nad tym popracować i w
        > żadnym wypadku nie bagatelizować.Bo to niezdrowo.


        Cała wypowiedź bardzo słuszna! Jest jednak duży problem z tym, że zdecydowana
        większość osób nie chce "znaleźć tej strony i popracować" bo ujawnienie prawdy o
        sobie wyraźnie przeszkadza im w ich życiu i jest z tego powodu nieakceptowalne.
        Łatwiej więc jest zbagatelizować i przenieść całą winę na partnera. Wracamy do
        początku.
      • twojabogini Re: Zdrada ma to do siebie, 03.08.09, 15:35
        Zgadzam się z pomysłem terapii. I tylko z tym.

        Zdrada nie zależy od okoliczności tylko od postawy. To, że ktoś zdradził, nie
        znaczy że na pewno zdradzi jeszcze raz - może zmienić swoją postawę.
        Zdrada męska, zwłaszcza ta przedślubna, o ile nie jest to styl życia, wynika
        raczej z idiotycznego przekonania, że mężczyzna to łowca, jaskiniowiec i ma
        genetyczne uwarunkowanie do zmłócenia jak największej liczby kobiet. Co ciekawe
        jak rozmawiam z "młócicielami" to okazuje się, że takie młócenie ma mniej
        wspólnego z seksem, a więcej wspólnego z zaspokajaniem swojego ego. Pogląd o
        tych uwarunkowaniach męskich jest tyle samo bzdurny co rozpowszechniony. Do tego
        dochodzi przedślubne gadanie kolegów o końcu wolności, ze z jedną babą itp. I
        facetom odbija. Co nie znaczy, ze to ich jakoś usprawiedliwia.
        Nie wiem jaką masz konstrukcję psychiczną, jeśli silną - to skok w bok w rewanżu
        mógłby cię uwolnić od nadmiaru napięcia emocjonalnego. Tylko za nic nie mów
        mężowi. Spowiedź księdzu i koniec tematu.
        Jak raczej nie jesteś w stanie tego zrobić, z przyczyn religijnych czy
        miłosnych, to pozostaje się oczyścić z własnych emocji. I odpuścić mu
        rzeczywiście. Bo ciągniecie tego jako koszmaru, na zasadzie bata do trzymania
        przewagi w związku nie posłuzy ani tobie, ani mężowi.
    • jan_stereo Re: nie potrafie zapomniec 01.08.09, 21:06
      Czyli tak naprawde to chciala bys mu przebaczyc i zaufac, a nie ze mu przebaczylas i zaufalas...
    • babushka nie wybaczyłaś ( n/t) 01.08.09, 22:16
    • sprawdzilam_czy_wolne Re: nie potrafie zapomniec 03.08.09, 23:44
      >nie potrafie zapomniec

      No i dobrze. Demencji, znaczy, nie masz.

      Miła moja, wyszłaś za mąż za faceta, któremu nie ufasz. Na moje oko rzecz nie
      jest w tym, jak masz mu zaufać.
      Rzecz jest w tym, po cholerę w takiej sytuacji wyszłaś za mąż. Bo presja
      społeczna? Bo fajnie jest być mężatką? Bo fajnie jest być osobą do tego stopnia
      szlachetną, że nawet zdradę potrafi wybaczyć? Bo bałaś się samotności? Bo z
      defaultu masz nad mężem Przewagę Moralną i w przypadku byle spięcia możesz mu
      przypomnieć, że wybaczyłaś mu niewierność?

      No widziały gały, co brały, rzekłabym kolokwialnie. Albo się rozwiedź, albo się
      pogódź i zaniechaj tej przewagi moralnej, albo się zastanów, jak będziesz żyła
      jako kobieta samotna. Bo na ten moment wyglądasz mi na osobę w niejakim rozkroku
      emocjonalnym. Raz że śmieszne, dwa że nieestetyczne, trzy ze niemoralne, nekst,
      że głupie.

      Powiedziano kiedyś, że nic tak człowieka nie utwierdza w przekonaniu o własnej
      szlachetności, jak własna szlachetność (Musierowicz). Ale w Twoim poście nie
      widzę szlachetności, widzę skłonnośc do wyższościowości. Nic fajnego w sumie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja