moralność-w rodzinie się nie liczy?

IP: *.acn.pl 26.12.03, 20:00
witam wszystkich, opowiem wam dziś historię która wydarzyła się w mojej
rodzinie. Jest nas pięcioro, żyjemy skromnie, ale zawsze byliśmy przyjaźni
dla reszty rodziny, dla jej członków bliższych i dalszych. Zawsze
pomagaliśmy, udzialaliśmy wsparcia - i moralnego i materialnego. Najwięcej z
naszego wsparcia korzystała zawsze ciotunia- tak ją pieszczotliwie nazywamy.
Zawsze była u nas na Wiglii, we wszystkie Święta, ponieważ jako że samotna,
znajdowała w nas zawsze oparcie i ciepły kąt przy naszym kominku. Zawsze
otrzymywałą prezenty od mikołaja, na urodziny, na imieniny, wręcz na każde
święto. Poza tym często ja, czy moi rodzice, udzielaliśmy pomocy finansowej
ciotuni- czy jak jej na chleb zabrakło do pierwszego, czy jak na sanatorium
jej nie było stać - rodzice kosztem naszych wakacji zdecydowali że coitunia
jest schorowana i nalezy jej sie odrobina odpoczynku, czy kiedy przyjeżdżała
do nas i była obdarowywana jedzeniem, środkami czystości, i innymi
potrzebnymi do życia rzeczami (choć jej bardzo nie brakowało - ciotunia jest
raczej oszczędną osobą, i po prostu wziąc od nas było prościej niż iść i
kupić). Należy też wspomniec że często słyszeliśmy"o, jakbym ja miała
pieniądze, to bym wam się odwidzięczyła, pokupiłabym wam co wam potrzeba, i
dziewczynkom, i wam, i Markowi..."
Otóz dojdźmy do sedna całej sprawy. Rzeczona ciotunia w zeszłym miesiącu
wygrała pokaźną sumę w totolotka. Tak pokaźną, że choćby i chciała, to chyba
nie uda jej się jej wydać do końca życia.
Będąc u nas na święta, oczywiście się pochwaliła, powiedziała że jest bardzo
szczęśliwa itd itp. Niemniej jednak, nie pokwapiła się, aby jakoś, choćby w
symboliczny sposób jakoś wynagrodzić nam to, co dla niej zrobiliśmy przez te
20 lat... Ona dostała prezent od każdego z nas, aleod niej nie dostał nic
nikt... Tu nawet nie chodzi o to, żeby ona obdarowała każdego w rodzinie po
równo, ale czy nie byłoby uczciwie każdemu jakoś dać choc odrobinę
tego "szczęścia"?......
    • Gość: Richelieu* Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 26.12.03, 20:17
      bo rodzinie się nie pożycza, nie kuruje, nie zawiera spółek, a rodzinne
      przedsiębiorstwa w sytuacji gdy jeden ze współudziałowców ma mniej języka w
      gębie zdane są na konflikty i procesowania.
      Bo obcego chwycisz za frak gdy zwlekja z oddaniem długu, a rodzinę przecież
      nie wypada. Pojadą po uczuciach rodzinnych, niby, że wy macie to nam dajcie.
      Albo ciotunia może się skrzywić, że wy nie z dobrego serca tylko w oczekiwaniu
      na spadek.
      Bosz, nie rodzina to ma się kodeks i cześć. A z rodziną trzeba bawić się w
      ceregiele, bo ciotka ma migreny, a wujcio jest po dwóch zawałach.

      Co do Twojej ciotuni, mangoo, przyzwyczaiła się być córką Twoich rodziców,
      czyli na utrzymaniu. Jak to się kiedyś na takie mawiało, rezydentka? A po
      wygraniu w totka zaxhowuje się nadal jak rozpieszczona córeczka, której dać
      trzeba, ale żądać od niej nie wolno.
      Klapsa takiej ;) mimo gadki o wychowaniu bezstresowym. A poważnie, odzwyczaić,
      wychować do dorosłości, wiadro wody na łeb aby uświadomiła sobie, że pępowinę
      czas odciąć.
    • Gość: Karolek Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? IP: *.dialsprint.net 26.12.03, 20:21
      To normalka w polskich katolickich rodzinach ;-)
    • ginger_beer Moralność Kalego? 27.12.03, 08:27
      Mam pytanie. Czy twoi rodzice pomagali swojej krewnej bezinteresownie, czy może
      liczyli, że ciotka im kiedyś zwróci koszty, jakie ponieśli pomagając jej? Jeśli
      to drugie, to wtedy nie byłaby to pomoc, ale inwestycja wysokiego ryzyka. A to
      oznacza, że twoi rodzice nie mieliby prawa dyskontować psychologicznych
      korzyści, jakie daje bezinteresowne pomaganie innym. Podejrzewam jednak, że oni
      już ten niematerialny "zysk" skonsumowali. Oni tak, ale ty nie i pewnie stąd
      twoje rozgoryczenie. Twoje pretensje wobec ciotki są bezpodstawne. To do niej
      uśmiechnęło się szczęście i to ona wygrała w toto-lotka, a przez ciebie
      przemawia zazdrość. Wystawiasz sobie kiepskie świadectwo osoby interesownej,
      która chce, żeby każde wyświadczone przez nią dobro było jej wynagradzane. Co
      więcej, pewnie to nie ty pomagałaś cioci, ale twoi rodzice. I do tego zapewne
      oni mają na całą sprawę nieco inne spojrzenie. A ty może powinnaś uzbroić się w
      cierpliwość. Skoro, jak piszesz, ciotka wygranych pieniędzy nie wyda do końca
      życia, to może z wdzięczności zapisze je wam w spadku, bo przecież chyba do
      trumny nie każe ich sobie włożyć. I co wtedy? Czy po tym, co napisałaś tu o
      swojej krewnej, nie miałabyś oporów przed przyjęciem tych pieniędzy? Nie
      czułabyś, że zachowałaś się wrednie? Może i nie...
      • Gość: Richelieu* Re: Moralność Kalego? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 27.12.03, 12:07
        goshsh, Imbirek. Przecież ciotunia powinna mieć tyle przyzwoitości by nie
        korzystać z dorodziejstw bycia córką. Nawet dziecko po wygraniu w totka
        odwdzięczyłoby się na 20 lat życia pod parasolem. A co dopiero obca w końcu
        osoba. I nie chodzi by kupywała niewiadomoco. Ale o pamięć, o to, że jest
        wdzięczna za sanatoria, za to i tamto. Wiadomo, że pomaga się beziteresownie,
        ale świadomość, że obdarowywany ma w nosie nasze chęci nie jest miła. To
        przecież ciotka myśli, że sanatoria jej się należą.
        • ginger_beer Re: Moralność Kalego? 27.12.03, 21:55
          Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

          > goshsh, Imbirek. Przecież ciotunia powinna mieć tyle przyzwoitości by nie
          > korzystać z dorodziejstw bycia córką.

          Może i powinna mieć, ale nie ma. Podobnie jak autorka wątku. I trzeba się z tym
          pogodzić.

          > Nawet dziecko po wygraniu w totka odwdzięczyłoby się na 20 lat życia pod
          > parasolem. A co dopiero obca w końcu osoba.

          Może tak, a może nie. Ludzie są różni. Szczególnie jeśli w grę wchodzą
          pieniądze, których nigdy nie miało się zbyt wiele i nagle ma się ich furę.

          > I nie chodzi by kupywała niewiadomoco. Ale o pamięć, o to, że jest
          > wdzięczna za sanatoria, za to i tamto. Wiadomo, że pomaga się beziteresownie,
          > ale świadomość, że obdarowywany ma w nosie nasze chęci nie jest miła.

          Ależ pamięć na pewno jej nie zawodzi. I na pewno jest wdzięczna. A że ta
          wdzięczność nie przejawia się materialnie, to trudno. Trzeba to przeboleć.
          Pomagać bezinteresownie, to znaczy nie spodziewać się za swą pomoc zapłaty. Jak
          widać nie każdy pomaga bezinteresownie.
          I nie rozumiem, co to znaczy, że obdarowany ma w nosie nasze chęci. Chyba
          chodziło nie o "chęci", ale o "oczekiwania"? I to o oczekiwania wyartykułowane
          anonimowo na forum, którego wspomniana ciocia na pewno nie czyta (chyba, że
          sobie sprawiła komputer za wygrane pieniądze). A może wystarczyłoby poprosić i
          ciocia okazałaby się nagle kobietą wielkoduszną? Tylko, że słowo "proszę",
          zwykle tak trudno przechodzi nam przez gardło...

          > To przecież ciotka myśli, że sanatoria jej się należą.

          Jak nie jej, to komu? Młodym i zdrowym?
          • Gość: Richelieu* Re: Moralność Kalego? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 27.12.03, 22:43
            "Należy też wspomniec że często słyszeliśmy"o, jakbym ja miała
            pieniądze, to bym wam się odwidzięczyła, pokupiłabym wam co wam potrzeba, i
            dziewczynkom, i wam, i Markowi..."


            jakbym miała to bym. To jest ewidentne wyłudzanie i mówienie starego bacy
            Krowę wam dam bo nie mam, owcy wam nie dam bo mam

            A sanatoria? Choroba to najlepszy sposób na wzbudzenie uczuć rodzinnych. Bo
            najlepiej powiedzieć, że ja taka chora i na pewno umrę, a po mojej śmierci
            będziecie mieli spokój. Częste. Sanatoria? Wiesz, mój ojciec w życiu nie był w
            sanatorium, a utraty zdrowia jako górnik ma (zatwierdzone przez komisję
            lekarską która zaniża jak może) ponad 50%, i czy z tego powodu czuje się
            bardziej chory? Sanatorium to przede wszystkim rodzaj rozrywki gdzie ludzie
            jadą bo są strasznie chorzy i w ogóle umierający, a na miejscu mają
            wystarczająco siły by flirtować z wszystkimi współpensjonariuszami.
            Pewnie, że są sanatoria dla chorych, ale autorka pisze, że sami żyją dość
            biednie byle ciotunia na sanatorium miała.

            Mówisz o poproszeniu o odzdzięczenie. A Ty poprosiłbyś? Przecież to byłoby
            podobnie jak ciotuni gadka, Wy macie to mi dajcie. Ta sama piłka. Ciotak masz,
            to teraz nam daj, proszę. Czy jejtrzeba mówić, że za dobro trzeba się
            odwdzięczyć. Najwięsze chamy nie lubią mieć długów, choćby i z tego powodu,
            jeśli nie czuje ile doświadczyła od tej rodziny.
            • kwieto Re: Moralność Kalego? 27.12.03, 22:55
              Zesz... ubieglas mnie :"))
              • Gość: Richelieu* Re: Moralność Kalego? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 27.12.03, 23:10
                Ty z pewnością masz dłuższe nogi do biegania
                ale ja szybciej moimi przebieram

            • ginger_beer Re: Moralność Kalego? 29.12.03, 16:59
              Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

              > "Należy też wspomniec że często słyszeliśmy "o, jakbym ja miała
              > pieniądze, to bym wam się odwidzięczyła, pokupiłabym wam co wam potrzeba, i
              > dziewczynkom, i wam, i Markowi..."
              >
              >
              > jakbym miała to bym. To jest ewidentne wyłudzanie i mówienie starego bacy
              > Krowę wam dam bo nie mam, owcy wam nie dam bo mam

              Mówienie "gdybym miał, to bym dał" to jest według ciebie wyłudzanie?????
              Aż zajrzę do słownika, bo do dziś żyłem w przekonaniu, że słowo "wyłudzanie" ma
              zupełnie inne znaczenie, a to o czym wpominasz określiłbym jako: "obiecanki,
              cacanki, a głupiemu radość". ;-)))

              > A sanatoria? Choroba to najlepszy sposób na wzbudzenie uczuć rodzinnych. Bo
              > najlepiej powiedzieć, że ja taka chora i na pewno umrę, a po mojej śmierci
              > będziecie mieli spokój. Częste. Sanatoria? Wiesz, mój ojciec w życiu nie był
              > w sanatorium, a utraty zdrowia jako górnik ma (zatwierdzone przez komisję
              > lekarską która zaniża jak może) ponad 50%, i czy z tego powodu czuje się
              > bardziej chory? Sanatorium to przede wszystkim rodzaj rozrywki gdzie ludzie
              > jadą bo są strasznie chorzy i w ogóle umierający, a na miejscu mają
              > wystarczająco siły by flirtować z wszystkimi współpensjonariuszami.

              Fajnie. Tylko co to ma wspólnego z tematem?

              > Pewnie, że są sanatoria dla chorych, ale autorka pisze, że sami żyją dość
              > biednie byle ciotunia na sanatorium miała.

              Chyba za mocno się utożsamiłaś z autorką i zaczynasz jej bronić rozmijając się
              z faktami. Chyba, że inaczej rozumiemy życie "dość biedne". Było coś wspomniane
              ciepłym miejscu przy kominku. Masz kominek? Jak się ma kominek, to ma się dom,
              a jak ma się dom z kominkiem, to do biedaków się raczej nie należy. A na cioci
              sanatorium poszły pieniądze przeznaczone na wakacje autorki i to tłumaczy jej
              rozgoryczenie. Pewnie zamiast wycieczki do Egiptu pozostanie wizyta u ciotki w
              Lądku Zdroju. :-)))))

              > Mówisz o poproszeniu o odzdzięczenie. A Ty poprosiłbyś? Przecież to byłoby
              > podobnie jak ciotuni gadka, Wy macie to mi dajcie. Ta sama piłka. Ciotak
              > masz, to teraz nam daj, proszę.

              Oczywiście, że bym poprosił, ale tylko wtedy, gdybym potrzebował jej pieniędzy
              na coś konkretnego i rzeczywiście niezbędnego. Na pewno nie poprosiłbym, gdyby
              chodziło o wakacje lub na zasadzie: "daj ciotka, bo masz, a sama i tak tego nie
              wydasz."

              > Czy jej trzeba mówić, że za dobro trzeba się odwdzięczyć.

              Za dobro WYPADA się odwdzięczyć, a nie TRZEBA. Gdyby to był przymus, to nie
              byłaby wdzięczność. A to, co wypada, a co nie, każdy ocenia po swojemu. :-)))

              > Najwięsze chamy nie lubią mieć długów,

              Czyżby? A Lepper? :-))))))

              > choćby i z tego powodu, jeśli nie czuje ile doświadczyła od tej rodziny.

              Ależ czuje. Na pewno czuje. I na pewno odwdzięczy się choćby w ten sposób, że
              teraz sama sobie zafunduje sanatorium, zamiast wyciągać rękę do rodziny. Czyż
              to nie czysty zysk? :-))))))
              • Gość: Richelieu* Re: Moralność Kalego? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 29.12.03, 17:48
                tak, gdybym miał to bym dał, to jest wyłudzanie. tylko ładniej ujęte. To
                robienie z siebie osoby dobrej, która góry przeniosłaby gdyby mogła. Dobrej
                osobie skłonni jesteśmy dać więcej, i na sanatorium i na drobne wydatki i na
                jeszcze coś, bo przecież ona taka dobra, gdyby mogła to by. Podobnie działa
                wyłudzanie za pomocą pochlebstw. Najpierw się połechce próżność bogacza, że
                taki mądry i piękny, a potem nieśmiało poprosi o pożyczkę na wieczne oddanie.
                Taki bardziej skłonny jest dać po tym gdy usłyszał jaki jest dobry i dba o
                biednych niż gdybyśmy prosto z mostu poprosili o pożyczkę.

                To jest wyłudzanie, tylko tak poowijane w bawełnę, tym gorsze, że ten od
                którego wyłudzono nadal myśli, że jest dobry i cudowny, a wyłudzający
                rzeczywiście potrzebujący.

                Kominek. Jeśli faktycznie mają w domu kominek to krzywda im się nie stała,
                choć zasady przyzwoitości mocno nadwerężone są i tak. Ale mówienie o kominku
                nie musi świadczyć o posiadaniu takowego. Jako symbol ogniska domowego
                obrazuje rodzinność i ciepło i atmosferę palenia się szczap. A to co ona ma
                może być serwetkami od babci na telewizorze i jednym świecznikiem z ikei.
                Sanatoria zaś to w przeważającej części przypadków domy wczasowe, a nie
                sanatoria. Mówiłam już o wyłudzaniu na chorobę. Podły chwyt bo każdy na dżwięk
                choroby mięknie. Ja zresztą trochę też.

                Ale co to jest coś konkretnego? Jedne wakacje w życiu choćby i w Honolulu są
                tańsze niż 20-letni wikt i opierunek ciotki, nie mówiąc już o tych wczasach.
                Jeśli sanatoria były w zamian za wakacje na Seszelach dla dzieci to wartość
                się równoważy, ale skąd wiesz, czy w zamian dzieci nie chodziły na angielski,
                do szkoły muzycznej bo na skrzypce i nuty nie było. I teraz, wolałbyś dać
                pieniądze ciotce na sanatorium czy dzieciom na studia?


                wypada, masz rację, wypada się odwdzięczyć. Tylko dlaczego od dorosłej ciotki
                nie oczekiwać dorosłego rozróżnienia za co wypada a za co nie. Czy jej czucie
                wdzięczności ma się objawić nie korzystaniem z pieniędzy rodziców autorki,
                pięknie, ale czy tylko? Ja poczułabym się jakby miała mnie w nosie. Ale na
                dobrą sprawę, jeśli faktycznie przestanie korzystać z dobrodziejstw bycia
                córką, to
                baba z wozu koniom lżej

                lepper, aleś mi przywalił ;))) leppper jest większy ponad największe chamy, na
                niego i określeń i paragrafów brak ;) ale trzeba przyznać, że podobnych mu w
                sejmie jest więcej, dochodów znacznych brak, kredytów na pół miliona.
              • kwieto Re: Moralność Kalego? 29.12.03, 19:08
                > A to, co wypada, a co nie, każdy ocenia po swojemu. :-)))

                Owszem, ale niesmak zostaje


                > > Najwięsze chamy nie lubią mieć długów,
                >
                > Czyżby? A Lepper? :-))))))

                Spytaj Leppera - on stwierdzi ze zadnych dlugow nie ma, bo skad niby? :"P
                • ginger_beer Re: Moralność Kalego? 29.12.03, 23:18
                  kwieto napisał:

                  > > A to, co wypada, a co nie, każdy ocenia po swojemu. :-)))
                  >
                  > Owszem, ale niesmak zostaje.

                  A czy publiczne pranie rodzinnych brudów nie jest według ciebie równie
                  niesmaczne? :-))
                  • Gość: Richelieu* Re: Moralność Kalego? IP: *.localdomain / 213.77.25.* 30.12.03, 00:21
                    dżizus
                    co to są rodzinne brudy?
                    lepiej jak mąż żonę tłucze, chla i kurwami się zajmuje, ale tak żeby nikt o
                    tym nie słyszał, a żona pysk miała zamknięty

                    pewnie, że brudki nie są do omawiania na forum, ale nie wielgachne brudy,
                    których nawet z braku sił omawiać nie można
                    • ginger_beer Re: Moralność Kalego? 30.12.03, 16:48
                      Gość portalu: Richelieu* napisał(a):

                      > dżizus
                      > co to są rodzinne brudy?
                      > lepiej jak mąż żonę tłucze, chla i kurwami się zajmuje, ale tak żeby nikt o
                      > tym nie słyszał, a żona pysk miała zamknięty

                      Stawiasz na równi problem domowej przemocy i problem rozpuszczonej dziwuchy,
                      która obsmarowuje krewną, bo nie pojedzie na wakacje? Wybacz, ale popadasz w
                      skrajności.

                      > pewnie, że brudki nie są do omawiania na forum, ale nie wielgachne brudy,
                      > których nawet z braku sił omawiać nie można

                      Nie wiem, co miałaś na myśli pisząc akurat te słowa...
                  • kwieto Re: Moralność Kalego? 30.12.03, 08:20
                    > A czy publiczne pranie rodzinnych brudów nie jest według ciebie równie
                    > niesmaczne? :-))

                    Co to znaczy "publiczne pranie rodzinnych brudow"?
                    Mowisz o autorce watku? Chyba troche przesadzasz :")
                    • ginger_beer Re: Moralność Kalego? 30.12.03, 16:45
                      kwieto napisał:

                      > > A czy publiczne pranie rodzinnych brudów nie jest według ciebie równie
                      > > niesmaczne? :-))
                      >
                      > Co to znaczy "publiczne pranie rodzinnych brudow"?

                      Dokładnie to, co zawiera pierwszy wpis w tym wątku.

                      > Mowisz o autorce watku? Chyba troche przesadzasz :")

                      To twoja opinia. Przyjąłem ją do wiadomości aczkolwiek moja jest zupełnie inna.
    • Gość: ale56 Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.12.03, 12:02
      jak ktoś jest głupi to dlaczego go nie wykorzystywać?

      A przepędziłabym na cztery wiatry,zwłaszcza jak jest rodzina ,dzieci w które
      trzeba inwestować.Jeśli cioteczka nie jest ubezwłasnowolniona to niech sobie
      sama radzi.
      Wychowaliście pasożyta,który przyzwycził się do tego ,że otrzymuje wszystko za
      darmo to teraz się nie dziwcie.
    • Gość: gf Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.03, 23:34
      Poczucie zawodu w tej sytuacji jest ludzkie ;)

      Ale po co właściwie dawaliście? Nie dla przyjemności dawania?
    • yagootek Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? 28.12.03, 00:31
      to nie tyle moralnosc co regula wzajemnosci... ciocia w uklad gdzie trzeba sie
      rewanzowac nie weszla, najprawdopodobniej gesty rodziny traktujac jako cos
      oczywistego...
      proponuje poszukac inne cioci... i dawac jej poczucie ze robicie dla niej
      wyrzeczenia, wtedy gdy nastepna wygra w totka na bank sie jakos zrewanzuje;)
    • cossa Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? 29.12.03, 00:17
      obdarowania nie bylo
      to moze czasem dobrze
      (czyt. watek o nielubianych prezentach)

      moze nie do konca na temat, ale mala uwaga:
      wygrala, wiec o swe wydatki mniej lub bardziej przyziemne
      moze sie juz sama zadbac ;)

      i taka delikatna uwaga
      wydaje mi sie najstosowniejsza ;)

      pozdr.cossa

      Gość portalu: mangoo napisał(a):

      Tu nawet nie chodzi o to, żeby ona obdarowała każdego w rodzinie po
      > równo, ale czy nie byłoby uczciwie każdemu jakoś dać choc odrobinę
      > tego "szczęścia"?......
      • yagnieszka Re: moralność-w rodzinie się nie liczy? 29.12.03, 19:54
        Mam wrazenie, ze ja nie rozumiem pojecia "moralnosc" albo moze cos sie zmienilo
        w tej materii - z tej calej historyjki wnioskuje jedynie, ze Ciocia jest
        cwaniara kuta na cztery lapy a autorka watku wraz z rodzina to niedzisiejsze
        naiwniaki. Ale co to ma wspolnego z moralnoscia? Nikt nikogo nie okradal,
        wymuszanie jesli mialo miejsce to tylko w mocno naciaganej interpretacji, ze
        Ciocia trzymala Ich wszystkich za gardla swa psychiczna przemoca, wszystko
        odbywalo sie miedzy doroslymi ludzmi, ktorzy wiedzieli, co robili albo
        przynajmniej udawali, ze wiedza. A teraz, skoro Im sie przestalo podobac
        pomaganie Cioci (bo uwazaja, ze juz Ona tej pomocy nie potrzebuje) to niechze
        przestana pomagac. Jesli zas chca wdziecznosci, to niech to powiedza krotko i
        wezlowato "droga Ciociu, pomagalismy Ci w potrzebie - teraz jestes w dobrej
        kondycji finansowej i tez bysmy cos chcieli z tego miec, bo uwazamy, ze nam sie
        nalezy". Ciekawe, co Ciocia na to ;o)
Pełna wersja