20-letnie dzieci i ich rodzice....

16.08.09, 18:35
jestem tym rodzicem... i jestem ciekawa opini o tym czego sie tacy mlodzi ludzie spodziewaja po rodzicach. Mowimy tutaj o sytuacji kiedy mlodzi nie mieszkaja juz na stale w domu i studiuja w innych miastach... Jaka role w ich zyciu ma rodzic grac? dawac pieniadze?, co jeszcze? Jak tacy mlodzi reaguja na zmiany w zyciu rodzica? np. na nowych partnerow po rozwodzie, jak na zmiane domu, pracy? stylu zycia itp. Ja mlodzi widza 40-costam letnich rodzicow? czy wogole mysla o ich zadowoleniu, szczesciu?
    • marzeka1 Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 16.08.09, 18:44
      "czy wogole mysla o ich zadowoleniu, szczesciu? "- a nie uważasz, że rodzice
      niekoniecznie muszą obarczać swoje dzieci takim kłopotem? Sami powinni o
      zadowolenie i szczęście zawalczyć. Czy dawać pieniądze? Jeśli dziecko studiuje,
      to dlaczego nie?
      Rodzice dorosłych dzieci powinni przede wszystkim umieć przeciąć pępowinę.Pomóc
      dorosnąć.
    • factory2 Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 16.08.09, 20:11
      Starzy są od: umilania życia, odstresowywania, ułatwiania = dawanie kasy; poza
      tym niewiele "dorosłe" dzieci obchodzą - poza sponsoringiem od niczego więcej
      nie są. Młody człowiek jest w tym wieku maksymalnie skoncentrowanym na sobie
      hedonistą, o starych ostatnio "na poważnie' myślał w wieku 3-4 lat, potem
      następowała stopniowa degradacja roli rodzicieli w zyciu swej progenitury -
      musieli ustąpić miejsca w hierarchii ważności: pani z przedszkola, potem pani ze
      szkoły, wreszcie - rówieśnikom i "sympatiom".
      • cynta Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 17.08.09, 13:50
        No i swietnie, zgadzam sie z tym...tylko.... czy mlodzi maja prawo ingerowac,
        reagowac negatywnie i wogole cokolwiek rzadac jezeli kase jakas tam dostaja a
        rodzic ma ochote ulozyc sobie zycie z koms innym niz ich drugi rodzic....?
        • factory2 Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 17.08.09, 14:01
          Okres adolescencyjno-studencki to, z reguły, hormony + nademocjonalność,
          poszukiwanie własnej tożsamości, silna reaktancyjność.
          Pytasz o prawo do ingerowania - a kto, Twoim zdaniem, to prawo ma dzieciom dać
          lub zabrać? One robią z reguły to, co chcą - jawnie lub w sposób ukryty. W
          związku z tym, co napisałam w pierwszym akapicie myślę, że reakcja dziecka
          zależy od wielu czynników, m. in. stopnia rozchwiania emocjonalno-hormonalnego,
          jakości relacji z obojgiem rodziców, hierarchii wartości owego młodego człowieka.
          Pewnie chciałbyś przeczytać, Rodzicu drogi, że dziecko nie będzie ingerowało,
          gdy zapewnisz mu kasę oraz dlatego, ponieważ zarówno Ty, jak i Twoja nowa
          partnerka jesteście tacy świetni, że nie sposób Was nie kochać.
          Pracuj nad tym, co możesz zmienić u swojego potomka. Nie próbuj zmieniać tego,
          na co nie masz wpływu. I zadecyduj, co jest dla Ciebie ważniejsze - szczęście
          osobiste, czy "święty spokój". Btw - dziecko już jest na wylocie, za chwilę
          będzie zyło już zupełnie osobno, pochłonięte pracą zawodową i własnym życiem
          osobistym - co z Twoim prawem do szczęscia? Uzależniasz je od reakcji dziecka,
          zamierzasz się podporządkować...?
          • attta Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 17.08.09, 18:50
            Przytoczę przykład kolegi.Sytuacja miała miejsce blisko 20 lat temu:)
            Jego rodzice rozwiedli się kiedy on był na pierwszym roku studiów. Ojciec
            zostawiła matkę i związał sie z kobietą z którą jest do tej pory. Chłopak miał
            ogromny żal do ojca który jest do dzisiaj, chociaz ojciec przez wszystkie lata
            zabiegała o dobre układy(finansował szczodrze, pomagał założyć firme itd)
            Mój kolega bardzo szybko sie ożenił, niezbyt szczęśliwie, chcąc udowodnic,że
            jest samodzielny(dzisiaj tak sam mówi)Pewnie gdyby rodzina była razem nie zrobił
            by tego (a może zrobił) ale żal do ojca ma ogromny mimo,ze miałwtedy juz 21 lat,
            dzisiaj jest w ówczesnym wieku ojca mówi,że nadal mu nie wybaczył . Może to
            tylko jednostkowy przykład, ale taki znam i przytaczam Pozdrawiam
            • factory2 Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 17.08.09, 20:09
              Nie dostrzegam związku logicznego. Psychologia - rozwojowa, emocji, społeczna,
              mówi jasno o tym, jakie reguły i kiedy obowiązują; jakie są najbardziej
              prawdopodobne reakcje behawioralne, emocjonalne, poznawcze - w tym wypadku
              późnych adolescentów - gdy ci znajdą się w pewnych konkretnych sytuacjach.
              Przytoczony przez Ciebie przypadek jest irrelewantny.
              • girl.of.your.nightmares Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 23.08.09, 03:24
                ja się mogę wypowiedzieć z perspektywy dwudziestoletniego dziecka, którym
                jestem. Nie spełniam wszystkich kryteriów autora wątku, bo mieszkam w tym samym
                mieście co moi rodzice i studiuję zaocznie i pracuję.
                w ramach opisywania stosunków z rodzicami napiszę tylko o mamie, bo to z nią
                mieszkałam przez większość życia, a nie z ojcem.

                Po wyprowadzce nasze relacje się poprawiły, pewnie dlatego że od tego czasu nie
                byłyśmy na siebie "skazane" każdego dnia. Zawsze miałam bardzo dobry kontakt z
                mamą, ale odkąd nie mieszkamy razem, często do siebie dzwonimy ot tak żeby
                pogadać albo idziemy gdzieś razem na kawę. No i oczywiście mama zaprasza mnie do
                siebie na obiadki:)

                jeśli chodzi o pieniądze, to zarabiam niewiele, ale staram się jakoś oszczędnie
                żyć, więc bardzo rzadko biorę od mamy pieniądze, zazwyczaj po prostu pożyczam.
                No i finansowo mama pomaga mi jeszcze w taki sposób, że czasem, jak pomagam jej
                w zakupach (w duuużych zakupach), to kupi mi kilka rzeczy, ale też bez przesady.
                No i wspomaga mnie czasem domowym jedzeniem.

                A co do ewentualnego nowego partnera, to sama ją namawiam, żeby sobie kogoś
                znalazła albo zwróciła uwagę na to, że nią się ktoś interesuje. Na razie bez
                skutku, ale mam nadzieję, że przestanie się poświęcać pracy i kogoś sobie
                znajdzie w końcu:)

          • veroy Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 23.08.09, 13:43
            "Okres adolescencyjno-studencki to, z reguły, hormony +
            nademocjonalność,poszukiwanie własnej tożsamości, silna
            reaktancyjność."

            to nie 20-latki tylko 16-17latki. wiem ,bo dobrze pamietam to
            szalenstwo, ktore definitywnie skonczylo sie ku uldze wszystkich
            okolo 18stego roku zycia. w kazdym razie wieku 20lat ja jak i
            wiekszosc moich kolezanek z normalnych rodzin mialysmy to juz dawno
            za soba i na studiach , nie liczac nielicznych wyjatkow z
            problemami, spotkalysmy sie z dojrzalymi i swiadomymi ludzmi,ktorzy
            rownie mocno martwili sie i troszczyli o swoich rodzicow jak ich
            rodzice o nich.

            a'propos - nie umiesz pisac postow normalnym jezykiem ? musisz
            uzywac slow, ktorych wiekszosc normalnych ludzi nie zna i nie
            rozumie ,zeby inteligentnie zabrzmiec ?
            slowo "adolescencyjny" zrozumialam tylko dzieki temu, ze jestem na
            studiach medycznych i dosc sie naczytalam o rozwoju motylicy
            watrobowej :) tak czy siak w polaczeniu ze "studenckim" troche jak
            maslo maslane i calkiem niepotrzebne. "nademocjonalność" to zywcem
            ze slownika naszych swiatych psychologow, ktorzy wprost ulwielbiaja
            wszelkie nady, pody i przedy, bo wszystko inne brzmi zbyt zwyczajnie
            i oklepanie, natomiast na fizyce sie slabo znam i moge sie tylko
            domyslac czym moze byc "reaktancyjnosc" , szczegolnie w odniesieniu
            do ludzi.

    • veroy Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 23.08.09, 11:56
      jako dwudziestokilkulatka na studiach smiem powiedziec, ze po
      przeczytaniu komentarza factory2 rece mi opadly.

      "Starzy są od: umilania życia, odstresowywania, ułatwiania = dawanie
      kasy; poza tym niewiele "dorosłe" dzieci obchodzą - poza
      sponsoringiem od niczego więcej nie są."

      Czy Factory2 pisal(a)to na serio czy to moze dobrze zamaskowana
      ironia ? Chcialabym wierzyc, ze to drugie a jednak nie moge pozbyc
      sie wspolczucia dla factory2 ,ze posiada takie dzieci, gdyz z
      dosiwadczenia wiem, iz punkt widzenia dwudziestolatka na studaich to
      na pewno nie jest.

      "Młody człowiek jest w tym wieku maksymalnie skoncentrowanym na
      sobie hedonistą, o starych ostatnio "na poważnie' myślał w wieku 3-4
      lat (...)"

      Zaczynam miec watpliwosci, czy Factory2 i ja zyjemy na tym samym
      swiecie. Zakladajac ,ze jednak tak wyrazam szczery podziw za
      umiejetnosc iscie imponujacego splycania rzeczywistosci i wyrazam
      nadzieje, ze nie jest to jednak rzezcywistosc ,w ktorej Factory2
      przyszlo zyc.

      "potem następowała stopniowa degradacja roli rodzicieli w zyciu swej
      progenitury - musieli ustąpić miejsca w hierarchii ważności: pani z
      przedszkola,potem pani ze szkoły, wreszcie - rówieśnikom
      i "sympatiom"."

      Czy Factory2 byl(a) kiedys dzieckiem ? Czy Factory2 byl(a) kiedys
      doroslym dzieckiem na studiach ? Czytajac te wypowiedzi odnosze
      wrazenie, za Factory2 urodzil(a) sie dorosly/a i w znacznym stopniu
      skrzywiony/a przez otaczajaca okrutna rzeczywistosc.

      1. Dla normalnego dziecka zadna pani z przedszkola nie bedzie
      wazniejsza od rodzicow , podobnie jak pani z podstawowki.

      2. Dla normalnego nastolatka relacje z rowniesnikami i sympatiami to
      calkiem inne relacje niz z rodzicami a jakiekolwiek scieranie sie
      czy rywalizacja w tych kwestiach moze zachodzic co najwyzej w
      odniesieniu do czasu, jakie dziecko spedza w domu i poza nim a to
      juz calkiem inna bajka.

      3. Jedyny okres ,w ktorym normalny czlowiek jest skoncentrowany
      tylko na sobie i wszystko inne ma w nosie to okres tzw mlodzienczego
      buntu. jesli wychodzi to poza ten okres to nosi to juz znamiona
      patologii.

      Czy Factory2 naprawde wydaje sie, ze proces dorestania polega na
      stopniowym blednieciu autorytetu rodzicow, az do degradacji do
      zupelnego zera, od ktorego z dzika checia uciekamy na studia i
      natychmiast zapominamy ,przypominajac sobie jedynie w styuacjach
      awaryjnych typu "brak srodkow na koncie" ?

      Czy naprawde nie macie swoim dwudziestoletnim dzieciom nic do
      zaoferowania poza utrzymaniem ?

      Czy naprawde wydaje wam sie, ze wasze dzieci na studiach zamieniaja
      sie w imprezowe pijawki ze zbiorowa amnezja ?

      A my, niewinni studenci siedzimy w tym czasie nad ksiazka i
      wyobrazamy sobie co robia nasi rodzice, wysylamy smsy, odbieramy
      telefony, wracamy na weekendy, martwimy sie, czy zdrowi, czy
      tesknia, kto sprzata w sobote jak nie ja ? zastaanwiamy sie, czego
      mama nam nie powiedziala pzrez telefon ,zeby nas nie martwic,
      pamietamy, co zapytac, wyobrazamy sobie, co im powiemy jak wrocimy,
      pamietamy, o co zapytac, bo od dwusiestu lat zawsze maja racje i jak
      mowia, tak sie staje, zalujemy ze nas z nimi nie ma a w pewnym
      momencie orientujemy sie, ze chyba cos z nami nie tak bo wogole nie
      wpisujemy sie w stereotypowy opis nas samych na forum psychologia :)



    • komandos_seal Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice 23.08.09, 13:49
      cynta napisała:

      > jestem tym rodzicem... i jestem ciekawa opini o tym czego sie
      tacy mlodzi ludzi
      > e spodziewaja po rodzicach

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      coz...po takiej jak ty...zapewne niczego...bzdziagwo
    • fraupilz Re: 20-letnie dzieci i ich rodzice.... 23.08.09, 17:48
      Jestem 21-letnim dzieckiem swoich rodziców. Czego się spodziewam?
      Spodziewam się po rodzicach akceptacji tego kim jestem i że nie do końca jestem
      taka, jaka chcieliby żebym była (poszłam na inne studia niż chcieli, zmieniłam
      wyznanie, jestem wegetarianką itp.). Mam nadzieję, że mi kiedyś zaufają, teraz
      nie ufają mi za grosz, muszą wszystko mieć pod kontrolą żebym "nie zeszła na złą
      drogę" :(

      Mam dwa kierunki studiów i pracę, ale ona nie starcza żeby się utrzymać nie
      rezygnując z jednego kierunku. W tym roku mam zamiar utrzymywać się już
      samodzielnie, bo udało mi się wywalczyć stypendium naukowe. Do tej pory rodzice
      odbierali mi prawo do prywatności, ponieważ nie zarabiałam sama na siebie.
      Chciałabym żeby teraz już nie ingerowali w moją prywatność (np. żeby nie
      otwierali mi szafy i szuflad bez pytania kiedy do mnie przyjeżdżają), pozwolili
      mi samej o siebie zadbać, nie zasypywali mnie pytaniami gdzie byłam, dokąd idę i
      czy przypadkiem nie mam zamiaru spać z mężczyzną.

      Reakcja na zmiany w życiu rodziców - tych zmian nie ma zbyt dużo, moi rodzice
      żyją sobie spokojnie od lat tak samo. Kiedyś moja mama postanowiła się
      odchudzać, narzuciła sobie jakąś głupią dietę cud i tylko od tego przytyła.
      Byłam ciekawa co z tego wyjdzie, nie krytykowałam, mama wytrzymała dwa tygodnie,
      nie udało się. Myślę że najlepiej takie rzeczy po prostu
      zaakceptować/zignorować. Kiedy rodzice mają jakiś pomysł, to nawet jeśli uważam
      go za głupi - co mi do tego? To ich życie.

      Nie wiem, czy wystarczająco dużo myślę o ich zadowoleniu, może nie, ale oboje
      wydają się ogólnie zadowoleni z życia. Jedyne co mam im do zarzucenia to
      nadopiekuńczość. Chciałabym rozluźnić trochę nasze więzi, żeby nie zmieniły się
      w więzy...
Pełna wersja