Gość: Ewa
IP: *.zacisze.zgora.pl
03.01.04, 02:24
Nie wiem co mam o tym myśleć. Mam dobrego kolegę. Nawet więcej. Znamy się już
długo. Spotykaliśmy się dość często, ale nigdy jako para. Z mojej strony to
było coś więcej niż przyjaźń, ale z jego........ nie wiem. Kiedy byliśmy
razem, zachowywał się w taki sposób, jakbyśmy byli parą. Nawet przy innych
znajomych. Później odprowadzał mnie do domu, mówił "narazie" ..... i odzywał
np za trzy tygodnie. W pewnym momencie miałam dość. Zerwałam kontakt,
zaczęłam spotykać się z kimś innym (okropna pomyłka :) i miałam "spokój". Po
pewnym czasie nasza znajomość się odnowiła, jednak nie z mojej inicjatywy.
Znowu było tak samo jak dawniej: spotkania od czasu do czasu, miłe chwile i
nic więcej. Jednak w jego zachowaniu coś się zmieniło, tak jakby zaczął
widzieć we mnie swoją dziewczynę. Jednak powcześniejszych rozczarowaniach nie
traktowałam go już poważnie. Bałam się, że znowu mnie zawiedzie i znowu nic z
tego nie wyjdzie. Aż do momentu, kiedy zaprosił mnie na Sylwestra. Oczywiście
do samego końca nie łudziłam się, że to coś poważniejszego. Mimo to przyjęłam
zaproszenie. Zaskoczyło mnie jednak jego zachowanie. Wyjechaliśmy na cztery
dni z jego znajomymi. Cały czas zachowywał się jakbyśmy byli parą (chodzenie
za ręce, buziaczki, miłe słówka itp.) Nawet swoim znajomym przedstawiał mnie
jako swoją dziewczynę. Myślałam, że w końcu dojrzał i zrozumiał czego chce,
dlatego nie podejmowałam rozmowy na ten temat. Jego zachowanie było dla mnie
oczywiste. A później powrót do domu....i co usłyszałam przy roztaniu NARAZIEI
to było wszystko :) I teraz mam do Was pytanie: co ja mam o tym myśleć??
Zostawić to w ten sposób? Zadzwonić i zapytać o co chodzi? Unieść się dumą i
nie odpowiadać na jego sygnały (jak sobie w końcu przypomni:))? Nie wiem...
Dlatego może Wy mi podpowiedziecie, jak mamsię teraz zachować. Dodam jeszcze,
że już sama nie wiem czy mi zależyna tej znajomości czy nie. Mimo to ,
chciałabym to jakoś rozwiązać. PS. Przepraszam za długość, ale krócej nie
dało rady :))