Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę)

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.02, 17:38
Jestem w ciazy i nie wiem co robic. To dla mnie osobisty dramat.

Mimo starannie dobranego zabezpieczenia (trójstopniowe tabletki
antykoncepcyjne), kilka dni temu z przerażeniem odkryłam, że jestem w ciązy...

Mam 25 lat i tak naprawdę nigdy nie chciałam mieć dzieci. Nie czuję w sobie
potrzeby posiadania potomstwa, dzieci koleżanek nie budzą we mnie specjalnego
entuzjazmu, nie mówiąc już o czułości.
W dodatku we wrześniu ub.r. zrezygnowałam z dobrze płatnej pracy, by otworzyc
wreszcie własną niewielką firmę. A własna firma, wiadomo - praca 16 godzin na
dobę, maksymalne zaangażowanie i choć krzywa zysków pnie się w górę, moje
dochody są niewysokie, bo wiadomo, że świezo powstała firma wymaga wielu
inwestycji, aby mogła się rozwijać i dalej prosperować.
Gdybym teraz zrezygnowała z prowadzenia firmy, utopiłabym w niej mnóstwo
pieniędzy. No i zostałabym bez jakiegokolwiek źródła dochodu. Nie mam też
nikogo zaufanego, by mógł mnie zastąpić na kilka miesięcy (w dodatku za
naprawdę symboliczne wynagrodzenie).
Tak wiec zarówno moment, jak i sam fakt zajścia w ciąże stawiaja mnie w bardzo
nieciekawej sytuacji.
Dodam jeszcze, ze z tatusiem dziecka łączył mnie tylko gorący romans, tak więc
nie mogę specjalnie liczyć na jego pomoc. (Wie już o wszystkim - pozostawił
decyzję mi, powiedział, że jeżeli zdecyduję się urodzić, to oczywiscie uzna
dziecko i będzie płacił alimenty, natomiast nie może mi obiecać żadnego
wsparcia i pomocy)

Co robić?
Czy są wogóle w Polsce gabinety, gdzie można bezpiecznie przerwać ciążę? Jak
często występują powikłania i jakie jest ryzyko?
Ile kosztuje taka "przyjemność"?

Co robić!
I jak to do cholery możliwe, żeby stosując regularnie(!) tabletki
antykoncepcyjne, w kilka dni po okresie zajść w ciążę?

Margerita.

PS:Doradźcie coś, bo powoli wariuję!!!
    • Gość: Renka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.home.cgocable.net 03.02.02, 17:54
      Mimo, ze nie stworzylas jeszcze rodziny, dany ci jest jakis specjalny prezent
      od losu. Twoje dziecko -firma i Twoje dziecko -maciupki orzeszek, ktory chce
      zyc , pewnie po to, aby byc kiedys prezesem w tej firmie :)
      Ja na twoim miejscu urodzilabym to dziecko i dzialalabym tak, aby on(a)
      naprawde byl(a) kiedys tym prezesem. Masz dwojke dzieci do wychowania na raz :)
      • Gość: Kulka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.02.02, 18:19
        Wyjedź na kilka dni,sama.Przemysl dokładnie wszystkie za i przeciw, przede
        wszystkim czy poradzisz soie psychicznie potem,kiedy już usuniesz ciążę? A
        jesli się zdecydujesz, mimo wszystko, to masz do tego prawo, to twoje ciało i
        twoje życie. A gdzie szukać? wystarczy otworzyć gazetę, jest mnóstwo
        ogłoszeń,wystarczy poczytać między wierszami...
        Trzymaj się i pamietaj że jakąkolwiek decyzje podejmiesz, będzie słuszna.
        Pzdr
      • Gość: Pom Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.02, 18:27
        Poradzisz sobie. Nie stawiaj tak tematu: dziecko czy firma. Renka dobrze to
        ujęła.:) To bedzie przyszły prezes Twojej firmy :)
        Dasz sobie radę ze wszystkim. Nie będzie na pewno tak, że zostaniesz całkowicie
        sama z dzieckiem. Nawet jeśli tatuś nie wykazuje woli wychowywania to po
        pierwsze: nie on jeden może Ci pomóc, po drugie: skąd wiadomo, czy jak zobaczy
        maleństwo na świecie nie odwidzi mu się? Tego nie możesz przewidzieć. Za to
        można bardzo dobrze przewidzieć, co się stanie jak usuniesz dziecko. Wyrzuty
        sumienia do końca życia, może już nie będziesz miała możliwości być mamą, choć
        będziesz chciała. Nie chcę tu uprawiać czarnowidztwa, ale i tak nie masz
        pewności, czy firma będzie dobrze prosperować nawet jeśli się jej do końca
        poświęcisz.
        Dziewczyno, masz 25 lat, jesteś obrotna, w tym wieku zakładasz swoją firmę. nie
        poradzisz sobie z dzidzusiem? Poradzisz!!! A to jest o wiele więcej warte niż
        myślisz, nawet jeśli nie chcesz go teraz, to poczekaj... :) Porozmawiamy jak je
        będziesz miała.
        Sama nie mam dziecka, pracuję bardzo intensywnie. Ale dla mnie wybór, a raczej
        brak wyboru jest oczywisty!
        Własnie. Zabezpieczyłaś się tak dobrze a tu cyk i jest:) Nic nie dzieje się
        przypadkiem, pamiętaj:)))
        • Gość: Kulka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.02.02, 18:52
          Piękne słowa...ale...miliony rzeczy dzieją się przypadkiem i całe szczęście że
          tak jest,bo pomysl Pom gdyby nic nie działo się przypadkiem, jaki sens miałaby
          twoja walka o dziecko? Tyle starań, tyle pragnień ... i nic.Chcesz usłyszeć że
          to nie przypadek a jakis wyrok przeznaczenia? No nie wiem, ja w takiej
          sytuacji /i w kazdej zresztą/ nie chciałabym tego usłyszeć.
          • Gość: Kulka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.02, 19:05
            Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiałaś Kulko... a może się mylę. W każdym razie
            chciałam powiedzieć, że pracuję intensywnie ZAWODOWO a nie nad dzidziusiem.:)
            Choć przyznaję wolałabym odwrócić role, choć na razie nie jest to możliwe. Ale
            tak czy inaczej nie miałabym wątpliwości, mimo to, że zupełnie mi teraz
            dzidziuś nie po drodze.
            Co do przypadku i losu... jednak nic się nie dzieje przypadkiem!!! I tak sobie
            myślę, że dziewczyna ma sporo szcześcia, patrząc na niektóre kobiety, które
            dałyby wszystko by być w jej sytuacji. One wiedzą to czego M. jeszcze nie wie.
            Ale się dowie.
            Pozdrawiam
            • Gość: Pom Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.02, 19:07
              Oczywiście to na górze to Pom:)
    • Gość: Mart@ Re: Margerito - ratunku trudno tu oczekiwać IP: 10.136.128.* 03.02.02, 19:47
      Gość portalu: M. napisał(a):

      > Jestem w ciazy i nie wiem co robic. To dla mnie osobisty dramat.
      > I jak to do cholery możliwe, żeby stosując regularnie(!) tabletki
      > antykoncepcyjne, w kilka dni po okresie zajść w ciążę?
      > PS:Doradźcie coś, bo powoli wariuję!!!

      A w którym jesteś tygodniu ciąży?
      Ja jestem niewierząca i też kiedyś wpadłam w rozpacz, gdy odkryłam swoją ciążę.
      Były powody zewnętrzne, że tak wyrażę się enigmatycznie.
      Ale syn już dorosły, na szczęście. Chyba jest ciężko dokonać aborcji...
      Natomiast logicznie rzecz biorąc masz do niej prawo moralne - tyle że nie w
      katolickim (formalnie!!!) kraju.
      Jak widzisz zdarza się to co Tobie, tabletki dają te 98%-99% zabezpieczenia - czy
      Cię pociesza informacja, że należysz do tych 2 (albo może nawet 1) procent?

      Żadnej rady nie oczekuj od obcych - to Twoje i czyjeś jeszcze życie są w grze.
      Tu obecni ostali się wobec wątpliwości (ewentualnych) ich matek, są stronniczy...
      Mart@

      PS. Nawiasem mówiąc nie należy korzystać z pokątnych gabinetów, lecz
      renomowanych, czyli drogo... Wiele powikłań bierze się z takiego lekceważenia
      zdrowia, skrajnie nawet zgony.
      Istnieje ewentualnie (za granicą raczej) francuska tabletka wczesnoporonna...


      • Gość: Semi Re:Nie wierze IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 03.02.02, 20:16
        A ja nie wierze, ze masz taki problem. Ja mysle, ze ktos chce sie naszego
        zdania dowiedziec na ten temat. A jesli to prawda, to ci cholernie zazdroszcze.
        Ja nie moge zajsc od 5 lat. I nigdy, przenigdy nie usunelabym ciazy. To prezent
        od losu. Wlasciwie nigdy nie ma dogodnego okresu na dziecko. Wiec ciesz sie i
        donos to dziecie.
        • Gość: M. Re:Nie wierze IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.02, 03:53
          Gość portalu: Semi napisał(a):

          > A ja nie wierze, ze masz taki problem.

          Ja też z początku nie wierzyłam, że mam taki problem (patrz: mój post z
          odpowiedzią do Marty). Ale poważnie: to nie prowokacja dziennikarska, to samo
          życie.

          Margerita

      • Gość: M. Re: Margerito - ratunku trudno tu oczekiwać IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.02, 03:49
        Gość portalu: Mart@ napisał(a):

        >
        > A w którym jesteś tygodniu ciąży?
        > Ja jestem niewierząca i też kiedyś wpadłam w rozpacz, gdy odkryłam swoją ciążę.
        >

        To już początek 10-tego tygodnia. Niewiele czasu zostało...

        >
        > Jak widzisz zdarza się to co Tobie, tabletki dają te 98%-99% zabezpieczenia - c
        > zy
        > Cię pociesza informacja, że należysz do tych 2 (albo może nawet 1) procent?
        >

        Nie pociesza. Co więcej, byłam tak pewna stosowanej antykoncepcji (w końcu biorę
        tabletki już od prawie 8 lat), że gdy wystąpiły pierwsze objawy ciąży to
        podejrzewałam raczej:zaburzenia hormonalne (brak miesiączki), zatrucie (mdłości),
        przemęczenie (senność). Do głowy mi nie przyszło, że jestem w ciązy.
        W dodatku już po zajściu w ciązę miałam normalnie jeden okres, co już zupełnie
        mnie zmyliło.
        Zorientowałam sie dopiero będęc w 8 tygodniu ciązy (!)
        Oczywiscie przez cały ten czas brałam tabletki...

        >
        > Istnieje ewentualnie (za granicą raczej) francuska tabletka wczesnoporonna...
        >

        Na to już nieco za późno...

      • Gość: mc_maras Re: Margerito - ratunku trudno tu oczekiwać IP: 10.197.131.* 04.02.02, 09:26
        Gość portalu: Mart@ napisał(a):

        > Natomiast logicznie rzecz biorąc masz do niej prawo moralne - tyle że nie w
        > katolickim (formalnie!!!) kraju.


        Hmmm,

        A jakież to LOGICZNE uzasadnienie może dać MORALNE PRAWO do zabicia?
        I co tu ma do rzeczy katolicyzm?
        Bo chyba nie to, że się najbardziej sprzeciwia aborcji, co?
        Proszę nie stawiać znaku równości pomiędzy działalnością LPR i niejakiego Rydzyka
        a wartościami moralnymi Kościoła.

        Dla wyjaśnienia: nie jestem (już) katolikiem. Nie należę do żadnego
        kościoła/wiary/itp.

        Ja to widzę tak:
        Pozbawianie życia jest NIEMORALNE, a jedynym LOGICZNYM uzasadnieniem jest
        fakt "dążenia do celu po trupach" - czyt. bycie NIEHUMANITARNYM gnojem.

        Ludzie! To nie jest jakiś dwuznaczny przypadek (np. gwałtu na nastoletniej
        dziewczynce). Trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny. A nie dla własnej wygody
        pozbawiać kogoś istnienia. To chore!

        Środki antykonc. mają swoją skuteczność, często podawaną nawet w procentach.
        Ryzyko jednak pozostaje i trzeba być tego świadomym. Bohaterka zdaje się być
        osobą inteligentną, więc na pewno kalkulowała ryzyko przyjemności na jaką sobie
        pozwalała. Dramatem jest tu tylko to, że jej kolega okazał się być ostatnim
        dupkiem.
        Cóż...

        Faktycznie trudno oczekiwać ratunku (jak w tytule) - bo już go być nie może.
        Trzeba się postawić w tej nowej sytuacji i ŻYĆ DALEJ!
    • Gość: #Barbara Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.icpnet.pl 03.02.02, 20:22

      Przemysl to.
      Nie przerywaj tej ciazy/nie zabjaj dziecka.
      Tyle jest ludzi, ktorzy chca urodzic i nie moga.

      Wiem, chodzi o te "stracone" 9 miesiecy...ale to TYLKO 9 miesiecy. I...to
      naprawde wspaniale miesiace.
      Uwierz.
      To - dar. Przyjmij go.
      Wszystko inne to rzeczy, przedmioty...a tu - dziecko, czlowiek.
      Dasz sobie rade.
      Pozdrawiam

      szary_ptak@poczta.gazeta.pl
      • Gość: Kulka Re: Ratunku! Jestem w ciazy...do Pom IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.02.02, 20:49
        Oczywiście, zle cię zrozumiałam sorry.To jednak nie ma wpływu na moje zdanie:)
        Pzdr
      • Gość: wredna Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.chello.pl 03.02.02, 22:21
        Gość portalu: #Barbara napisał(a):

        >
        > Przemysl to.
        > Nie przerywaj tej ciazy/nie zabjaj dziecka.
        > Tyle jest ludzi, ktorzy chca urodzic i nie moga.
        >
        > Wiem, chodzi o te "stracone" 9 miesiecy...ale to TYLKO 9 miesiecy. I...to
        > naprawde wspaniale miesiace.

        jeśli chodzi o dziecko to nie ,,tylko " 9 miesięcy ...dziecko to rewolucja w
        całym życiu ...

        a koleżanka powinna przemyśleć sobie sprawę w samotności nie zważając na to co
        mówią inni że to dar , że inne chcą a nie moga etc ... chodzi o to żebyś po
        uordzeniu dziecka nie była nieszczesliwą mamusią załującą że urodziłaś a tymsamym
        przekreśliłaś swoje szanse rozwoju ... lepiej urodzić później i czerpać z tego
        100% satysfakcji ..z drugiej strony jeśli uważasz że ktoś będzie mógł ci
        pomóć ..gdy urodzisz ... ( mama , siostra etc - bedzie cie stac na opiekunke ) i
        że chcesz zaryzkować to czemu nie ...nikt nie powiedział że nie można mieć i
        dziecka i kariery ale musisz być zdecydowana na bardzo bardzo ciezka prace...i
        wiele wyrzeczen !



        > To - dar. Przyjmij go.
        > Wszystko inne to rzeczy, przedmioty...a tu - dziecko, czlowiek.

        • Gość: vincenta Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 04.02.02, 00:40
          Mysle, ze jakby kolezanka chciala przemyslec sprawe w samotnosci, to nie
          bralaby kierunku " Forum" .
          Jednak uwazam, ze powinnas urodzic! Nie wiem, jakie sa matczyne odczucia,jednak
          z obserwacji okazuje sie potem, ze dziecko jest ta najwieksza radoscia!!!
          Pewnie nigdy nie bedzie odpowiedniego czasu na dziecko! Pozwol moze czasami
          losowi pozadzic Toba. Jestes silna, ale to nie znaczy, ze wszystko jest w
          Twoich rekach! Powodzenia!
          • Gość: wredna Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.chello.pl 04.02.02, 08:07
            Gość portalu: vincenta napisał(a):

            > Mysle, ze jakby kolezanka chciala przemyslec sprawe w samotnosci, to nie
            > bralaby kierunku " Forum" .


            tyle że decyzje musi podjąc tak czy owak sama..., więc najlepiej bedzie jesli w
            tej kwesti podejmie decyzje zgodną z samą sobą a nie z poglądami innych w
            końcu ,,jak coś " to ona będzie się tym dzieckiem opiekować do końca życia ..nie
            my.
    • Gość: Tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.daxnet.no 03.02.02, 21:35
      Margarito!
      Nikt z nas na tym forum nie moze dac ci rady tej prawidlowej i jedynej. My
      mozemy tylko podzielic sie z toba naszymi myslami i doswiadczeniami. Moze
      naswietla ci twoj "problem" z innej strony i pokaza ci mozliwosci ktore nie
      bralas pod uwage.
      Ja osobiscie poradzilabym ci donosic i urodzic dzidziusia.
      Nie ma problemu z pogodzeniem firmy i macierzynstwa. Nie ma ! wiesz mi bo mowie
      to z wlasnego doswiadczenia. W sierpniu 1995 roku otworzylam swoj wlasny
      gabinet stomatologiczny. Byl to i jest moje jedyne zrodlo utrzymania. Lezy on
      tez w miescie gdzie wiadomo konkurencja jest duza i musialam dac z siebie nie
      100% ale 150% aby utrzymac u siebie "starych" pacjentow i nie stracic nowych.
      We wrzesniu zaszlam w ciaze. Nawet przez ulamek sekundy nie pomyslalam o
      wyborze miedzy dzieckiem a gabinetem. Wiedzialam ze OBOJE beda MOI !!! Ciaza to
      nie choroba, czulam sie dobrze i pracowalam do dnia porodu . W koncu maja 1996
      urodzilam synka. Wzielam wolne przez czerwiec i lipiec i w sierpniu wrocilam do
      pracy. Na pelny etat! Tomcio spal w pokoiku obok, ja przyjmowalam pacjentow,
      karmilam piersia i znowu pacjenci itd. Gdy mial okolo roczku poszedl do zloba.

      Margarita nie zapominaj ze istnieja zlobki, przedszkola i nianie! A ten
      pierwszy okres w zyciu malucha wcale nie wyglada jak z amerykanskich filmow:
      wrzask, pieluchy i urwanie glowy. Dzidziusie spia i to duzo, a to daje ci czas
      na dzialanie.
      Opowiedzialam ci moja historie, ale bylaby ona nie pelna gdybym ci nie dopisala
      ze dzisiaj jestem mama trojki dzieci. We wrzesniu 1998 urodzil mi sie drugi
      syn, wrocilam z nim do pracy po 3 tygodniach, a w zeszlym roku corka z
      ktora "podjelysmy" prace po miesiacu. Moja mala konczy za 2 tygodnie roczek. Od
      czasu otwarcia gabinetu mija 6,5 roku. W ciagu tych lat urodzilam trojke dzieci
      a mimo to gabinet prosperuje i daje mi dochod. Prawde mowiac nigdy nie
      spotkalam sie z kims podobnym do mnie. Kobiety ktore rodzily ze mna braly
      przynajmniej rok urlopu macierzynskiego, rezygnowaly z prac bo przeciez musialy
      byc z dziecmi. Musisaly? Czy poprostu mogly sobie pozwolic na ten luksus?.
      Ja rozumiem co znaczy miec wlasna firme, to obowiazek, ale tez mozliwosci
      ktorych inni nie maja. Czytajac twoj list rozumiem ze to ty zalozylas firme,
      wiec ty decydujesz. Mysle ze i ty znajdziesz miejsce na lozeczko, a potem kojec
      w swoim biurze. A ludzie/klienci przyjma to napewno pozytywnie. To moze jest
      troche nietuzinkowe, ale ty wygladasz na obrotna dziewczyne ktora wie czego
      chce.
      Sytuacja twoja ma tyle plusow: 1. jestes mloda (ja rodzac mojego pierwszego
      synka mialam 10 lat wiecej niz ty!) 2. jestes wlasnym szefem (pomysl ze gdybys
      byla u kogos zatrudniona, kto bylby bardzo nie mily i musialabys go powiadonic
      o ciazy i moze stacilabys przez to prace) 3. ojciec dziecka nie jest tylko
      negatywny ( to plus ze daje TOBIE podjac OSTATECZNA DECYZJE, a nie zmusza cie
      do usuniecia ciazy i to plus ze zobowiazuje sie placic alimenty) 4. jestes W
      CIAZY (to jest cos CUDOWNEGO!!!!) MUSISZ TO PRZEZYC SAMA aby zrozumiec.

      Zapomnij dzieci przyjaciolek, kuzynek i sasiadow OCZYWISCIE ze nie budza w
      tobie uczuc macierzynskich. NIE mozna ich nawet porownac do wlasnych. Wierz mi
      wiem o czym mowie!

      Margerita, ZOBACZ TE MOZLIWOSCI KTORE MASZ zanim zrobisz NIEODWRACALNY KROK!!

      Ja poronilam malego chlopca. WIERZ MI kobieta nigdy nie zapomni SWOJEGO DZIECKA!
      U mnie byla to spontaniczna/naturalna aborcja, ale POCZUCIE WINNY ZYJE WE MNIE
      CALY CZAS!
      Co zrobilam zle, czy moglam temu zapobiec?
      Wiesz kiedys czytalam ze gdy sie staci starsze dziecko to sie go caly czas
      pamieta jako tego np. trzy- czy siedmiolatka, natomiast te NIENARODZONE rosna z
      uplywem lat.Za 2 lata bedziesz tam w glebi serca myslala ze ot moje male
      poszloby do zloba, za siedem ze poszloby do szkoly itd. Wiem bo sama patrze na
      moje dzieci i szukam tego czwartego!

      Mysle ze utrzymasz i firme i poradzisz sobie z maluchem! A juz napewno strach
      przed splajtowaniem nie powinien pokierowac twoja decyzja. Dla mnie moj gabinet
      bylby ZERO wart gdyby mial kosztowac mnie dziecko. Nikt ci nie zagwarantuje ze
      firma bedzie prosperowac,ale moge cie zapewnic ze mozna pogodzic i firme i
      malucha jezeli tylko sie chce.

      Nie pozbawiaj sie pochopnie radosci macierzynstwa. Tej radosci
      zobaczenia "szkielecika" na badaniu ultrasonograficznym (jego zdjecie nosisz w
      portfelu az do porodu!) i radosci pierwszego slowa "mama".

      Pozdrawiam serdecznie i jezeli mnie potrzebujesz to daj znac.

      Tula B.
      • Gość: Mart@ Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 10.136.128.* 04.02.02, 00:26
        To bardzo piękny list, Tula.
        Prawdą jest, że dziecka się nie żałuje, raczej zostaje mały niepokój, że o włos
        było się od tego kroku.
        Natomiast może się zdarzyć źle zrobiona skrobanka i bezpłodność, może też być
        jeszcze gorzej - bo nawet obecnie kobiety dostają zapaleń i powikłań, bywa że
        śmiertelnych.
        No ale pora, żeby M wyjawiła, co myśli. Bo skoro ma wątpliwości, to szanse tej
        ciąży są połowiczne, a my tu raczej kibicujemy M, a nie ciąży, chyba.
        Jednak dwie połączone komórki, to dwie (a nawet dwieście, ale) komórki...
        Traf losu.
        M, to TY na to?

        Mart@
        z sympatią
        • Gość: Bini Re: Ratunku! Jestem w ciazy... Tula IP: *.hkcable.com.hk 04.02.02, 04:03
          Tak, to bardzo piekny list...
          Piszesz z Norwegii, gdzie 50% kobiet to matki samotnie wychowujace dzieci, wiec
          zaplecze socjalne jest doskonale zorganizowane a i podejscie spoleczenstwa jest
          diametralnie inne niz w Polsce.
          Gabinet stomatologiczny, to nie to samo, co np. jednoosobowa firma dekoratora
          wnetrz.
          Piszesz, ze masz trojke dzieci, wszystkie wychowywane przez obcych?
          Nic nie piszesz o tatusiu/tatusiach, naprawde ten caly kierat ciagniesz
          jednoosobowo?
          Wybacz, ciekawa jestem i wlasciwie .... pelna podziwu.
          P.S.
          W/g mnie najwazniejszy okres w rozwoju dziecka to pierwsze 4 lata, a nie tylko
          miesiace karmienia piersia.
          Nie jestem zwolennikiem aborcji, ale dziecko powinno byc chciane - bo jest to
          zobowiazanie na nastepne 20 lat - i niestety, nie zawsze zdarza sie cud, ze
          takim jest po urodzeniu.
          Pozdrawiam
          • Gość: Tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... IP: *.daxnet.no 05.02.02, 19:06
            Gość portalu: Bini napisał(a):

            > Tak, to bardzo piekny list...
            > Piszesz z Norwegii, gdzie 50% kobiet to matki samotnie wychowujace dzieci, wiec
            >
            > zaplecze socjalne jest doskonale zorganizowane a i podejscie spoleczenstwa jest
            >
            > diametralnie inne niz w Polsce.

            Droga Bini!
            My chyba sie nie za bardzo zrozumialysmy. To ze mieszkam w Norwegi absolutnie
            niczego nie zmienia. To prawda ze bycie samotna mama Tu to tylko plus. Nikt cie
            palcami nie pokazuje a system pomaga jak moze i kobiecie i dziecku.
            To "bezplatnie" Norwezkom nie przyszlo musialy to sobie wywalczyc, ale to juz
            inna histotia.

            > Gabinet stomatologiczny, to nie to samo, co np. jednoosobowa firma dekoratora
            > wnetrz.


            Sama nie wiem. Wydaje mi sie jednak ze podobienstwa sa wieksze niz roznice. Obie
            firmy "zadaja" obecnosci wlascicielki. Sa kompletnie uzaleznione od
            zainteresowania klientow/pacjentow i napewno w obu przypadkach obowiazuje
            zasada "Znikasz/nie ma cie dostepnej dla nich = tracisz ich = zero zarobkow".
            Potem mozna dyskutowac wielkosci godzinnych zarobkow itp. itd., ale ja sie tego
            nie podejmuje bo to nie jest tematem tej dyskusji.

            > Piszesz, ze masz trojke dzieci, wszystkie wychowywane przez obcych?
            > Nic nie piszesz o tatusiu/tatusiach, naprawde ten caly kierat ciagniesz
            > jednoosobowo?

            Nie jestem "samotna" mama. Wiec "dobra Norwegi" mnie nie dotycza. Mam partnera,
            ktory jest ojcem calej czworki moich dzieci. Pracuje i zarabia ... mniej niz
            ja. "Kierat" mojego gabinetu ciagne absolutnie sama z mama jako asystentka.
            Napisalam o sobie nie dlatego aby poczuc sie "bohaterka-matka Polka", ale aby
            uzmyslowic M ze jezeli JA potrafilam to ona TEZ potrafi.

            Ja sobie nie poradzilam dlatego ze mieszkam w Norwegi.Najprostsze byloby
            przyjecie maciezynskiego od Panstwa, zasloniecie sie dziecmi na 10-11 lat i
            ROZKOSZOWANIE sie BYCIEM w DOMU. Ja sobie poradzilam bo jestem PRACOWITA POLKA,
            ktora Polska nauczyla nie piescic sie z soba i dazyc do swoich celow.
            > Wybacz, ciekawa jestem i wlasciwie .... pelna podziwu.
            > P.S.
            > W/g mnie najwazniejszy okres w rozwoju dziecka to pierwsze 4 lata, a nie tylko
            > miesiace karmienia piersia.

            Moje maluchy chodza do zlobow i przedszkoli. Nie dlatego ze ich mama nie chce sie
            nimi zajac i nie jest zainteresowana ich rozwojem. Oni naprawde kochaja swoje
            przedszkola, panie, przyjaciol, wycieczki nad morze,czy do kina, teatru czy
            galerii. Oni spiewaja, rysuja, maluja, wycinaja itp, itd. Na urodzinki przychodzi
            z 10-15 gosci. Sa w przedszkolu od poniedzialku do piatku od 8.30-16.00, reszta
            tygodnia jest NASZA! chodzimy na nartach, na saneczki i jestesmy razem caly ten
            czas. Nie czuje aby INNI wychowywali moje dzieci. Zreszta ja sama bylam polskim
            przedszkolakiem w latach szesdziesiatych i wspominam to bardzo milo.

            > Nie jestem zwolennikiem aborcji, ale dziecko powinno byc chciane - bo jest to
            > zobowiazanie na nastepne 20 lat - i niestety, nie zawsze zdarza sie cud, ze
            > takim jest po urodzeniu.

            Bini, czy ty jestes mama? Czy masz dziecko? Czy przezylas donoszona ciaze, porod?
            To co mnie przeraza i niepokoi to FAKTOR CZASU w problemie M. TO iz zakladajac
            usuniecie ma ona malo czasu. TO ze ta presja czasu moze zmusic ja do podjecia
            decyzji ktorej bedzie ZALOWAC CALE ZYCIE!! Ze odbierze sobie mozliwosc przezycia
            JAK BARDZO, BEZGRANICZNIE KOCHA SIE SWOJE DZIECKO!!

            Zaraz po ciazy, porodzie nie musi tego tak odrazu odczuc, ale to uczucie
            PRZYJDZIE !


            > Pozdrawiam
            Ja tez pozdrawiam
            TULA B

        • Gość: M. Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.02, 05:36
          Gość portalu: Mart@ napisał(a):

          > No ale pora, żeby M wyjawiła, co myśli. Bo skoro ma wątpliwości, to szanse tej
          > ciąży są połowiczne, a my tu raczej kibicujemy M, a nie ciąży, chyba.
          > Jednak dwie połączone komórki, to dwie (a nawet dwieście, ale) komórki...
          > Traf losu.
          > M, to TY na to?
          >
          > Mart@
          > z sympatią

          Przede wszystkim dziękuję za listy i słowa otuchy.
          Nie podjęłam jeszcze żadnej decyzji. Nie mam już wprawdzie na nią wiele czasu -
          to już 10 tydzień, ale postanowiłam dać sobie jeszcze kilka dni. Jak widać sprawa
          spędza mi sen z powiek - jest noc, a ja myślę, rozważam za i przeciw, czytam
          wasze posty na forum i jest mi bardzo, bardzo źle. (i coraz bardziej smutno...)

          We wtorek chcę wyjechać na 2-3 dni - pomyśleć gdzieś w spokoju, zastanowić się.
          Może pojadę nad morze...
          Będę jednak dawać znak życia - zawsze znajdzie się jakieś miejsce gdzie można się
          podpiąć do sieci.

          W tej chwili nic już nie wiem.

          Boję się zarówno porodu, jak i aborcji. Zawsze źle znosiłam nawet najmniejszy
          ból... No i mdleje na widok krwi...

          Boję się, że jak usunę to:
          - mogą być jakieś powikłania - w 11-12 tygodniu ciązy wprwadzie jeszcze dokonuje
          się zabiegów, ale ryzyko jest już dużo większe niż np: w 4-5 tygodniu...
          - mogę nie móc już mieć dzieci (a może kiedyś jednak będę chciała je mieć, mimo,
          że teraz wydaje mi się inaczej)
          - będą dręczyły mnie koszmary (wspomnienie zabiegu, być może wyrzuty sumienia)

          Boję się, ze jak zdecyduję się urodzić to:
          - czeka mnie 9 miesięcy męki,
          - nie wytrzymam porodu (już robi mi się słabo na samą myśl),
          - już nigdy nie wrócę do dawnej formy... (koniec z płaskim brzuszkiem)
          - wogóle się rozsypię (od 3 lat pracuję bardzo intensywnie, nie dbałam specjalnie
          o swoje zdrowie i teraz są tego efekty; lekarz wprawdzie mówi, ze nie ma dużego
          zagrozenia, jednak mój stan zdrowia, moze się nieco pogorszyć, zwłaszcza, jak nie
          będę o siebie dbała i nie będę dużo wypoczywac)
          - nie pokocham swojego dziecka
          - nie poradzę sobie z jego wychowaniem, problemami dnia codzinnego
          - stracę to na co pracowałam tak długo, pozostanę bez źródła dochodów
          - nie będę potrafiła się nim zająć, a ono będzie cały czas płakać itd.

          Jak widać powyżej, mam mnóstwo lęków, które jeszcze utrudniają podjęcie
          decyzji...

          Pozdrawiam Was serdecznie
          Margerita

          • denise Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 04.02.02, 13:28
            Witaj Margerita,
            mogę cię zapewnić, że WSZYSTKIE twoje obawy są bezpodstawne, zarówno w
            wariancie, jeśli usuniesz, jak i jeśli urodzisz!
            Ja usunęłam mając ok. 22 lata, w 12(!) tygodniu, oczywiście profesjonalnie.
            Teraz mam 36, a mój synek skończył 5 lat. Przy porodzie dałam sobie od razu
            środki przeciwbólowe dożylnie (żadnego zastrzyku w kręgosłup!!!), niewiele
            miałam odczuć, bo też się ogromnie bałam, więc organizm automatycznie obniżył
            ciśnienie i dobrze mi było. Parę krytycznych minut krótko przed metą i po bólu.

            Co do twoich wątpliwości mogę dodać, że mają rację bytu: trudno jest samej przy
            obciążeniu zawodowym, całkiem bez pomocy ojca dziecko sprostać wymogom
            wychowania. Mowy nie ma o porzuceniu pracy, bo żyć trzeba, czy z dzieckiem, czy
            bez. Również i ja jestem w sytaucji, w której nie mam żadnej pomocy (dziecko ma
            fizycznego ojca, którego bym mu wstecznie najchętniej oszczędziła - na
            szczęście kontakt zanikł). Potwornie ciężko samej się boksować przez życie.
            Trudniej o pracę, jak maluch chory i trzeba przy nim zostać - dręczą czasem
            wyrzuty sumienia względem zarzuconej pracy. A jak musisz chore dziecko komuś w
            potrzebie "podrzucić", to jeszcze gorsze wyrzuty sumienia wobec dziecka! I tak
            źle, i tak niedobrze.

            Nie chcę przeciągać cię na jedną lub drugą stronę, próbuję ci naświetlić, jak
            twoja decyzja może rzutować na twoje dalsze życie.
            Posłuchaj swojego wewnętrznego głosu. Nie daj się nikomu na nic namówić. To
            twoja decyzja i twoje życie (ewentualnie też twojego dziecka). Sama wiesz,
            czego naprawdę pragniesz i jak możesz stać się szczęśliwą. Cokolwiek
            postanowisz, nie rób sobie później rzadnych wyrzutów. Podejmij dojrzałą
            decyzję, jedyną, która w obecnej chwili twojego życia jest odpowiednim
            rozwiązaniem.
            Trzymaj się! Życzę ci podjęcia właściwej decyzji.
            Możesz do mnie napisać na adres: denise@poczta.gazeta.pl
          • Gość: Tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.daxnet.no 05.02.02, 21:28
            Gość portalu: M. napisał(a):

            > Gość portalu: Mart@ napisał(a):
            >
            > > No ale pora, żeby M wyjawiła, co myśli. Bo skoro ma wątpliwości, to szanse
            > tej
            > > ciąży są połowiczne, a my tu raczej kibicujemy M, a nie ciąży, chyba.
            > > Jednak dwie połączone komórki, to dwie (a nawet dwieście, ale) komórki...
            > > Traf losu.
            > > M, to TY na to?
            > >
            > > Mart@
            > > z sympatią
            >
            > Przede wszystkim dziękuję za listy i słowa otuchy.
            > Nie podjęłam jeszcze żadnej decyzji. Nie mam już wprawdzie na nią wiele czasu -
            >
            > to już 10 tydzień, ale postanowiłam dać sobie jeszcze kilka dni. Jak widać spra
            > wa
            > spędza mi sen z powiek - jest noc, a ja myślę, rozważam za i przeciw, czytam
            > wasze posty na forum i jest mi bardzo, bardzo źle. (i coraz bardziej smutno...)
            >
            > We wtorek chcę wyjechać na 2-3 dni - pomyśleć gdzieś w spokoju, zastanowić się.
            >
            > Może pojadę nad morze...
            > Będę jednak dawać znak życia - zawsze znajdzie się jakieś miejsce gdzie można s
            > ię
            > podpiąć do sieci.
            >
            > W tej chwili nic już nie wiem.
            >
            > Boję się zarówno porodu, jak i aborcji. Zawsze źle znosiłam nawet najmniejszy
            > ból... No i mdleje na widok krwi...
            >
            > Boję się, że jak usunę to:
            > - mogą być jakieś powikłania - w 11-12 tygodniu ciązy wprwadzie jeszcze dokonuj
            > e
            > się zabiegów, ale ryzyko jest już dużo większe niż np: w 4-5 tygodniu...
            > - mogę nie móc już mieć dzieci (a może kiedyś jednak będę chciała je mieć, mimo
            > ,
            > że teraz wydaje mi się inaczej)


            Hei Margarito!
            To jeszcze raz ja, ale twoj "problem" zapadl mi gleboko w serce. Tak zabieg moze
            byc nie udany. Tego ryzyka nie da sie zaprzeczyc.
            Ja jednak myslac o Tobie wspominam przypadek mojej kuzynki. Miala 22 lata
            gdy "rodzina dowiedziela" sie ze jest w w zaawansowanej ciazy. To byla
            niespodzianka. Nikt jej nie robil wymowek, a dzidzius byl zaakceptowany od razu
            jako ten "niczemu niewinny". Byla studentka z KROTKIM, GORACYM romansen z
            wspolstudentem. On sie doslownie WYPIAL na nia i dziecko. Nigdy malego nie
            zaakceptowal i uznal. Ale to nie jest istotne. Urodzila syna. W tym roku moj
            siostrzeniec konczy 22 lata. Sam jest studentem i ...jedynym dzieckiem swojej
            mamy. Okazalo sie ze w kilka lat po urodzeniu malego zarazila
            sie .. .TOKSOPLAZMOZA. I tak ten "nieplanowany" dzidzius okazal sie jej JEDYNYM
            jaki natura pozwolila jej urodzic.


            > - będą dręczyły mnie koszmary (wspomnienie zabiegu, być może wyrzuty sumienia)

            Mysle ze wyrzuty sumienia bedziesz miala, jak kazda z nas w tej sytuacji.
            Tu w Norwegi dziala kilka grup pomagajacych kobietom ciezarnym ktore tak jak ty
            ciazy nie planowaly, ale tez sa grupy dla kobiet miejacych problemy po przebytej
            skrobance.

            Po poronieniu mojego synka czulam potrzebe czytania ksiazek, publikacji o
            aborcji, smierci nienarodzonych dzieci. Trafilam na opisy przebiegu skrobanek
            dzieci "niechcianych". To bylo straszne! Zawsze bylam na tyle "glupia" ze nie
            wnikalam w slowo "zabieg", nie wiedzialam ze dzieci sie wysysa z macicy matki,
            rozrywajac je na kawalki. Myslalam ze zabieg to cos "medycznego, czystego". Sama
            nie wiem co sobie wyobrazalam!!
            Teraz staje mi caly czas obraz mojego pierworodnego z ktorym krwawilam w 13 tyg.
            ciazy. Ultrasonograficzne zdjecie pokazalo MALEGO CZLOWIEKA ktory okazal sie
            TOMKIEM. Tydzien wczesniej (w 12 tyg) byl wobec prawa "bezbronny", legalnie mozna
            bylo go usmiercic.

            > Boję się, ze jak zdecyduję się urodzić to:
            > - czeka mnie 9 miesięcy męki

            M! To nie meka! Te 2-3 pierwsze miesiace sa najgorsze, a masz je przeciez prawie
            poza soba.

            > - nie wytrzymam porodu (już robi mi się słabo na samą myśl),

            Porozmawiaj z lekarzem, polozna i powiedz wprost ze boisz sie porodu. Napewno
            dadza ci te informacje ktore ci sa potrzebne. Pamietaj ze TO CO NIEZNANE
            jest "STRASZNE". Porod jest naturalny. Ja rodzilam moje dzieci naturalnie bez
            znieczulen. Bolalo, ale "da sie przezyc", jezeli ja sobie poradzilam to ty tez
            mozesz.
            Rodz ze znieczuleniem bo to co jest najwazniejsze jetes ty i twoj maluch.


            > - już nigdy nie wrócę do dawnej formy... (koniec z płaskim brzuszkiem)

            Kochana M WROCISZ do swojego plaskiego brzuszka! Ja 35-letnia "starucha" bez
            specjalnej gimnastyki wrocilam do formy (164cm/55kilo) po moim pierworodnym w
            ciagu ca. 6 miesiecy.


            > - wogóle się rozsypię (od 3 lat pracuję bardzo intensywnie, nie dbałam specjaln
            > ie
            > o swoje zdrowie i teraz są tego efekty; lekarz wprawdzie mówi, ze nie ma dużego
            >
            > zagrozenia, jednak mój stan zdrowia, moze się nieco pogorszyć, zwłaszcza, jak n
            > ie
            > będę o siebie dbała i nie będę dużo wypoczywac)

            BZDURY!! Ciaza to nie choroba ale cudowna GRA HORMONOW I ISTYNKTOW !! Twoj stan
            zdrowia sie nie pogorszy z powodu bezkomplikacyjnej ciazy, ten moze sie zmienic
            totalnie gdy zrobisz cos co bedzie dla ciebie wyrzutem sumienia przez reszte
            zycia.

            > - nie pokocham swojego dziecka

            POKOCHASZ!!!! Nawet gdyby to uczucie nie "WYBUCHLO" zaraz po porodzie to ONO
            przyjdzie. GWARANTOWANE! Zobaczysz ze mozna kochac BEZGRANICZNIE. To przyjdzie,
            to jest normalne ze ciaza i porod moga byc tak dominujace ze poczucie
            macierzynstwa jest "odsuniete" na bok. Ale ono WYGRA, wiesz mi.

            > - nie poradzę sobie z jego wychowaniem, problemami dnia codzinnego

            Nie badz az tak negatywna. Jestes DZIELNA, MLODA kobieta. Dasz sobie rade. Mam
            nadzieje ze masz rodzicow, rodzenstwo... Pamietaj wnuki tez potrafia oczarowac
            dziadkow.

            > - stracę to na co pracowałam tak długo, pozostanę bez źródła dochodów

            M! To mozesz stracic w kazdej chwili, z dzidziusiem czy bez. Prywatna inicjatywa
            to ma do siebie.

            > - nie będę potrafiła się nim zająć, a ono będzie cały czas płakać itd.

            M! zaufaj instynktowi. WLASNE dziecko to nie dziecko kuzynki, przyjaciolki czy
            sasiadki. ONE sa naprawde nie takie straszne!
            >
            > Jak widać powyżej, mam mnóstwo lęków, które jeszcze utrudniają podjęcie
            > decyzji...

            M! Moge cie tylko serdecznie uscisnac i miec nadzieje ze zamin podejmiesz
            decyzje to ..przeczytasz moje "za i przeciw".
            Moze tak z sercem podeszlam do twego "problemu" bo mam sama siostre 25-letnia
            (1976 rocznik). Wiem ze wasze zycie jest latwiejsze niz nasze tych 25- latek z
            poczatkow lat 80-tych. Jestecie pewniejsze siebie, no i Polska sie zmienila.


            Serdecznie pozdrawiam, buzka
            TULKA B

            >
            > Pozdrawiam Was serdecznie
            > Margerita
            >

        • Gość: pieskuba Re: Do Marty i M. IP: 157.25.130.* 04.02.02, 10:48
          Gość portalu: Mart@ napisał(a):

          > Jednak dwie połączone komórki, to dwie (a nawet dwieście, ale) komórki...
          > Traf losu.

          Marto,

          Nie komórki w jakiejś tam liczbie. M jest w dziesiątym tygodniu ciąży, ja też. W
          piątym tygodniu podczas badania USG widać malutki zarodek. Z tętniącym sercem.
          Wierz mi, to już dziecko. Malutkie, bardzo kochane dziecko.

          M. daj maleństwu szansę. Jeśli się dobrze czujesz w ciąży, to normalnie pracuj i
          dbaj o siebie. Urodzisz około połowy września, poród to nic strasznego,
          zobaczysz. Jesteś dzielna i silna, trochę zostaniesz w domu, znajdziesz gdzieś
          blisko nianię lub w ostateczności żłobek - i wrócisz do firmy. Będziesz miała to,
          co zarobisz sama i alimenty od niedoszłego tatusia. Dacie sobie radę we dwoje, Ty
          i dziecko. Wszystko da się zorganizować. Nie będzie łatwo, ale to możliwe.
          Jak chcesz pogadać, odezwij się na adres: pieskuba@poczta.gazeta.pl
          • sara35 Re: Do Marty i M. 04.02.02, 12:31
            Moja przyjaciółka po roku beznadziejnego poszukiwania pracy wreszcie ją
            znalazła (w sierpniu), w grudniu już była w ciąży(DWOJE DZIECI ODCHOWANYCH W
            DOMU) sytuacja podbramkowa.Urodziła ,pracuje,dziewczynka jest
            śliczna,inteligentna-żyje ma 4 latka.Myślę że ta rodzina po dokonaniu aborcji
            nigdy nie była by szczęśliwą ,pełną rodziną.Sara.
        • Gość: Tulka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.daxnet.no 05.02.02, 20:23
          Gość portalu: Mart@ napisał(a):

          > To bardzo piękny list, Tula.

          Hei Mart@ !

          Dziekuje. Moj list nie mial byc piekny, ale wlozylam w niego serce chcac "stanac
          po stronie" Margarity maluszka.

          > Prawdą jest, że dziecka się nie żałuje, raczej zostaje mały niepokój, że o włos
          >
          było się od tego kroku.

          Mysle ze jezeli M zdecyduje sie na urodzenie malucha i gdy DA SOBIE CZAS na
          ZAPOZNANIE SIE Z NIM i uzmyslowienie sobie ile dla niej znaczy, to wspomnienie ze
          kildykolwiek miala na mysli aborcje, sprawi u niej niepokoj.


          > Jednak dwie połączone komórki, to dwie (a nawet dwieście, ale) komórki...
          > Traf losu.

          W 13 tygodniu ciazy z moim pierwszym synkiem dostalam silnego krwotoku. Lekarze
          przygotowywali mnie na zabieg wyczyszczenia/skrobanki gdyz sadzili ze poronilam.
          Na moje protesty ze "czuje" sie w ciazy odpowiadali ze to wysoki stopien hormonow
          we krwi co daje mi te odczucie. Zbadano mnie jednak ultrasonograficznie.
          Tomcio "ZAPOZOWAL" do swojego pierwszego zdjecia. NIGDY NIE ZAPOMNE tej malej
          LUDZKIEJ FIGURKI "kosmonauty" wiszacej na pepowinie w moim brzuchu.

          TO NIE BYL ZLEPEK KOMOREK!!!! TO BYL MALENKI CZLOWIEK!!! Glowka, dwie nozki, dwie
          raczki i TETNIACE SERCE !!!!

          Dzisiaj Tomcio ma 5,5 lat i ...JEGO FOTO ALBUM ZACZYNA SIE OD TEGO ZDJECIA!

          > M, to TY na to?
          >
          > Mart@
          > z sympatią

          Pozdrawiam TULA B

    • Gość: trolka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.02.02, 20:37
      A ja kibicuję ciąży M., m.in dlatego, że wierzę, że robiąć to kibicuję samej
      M.Macierzyństwo z kochającym i kochanym mężem u boku, z forsą wystarczającą
      nieżle na wszystko, co niezbędne, bez obłożenia nadmiernego pracą(tyle, co dla
      rozwoju i przyjemności), z akceptującą i cieszącą się z dzieci rodziną NIE JEST
      ŁATWE. Co powiedzieć zatem o sytuacji, która rysuje się dla M.?
      A jednak jestem w 100% pewna , że warto.Bo pamiętam te chwile ostatecznego,
      pełnego szczęścia, kiedy rodzą się dzieci i to uczucie, że dlatego warto żyć. I
      pamiętam taką dziewczynę w szpitalu położniczym, która mieszkała w 1/2 połowie
      pokoju(w 2 połowie rodzina męża, w pozostałych pokojach inne rodziny!), której
      mąż przez 5 dni nie odwiedził w szpitalu(składał łóżeczko jakoby, mieszkał
      kilka minut od szpitala)i pamiętam jej pełne szczęścia oczy kiedy patrzyła na
      swoje dziecko.
      A wygląda , ze ty M, masz zasoby większe od moich(ja w wieku 30 lat nie mam
      firmy i nie umiałabym chyba jej prowadzić by przynosiła zyski), nieporównanie
      większe od wielu z nas. Poradzisz sobie, będziesz szczęśliwa. I wiem, że
      macierzyństwo daje moc i pewność siebie.
    • Gość: Kaja Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 217.11.141.* 05.02.02, 00:10
      nie chciałabym być twoim dzieckiem
      • Gość: M. Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.02, 08:28
        Gość portalu: Kaja napisał(a):

        > nie chciałabym być twoim dzieckiem

        Na szczęscie nie jesteś.

    • Gość: moi Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 213.25.85.* 05.02.02, 14:20
      Nie jest łatwo myśleć pozytywnie o dziecku gdy się nie jest gotowym na jego
      przyjęcie, bo firma, brak wsparcia, brak instyktu macierzyńskiego (uznajmy, ze
      nie każda kobieta chce być matką i ciąża oraz urodzenie ślicznego, rozkosznego
      bobaska tego może nie zmienić). Może czasami w takich przypadkach warto
      pomyśleć o oddaniu dziecka do adopcji? A co do bólu przy porodzie - można
      zapłacić za znieczulenie, a do zgrabnej figury też można wrócić.
    • maarys Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 05.02.02, 21:19
      sześć lat temu sama mogłam napisać taki post: ratunku, jestem w ciąży!
      ale nie miałam dostępu do internetu ;)
      wiesz, życie jakoś samo sobie toruje drogę, czasem w zgodzie z naszymi
      zamierzeniami, czasem wbrew nim; mnie ciąza zmusiła do akceptacji tego faktu i
      pozostaję w zdumieniu nad siłą zycia do dziś;
      wiem jak to jest, tak szarpać się z myślami - zwłaszcza, ze instynkt
      macierzyński to nadal dla mnie rzecz tajemnicza i właściwie nieznaną...
      - mam juz dwójkę dzieci, także to "niespodziewankowe", kocham je, żaden
      specjalny instynkt się we mnie nie obudził, nie przypominam sobie, żebym
      kiedykolwiek rozpływała sie nad maleńkością palców (chyba, ze w kontekście
      trudności z obcinaniem paznokci;)) ), stópek ltp - nie mierz "ochami"
      i "achami" więzi, która łączy mamę i dziecko! Dość wcześnie można z dzieckiem
      robić różne rzeczy, także "intelektualne", można z nim pracować (zwłaszcza w
      sytuacji, kiedy się jest sobie samemu szefem), można chodzić w odwiedziny,
      można wyjeżdżać, mozna chodzić na wystawy i mnóstwo innych - nabierają one
      nowego wymiaru z dzieckiem na plecach lub na brzuchu ;) To może być bardzo
      ciekawe! A może zachciałoby Ci sie potraktować macierzyństwo jako pracę
      przewodnika? Może wyobrazisz sobie, co byś mogła i chciała małemu człowiekowi
      pokazać?
      Jak widać ja, jak i większość wypowiadających się, skłaniałabym sie ku radzie:
      utrzymaj ciążę! Macierzyństwo nie jest może wyłącznie pasmem radości, ale na
      pewno nie jest także nieustanną katorgą! ;)
      A jeszcze oczywiście, ewentualnie, zamiast aborcji, doradziłabym adopcję. To
      można zrobić w Polsce w coraz sensowniejszy sposób. I dla mnie osobiście
      aborcja jest "nie w porządku", bo wydaje mi się ucieczką od odpowiedzialności.
      Ale to tylko moje zdanie, które odnoszę WYŁĄCZNIE do siebie: nie ważyłabym się
      ocenić nikogo, kto na usunięcie ciąży by sie zdecydował. Sprawa indywidualna i
      osobista.
      A poród? Dziś juz można rodzić bez bólu, choć nie zawsze ten ból taki straszny
      jak go malują. Poza tym, jeśli chcesz ktoś może Ci w trakcie porodu
      towarzyszyć - to nie musi być ojciec dziecka, może to być przyjaciółka, matka,
      siostra... kto tylko chcesz! a po porodzie... hm, warto rzeczywiście mieć
      kogoś, kto pomoże, znowu - nie musi być to ojciec, ale "druga para rak" -
      niekiedy nawet płatna...
      wiem, ze mój post jest mało konkretny; chciałam Ci tylko dać znak, ze rozumiem,
      co czujesz i że ja z taką sytuację przeżyłam, i jest teraz lepiej niż
      kiedykolwiek mogłabym się spodziewać. Jeśli chcesz i mogłabym Ci jeszcze jakoś
      pomóc - napisz, proszę
      pozdrawiam Ciebie
      i wszystkich, kórzy napisali Ci coś od siebie...
      • Gość: Bini Re: Ratunku! Jestem w ciazy... Tula IP: *.hkcable.com.hk 06.02.02, 20:57
        Droga Tulko,
        jestem matka, moj syn ma 28 lat. Chcialam miec trojke, ale poprzestalam na
        jednym, gdyz stwierdzilam, ze nie moglabym pokochac zadnego innego dziecka w
        rownym stopniu. Moim rodzicom to sie udalo, mam mlodsza o 10 lat siostre i
        nasze wiezi rodzinne sa godne pozazdroszczenia. Ale wielu moich znajomych,
        bedac juz dojrzalymi ludzmi, wciaz pamieta faworyzowanie brata lub siostry w
        dziecinstwie i nawet po tyyylu latach wciaz w ich glosie brzmi gorycz -
        takie ”poczucie krzywdy”, ktorego nie moga stlumic. A i ludzi, ktorzy nigdy nie
        zaznali milosci rodzicielskiej tez jest niemalo.

        Widzisz, z tego co piszesz wynika, ze mialas oparcie (i masz) w bliskich Ci
        osobach i razem tworzycie szczesliwa rodzine. W takiej sytuacji nie ma sie obaw
        o przyszlosc wlasna i dziecka. M. tego nie posiada, bo inaczej nie dzielilaby
        sie tym problemem z forum. Dla mnie najbardziej niepokojace jest to, ze ona nie
        chce miec tego dziecka i jesli (odpukac) nie da sobie rady - i nie chodzi mi tu
        o pogorszenie sie sytuacji finansowej, ale o brak uczuc z jej strony - to ono
        poniesie konsekwencje. I to jest smutne.

        Tak, posiadanie dziecka to jedna z najpiekniejszych rzeczy, ktore nam sie w
        zyciu zdarzaja. Ale docenic ten fakt mozna tylko wtedy, jesli sie jest do niego
        pozytywnie nastawionym.

        Serdecznosci
        Bini
        P.S
        Naprawde uwazam, ze Twoje posty sa piekne, wiele w nich milosci i....pasji.
        • Gość: Tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... Tula do Bini IP: *.daxnet.no 07.02.02, 21:55
          Dziekuje za list.

          Kazda z nas, forumowiczek, probuje doradzic M ze szczerego serca. Ale my
          wszystkie jestesmy rozne, funkcjonujemy w roznych zwiazkach i mamy rozne
          doswiadczenia na ktorych opieramy nasze postepowanie i ocene problemow.

          Ja tylko boje sie ze M:

          - zrobi cos nieodwracalnego, cos czego kiedys bedzie BARDZO zalowac.

          - ze wybierajac aborcje, nie "pozbawi" sie problemu, ale wlasnie wtedy go sobie
          przysporzy. Ze psychicznie bedzie "placila" za ta decyzje przez reszte zycia.

          - ze bedac w wieku 25-lat nie ma tego zyciowego doswiadczenia ktore by jej
          pomoglo podjac decyzje bycia z malenstwem i wiary ze we DWOJE sobie poradza.

          - ze PRESJA CZASU jest dla niej tak stresujaca i to negatywnie wplynie na jej
          ocene sytuacji.

          - BEZBRONNOSCI jej dzidziusia i faktu ze waza sie tu JEGO LOSY.

          Ja wiem tak malo o M, o jej sytuacji rodzinnej, mieszkaniowej. Ale mam wrazenie
          ze to silna i zaradna dziewczyna. Osiagnela wiele "na wlasna reke" (firma), nie
          jest bezrobotna, ma jakis dochod. A to juz duzo.

          Decyzja zalezy oczywiscie do M. To jej cialo i dzidzius.
          Ale WIEM ze pokocha GO!
          To nie jest "produkt" gwaltu, lecz romansu. A najwazniejsze jest to ze jest to
          JEJ dziecko.

          Ja mam trojke kazde kocham rowno ale inaczej. Kazde z nich to maly
          indywidualista. Uwazam zeby niefaworyzowac zadnego z nich i daje im kazdego
          dnia pelno pochwal. Staram sie byc konsekwentna, ale sprawiedliwa. Staram sie
          ale ...przedewszystkim jestem ich MAMA i ide za sercem przy ich wychowywaniu.

          Rozpisalam sie przy tej debacie, ale uwazam ze M problem i konsekwencje
          sposobu rozwiazania go sa tak powazne ze moje "gadulstwo" jest usprawiedliwione.

          Pozdrawiam

          Tula B
          • Gość: Bini Re: Ratunku! Jestem w ciazy... Tula IP: *.hkcable.com.hk 08.02.02, 12:34
            Milo sie czyta to Twoje “gadulstwo”:)
            Mysle, ze dyskusja na forum tak naprawde w niczym nie moze pomoc, bo w kazdej
            kwestii beda “za i przeciw”. I kazde z nich bedzie w jakis sposob uzasadnione.
            Tak jak piszesz, kazdy ma swoj maly swiat i swoje zasady, ktorymi sie kieruje.
            Trzymaj sie cieplo w tej zimnej Norge
            Pozdrawiam (gromadke tez)
            Bini
      • Gość: Mart@ Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 10.136.128.* 08.02.02, 01:16
        Czemu wszyscy się uparli "niech rodzi" - a niektórzy "niech już lepiej odda do
        adopcji"?
        Jestem pewna, że żadna adopcja nie wchodzi w grę, to jakieś nieporozumienie!
        Albo urodzić, mieć, kochać itd, cały ten gips, albo dać sobie spokój.
        Ja w takiej sytuacji wybrałam "gips" - ma się dobrze i jest już od dawna
        mądrzejszy ode mnie :-)
        Ale przestańcie dodawać sosy o "życiu", "zabijaniu" i instynktach.
        Tu chodzi o życie M. odpowiedzialnej osoby, która wie co to znaczy mieć dziecko!
        I wie, że 20 lat, że przewodnictwo, że paluszki itd. Naprawdę rzecz nie w
        egzaltowaniu się, tylko wyobrażeniu sobie swojego życia z dodatkiem dziecka,
        które trzeba poprowadzić i wyprowadzić "na ludzi".
        Jak tam nad morzem, M? Kąpiesz się? (Jakieś ciepłe ono?)
        Pa
        Marta
    • Gość: lili Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 08.02.02, 14:35
      zaszłam w ciąze mając 20 lat to strasznie malo,na dodatek nigdy nie lubilam
      dzieci wrecz brzydzilam sie ich /teraz zreszta tez ale, obcych/
      urodzilam mam wspanialego dwunastoletniego syna i niczego nie zaluje
      czm byloby moje zycie zyjac tylko i wylacznie dla siebie
      • mamma2 Re: Do lili 08.02.02, 14:52
        lili ja też nie przepadam za czyimiś dziećmi. Gdy zaszłam w ciążę nawet za
        swoim nie przepadałam. A teraz... Czy ktoś śmiałby twierdzić, że jest na
        świecie cudowniejszy potwór?
    • tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 10.02.02, 22:09
      Margerito!
      Co u ciebie slychac?

      Pozdrawiam
      Tula
      • Gość: M. Re: Ratunku! Jestem w ciazy... do Tuli IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.02, 01:00
        tula napisał(a):

        > Margerito!
        > Co u ciebie slychac?
        >

        Zyje jeszcze... Wczoraj wróciłam znad morza. (polecam - piękna pogoda, cudowny
        klimat, tylko wczoraj troche padało).
        Przemyslałam wiele spraw, wyciszyłam sie...
        Wstyd mi, ale nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji.
        Jestem tym wszystkim zbyt mocno przerażona...

        W Sopocie odwiedził mnie mój stary przyjaciel, którego nie widziałam od ponad 2
        lat. Właśnie wrócił z Kanady. Opowiedziałam mu o wszystkim - gorąco namawiał mnie
        do tego, żebym zdecydowała sie na to dziecko... Kiedy mnie przytulił, po raz
        pierwszy od kiedy dowiedziałam sie o ciazy poczułam sie bezpiecznie.
        Przegadaliśmy całą noc... Obiecał ze cokolwiek nie postanowię, będzie mnie
        wspierał.
        Dziwnie się poczułam, gdy powiedział, ze żałuje iż to nie on jest ojcem tego
        dziecka...

        Margerita
        • Gość: #Barbara Do M. IP: 195.216.121.* 11.02.02, 11:09
          Gość portalu: M. napisał(a):

          > Wstyd mi, ale nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji.
          > Jestem tym wszystkim zbyt mocno przerażona...

          Margeritko,
          zycie stawia nas bardzo czesto przed faktem dokonanym.
          Ty zostalas postawiona przed faktem: jestem w ciazy. Boisz sie,
          "rujnuje" Ci to w pewien sposob Twoje zycie...

          Wielu staje przed faktem choroby, smierci bliskiego czlowieka...

          Decyzja jest, oczywiscie Twoja (zawsze mamy wolnosc reakcji na to,
          co nas spotyka)
          ale tez odpowiedzialnosc za te decyzje - poniesiesz Ty.
          W kazdym wymiarze...


          (Napisalas : poradzcie, co robic. Wiec czuje sie niejako usprawiedliwiona z
          mojego "namawiania" Cie na urodzenie tego dziecka)...
        • tse-tse Re: Ratunku! Jestem w ciazy... do Tuli 11.02.02, 20:12
          "Dziwnie się poczułam, gdy powiedział, ze żałuje iż to nie on jest ojcem tego
          dziecka... "

          Oj, bo sie rozplacze, zupelnie jak w romasie...:)
        • Gość: Tulka Re: Ratunku! Jestem w ciazy... do Tuli IP: *.dd.nextgentel.com 12.02.02, 17:43
          Gość portalu: M. napisał(a):

          > tula napisał(a):
          >
          > > Margerito!
          > > Co u ciebie slychac?
          > >
          >
          > Zyje jeszcze... Wczoraj wróciłam znad morza. (polecam - piękna pogoda, cudowny
          > klimat, tylko wczoraj troche padało).
          > Przemyslałam wiele spraw, wyciszyłam sie...
          > Wstyd mi, ale nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji.
          > Jestem tym wszystkim zbyt mocno przerażona...
          >
          > W Sopocie odwiedził mnie mój stary przyjaciel, którego nie widziałam od ponad 2
          >
          > lat. Właśnie wrócił z Kanady. Opowiedziałam mu o wszystkim - gorąco namawiał mn
          > ie
          > do tego, żebym zdecydowała sie na to dziecko... Kiedy mnie przytulił, po raz
          > pierwszy od kiedy dowiedziałam sie o ciazy poczułam sie bezpiecznie.
          > Przegadaliśmy całą noc... Obiecał ze cokolwiek nie postanowię, będzie mnie
          > wspierał.
          > Dziwnie się poczułam, gdy powiedział, ze żałuje iż to nie on jest ojcem tego
          > dziecka...
          >
          > Margerita


          Hei Margaritko!

          Milo bylo od ciebie uslyszec.
          Milo bylo przeczytac ze przegadalas cala noc z PRZYJACIELEM, "ZYWYM" (nie
          internetowym) CZLOWIEKIEM.
          CIESZE sie ze i on namawial cie w kierunku ZACHOWANIA TEGO MALENSTWA.

          Mam nadzieje ze nie rzuca slow na wiatr i jezeli zdecydujesz sie donosic ciaze to
          bedzie dla ciebie PRZYJACIELSKIM WSPARCIEM.

          Ja jestem niewierzaca, ale wierze w PRZEZNACZENIE i tym wydaje mi sie to twoje
          spotkanie z przyjacielem. Moze ON tak "na zywo" pomoze podjac ci decyzje
          urodzenia dziecka, przypomni uczucie bezpieczenstwa.
          Bo to tego "NIEZNANEGO" ty sie obawiasz, ale napewno sa wokol ciebie ludzie
          ktorzy ci pomoga. Mimo wszystko dzidzius bedzie przedewszystkim TWOJA
          ODPOWIEDZIALNOSCIA ale i najwieksza RADOSCIA!

          Pozdrawiam

          Tula
    • kasia_76 Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 11.02.02, 20:54
      A ja chcialabym teraz wpasc;-)Jestem mezatka,w zasadzie nigdy nie czulam
      silnego instynktu rodzicielskiego,ale ostatnio taka mnie naszla ochota na
      dzidziusia.
      Niestety, biore pigulki a nie mam ochoty oszukiwac mojego meza. Musze jeszcze
      poczekac...
    • Gość: karo Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.interpc.pl 12.02.02, 10:33
      Poradze ci jedno. NIe zabijaj tego dziecka. POmysl jak to ty bys byla nim i
      matka by cie zabila. A tak mozesz zyc.
      • Gość: ZUZA Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 10.131.131.* 12.02.02, 23:56
        Przeczytałam wszystkie posty i nie zauważyłam ani jednego w którym jakaś matka
        by żałowała że urodziła dziecko. Był żal że usunęły ciąże, były porady żeby to
        zrobić, ale nikt nie napisał, że po urodzeniu nie pokochał swojego maleństwa.
        Wiadomo że wychowanie dziecka niesie za sobą masę wyrzeczeń i trudności, tylko
        dlaczego nikt tego nie żałuje?
        Droga M. moim zdaniem będziesz nieszczęśliwa tylko wtedy, gdy zdecydujesz się
        usunąć ciążę. Jeśli urodzisz, będziesz miała do siebie tylko żal..... jak
        moglaś się nad tym zastanawiać.
        Mam nadzieję że podejmiesz decyzję, której nigdy nie będziesz żałować
        Pozdrawiam
        Zuza
        • Gość: A27 Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.proxy.aol.com 13.02.02, 00:49
          Jak dla mnie to cala sprawa jest chyba prowokacja. Wszystko jak z taniej
          nowelki. Jest 25 letnia kobieta na pigulkach i goracy romas. Buch - ciaza.
          Ale jakims cudem jest okres. Aha, jest jescze wlasna firma 25-latki, ktora
          wymaga 16 godzin pracy. Ale nie przeszkadza to by wzaic urlop i buchnac sie
          nad moze w lutym. To chyba nie w Polszy, bo rzadkoscia jest 25 latka z firma i
          Baltyk nie jest najciekawszy w lutym. Potem mamy przyjaciela zagranicznego,
          ktory jak w starym filmidle zaluje, ze to nie jego dziecko. Albo zycie goni
          tania literature, albo ktos nas robi w bambuko.
          Poza tym to bylby juz 11 tydzien ciazy. I chyba ostatni dzwonek.
          Ja mysle, ze za pare dni, M, tu przyjdzie, powie, ze nie usuanela i obarczy nas
          zboirowa odpowiedzielanoscia.
          • tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (do A27) 13.02.02, 00:59
            Tak jak juz wczesniej na tym forum bylo o Tobie pisane ---Ty jestes naprawde
            meczaca.

            Jezeli nie masz niczego konkretnego do dodania w wyzej opisanej sprawie to
            OSZCZEDZ sobie i nam, prosze, swoich ZLOSLIWYCH WYPOWIEDZI.

            Apropo, czy to nie ty "straszylas" nas opuszczeniem tego forum????

            pozdrowienia
            Tula
          • tse-tse Aniu 27, popieram w 100% 13.02.02, 10:02
            Gość portalu: A27 napisał(a):

            > Jak dla mnie to cala sprawa jest chyba prowokacja. Wszystko jak z taniej
            > nowelki. Jest 25 letnia kobieta na pigulkach i goracy romas. Buch - ciaza.
            > Ale jakims cudem jest okres. Aha, jest jescze wlasna firma 25-latki, ktora
            > wymaga 16 godzin pracy. Ale nie przeszkadza to by wzaic urlop i buchnac sie
            > nad moze w lutym. To chyba nie w Polszy, bo rzadkoscia jest 25 latka z firma i
            >
            > Baltyk nie jest najciekawszy w lutym. Potem mamy przyjaciela zagranicznego,
            > ktory jak w starym filmidle zaluje, ze to nie jego dziecko. Albo zycie goni
            > tania literature, albo ktos nas robi w bambuko.
            > Poza tym to bylby juz 11 tydzien ciazy. I chyba ostatni dzwonek.
            > Ja mysle, ze za pare dni, M, tu przyjdzie, powie, ze nie usuanela i obarczy nas
            >
            > zboirowa odpowiedzielanoscia.

            Obserwuje ta dyskusje od pewnego czasu, wlaczylam sie do niej nawet, na forum kobieta...Tez od
            ktoregos postu M., nie moge sie oprzec wrazeniu, ze wszystk zmyslila. Szczegolnie post ostatni o tym
            sopocie i przyjacielu z Kanady przypomina lzawa scene z Harlequina, zalosne..

            • Gość: A27 tse-tse IP: *.proxy.aol.com 13.02.02, 16:39
              W sumie przeprosilam, bo nawet jesli to jest niekoniecznie prawda, to w sumie
              na tle tego watku urodzilo sie cos ladnego: GRUPA WSPARCIA. I moj cyniczny
              post to byl w sumie oznaka braku szacunku dla wielu naprawde ladnych postow w
              tym watku. I troche mi z tego powodu lyso. (Osobiscie wolalabym, zeby to byla
              prowokacja, bo chce wierzyc, ze piguly dzialaja.)
              • tse-tse Re: tse-tse 13.02.02, 17:01
                Gość portalu: A27 napisał(a):

                > W sumie przeprosilam, bo nawet jesli to jest niekoniecznie prawda, to w sumie
                > na tle tego watku urodzilo sie cos ladnego: GRUPA WSPARCIA. I moj cyniczny
                > post to byl w sumie oznaka braku szacunku dla wielu naprawde ladnych postow w
                > tym watku. I troche mi z tego powodu lyso. (Osobiscie wolalabym, zeby to byla
                >
                > prowokacja, bo chce wierzyc, ze piguly dzialaja.)

                Wiesz, ja tego tak nie odczulam, a przynajmniej nie braku szacunku wzgledem tych jak to okreslilas :
                "naprawde ladnych postow"...Bo dyskusja wywiazala sie bardzo ciekawa, trzeba przyznac i jezeli watek M.
                jest zmyslony, to mysle, ze cel uswieca srodki...Jedyna oosba , ktora,( zakladajac , ze watek jest
                zmyslony) wykazala sie brakiem szacunku wzgledem osob czytajacych jest Margerita, mogla sie troche
                wysilic i ujac post w rzeczywistych , polskich realiach. Najbardziej wydaje mi sie zmyslony ten przyjaciel z
                Kanady w Sopocie w lutym, ktory zaluje, ze nie jest ojcem dziecka...
                pzdr.

                A wracajac do pigul, dzialaja , jezeli sie bierze je regularnie...

                • Gość: Debra Re: tse-tse IP: 62.233.167.* 13.02.02, 23:43
                  tse-tse napisał(a):

                  > Gość portalu: A27 napisał(a):
                  >
                  > > W sumie przeprosilam, bo nawet jesli to jest niekoniecznie prawda, to w su
                  > mie
                  > > na tle tego watku urodzilo sie cos ladnego: GRUPA WSPARCIA. I moj cynicz
                  > ny
                  > > post to byl w sumie oznaka braku szacunku dla wielu naprawde ladnych posto
                  > w w
                  > > tym watku. I troche mi z tego powodu lyso. (Osobiscie wolalabym, zeby to
                  > byla
                  > >
                  > > prowokacja, bo chce wierzyc, ze piguly dzialaja.)
                  >
                  > Wiesz, ja tego tak nie odczulam, a przynajmniej nie braku szacunku wzgledem tyc
                  > h jak to okreslilas :
                  > "naprawde ladnych postow"...Bo dyskusja wywiazala sie bardzo ciekawa, trzeba pr
                  > zyznac i jezeli watek M.
                  > jest zmyslony, to mysle, ze cel uswieca srodki...Jedyna oosba , ktora,( zaklada
                  > jac , ze watek jest
                  > zmyslony) wykazala sie brakiem szacunku wzgledem osob czytajacych jest Margeri
                  > ta, mogla sie troche
                  > wysilic i ujac post w rzeczywistych , polskich realiach. Najbardziej wydaje mi
                  > sie zmyslony ten przyjaciel z
                  > Kanady w Sopocie w lutym, ktory zaluje, ze nie jest ojcem dziecka...
                  > pzdr.
                  >
                  > A wracajac do pigul, dzialaja , jezeli sie bierze je regularnie...
                  >

                  Nie będę wplątywac się w dyskusję miedzy Wami drogie Pani, czy wątek jest
                  zmyślony, czy też nie...
                  Natomiast jeżeli chodzi o piguły, to wcale sytuacja nie wygląda tak różowo.
                  Kilka lat temu wlasnie biarac piguly zaszlam w ciaze (i zareczam, ze bralam je
                  bardzo regularnie - nawet godziny scisle przestrzegalam). Nie chce straszyc, ale
                  te niby skuteczne malutkie tableteczki potrafią spłatać niezlego figla...

                  Debra
          • Gość: Debra Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 62.233.167.* 13.02.02, 23:35
            Gość portalu: A27 napisał(a):

            > Jak dla mnie to cala sprawa jest chyba prowokacja. Wszystko jak z taniej
            > nowelki. Jest 25 letnia kobieta na pigulkach i goracy romas. Buch - ciaza.
            > Ale jakims cudem jest okres. Aha, jest jescze wlasna firma 25-latki, ktora
            > wymaga 16 godzin pracy. Ale nie przeszkadza to by wzaic urlop i buchnac sie
            > nad moze w lutym. To chyba nie w Polszy, bo rzadkoscia jest 25 latka z firma i
            >
            > Baltyk nie jest najciekawszy w lutym. Potem mamy przyjaciela zagranicznego,
            > ktory jak w starym filmidle zaluje, ze to nie jego dziecko. Albo zycie goni
            > tania literature, albo ktos nas robi w bambuko.
            > Poza tym to bylby juz 11 tydzien ciazy. I chyba ostatni dzwonek.
            > Ja mysle, ze za pare dni, M, tu przyjdzie, powie, ze nie usuanela i obarczy nas
            >
            > zboirowa odpowiedzielanoscia.

            Może i masz racje, chociaz przeczytałam wszystkie wypowiedzi M. i nie wydaje się,
            aby to była prowokacja, czy tez wymyslona historyjka.
            Ale ponieważ nie wiem tego napewno (podobnie zresztą jak chyba my wszystkie) nie
            będę dyskutować, bo to po prostu bez sensu.

            Natomiast mylisz sie, co do tego, że 25-latka z własna firma to rzadkość. Ja
            założyłam swoją firmę mając 21 lat i chyba nie jestem jedyna. To po prostu
            kwastia ambicji.

            Ja w sumie rozumiem Margerite i jej zagubienie. Jakiś czas temu bylam w nieco
            podobnej sytuacji. I wiem, ze przy tego typu przezyciach wszystko inne schodzi na
            plan dalszy. Stąd też mnie np: nie dziwi wyjazd nad morze mimi nawału pracy (n.b.
            byłam kiedys na wczasach odchudzajacych w Jastrzebiej Górze, wlasnie zimą i
            zareczam Ci, ze o tej porze roku morze jest piekne - twierdze tak, mimo iż
            generalnie za nim nie przepadam)

            Tekst z przyjacielem, rzeczywiscie traca myszka, ale cóż - być może czasem życie
            pisze banalne historie... A może i nie...

            Moim zdaniem Margerita:
            a. usunie ciążę (w sumie chyba takie były jej zamierzenia od poczatku - tutaj
            szukala tylko potwierdzenia swojego wyboru... A poniewaz tego potwierdzenia nie
            otrzymala stad, jak mysle, jeszcze wieksze zagubienie)
            b. nie usunie ciazy, tylko dlatego, ze nie zdazy (to juz 11 albo i 12 tydzien, a
            wiadomo, ze na tego typu zabieg dosc trudno sie umówić z dnia na dzień)

            Możliwe, ze M. już usunęła ciąze, tylko boi sie do tego przyznać i dlatego sie
            nie odzywa.

            Jak juz wspomnialam bylam kiedys w sytuacji podobnej do M. Usunelam ciaze -
            mialam wtedy ok. 20 lat. Pamietam swoje rozterki i dlatego rozumiem zagubienie M.
            Niestety, zaby podjac decyzje o urodzeniu nieplanowanego dziecka w malo
            sprzyjajacym momencie i zdecydowac sie na samotne macierzynstwo trzeba sie
            wykazać ogromną siła charakteru.
            Tej sily nie mialam ja (a może po prostu wcale nie chciałam jej mieć), nie ma jej
            również nasza M. Tak mi się przynajmniej wydaje.
            Niektórzy moga powiedzieć, że to nie brak sily, tylko egoizm. Być może - ale to
            zdecydowanie zdrowy egoizm.

            Debra
    • Gość: A27 Re: Ratunku! ) Tula IP: *.proxy.aol.com 13.02.02, 01:33
      Nie no faktycznie, przkroczylam granice dobrego smaku. PRZEPRASZAM.
      Najbardziej zabolalo, ze krytyka przyszla wlasnie od Ciebie. Ale tym razem
      sluszna. Spadam na serio.
    • Gość: A27 Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.proxy.aol.com 13.02.02, 01:41
      Autorke tez przepraszam. Gdybym mogla cofnac czas, to nigdy bym takiego
      idiotycznego posta nie napisala. Jescze raz sorry do wszystkich.
      • tse-tse Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 13.02.02, 10:08
        Gość portalu: A27 napisał(a):

        > Autorke tez przepraszam. Gdybym mogla cofnac czas, to nigdy bym takiego
        > idiotycznego posta nie napisala. Jescze raz sorry do wszystkich.

        Zartujesz chyba, mysle, ze nie masz za co przepraszac. Nie ty jedna odczuwasz te hostoryjke jako
        "papierowa", czy moze komputerowo-internetowa....
        Naiwnych nie sieja, ja tez przez pewien czas dalam sie nabierac..
    • Gość: Debra Priv: do Tuli... IP: 62.233.167.* 13.02.02, 23:58
      Obserwuje od pewnego czasu Wasza dyskusje o dalszych losach poczetego dziecka
      M.
      Nie chce sie wypowiadać, co powinna zrobić Margerita - nie jestem najwłaściwszą
      osobą do udzielania tego typu porad. Rozumiem natomiast to, co ona czuje.
      Kilka lat temu byłam w podobnej sytuacji i załuje, ze wtedy internet nie byl
      tak powszechny. Gdyby bylo inaczej, moze tez opisalabym swój problem na forum i
      spotkalabym osobe taka jak Ty. Cieplą, mądrą, doradzającą, ale nie
      potępiającą...
      I niezależnie od tego, czy postąpiłabym tak, jak postąpiłam, czy podjęłabym
      inną decyzję, napewno byłoby mi wtedy łatwiej...

      Miło wiedzieć, ze takie osoby jak Ty wogóle istnieją.

      Ze szczerym uznaniem
      Debra
      • Gość: Tulka Re: Priv: do Tuli... IP: *.dd.nextgentel.com 14.02.02, 21:09
        Debro!

        Dziekuje za mile slowa.

        Pozdrawiam

        Tula B.
    • Gość: Debra Priv: do M. IP: 62.233.167.* 14.02.02, 00:03
      Trzymaj sie mala! Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, czy też od tego
      co zrobisz, jesteśmy z Tobą.
      A może wbrew temu co przypuszczam, znajdziesz w sobie więcej odwagi, niż ja
      przed laty i urodzisz to dziecko?

      Życzę Ci abyś odnalazła w sobie siły do dalszej walki.
      Debra
    • Gość: Pastwa Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: 172.17.15.* 14.02.02, 21:22
      Po pierwsze zapomnij o firmie(choć wiem że łatwo tak powiedzieć). Nie czytałem
      wszystkich odpowiedzi, ale pamiętaj, że łatwiej jest coś napisać niż później to
      samemu zrobić, nie kieruj się, zatem specjalnie ani moimi ani kogokolwiek
      słowami!!!. Pamiętaj, że podejmujesz decyzję, która może zmienić twoje życie
      nie na rok czy dwa ale na dziesiątki lat. Pomyśl tylko, czego ty oczekiwałabyś
      od rodziców i czy jesteś wstanie dać to dziecku.
      Usunąć ciążę z technicznego punktu widzenia to nie problem, jest to tylko
      kwestia pieniędzy ( jeślibyś się decydowała)i nie żałuj ich absolutnie,dla
      własnego zdrowia.
      ps. pamiętaj że to twoje i tylko twoje życie
    • Gość: Anonimka Wieści o losach M. -do wszystkich zainteresowanych IP: 62.233.167.* 20.02.02, 00:51
      Hej!
      Jestem chyba jedyna osoba wsród obecnych na forum (oprócz M.), która wie jak
      skonczyla sie ta cala historia. Poniewaz zapewne jestescie ciekawe, jaką
      decyzje podjela nasza M., postanowilam podzielic sie z Wami ta wiedzą.
      Liczylam, ze zrobi to sama M., ale poniewaz minelo juz duzo czasu, a ona sie
      nie odzywa, zdecydowalam sie zrobic to sama. Uznalam, ze ta informacja po
      prostu Wam sie nalezy - tak bedzie uczciwie.

      Ja równiez wypowiadalam sie na tym forum, odpowiadajac na post M. Niczego nie
      doradzalam, informowalam natomiast o mozliwosciach usuniecia ciazy i
      zapewnialam, ze jakakolwiek decyzje podejmnie, będzie to słuszna decyzja (żeby
      podtrzymac ją na duchu).
      Po wielu dniach Margerita napisala do mnie na priv. Z pytaniem o to, czy
      moglabym jej podac adres gabinetu. Zrobilam to - jeżeli juz zdecydowala sie
      usunać ciąze, dobrze zeby zrobila to bezpiecznie i w dobrych warunkach, niż
      mialaby trafić pod nóż jakiegos rzeźnika. Podziekowala mi za informacje,
      postanowila jednak skorzystac z innego gabinetu (w Niemczech). I tak oto konczy
      sie ta historia.

      Mysle, ze Margerita, od poczatku chciala to zrobic. Mysle tez, ze Wasze posty
      opóźnily nieco jej decyzje, ale nie odwiodly jej od tego. Przeczytajcie jeszcze
      raz jej pierwszy post - przeciez jak na dloni widac, ze juz wtedy sklaniala sie
      ku aborcji.
      Dziewczyna troche sie pogubila. Bezradna, zagubiona, zupelnie zdezorientowana -
      takie jest moje odczucie. Mimo wszystko mam dla niej duza sympatie - taka
      decyzja tez wymaga odwagi.

      G. Anonimka

      PS: Margeritko prosze nie miej mi za złe tego postu (jeśli oczywiscie jeszcze
      przeglądasz to forum, a myślę, że jednak czasem tu wpadasz). Czułam sie
      zobowiązana przekazac informacje o Tobie tym wszystkim, którzy tak aktywnie
      włączyli się w dyskusję i z potrzeby serca pragnęli Ci pomóc i doradzić. Mialam
      nadzieje, ze zrobisz to sama... Ale ale zrobilas... Sorry.
    • Gość: Tula Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.dd.nextgentel.com 20.02.02, 19:19
      Margarito!

      Decyzja zawsze nalezala do ciebie. To przeciez twoje cialo i zycie.
      Zrobilas to co jest najlepsze TERAZ dla ciebie.

      Znasz moj punkt widzenia z moich poprzednich postow.
      Nie potepiam cie.
      Bardzo zaangazowalam sie w twoja sprawe i dlatego jest mi tylko troche przykro
      ze decyzja byla taka a nie inna.

      Zycze powodzenia.

      Tula



      Zycze ci powodzenia w zyciu.
      • Gość: MK Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.02, 07:51
        Gość portalu: Tula napisał(a):

        > Margarito!
        >
        > Decyzja zawsze nalezala do ciebie. To przeciez twoje cialo i zycie.
        > Zrobilas to co jest najlepsze TERAZ dla ciebie.
        >
        > Znasz moj punkt widzenia z moich poprzednich postow.
        > Nie potepiam cie.
        > Bardzo zaangazowalam sie w twoja sprawe i dlatego jest mi tylko troche przykro
        > ze decyzja byla taka a nie inna.
        >
        > Zycze powodzenia.
        >
        > Tula
        >
        >
        >
        > Zycze ci powodzenia w zyciu.

        Niech żyje polityczna poprawność. A ja jej nie życzę powodzenia, niby dlaczego?
        • Gość: MK Do Tuli IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.02, 08:07
          Powinnam wyjaśnić - nie życzę jej wszystkiego najlepszego, bo jestem zła, że
          dałam się wciągnąć (na własne życzenie) w jej problemy, a teraz jest mi jakoś
          tak przykro.
      • Gość: Ziutka Re: DO TULI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.02.02, 19:19
        Napisalas bardzo ladny list do Margerity, to moze napisz taki sam do tego
        dziecka, ktorego Margerita i ta Anonimka ( Agi) z forum kobieta, pozbawily
        zycia, w koncu to bylo jego zycie i cialo , nie Margerity.
        • kasia_76 Re: 21.02.02, 20:00
          Wiecie co,po tych wszystkich rozmowach,postach na tym forum,ktpore wydawaly mi
          sie bardzo przekonujace i pokrzepiajace,nie zrobilbym tego. Widocznie M. od
          poczatku wiediziala,czego chce...
        • Gość: Tula Re: DO TULI IP: *.dd.nextgentel.com 21.02.02, 23:13
          To nie byl "ladny"list.

          Nie potepiam tego co zrobila, bo nie mam do tego prawa robic to glosno.

          Wlozylam cale moje SERCE w tego DZIDZIUSIA. Uzylam wszystkie argumenty jakie
          mialam aby przekonac M do dania MALUCHOWI TEJ JEDYNEJ SZANSY.
          Pisalam do niej jakbym pisala do mojej tez 25-letniej siostry.
          Sama stracilam dziecko (poronienie) i chodze caly czas w glebi, glebi serca z
          poczuciem winy,co zrobilam zle?jezeli wogole zrobilam cos zle?.
          Mam szacunek do dzieci nienarodzonych.

          Bylo mi BARDZO, BARDZO PRZYKRO ze M decyzja byla taka a nie inna.
          W pewien sposob przezylam to tak jakby moje listy, argumenty, naswietlanie tego
          pozytywnego w macierzynstwie nie dotatlo do niej. Poczulam takie dziwne uczucie
          ze ZAWIODLAM TO MALENSTWO, bo jego matka wybrala ta droge.

          Nie chcialam pisac ze zycze jej zeby "zalowala tego co zrobila..." itp, itd -
          to za prymitywne.
          Pomyslalam sobie ze ona I TAK TEGO DZIECKA NIE ZAPOMNI chociazby przez te
          wszystkie listy pisane przez WSPANIALE KOBIETY tu i na "Kobiecie", przez te ich
          historie ktorymi sie z nia dzielily, to wsparcie ktore jej dawaly.

          A tak miedzy nami, Ziutko; mysle ze widok dziecinnego wozka nigdy nie bedzie
          dla M taki sam.

          Piszesz zebym napisala do jej dziecka tez kilka ladnych slow. Zrobie to.
          "Nie udalo mi sie pomoc tobie. Moze gdybym znala twoja mame osobiscie ?moze?
          Pocieszam sie TYLKO JEDNYM w tej tragedi, ze moje i innych kobiet listy , nasze
          historie i przyklady pomoga INNYM dzieciom. Ze czytajac je ich mamy zdecyduja
          sie na ZYCIE, na macierzynstwo.
          Ja bede Twoja historie pamietac, bo tak bardzo chcialam aby ci dano zycie."

          Ziutko pozdrawiam

          T.B
        • Gość: Pastwa Re: Do Ziutki IP: 172.17.15.* 22.02.02, 01:57
          Gość portalu: Ziutka napisał(a):

          > Napisalas bardzo ladny list do Margerity, to moze napisz taki sam do tego
          > dziecka, ktorego Margerita i ta Anonimka ( Agi) z forum kobieta, pozbawily
          > zycia, w koncu to bylo jego zycie i cialo , nie Margerity.

          Nie pozbawily( rozumiem że tylko Margeita była w ciazy) życia ale nie dała życia
          a to pewna róznica.W tym okresie było to tylko ciało Margerity gdyż w jej ciele
          istniała wtedy wyłącznie jej Świadomość istnienia.
          ps. To Margerita ponosi pełna odpowiedzialność(co by to nie znaczyło)za to co
          zrobiła więc daruj sobie( jeśli możesz)takie przytyki.


          • Gość: Kim Re: Do Ziutki IP: 213.77.91.* 22.02.02, 09:15
            Sztuka tak doradzać i tak angażować się w czyjś problem, żeby móc zaakceptować
            czyjąś decyzję. Nie chciałam pisać "zrób tak lub tak". Za mało wiem, a poza tym
            to nie ja ponosiłabym wszystkie konsekwencje decyzji. Wiem, że czasem nie da
            się zrobić tak, jak powinno się zrobić. Sytuacja ekstremalna nieraz wymaga
            ekstremalnych rozwiązań. Jak to pisał Grudziński: nie można mierzyć ognia wodą.
            I to wcale nie jest konformizm, bo jestem pewna, że M. wcale nie byłoby lekko z
            żadną z decyzji. Czasem nie ma dobrych rozwiązań, trzeba tylko wybrać mniejsze
            zło - i wybór, co jest mniejszym złem należy tylko do Margarity, bo to jest jej
            życie. Nie nam oceniać, czy miała prawo tak postąpić, czy to jest moralne,
            słuszne etc. Margerita szukała tu chyba rady, a nie kategorycznych stwierdzeń,
            że aborcja jest zbrodnią czy nie. Chyba niewiele osób twierdzi, że jest czymś
            dobrym.
            Moje doświadczenia nauczyły mnie, żeby nie oceniać z zewnątrz, bo to nic nie
            daje - za mało wiemy o M.
            Życzę jej dużo spokoju. Cokolwiek by zrobiła, jest jej potrzebny, jak każdemu z
            nas.
            • Gość: Ziutka Re: DO TULI, PASTWY, KIM, MARGERITY I ANONIMKI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.02.02, 14:43
              Dziekuje Wam wszystkim za listy. Czuje sie jakby to dziecko umarlo na naszych
              oczach i placze po nim, bo to byl maly niewinny czlowiek, ktory mogl sie
              cieszyc zyciem, jak kazda z nas tu piszacych. Pierwszy usmiech, pierwszy
              kroczek, pierwszy zabek, pierwszy dzien w przedszkolu, pierwsza przyjazn,
              pierwsza milosc, radosc, smutek, wiatr muskajacy policzek i slonce swiecace
              prosto w twarz to wszystko nigdy mu sie nie przytrafi. Powtorze raz jeszcze to
              bylo jego cialo, ktore zostalo brutalnie okaleczone, to bylo jego zycie, ktore
              mu odebrano. Margerita nic nie stracila, ona nie podjela tej decyzji aby
              stracic, ona ja podjela aby zyskac i zyskala: wolnosc i wygode. To czy bedzie
              cierpiec psychicznie z tego powodu mnie nie interesuje, sama to wybrala i to
              swiadomie, bo kobiety jej pisaly o bolu na widok innych malych dzieci. Moge
              wspolczuc i to serdecznie Tuli, bo ona kochala swoje nienarodzone dziecko i
              chciala aby zylo, to nie jej wina, ze je stracila. Nie trzeba Margerity
              pocieszac, ze zrobila dobrze, ze to jej cialo i zycie, ona zdecydowala o czyims
              ciele i czyims zyciu. Osoba, ktora pomaga podjac innym decyzje o aborcji,
              wskazujac nawet adres kliniki jest dla mnie rownie wspolwinna jak matka, ktora
              ma to dziecko za nic i je usuwa z tego swiata jakby byla Bogiem Stworzenia.
              Przypomina mi to sytuacje samobojcy, ktoremu osoba rownie" zyczliwa" w momencie
              wahania podaje nabity pistolet do reki. Wstydz sie Anonimko, mam nadzieje ze
              nigdy nie zapomnisz tego dziecka podobnie jak jego matka, ze bedziesz o nim
              myslala ile mialoby teraz lat, jak wygladaloby, czy mialoby doleczki w
              policzkach. Pozdrawiam was wszystkie.
              • Gość: Kim Re: do Ziutki IP: 213.77.91.* 22.02.02, 14:53
                Adoptowałabyś to dziecko?
                • Gość: Ziutka Re: DO KIM IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.02.02, 17:03
                  Tak, mimo iz mam swoje dzieci, bo wiem ze to bylaby jego czy jej jedyna
                  szansa. Slyszalas o ludziach, ktorzy bardzo pragna miec dzieci i ich nie
                  maja ? . Tu jest takie forum o bezplodnosci, to sie zapytaj tam czy
                  adoptowaliby takie dziecko?
              • debra Re: DO TULI, PASTWY, KIM, MARGERITY I ANONIMKI 26.02.02, 00:33
                Gość portalu: Ziutka napisał(a):

                > Dziekuje Wam wszystkim za listy. Czuje sie jakby to dziecko umarlo na naszych
                > oczach i placze po nim, bo to byl maly niewinny czlowiek, ktory mogl sie
                > cieszyc zyciem, jak kazda z nas tu piszacych. Pierwszy usmiech, pierwszy
                > kroczek, pierwszy zabek, pierwszy dzien w przedszkolu, pierwsza przyjazn,
                > pierwsza milosc, radosc, smutek, wiatr muskajacy policzek i slonce swiecace
                > prosto w twarz to wszystko nigdy mu sie nie przytrafi. Powtorze raz jeszcze to
                >
                > bylo jego cialo, ktore zostalo brutalnie okaleczone, to bylo jego zycie, ktore
                > mu odebrano. Margerita nic nie stracila, ona nie podjela tej decyzji aby
                > stracic, ona ja podjela aby zyskac i zyskala: wolnosc i wygode. To czy bedzie
                > cierpiec psychicznie z tego powodu mnie nie interesuje, sama to wybrala i to
                > swiadomie, bo kobiety jej pisaly o bolu na widok innych malych dzieci. Moge
                > wspolczuc i to serdecznie Tuli, bo ona kochala swoje nienarodzone dziecko i
                > chciala aby zylo, to nie jej wina, ze je stracila. Nie trzeba Margerity
                > pocieszac, ze zrobila dobrze, ze to jej cialo i zycie, ona zdecydowala o czyims
                >
                > ciele i czyims zyciu. Osoba, ktora pomaga podjac innym decyzje o aborcji,
                > wskazujac nawet adres kliniki jest dla mnie rownie wspolwinna jak matka, ktora
                > ma to dziecko za nic i je usuwa z tego swiata jakby byla Bogiem Stworzenia.
                > Przypomina mi to sytuacje samobojcy, ktoremu osoba rownie" zyczliwa" w momencie
                >
                > wahania podaje nabity pistolet do reki. Wstydz sie Anonimko, mam nadzieje ze
                > nigdy nie zapomnisz tego dziecka podobnie jak jego matka, ze bedziesz o nim
                > myslala ile mialoby teraz lat, jak wygladaloby, czy mialoby doleczki w
                > policzkach. Pozdrawiam was wszystkie.

                A czy Ty jesteś Bogiem, żeby osądzać wybór Margerity, zachowanie Anonimki? Jakie
                do cholery masz do tego prawo?

                Pewnie zdziwi Cię to pytanie, przeciez Ty znasz "jedyne słuszne rozwiązanie".
                Kobieto rozejrzyj się dookoła! Nie wszystko jest białe, albo czarne.
                Zdejmij klapki z oczu!

                Pewnie, ze nie interesuje Cię co czuje Margerita i wszystkie inne kobiety ktore
                usunęły ciąże. Przeciez ich historia jest nieważna, nieważne są również powody
                ich decyzji, ich sytuacja rodzinna i finansowa. Prawda?
                Ważna jest idea. Twoja idea obrończyni życia nienarodzonego.

                Ja też przed laty usunęłam ciąze. Cięzko to przeżyłam, ale nie żałuję swojej
                decyzji, chociaz również dla mnie wózek z dzieckiem już nigdy nie wyglądał tak
                samo. Napewno będę to w jakiś sposób przeżywac do końca zycia, ale wiem, ze wtedy
                ta decyzja była dla mnie wyborem najmniejszego zła. I cieszę się, ze miałam na
                tyle siły aby ją podjąć.

                Czy dla Ciebie liczy sie tylko dziecko? A matka? To tylko worek ze skóry, w
                którym to dziecko sie wylęga? Czy nie sympatyzujesz czasem z Ligą Polskich Rodzin?

                Debra
    • ktosinny NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! 25.02.02, 03:33
      Wiecie co, Wy obroncy zycia nienarodzonego? Co jak co, bo nie mam "kompleksu Boga" i nie czulem sie wladny by dac jakakolwiek rade Margericie, ale teraz wyszlo szydlo z worka: JESTESCIE POTWORNIE PODLI i egocentryczni, bo pozbawieni jakiejkolwiek wyobrazni! Nie rozumiecie naprawde, jakie katusze (psychiczne) moze teraz przezywac Margerita? (Dziecko raczej nie cierpialo, bo zdaje sie, ze jeszcze nie mialo funkcjonujacego osrodkowego ukladu nerwowego, nieprawdaz?) Chcecie sie nad nia pastwic, zeby sie dowartosciowac jej kosztem?! Mozna odniesc wrazenie, ze najbardziej POPRAWILOBY WAM SAMOPOCZUCIE GDYBY TERAZ POPELNILA SAMOBOJSTWO! To utwierdziloby was w przekonaniu o swojej nieskalanej moralnej doskonalosci. Wy Faryzeusze!! Naprawde "gratuluje wam" tej postawy!! Pamietajcie: "kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamien".

      Uwazam, ze Margerita potrzebuje teraz duzo ciepla, bo mam wrazenie, ze go za wiele w zyciu nie zaznala... Inaczej moze sie czuc jak "bezwartosciowa, zuzyta szmata". Przeciez Margerita moze zyc dalej wartosciowym zyciem, a po latach urodzic chciane juz dziecko, ktoremu stworzy przyjazne przyjecie...

      Trzymaj sie Margeritko!!! Ja osobiscie czuje do Ciebie sympatie i rozumiem przez co przeszlas.
      • Gość: MK Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 07:27
        ktosinny napisał(a):

        > Wiecie co, Wy obroncy zycia nienarodzonego? Co jak co, bo nie mam "kompleksu Bo
        > ga" i nie czulem sie wladny by dac jakakolwiek rade Margericie, ale teraz wyszl
        > o szydlo z worka: JESTESCIE POTWORNIE PODLI i egocentryczni, bo pozbawieni jaki
        > ejkolwiek wyobrazni! Nie rozumiecie naprawde, jakie katusze (psychiczne) moze t
        > eraz przezywac Margerita? (Dziecko raczej nie cierpialo, bo zdaje sie, ze jeszc
        > ze nie mialo funkcjonujacego osrodkowego ukladu nerwowego, nieprawdaz?) Chcecie
        > sie nad nia pastwic, zeby sie dowartosciowac jej kosztem?! Mozna odniesc wraze
        > nie, ze najbardziej POPRAWILOBY WAM SAMOPOCZUCIE GDYBY TERAZ POPELNILA SAMOBOJS
        > TWO! To utwierdziloby was w przekonaniu o swojej nieskalanej moralnej doskonalo
        > sci. Wy Faryzeusze!! Naprawde "gratuluje wam" tej postawy!! Pamietajcie: "kto j
        > est bez grzechu niech pierwszy rzuci kamien".
        >
        > Uwazam, ze Margerita potrzebuje teraz duzo ciepla, bo mam wrazenie, ze go za wi
        > ele w zyciu nie zaznala... Inaczej moze sie czuc jak "bezwartosciowa, zuzyta sz
        > mata". Przeciez Margerita moze zyc dalej wartosciowym zyciem, a po latach urodz
        > ic chciane juz dziecko, ktoremu stworzy przyjazne przyjecie...
        >
        > Trzymaj sie Margeritko!!! Ja osobiscie czuje do Ciebie sympatie i rozumiem prze
        > z co przeszlas.

        Nie rozśmieszaj mnie.
        • Gość: MK Do Tuli IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.02, 07:31
          A tak w ogóle weszłam do tego wątku, tylko dla Tuli, mam nadzieję, ze jeszcze
          czasem tu zagląda. Tula, przeczytałam wszystkie Twoje posty, tu i na "Kobiecie"
          i chciałam tylko powiedzieć, że jesteś niezwykłą osobą. Bardzo dużo o Tobie
          myślę. Przepraszam, ze korzystam z tego wątku, żeby to napisać, ale nie mam
          gdzie.
          • Gość: Ziutka Re: DO TULI IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.02.02, 13:57
            Tula na forum kobieta zamiescilam list do ciebie w ktorym w tytule bylo:
            zdjecia z aborcji, przepraszam cie za ten tytul, jest troche mylacy ,pisze na
            ten temat ale nie abys je ogladala, wrecz przeciwnie , zdjecia sa dla tych
            tylko ktorzy uwazaja , ze aborcja to nic wielkiego, bo dziecko nic nie
            czuje.Przeczytaj prosze. Pozdrawiam
            • Gość: Tula Re: Do MK i Ziutki IP: *.dd.nextgentel.com 25.02.02, 21:28
              Dziekuje za te mile slowa.

              T.B
        • Gość: Ziutka Re: DO KTOSIA INNEGO IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.02.02, 13:41
          A to ty jestes tym zwyrodnialym tata? Bo przed tym nic nie radziles, a teraz
          rozumiesz juz co to aborcja? Ty tez byles kiedys bez czucia jak to dziecko, a
          dzisiaj czujesz i nawet ludzi wyzywasz, czyli cos jednak z tych komorek wyszlo.
          Podziekuj swojej mamie.
      • debra Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! 26.02.02, 00:00
        ktosinny napisał(a):

        > Wiecie co, Wy obroncy zycia nienarodzonego? Co jak co, bo nie mam "kompleksu Bo
        > ga" i nie czulem sie wladny by dac jakakolwiek rade Margericie, ale teraz wyszl
        > o szydlo z worka: JESTESCIE POTWORNIE PODLI i egocentryczni, bo pozbawieni jaki
        > ejkolwiek wyobrazni! Nie rozumiecie naprawde, jakie katusze (psychiczne) moze t
        > eraz przezywac Margerita? (Dziecko raczej nie cierpialo, bo zdaje sie, ze jeszc
        > ze nie mialo funkcjonujacego osrodkowego ukladu nerwowego, nieprawdaz?) Chcecie
        > sie nad nia pastwic, zeby sie dowartosciowac jej kosztem?! Mozna odniesc wraze
        > nie, ze najbardziej POPRAWILOBY WAM SAMOPOCZUCIE GDYBY TERAZ POPELNILA SAMOBOJS
        > TWO! To utwierdziloby was w przekonaniu o swojej nieskalanej moralnej doskonalo
        > sci. Wy Faryzeusze!! Naprawde "gratuluje wam" tej postawy!! Pamietajcie: "kto j
        > est bez grzechu niech pierwszy rzuci kamien".
        >
        > Uwazam, ze Margerita potrzebuje teraz duzo ciepla, bo mam wrazenie, ze go za wi
        > ele w zyciu nie zaznala... Inaczej moze sie czuc jak "bezwartosciowa, zuzyta sz
        > mata". Przeciez Margerita moze zyc dalej wartosciowym zyciem, a po latach urodz
        > ic chciane juz dziecko, ktoremu stworzy przyjazne przyjecie...
        >
        > Trzymaj sie Margeritko!!! Ja osobiscie czuje do Ciebie sympatie i rozumiem prze
        > z co przeszlas.

        Podpisuje sie obydwiema rękami pod postem ktosia!
        To naprawdę jedna z najlepszych wypowiedzi na tym forum. Ludzie otwórzcie oczy!!!
        Poza bielą i czernią, są też różne odcienie szarości! Nie szufladkujcie, nie
        oceniajcie, co dobre a co złe, zwłaszcza, jesli sami nie doświadczyliscie czegoś
        podobnego! Czasaem naprawde nie ma dobrego rozwiazania.
        Jesteście młodzi, inteligentni, wykształceni - skąd więc te klapki na oczach!!!

        Debra
        • hal9000 Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! 01.03.02, 02:11
          debra napisał(a):

          > Nie szufladkujcie, nie oceniajcie, co dobre a co złe, zwłaszcza, jesli sami
          > nie doświadczyliscie czegoś podobnego!

          Nie przeżyłem np. obozu koncentracyjnego. To znaczy, że nie mogę powiedzieć czy
          to złe czy dobre?

          > Czasaem naprawde nie ma dobrego rozwiazania.

          Za to czasami znajdzie się "ostateczne rozwiązanie".
      • debra Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! c.d. 26.02.02, 00:15
        ktosinny napisał(a):

        > Wiecie co, Wy obroncy zycia nienarodzonego? Co jak co, bo nie mam "kompleksu Bo
        > ga" i nie czulem sie wladny by dac jakakolwiek rade Margericie, ale teraz wyszl
        > o szydlo z worka: JESTESCIE POTWORNIE PODLI i egocentryczni, bo pozbawieni jaki
        > ejkolwiek wyobrazni! Nie rozumiecie naprawde, jakie katusze (psychiczne) moze t
        > eraz przezywac Margerita? (Dziecko raczej nie cierpialo, bo zdaje sie, ze jeszc
        > ze nie mialo funkcjonujacego osrodkowego ukladu nerwowego, nieprawdaz?) Chcecie
        > sie nad nia pastwic, zeby sie dowartosciowac jej kosztem?! Mozna odniesc wraze
        > nie, ze najbardziej POPRAWILOBY WAM SAMOPOCZUCIE GDYBY TERAZ POPELNILA SAMOBOJS
        > TWO! To utwierdziloby was w przekonaniu o swojej nieskalanej moralnej doskonalo
        > sci. Wy Faryzeusze!! Naprawde "gratuluje wam" tej postawy!! Pamietajcie: "kto j
        > est bez grzechu niech pierwszy rzuci kamien".
        >
        > Uwazam, ze Margerita potrzebuje teraz duzo ciepla, bo mam wrazenie, ze go za wi
        > ele w zyciu nie zaznala... Inaczej moze sie czuc jak "bezwartosciowa, zuzyta sz
        > mata". Przeciez Margerita moze zyc dalej wartosciowym zyciem, a po latach urodz
        > ic chciane juz dziecko, ktoremu stworzy przyjazne przyjecie...
        >
        > Trzymaj sie Margeritko!!! Ja osobiscie czuje do Ciebie sympatie i rozumiem prze
        > z co przeszlas.

        I jeszcze jedno. Odpowiedzcie, dlaczego niektórzy, chociaż od początku gorąco
        obstawali za tym żeby Margerita urodziła maleństwo, podtrzymywali ją na duchu, po
        tym, jak dowiedzieli się o jej decyzji potrafili powiedzieć: trudno, tak
        wybrałaś, to była Twoja decyzja, nie potępiam Cię chociaż jest mi przykro.
        Potrafili pokazać klasę. Myślę tu m.in. o Tuli.

        Dlaczego niektórych z Was na to nie stać? Dlaczego pokazujecie najczarniejsze
        strony swojego charaktru?

        Gdy Margerita podejmowała decyzję wszyscy ją zapewniali: jakąkolwiek decyzję byś
        podjeła, jestesmy z Tobą. (oczywiscie mając nadzieję, ze podejmie tą 'jedyną
        słuszną decyzję'). Widać teraz jak ulotne były to słowa...

        Współczuję goraco Margericie. Mam nikłą nadzieję, że jednak nie jestem jedyna.

        Debra
        • Gość: Ziutka Re: DO SWINII DEBRY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.02.02, 17:02
          Debra skad ty sie nagle tu wzielas taka obeznana w temacie??? Moze ty jestes
          ta " uczynna" Agi z forum kobieta, inaczej Anonimka, ktora byla taka aktywna
          w podawaniu adresow klinik aborcyjnych Margericie? Masz szczescie, ze twojej
          matce nikt takiej mysli i adresow klinik nie dawal jak byla w ciazy z toba.
          Nie moglibysmy wowczas tu uslyszec tych twoich hipokryzji, na temat poprawnosci
          zabijania czyjegos zycia.
          • debra Re: DO ZIUTKI 26.02.02, 21:15
            Gość portalu: Ziutka napisał(a):

            > Debra skad ty sie nagle tu wzielas taka obeznana w temacie??? Moze ty jestes
            > ta " uczynna" Agi z forum kobieta, inaczej Anonimka, ktora byla taka aktywna
            > w podawaniu adresow klinik aborcyjnych Margericie? Masz szczescie, ze twojej
            > matce nikt takiej mysli i adresow klinik nie dawal jak byla w ciazy z toba.
            > Nie moglibysmy wowczas tu uslyszec tych twoich hipokryzji, na temat poprawnosci
            >
            > zabijania czyjegos zycia.

            Ciebie matka co prawda urodziła, ale zapomniała wychować, skoro zaczynasz post od
            wyzwisk.

            Nie jestem "Agi", ani "Anonimka". Jestem biernym uczestnikiem tego forum, jak i
            wielu innych na gazecie od dawna. Nie udzielałam się specjalnie, bo nie czułam
            się władna udzielać rad Margericie. Taką decyzję powinno sie podjąć samodzielnie.
            Natomiast Twój post, jak również post kilku innych osób, które zaczeły osądzać
            Margeritę zeźliły mnie do tego stopnia, że postanowiłam zabrać głos ma forum.

            Przeczytaj sobie mój post do Ciebie na forum "kobieta". Moze po lekturze
            przestaniesz wypisywac brednie?

            Debra

            • Gość: Ziutka Re: DO DEBRY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.02.02, 17:10
              No popatrz Debra a ja myslalam, ze tytuly twoich dwoch powyzszych postow
              zawieraja obrazliwe slowo " swinia". Dlaczego go nie usunelas skoro tego slowa
              tak nie lubisz pod swoim adresem? Widac twoja matka nie bardzo cie wychowala.
              Ja ci dalam tylko probke jak to smakuje. Nie najlepiej, nieprawdaz?? Na
              biernego uczestnika dyskusji to mi rowniez nie wygladasz, a na forum kobieta
              to rzeczywiscie wypisujesz tylko brednie, z tym sie z toba musze zgodzic.
          • Gość: Pastwa Re: DO Ziuteczki IP: 172.17.15.* 27.02.02, 17:26
            Biorąc pod uwagę to co piszesz o innych, to ja będąc płodem wybrałbym raczej
            dobrą klinikę aborcyjną niż Twoją adopcję.

            Ps. mniej jadu dla innych Ziuta, proszę.
            • Gość: Ziutka Re: DO Pastwy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.02.02, 18:04
              Nigdy nie moglibysmy sie o tej twojej decyzji, o twoim wyborze dowiedziec,
              gdybys byl dzieckiem Margerity. Bo nie mialbys okazji tego napisac.Jak sam
              stwierdziles to tylko i wylacznie zycie Margerity, nie twoje by sie liczylo.
              Gdybys byl adoptowany przeze mnie to przy zalozeniu ,ze czulbys sie
              nieszczesliwy moglys zawsze popelnic samobojstwo( czemu jestem osobiscie
              przeciwna), ale bylby to twoj wybor, nie twojej mamy. W twoich wypowiedziach
              jest mnostwo jadu, zacznij wiec te rade stosowac od siebie.
              • Gość: Nell Do Ziutki Dulskiej.. IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 20:07
                Z tego jakich slow uzywasz, w jaki sposob formulujesz posty nie wynika wcale, ze jestes madra,
                wartosciowa osoba, wrazliwa, empatyczna...
                Ty jestes wielka hipokrytka, pelna jadu i agresji, uwielbiasz pysznić się szczytnymi ideami,
                lubisz, jak coś ładnie brzmi, "bronie niwinne dzieci, to przeciez takie cudowne, jestem taka
                wspaniala!" wywyższasz się w ten sposób nad innych, co sprawia tobie szczurku ogromną
                przyjemność. Dzieci nie obchodzą cie w ogole.

                Ludzie nie dzielą się na zwolenników aborcji i jej przeciwników, lecz dzieli ich coś zupełnie
                innego. Po prostu każdy gdzie indziej stawia granicę człowieczeństwa, przy czym niekiedy różnice są
                całkiem niewielkie. Czlowiek, u ktorego nie pracuje mozg, jest martwy, a u plodu, mozg zaczyna
                pracowac ok 3 miesiaca. Tak wiec sztucznego poronienia dokonuje sie do 12 tygodnia i dla wielu
                ludzi, lekarzy nie jest to morderstwem.
                • Gość: Ziutka Re: Do Nell nie Dulskiej.. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.02.02, 21:25
                  Bardzo wygodna filozofia zyciowa, napewno taka aborcyjna antykoncepcja do 3
                  miesiaca wlacznie pozwala ci spac spokojnie.Twoje "czlowieczenstwo" zaczyna sie
                  od 3 miesiaca, moje od zaplodnienia. Co ci wiec tak nerwy puscily??? Nie
                  wysilaj sie na analizy psychologiczne, bo nie masz o tym zielonego pojecia.
                  Kieruje toba tylko egoistyczna chec usprawiedliwienia swoich grzechow przed
                  sama soba.
                • hal9000 Re: Do Ziutki Dulskiej.. 01.03.02, 01:58
                  Gość portalu: Nell napisał(a):

                  > Czlowiek, u ktorego nie pracuje mozg, jest martwy, a u plodu, mozg zaczyna
                  > pracowac ok 3 miesiaca.

                  Ergo, płód przed 3 miesiącem życia jest martwy.
                  Nell, czy Ty jesteś całkowicie pewna, że Twój mózg już pracuje? :-)
                  • Gość: Pastwa Re: Do hal9000 IP: 172.17.15.* 01.03.02, 02:29
                    Praca mózgu wcale nie jest konieczna, aby organizm(ciało) żył . Dzieje się
                    podobnie, gdy po groźnym wypadku mózg nie funkcjonuje natomiast krążenie jest
                    sztucznie wymuszane.Cialo nie umiera choć brak wówczas jakichkolwiek procesów
                    myślowych itp.
                    • hal9000 Re: Do hal9000 01.03.02, 02:35
                      Gość portalu: Pastwa napisał(a):

                      > Praca mózgu wcale nie jest konieczna, aby organizm(ciało) żył.

                      Dokładnie tak! Ale Nell twierdziła, że taki człowiek jest martwy.
        • hal9000 Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! c.d. 01.03.02, 02:56
          debra napisał(a):

          > Współczuję goraco Margericie.

          Ja również. W końcu straciła dziecko...
          • Gość: Pastwa Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! c.d. IP: 172.17.15.* 01.03.02, 03:05
            Powiedzmy może inaczej:straciła płód i nie zyskała dziecka

            Ps. Nie wiem jak wy, ale ogarnia mnie powoli wrażenie, że kłócimy się nad
            czyimś grobem.To mój ostatni post tutaj , żegnam wszystkich.

            Pastwa

            • hal9000 Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! c.d. 01.03.02, 03:13
              Gość portalu: Pastwa napisał(a):

              > Powiedzmy może inaczej:straciła płód i nie zyskała dziecka

              Każdy z nas był kiedyś takim płodem...

              > Ps. Nie wiem jak wy, ale ogarnia mnie powoli wrażenie, że kłócimy się nad
              > czyimś grobem.

              Mam takie samo wrażenie.

              > To mój ostatni post tutaj , żegnam wszystkich.

              Żegnaj...
      • hal9000 Re: NIE DRECZCIE MARGERITKI WY SWINIE!!! 01.03.02, 02:06
        ktosinny napisał(a):

        > Dziecko raczej nie cierpialo...

        Więc to było dziecko... A jednak...
        • Gość: mariposa happy end? IP: *.biz.mindspring.com 24.04.02, 01:31
          • Gość: Wredna_a Re: happy end? IP: *.proxy.aol.com 24.04.02, 04:09
            Ales sie mariposo obudzila. Plodu juz dawno nie ma....
    • Gość: Jurek Kup sobie loda IP: *.rocsth01.mi.comcast.net 24.04.02, 05:18
      Blablablablablablablablabla.
      Nie mozesz czegos lepszego wymyslec? Oh, rozdarta sosna. Z jedej strony firma,
      z drugiej dziecko. Z lewej ambicja, z drugiej macierzynstwo. Problem kobiety 21
      wieku. Oh, oh. Chyba sie rozplacze.
      • ad12 Re: Kup sobie loda 25.04.02, 19:38
        Gość portalu: Jurek napisał(a):

        > Blablablablablablablablabla.
        > Nie mozesz czegos lepszego wymyslec? Oh, rozdarta sosna. Z jedej strony firma,
        > z drugiej dziecko. Z lewej ambicja, z drugiej macierzynstwo. Problem kobiety 21
        >
        > wieku. Oh, oh. Chyba sie rozplacze.

        jurek ty skurczybyku a moze ty to ojciec tego dziecka ??
        • Gość: Jurek Re: Kup sobie loda IP: *.rocsth01.mi.comcast.net 27.04.02, 05:35
          Ja polglowkow nie dupcze.


          > jurek ty skurczybyku a moze ty to ojciec tego dziecka ??

    • Gość: Ola Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.zetosa.com.pl 25.04.02, 23:15
      Margerita,

      Spokojnie nie martw sie az tak bardzo, bedzie wszystko dobrze. Nie wiem
      dlaczego nikt Ci nie odpisal....nie wiem czy cos juz postanowilas. jesli chcesz
      pogadac to napisz tu sprawdze i moze jakos bede mogla Ci pomoc.
      Mam 23 lata i 2 lata temu znalazlam sie W podobnej sytuacji. MYslalma o
      aborcji, ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw zdecydowalam sie
      urodzic. Dzis pomimo iz jestem samodzielna mama wszystko sie dobrze ulozylo i
      wiem ze byla to dobra decyzja.

      Pamietaj, cokolwiek postanowisz i zrobisz masz do tego prawo, nie owiniaj sie
      za nic. Tak jak zrobisz tak bedzie najlepiej.
      :)
      • Gość: kasia28 Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.atol.com.pl 26.04.02, 02:21
        Olu i inni temat juz dawno nieaktualny, dziecka nie ma. Wystarczy spojrzeć na
        date wątku. Szkoda zachodu.

        Kasia
        • Gość: mariposa Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) IP: *.biz.mindspring.com 26.04.02, 02:29

          dziecka nie ma, problem jest!!!

          to moze przydarzyc sie kazdemu i moim zdaniem to nie fair, ze kobieta musi
          dokonac takiego wyboru i ponosic jego konsekwencje.

          dziecka nie ma, KOBIETA jest.

          czy jest szczesliwa?
          • ad12 Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 26.04.02, 02:38
            Gość portalu: mariposa napisał(a):

            >
            > dziecka nie ma, problem jest!!!
            >
            > to moze przydarzyc sie kazdemu i moim zdaniem to nie fair, ze kobieta musi
            > dokonac takiego wyboru i ponosic jego konsekwencje.
            >
            > dziecka nie ma, KOBIETA jest.
            >
            > czy jest szczesliwa?

            Bardzo niesparwiedliwe ale ja uwazam ze w takim pzrypadku aborcja to zabojstwo!!!
            • kropel Re: Ratunku! Jestem w ciazy... (doradźcie coś, proszę) 26.04.02, 02:42
              Więc co, jeszcze chcecie sobie pogledzić ?
              Nad czym, i o czym pytam ?
    • diasy do autorki wątku M. (i tylko do Niej) 27.04.02, 01:01
      Nie będę Ci nic doradzać, zrobisz jak zechcesz. Powiem tylko tyle żebyś
      kierowała się SWOIM dobrem, również dlatego, że od niego zależy dobro Twojego
      dziecka, jeśli zechcesz je mieć. Cokolwiek zrobisz nie daj się wpędzić w
      poczucie winy. Płod w tym momencie jest wielkości paznokcia i jest mu wszystko
      jedno, czy przyjdzie na świat, nie ma się nad czym rozczuleć, nawiasem mówiąc
      jśli faktycznie tak, jak mówisz pigułka nie zadziałała mogłaś mieć już niejedno
      samoistne poronienie wcześniej i nic o tym nie wiesz, nie daj się zwariować tym
      obrońcom życia, to fanatycy. Bez sensu jest też kierowanie się opisami uczuć
      macierzyńskich, to nie ma nic wspólnego z Twoją sytuacją, ponieważ jeszcze się
      nie zdcydowałaś na dziecko. Jeśli jednak zdecydujesz się zostać samotną matką
      też nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, faceci i tak nie nadają się do
      wychowania dzieci, a dziecko bardziej niż jakiegokolwiek ojca potrzebuje po
      prostu miłości, którą Ty możesz mu zapewnić tylko wtedy, gdy tego na prawdę
      chcesz. Może to brzmi cynicznie, ale nieraz lepiej od początku mieć jasność
      sytuacji, niż użerać się z jakimś niedojrzałym tatusiem i jego problemami. Brak
      kandydata na ojca to czasami połowa problemów mniej. Figurą się nie przejmuj,
      kilogramy zrzucisz, a poród można znieczulić.
      Nie daj się zwariować i nie wyolbrzymiaj problemu. Nie mówię, że nie jest
      poważny, ale jest taki głownie dlatego, że tak duzo o tm wszystkim myślisz.
      Decyzja, czy mieć dziecko teraz, czy kiedy indziej, czy w ogóle je mieć należy
      do Ciebie. Jeśli chodzi o nieprzyjemności natury fizycznej to są one
      nieuniknione w obydwu przypadkch i z tym trzeba się pogodzić. Moralnie
      natomiast jesteś w porządku, cokolwiek byś nie zrobiła, na prawdę nie wyrzucj
      sobie ani usunięcia ciąży, ani tego że Twoje ewentualne dziecko nie ma ojca, to
      nie Twoja wina. Ważne, abyś w miwrę możliwości nie robiła nic na siłę.

      Mam pytanie: jakie tabletki stosowłaś? Czy miałaś jakieś sensacje żołądkowo-
      trawienne w trakcie ostatniego opakowania? Czy zapomniałaś choć jednej
      tabletki? może zażywałaś równocześnie jeszcze jakieś lekarstwa? Pytam, bo też
      biorę pigułki i lekarze mówią, że ich nieskuteczność wynika tylko z błędów
      ludzkich, przestraszyłam się po przeczytaniu Twojego postu, nie stać mnie na
      usunięcie ciąży. Chyba wrócę do kmbinacji pigułka + prezeratwa, chociaż
      wydawało mi sie to bez sensu, kiedy spotykasz się z tym samym facetem, widać
      nie jest.
      • Gość: Alicja Re: do autorki wątku M. (i tylko do Niej) IP: *.pilicka.net.pl 27.04.02, 01:29
        Ona /daisy/ ma rację !
        Mój "duży" syn ma lepszy kontakt ze mną niż z ojcem, bo ja zawsze rozmowę
        zaczynam od okazania mu uczuć, chłopak się otwiera i wie, że nawet trudna
        sprawa to nie awantura,lecz rozwiązywanie jego problemów !
        Natomiast z innym dzieckiem ciągle mamy problemy, bo to była ciąża nieplanowana
        i utknęłam chyba w punkcie porodu. Minęło już kilka /!/ lat, a ja ciąle mam
        wrażenie, że to z jego powodu nie mogę ruszyć z miejsca.
    • Gość: Jurek Ratujcie mnie ludzie, ja tez w ciazy IP: *.rocsth01.mi.comcast.net 27.04.02, 05:39
      Co robic, gdzie isc. Moja firma stala sie sukcesem a teraz musze to
      dziecko...ojciec dziecka mnie nie kocha...ja go kocham...co ja zrobie, co ja
      zrobie? Pomozcie. Konto: PKO 28IUE78/09/IIWWa routing: abeK345
      • ad12 Re: Ratujcie mnie ludzie, ja tez w ciazy 27.04.02, 06:38
        Gość portalu: Jurek napisał(a):

        > Co robic, gdzie isc. Moja firma stala sie sukcesem a teraz musze to
        > dziecko...ojciec dziecka mnie nie kocha...ja go kocham...co ja zrobie, co ja
        > zrobie? Pomozcie. Konto: PKO 28IUE78/09/IIWWa routing: abeK345

        Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaa haaaaaaaaaaaaaaaaa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja