Dodaj do ulubionych

Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada.

04.01.04, 21:26
Do uczestnictwa żony na sex -czacie zdążyłem się przyzwyczić. Jest to tak
dalece teoretyczne, abstrakcyjne i niekiedy iluzoryczne, że nie robiłem
specjalnych problemów, a nawet rzecz traktowałem z humorem. Niech sobie
dziewczyna pofigluje, lepsze to niż przykry dla męża real.
Ale cóż, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Żona robi niewątpliwe postępy. Od
kilku miesięcy wszedł do użytku telefon, wspólne z partnerem masturbacje i
przeżywanie orgazmów.
Jest to dla mnie tak swieża wiedza, że jeszcze nie ochłonąłem po czterech
kolejno wypalonych papierosach.
Jakie mam możliwości?
1/ Zastrzelić żonę (którą autentycznie kocham) z broni krótkiej?
2/ Zastrzelić siebie z broni krótkiej (kochanek jest, niestety nieosiągalny,
gdzieś w Polsce)?
3/ Olać to wszystko moczem złocistym i poszukać sobie kochanki (co akurat
nie sprawiłoby mi specjalnych trudności)?
Obserwuj wątek
      • jwm1 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 04.01.04, 21:56
        Gość portalu: Oleńka napisał(a):

        > 4/ rozwieść się.

        Z rozwodem mogą być trudności, bo aby sąd orzekł rozwód musi:
        1/ nastąpic trwały i zupełny rozklad pożycia (co nie ma miejsca);
        2/ nastąpić zerwanie więzi gospodarczej (co też nie ma miejsca);
        3/ nastapić zerwanie więzi uczuciowej (co też nie ma miejsca);
        a poza tym sprawa jest niezwykle trudna dowodowo, bo skąd ja wezmę nagrania
        orgazmów???
        Skłaniam sie ku opcji, numer 3 - kochanka.
        • jwm1 Re: byłbym za tym trzecim 06.01.04, 10:15
          Po roztropnej analizie Państwa opinii podjąłem decyzję! A teraz chwila
          dramatycznego napięcia.
          Po pierwsze. Niestosowna byłaby własna ocena, co do tego jakim jestem
          kochankiem.
          Po drugie. Miłość to nie zaowody lekkoatletyczne, w których mógłbym
          zaproponować kolejny bieg i próbować "przebić" kochanka bardziej
          wyrafinowanymi pieszczotami czy jeszcze cieplejszym stosunkiem do żony
          (Zresztą o jakim tu ciepłym stosunku teraz można mówić!).
          Po trzecie. Przed zdradą partnera, który ma ochotę to zrobić, nie uchroni nic.
          Ani to, że się jest jak kompilacja Schwarzenegera z Einsteinem, ani to, że się
          w łóżku jest, jak połączenie Casanovy z carycą Katarzyną lub innym Rasputinem,
          ani wreszcie nie chroni przed tym posiadanie kasy. PARTNER ZDRADZA, BO CHCE
          ZDRADZIC!
          Podjąłem więc decyzję, która jest pewną modyfikacją trzeciej ewentualności:
          mianowicie zastrzegłem sobie na przyszłość prawo do rewanżu w wybranym przeze
          mnie czasie, okolicznościach, warunkach i z wybraną osobą.
          Szczęśliwego Nowego Roku.

          • jwm1 Re: byłbym za tym trzecim 06.01.04, 13:29
            Żartowałem!!! Przecież wszyscy wiecie, że żadna forma rewanżu nie zniesie
            skutków zdrady ani fizycznej, ani (boleśniejszej chyba) mentalnej. To jest po
            prostu postępujący rozkład małżeństwa. Nic nie trwa i nie będzie trwało
            wiecznie.
          • Gość: joars Re: byłbym za tym trzecim IP: *.pf.com.pl / *.pf.com.pl 06.01.04, 16:21
            Mialam przyjemnosc takze doznac tego cudownie traumatycznego uczucia bycia
            zdradzona. Trzy miesiace probowania zrozumienia sytuacji z lekka wykonczyly
            mnie. Glosno i wyraznie powiedzialam wiec mojemu drogiemu mezowi DO WIDZENIA.
            Ale moj maz nie zrozumial mnie i teraz jest ze mna. Moja konkluzja: postaw
            sprawe na ostrzu noza: albo zycie z Toba, albo bez Ciebie. To zawsze powoduje
            stan otrzezwienia i dokonanie rozrachunku sumienia. W ostatecznej kalkulacji
            wybierze Ciebie, bo po coz jej sluchawka telefoniczna? A potem bedziecie
            musieli poszukac przyczyny jej nowych zainteresowan.

            Pozdrawiam
            j
            • alma101 Re: inne spojrzenie 06.01.04, 21:58
              Tak, droga Jors! Czy mogę zapytać w jaki to sposób mąż Cię zdradził? Realnie
              czy wirtualnie? Sądzę, ze realnie - a to chyba zasadnicza różnica. A poza tym -
              na jakim ostrzu noża??? Przecież tu w ogóle nie ma mowy o jakimś wyborze?!
              Mąż to mąż - i koniec kropka. Jest i będzie. Tylko głupcy wymieniają partnerów
              jak rękawiczki.
              A do wszystkich inna myśl - nie osądzajcie tak po prostu skutków - czyli w
              Waszym mniemaniu "zdrady". A czy nie pomyśleliście DLACZEGO tak się mogło
              stać???
          • misiek991 Re: byłbym za tym trzecim 07.01.04, 16:38
            jwm1 napisał:

            >.....
            > ani wreszcie nie chroni przed tym posiadanie kasy. PARTNER ZDRADZA, BO CHCE
            > ZDRADZIC!
            > ......
            >

            To jest tylko częściowa prawda - dalej powinno być jeszcze CHCE ZDRADZAĆ BO NIE
            MA WYJŚCIA.
            To że partnerowi przychodzi do głowy zdrada prawie zawsze wynika z tego, że Ty
            nie dajesz tego co ona/on potrzebuje do szczęścia.
            • Gość: marian Re: byłbym za tym trzecim IP: 192.168.1.* / *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.04, 10:10


              "To że partnerowi przychodzi do głowy zdrada prawie zawsze wynika z tego, że Ty
              nie dajesz tego co ona/on potrzebuje do szczęścia."

              A skąd wiesz , co tamta osoba potrzebuje do szczęścia?
              Może być osobą nie stałą uczuciowo i w takiej sytuacji chocbyś stanął na
              rzęsach nic nie wskurasz. Tego typu osoby trzeba omijać z daleka, a jeśli już
              ktoś wdał się w związek z pszczółką to uciekać! Pszczółki(z kwiatka na kwiatek)
              nie zmienisz...Najlepiej spytać o liczbę partnerów, jeśli powie , ze co pół
              roku był inny, a każdy nie taki jak powinien... to to jest pszczółka.



    • Gość: milky Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.04, 22:39
      Myślę, że powodem zachowania twojej żony jest twoje przyzwolenie na to, by
      spędzała czas na seks-czatach. Każde małżeństwo samo ustala sobie granice. Ty
      je rozszerzyłes. Po co? Kręciło cię to? Internet wciąga, uzależnia, znalazła
      sobie ogiera i hasa. Tylko nie piszesz, czy ona wie, że ty wiesz o
      sekstelefonach. A jesli wie, to czy przypadkiem nie mysli, że też jeszcze nie
      przekroczyła tej granicy, bo to tylko przez telefon?
      • jwm1 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 07.01.04, 01:10
        Dzięki za zajecie stanowisk. Chciałbym niektorym rozmowcom odpowiedziec.
        Odpowiedź dla "milky" na zarzut o moim przyzwoleniu żonie na sex-czaty. Tak,
        przyzwoliłem. Pewno był to błąd. Ale nie chciałem byc, jak ten prymitywny chłop
        z, który trzyma babę krótko, jak konia za uzdę, aż ten zadem ociera się o
        glebę. Rozmówcy, którzy mają nieco stażu małżeńskiego wiedzą, że pożycie
        seksualne należy urozmaicać. Powtarzanie przez wiele lat tych samych ruchów
        kopulacyjnych, tych samych sytuacji, tych samych pozycji i tych samych słów
        prowadzi do takiego stępienia bodźców, że daruję sobie jakikolwiek komantarz
        wartościujący. Pomyślałem sobie, że odrobinę luzu powinno dać sie człowiekowi
        rozumnemu i nadal tak uważam. Pod warunkiem, że jednak rozumnemu.

        Odpowiedź dla "jmx" na pytanie co to jest zdrada mentalna? Otóż jest to m. in.
        sytuacja, gdy zapoznajesz sie z treścią skierowanych przez żonę do innego
        partnera tak czułych i delikatnych wyznań zarówno w sferze uczuciowej i czysto
        seksualnej, o których mógłbyś tylko pomarzyć. Jest to sytuacja, gdy
        uzmysławiasz sobie, że miedzy nimi powstała wysublimowana więź uczuciowa, wolna
        (przez swą wirtualność)od jakichkolwiek codziennych trudności, że w tej
        sytuacji nie jesteś żadnym partnerem. Bo jesteś tylko niewirtualnym,
        rzeczywistym facetem, który bywa zmęczony, który bywa zestresowany pracą,
        czasem zapomni sie i wejdzie do mieszkania nie zdjąwszy butów. Masz pewność, że
        z wirtualnym - idealnym partnerem jesteś bez szans, jak zwykły człowiek w walce
        z duchem. Masz pewność, że Ona żyje właściwie z własnym wyobrażeniem idealnego
        partnera. Prawnik, młody, bogaty, niebywale inteligentny, czuły, podróżujący. Z
        czym walczyć? Z Tysonem??? Jest to także poniekąd odpowiedź dla Almy 101 na
        różnicę między zdradą wirtualną a realną.

        Odpowiedź "Almie 101" na pytanie co komu dało odkrycie prawdy. Otóż dało. Mnie
        dało. Prawdziwą odpowiedź JAKI JEST JEJ STOSUNEK DO MNIE.
        • jmx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 07.01.04, 01:54

          Moja rada - spróbuj Ty tak do niej mówić jak ona do telefonu. Bo nie uwierzę,
          że jej zachowanie wzięło się "z powietrza". Czy ona czuje się kochana?
          doceniona jako kobieta? adorowana? przez Ciebie? Czy po prostu byłeś "zwykły
          facecie" tak zajęty pracą zawodową, a co za tym idzie - zestresowany i
          zmęczony, że przestałes się nią zajmować?

          W wysublimowane więzi wirtualno-telefoniczne nie wierzę.
          Walka z duchem? Noo, raczej z własną słabością.

          A ten prawnik to opis Ciebie? Wg mnie brak Ci determinacji (motywacji?) do
          zawalczenia o związek.
          • jwm1 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 07.01.04, 02:21
            jmx! - Ty proponujesz mi, abym (wybacz kolokwializm) "przebił" przeciwnika (i
            wybacz także moją reakcje), ale to infantylna propozycja.
            Poznałem moją żone, gdy była szarą myszką roznoszącą listy w
            charakterze "doręczyciela" - tak to sie wówczas nazywało. Zdopingowałem ją,
            żeby skończyła studia, ukierunkowałem, jak studiować, by byc najlepszą
            studentką, dałem jej najpiękniejsze dziecko na świecie, motywowałem, by zdobyła
            stopień naukowy w swojej dziedzinie, nasze współżycie seksualne uważam
            (nieskromnie - za więcej niż znakomite) ... i dostałem podziękowanie.
            • jmx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 07.01.04, 02:42
              jwm1 napisał:

              > jmx! - Ty proponujesz mi, abym (wybacz kolokwializm) "przebił" przeciwnika
              (i
              > wybacz także moją reakcje), ale to infantylna propozycja.
              > Poznałem moją żone, gdy była szarą myszką roznoszącą listy w
              > charakterze "doręczyciela" - tak to sie wówczas nazywało. Zdopingowałem ją,
              > żeby skończyła studia, ukierunkowałem, jak studiować, by byc najlepszą
              > studentką, dałem jej najpiękniejsze dziecko na świecie, motywowałem, by
              zdobyła
              >
              > stopień naukowy w swojej dziedzinie, nasze współżycie seksualne uważam
              > (nieskromnie - za więcej niż znakomite) ... i dostałem podziękowanie.

              No, brawo. Dałem, zrobiłem, ukierunkowałem... a zapłaty nie ma.
              To jest Twoja żona nie niewolnica. Człowiek a nie zabawka do zaspokajania
              własnych ambicji - bycia Panem i Właścicielem.

              Źle rozumiesz moje słowa, nie chodzi o "przebijanie przeciwnika" (chociaż,
              przy Twoim podejściu do żony (kobiet w ogóle?) może być Ci trudno to
              zrozumieć) ale o wykazanie jakiegoś starania o związek. Ale starania chyba nie
              może być, bo, moim zdaniem, nikt kto kogoś kocha nie wypowiada się w ten
              sposób o ukochanej/ym - jak o inwestycji, która się nie zwróciła.
            • Gość: milky Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.04, 02:46
              Chciałeś, by żona miała ciekawsze życie seksualne. OK. Dlaczego pozwoliłeś się
              jednak wyelimminować? Istnieje wiele sposobów na urozmaicenie sobie seksu:
              bielizna, gadżety, techniki wschodu i zachodu, seks we troje itd. A ty
              pozwoliłeś na odstawkę zupełną. Dalej nie odpowiedziałeś - skąd wiesz o
              orgazmach telefonicznych żony? Doszło do tego, że siedzisz zmęczony przed
              telewizorem słysząc jęki z pokoju "komputerowego"? :-)
              I jeszcze jedna kwestia. Czy ty przypadkiem nie robisz za przewodnika
              życiowego żony, któremu ona wszystko zawdzięcza? Po latach dawania partnerowi
              tego do zrozumienia on buntuje się, a jednym z kanałów tego buntu może być
              seks (którego pewnie jeszcze ty jej nauczyłeś). Jedno jest pewne,
              samozaspokojenie, nawet przy najlepszym rozmówcy telefonicznym :-) nie
              wystarczy twojej żonie na długo...
              • alma101 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 07.01.04, 07:27
                Nie sądzisz, drogi jwm, że takie zachowanie Twojej żony było próbą poradzenia
                sobie z jakimś innym problemem w Waszym związku. I wcale nie o seks tu może
                chodzić - po prostu w seks wirtualny najłatwiej jej było uciec.
                PS. Czy naprawdę ZAWSZE byłeś taki w porządku wobej swojej żony? Uważasz, ze
                jesteś facetem bez wad? Bo taki obraz wyłania się z Twoich postów.
                Pzdrawiam ciepło
                • Gość: joars Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.pf.com.pl / *.pf.com.pl 07.01.04, 09:13
                  Drogi jwm! Rodzaj zdrady nie ma znaczenia. Zdrada jest zdrada. Gorzej, jezeli
                  nie jest to tylko czysto fizyczny akt, gdy dochodzi do zaangazowania
                  emocjonalnego. A w przypadku Twojej zony to nastapilo. Jak mezczyzna z reguly
                  nie potrzebuje posiadac cieplejszych uczuc dla swojej (krotkoterminowej:))
                  partnerki, tak kobietom, w duzej wiekszosci, jest to potrzebne. Twoja zona
                  zaczela szukac tego, czego jej odmawiales.

                  Na poczatku mialam dla Ciebie duzo sympatii i zrozumienia, ale tekst "i zadnego
                  za to podziekowania" z lekka mnie zmrozil. Milosc polega - splycajac - m.in na
                  tym, ze dajesz z
                  siebie wszystko, co masz najlepszego i nie oczekujesz za to zaplaty, bo samo
                  dawanie jest juz sama przyjemnoscia dla obdarowujacego. Partner nie ma
                  obowiazku odplacania Ci tym samym.

                  Pozdr
                  j.
        • lablafox Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 14.01.04, 16:12
          jwm1 napisał:

          Pozwolicie ,że wtrącę swoje 3 grosze , bo czytam i czytam i wreszcie mnie
          trochę poniosło

          Powtarzanie przez wiele lat tych samych ruchów
          > kopulacyjnych, tych samych sytuacji, tych samych pozycji i tych samych słów
          > prowadzi do takiego stępienia bodźców, że daruję sobie jakikolwiek komantarz
          > wartościujący.

          Uważam ,że to co dzieje sie między partnerami w tzw. sytuacjach życiowych
          zależy od aktywności dwojga. Jeśli stwierdasz powyższe to dlaczego nic nie
          robiłeś aby to zmienić , uatrakcyjnić , ożywić ?
          >
          pytanie co to jest zdrada mentalna? Otóż jest to m. in.
          > sytuacja, gdy zapoznajesz sie z treścią skierowanych przez żonę do innego
          > partnera tak czułych i delikatnych wyznań zarówno w sferze uczuciowej i
          czysto
          > seksualnej, o których mógłbyś tylko pomarzyć. Jest to sytuacja, gdy
          > uzmysławiasz sobie, że miedzy nimi powstała wysublimowana więź uczuciowa,
          wolna

          Co stało i staje na przeszkodzie stworzenia takiej więzi mentalnej między
          Wami? Lenistwo ? Brak chęci ? Rutyna? Może myślenie ,że jak sie jest tyle lat
          ze sobą to już nie warto o pewne rzeczy zabiegać?
          Kobieta czuje uchem - może zbyt mało mówisz czułych słów. Może nie skupiasz
          sie na tym co ona mówi do ciebie , tak jak wirtualny partner? Może nie
          poświęcasz jej tyle czasu ? Może ona nie czuje się kochaną , bo jeśli nie
          przeszkadzają Tobie "jej wyczyny" to może dowodzisz ,że nie zależy Tobie na
          niej . Może to jest test ? Może ona czuła się samotna gdy ją zdradzałeś z
          telewizorem , kolejnym meczem piłki nożnej .

          > (przez swą wirtualność)od jakichkolwiek codziennych trudności, że w tej
          > sytuacji nie jesteś żadnym partnerem. Bo jesteś tylko niewirtualnym,
          > rzeczywistym facetem, który bywa zmęczony, który bywa zestresowany pracą,
          > czasem zapomni sie i wejdzie do mieszkania nie zdjąwszy butów. Masz pewność,
          że
          To jest tylko tłumaczenie sobie ,swojej sytuacji. Nikt wirtualny nie zastąpi
          partnera realnego , jeśli ten nie popełnia grzechów zaniechania.

          >
          > Odpowiedź "Almie 101" na pytanie co komu dało odkrycie prawdy. Otóż dało.
          Mnie
          > dało. Prawdziwą odpowiedź JAKI JEST JEJ STOSUNEK DO MNIE.

          Uważam ,ze to nie jest prawdziwa od[powiedż. Prawdziwa odpowiedzią , wg mnie
          jest TWÓJ STOSUNEK DO NIEJ.

          Pisząc "a może " chciałam pobudzić Cię do refleksji nad Twoim postępowaniem ,
          zachowaniem , reakcjami. Nic nie dzieje się bez przyczyny . Jeśli czegoś
          szukamy - to z reguły szukamy tego czego nam brakuje.
          Więc nie potępiaj w czambuł żony , ale zastanów się czego brakuje w Waszym
          wspólnym związku i jeśli na prawdę ja kochasz to ZAWALCZ o NIĄ.
          Pozdrawiam lablafox
    • Gość: marco2002 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.waw.pl 07.01.04, 09:58
      Pigmalion i Galatea
      hehe
      Jeżeli żona nie miała innych doświadczeń seksualnych poza Tobą i byłeś jej
      pierwszym to przyszłość Twoją widzę nieciekawą.
      Zona napewno spróbuje poznać jak to jest uprawiać sex z innym.

      A swoją drogą mam pytanie do pań :
      Zawsze winny jest facet bo za mało się stara?
      Wynika to z waszych postów dość wyraźnie.

      Pozdrawiam
      M
      • j_ar Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 07.01.04, 10:07
        jezeli by to zawsze bylo takie oczywiste, to wystarczyloby puscic zone na jeden
        romans i niech sie przekona, ze nie jest tak kolorowo z byle bawidamkiem...
        inna sprawa, ze faktycznie te mlode z pierwszym facetem i jednoczesnie mezem to
        cos duzo szukaja przygod
      • jwm1 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 08.01.04, 01:42
        Wróciłem z terenu. Przeczytałem posty. Dziekuje. Postaram sie nie pominąć
        nikogo:
        Dla "jmx" - ten opis prawnika to nie opis mnie, to opis konkurenta. Jak teraz
        walczyć o związek? Nie wiem. Jestem psychicznie zablokowany.
        To co napisałem o swoich staraniach wobec żony (zapewne pod wpływem impulsu
        wywołanego stresem) w zadnym wypadku nie chciałem, aby zabrzmiało jak wykaz
        operacji gospodarczych na rzecz inwestycji. Jestem sam w obcym i wrogim mi
        środowisku (nie pochodze stąd) i jeśli inwestuję - a robie to - to wyłącznie w
        siebie, by nie utonąć. Natomiast wszystko co robiłem dla Niej było wyłącznie
        dla Niej. Tak to prawda tworzyłem ją, ale nie dla siebie! Dla niej! Tylko dla
        niej, choć ta artykulacja bezinteresowności pewno znów nie zabrzmi wiarygodnie.

        Dla - "milky" - wierz mi, że nie moge sobie nic zarzucić w sferze erotyki.
        Gadżety erotyczne kupowane w sexshopie też są. Niecodzienne miejsca zbliżeń też.
        I przede wszstkim starania o jej satysfakcję(z dobrym skutkiem), nie moją.

        Dla - "Almy" - tak, nie jestem idealny. Mam wadę, której kobiety nie tolerują
        zazwyczaj. Ale ona świetnie wiedziała, że z tym walczę, a w czasie, gdy kwitł
        jej wspaniały romans byłem w porządku, przez szereg miesięcy. A więc to wcale
        nie rewanż z jej strony.

        Dla - "joars" - masz słuszność inna jest zdrada mężczyzny, inna jest zdrada
        kobiety. Facet po nocy z panienką bierze prysznic i całe zdarzenie nie ma
        przeważnie żadnego wpływu na jego związek. Jak zabicie muchy gazetą. Kobieta
        angażuje sie emocjonalnie i dlatego własnie rozdzeram szaty.

        Dla - "malwiny" - chyba się jednak nie znamy.

        Dla - "Kasiulka10" - wiem ile wysiłku wymaga od kobiety poród. Przy narodzinach
        naszego dziecka byłem przy żonie bez przerwy od odejścia wód do pojawienia się
        dziecka i momentu, gdy po zastrzyku uspokajającym odwieziono ją spać.

        Dla - "Oleńki" - tak Oleńko stworzyłem ją. Ty wiesz jaka to satysfakcja
        ukształtować człowieka??? Teraz rozumiem, dlaczego Bóg gdy stworzył
        prarodzicow, stwierdził "to było dobre". Inna sprawa, że może tworzyłem z gliny
        nieco gorszego gatunku. Szkoda, że życie jest takie krótkie, następnym razem
        może wyszłoby lepiej.

        Dla - "Marco" - z tymi dziewicami to masz rację. Taka do końca życia będzie
        zachodziła w głowę, jak to byłoby z innym.

        Dla - "Mickey-mouse" - uwzględniając psychikę kobiety, o czym tutaj już nieco
        napisano, to jest zdrada. W pełni.

        I na koniec, by Szanownych Rozmówców nieco zaskoczyć, a i rozbawić może,
        zdradzę w jaki sposób dowiedziałem sie o "zdradzie" żony. ............. Byłem u
        wróżki!!! W pewnym odległym o setki kilometrów mieście przypadkowo naciągnięto
        mnie na wizytę u wróżki. Podkreślam - w mieście odległym o setki kilometrów -
        żadnej możliwości, by wróżka cokolwiek o mnie wiedziała. Dla świętego spokoju
        zgodziłem sie na tę wizytę, choć przez całe życie wróżenie uważałem za totalny
        idiotyzm. Wrózka mówiła różne rzeczy. M. in. "obok Pańskiej zony jest
        mężczyzna, młody, dobrze ustawiony, brunet, prawdopodobnie prawnik" To
        wszystko. Tak mało, a tak precyzyjnie. Idealnie precyzyjnie.
        Nigdy nie przyszłaby mi do głowy taka rzecz, moja żona, jak żona Cezara, poza
        wszelkim podejrzenie. Mąż dowiaduje się jednak ostatni. Po powrocie
        postanowiłem problemowi przyjrzeć sie staranniej. I przyjrzałem - niebywale
        skutecznie.
        W gruncie rzeczy jestem totalnie zagubiony. To juz równia pochyła. Obawiam sie,
        że niektórzy z Was mają słuszność. Równia pochyła.
        • Gość: joars Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.pf.com.pl / *.pf.com.pl 08.01.04, 09:48
          Twoje uczucie zagubienia jest calkowicie naturalne. Wiem jak sie czulam, jak
          dowiedzialam sie o romansie mojego meza. Mialam do niego cholerne zaufanie i
          uwazalam go za fantastycznego faceta. Ale jest takie bardzo madre
          przyslowie „Co nas nie zabije, to nas wzmocni”. Masz do wyboru dwie drogi:
          albo bedziesz czul sie jak ofiara albo zmierzysz sie z ta sytuacja i to jak
          najszybciej. Badanie sytuacji, czajenie sie, odciaganie pewnych decyzji sa
          tylko i wylacznie ze szkoda dla Ciebie. Jezeli Twoja zona nie ma swiadomosci o
          Twojej wiedzy, nadal swietnie sie bawi. Ty nastomiast gryziesz sie, snujesz
          domysly, bezustannie myslisz o tym i okropnie cierpisz. Zawsze uwazalam, ze
          najlepszym rozwiazaniem jest postawienie sprawy jasno. Byc moze Twoja zona za
          jakis czas poczuje niesmak tych kontaktow, ale to Ty bedziesz wypalal sie.
          Jezeli Wasze malzenstwo bylo naprawde udane, to jezeli zabronisz zonie tych
          kontaktow pod grozba (moze za mocne slowo) rozpadu Waszego zwiazku, zapewniam
          Cie, ze jej decyzja moze byc tylko jedna – bycie z Toba. To co teraz robi, to
          nie jest realne zycie i jezeli jest madra kobieta zdaje sobie z tego sprawe.
          Jezeli wiec nie rozmawiales jeszcze z zona, zrob to jak najszybciej. Z
          perspektywy czasu wiem jakie popelnilam bledy w rozwiazaniu mojej sytuacji i
          jednym z nich bylo odwlekanie pewnych decyzji w czasie.

          Pozdr
          j.
          • Gość: marco2002 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.waw.pl 08.01.04, 10:45
            Popieram w całej rozciągłości.

            Swoją drogą to moim zdaniem takie podejście jak Twoje co do wyboru partnera

            jest błędne.

            Jeżeli inwestować to tylko w siebie nie w innych może poza swoimi dziećmi.

            Kwestie doboru rozwiązują się same ponieważ osoby na podobnym poziomie rozwoju

            się przyciągają w sposób niejako naturalny. Tak więc pamiętaj o tym gdy

            będziesz zaczynać nowy związek.

            Powodzenia.

            M
            • mindo Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 08.01.04, 11:33
              W ten oto sposób nowoczesne środki komunikacji (internet) doprowadzają do
              rozpadu zgodnego małżeństwa.
              Ja na twoim miejscu postawiłbym sprawę jasno: albo facio z komputera albo ja.
              Niech wybiera. A komputer sprzedać albo wyrzucić przez okno. Twój błąd polegał
              na pozwoleniu żonie na branie udziału w czatach. Kobiety mają silnie rozwiniętą
              wyobraźnię ni i ubzdurała sobie ta twoja żona, jaki to super samiec jest z
              drugiej strony kabla.

              Ale mam dla ciebie pocieszenie. Sprawa nie wygląda znowu tak źle. Jest
              możliwość, że Twoja żona traktuje te spotkania na czacie jako wyłącznie dobrą
              zabawę, rozrywkę, oderwanie się od sprzątania , gotowania itp. Nie pozostaje ci
              nic innego tylko wyjechać z nią na jakiś urlop z dala od komputerów i telefonów.
              Wierzę, że tak właśnie jest i że ci się uda, a fagas z netu rozpłynie się jak
              poranna mgiełka. Powodzenia.
            • joars Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 08.01.04, 11:51
              Gość portalu: marco2002 napisał(a):


              > Kwestie doboru rozwiązują się same ponieważ osoby na podobnym poziomie rozwoju
              > się przyciągają w sposób niejako naturalny.
              Miales chyba na mysli poziom intelektualny.

              Tak więc pamiętaj o tym gdy
              > będziesz zaczynać nowy związek.
              Juz przesadziles sprawe ich zwiazku.
    • marco2002 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 08.01.04, 15:10
      Ja twierdzę dalej że strategia Pigmaliona zawiera w sobie zarodek klęski.
      Jest przez to nietrafna i nie przyniesie sukcesu.
      Problem zawsze związany jest z satysfakcją.
      Od momentu gdy nasz sznowny jwm1 ukształtował Galateę jego przyjemność się
      zkończyła.
      Pozdrawiam serdecznie.
      M
    • Gość: marco2002 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.waw.pl 09.01.04, 11:56
      Bravo alma 101
      Moje gratulacje masz bezpłatną terapię w stylu jaki lubisz najbardziej

      oraz dlatego że tak zmanipulowałaś męża że uważa on uprawianie przez Ciebie

      sexu internetowego za swoją wine.

      Jak widać podnoszenie wykształcenia lub nawet o zgrozo pójście w karierę

      naukową nie oznacza że nastąpił równoległy rozwój osobowości.

      Dla mnie jak byłaś kiedyś tak dalej jesteś szara.

      Z szacunkiem.

      M
      • alma101 Re: moja wersja 09.01.04, 21:50
        Witam!
        Przedstawię zaistniałą sytuację ze swojego punktu widzenia.

        Tak, to prawda. JWM był dla mnie wielką miłością. Był moim przewodnikiem,
        nauczycielem. Nauczył mnie wszystkiego. Był dla mnie wszystkim. Kochałam go
        zupełnie irracjonalną miłością przez wiele lat. Wiem, kim dla niego byłam -
        promyczkiem dobra w tym pełnym okrutności świecie. Byłam młoda, niewinna i
        zupełnie niedoświadczona życiowo pod każdym względem (miałam 20 lat). I go
        kochałam -po prostu byłam przy nim niczego nie żądając w zamian. Tak - byłam
        wtedy szczęśliwa,niezależnie od tego, że przez kilka lat ukrywałam ten związek
        przed otoczeniem. A potem zostałam jego żoną. Problem polega jednak na tym, że
        nikt nikogo nie uczy co to znaczy "być żoną". Umiem/umiałam być jego (tzn. JWM)
        kochanką, matką, umiem być pracownikiem, kimś, kto zajmuje się sprawami domu.
        Ale nie wiedziałam jaką mam być żoną. I pewnie popełniałam błąd za błędem, bo
        wciąż byłam dla niego małą dziewczynką. Tak właśnie się czułam. Sądziałam, ze
        jeśli ktoś jest starszy, to automatycznie oznacza, ze jest mądrzejszy. Dlatego
        nie pouczałam, nie kierowałam, machałam ręką na drobne niedogodności. I byłam
        przekonana, ze robie dobrze. Wciąż byłam kimś kto bezgranicznie ufał, wierzył.
        Ale moje oddanie, miłość i bezgraniczne zaufanie nie spotykały się z tym
        samym. Problemy JWM działały na mnie tragicznie - stopniowo, powoli rujnując
        moją psychikę. I były (moje, oczywiście) łzy, upokorzenie, strach,
        nieumiejętność radzenia sobie z tą sytuacją. I wiara - ogromna wiara w to, ze
        to się wreszcie zmieni i skończy. I nadzieja, że tak się stanie. I
        bezgraniczna radość, ze tych problemów nie ma (bo tak też było). Ale one
        powracały i mnie niszczyły. I jesteś w kropce - z nikim nie możesz
        porozmawiać - bo jest ci wstyd, i tkwisz tak z tym bólem. I nie wiesz, co
        robić. Nie wiesz, jak pomóc sobie, jemu. Brak porozumienia - brak rozmów!!!
        Tak - brak komunikacji. I właśnie to jest/było wyniszczające. I myśl - jak
        długo można siebie niszczyć!!! Trzeba walczyć - jeśli nie o niego, to o siebie
        i dziecko! Jeśli ktoś tonie, a my mamy do wyboru tonąć razem z nim lub
        uratować się - to wybór jest chyba prosty. I to jest właśnie początek.
        Początek rozsądnego odchodzenia od szalonej irracjonalnej miłości.
        Przestawanie kochać kogoś na siłe. To szalenie trudne. Ale wiedziałam, że tak
        trzeba. Że trzeba zacząć kochać inną miłością - miłością, która nie niszczy
        mnie samej. I w międzyczasie dawny kolega ze studiów presyła miłego smsa. Tak
        po prostu. Zdziwienie - to coś takiego w ogóle jest możliwe?! Okazuje się, ze
        tak. I myśl - jestem dla kogoś ważna. Również dla kogoś innego,nie tylko dla
        męża, dla kogoś, kogo wiele lat nie widziałam. To poprawia nastrój i pomaga
        przetrwać rzeczywistość. To (tzn.wymiana smsów)trwa, ale szybko się kończy, bo
        przecież nic z tego być nie może. Ok - w porządku. Rozumiem. Ale!!! To wniosło
        w moją świadomość myślenie, że tak można. Internet, Czat. Przypadek - krótka
        chwila przyjemnośći kogo się kompletnie nie zna. Prośba o telefon. Moje
        zdziwienie. Ale po wybadaniu, ze facet jest inteligenty - podałam nr tel. Miłe
        smsy. To pozwalało przetrwać realność. Zaangażowanie uczuciowe? Może troszke
        na początku. Ale traktowałam to jak dobrą zabawę. Odskocznie od
        rzeczywistości. I wiem, ze ten ON (nazwijmy go X) też. To wszystko. Nie
        traktowałam tego w kategoriach zdrady - bo rzeczą podstawową jest to, ze ja
        nie chciałam nikogo zranić, a robiłam to tylko dla siebie. I wiedząc, jakie
        fatalne dla małżeństwa skutki ma zdrada, chciałam za wszelką cenę uchronić
        męża od tej wiedzy. Bo przecież to (tzn. ten smsoromans)by się skończyło, bo
        wszystko w życiu się kończy. A raczej przechodzi w coś innego. Czy wygasa. Tu
        po prostu się kończyło coś, co właściwie nigdy się nie zaczęło. Mnie sprawiało
        przyjemność intrygowanie kogoś sobą. Bo to dodawało pewności siebie. Nie
        przeczę - było przyjemne. To wszystko. Krótkie chwile przyjemności - a takie
        rozdzieranie szat! Każdy powinien najpierw ocenić własne postępowanie, a
        dopiero potem kogoś osądzać. A że orgazm przez telefon? - A jesli sąsiedzi
        słyszą np. małżeńskie orgazmy - to co? Taki straszny problem? Zdrada - to
        oddanie całkowite siebie komuś innemu. Swojego ciała przede wszystkim. Ale i
        całkowite myślenie o tym kimś. Czego u mnie po prostu nie było. Bo po prostu
        nie było mi to do niczego potrzebne.
        To chyba tyle. Zresztą wszystkich niuansów i tak nie da się przedstawić.
        Nie wiem, czego się spodziewaliście przed przeczytaniem tego tekstu. Ale
        ciekawa jestem co o tym wszystkim sądzicie teraz.
        Aha - jedna pozytywna rzecz zaistniała - mąż chce ze mną rozmawiać. I
        rozmawia. Tylko jakich kosztów trzeba było! I ciekawe jak długo będzie mu się
        chciało widzieć we mnie partnera, a nie małą dziewczynke.
        Pozdrawiam
        • unknown10 Re: do almy101 10.01.04, 03:13
          alma101,

          niezaleznie od tego czy ktos ma 20 czy -dziesci lat kiedy zostaje zona / mezem
          nikt jej/jego nie uczy jak byc zona/mezem - twoj brak wiedzy na temat bycia
          zona nie byl czyms wyjatkowym. I nie chodzi o to ze nikt Cie tego nie nauczyl
          (to nie jest zadne wytlumaczenie Twojego pozniejszego postepowania). Przeciez
          nikt tez nie uczyl Cie jak byc matka, pracownikiem, czy studentka a mimo to
          pelnilas te role nie winiac nikogo za to ze nie wiesz co robisz. I zapewne
          wtedy kiedy nie wiedzialas jak postepowac siegalas do ksiazek, czy jakichs
          innych dostepnych zrodel potrzebnej Ci wiedzy. W ten sam sposob moglas sie
          uczyc bycia z drugim czlowiekiem, bycia zona.
          Jest rzecza zrozumiala, ze ludzie moga z czasem odejsc od siebie,
          intelektualnie czy emocjonalnie ale na milosc boska nie probuj
          usprawiedliwiac swojej zdrady tym ze nie umieliscie ze soba rozmawiac albo ze
          jest to wina meza. Nikt inny, tylko Ty sama, nie podjal za Ciebie decyzji o
          zdradzie. A Twoje poczynania telefoniczno/wirtualne sa zdrada, mimo tego, ze
          probujesz nam tu wyjasnic, ze to jest bzdura bez znaczenia.
          Dobrze ze zaczelas walczyc o siebie ale metoda jaka obralas jest destrukcyjna
          i ranic bedzie Ciebie rowniez.
          A twoja argumentacja ponizej o tym telefonicznym orgazmie mnie mimo wszystko
          rozbawila. Bo przeciez rownie dobrze moglas sobie sprawic orgazm sama bez
          udzialu telefonicznego partnera, wyobrazajac sobie tylko kogos - wtedy pewnie
          Twoj orgazm zdrada nie bylby. Bo tak naprawde nie o orgazm chodzi lecz o Twoj
          sposob rozwiazywania zyciowych problemow.
          "A że orgazm przez telefon? - A jesli sąsiedzi
          słyszą np. małżeńskie orgazmy - to co? Taki straszny problem?" - nie nie
          straszny lecz pewnie przyjemny. Problem w tym, ze tylko dla Ciebie a nie dla
          Twojego meza.
          A na koniec odpowiedz na Twoje pytanie "co o tym teraz myslicie" - macie wiele
          do zrobienia jesli chcecie byc ciagle jeszcze razem, przede wszystkim uzdrowic
          siebie a potem podupadly zwiazek.


          • alma101 Re: do nuknown10 10.01.04, 10:34
            unknown10 napisała:

            > Nikt inny, tylko Ty sama, nie podjal za Ciebie decyzji o zdradzie.

            Ależ to nie tak - "decyzja" to słowo o zbyt dużym ciężarze gatunkowym i
            całkowicie tu nie pasuje.

            > Dobrze ze zaczelas walczyc o siebie ale metoda jaka obralas jest
            destrukcyjna
            > i ranic bedzie Ciebie rowniez.

            Z tym się zgodzę - to była raczej ucieczka o problemów. I wiem, że będzie mnie
            to też ranić. Ale nie chce o tym w ten sposób myśleć.

            > Bo tak naprawde nie o orgazm chodzi lecz o Twoj
            > sposob rozwiazywania życiowych problemow.

            I tu też masz rację - chodzi o sposoby rozwiązywania problemów. Wiem, że nie
            najwłaściwsze. Ale próby inne - rozmowy itp. zawodziły. A poza tym - sytuację
            można dokładnie odwrócić - ile to ja JWM dałam - i jak się strasznie JA nim
            zawiodłam. Myślę, że sprawiedliwe byłoby stwierdzenie, ze zawiniliśmy oboje -
            ale w różnych dziedzinach.

            > macie wiele do zrobienia jesli chcecie byc ciagle jeszcze razem, przede
            wszystkim uzdrowić siebie a potem podupadly zwiazek.

            Zgadzam się w zupełności!
            I dziękuję za mądrą wypowiedź
            Pozdrawiam

        • lablafox Re: moja wersja 14.01.04, 16:37
          Nie przeczytawszy wszystkich postów do końca napisałam tak:
          jwm1 napisał:

          Pozwolicie ,że wtrącę swoje 3 grosze , bo czytam i czytam i wreszcie mnie
          trochę poniosło

          Powtarzanie przez wiele lat tych samych ruchów
          > kopulacyjnych, tych samych sytuacji, tych samych pozycji i tych samych słów
          > prowadzi do takiego stępienia bodźców, że daruję sobie jakikolwiek komantarz
          > wartościujący.

          Uważam ,że to co dzieje sie między partnerami w tzw. sytuacjach życiowych
          zależy od aktywności dwojga. Jeśli stwierdasz powyższe to dlaczego nic nie
          robiłeś aby to zmienić , uatrakcyjnić , ożywić ?
          >
          pytanie co to jest zdrada mentalna? Otóż jest to m. in.
          > sytuacja, gdy zapoznajesz sie z treścią skierowanych przez żonę do innego
          > partnera tak czułych i delikatnych wyznań zarówno w sferze uczuciowej i
          czysto
          > seksualnej, o których mógłbyś tylko pomarzyć. Jest to sytuacja, gdy
          > uzmysławiasz sobie, że miedzy nimi powstała wysublimowana więź uczuciowa,
          wolna

          Co stało i staje na przeszkodzie stworzenia takiej więzi mentalnej między
          Wami? Lenistwo ? Brak chęci ? Rutyna? Może myślenie ,że jak sie jest tyle lat
          ze sobą to już nie warto o pewne rzeczy zabiegać?
          Kobieta czuje uchem - może zbyt mało mówisz czułych słów. Może nie skupiasz
          sie na tym co ona mówi do ciebie , tak jak wirtualny partner? Może nie
          poświęcasz jej tyle czasu ? Może ona nie czuje się kochaną , bo jeśli nie
          przeszkadzają Tobie "jej wyczyny" to może dowodzisz ,że nie zależy Tobie na
          niej . Może to jest test ? Może ona czuła się samotna gdy ją zdradzałeś z
          telewizorem , kolejnym meczem piłki nożnej .

          > (przez swą wirtualność)od jakichkolwiek codziennych trudności, że w tej
          > sytuacji nie jesteś żadnym partnerem. Bo jesteś tylko niewirtualnym,
          > rzeczywistym facetem, który bywa zmęczony, który bywa zestresowany pracą,
          > czasem zapomni sie i wejdzie do mieszkania nie zdjąwszy butów. Masz pewność,
          że
          To jest tylko tłumaczenie sobie ,swojej sytuacji. Nikt wirtualny nie zastąpi
          partnera realnego , jeśli ten nie popełnia grzechów zaniechania.

          >
          > Odpowiedź "Almie 101" na pytanie co komu dało odkrycie prawdy. Otóż dało.
          Mnie
          > dało. Prawdziwą odpowiedź JAKI JEST JEJ STOSUNEK DO MNIE.

          Uważam ,ze to nie jest prawdziwa od[powiedż. Prawdziwa odpowiedzią , wg mnie
          jest TWÓJ STOSUNEK DO NIEJ.

          Pisząc "a może " chciałam pobudzić Cię do refleksji nad Twoim postępowaniem ,
          zachowaniem , reakcjami. Nic nie dzieje się bez przyczyny . Jeśli czegoś
          szukamy - to z reguły szukamy tego czego nam brakuje.
          Więc nie potępiaj w czambuł żony , ale zastanów się czego brakuje w Waszym
          wspólnym związku i jeśli na prawdę ja kochasz to ZAWALCZ o NIĄ.
          Pozdrawiam lablafox

          Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi Almo uważam ,że moje propozycje postępowania
          skierowane do Twojego męża i przemyslenia dot. Twojego postępowania nie były
          bezpodstawne .
          Z tego wszystkiego wynika też nauka dla mnie- nie wypowiadaj się jeśli nie
          znasz całości. Przyznam się ,ze takiego obrotu sprawy nie spodziewałam się.
          Lx
    • Gość: kochanek Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.com / 62.233.250.* 10.01.04, 01:06
      a może weź ja chlopie na tyle zainteresuj sobą by nie szukala radości na
      czatach?Może ma po prostu dosyć gotowania,sprzątania,prania,dzieci,męża z piwem
      przy tv,ciąglego utyskiwania i wieczorow w domu?Może ten komp to jej jedyna
      odskocznia od tej szarzyzny..Może jak by byla w Polsce to sama by sobie poszła
      i nie potrzebowała kompa...to tylko substytut kogoś innego i lepszego..i jakieś
      zmiany należy zacząc chyba od siebie..w przeciwnym razie gdy wyłączysz kompa
      znajdzie inną odskocznie...być moze berdziej realną.
      • alma101 Re: do Kochanka 10.01.04, 10:51
        Gość portalu: kochanek napisał(a):

        > i nie potrzebowała kompa...to tylko substytut kogoś innego i lepszego..i
        jakieś zmiany należy zacząc chyba od siebie..w przeciwnym razie gdy wyłączysz
        kompa znajdzie inną odskocznie...być moze berdziej realną.

        Masz w zupełności rację - zmiany należy zacząć od siebie. I tę myśl
        skierowałabym przede wszystkim do JWM. By był mężem i ojcem [kochankiem jest
        bardzo dobrym - tu nic nie musi zmieniać :))]A nie tylko kimś kto albo tylko
        siedzi w swoich księgach uczonych, albo po prostu wybywa na kilka/kilkanaście
        dni do swojego mieszkania.
        A wiesz Kochanku - odskocznia to dobry pomysł - tylko, że tym razem znajdę
        sobie zupełnie inną dziedzinę - i na pewno nie będzie to seks - to by było
        zbyt banalne już teraz. Ale coś, co mi przyniesie satysfakcję i pożytek. I
        będzie tylko i wyłącznie MOJE. Pomyslę nad tym.
        Pozdrawiam
      • Gość: Kochanek a czym jest zdrada? IP: *.com / 62.233.250.* 10.01.04, 19:43
        wg mnie zdrada,to zatrata tego co było wcześniej,to zgodzenie się na szarzyznę
        i rutynę życia,to niechęć do walki z nią,to przyjęcie innego niż na początku
        związku oblicza i udawanie,że tak ma być,to brak ciepła i
        pomocy,wykorzystywanie i nijakość...i kto tu zdradza???Kto siebie nie szanuje??
        Oj witch...to tylko Dżizus nadstawia drugi policzek jak go trzaskają po
        pierwszym,ale on miał pewnośc że robi to dla fajnego tatusia którego miał
        podobno w niebiesiech..a my??Dlaczego mamy rezygnować z przyjemności życia??Bo
        co???Bo obiecaliśmy coś kiedyś komuś???....zupełnie innemu....??
        • komandos57 Re: a czym jest zdrada? 10.01.04, 19:52
          Gość portalu: Kochanek napisał(a):

          > wg mnie zdrada,to zatrata tego co było wcześniej,to zgodzenie się na
          szarzyznę
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Czyc takie stwardzenie masz po kursie na Wyzszej Szkole Nauk Wyzszych w Tworku?
          Uj,to madre.Zes juz zszarzal.Wdziej kapelusz,nie bedziesz taki lysy.
        • witch-witch Re: a czym jest zdrada? 10.01.04, 19:59
          Byc moze masz racje ze ludzie zdradzaja sie wzajemnie na rozne sposoby.
          Jednak masturbacja przez telefon jest czysta manifestacja braku szacunku dla
          meza i jego ponizanie....ja to bym sie rozwiodla prawie natychmiast.
          • unknown10 Re: masturbacja 10.01.04, 21:57
            i ponizenie malzonka..
            Eureka - zeby malzonka nie ponizac wystarczy sie masturbowac solo albo
            telefonicznie ale z malzonkiem ...proste no nie
            :)


            witch-witch napisała:

            > Byc moze masz racje ze ludzie zdradzaja sie wzajemnie na rozne sposoby.
            > Jednak masturbacja przez telefon jest czysta manifestacja braku szacunku dla
            > meza i jego ponizanie....ja to bym sie rozwiodla prawie natychmiast.
        • alma101 Re: o zdradzie 11.01.04, 08:05
          Gość portalu: Kochanek napisał(a):

          > wg mnie zdrada,to zatrata tego co było wcześniej,to zgodzenie się na
          szarzyznę i rutynę życia,to niechęć do walki z nią,to przyjęcie innego niż na
          początku związku oblicza i udawanie,że tak ma być,to brak ciepła i
          pomocy,wykorzystywanie i nijakość...i kto tu zdradza???Kto siebie nie szanuje??
          > Oj witch...to tylko Dżizus nadstawia drugi policzek jak go trzaskają po
          > pierwszym,ale on miał pewnośc że robi to dla fajnego tatusia którego miał
          > podobno w niebiesiech..a my??Dlaczego mamy rezygnować z przyjemności życia??
          Bo co???Bo obiecaliśmy coś kiedyś komuś???....zupełnie innemu....??

          Kochanku!
          Masz sporo racji.
          W ogóle pojęcie zdrady jest pojęciem bardzo złożonym. Zdrada by być zdradą
          musi by strannie przygotowana, przemyślana przez nas. To w NAS ma być
          przekonanie, ze zdradzamy. Wtedy jest to zdrada. I jeszcze coś bardzo ważnego -
          to MY musimy się zgodzić na zdradę, my ją musimy zaakceptować. My jej musimy
          chcieć. I być jeszcze w zgodzie z własnym sumieniem! Bo to jest przede
          wszystkim rozrachunek samego ze sobą. NIkt nie moze nas oceniać. No - może
          siła wyższa, niezależnie od tego jak ją nazwiemy. Realna zdrada dla kogoś, kto
          nigdy nie zdradził jest, tak sądzę, przeżyciem bardzo silnym. I na pewno nie
          mogłoby do niej dojść tak po prostu. Bo wtedy nie miałaby żadnego większego
          znaczenia dla osoby zdradzającej. Wiem, że w moim przypadku tak byłoby.
          Pozdrawiam ciepło
          • Gość: olimp Re: o zdradzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 09:47
            "Dla - "Almy" - tak, nie jestem idealny. Mam wadę, której kobiety nie tolerują
            zazwyczaj. Ale ona świetnie wiedziała, że z tym walczę, a w czasie, gdy kwitł
            jej wspaniały romans byłem w porządku, przez szereg miesięcy. A więc to wcale
            nie rewanż z jej strony."

            Jeśli mąż pisze jaki to on wspaniały,wziął Kopciuszka z poczty i ulepił z
            gliny(tylko trochę gorszej)na wzór i podobieństwo swoje(a z postów wynika,że
            równie boskie jak on sam)że jest nie tylko człowiekiem idealnym w wszystkich
            dziedzinacj jako mąż,ojciec i kochanek,jeśli żona nie protestuje ,nie zaprzecza
            ,nie zarzuca kłamstwa-to nasuwa się pytanie-jaka to "wada ,której kobiety
            zazwyczaj nie tolerują"? I jaka to wada-,że kilkumiesięczna walka nie przyniosła
            skutku?A czy ta walka jest zakończona już i to zwycięsko?

            Bo ja tam w postach jwm widzę wiele pogardy dla swej partnerki,zadufanie w
            siebie przeogromne,oczekiwanie wdzięczności za coś co wydaje się
            oczywistym-jeśli kogoś kochamy,to przecież mu pomagamy bezinteresownie a nie po
            to by w przyszłości wyciągnąć jakieś profity a ona ma poruszać się wokół swego
            dobroczyńcy na kolanach do końca życia.
            Bo w ten sposób możemy sobie kształtować ludzików z plasteliny ewentualnie
            zabierając z schroniska sukę,nawet nierasową -ułożyć ją,wytresować i oczekiwać
            wdzięczności i podawania papci do łożka.I taka suka nawet uderzona przez swego
            pana ciągle będzie mu oddana.A na to by nie uciekała z domu wystarczy ją
            wykastrować.I tu drogi jwm widzę wyjście ,gdy będziesz układał sobie nowe
            życie,bo to szukanie dla siebie kochanki jest taką jawno -ukrytą groźbą dla swej
            małżonki w kontekście tego ,że wiedziałeś,że i ona to czyta i pisze.
            I jeśli żona wspomina o swej miłości,o wdzięczności,o docenieniu swego męża a
            jednak jest coś,co zmusza ją do szukania oparcia,zrozumienia i czułości u
            wirtualnego kochanka to jednak zastanowiłbym się nad sobą i mimo wszystko
            poszukał co we mnie jest nie tak?
            Bo ja tą wadę postzegac mogę w jednej przyczynie,wadzie o której wspominasz-ale
            być może to takie skrzywienie zawodowe-jeśli ona nie jest nimfomanką (a raczej
            nimfomanki nie uprawiają seksu przez telefon)to byc może jakieś nałogi czy
            uzależnienia są po Twwojej stronie co skutkuje takim a nie innym zachowaniem
            Twojej partnerki?
            I tu też przestrzegałbym wszystkich dyskutantów w tym wątku-jeśli nie wiemy
            wszystkiego nie wydawajmy gotowych werdyktów i osądów.



          • joars Re: o zdradzie 11.01.04, 11:19
            Alma, daruj, ale ja kompletnie nie rozumiem o co Ci chodzi.

            alma101 napisała:

            "Zdrada by być zdradą musi by strannie przygotowana, przemyślana przez nas."
            Przemyslana, starannie przygotowana zdrada? To sa emocje, a emocji nie
            planujesz. Chyba, ze partner przestaje sie juz liczyc calkowicie wtedy
            planowanie na chlodno zdrady nie dziwi mnie.

            "my ją musimy zaakceptować. I być jeszcze w zgodzie z własnym sumieniem!"
            Zdrada i zgoda z wlasnym sumieniem? Samo slowo zdrada ma negatywne znaczenie,
            wiec jak mozna byc w zgodzie z wlasnym sumieniem. Mordetstwo (drastyczny
            przyklad) - mordowac i byc w zgodzie z wlasnym sumieniem. To juz traca o
            patologie.

            "NIkt nie moze nas oceniać"
            Moze i nikt, ale i tak bedziesz osadzona i bedziesz sie tlumaczyc.

            "Realna zdrada dla kogoś, kto nigdy nie zdradził jest, tak sądzę, przeżyciem
            bardzo silnym"
            No, ale jezeli zdradzasz i jestes w zgodzie z wlasnym sumieniem, to owszem jest
            silnym przezyciem, ale raczej wtedy pozytywnym.

            "I na pewno nie mogłoby do niej dojść tak po prostu"
            To zalezy, ale do zdrady dochodzi m.in. wtedy, gdy partner nie daje Ci tego, na
            czym bardzo Ci zalezy w zwiazku.

            Alma, rozumiem Twoja sytuacje, bo sama przezylam kryzys w malzenstwie i
            pamietam moje uczucia, o czym myslalam. Tylko dla mnie byla to kwestia
            lojalnosci wobec mojego meza i bycia w zgodzie z wlasnymi zasadami.

            Pozdrawiam
            j.
            • Gość: Kochanek Re: o zdradzie IP: *.com / 62.233.250.* 12.01.04, 00:28
              To sa emocje, a emocji nie
              > planujesz. Chyba, ze partner przestaje sie juz liczyc calkowicie wtedy
              > planowanie na chlodno zdrady nie dziwi mnie.
              Zemsta to rowniez emocje a ją sie planuje
              Samo slowo zdrada ma negatywne znaczenie,
              > wiec jak mozna byc w zgodzie z wlasnym sumieniem. Mordetstwo (drastyczny
              > przyklad) - mordowac i byc w zgodzie z wlasnym sumieniem. To juz traca o
              > patologie.
              to tylko zabarwienie czysto fonetyczne,równie dobrze można powiedzieć o
              poprawieniu wlasnej sytuacji emocjonalnej,samopoczucia,usłyszeniu czegoś
              milego,dowartościowaniu..
              Moze i nikt, ale i tak bedziesz osadzona i bedziesz sie tlumaczyc.
              przez kogo???????????
              > No, ale jezeli zdradzasz i jestes w zgodzie z wlasnym sumieniem, to owszem
              jest silnym przezyciem, ale raczej wtedy pozytywnym.
              Czyli jednak może być pozytywna?;)..dokladnie tak..
              > Alma, rozumiem Twoja sytuacje, bo sama przezylam kryzys w malzenstwie i
              > pamietam moje uczucia, o czym myslalam. Tylko dla mnie byla to kwestia
              > lojalnosci wobec mojego meza i bycia w zgodzie z wlasnymi zasadami.
              ....zasady...lojalnosć....samarytanizm,drugi policzek...masochizm....w imię
              zasad???
              ;)pozdrowionka

          • Gość: Kochanek Re: o zdradzie IP: *.com / 62.233.250.* 12.01.04, 00:15
            ...właśnie....zdradzamy chyba wtedy...kiedy czujemy,że to robimy...ze jesteśmy
            nie fair,że oszukujemy...jęsli zaś nie mamy wyrzutów sumienia...nic nas nie
            boli...to albo nie czujemy się zobligowani do wierności
            wobec "zdradzanego"(np:czujemy sie skrzywdzeni)...albo coś z nami nie tak
            Zdrada musi być w nas..i wiesz..poprawiłaś mi samopoczucie:)))
            Pozdrawiam:)
            • Gość: Piotr Re: o zdradzie IP: 57.66.193.* 15.01.04, 07:42
              > ...właśnie....zdradzamy chyba wtedy...kiedy czujemy,że to robimy...ze
              jesteśmy
              > nie fair,że oszukujemy...jęsli zaś nie mamy wyrzutów sumienia...nic nas nie
              > boli...to albo nie czujemy się zobligowani do wierności
              > wobec "zdradzanego"(np:czujemy sie skrzywdzeni)...albo coś z nami nie tak
              > Zdrada musi być w nas..i wiesz..poprawiłaś mi samopoczucie:)))
              > Pozdrawiam:)

              Wiesz chłopie współczuję ci... usprawiedliwiasz zdradę jakimiś dyrdymałami o
              skrzywdzeniu... a to poprostu bzdura. Nie ważne czy zdrada była zaplanowana czy
              nie. Najczęściej można się o tym przekonać po fakcie i nikogo już wtedy (no
              chyba z wyjątkiem ciebie samego) nie interesuje czy zdradziłeś rozmyślnie,
              czy "całkiem nieświadomie". Jeżeli jest to "nieświadoma" zdrada to nie zmienia
              faktu jej popełnienia - nie dołożyłeś należytej staraności aby jej nie popełnić
              (tekst na wzór jakieś prawiniczej regułki) - innymi słowy tak cię to rajcowało
              że wszystko miałeś gdzieś.

              A ty zastanow sie nad istotą związku, bo jeśli w nim jesteś, to ze swoimi
              poglądami musisz ostro walić po rogach swoją partnerkę... (i mam nadzieję, że
              ona robi to samo, wtedy byłby remis)
        • Gość: ixi Re: a czym jest zdrada? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.01.04, 19:38
          Naprawdę nie wiem co myśleć o większości opinii o samej naturze zdrady na tym
          forum - gdyby nie były tak tragicznie głupie byłyby po prostu śmieszne...

          Moim zdaniem zdrada - to każdy czyn, który NASZ PARTNER uważa za zdradę. Prawo
          definiowania "zdrady" nie może w żadnej mierze przysługiwać osobie zdradzającej
          - bo nagle okazuje się że sex przez telefon to nie zdrada (bo kochankowie się
          nie widzą). Potem, że masturbacja w jednym pomieszczeniu to nie zdrada - bo się
          nie dotykają. Potem, że seks oralny to nie zdrada "bo nie ma penetracji"...


          Różne rodzaje zdrady (psychiczną i fizyczną) wymyślono wyłącznie po to by móc
          się usprawiedliwiać. Cytaty z życia:

          1. przecież ja nie zdradzam tak naprawdę bo nic mnie z nią(nim) nie łączy, to
          tylko sex
          2. przecież ja nie zdradzam tak naprawdę bo nawet go (jej) nigdy nie
          widziałem(widziałam).


          A co do kwestii odpowiedzialności za zdradę, to winna jest tylko i wyłącznie
          strona zdradzajaca. Dlaczego? Bo mogła w banalnie prosty sposób zdrady uniknąć.
          Wystarczą do tego trzy słowa:


          ODCHODZĘ OD CIEBIE

          Ale oczywiście łatwiej jest zdradzić, niż zaryzykować.

          Zawsze potem można obwinić ofiarę...
          • alma101 Re: a czym jest zdrada?do Ixi 14.01.04, 22:18
            Piszesz Ixi:
            ...mogła w banalnie prosty sposób zdrady uniknąć.
            > Wystarczą do tego trzy słowa:
            > > ODCHODZĘ OD CIEBIE
            Ależ IXI - odejść jest najłatwiej!!! I nie o odejście tu chodzi! Pewnie - z
            byle powodu - rozwód, inny partner, inna żona/mąż! I życie do góry nogami
            przewrócone!!! A po co, pytam???
            A swoją drogą nie słyszałaś np. o menages a trois? Książkę na ten temat mąż
            mi kupił na wakacjach - i od czasu do czasu sobie do niej zerkamy. Ciekawe
            rzeczy. To tak dla przykładu.
            • Gość: iXi Re: a czym jest zdrada?do Ixi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.01.04, 04:06
              Ależ właśnie dlatego napisałem, że zdradą jest to co partner uważa za zdradę -
              jeżeli Twojemu nie przeszkadzają różnego rodzaju wielokąty to niech Wam idzie na
              zdrowie ;-).

              Z etycznego punktu widzenia jeżeli decydujesz się z kimś być to niejako musisz
              zgodzić się na jego "warunki" dotyczące wyłączności w sferze intymnej.

              Odejście jest zwykle najtrudniejsze - wiem to z "empirii" - ile par zostaje ze
              sobą tylko ze względu na tak zwane "dobro dzieci", czy inne prozaiczne przyczyny
              (życie przewrócone do góry nogami). Podtrzymuję jednak twierdzenie, że za zdradę
              odpowiedzialna jest tylko i wyłącznie strona zdradzająca (bo wybiera opcję
              korzystną tylko i wyłącznie dla siebie a krzywdzącą stronę zdradzaną).

              Pozdrawiam
              iXi
        • Gość: mm Re: a czym jest zdrada? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 12.02.04, 23:59
          zgadzam się z twierdzeniem że zgodzenie się na szarzyznę, przeciętność jest
          zdradą - s woich wartości, ideałó, samego siebie. Zdrada w stosunku do innej
          osoby to występek wobec jej zaufania, lojalności, miłości. Ale w życiu są
          hierarchie do których się stosujemy - i trzeba sobie zawsze zadać pytanie co
          jest wazniejsze: nasze szczęście czy np. potrzeba lojalności (czyt. zachowania
          pozorów). Ja zawsze byłąm i będę za miłością. Niech zwycięża!
    • moc_ca Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 11.01.04, 11:23
      Droga Almo,09.01.2004 o godz. 07.35 napisałaś:

      Witam! Żoną jwm jestem ja - Alma. Pomysł, by napisać ten wątek był moim
      pomysłem i dziękuje Wam za wypowiedzi.
      A więcej napiszę wieczorkiem.
      Pozdrawiam

      a tego samego dnia o godz.15.34 piszesz:

      A tak Jors - mamy poważne problemy z komunikacją.
      PS. Dla jasności - mamy dwa komputery w różnych miejscach i mąż po prostu
      domyslił się, że Alma to ja, jego żona.
      Pozdrawiam
      Oba wpisy pozostają w sprzeczności ze sobą.
      Który z postów mówi prawdę,wpadłaś na pomysł (wraz z mężem) aby przedstawić
      Wasz problem na forum czy też mąż umieścił wątek na forum a Ty domyśliłaś się
      że to Wasza historia?A może to zmyślona opowieść w której jwm1 i alma101
      to ta sama osoba?Jeśli mijam się z prawdą, przepraszam Was oboje.
      Teoretyzować możemy jeszcze parę dni ale życie rozwiązałoby ten problem
      już dawno, w zaskakująco prosty sposób.
      Pozdrawiam
      • alma101 Re: do Moc_ci - wyjaśnienie 11.01.04, 12:17
        Wyjaśniam - problemy istnieją realnie, wymyślone nie są. Osoby są również
        dwie - JWM i ja, Alma, jego żona. Kiedy JWM dowiedział się o tej całej
        sytuacji (częściowo ode mnie, dodam) zaproponowałam mu, żeby umieścił to na
        forum i zobaczył, jakie będą reakcje. Zgodził się, nawet powiedział, że
        właśnie o tym myślał, no i zrobił to. Nie wnikałam, oczywiście, w treść, kiedy
        pisał post. Kiedy już powiedział, że ja również uczestnicze w tym wątku,
        uważałam za stosowne nie chować głowy w piasek, ale przedstawić sytuację ze
        swojego punktu widzenia. Czytając wypowiedzi mąż domyslił się, że Alma to ja,
        jego żona. (Zna moje nicki, którymi posługiwałam się na czacie). To wszystko.
        Nie widzę tu żadnej sprzeczności.
        Pozdrawiam
        • alma101 Re: do Moc_ci - wyjaśnienie 11.01.04, 12:21
          Czytając wypowiedzi mąż domyslił się, że Alma to ja,
          > jego żona.

          Miałam na myśli te wcześniejsze moje wypowiedzi, kiedy jeszcze Szanowni
          Forumowicze nie wiedzieli, że to ja jestem jego żoną.
        • alma101 Re: Do Olimpa i do Jors 11.01.04, 13:05
          Drogi Olimpie!!!
          Dziekuję za mądrą wypowiedź. Analiza sytuacji bezbłędna!!! W zasadzie nic
          dodać juz do tego nie mogę.
          MAm nadzieję tylko, ze JWM to przeczyta i przemyśli to wszystko.
          Pozdrawiam ciepło


          Droga Jors!
          Piszesz, że zdrada to emocje, a emocji nie planuje się. Moze i tak - ale czy
          nie sądzisz, ze takie po prostu przespanie sie z byle kim, byle gdzie dałoby
          nam satysfakcję? Mówiąc nam mam na myśli kobiety inteligentne, wykształcone, z
          klasą? Przecież takiej kobiecie nie sprawi to przyjemności!!!
          A tak z troszke innej strony - a jeśli się wychodzi za mąż - to są emocje, czy
          nie ma ich? I jak w tym momencie wygląda kwestia planowania? Bo przecież
          małżeństwo powinno się planować. Ale nie powinno ono być pozbawione emocji -
          tzn. uczuć. Wiem, ze to troszke inny temat, ale w życiu nie zawsze da się
          wszystko oddzielić, w sumie nawet nie o to chodzi, by oddzielać.
          Dalej piszesz: "zdrada i zgoda z własnym sumieniem?" Więc muszę Ci
          powiedzieć, ze bycie w zgodzie z własnym sumieniem było i jest dla mnie bardzo
          ważne!!! Żyć zgodnie z zasadami to dla mnie kwestia podstawowa. Ale!!! życie
          przynosi tak nieoczekiwane sytuacje, na które wpływu nie mamy, że te zasady
          również (czasem, pokreślam - czasem! i pod wpływem naprawdę różnych życiowych
          sytuacji)muszą! zostać zmodyfikowane. Bo owszem - zasady tak, ale nie kosztem
          siebie.
          I dochodzimy do kwestii lojalności - niestety, nie mogę się zgodzić. Lojalność
          rozumiana jako ślepe podporządkowanie mężczyźnie jest już teraz dla mnie zbyt
          chyba wysoką ceną.
          Ale wchodzimy tu w obszar rozważań bardzo delikatny, w sumie takie dyskusje
          mogą toczyc się w nieskończoność - i nigdy jakieś jednej opcji
          rozwiązania/rozumienia sytuacji nie będzie. Bo każdy z nas ma prawo do swojego
          pojmowania i postrzegania świata. I nas tym chyba polega cała przyjemność
          życia.
          Pozdrawiam ciepło
          • alma101 Re: Do Jors - jeszcze o zdradzie 11.01.04, 14:50
            Poprawka - w moim przypadku zdrada nie mogłaby być impulsem, czyli czymś, co
            związane jest z emocjami! Czymś, co staje się nagle i nad czym nie mam
            kontroli. Nie mogłaby, bo wtedy JA miałabym wyrzuty sumienia, JA nie byłabym w
            porządku wobec własnych zasad! To byłoby godzenie w siebie - a takim samobójcą
            nie jestem! Żeby zdradzić i byc w porządku wobec siebie musiałabym przemyśleć
            bardzo dokładnie wszystkie za i przeciw! a na to trzeba czasu, a ja go teraz
            naprawdę nie miałam i nie mam nadal. To wszystko zostawiłam na później. To po
            pierwsze. A po drugie - żebym musiała zdradzić, to musiałabym nie czuć nic do
            męża. Ani pozytywnego, ani negatywnego. Nic, po prostu nic. A tak nie jest. Bo
            gdyby tak było, to nawet nie chciałoby mi się tutaj zabierać głos.
            Skomplikowane to wszystko.
            Ale kto powiedział, ze w życiu ma byc łatwo?..
            Pozdrawiam

            • tibharka zdrada?a czemu nie? 11.01.04, 15:38
              Mój mąż był ogólnie szanowanym facetem ,na stanowisku,miły ,uprzejmy,sypiący
              dowcipami w towarzystwie.Mój pech polegał na tym,że pochodziłam z biednej
              rodziny i to ,że mąż pił.I po każdym upiciu miałam w twarz rzucane skąd pochodzę
              i co miałam,gdy za mąż wychodziłam.I nic nie zmienił fakt,że w trakcie
              małżenstwa skończyłam drugi fakultet a pieniędzy zaczęłam przynosić więcej niż
              mąż.Wydawało mi się,że w ten sposób oddam swój dług,że zostanę doceniona.Ale to
              tylko działało jak płachta na byka.I wcale nie było to znęcani fizyczne ale
              właśnie psychiczne.I wtedy gdy szydził,ironizował,poniżał marzyłam by może
              uderzył w twarz a nie w ten sposób dzialal.A do tego dochodził strach gdy znikał
              na jakiś czas-by nikt nie dowiedział się ,że pije,by jego nieskazitelna opinia
              nie była zaszargana.Nigdy nie wiedziałam co się z nim wtedy dzieje i czasami
              modliłam się,żeby nawet umarł bo przynajmniej się wszystko wyjaśni.A za jego
              picie zawsze odpowiedzialna byłam ja.I też był taki okres,że w każdym facecie
              widział mojego kochanka.I wreszcie doszłam do wniosku,skoro on jest i tak o tym
              przekonany to co mi szkodzi.I takiego znalazłam.W nim znalażłam oparcie w
              chwilach gdy mężuś gdzieś tam pił na umór czy dochodził do siebie w dziwnych
              sanatoriach po swoich eskapadach.Mąż poszedł po rozum do głowy,ddocenił nawet
              mnie gdy fizycznie stał się już żywym trupem,z rozwalona wątrobą,dializowanymi
              nerkami,chorą trzustką.I nawet wtedy leczenia antyalkoholowe nie były mu
              potrzebne-wystarczył strach,że umrze.A u mnie happy endu nie było.Byłam z mężem
              aż do jego śmierci.A kochanek dawno znalazł sobie inną.Jestem teraz nie tylko
              sama ale i stara.I moge mtylko mysleć co by było ,gdyby?
          • Gość: kolo Re: Do Olimpa i do Jors IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 15:20
            "Moze i tak - ale czy
            nie sądzisz, ze takie po prostu przespanie sie z byle kim, byle gdzie dałoby
            nam satysfakcję? Mówiąc nam mam na myśli kobiety inteligentne, wykształcone, z
            klasą?"

            Buahahaha. Uśmiałem się jak nigdy. Żałosne i jeszcze raz żałosne. Rozumiem, że
            kobiety inteligentne, wykształcone i z klasą za szczyt smaku i wyrafinowania
            uważają masturbowanie się z jakimś obcym fagasem przez telefon.
            Masz we łbie nasrane równo, na miejscu twojego męża rozwiódłbym się z tobą i
            nawet nie zastanawiał bo nie ma nad czym.
            • tibharka do kollo 11.01.04, 15:49
              Każdy facet na początku jest obcy.A potem się robi coraz mniej obcy.A nawet
              coraz bardziej znajomy.A obcym coraz bardziej robi się mąż.I skąd to straszne
              poczucie wyższości-to ,że mąż powinien rzucać?Jeśli by tak chciał to napisałby
              do sądu pozew a nie żałosną historię jak mu żoneczka telefonicznie rogi
              przyprawia.I jak fajnie sie usprawiedliwia-że nie ma taśm z nagranym
              orgazmem.Może bilingi wystarczą?Żałosny jest gościu i tyle.A o odszkodowanie za
              rogi SMS owe powinien od operatora telefoni komórkowej dostać bo od TP SA nie
              dostanie napewno.
            • moc_ca Re: Do Olimpa i do Jors 11.01.04, 16:28
              Podzielam oburzenie kolo, choc z sarkazmem i dość trywialnie wyrażone ale bez
              sprzecznie słuszne.
              Alma szuka powszechnej akceptacji, poparcia a nawet pochwał mimo iż ma
              świadomość wagi swojego czynu, Syndrom pychy żebraczej budzi powszechny
              sprzeciw także i w przypadku Almy.
              Jwm, nie pozostajesz bez winy, masz spory wkład w zdradę żony bowiem zdrada
              rzadko miewa źródło u jednego ze współmałżonków, tylko Ty wiesz gdzie
              ten błąd popełniłeś.
          • maly.ksiaze Motywacja ciotki Almy 11.01.04, 17:03
            > Drogi Olimpie!!!
            > Dziekuję za mądrą wypowiedź. Analiza sytuacji bezbłędna!!! W zasadzie nic
            > dodać juz do tego nie mogę.
            > MAm nadzieję tylko, ze JWM to przeczyta i przemyśli to wszystko.
            > Pozdrawiam ciepło

            Almo, czy Tobie chodzi o 'komunikację' (cokolwiek to znaczy), czy o
            zgromadzenie odpowiedniej liczby zwolenników w celu wywarcia nacisku na męża?
            Przyznający Ci rację piszą mądrze, pozostali głupio.

            W ten sposób do niczego nie dojdziesz. Zwłaszcza że, szczerze mówiąc,
            szczególnej mądrości w tym, co napisał Olimp nie znajduję. Raczej przeciwnie.
            Ot, taki psychoanalityk amator.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • alma101 Re: do Małego Księcia 11.01.04, 18:44
              Drogi MK!
              Rozsądne uwagi przedstawiasz, nie będę zaprzeczać.
              1. W zasadzie to chyba chodzi o maksymalnie dogłębne rozpatrzenie sprawy, co
              wydaje mi się, jest czynione.
              2. O jakim nacisku na męża mówisz? Nie bardzo zrozumiałam. Kto, a przede
              wszystkim jaki nacisk miałby wywierać?
              3.> Przyznający Ci rację piszą mądrze, pozostali głupio.
              A to akurat prawda. Ale analiza dlaczego tak jest nie jest chyba konieczna.

              4.> szczerze mówiąc, szczególnej mądrości w tym, co napisał Olimp nie
              znajduję. Raczej rzeciwnie. Ot, taki psychoanalityk amator.
              A z tym się akurat zgodzić nie mogę. Olimp wskazuje na rzeczy, na które mój
              mąż uwagi jakoś nie zwrócił. Może teraz zwróci. I to spojrzenie z boku jest mu
              chyba bardzo potrzebne.

              Tyle na dziś.

              Pozdrawiam i dziękuję za obiektywizm


              • maly.ksiaze Obiektywizm nie jest moją mocną stroną, niestety. 11.01.04, 23:01
                > 3.> Przyznający Ci rację piszą mądrze, pozostali głupio.
                > A to akurat prawda. Ale analiza dlaczego tak jest nie jest chyba konieczna.
                Nie jest konieczna, o ile jesteś świadoma, że to artefakt Twojej pozycji w
                całej sprawie. Z boku wygląda właśnie na uśmiechy do zwolenników. Fajnie
                znaleźć kogoś, kto przyznaje Ci rację.
                Jeśli jednak mąż Cię nie traktował odpowiednio, powiedz czemu nie szukałaś
                akceptacji na liście dyskusyjnej o filozofii. Albo o liteaturze. Czemu akurat
                seks-czat? Taki fajny wątek ci zadedykowano. Poczytaj sobie, zanim go wywalą.

                > A z tym się akurat zgodzić nie mogę. Olimp wskazuje na rzeczy, na które mój
                > mąż uwagi jakoś nie zwrócił. Może teraz zwróci. I to spojrzenie z boku jest
                mu
                > chyba bardzo potrzebne.
                A Tobie? Tobie jak rozumiem nic nie potrzeba?

                Pozdrawiam,

                mk.
            • Gość: olimp Re: Motywacja ciotki Almy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.04, 21:00
              Zawodowi psychonalitycy,podobnie jak psychologowie i psychiatrzy zasiadają w
              swoich gabinetach-niekoniecznie po dobrej stronie biurka czy całkiem
              niesłusznie obok kozetki dla pacjentów.A jeśli nawet wiedzą wszystko to dlaczeo
              z swoimi problemami latają do innych psycho...?Ewentualnie-pisują na forum
              Psychologia.
          • joars Re: Do Olimpa i do Jors 12.01.04, 09:34
            Droga Almo!
            W poprzednim poscie chcialam dodac, ze zdrada nie musi byc tylko fizyczna, ale
            mozemy zdradzac takze naszymi myslami i slowami.

            Co do zasad, to uwazam, ze zasady okresla sie m.in po to, aby w chwilach
            slabosci, "zacmienia umyslu":) wiedziec jaka droga podazamy i co jest naszym
            celem. Kochanek zarzucil mi, ze lojalnosc i zasady to poswiecanie wlasnej osoby
            w imie idei. To nie tak. Wychodzac za maz, wiedzialam za jakiego czlowieka
            wychodze, zdawalam sobie sprawe z jego zalet i niestety wad. W kazdym
            malzenstwie dochodzi do kryzysu. I wlasnie o to chodzi, aby w tych najgorszych
            chwilach nie poddawac sie emocjom, byc lojalnym, nawet wtedy kiedy to partner
            lamie niektore ze swoich zasad. Niestety nie jestesmy wolni od slabosci. A
            zasady pozwalaja radzic sobie z naszymi slabosciami. Bo po co w takim razie
            brac slub i narazac sie pozniej na dlugotrwale rozwiazywanie malzenstwa. Moim
            zdaniem wiele ludzi instytucje (okropne slowo) malzenstwa lekcewazy sobie. Nie
            zdaja sobie sprawy, ze po paru latach chemia mija i bez powstania innych wiezi
            pozostaje pustka.

            Almo, lojalnosci nie nalezy traktowac jako slepego podporzadkowania sie
            mezczyznie.

            Teraz musze zajac sie praca.
            Zycze Wszystkim milego dnia
            j.
    • Gość: marco2002 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.waw.pl 11.01.04, 22:59
      Hm może czas na jakieś podsumowanie tego wątku o zdradzie.

      Czy ona wogóle nastąpiła?

      Mamy definicje zaproponowane przez drogą almę :

      "Taki straszny problem? Zdrada - to oddanie całkowite siebie komuś innemu.
      Swojego ciała przede wszystkim. Ale i całkowite myślenie o tym kimś."

      oraz druga:

      "To w NAS ma być przekonanie, ze zdradzamy. Wtedy jest to zdrada. I jeszcze
      coś bardzo ważnego -
      to MY musimy się zgodzić na zdradę, my ją musimy zaakceptować"

      Jak droga alma wiele razy podkreślała całkowitego oddania nie było,

      jak również nie było zgody na zdradę z jej strony "nie było decyzji" jak sama

      to nazwała.

      Mam więc dla Ciebie drogi jwm1 spaniałą wiadomość. Myliłeś się.

      Zdrady nie było i nie idzie krok po kroku w waszym związku.

      Twoja dobra kochająca, oddana, bezgranicznie ufna żona i matka Twoich dzieci

      kocha Cię nadal, tylko troszeczkę jak twierdzi inaczej.

      Tak więc kochajcie się moi drodzy.

      Pozdrawiam ciepło

      M

    • Gość: Terry Dobrze, że piszesz o tym na tym forum IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.01.04, 23:33
      Jest przynajmniej czarno na białym nasza rzeczywistość. Reality show, orgazm
      (im więcej na godzinę, minutę ? tym lepiej. Może i księga guinessa jest w
      zasięgu ręki a nie tylko ...). Sytuacja jaka opisujesz jest niewątpliuwym
      sukcesem mass mediów w Polsce. Tak ogłupiły większość polskiego społeczeństwa,
      że czasem zastanawiam się czy jest mozliwy powrót do normalności. Jak ktoś chce
      z jedną żoną, mężem i to jeszcze płci odmiennej iść przez życie to jest coraz
      częściej postrzegany jak dziwoląg. Tak jakby wielu marzyło aby urodzić się w
      domu publicznym (chodzi o burdel).
        • joars Lojalnosc i zasady to grzech? 12.01.04, 09:57
          Droga Almo!
          W poprzednim poscie chcialam dodac, ze zdrada nie musi byc tylko fizyczna, ale
          mozemy zdradzac takze naszymi myslami i slowami.

          Co do zasad, to uwazam, ze zasady okresla sie m.in po to, aby w chwilach
          slabosci, "zacmienia umyslu":) wiedziec jaka droga podazamy i co jest naszym
          celem. Kochanek zarzucil mi, ze lojalnosc i zasady to poswiecanie wlasnej osoby
          w imie idei. To nie tak. Wychodzac za maz, wiedzialam za jakiego czlowieka
          wychodze, zdawalam sobie sprawe z jego zalet i niestety wad. W kazdym
          malzenstwie dochodzi do kryzysu. I wlasnie o to chodzi, aby w tych najgorszych
          chwilach nie poddawac sie emocjom, byc lojalnym, nawet wtedy kiedy to partner
          lamie niektore ze swoich zasad. Niestety nie jestesmy wolni od slabosci. A
          zasady pozwalaja radzic sobie z naszymi slabosciami. Bo po co w takim razie
          brac slub i narazac sie pozniej na dlugotrwale rozwiazywanie malzenstwa. Moim
          zdaniem wiele ludzi instytucje (okropne slowo) malzenstwa lekcewazy sobie. Nie
          zdaja sobie sprawy, ze po paru latach chemia mija i bez powstania innych wiezi
          pozostaje pustka.

          Almo, lojalnosci nie nalezy traktowac jako slepego podporzadkowania sie
          mezczyznie.

          Teraz musze zajac sie praca.
          Zycze Wszystkim milego dnia