Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada.

    • Gość: owl Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.pekao-fs.com.pl 13.01.04, 18:38
      jwm1, dwie uwagi:
      1. Kobiety i mleka nie upilnujesz, więc zdrada jest pustym pojęciem. Kobieta
      może mieć dowolną ilość partnerów, o czym się nigdy nie dowiesz. Wybiera ciebie
      bo jesteś według niej najlepszym opiekunem dla Jej (hipotetycznych) dzieci.
      2. Jeśli nie jesteś szczęśliwy w tej sytuacji, odejdź od niej. Jeśli tą
      sytuację jakoś akceptujesz, spróbuj z nią omówić co ci przeszkadza. Jeśli to
      nie pomoże, to nie jesteście już małżeństwem. Wtedy świat stoi przed wami
      otworem, niejako...

      Pozdrawiam, owl.

      ps. Poza tym, jeśli sam sie kiedyś masturbowałeś, nie powinieneś odbierać innym
      prawa do tego.

      • Gość: Kochanek Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.com / 62.233.250.* 13.01.04, 19:48
        ..statystyki jednak nie klamią...to my jednak częściej zdradzamy;)więc jak to
        się ma do tych kobiet i mleka..a co do potencjalnych możliwości kobiet i ich
        możliwościach propartnerskich...wiadra też mają taki potencjal...ale go nie
        wykorzystują;)
        Pozdrowka:)
    • Gość: a. Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.energis.pl 13.01.04, 19:31
      jeżeli przyszły ci do głowy tylko te trzy możliwości, albo aż te trzy
      możliwości to polecam drugą.dlaczego? bo facet który wymyślił takie możliwości
      jest niereformowalny!!!!! pozdrawiam i zyczę udanego strzału:)
      • Gość: M Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.u.mcnet.pl 13.01.04, 19:44
        Ciekawe, że nasz bohater tragiczny jakby nie patrzeć nie poddaje żadnej
        refleksji przyczyn takiego stanu rzeczy.
        Wygląda także na to, że wszystko odbywa się za jego wiedzą, więc skoro nie
        protestuje to chyba się na to godzi, a skoro się godzi to po co kwęka?
        A nie przperaszam nasz bohater oglądał filmy i czytał książki o epoce
        wiktoriańskiej, bo z tejże przyczyny dokona krwawej zemsty na swojej połowicy i
        jej kochanku. Jakie to piękne i wzruszające, może nawet w Gazecie poświęcą mu
        10 cm kwadratowych.
        Mój drogi albo ratujesz ten związek albo spróbuj odnaleźć się w innym.
        Pozdrawiam
        • Gość: Kochanek Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.com / 62.233.250.* 13.01.04, 19:52
          Albo niech weźmie kolorowe czasopismo...z tych cieplejszych..albo kasetę...i
          zdradzi ją też;)
    • Gość: Jacek Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.ungrad.temple.edu 13.01.04, 20:01
      Pozwol swojej zonie spotkac sie z nim. Niech wreszcie zobaczy
      swoja "milosc".Albo wyzdrowieje albo zglupieje do konca.
      Jak zglupieje do reszty to wystaw jej walizki za drzwi i napisz do mnie to
      poznam cie z paroma dziewczynami z realnego swiata.
      • joanna_1 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 13.01.04, 20:59
        tak stary, przy kumplach nie zginiesz
        • Gość: lidka Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 21:20
          Nie wiem dlaczego niektórzy radzą naszemu bohaterowi ,żeby nie był
          wspaniałomyślny i albo rozwiódł się albo walizki jej wystawił na próg- w domyśle
          w ten sposób ją ukarał.Czyżby Ci ,którzy to piszą myśleli ,że bez mężczyzny,
          akurat tego, sobie nie poradzi,i na nędzną wegetację będzie skazana?A może jest
          na odwrót?Może to jej jest mieszkanie i nikt walizek nie ma prawa wystawiać?A
          może to on jest już stary i opieki potrzebuje a ona młoda i piękna?Jeśli kiedyś
          ją tam kształtował,zapewniał wikt i wykształcenie to można się domyślać ,że
          jakaś istotna różnica wieku istnieje?A do zastanowienia daje brak reakcji
          naszego bohatera na te posty wszystkie,choć początkowo pewności mu nie brakowało
          i ustosunkowywał się do każdego po kolei,polemizując,dyskredytując .I co?
          • Gość: OIeńka lidka... :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.01.04, 21:28
            jemu się znudziło po prostu ;)

            a Ty chcesz udowodnić, że kobiety nie są człowiekiem second class?
            to już jest udowodnione ;)

            pozdrawiam :)
    • Gość: minnetou Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 80.51.243.* 13.01.04, 21:38
      Bledem bylo przyzwyczajenie sie sex-czatujacej zony. Straciles czujnosc!
      Masz teraz dwa wyjscia: zaproponuj jej wspaniale , ekscytujace przezycia w
      lozku albo przeprowadz powazna rozmowe z mozliwoscia rozwodu wlacznie . Innego
      wyjscia nie ma . Do czego chlopie , dopusciles ?
    • Gość: enolc ,,Tylko bez cudów'':) IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.01.04, 23:02
      których tu trochę za dużo, zwłaszcza intelektualizm wypowiedzi skontrastowany
      z, hehe, dość prymitywnym substratem zdrady. ale może tak właśnie jest ? albo
      ktoś się doktoryzuje ? przygotowuje artykuł do Wysokich Obcasów ? whateva
      else ? do pewnego momentu czyta się to nieźle, ale chyba, jako facet - zbyt
      solidaryzuję się z mężem.
      wkażdymraziejaknainternetowespontaliadobrebezdwóchzdań.
    • Gość: Dorota Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.04, 08:18
      Masz problem ale ze sobą , widocznie żonie znudziło sięuprawiać realny sex,
      może jesteśzbyt monotonny bądź masz za mało wyobraźni. Kobieta lubi romantyczną
      otoczkę sexu, sex przez telefon widocznie ją rozpręża bo może sobie wyobrażać
      że ten po drugiej stronie wygląda jak np. Banderas albo inny macho, no a ty ,
      jesteś już odkryty. Może powinieneś też wziąć do ęki telefon i zadzwonić do
      swojej żony i pofiglować z nią w inny sposób, albo odnaleźć ją na czacie i pod
      inną postacią dowiedzieć się czego ona pragnie w sexie. POWODZENIA. Nie zabijaj
      się!!!!
      • alma101 Re: Ogólnie do wszystkich 14.01.04, 08:57
        Dziękuję wszystkim za opinie.
        Wszystko czytam, nad wszystkim rozmyślam, choc na wszystko odpowiedzieć nie
        sposób JWM wrócił wczoraj wieczorem, Wasze wypowiedzi przeczyta dopiero
        dzisiaj.
        Postanowiliśmy, że porozmawiamy. Tzn. właściwie JWM postanowił, bo kiedy ja
        dawno już chciałam rozmawiać, to jakoś nie czuł takiej potrzeby - a więc mały
        sukces już jest. Problem polega jednak na tym, ze tak rzadko sie widujemy, że
        nie ma kiedy nawet porozmawiać. Do niedzieli włącznie nie będziemy się
        widzieć. A więc rozmowa będzie dopiero za tydzień. Zobaczymy co z tego będzie,
        ale jestem pełna optymizmu (jak zawsze zresztą!).
        Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: enolc Re: Ogólnie do wszystkich IP: *.echostar.pl / 217.153.106.* 14.01.04, 10:06
          czytając ostatni post - rzadziuchno się widujecie - niektórzy mówią że można,
          ale nie chciałbym być takim, co wytrzymuje to na dłuższą metę, za dużo mam krwi
          w środku...
        • Gość: czaczer głównie do almy101 IP: *.hydrogeotechnika.pl / *.hydrogeotechnika.pl 14.01.04, 10:20
          Pozwolisz że najpierw zapytam: czy Ty pracujesz zawodowo?, czy ..w domu?
          W waszym związku dostrzegam "szczegół" nie zauważony dotychczas przez
          rozmówców. Są to częste wyjazdy męża i jego nieobecność w domu. Nie macie
          problemów natury materialnej, co w dzisiejszych czasach często wchodzi klinem w
          stosunki małżeńskie. Macie problem ..nie boję się tego słowa, natury
          egzystencjalnej. Powinniście uprościć (w myślach) waszą sytuację i wrócić do
          podstaw, najpierw każde z osobna zadając sobie pytania: po co żyję?(czy dla
          siebie by czerpać maksimum przyjemności z życia nie zważając na innych, czy dla
          przyjemności własnej ale zważając na innych, czy dla potomka, czy dla partnera,
          czy dla bliskich, czy dla wybranej idei), kim jestem ?, kim chcę być?, jak chcę
          żyć?, co chcę zrobić w życiu ważnego?(co zostanie na dłużej, lub co określi
          rzeczywistą wartość mojego bytu na tej ziemi). Już się śmiejecie? Trudno.
          Dopiero po tej konstatacji dowiecie się każde z osobna ile w was jest egoizmu,
          a ile chcecie "dawać", a także na ile jesteście gotowi się poświęcać dla inych
          (wielu innych, lub dla dziecka, lub dla partnera, kochanego, wybranego, który
          wart jest tego, bo przecierz tak kiedyś zadecydowaliście). Dopiero po tej
          konstatacji możecie się zacząć zastanawiać nad waszymi relacjami. Ludzie się
          zmieniają, związki też muszą ewoluować. mówicie :"nie w tym facecie się
          zakochałam", "to nie ta niewinna dziewczyna którą poznałem". OCZYWISCIE ŻE TAK.
          Wspominajcie to wszystko pozytywne co Was połączyło, ale kształtujcie obecne
          relacje... I o tym już alma mówiłaś,...o komunikacji między wami. Myślę ze
          wyjazdy i nieobecniści w domu męża bardzo ją utrudniają. Np. po jego powrocie
          Ty myślisz: " no wreszcie pójdziemy razem do znajomych, marzyłam o tym przez
          pięć dni", ON myśli:"no wreszcie jestem w domku, ktoś mi poda herbatkę i
          kapcie, a ja wywalę się na kanapie i spokojnie popatrzę w tv - marzyłem o tym
          przez pięć dni". To tylko uproszczony przykład rozmijania się waszych potrzeb.
          Rzeczywiste bywają bardziej skomplikowane, i dobrze jest gdy obie strony sobie
          je wogóle uświadamiają. ...Rozpisałem się..ale te moje myśli to tylko
          wierzchołek góry lodowej.
          p.s. no.... chętnie bym się z Tobą na czacie spotkał:)
          • Gość: kohanek Almy Re: głównie do Czaczera IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 11:40
            Nie wydaje Ci się,że Alma ma jeszcze prawo do życia realnego,nie tylko na
            czatach-seks ze mną ,teraz jeszcze Ty-a spodziewam się,że ślinka jeszcze innym
            paru facetom leci-nie wiem ,czy się na to zgodzę
            • Gość: Piotr Re: głównie do Czaczera IP: 57.66.193.* 15.01.04, 08:31
              Alma czy ten gość jest naprawdę twoim "czat" kochankiem - to jakiś debil...
              współczuję.
              • alma101 Re: odnośnie "Kochanka Almy" - do Kochanka Almy: 19.01.04, 21:24
                Gość portalu: Piotr napisał(a):

                > Alma czy ten gość jest naprawdę twoim "czat" kochankiem - to jakiś debil...
                > współczuję.
                Dobre pytanie - ale to łatwo sprawdzić: "Kochanku Almy" - jeśli twierdzisz, ze
                to Ty, to podaj swój nick "czatowy".
          • alma101 Re: Do Czaczera 14.01.04, 16:26
            Drogi Czaczer!
            Zwróciłeś uwagę na bardzo istotne rzeczy. I masz rację. I zgadzam się z Tobą.
            Problem polega jednak na tym ,że JA zadaję sobie takie pytania (te, czy
            podobne do podanych przez Ciebie pytania natury egzystencjalnej). Problem
            polega na tym, że JWM takich pytań sobie nie zadaje/nie zadawał. A może i
            zadaje, ale ze mną ich nie omawia. Moze teraz zacznie?
            Ja pracuje zawodowo, ale w domu też. Mieszkamy osobno. I JWM często wyjeżdża.
            Ostatnio coraz częściej. To też przeszkadza. Tzn. przeszkadza w
            nawiązaniu/nawiązywaniu bliskiego kontaktu. I to powoduje, ze trzeba nauczyć
            się żyć samej. Już od dawna zadawałam sobie pytanie - właściwie jaką funkcję w
            moim życiu spełnia JWM? i miałam trudności ze znalezieniem odpowiedzi. Więc
            pomyslałam, że trzeba inaczej - a mianowicie zwrócić uwagę na to, co nas
            łączy. I wymyśliłam, że trzy rzeczy (kolejność nie ma znaczenia): dziecko,
            seks i turystyka. to wszystko. A mąż jako oparcie? Podpora materialna? Jako
            ktoś, na kogo zawsze można liczyć? Od dawna juz przestałam w ten sposób
            myśleś, bo zbyt wiele razy się zawiodłam. Bo moim zdaniem miłość nie polega
            na tym, że ktoś MÓWI jak to on kocha itp. ale sprowadza się do konkretnych
            CZYNÓW. No, ale cóż - nie zawsze trafiamy na kogoś kto myśli tak jak my. Ale
            cóż - razem jesteśmy i jeśli chcemy być nadal to jakoś to wszystko trzeba
            poukładać. Nie jest to łatwe, ale możliwe, tak myślę.
            I takie to życie.
            Pozdrawiam
            P.S. A na Twój P.S. pozwól, ze nie odpowiem :)))
            • Gość: Marek Re: Do Almy IP: *.chr2.1000lecie.pl 14.01.04, 19:42
              Coś mi wygląda, że omawiany jest bardzo ciekawy przypadek akademicki. Brzmi
              całkiem wiarygodnie i mogło się coś takiego komuś przydażyć ale nie w tym
              przypadku. Przygotowaliście niezły scenariusz, jak widać efekt jest bardzo
              dobry bo emocji wiele.
              Gratulacje
              • Gość: llidka Do muchy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 20:11
                Jeśli dopiero masz zostać psychologiem,to myślę ,że będziesz dobra w swoim
                fachu.Jeśli nim jesteś to juz jesteś dobra.
                A ja bym Twoja diagnoze zestawiła z postem g-i.I wtedy już wszystko jasne.Ja
                nawet domyślam się kto za g-i się kryje.
    • Gość: ZENek Porozmawiaj z nią... IP: *.stacje.agora.pl 14.01.04, 10:46
    • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 14.01.04, 10:52
      Tak sobie mysle, ze powinienes zastsowac kilka strategii dzialania na raz. Po pierwsze ochlodzic stosunki, dac do zrozumienia, ze jak Ona sobie moze to i Ty...Po drugie- jak wroci, skruszona, bo zobaczy swojego internetowego superkochanka, to musisz dosc dlugo grac takiego, co sie zastanawia nad sensem zwiazku, doprowadzic do wyrzutow sumienia, w taki sposob, zeby poczula jak to jest, jak sie jest tym zdradzanym. Moze tez jakis seks telefon? Jakies prywtane rozmowy z zaufana kolezanka, do ktorych zona nie ma dostepu? Troche ja pomeczyc, nawet kilka miesiecy, czasem bedac takim, jakby nic sie nie wydarzylo, czasem bardzo dalekim i oschlym. To niestety gra- czasem z kobietami trzeba grac...Mysle, ze to przyniesie efekt... Jesli nie- to niestety z jej strony uczucie troszke sie wypalilo. Jesli tak- to zapomnij jej wszystko, kochaj bardzo, ale bacznie obserwuj...
      • Gość: kochanek Almy Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 11:35
        Droga ewuniu-jak mnie alma zobaczy to nigdzie nie będzie skruszona
        wracać,zwłaszcza do swego stetryczałego mężusia,moje umiejętności jeszcze
        większe w realu niż przez telefon.A jak mnie zobaczy to odrazu będzie sikac.
        A Twoje porady co do sekstelefonu dla mężusia?Jeśli go tylko stać na 0-700 nie
        widzę problemu niech dzwoni.
        • Gość: Zofia do "kohanka" Almy IP: *.ungrad.temple.edu 14.01.04, 15:53
          Piszesz chyba o "zlocistm" moczu Almy, ktory splynie ci po buzi, kiedy sie
          spotkacie. Jezeli szukales podniety na czacie to chyba masz jakis problem. A
          wlasciwie w ktorym zamku straszysz?
      • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 14.01.04, 12:39
        Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

        > Tak sobie mysle, ze powinienes zastsowac kilka strategii dzialania na raz. Po
        p
        > ierwsze ochlodzic stosunki, dac do zrozumienia, ze jak Ona sobie moze to i
        Ty..
        Oczywiscie, ona raz, ja jej trzy:(


        > .Po drugie- jak wroci, skruszona, bo zobaczy swojego internetowego
        superkochank
        > a, to musisz dosc dlugo grac takiego, co sie zastanawia nad sensem zwiazku,
        dop
        > rowadzic do wyrzutow sumienia, w taki sposob, zeby poczula jak to jest, jak
        sie
        > jest tym zdradzanym.

        KRETYNIZM


        Moze tez jakis seks telefon? Jakies prywtane rozmowy z za
        > ufana kolezanka, do ktorych zona nie ma dostepu? Troche ja pomeczyc, nawet
        kilk
        > a miesiecy, czasem bedac takim, jakby nic sie nie wydarzylo, czasem bardzo
        dale
        > kim i oschlym.
        TO JESZCZE WIEKSZY KRETYNIZM


        To niestety gra- czasem z kobietami trzeba grac...
        OCZYWISCIE:(


        Mysle, ze to p
        > rzyniesie efekt... Jesli nie- to niestety z jej strony uczucie troszke sie
        wypa
        > lilo. Jesli tak- to zapomnij jej wszystko, kochaj bardzo, ale bacznie
        obserwuj.
        > ..
        • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 14.01.04, 17:57
          Hymmm:-) A dlaczego kretynizm? Moze wiecej wyjasnień co?
          • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 08:41
            Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

            > Hymmm:-) A dlaczego kretynizm? Moze wiecej wyjasnień co?


            Bo to sa rady 14-latki.
            • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 15.01.04, 09:26
              Hihihi no dobre! A kto powiedzial, ze to ma byc powazne??? A skad wiadomo, ze 14 nie poradzi lepiej? A jaka jest Twoja rada? Moze Ty nie masz zadnej?
              • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 09:47
                Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

                > Hihihi no dobre! A kto powiedzial, ze to ma byc powazne??? A skad wiadomo, ze
                1
                > 4 nie poradzi lepiej? A jaka jest Twoja rada? Moze Ty nie masz zadnej?


                Rady "oko za oko" sa przejawem infantylizmu a nie dojrzalosci.
                • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 09:52

                  > Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):
                  >
                  A kto powiedzial, ze to ma byc powazne???

                  Czyli glupiutki zarcik w postaci powaznej rady duzej dziewczynki?
                  • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 15.01.04, 11:33
                    hej, hej czlowieku! Czy forum ma charakter powaznej dyskusji? Czy mozna sie spodziewac poprzez taka dyskusje rozwiazania problemow? No bez przesady!
                    • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 11:43
                      Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

                      > hej, hej czlowieku! Czy forum ma charakter powaznej dyskusji? Czy mozna sie
                      spo
                      > dziewac poprzez taka dyskusje rozwiazania problemow? No bez przesady!


                      Wydawalo mi sie, ze bardzo przejelas sie tym, co pisalas. Tyle madrosci
                      wykrzesalas z siebie...
                      • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 15.01.04, 12:24
                        No tak! Nie ma to jak ocena czyjejs mądrości i czyjegoś przejęcia się poprzez internet. O jakiej mądrości tutaj mowa? Zyciowej? A jak ona obiawia się w słowach pisanych? Myslałam, że w codziennym zyciu. Pochopność Twych wypowiedzi i skrajna kategoryczność sądów każe mi myśleć, że Twojemu słowu pisanemu brakuje mądrości.
                        • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 13:10
                          Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

                          > No tak! Nie ma to jak ocena czyjejs mądrości i czyjegoś przejęcia się poprzez
                          i
                          > nternet. O jakiej mądrości tutaj mowa? Zyciowej? A jak ona obiawia się w
                          słowac
                          > h pisanych? Myslałam, że w codziennym zyciu. Pochopność Twych wypowiedzi i
                          skra
                          > jna kategoryczność sądów każe mi myśleć, że Twojemu słowu pisanemu brakuje
                          mądr
                          > ości.

                          Czyli wniosek jest następujący: pisać mozna bzdury, a w życiu codziennym
                          postępowac mądrze. Masz ciekawe teorie:))))
                          • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 15.01.04, 14:19
                            Bzdury w Twoim osadzie. Masz do niego prawo. Poza tym o jakim pisaniu mowimy? O forum? Czy pisanie na forum jest miarą umiejetnosci pisania i wyrazania swych pogladow?
                            • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 15:24
                              Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

                              > Bzdury w Twoim osadzie. Masz do niego prawo. Poza tym o jakim pisaniu mowimy?
                              O
                              > forum? Czy pisanie na forum jest miarą umiejetnosci pisania i wyrazania
                              swych
                              > pogladow?

                              Raczej treningiem dla miesni brzucha z powodu rechotu.
                              • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 15.01.04, 15:30
                                Echh- tylko taki trening przy rechocie wzmacnia Ci nie te miesnie brzucha co potrzeba..
                • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 15.01.04, 11:29
                  Ale jakie oko za oko??? Chodzi tylko o to, ze czasem niestety trzeba prowadzic pewna gre, zeby odzyskac partnera! O jakiej dojrzalosci rad mozna mowic na forum? Co wiemy o tej parze? Tylko to co napisali! Nie mamy pojecia, jak ukladaly sie tak naprawde ich relacje.
          • trixxx Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 15.01.04, 09:36
            Gość portalu: Ewunia 28 napisał(a):

            > Hymmm:-) A dlaczego kretynizm? Moze wiecej wyjasnień co?
        • Gość: Ewunia 28 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 213.17.133.* 14.01.04, 18:00
          Przeciez chodzi o to, ze nie bardzo wiadomo co poradzic. Kazdy zwiazek jest inny, sposobow na wychodzenie z kryzysu tak wiele...I nie chodzi o to, zeby odgryzac sie tym samym! Czasem jednak ludzie, ktorzy sami sa sklonni do flirtow czy zdrad, bardzo cierpia, uswiadamiajac sobie, jak to boli, gdy robi to druga strona..
    • Gość: Aga Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.lubin.dialog.net.pl 14.01.04, 11:59
      Masz rację apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zacznij więc "działać" skoro ją
      kochasz. Internet to jak super kafeja z super "tacą"
    • Gość: pani kazia Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.stacje.agora.pl 14.01.04, 12:06
      podoba mi sie to odstrzelenie zony:)))))
      a moze zastrzel telefon i monitor?


      przepraszam musisz mi wybaczyc brak powagi,
      ale bardzo mnie rozbawily mozliwe wyjscia z sytuacji:)))))
      • kasik1977 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 14.01.04, 12:15
        Myślę, że problem zdrady nie sprowadza się jedynie do seksu. Łatwiej wybaczyć
        parterowi jednorazową "przygodę" niż długi, platniczny romans. Powinniście
        zadać sobie pytanie, co w waszym związku jest nie tak. Czego Alma tak naprawdę
        szuka? Wielokrotnego orgazmu, czy zainteresowania, elementu zaskoczenia.
    • Gość: Karina Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.04, 12:19
      Sądzę, że daliscie się wkręcić. To jest jedna osoba, która pisze pod dwoma
      nickami. Usprawiedliwione, bo temat kontrowersyjny, a domorosłych filozofów nam
      nie brakuje, więc Was wciagnęło. pozdrawiam
    • Gość: FACET Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.lublin.mm.pl 14.01.04, 12:39
      Do jwm1.
      Moje dowiadczenia każą zapytać:jaki masz udział wtym,że ona tam siedzi,czego
      jej brakowało???.Przemyślałem to kiedyś co do mojej żony a wniosek był
      taki:moja żona szukała tego,czego jej brakowało w realu.I nie chodziło tylko o
      sex.Jesteś OK wobec niej?
      • Gość: g-i Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: 217.153.45.* 14.01.04, 14:00
        No dobra, dalej nie mogę, 170 postów mnie przerasta. Dorzucę coś od siebie.
        Droga almo101, przedstawiłaś nam problem bardzo dokładnie: mąż jest
        alkoholikiem z wieloletnim stażem, Ty osobą współuzależnioną, która ma dosyć
        takiego trybu życia i poniżeń, ba! przepowiedziałaś mu nawet przyszłość w
        sensie zgonu z pow. marskości wątroby i niewydolności trzustki, zadając
        jednocześnie pytanie: czy nie powinnam zostawić pijaka już teraz i nie marnować
        sobie reszty życia? Zdecydowanie powinnaś. Tylko nie rozumiem, dlaczego ciągle
        dyskusja toczy się wokół zdrady, a nie problemu alkoholowego? Bo przecież o to
        chodzi.
        Swoją drogą, otrzeźwianie pijącego onanizmem ze słuchawką telefoniczną to
        ciekawy pomysł.
        pzdr
    • Gość: menx [...] IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.01.04, 14:10
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: mucha Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.akademiki.uni.torun.pl 14.01.04, 15:36
      Ponieważ postanowiliście rozwiązywać swoje problemy na forum publicznym i
      wsłuchiwać się w opinię byle głupka więc ja też dorzucę swoją cegiełkię.
      1.Moim zdaniem mylna jest wasza nadzieja, że opinie innych ludzi pozwolą lepiej
      się na wzajem zrozumieć. Jest dlatego, że tak naprawdę nie chcecie sie
      zrozumieć i przyjmujecie do wiadomości tylko te opinie które są wam na ręke.
      2.Wydaje mi się, że jwm1 nie kocha i nigdy nie kochał swojej żony. Nie można
      kochać kogoś kogo się nie szanuje. To nie jest wcale miłość. Jvm1 nie kochał
      szarej myczki. Dlatego musiał ją stwarzać. Lecz marne to jest tworzenie jeśli
      najważniejsze w nim jest budowanie pozycji zawodowej. Jwm1 najbardziej w swojej
      żonie kocha to co stworzył czyli samego siebie. To zwyczajny zarozumialec i
      egoista.
      3.Wydaje mi się, że jwm1 jest już za stary aby się zmienić. Co prawda nigdy nie
      jest za późno żeby zmądrzeć ale starsi ludzie pozbawieni prawdziwej refleksji
      nad sobą obrastają w skorupę która czasem jest nie do przebicia
      4.Żona jwm1 jest sama sobie winna i tak samo odpowiada za wzajemne relacje jak
      jwm1. Po prostu w małżeństwie tak już jest. Przez cały okres trwania związku
      uczestniczyła w budowaniu wzajemnych relacji. Niewielu jest ludzi którzy
      chcieli by być obiektem tworzenia przez "wielkiego Pana twórce". Nie można się
      godzić na traktowanie jako osoba gorsza. Jest to oznaką niedojrzałości. Wy nie
      jesteści partnerami i to jest też twoja wina.
      5.Nie ma dla was happy-end'u. Potrzeba ogromnej pracy z obu stron i wiele
      dobrej woli i bardzo wiele czasu. Pytanie tylko czy obydwoje jesteście gotowi
      na wielki wysiłek. Mi sie wydaje, że nie. I zaklinam was nie zostawajcie ze
      sobą tylko dla dobra dziecka. Nie rubcie mu tego. Niech ma lepiej szczęśliwych
      rodziców żyjących osobno niż nieszczęśliwych i sfrustrowanych.
    • Gość: mania Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.szpitalna.ngo.pl 14.01.04, 18:55
      ozenic sie ze mna! ja fantazje realizuje tylko w realu! ;-)))
      • alma101 Re: Maniu!.. nie tędy droga, nie tędy... 14.01.04, 22:53
        Gość portalu: mania napisał(a):

        > ozenic sie ze mna! ja fantazje realizuje tylko w realu! ;-)))

        Nie doceniasz mnie Maniu! Ja w realu też coś potrafię, powiem więcej -
        jeszcze więcej niż w "wirtualu" ;))) Prawda JWM?..
    • ya_bolek [...] 15.01.04, 00:53
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • jwm1 Jestem. 15.01.04, 02:14
        Jestem, nie umarłem, choć niektórzy mieli podejrzenia. Krwiożerczy drapieżny
        dziewiętnastowieczny kapitalizm każe pokonywac setki kilometrów, by z czegoś
        żyć. Jestem w swoim domu, przy swoim komputerze i żona nie patrzy mi w monitor.
        Jest srodek nocy, pewno i moja sprawność nieco mniejsza, więc wybaczcie słabsze
        akapity.
        Przez dziesiatki postów przebrnąłem. Nie mam siły teraz odnosic sie do nich,
        choc chciałbym podziekować wszystkim życzliwym mi, podziekowac także tym,
        którzy wykazali odrobine poczucia humoru, a tym ktorzy podnieśli mi cisnienie
        też.
        A swój krótki post skierowac do żony.
        Najdroższa! Gdy przeczytałem, iz lojalność wobec męża definiujesz jako ślepe
        posłuszeństwo wobec niego, to zrozumiałem, że naprawdę jest zima. Wiesz kiedy
        myslałem o lojalnosci? Wówczas o niej myslałem, gdy dyskredytowałas mnie w
        środowisku, także wtedy gdy milczałas, jak czyniono mi odrażające, nieprawdziwe
        zarzuty, a Ty dobrze wiedzałas, że są nieprawdziwe. Ty wtedy milczałas. Nie
        zaprotestowałas. Wtedy myślałem o lojalnosci. (Przepraszam uczaestników - ten
        wątek wykracza poza główny temat, nie wiecie o co chodzi - dlatego go nie
        kontynuuje dalej, ale Alma wie o czym mówie). Lojalność wobec partnera jest dla
        mnie tożsama z lojalnością wobec małżeństwa, to coś ja racja stanu. Brak
        lojalności kruszy fundament zwiazku i Ty go skruszyłas.
        I jeszcze jedno. Dlaczego uderzyłas akurat w sferę naszych uczuć i erotyki. A
        wiec w to, co nam najlepiej wychodziło. (Zaprzecz, że nie!!!) Tak mi teraz
        przyszła do głowy fabuła filmu Polańskiego "Nóż w wodzie". Mąż wykazuje brak
        odwagi cywilnej. Co robi żona? - karze go zdradą. Zdrada jest uniwersalnym
        odwetem kobiet wobec mężczyzn za wszystko. Za alkoholizm męża, za każde inne
        braki i błędy, wreszcie za dziurawe skarpetki. Można byłoby pomyśleć, że tak
        jest. W rzeczywistości jest chyba na odwrót: to kobiety szukaja najbardziej
        nieprawdopodobnych usprawiedliwień własnych zdrad. Tylko powiedzmy sobie to
        wprost. Po co ta cała hipokryzja i próby usprawiedliwiania sie. Jeśli
        twierdzisz - miedzy wierszami - że moja postawa była żródłem zdrady, to nie
        jesteś wiarygodna, niestety. Twój romas trwał, gdy byłem zupełnie w porządku. I
        pamietasz jeszcze taką małą drobnostke? Tę Twoją wypowiedź, że "to wszystko co
        sie stało nie miało związku ze tobą, że to było obok ciebie"? Zaprzecz Almo!
        Jeśli nie miało związku ze mną, to z czym. Nie odpowiadaj, zbyt długo żyję, by
        nie znać odpowiedzi na to pytanie. A mimo to przykro mi.
        Nie wiem, gdzie popełniłem błąd! Z pewnoscią nie w sferze erotyki i uczuc, jak
        łatwo piszą niektorzy. I dlatego tak dziwi mnie, że własnie zniszczyłas nam to
        cos, co najlepiej nam wychodziło. Bez sensu. Nie mogłas sobie obrać innego celu?
        Pewno w przyszłym tygodniu wreszcie bedziemy mieli możliwość porozmawiac w
        realu, a nie przy pomocy ciągłych smsów i GG. Chyba nawet wiem o czym chce z
        Toba pomówic, ale pomysłu na rozwiązanie problemu nie mam. Niestety.
        Na koniec dedykuje Ci wspaniałą i jakże trafną - dla Ciebie - wypowiedź "Marco
        2002I" - "Jak widac podnoszenie wykształcenia lub nawet - o zgrozo - pójście w
        karierę naukową, nie oznacza, że nastąpił równoległy rozwój osobowości".
        Dobranoc. JWM1.
        • Gość: lkipech Re: Jestem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 06:07
          Alkoholik nawet gdy jemu się wydaje ,że jest w porządku,bo nie pije parę
          miesięcy,wcale nie jest w porządku.I taki czy inny okres abstynencji wcale nie
          znaczy ,że wszystko będzie zawsze ok.I sam się oszukujesz ciągle a zanim tego
          nie pojmiesz ,to zostanie ci zawsze tylko manipulowanie,
          intelektualizowanie,zaprzeczanie,usprawiedliwianie.Bo tak ta choroba działa.A
          przed prawdziwymi uczuciami,które alkoholik zawsze skrywa,bronisz się ironią
          ,sarkazmem ,obśmianiem i ciągle poniżaniem swojej partnerki.Jesteś naprawdę
          małostkowy i żałosny-jeśli nie mogłeś się powstrzymać od ostatniego zdania nawet
          jeśli to cytat,kogoś innego.Jest taka książka Rehab-autor Wiktor
          Osiatyński-facet,z dwoma doktoratami,wykładowca na uniw,USA,były doradca rządu
          Mazowieckiego,który już dawno przyznał się do swego alkoholizmu a teraz opisał
          co 20 lat mu pozwoliło wytrzeźwieć i co pozwala mu tę trzeźwośc
          utrzymać.Myślę,że w tej książce odnajdziesz również siebie,bo każdy alkoholik
          się tam odnajduje a do Ciebie przemówi z racji z wykształcenia autora,bo
          zdajsie,że ogromną rolę do tego przywiązujesz.
          Mam nadzieję,że naprawdę chcesz rozmowy z żoną ale naprawdę szczerej ,o Waszym
          problemie ale wypływającym z Twojego nałogu.Mam nadzieję ,że ona nie da się już
          zmanipulować,oczarować i jeszcze raz sie dać oszukać.Dopóki będziesz uważał,że
          problemem jest telefon od cyber kochanka to jesteś w błędzie.I wielkie g...o z
          tej rozmowy wyjdzie.I wtedy zostanie faktycznie tylko problem Twojej wątroby i
          trzustki.
          • Gość: kipech Re: Jestem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 06:44
            Na koniec dedykuje Ci wspaniałą i jakże trafną - dla Ciebie - wypowiedź "Marco
            2002I" - "Jak widac podnoszenie wykształcenia lub nawet - o zgrozo - pójście w
            karierę naukową, nie oznacza, że nastąpił równoległy rozwój osobowości".
            Dobranoc. JWM1.

            Ja na złośliwość też sobie pozwolę,bo ja złośliwy bywam,fakt-osobowość Twojej
            partnerki rośnie i rozwija się,podobnie jak twoja wątroba.Co nie oznacza ,że oba
            zjawiska są jednakowo pozytywne.
            • Gość: Piotr Re: Jestem. IP: 57.66.193.* 15.01.04, 09:21
              Chłopie może złośliwy to i jesteś ale jakie przy tym bzdury wygadujesz !!!!

              Kto powiedział, ze małżeństwo jest związkiem typu "oko za oko". Ja wyrosłem w
              przekonaniu, że ludzie są razem dlatego, żeby siebie wspierać, a nie wbijać nóż
              w plecy przy nadażającej się okazji.

              Jeżeli mąż miał problem to dlaczego wtedy żona nie postawiła sprawy na ostrzu
              noża i nie drążyła tematu do skutku (choćby rozwodu).

              A teraz ???!!! To że żona ma kochasia na czacie to ma być wg ciebie
              usprawiedliwienie jej sytuacji ????!!!!! Jeżeli chce go mieć (tego lub innych)
              niech powie to otwarcie. Jeśli zaakceptują to oboje niech tak żyją w innym
              przypadku niech rozejdą się. Wydaje mi się, że to będzie najbardziej
              sprawiedliwe rozwiązanie. Nie będzie żadnego ściemniania typu "on mógł to i ja
              mogę" albo "to nie byla zdrada bo nie chciałam zdradzić" (takiej bredni to już
              bardzo bardzo dawno nie słyszałem).

              A tak nawiasem... chyba nie doczytałem, czy rzeczywiście to byl problem
              alkoholowy ?
        • Gość: grzesznica Re: Jestem. IP: *.BRZEG.Korbank.PL / *.brzeg.korbank.pl 15.01.04, 09:29
          Wydaje mi się, że znam Was oboje nie tylko z tego forum :)
          Czy nie zauważyłeś, że Twoja żona bardzo potrzebuje akceptacji? Robiła wszystko, żeby zwrócić na siebie Twoją uwagę, oczywiście, mogła w inny sposób. Odruchy związane z seksem są nam jednak najbardziej pierwotne, nie wymagaja głębszych przemysleń. Jej pytanie skierowane do Ciebie na tym forum jasno to obrazuje. Zapytała, czekając na potwierdzenie z Twojej strony, że jest dobra w łóżku również w realu. Jest w niej jeszcze mała dziewczynka niezależnie od tego co osiągnęła i za co Tobie przypisuje zasługi. Ty zachowujesz się jak surowy ojciec, który doznał bolesnego rozczarowania, analizujesz chłodno ...ona krwawi.
          Skad to wiem? Kilka miesięcy temu mój mąż wszedł w nocy do pokoju komputerowego. Zastał mnie zmieszaną. Szybko wyłączyłam gg. Opowiedziałam mu juz wcześniej, że rozmawiam z kims od czasu do czasu, że ten ktoś jest sympatyczny i dobrze się rozumiemy. Opowiedziałam mu to, aby wytłumaszyc swój ogień, gdy po takich rozmowach wsuwałam się do naszego łóżka i inicjowałam seks. Nie musiałam przeżywać wirtualnych orgazmów, mogłam osiągać je w realu. Dla mnie było to tym czym dla mężczyzny jest sekretne oglądanie pisemek porno. Mąż zdenerwował się na mnie i zakazał mi kontaktów przez internet, groził odłączeniem od sieci, stwierdził, że bardzo się na mnie zawiódł. Milczałam, bo czułam się winna. Dzięki Twojej żonie pozbyłam się tego uczucia. Pokazałam mężowi Wasze listy i chyba znalazłam u niego pewne zrozumienie. Jednak wyszło coś dobrego z całej sytuacji. Żywię przekonanie, że Wam też się uda a listów o rozwodzie nie traktujcie poważnie, serdecznie pozdrawiam.
          • s34 Re: Jestem. 15.01.04, 20:55
            cieszę się, że ktoś w końcu napisał, że też tak ma (miał). Jakoś brakowało do
            tej pory w całym tym wątku właśnie zdania osoby "po przejściach"...
            Gość portalu: grzesznica napisał(a):

            > Skad to wiem? Kilka miesięcy temu mój mąż wszedł w nocy do pokoju
            komputerowego. Zastał mnie zmieszaną. Szybko wyłączyłam gg. Opowiedziałam mu
            juz wcześniej, że rozmawiam z kims od czasu do czasu, że ten ktoś jest
            sympatyczny i dobrze się rozumiemy. Opowiedziałam mu to, aby wytłumaszyc swój
            ogień, gdy po takich rozmowach wsuwałam się do naszego łóżka i inicjowałam
            seks. Nie musiałam przeżywać wirtualnych orgazmów, mogłam osiągać je w realu.
            Dla mnie było to tym czym dla mężczyzny jest sekretne oglądanie pisemek
            porno. Mąż zdenerwował się na mnie i zakazał mi kontaktów przez internet,
            groził odłączeniem od sieci, stwierdził,że bardzo się na mnie zawiódł.
            Milczałam, bo czułam się winna. Dzięki Twojej żonie pozbyłam się tego uczucia.
            Pokazałam mężowi Wasze listy i chyba znalazłam u niego pewne zrozumienie.
            Jednak wyszło coś dobrego z całej sytuacji.

            Spotkałam Go przypadkiem, ot wspólne granie w tysiaca na jednym z portali
            internetowych, najpierw granie, później rozmawianie z graniem w tle, później
            rozmawianie w komunikatorze, sms-y, w końcu rozmowy telefoniczne... A później
            reakcja męża!!! nigdy nie robiłam nic w afekcie, nigdy do głowy mi nie
            przyszło, że mój mąż może poczuć się zagrożony niewinną znajomością i to w
            dodatku tak bardzo wirtualną... A jednak! Racjonalny do bólu człowiek w jeden
            wieczór przeszedł niesamowitą metamorfozę! Nie, nie było awantury, nie było
            stawiania sprawy na ostrzu noża, chociaż była prośba o zerwanie tej
            znajomości. Nie zerwałam, z prostego powodu: nie rozumiałam dlaczego mam to
            zrobić.
            Byliśmy dobrą parą, dużo przebywaliśmy ze sobą, dużo rozmawialiśmy,
            założyliśmy wspólny interes i nagle... firma pochłonęła mi męża. Przestało się
            liczyć wszystko, najważniejsza była Pani Firma! Rozmowy??? Ależ oczywiście...
            On mówi ja słucham, ja mówię on nie słucha, nie ma czasu, myśli o czymś innym
            (firma). Pogubiłam się, przyznaję, ale skoro już tak ma być to trudno, nie
            chciało mi się dalej walczyć... Błąd? Być może, ale z czasem rączki opadają,
            naprawdę. No i prztrafił się Ktoś kogo zainteresowałam, Ktoś kto słuchał,
            odpowiadał, czuł podobnie... zauroczenie, zakochanie? Owszem, to było
            początkowe stadium naszej znajomości, minęło... Nigdy żadne z nas nie ukrywało
            swojego stanu cywilnego i tego, że w tej akurat kwestii nie chcemy nic
            zmieniać. Wygodnictwo, ktoś może pomyśleć, ale nie o to chodziło w tej
            znajomości. Mój mąż przeszedł w ciagu ostatnich dwóch miesiecy wielką
            przemianę, przypadkiem przewartościowałam mu życie, ale w tym dobrym tego
            słowa znaczeniu. Znowu rozmawiamy i są to o wiele lepsze i głębsze rozmowy niż
            kiedykolwiek dotąd. Poznajemy się na nowo, łamiemy bariery które narosły przez
            ten czas między nami. A tamta znajomość? Trwa... i jest przede wszystkim
            przyjaźnią. Spędziliśmy wspólnie Sylwestra, tak trochę w ramach terapii
            naszych współmałżonków i podziałało.
            Nie czułam się nigdy winna. Nie robiłam nic złego. I miałam rację.
            Warto było...
            A sex??? powiem tylko tyle, że bardzo lubiłam wracać do łóżka po
            nocnych "partyjkach"...
            • Gość: grzesznica Re: Jestem. IP: *.BRZEG.Korbank.PL / *.brzeg.korbank.pl 16.01.04, 08:37
              Po przeczytaniu Twojego listu poczułam żal, że nie potrafiłam bronić swoich racji. Podporządkowałam się mężowi, rezygnując z własnych potrzeb, a to w naszym związku zawsze najbardziej mi doskwierało. To owe podporządkowanie się i uległość. Bywa, że mam ochotę wrócić do internetowych rozmów, czasem nawet pozwolę się lekko zaczepić, zawsze w tajemnicy przed mężem i z poczuciem winy. Z rozmów rezygnuję jeszcze zanim staną się gorętsze. Serdecznie pozdrawiam, gratuluję odwagi.
              • s34 Re: Jestem. 16.01.04, 10:55
                Warto było zawalczyć! I to nawet nie o swoje, ale o siebie. Nie żałuję niczego
                z tego okresu. Może tylko czasami żal mi męża, który naprawdę mocno to
                przeżył, ale jak sam twierdzi, bilans jest dodatni... :-)
            • Gość: ewa Re: Jestem - do s34 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 00:34
              s34 napisała:

              > Nie czułam się nigdy winna. Nie robiłam nic złego. I miałam rację.
              > Warto było...
              > A sex??? powiem tylko tyle, że bardzo lubiłam wracać do łóżka po
              > nocnych "partyjkach"...

              A gdyby to twój mąż wracał nagrzany do łóżka po nocnych partyjkach z jakąś
              panią i inicjował z tobą seks, też uważałabyś że to nic złego?
              Tylko szczerze, bez tłumaczenia siebie.

              > Kilka miesięcy temu mój mąż wszedł w nocy do pokoju
              > komputerowego. Zastał mnie zmieszaną. Szybko wyłączyłam gg. Opowiedziałam mu
              > juz wcześniej, że rozmawiam z kims od czasu do czasu, że ten ktoś jest
              > sympatyczny i dobrze się rozumiemy. Opowiedziałam mu to, aby wytłumaszyc
              > swój ogień, gdy po takich rozmowach wsuwałam się do naszego łóżka i
              > inicjowałam seks.

              Skoro uważasz, że byłaś w porządku czemu szybko wyłączasz gg i jesteś
              zmieszana? Czegoś tu nie rozumiem.
              • s34 Re: Jestem - do s34 17.01.04, 09:09
                Gość portalu: ewa napisał(a):

                > A gdyby to twój mąż wracał nagrzany do łóżka po nocnych partyjkach z jakąś
                > panią i inicjował z tobą seks, też uważałabyś że to nic złego?
                > Tylko szczerze, bez tłumaczenia siebie.

                Często było tak, że kiedy wracałam, to On czekał "nagrzany" jak to subtelnie
                ujęłaś... I myślę, że gdyby tak było jak piszesz, przed tym
                całym "zawirowaniem" jakie się nam przytrafiło, to moja reakcja byłaby taka
                sama jak Jego, a może nawet jeszcze gorsza... Tyle tylko, że wiele sobie
                wyjaśniliśmy, długo rozmawialiśmy i to w bardzo różnych formach, bo były sms-
                sy, maile, telefony i długie nocne rozmowy. I wiele oboje zrozumięliśmy, i
                poznaliśmy swoje potrzeby, i uwierz mi, że mimo wielkiego bólu jaki zadaliśmy
                sobie oboje WARTO było!!! Jest teraz o niebo lepiej!!!
                > > Kilka miesięcy temu mój mąż wszedł w nocy do pokoju
                > > komputerowego. Zastał mnie zmieszaną. Szybko wyłączyłam gg. Opowiedziałam
                > mu
                > > juz wcześniej, że rozmawiam z kims od czasu do czasu, że ten ktoś jest
                > > sympatyczny i dobrze się rozumiemy. Opowiedziałam mu to, aby wytłumaszyc
                > > swój ogień, gdy po takich rozmowach wsuwałam się do naszego łóżka i
                > > inicjowałam seks.
                >
                > Skoro uważasz, że byłaś w porządku czemu szybko wyłączasz gg i jesteś
                > zmieszana? Czegoś tu nie rozumiem.


                A tu cytujesz juz nie moje słowa, a Grzesznicy... Ja nie muszę pokryjomu
                rozmawiać na gg i nie peszę się kiedy mąż zagląda mi przez ramię...
                • Gość: grzesznica Re: Jestem - do s34 IP: *.BRZEG.Korbank.PL / *.brzeg.korbank.pl 17.01.04, 21:20
                  Pisałam, że bardzo sie wstydzę teraz swojego zmieszania, nie mam jeszcze pewności co do moralnej strony swojego postępowania i mam problemy z niezaleznością i tzw. wolnomyślnością :), mój mąż w tym temacie sprawy mi nie ułatwia.
              • Gość: xxl Re: Jestem - do s34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.04, 02:58
                jeśli chodzi o mnie, to ja byłem grzeczny...
                • Gość: L/M do xxl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 14:29
                  czy tak do końca grzeczny? a może jednak troszkę grzeszny? ;-)
        • marco2002 aristos czyli najlepszy 15.01.04, 13:02
          Hm
          Chciałbym powiedzieć o pewnym złudzeniu dotyczącym wiedzy w sensie akademickim.
          Od starożytnej Grecji aż do początków XX w. uważano za Arystotelesem że
          poznanie, wiedza jest przyczyną rozwoju człowieka i jego nazwijmy
          to "szlachetności"
          Wiek XX i burzliwy rozwój psychologii z jednej strony a niewiarygodne
          okrócieństwa popełniane przez zwyczajnych ludzi nawet z doktoratami filozofii
          z drugiej strony obaliły ten pogląd.
          Mój drogi jwm1 możesz mi uwierzyć lub nie ale rozwój człowieka nie jest
          równoznaczny z ilością zapamiętanej przez niego wiedzy.
          Tak więc jeżeli spodkałeś człowieka na swojej drodze który nazywa siebie
          dobrym, kochającym, oddanym a nie potrafi nazwać tych złych swoich stron które
          ma to wniosek jest jeden.
          On nie chce się zmienić.
          Jest mu dobrze jak jest.
          Jeżeli chodzi o Twój problem...
          Skoro więc separacja już de facto istnieje to rozdziel wszystkie sfery związku:
          uczuciową
          fizyczną
          materialną
          i zabierz się za siebie.
          Pozdrawiam ciepło
          M
          • marusia_ogoniok [...] 15.01.04, 13:26
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: grzesznica Re: sialalala...lala.. lala... aha..aha... IP: *.BRZEG.Korbank.PL / *.brzeg.korbank.pl 16.01.04, 08:26
              Ja tam z wielkimi dyskutować nie będę, oczywiście nie Ciebie mam na mysli tylko Freuda, Durkheima i innych. Faktem jest,że kultura narzuca nam pewne jarzmo, które krępuje skutecznie naszą naturę.Mała, do książek!!!
          • juliusz77 Re: aristos czyli najlepszy 15.01.04, 14:28
            Korzystam z internetu od bardzo dawna ale na forum weszłam wczoraj dopiero po
            raz pierwszy. Poczytałam trochę różnych tematów. Jedne lepsze inne gorsze.
            Czasem śmiech mnie ogarnia a czasem włos się jeży na głowie nad ludzką głupotą.
            Czytałam trochę Twoich wypowiedzi na różne tematy. Może pogadamy gdzieś poza?
            Pozdrawiam.
    • jan_stereo Pomalutku,zbyt pomalu..... 15.01.04, 13:07
      Widzisz Twoj problem jest wlasnie taki ze, jak sam piszesz, abstrakcja jest u
      Ciebie sex-czat,masturbacja przez telefon,itp.

      Nie wystarczy zony jeno kochac bracie !

      ps. jesli masz ochote poszukac sobie kochanki( pkt.3 ),poszukaj wpierw we
      wlasnym domu,jak tam nie znajdziesz, szukaj gdzie indziej.

      Powodzenia w seksie i milosci !
    • Gość: Cyrk Ogólnie, o co tu chodzi? IP: *.magma-net.pl 15.01.04, 15:05
      To chyba rzeczywiście jakaś wielka mistyfikacja.
      Obie strony dziwne. Problem nie taki, na jaki pozuje.

      Ale jeśli to realne osoby, to...
      Obie strony podbijają swój bębenek (dialogu tu nie widzę).
      Nawet swoje wady przedstawiają z dumą, jakby to był punkt honoru.
      Super sportowcy "w łóżku". Niech no któryś z forumowiczów podskoczy...
      O ile w przypadku Jwm to tak bardzo nie razi, to doskonała,
      panująca nad wszystkim, super uformowana Alma, jest dla mnie jakąś
      nienaturalną postacią (jakby układała pasjans będąc pewną wygranej).
      Im już chyba naprawdę nie zależy, to licytacja i cyrk.

      Złośliwie ale szczerze.
      • jwm1 Re: C2H5OH 15.01.04, 20:02
        Niektorych listowiczów, występujących tutaj w charakterze terapeutów
        alkoholowych informuję, że mój ortodoksyjny stosunek do problemu wierności w
        relacjach kobieta - mężczyzna ukształtował sie na etapie gdy byłem uczniem
        szkoły podstawowej, a poźniej liceum zaś mój kontakt z alkoholem był wizualny -
        przez witrynę sklepową. Wówczas "takiej zdrady" nie tolerowałbym nawet przez
        ułamek sekundy, dzis (z latami człowiek staje się mniej kategoryczny) - jak
        widzicie dyskutuję o tym - w sposób zrównoważony, choć z dużą goryczą, na forum
        psychologia i nawet do głowy mi nie przychodzi rozwieść się z żoną.
        W ten to prosty sposób odpada argument, jakoby odbiło mi na skutek marskości
        mózgu czy innej wątroby i czepiam sie bezpodstawnie żony. Wracajcie wiec
        Panowie terapeuci alkoholowi tam, gdzie jest Wasze miejsce - na
        forum "uzależnienia".
        P.S. Wybaczcie, że Alma nie pisze, bardzo zachorowało nam dziecko. Może nawet
        znaleźć sie w szpitalu. Więc dziewczyna nie ma w tej chwili głowy do forum.
        Wiele spodziewam sie po naszej przyszłotygodniowej rozmowie. Za ciekawe
        wypowiedzi dziękuję, odpowiem, gdy sytuacja z dzieckiem będzie bardziej
        wyjaśniona.
        • Gość: lidka Re: C2H5OH IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.04, 21:30
          Rozumiem,że w związku z choroba córki odwołałeś swoje wyjazdy i jesteś razem z
          żoną przy chorym dziecku?
    • juliusz77 Re: aristos czyli najlepszy 15.01.04, 15:06
      Stary, poszukaj sobie kogoś o podobnym poziomie intelektualnym do twojego i z
      nim podyskutuj.
      • jwm1 Re: do "Grzesznicy" i do "S34" 17.01.04, 00:14
        Przeczytałem treść waszych postów. Uderza mnie podobieństwo z jakim
        podchodzicie do problemu wirytualnej zdrady z podobieństwem podejścia do tego
        problemu przez moją żonę. Otóż ona uważa, że sprawy właściwie nie ma! Nic się
        nie stało! Nawet jej bałamutna i niedorzeczna interpretacja pojęcia zdrady
        zmierza własnie do udowodnienia tej tezy.
        Dla mnie problem jest i to poważny. Ona wprowadziła do mojej psychiki tamtego
        (wspaniałego w jej wyobrażeniu faceta), który istnieje teraz między nami i
        skutecznie wychładza mój stosunek do niej. Wyjątkowo skutecznie.
        Inną kwestią jest sprawa zaufania jakim ją darzyłem. Nigdy nie kontrolowałem
        jej klikania w komputerze, nie podglądałem (ba, nawet dyskretnie wychodziłem z
        pokoju), nigdy nie przeglądałem zawartości jej komórki. I teraz okazuje się, że
        to był błąd. Własnie należało to robić.
        O jakim zaufaniu teraz mogę z nią mówić? Co, przyrzeknie mi, że już nigdy
        wiecej.... bez jaj!
        Tym razem obyło się bez realu, tylko dlatego, że "pochód przestępstwa" (jak
        mawiają prawnicy) został w porę zatrzymany. Ale następnym razem? Kobiety i
        mleka nie upilnujesz, jak już ktoś to tutaj napisał. Jak wyobrażacie sobie
        małżeństwo, bez wzajemnego zaufania?
        • Gość: lidka Tatuś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 02:08
          Rozumiem,że tylko na chwilkę oderwałeś się od łóżka chorej córeczki aby
          podzielic się przemyśleniami na temat zdrady za pomocą słuchawki telefonicznej?
          • jwm1 Re: Tatuś 17.01.04, 09:50
            Do "Lidki" - Myslę, że trochę przesadzasz z tym sarkazmem skierowanym do mnie.
            Dlaczego nie zapytasz czy Alma w przerwach między troskliwym pochylaniem sie
            nad łóżeczkiem chorej córeczki nie wpada na sexczacik???
            • Gość: lidka Re: Tatuś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 12:19
              Odpowiadanie pytaniem na pytanie też o czymś świadczy.Almy nie pytam,bo ktoś
              pochylać się musi i jeśli to nie ty,bo gdzieś jak mniemam sobie wybyłeś,to musi
              być matka.Proste?
              • Gość: marco2002 Zdradzająca Lidka IP: *.waw.pl 17.01.04, 17:08
                Piszę do tej osoby używającej nicka Lidka
                Moja droga Twoje negatywne nastawienie do cierpiącego jwm1 i pozytywne do
                zdrady nawet wirtualnej jest bardzo znaczące.
                Czyżby w Twoim życiu miała miejsce zdrada?
                Jeżeli tak to załóż swój post.
                A jeżeli nie to zmień proszę forum.
                Twoja zdrada to zdrada zasad tego forum, a mianowicie współczucia dla
                cerpiących ludzi i chęci niesienia im pomocy.
                Z szacunkiem
                M
                • hepik1 Re: Zdradzająca Lidka 17.01.04, 20:38
                  Cierpiący jwm-he,he,he.To dziecko cierpiało chore,sam bohater wspomina o tym,że
                  może szpital grozi a na proste pytanie czy czuwał przy córeczce odpowiedzieć nie
                  potrafi.Woli dalej rozmyślac o słuchawce,piłeczkę odbijac, pytając czy żona w
                  czasie gdy opiekuje się dzieckiem dalej czatuje.A sam w zaciszu i odosobnieniu
                  rozmyśla nad strategią rozmowy z swą poddaną.jak podejść by na jego wyszło.
                  A forum psychologia dla cierpiących?Chyba psychologów cierpiących na brak
                  zajęcia i tu realizujących swe powołanie.
        • s34 Re: do "Grzesznicy" i do "S34" 17.01.04, 09:26
          jwm1 napisał:

          > Przeczytałem treść waszych postów. Uderza mnie podobieństwo z jakim
          > podchodzicie do problemu wirytualnej zdrady z podobieństwem podejścia do
          tego
          > problemu przez moją żonę. Otóż ona uważa, że sprawy właściwie nie ma! Nic
          się
          > nie stało! Nawet jej bałamutna i niedorzeczna interpretacja pojęcia zdrady
          > zmierza własnie do udowodnienia tej tezy.

          Mój Drogi, istnieje jednak pewna różnica...Nie zdradziłam ani wirtualnie ani w
          realu, nie musiałam, chociaż kto wie jak by sie to skończyło gdyby nie nagła
          reakcja mojego męża, tu przyznaję Ci rację. Okazało się jednak, że mimo
          wszystkich moich wątpliwości jakie miałam w stosunku do Męża, mimo jego
          obojętności i tego, że naprawdę czułam sie niekochana, mało ważna i zdradzana
          (czy z Firmą nie można zdradzić?)... Okazało się, ze tak NIE JEST!!! Widocznie
          był potrzebny w naszym związku ten drugi w charakterze bodźca wyzwalającego
          cały szereg reakcji prowadzących jednak do DOBREGO finału...

          > Dla mnie problem jest i to poważny. Ona wprowadziła do mojej psychiki
          tamtego
          > (wspaniałego w jej wyobrażeniu faceta), który istnieje teraz między nami i
          > skutecznie wychładza mój stosunek do niej. Wyjątkowo skutecznie.

          Rozumiem Cię jak mało kto... No, może mój mąż zrozumiałby Cię lepiej... Od
          przeszło miesiąca "reanimuję" męża i myśle, że skutecznie. Obojgu nam wydaje
          się, że w końcu dojrzeliśmy, że bardziej jesteśmy ze sobą, że oboje jesteśmy
          dla siebie najważniejsi... A czuł podobnie jak Ty: postawiłam obok niego
          jakiegoś wspaniałego faceta i oczekuję, że dalej będzie normalnie... A ja nie
          postawiłam obok, dla mnie zawsze Mąż był najważniejszy i jeśli miałam
          wątpliwości, to tylko (aż!!!), czy dla niego ja jestem najważniejsza. I
          okazało się, że jestem!!!
          > Inną kwestią jest sprawa zaufania jakim ją darzyłem. Nigdy nie kontrolowałem
          > jej klikania w komputerze, nie podglądałem (ba, nawet dyskretnie wychodziłem
          z
          > pokoju), nigdy nie przeglądałem zawartości jej komórki. I teraz okazuje się,
          że
          >
          > to był błąd. Własnie należało to robić.
          > O jakim zaufaniu teraz mogę z nią mówić? Co, przyrzeknie mi, że już nigdy
          > wiecej.... bez jaj!
          > Tym razem obyło się bez realu, tylko dlatego, że "pochód przestępstwa" (jak
          > mawiają prawnicy) został w porę zatrzymany. Ale następnym razem? Kobiety i
          > mleka nie upilnujesz, jak już ktoś to tutaj napisał. Jak wyobrażacie sobie
          > małżeństwo, bez wzajemnego zaufania?

          Czy ktoś mówił o braku zaufania w naszym małżeństwie??? Moje po tym wszystkim
          wzrosło, już nie drży mi serce kiedy Mąż spotyka się na kolacji ze swoją byłą
          dziewczyną... A kiedyś drżało i to bardzo... Jego zaufanie do mnie jeszcze
          krwawi, ale już niedużo, bo naprawdę nic złego nie zrobiłam, a tego co
          zrobiłam nie robiłam z premedytacją, tak wyszło (uśmiechasz się?)... Ale
          pozwoliło mi to zawalczyć o siebie i w rezultacie o nas i nasze małżeństwo.
          • Gość: xxl Re: do "Grzesznicy" i do "S34" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.04, 03:06
            a przecież zwykły ze mnie facet...
            • Gość: L/M do xxl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 14:30
              a to już Twoja subiektywna ocena...
        • Gość: OIeńka do jwm1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 14:59
          Oczywiście, że to była zdrada - przyzna to każdy, kto ma choć trochę
          wrażliwości. Szkoda strzępić klawiature na takie dywagacje...

          Ale,

          1.jak możesz że pisać, ze to był błąd, że jej nie pilnowałeś??? rozumiem, że
          nie piszesz tego serio i nie wierzysz w gruncie rzeczy w sens związku, który
          jest, hmm..., wzajemnym dozorowaniem.

          2.dlaczego napisałeś kilka dni temu (do mnie) że stwarzanie człowieka jest
          czyms wspaniałym? po to ma się DZIECI, a nie partnera...

          Twój błąd polega moim zdaniem na czymś innym. Ty źle wybrałeś partnerkę.
          Ponieważ, jak piszesz, znajdujesz się w niezbyt przyjaznym otoczeniu (rozumiem,
          że daleko od rodziny i przyjaciół) postawiłeś na zieloną gąskę, wspaniałość
          potencjalną, kogoś, przez kogo raczej nie zostaniesz opuszczony. Nie jest
          bezpiecznym wyborem typu głupsza i mniej atrakcyjna niż Ty (bo to
          bezpieczeństwo ma za wysoka cenę - średniość panny właśnie), ale jako przyszła
          atrakcyjność stająca się nią pod Twoim wpływem (i tym samym zaciągająca coś w
          rodzaju długu) jest wyborem sprytnym - jednocześnie bezpiecznym i wartościowym.

          Nie wiem, czy zrobiłeś to świadomie czy nie. Tak czy inaczej na tym polega Twój
          błąd. Na braku wiary w siebie.

          pozdrawiam :)
          • Gość: marco2002 Do Oleńki IP: *.waw.pl 17.01.04, 17:01
            Bravo!
            Jasno zajęłaś stanowisko i przedstawiłaś swoją ocenę sytuacji.
            Do tego zgadzam się z nią w większości.
            Chyba psychologia jeszcze jest na tym forum.
            Pozdrawiam ciepło
            M
            • Gość: OIeńka ah, djekuju Wam piknie ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 18:31
              i odwzajemniam pozdrowienia :)

              a z czym się nie zgadzasz?
          • jmx Re: do jwm1 17.01.04, 20:50

            No to ja jestem pozbawiona wrażliwości bo tego za zdradę nie uważam.
            Wielokrotnie tu na forum nawet pisały kobiety, którym "przeszkadza"
            (eufemizm), że mąż/chłopak/narzeczony ogląda porno. Co pisłą reszta? "Bo taka
            jest natura facetów". Może zdarzają się i kobiety, które też mają "taką
            naturę" ;-). Ale mam wrażenie, że nie to jest problemem w waszym związku.
            Rzomumiem żal i rozgoryczenie ale dopóki każde z was nie zobaczyt swoich
            niedociągnięć to nie dojdziecxie do porozumienia. Oboje jesteście
            odpowiedzialni za to co stało/dzieje się w waszym związku. "Udowadnianie"
            wzajemnych win nic nie da. Alma to nie dziecko, które musi sie pokajać, tak,
            zawiniła (chociaż nadal nie uważam tego za zdradę ;-)) ale Ty też nie jesteś
            święty. Jwm1, przeczytaj sobie post Muchy bo myślę, że ma wiele racji jeśli
            chodzi o waszą sytuację i Twój stosunek do żony.

            Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia dziecka :-)
            • Gość: OIeńka Re: do jwm1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 20:58
              Nie jmx - porno to co innego. Różnica polega na interakcji z żywym człowiekiem
              lub jej braku.

              Nie mówiąc już o tym, ze dla niego, nie orgazm przez telefon jest problemem,
              tylko czułe słowa, które słyszał inny, a on mógł o nich tylko marzyć.
              • jmx Re: do jwm1 17.01.04, 21:53
                Gość portalu: OIeńka napisał(a):

                > Nie jmx - porno to co innego. Różnica polega na interakcji z żywym
                człowiekiem
                > lub jej braku.

                No własnie, a telefon czy sexczat nie jest żywym człowiekiem w moim pojęciu.
                Już rozmawiałyśmy na ten temat kiedyś ;-).

                Ano właśnie, brak czułości, ciepła i zrozumienia... Ale to, niestety, sa
                uczucia zwrotne - czy Jwm był taki? Nie wiem, ale sposób w jaki pisze o żonie
                raczej o tym nie świadczy. Oczywiście, ona tez mogła coś z tym zrobić a nie
                wybrać najłatwiejsze rozwiązanie. Nie zrobiła tego, zło się stało. No i
                pytanie jest takie - co oni oboje zrobią by to naprawić? Bo na wzajemnych
                oskarżeniach daleko się nie zajedzie.
                • Gość: OIeńka :)))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:23
                  Nie jmx, nie rozmawia sie z telefonem tylko z człowiekiem via telefon :)))))

                  Re problemy a zdrada:
                  Marusia niedawno o tym pisała. Podlinkować? ;)
                  • jmx Re: :)))))) 17.01.04, 22:40

                    "Lepiej zapobiegać niż leczyć" - to każdy wie. Myślę, że Alma też. Fajnie by
                    było gdyby Jwm też się o tym dowiedział ;-).
                    • Gość: OIeńka Re: :)))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 22:42
                      Jwm wie wszystko, co powinien. Alma nie wie, moim zdaniem, nic. Dlatego mój
                      pogląd na ich wspólną przyszłość jest pesymistyczny.
                      • jmx Re: :)))))) 18.01.04, 01:16

                        Moim zdaniem oni oboje nie wiedzą, Jwm mówi, że kocha ale nie potrafi, tak
                        sądzę, tego (przekonywująco?) okazać, Alma nie potrafi powiedzieć o co tak
                        naprawdę jej chodzi... Dlatego mój pogląd co do ich wspólnej przyszłości jest
                        zbieżny z Twoim.
            • p1909 do jmx 17.01.04, 21:22
              czym dla Ciebie jest zdrada? chcę tylko skonfrontować Twoje poglądy z
              poglądami moimi i kilku jeszcze osób :-))
              • jmx Re: do jmx 17.01.04, 22:01

                O matko, to jakiś sprawdzian? ;-)
                Dla mnie zdradą jest zdrada tzw. fizyczna. Myślenie, fantazjowanie, pisanie
                zdradą nie jest chociaż może wskazywać na problemy w związku i do zdrady
                prowadzić.

                A Ty jak myślisz?
                • Gość: p1909 Re: do jmx IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 16:11
                  myślę dokładnie tak samo jak Ty :-) i cieszę się, że w tym myśleniu nie jestem
                  sama
        • Gość: niuniabi Re: do JWM IP: 213.17.133.* 17.01.04, 19:37
          Jasne jest że to zdrada, co zrobiła Alma. Ale jest kilka ale. Po pierwsze dlaczego to zrobila? Jakie miala powody, że uciekała w inny swiat? Powiem Ci jakie mialam ja, gdy robilam tak jak Twoja zona. Po pierwsze, bylam bardzo zaniedbana przez meza, liczyl sie przez dluzszy czas tylko On i jego choroba. A ja zostawalam sama ze swym zyciem, dbaniem o Niego i cholera z nikąd pomocy! I taka szarosc zycia, codzienna walka, praca, dom, a w domu maz, ktory uzala sie nad samym soba. I tak weszlam do netu... Bylo swietnie, wspaniale, ucieklam w inny swiat, w swiat pierwszych niesmialych slowek, szeptow, sms, ukradkowych telefonow. I odzyłam! Niestety po jakims czasie maz odkryl, to co Ty... I bylo bardzo ciezko, czesc argumentow Twoich i mojego meza bardzo sie pokrywa. Ale wiesz, zdarzylo sie cos nieoczekiwanego: ja po krotkim czasie zabawy odkrylam, o co mi w zyciu chodzi. Maz sie zmienil, troszke trwalo zanim uspokoilo sie miedzy nami. Nie wiem, czy ufa mi w 100%, ale nasz zwiazek sie zmienil! On cos zrozumial i ja. Po prostu przecierpielismy kryzys, ale teraz czujemy, ze cos nowego odzylo, cos, czego wczesniej nie dostrzegalismy. To cos, to swiadomosc, ze o milosc trzeba walczyc oraz, ze mimo pewnych roznic, klopotow,to nie mozemy bez siebie juz zyc... Moze to strasznie grafomanskie stwierdzenie, ale tak jest.
          Ty i Alma musicie rozmawiac! To najwazniejsze!
          • jwm1 Re: Do Oleńki. 17.01.04, 21:36
            Jestem pod wrażeniem twojej analizy sytuacji. Tak własnie było!!! Z tym
            dozorowaniem żony, to oczywiście bzdury, chyba to wszyscy rozumieją. Wybór tej
            a nie innej partnerki odbył się dokładnie w oparciu o motywy, które
            przedstawiła Oleńka. Precyzyjne, dokładnie i własnie tak. Ale jaką ja miałem
            inną możliwość stworzenia sobie samemu domu i ciepła z daleka od domu i ciepła.
            Byłem zmuszony je stworzyć!!! Czy niewłasciwie wybrałem partnera? A jak to
            można przewidzieć na początku związku?
            Między nami było co najmniej jedenaście lat idylli! Alama przejawiała cechy
            chrakteru, które mnie nieco niepokoiły, ale nigdy nie kierowała ich przeciwko
            mnie. Ona mnie kochała. Świadomie użyłem czasu przeszłego, bo chyba mam
            pewność, że już tak nie jest.Nawet jej nie winię. Zrozumcie to. Jest mi
            przykro, ale nie winię jej, bo przecież każdy ma prawo "odkochać się" z jakichś
            tam powodów. Problem polega na tym, że ja ją kocham. Z tego też tytułu cierpię.
            Ja cierpię i nie oczekuję od niej ani wdzięczności za moją miłość, ani
            określenia się zdeterminowanego moim uczuciem. Moja miłość jest moją sprawą.
            Na wtorek jesteśmy umówieni na rozmowę.
            I jeszcze do Hepika. Drogi Hepiku, masz rację przygotowuje sobie plan rozmowy.
            Tylko nie w tym celu aby Almie dołożyć lecz by w nowo zaistaniałej sytuacji
            klarownie wyjasnic jak będziemy wspólnie dalej funkcjonować, bo o rozwodzie
            nawet nie myślę. Tym Hepiku różnie sie od Ciebie w interpretacji tej historii.
            I jeszcze erotyka. Ale o tym później....
            • Gość: Oleńka Re: Do Oleńki. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 21:59
              Ale problem z niewłaściwym wyborem nie polega na trafieniu na "felerny"
              egzemplarz ;)
              To strategia była do kitu. I moim zdaniem musiała doprowadzic do takiego końca.
              Córeczki wyrastaja bowiem z tatusiów.

              Popatrz, Alma nawet nie chce przyznać, że to zdrada. Czy tak kombinują dorośli?
              Sposób, w jaki Alma usprawiedliwia ten nibyromans, źle temu wszystkiemu wróży.
              Rozumiem, że ją kochasz, ale moim zdaniem musisz odpowiedzieć sobie na pytanie,
              czy jestes w stanie dalej żyć z ryzykiem, że będzie bis. Moze i jesteś. To by
              była naprawdę Wielka Miłość.

              Napisałeś tu o rzeczach, które nie leżą na ulicy - ostatecznie takie zaufanie i
              taka chęć wybaczenia nie są normą. Po prostu wydaje mi się, że zasługujesz na o
              wiele więcej niż dostajesz. Tyle.

              pozdrawiam
    • Gość: ryb Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 17.01.04, 23:33
      No to ja dorzuce troche od siebie, nie czytalem wszystkich postow bo troche
      duzo ale...Przeczytalem ze zarzucasz sobie ze nie czytales zony smsow i maili
      itd. i myslisz ze to bylo bledem. To nie bylo bledem, nasz swoja godnosc i nie
      powieraj nia. Nie czytaj. Trzymaj glowe wysoko, nie ponizaj sie. Co jej wiecej
      chcesz udowodnic? Problem jest taki, ze Twoja zona ma niskie poczucie wartosci
      i swojej godnosci. Widze ze w Twoim przypadku jest odwrotnie. Milosc czy
      kochanie jest super ale nie na sile. Opcja 3-cia ale tylko 5 pierwszych
      wyrazow.
      • Gość: lidka Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 07:50
        15 stycznia jwm napisał:
        P.S. Wybaczcie, że Alma nie pisze, bardzo zachorowało nam dziecko. Może nawet
        znaleźć sie w szpitalu. Więc dziewczyna nie ma w tej chwili głowy do forum.
        Wiele spodziewam sie po naszej przyszłotygodniowej rozmowie. Za ciekawe
        wypowiedzi dziękuję, odpowiem, gdy sytuacja z dzieckiem będzie bardziej
        wyjaśniona.

        O tego czasu Alma nie napisała słowa.Pisał za to jwm.Ja zadałam pytanie,czy w
        chwili gdy ich dziecko jest chore był(jest) przy nim.Odpowiedzi nie ma a jest
        slizganie się po innych tematach.Jest o zdradzie,o milości,o przygotowywaniu się
        do rozmowy z żoną-tyle,że wszystko wskazuje,że w samotności by czasami płacz
        dziecka nie przeszkadzał w użalaniu sie nad sobą.I jednocześnie jeszcze pojawia
        się kolejna złośliwość w stosunku do "kochanej" żony-w formie pytania -Czy ona
        czasem w przerwach nad pochylaniem się nad łóżeczkiem córy nie wpada na
        sexczaty.Dla mnie to daje pełny obraz Jwm jako człowieka do
        końca"doskonałego"Może i ktoś tam daje się nabierać na piękne słówka o miłości
        naszego bohatera.Wydaje się ,że i jego żona długo to robiła.A teraz jakby jej to
        przechodzi.I stąd strach jwm a nie walka o związek czy o czystą miłość.
        I nic do rzeczy nie ma,czy ja Lidka sama zdradzam czy jestem zdradzana,czy
        dzieje się to za pomocą masturbacji słuchawką telefoniczną czy realnym
        członkiem.pzdr
        PS..."kiedy sytuacja z dzieckiem będzie wyjaśniona"-a nie np."kiedy nasze
        dziecko będzie zdrowe"-ja tam delikatną różnicę widzę i dla mnie to jest
        instrumentalne traktowanie najbliższych a nie miłość
        • jwm1 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 18.01.04, 11:45
          Do Oleńki - tak Oleńko masz rację. Alama nie traktuje tego, jako zdradę. Co
          wiecej - (zwróć uwagę na pierwszy jej post lub jeden z pierwszych) Ona nie
          dostrzega problemu w tym co zrobiła, ona dostrzega problem w tym, że sprawa
          wyszła na jaw!!!!!!!!!!! To jest jedyne jej zmartwienie, co mi po wprost
          zakomunikowała. Wg niej "sprawa miała umrzeć śmiercią naturalną i oniczym
          miałem nie wiedzieć". Umierała..., (a może nadal "umiera") od początku 2003 do
          stycznia 2004.(po drodze były próby zorganizowania realu - nigdy już nie dowiem
          się czy zrealizowane) Ostatnia (o której wiem, wymiana smsów ustalająca termin
          kolejnego czatu była 4 stycznia).
          Ale nie rozdrabniam się. Twoje Ludziu wnioski są wyjątkowo trafne, jestem pełen
          uznania. Są jednocześnie wnioskami, które kiepsko rokują na przyszłość.


          Do Lidzi zatroskanej o los dziecka. Dziecko bierze serię zastrzyków zamiast
          leków doustnych, które po prostu natychmiast zwracało. Nad łóżkiem dziecka nie
          czuwałem, bo mam tak ułożone życie zawodowe, że w pewnych terminach jestem
          daleko poza domem. Właśnie teraz. Zresztą, w jaki sposób miałoby moje czuwanie
          nad łóżkiem córki wpłynąć na nasze problemy z żoną, doprawdy nie rozumiem.
          Nikomu (a już szczególnie Alnie) nie muszę wykazywać, że kocham dziecko. Ale
          pewno mi to wyjaśnisz Lidziu.
          Alma nie pisze, bo od dwóch dni przez kilkanaście godzin na dobę nadzoruje
          zmagania wybitnych fachowców w pewnej dziedzinie o to, kto z fachowców jest
          najwybitniejszym fachowcem. A wieczorami sprawdza ich prace. Przy dziecku jest
          jej mama.
        • Gość: Marco2002 Do Lidki IP: *.waw.pl 18.01.04, 12:33
          Moja droga.
          Chciałbym pochwalić Twoją spostrzegawczość. Rzeczywiście te słowa które są dla
          Ciebie tak ważne padły.
          Czy jednak nie widzisz że nasz jwm czuje się winny rozpadu swojego związku i
          jest zrozpaczony że on nastąpił?
          Jaki więc sens ma wbijanie go w dalsze poczucie winy ?
          Bo Ty to robisz usiłując na forum podkreślić negatywnie jego ojcostwo.
          Dla tak uważnego obserwatora jak Ty chyba jest jasne że nie chodzi tu o
          poczucie winy naszego jwm.
          tylko o co?
          Zapytaj się siebie po co to robisz.
          Zapewniam Cię że fakt istnienia zdrady w Twoim życiu ma duże znaczenie.
          Pozdrawiam ciepło
          M
          • Gość: Lidka Do marco albo w zasadzie do jwm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 13:02
            Jeśli ktoś jest alkoholikiem to nie powinien skupiać się nad naprawą
            swiata,swojej rodziny czy nawet swojej żony.Powinien podjąć próbe leczenia.Czyli
            naprawić siebie.A potem zabrac się dopiero za to co sam spieprzył przez lata
            poprzednie .I tyle.
            • jwm1 Re: Do Lidki. 18.01.04, 23:13
              Gość portalu: Lidka napisał(a):

              > Jeśli ktoś jest alkoholikiem to nie powinien skupiać się nad naprawą
              > swiata,swojej rodziny czy nawet swojej żony.Powinien podjąć próbe
              leczenia.Czyl
              > i
              > naprawić siebie.A potem zabrac się dopiero za to co sam spieprzył przez lata
              > poprzednie .I tyle.


              Lidziu! Ja już te teksty słyszałem setki razy z ust mądrych teoretyków.
              Sprowadzaja się one do konstatacji, że jeśli ktos jest alkoholikiem, to nie ma
              prawa do NICZEGO. Może sobie co najwyżej umrzeć!
              Poza tym bądź uprzejma uważnie czytać teksty. Ja nie zarzucam Almie, że w
              przerwach miedzy opieką nad dzieckiem wpada na sexczacik, ja to retoryczne
              pytanie zadałem Tobie.
              Nadal nie wyjaśniłas mi w czym moja bezposrednia opieka nad dzieckiem
              zmieniłaby nasze problemy z Almą???
              O rzetelność mojej roli jako ojca nie musisz sie kłopotać. Gdy przed laty moja
              pierwsza żona wyjechała za Ocean i zachłyśnieta wspaniałosciami Zachodu
              zostawiła mnie na zawsze samego z dwojgiem nieletnich dzieci, to przez lata
              wychowywałem je bez niczyjej pomocy, piorąc, prasując, gotując, poprawiając
              szkolne zeszyciki, chodząc na wywiadówki, pracując zawodowo, a po nocach
              uzupełniając wykształcenie. Wcale nie zamierzałem o tym pisać, bo to nie ma sie
              nijak do tematu, o którym dyskutujemy, ale prowokujesz Lidziu, po prostu
              prowokujesz!
              • Gość: lidka Re: do jwm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 08:38
                To że słyszałeś setki razy te teksty i nic z tego dla Ciebie nie wynika,nie
                świadczy o terapeutach ale znowu daje kolejna porcję wiedzy o Tobie,drogi
                Jwm.Bo tak ,jak nie wystarczy mówić tylko a trzeba jezcze mówić do rzeczy,tak
                samo trzeba nie tylko słuchać ale słuchać i próbować coś zrozumieć.
                I nie wiem gdzie usłyszałeś,że alkoholik ma tylko prawo umrzeć-ja myślę ,ze ma
                prawo do leczenia ,do godnego życia ale ma przede wszystkim obowiązek dać żyć
                innym,nie obarczając winą za swój nałog swoich najbliższych i nie poddając ich
                permamentnej manipulacji.
                Swiat w dobie internetu to globalna wioska jwm,korzystając z
                wyszukiwarki,skojarzeń,znajomości forum GW i własnej intuicji można znaleźć
                wiele informacji.
                Ale Twoje poczucie własnej wartości każe nam wierzyć ,że i Twój pierwszy zwiazek
                rozpadł się z winy tylko i wyłącznie Twojej partnerki,która odeszła bo się
                zachłysneła Zachodem.I z powodu zachłyśnięcia zostawiła własne
                dzieci,tak?Wyrodna matka ,wyjątkowo.A ty całe życie dla dzieci ,tak?Ciekawam
                jest opinii Twoich dorosłych,domyślam się,dzieci,co one myślą o Twojej
                wspaniałości-czy doceniają Twoje poswięcenie.Bo jeśli one faktycznie pełne
                wdzięczności-to faktycznie nie ma co wspominac.Ale jeśli jest inaczej-że ,może
                miały piekło z ojcem alkoholikiem,to może było by warto wspomnieć?Abyś nie był
                taki bez skazy a więc bardziej jakby ludzki?
                • Gość: Oleńka lidka, do cholery... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.04, 21:49
                  Teraz przesadziłaś. Jwm nie kreuje się tu na pozbawionego skaz. Raczej robi to
                  jego żona, jeśli już. Masz zero podstaw do oceniania go, jako złego ojca. Fuj,
                  fuj...

                  Kiedy Cię czytam, mam wrażenie, że dokonujesz projekcji jakiegoś swojego
                  fatalnego doświadczenia z mężczyzną, ale mogę się oczywiście mylić.

                  Tak czy inaczej Twoja stronniczość w ocenie Jwm przekracza granicę
                  przyzwoitości.
                  • Gość: marco2002 Znowuż się zgadzam niedobrze ... IP: *.waw.pl 19.01.04, 22:19
                    jeszcze chwila a tylko będę miał jeden text do napisania
                    :)
                • Gość: dobra rada Re: do jwm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 18:38
                  Lecz sie kobito ze swoich smutnych przezyc u psychiatry, bo jak widac wyraznie
                  twoj sta tego wymaga.
    • jmx do Komandosa57 19.01.04, 02:14

      Też Ci chciałam podziękować. Za to, że nie posądziłeś mnie o bycie żoną Jwm.
      Naprawdę mi ulżyło ;-))))
    • yagootek dlaczego? 19.01.04, 21:35
      zona szuka - w idiotyczny sposob - czegos... czego? tu ty jush powiniens sie
      dowiedziec... i to najlepiej od niej. ona szuka seksu w sieci, ty szukasz rady
      w sieci... rozumiem pokolenie netu... ale moze pogadajcie ze soba... proponuje
      tesh seks... ale nie wiem czy to nie odbierzesz jako zbyt napastliwe. siec daje
      kobietom zludzenia ... wysnionego kochanka, ktory w realu... zreszta sam
      wiesz;) zone kreca slowa... uderz sie w piers i powiedz kiedy nakreciles ja
      slowami... swinskie telefony... posap troche przez telefon..:)i nie sluchaj rad
      z sieci:))))))))))))))
      • Gość: marco2002 No niemogę ci ludzie to są chyba ślepi IP: *.waw.pl 19.01.04, 22:16
        • jwm1 Re: Do Lidki i nie tylko. 20.01.04, 01:10
          Do Lidki. Mam wrażenie graniczące z pewnoscią, że chyba masz jakieś osobiste
          złe doświadczenia. Gdybym był zdegenerowanym alkoholikiem, co sugerujesz, nie
          wychował bym sam dzieci z pierwszego małżeństwa ani nie osiągnął w zyciu tego,
          co osiągnąłem. A osiągnąłem, zdziwiłabyś sie jak wiele!
          Nigdy nie sugerowałem nawet, że moja pierwsza żona opuszczając mnie (i nie
          miało to żadnego związku z alkoholem!!!) była wyrodną matką czy żoną. To Ty to
          napisałas! Nigdy pierwszej żonie nie uczyniłem z tego tytułu nawet jednej
          uwagi! Zresztą po w jakiś sposób zrehabilitowała sie, zabierając dzieci po
          latach dzieci do USA, gdzie dzisiaj żyją w warunkach o jakich ja mogę tylko
          snić. A stosunki z nią mam najzupełniej poprawne.
          Ale cieszę się, że robisz postępy. Doszłaś do przekonania, że mam prawo do
          godnego życia, czy także z wieńcem rogów na głowie??? Nie wiem czy zwróciłaś
          uwagę na drobny szczegół, że po odkryciu niewierności żony nie zachowałem się
          impulsywnie, tylko dyskutuje o tym na forum. Warto by wyciągnąc jakiś z tego
          jakiś pozytywny wniosek na moją rzecz, przed czym sie tak bronisz.
          W niektórych postach pojawiło się spostrzeżenie, że przywiązuję przesadną wagę
          do kwestii wykształcenia Almy. No, nie uważam tego za grzech. Aby to zrozumieć,
          trzeba znać okolicznosci. Zarówno Alama, jak i ja pojawilismy sie jako "obcy" w
          środowisku. Tradycyjnym srodowisku, w którym jeszcze pachnie strukturą klanową
          i "obcy" nie jest do końca akceptowany. Sytuacja Almy była znacznie gorsza od
          mojej, przybyła z obcego kraju i nawet nie mówila po polsku. Dlatego własnie
          jestem tak dumny, że potrafiła osiągnąć to, co nie udaje sie nawet wielu
          Polakom.
          W dużym stopniu uważam to także za mój sukces, bo gdy nie potrafiłem już pomóc
          jej merytorycznie, to dopingowałem ze wszystkich sił.

          Za kilkanascie godzin spotkamy sie z Almą. Na tej własnie zaplanowanej
          rozmowie. Dużo o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że prochu chyba nie
          wymyślimy. W każdym człowieku jest trochę Boga i trochę Szatana. Ta mieszanina
          jest wynikiem tego, że z jednej strony człowiek jest efektem w ewolucji
          gentycznej, z drugiej zaś strony rezultatem ewolucji kulturowej. Ta pierwasza
          skłania nas do poligamii, ciągłego poszukiwania innych partnerów, tak druga do
          monogamii i pozostawania w pewnych wykształconych kulturowo formach. Alama,
          która przez wiele lat była "grzeczną dziewczynką" w pewnym momencie poczuła, że
          jest także, a może przede wszystkim samicą rodzaju ludzkiego. Sorry, fatalnie
          to zabrzmiało. Ja też odkrywam w sobie przecież samca, oglądając się za
          atrakcyjnymi obcymi kobietami.
          Co do kwestii czy jestem dobrym kochankiem, nie mam sobie nic do zarzucenia.
          Tylko, że to nie wystarcza. Obawiam się, że oto mamy sytuację, gdy obcy
          kochanek (choćby gorszy) jest lepszy, bo jest OBCY. Przecież to takie
          proste!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Nie zamierzam się rozwieźć z Almą. I dlatego tę "bitwę" przegram. Przecież
          wiecie, że muszę przegrać. Zapewne dojdziemy do jakiejś ugody, której
          realizacji z jej strony nie będę w żaden sposób mógł weryfikować. A stosownie
          do znanej w psychologii zasady "torowania" Alama, przy następnym razie posunie
          sie jeszcze dalej, a później jeszcze dalej. Co najwyżej staranniej bedzie
          ukrywać to co robi.
          Coraz bardziej dochodzę do przekonania, że to co sie dzieje jest procesem
          naturalnym i szkoda energii na walke z wiatrakami.
          Zająć się sobą, dzieckiem, pracą...
          Alama już mnie nie kocha, a do miłości zakończonych nie ma powrotu. Owszem,
          jest powrót do miłości niezrealizowanych, ale to inna sprawa.
          Czy zwróciliście uwagę, że Alama już się nie pojawia? A wiem, że ma teraz czas.
          Ją po prostu to już nie interesuje.
          Nie bedę ukrywał, że ten wątek i Wasze liczne wypowiedzi bardzo mi pomogły i
          naprawdę były mi potrzebne. Dziękuję. Po prostu nie byłem sam z tym problemem.


          • jmx do Jwm 20.01.04, 02:00

            Po pierwsze - bliskość między ludźmi nie polega tylko na seksie. A mam
            wrażenie, że bliskości wam brakuje, techniki seksualne nie załatwią
            wszystkiego. I po drugie - myślę (to subiektywne wrażenie), że Alma Cię jednak
            kocha, gdyby nie kochała to w ogóle by odeszła. Chce z Tobą być ale...
            • Gość: lidka Re: do Jwm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 02:30
              Czyli jednak nie wieniec rogów ale jednak ciągle aureola.Jesteś nie tylko święty
              ale nawet boski.Ale atrybut swiętości na rogach trzymac się będzie jeszcze
              lepiej,trudno mu sie bedzie zsunąć.
              Tego co myślą o Tobie była i dorosłe dzieci już nie zweryfikujemy.Ja na twoim
              miejscu wziąłby m zamiast Almy Olenkę z tego forum i miałbyś pełne uwielbienie i
              opiekę medyczną zapewnioną przez następne kilka lat aż by i ona nie przejrzała
              na oczy.
              Techniki manipulacyjne masz perfekcyjne.Łatwo manipulować opinią na forum,gdy
              tylko ty znasz fakty mniej przychylne dla siebie a Alma ciągle wstydzi,boji(?)
              napisać wszystko o Tobie.Ja też nie będę niczego cytowała,bo w zasadzie to nic
              nie da.Ty poprostu sam w swoje manipulacje wierzysz.
              I jeszcze zastanawiam się na czym może polegać doskonałość w seksie,człowieka od
              kilkudziestu lat nadużywającego alkoholu?Ty zdajsie nawet to wmówiłeś żonie,że
              jesteś doskonały i w tej dziedzinie.Bo problemy w życiu seksualnym czynnych
              alkoholików są opisane w literaturze.Ale twojej boskości takie przyziemne
              dolegliwości nie dotyczą,prawda.
              • Gość: Oleńka jesteś chora... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 15:06
                Na jakiej podstawie podejrzewaszgo, że manipuluje naszą opinią????
                Na jakiej podstawie podejrzewasz wstyd lub strach żony????

                Wyrazy współczucia dla mężczyzny związanego z Lidką...
                • Gość: lidka Re: jesteś chora... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 16:22
                  Nie żyję z mężczyzną.Żyję z kobietą.
                  • Gość: Oleńka Re: jesteś chora... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 16:24
                    Więc skąd taka do mężczyzn nienawiść?
                    • s34 Oleńko, a Ty z kimś żyjesz? 20.01.04, 17:34
                      bo czytając Cię czasem mam wrażenie, że jesteś bardzo sama...(bez urazy)
                      • Gość: Oleńka Re: Oleńko, a Ty z kimś żyjesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 17:44
                        mój boyfiend jest wyjechany zagranicę :(

                        od 10 lat jestem z kimś związana, z małymi przerwami - lubię mężczyzn, znam
                        wielu blisko, przyjaźnię się, i mam wrażenie, że rozumiem ich lepiej niż
                        większość kobiet. na co pośrednim dowodem jest to, że mało który znający mnie
                        męzczyzna mnie nie lubi.

                        pozdrawiam :)
                        • s34 Re: Oleńko, a Ty z kimś żyjesz? 20.01.04, 17:48
                          Gość portalu: Oleńka napisał(a):

                          > mój boyfiend jest wyjechany zagranicę :(
                          - bardzo Ci smutno?
                          >
                          > od 10 lat jestem z kimś związana, z małymi przerwami - lubię mężczyzn, znam
                          > wielu blisko, przyjaźnię się, i mam wrażenie, że rozumiem ich lepiej niż
                          > większość kobiet. na co pośrednim dowodem jest to, że mało który znający
                          mnie
                          > męzczyzna mnie nie lubi.
                          - związana... to jednak nie to samo co byc z kimś 24 na dobę...
                          na marginesie, mnie też zazwyczaj bardziej lubią faceci niż kobitki ;-)
                          Widocznie ten typ tak ma....
                          > pozdrawiam :)
                          • Gość: Oleńka Re: Oleńko, a Ty z kimś żyjesz? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.04, 17:53
                            nie - w moim przypadku oznacza
                            acz może nie 24...to wariactwo, tego nikt nie przeżyje ;D
                            • s34 a jednak niektórzy tak mają... ntx 20.01.04, 17:58

          • s34 Re: Do Lidki i nie tylko. 20.01.04, 15:05
            Nie rozumiem już nic... Kochasz ją czy nie??? Bo mam wrażenie, że jednak
            nie!!! A jeśli się mylę, to powiedz mi dlaczego nie chcesz walczyć??? I
            właściwie po co ta "rozmowa"? Tak, właśnie w cudzysłowiu... Mój mąż zawalczył
            i wygrał!!! ROZMAWIAMY do tej pory, włkujemy temat, dlaczego? Bo jednak nam
            zależy!!! Nie ukrywam, że kosztowało Go to wiele: skraj depresjii, nerwica, i
            wielki strach, że moge Go zostawić... Nie zrobiłam tego i nie zrobię!!!
            Kochamy się i to jest najważniejsze. Teraz pozostaje tylko/aż odbudowanie
            zaufania... Uda się!!!
            Mam nadzieję, że napiszesz o "rozmowie"
          • Gość: grzesznica Re: Do Lidki i nie tylko. IP: *.BRZEG.Korbank.PL / *.brzeg.korbank.pl 21.01.04, 13:27
            Po tym co napisałeś widzę, że żadna pomoc nie jest Ci potrzebna. Czuje dokładnie tak samo, gdy odkrywam w sobie cos z samicy, godzę się na to, przyjmuję z pokorą, co nie znaczy, że nie potrafię kochać. Ty juz podjąłeś decyzję, pozwól decydować Almie. Jeżeli uważa, że internetowy romans jest coś wart to niech o niego zawalczy, jeśli to tylko biologia i chemia? Coż ...niech wybiera. Wiem, że boli, trudno zgodzic się z tym co dyktuje nam rozum, ale kto nam obiecał, że będzie łatwo? Powodzenia :-)
    • Gość: ?????????? Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. IP: *.chello.pl 20.01.04, 19:34
      Ludzie, to jest chore. Są małżeństwem, ale nie mieszkają razem. On ma poważną
      wadę (alkohol? nie sądzę), ale ona to rozumie. Jego nigdy nie ma, chodzi do
      wróżki, żeby dowiedzieć się, co u żony. Ona jest imigrantką, więc powinna po
      stopach go całować za to, że dzięki niemu "załapała się" na lepsze życie. Żeby
      ze sobą porozmawiać, ustalają termin z dwutygodniowym wyprzedzeniem. To jest
      jeszcze małżeństwo, czy ....
      • Gość: Oleńka Kochany JWM! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 04:16
        Dlaczego milczysz?Pisałam,że mój męszczyzna wyjechany.Jestem do twojej
        dyspozycji.Sprawdź pocztę.
        • Gość: marco2002 :)) Nasz JWM nie może sie pozbierać... IP: *.waw.pl 21.01.04, 10:29
          po wczorajszej rozmowie??
          • alma101 do Marco - złośliwość nie jest potrzebna 21.01.04, 13:07
            Nie jest potrzebna ta złośliwość, Marco!
            JWM jest w pracy.
            To wszystko.
            Pozdrawiam

            • Gość: Marco2002 Witam witam a skoro jesteś IP: *.waw.pl 21.01.04, 15:31
              To powiedz proszę dlaczego tak ważne dla Ciebie jest to aby zdrada nie wyszła
              na jaw?
              Pozdrawiam ciepło
              M
        • Gość: Oleńka Jwm miły :)) grasuje tu niejaka pseudoleńka :)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 13:32
          Pseudoleńce właściwie nie wiadomo o co chodzi, ale mnie nie lubi.
          Pseudoleńka jest pożyteczna, ponieważ pozwala oddzielić mądrych (nie
          nabierających się) od...hmm...innych ;)

          Pseudoleńka ma kłopot ewidentny z głową - zaburzone poczucie tożsamości,
          hihi ;) - ale módlmy się o nią ;D

          pozdrawiam :)))
        • Gość: Oleńka pseudooleńko, kup słownik ortograficzny ;D n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 13:33
          • Gość: oleńka [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 15:05
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: Oleńka JWM znów nadaje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 15:56
              Przy świecach po rozmowie była upojna noc,udany seks,jak zwykle,ona
              powiedziała,że już nigdy nie weźmie telefonu do ręki i nie włączy komputera a on
              powiedział,że ni kropli w życiu nie uroni do ust swoich i żyli długo i szczęśliwie.
              THE END.HAPPY END.
              • Gość: marco2002 a następnego dnia na wyścigi się logowali?? IP: *.waw.pl 21.01.04, 16:09
              • Gość: Jacek Re: JWM znów nadaje IP: *.ungrad.temple.edu 21.01.04, 16:12
                Olenka ma racje. Napewno doszlo do seksu po rozmowie, placzu, obietnicach i
                zapewnieniach z obu stron. Happy End.
                • Gość: marco2002 jest tu alma może opowie jak było? fantastycznie? IP: *.waw.pl 21.01.04, 16:16
                  • Gość: Oleńka Re: jest tu alma może opowie jak było? fantastycz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 16:43
                    Napewno jak zawsze-czyli fantastycznie.A tak marzyłam ,że moze i mnie się
                    uda.Niestety JWM nie odbiera poczty.On albo zapracowany albo zakochany.Ale gdyby
                    Alma nie wytrzymała,to zawsze jestem do Twojej dyspozycji Jwm.Ech.że inne mają
                    takie szczęście.
                    • Gość: Oleńka właściwie poprawka, pseudooleńko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 18:32
                      tobie jest potrzebny psychiatra, ale z doktoratem w dziedzinie seksuologii.

                      pozdrawiam życząc rychłego powrotu do zdrowia
              • Gość: Oleńka pseudooleńko :)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 18:30
                wybrałaś fatalne miejsce - tu nie da się rozwiązać tak ciężkich zaburzeń
                tożsamości, jak Twoje :(

                rekomendowana terapia: przespaceruj sie do psychiatry :)
                • Gość: Piotr prawie koniec IP: *.ungrad.temple.edu 21.01.04, 19:08
                  Kochani,

                  Zblizamy sie wiec do konca tego forum. Moze jescze pare listow i to wszystko.
                  Napewno temat podobal sie wszystkim. Wielu zabilo samotnie spedzane godziny.
                  Wielu tez znalazlo przyjaciol. Wielu tez wzielo to na serio. W kazdym razie -
                  do "pisania" na nastepnym interesujacym forum.

                  Pozdrawiam
                • Gość: Jacek Re: pseudooleńko :)) IP: *.ungrad.temple.edu 21.01.04, 19:11
                  Bardzo podoba mi sie watek Olenki i pseudoOlenki. Jest was dwie czy to
                  rokojarzenie jazni.
                  • Gość: lidka ile olenek na forum? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 20:17
                    Ja bym się skłaniała nawet do trzech:))))Tylko która jest która?Oto jest
                    pytanie.Podejrzewam że nawet ta prawdziwa ma problemy z rozpoznaniem ,które
                    posty ona napisała a które kto inny.I skąd ta prawdziwa wie jak się skończyła
                    historia Jwm i almy?Czyżby jednak miała bezpośrednie wiadomości od naszego
                    bohatera.Tak go broniła od początku wątku,może zasłużyła w ten sposób na
                    poznanie zakończenia forumoweli?I skąd te nerwy na koniec?Czyżby dla naszej Oli
                    hapyend jwm nie był hapy endem Oli?
                    • Gość: Oleńka Re: ile olenek na forum? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.04, 20:35
                      > Podejrzewam że nawet ta prawdziwa ma problemy z rozpoznaniem ,które
                      > posty ona napisała a które kto inny

                      nie ma to lidko, jak postępująca paranoja :(
                      naprawdę powinnaś zobaczyć się z lekarzem.

                      nikogo nie broniłam - wręcz odwrotnie, uważam, że u źródeł wszystkiego leży
                      błąd autora wątku w wyborze partnerki

                      a Alma? cóż...chyba brakuje jej odwagi w życiu i tyle.

                      na kogo jeszcze swoją nienawiść do mężczyzn rozchlapiesz?
                      aż tak Ci skrzywdzili? :(
                      • Gość: marco2002 Błędna strategia wyboru a nie sam wybór :) IP: *.waw.pl 22.01.04, 12:59
                        Nie mogę zgodzić się z Tobą że u źródła problemów jwm leży jego błąd w wyborze.
                        To jego sytrategia oparta na micie Pigmaliona jest jednym ze źródeł tej klęski.

                        Innym na pewno niski poziom własnej wartości. Myślisz że wybór innej kobiety
                        coś by zmienił w jego życiu?

                        Pozdrawiam ciepło
                        M

                        P.S. Do Lidki moja droga jak myślisz długo jeszcze Twoja partnerka będzie
                        znosić te Twoje pytania zamknięte ?
                        Bez różnicy mężczyzna czy kobieta nikt tego nie wytrzyma.

                        • Gość: Oleńka Re: Błędna strategia wyboru a nie sam wybór :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 14:10
                          > Nie mogę zgodzić się z Tobą że u źródła problemów jwm leży jego błąd w
                          wyborze.
                          > To jego sytrategia oparta na micie Pigmaliona jest jednym ze źródeł tej
                          klęski.

                          alez mnie dokładnie o to chodzi, co zresztą wyżej niemal słowo w słowo
                          napisałam ze 2 czy 3 dni temu :)

                          pozdrawiam :)
                          • Gość: krzyś dupciu,dupciu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 15:29
                            Małżonkowie już dawno zgasili światło,widownia się rozeszła tylko nasza Ola w
                            kąciku przycupnęła i cichutkie pogwarki z Mareczkiem prowadzi...
                            • Gość: Oleńka coś Ci nie pasuje? n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 15:31
                              • Gość: oluś do olusi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 17:14
                                Kiedy mezczyzna mówi do kobiety swinstewka, jest to molestowanie
                                seksualne, a kiedy kobieta mówi swinstewka kosztuje to 4,22 zl. + VAT
                                • jwm1 Re: Już po rozmowie i... nie po rozmowie. 22.01.04, 20:14
                                  Miejsce rozmowy: stylowy lokal. Kelnerzy na wyprzódki. Wschodnie potrawy.
                                  Niewiele zamówiłem dla siebie. Mężczyzna syty - nie mysli.
                                  Wcześniej przemyslałem układ tej rozmowy. Przede wszystkim skonkretyzowanie
                                  stanu faktycznego. Wnioski. I wypracowanie jakiego modus vivendi, jeśli nie
                                  zamierzamy sie rozstać. To nie wyrachowanie. Obawiałem się, że bez
                                  uporządkowania rozmowy, zamieni sie ona w ciąg oskarżeń przeplatających się z
                                  próbami usprawiedliwienia z jeden i z drugiej strony.
                                  Mimo to chyba, nie oszczędzaliśmy sie wzajemnie.Przyjąłem do wiadomości, że
                                  moje grzechy są przyczyną jej zmiany stosunku do mnie. (Choć z drugiej strony
                                  nikt nie zaprojektuje alternatywnej historii). Przekonałem Almę, że jej grzech
                                  nie jest wyłącznym rezultatem moich błędów. Zbyt wiele jest oczywistych
                                  okoliczności, że tak nie jest. To co sie stało ma szersze podłoże, także to, że
                                  nasz rozwój erotyczny szedł w pewnym określonym kierunku, także to że Alma
                                  wkracza w okres najwiekszej kobiecej aktywności erotycznej.
                                  Nie zamierzam przybliżać elemetu naszej erotyki, bez akceptacji Almy, tak jak
                                  ona w pewnym momencie na wątku okazała wobec mnie delikatność, co do moich wad.
                                  Erotyka jest w naszym związku istotna, ale nie ujmowana - jak ktoś napisał -
                                  jako kwestia technik. Techniki mogą być hitem dla początkującej młodzieży. I
                                  erotyka w naszym związku moze stać sie w przyszłości problemem, z czego Ama -
                                  jak zauważyłem - dziś nie zdaje sobie jeszcze sprawy. Tylko, na litość Boską,
                                  niech znów ktoś nie zrozumie tego trywialnie! Mam na mysli kierunek naszego
                                  dalszego rozwoju erotycznego. Według mnie musi byc zupełnie inny. To dopiero
                                  temat na forum - psychologia!!!
                                  Alama dojrzała i nie jest już małą, grzeczną uczennicą. Uczennica przerosła
                                  nauczyciela. Na osłodę pozostaje mi konstatacja, że "dobry to nauczyciel, który
                                  ma uczniów, którzy go przerastają". Alama chce byc partnerką a nie
                                  podporządkowaną mi uczennicą i ja nie mam nic przeciwko temu. Własciwie to już
                                  jest partnerką. Każda zmiana jest do zaakceptowania i jestem do niej gotów.
                                  Jednocześnie sprecyzowaliśmy obszary, które muszą ulec w naszym zwiazku
                                  uzdrowieniu. Nie były one podejmowane w tym wątku, który ograniczony był w
                                  zasadzie do "zdrady - nazwijmy to wirytualno - fonicznej"
                                  Nie traktuję poważnie pomysłu odejścia od Almy z powodu tej "zdrady", ale
                                  jestem zaniepokojony. Gdyby bowiem, jej zdrada była wyłącznie formą "ucieczki"
                                  od męża mającego problemy z alkoholem (od prawie roku jestem abstynentem),
                                  gdyby była aktem zemsty - to posypałbym łeb popiołem i plułbym w brodę i
                                  przeczekał. Ale nie jest tak do końca. Zbyt wiele jest przesłanek, które
                                  wyraźnie wskazują, że wśród powodów "zdrady" Almy moje problemy były tylko
                                  jednym z kilku elementów. I to także nie rokuje dobrze na przyszłość.
                                  Kobiety - zauważyłem - lubią rozmawiać. Alma była wyraźnie zadowolona z
                                  możliwości takiej rozmowy ze mną. Może to rzeczywiście niezły pomysł na
                                  psychiczne zbliżenie sie do siebie i wzajemne zrozumienie. Zapewne.
                                  Nie wiem jak potoczą się nasze - z Almą losy. Nie mam pewności, że nie
                                  będzie "bis". Nic nie ma w życiu pewnego w sposób kategoryczny, prócz śmierci.
                                  Skoro zdecydowałem sie być z Almą, muszę przełknąć to upokorzenie. Bo dla
                                  mężczyzny zdrada partnerki jest po prostu upokorzeniem. Chyba najsilniejszym,
                                  jakie kobieta może zafundować mężczyźnie.
                                  Chciałbym Wam wszystkim podziekować za udział w dyskusji. Nawet nie
                                  podejrzewacie, jak bardzo pomogliście mi, jak przyczyniliście sie do tego, że
                                  mogłem problem oglądac z wielu rozmaitych punktów widzenia. Mimo to, że
                                  dysponowaliście tylko wiedzą o pewnym"wypreparowanym" fragmencie mojego
                                  pogmatwanego życia.
                                  Kłaniam sie Wszystkim głęboko.
                                  P.S. A przede mną jeszcze wiele rozmów z Almą, które może nam pomogą. A może
                                  nie.
                                  • Gość: Oleńka wszystkiego dobrego :))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.04, 20:32
                                    niech Wam się wiedzie :)))))

                                    pozdrawiam
                                  • marco2002 kochajcie się moi drodzy :)) 23.01.04, 00:41
                                  • Gość: lidka Re: Już po rozmowie i... nie po rozmowie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 06:51
                                    W Waszym dziwnym małżeństwie, wydaje się ,że wybraliście wyjście optymalne a
                                    Twoje podejście wydaje się rozsądne.Gdyby nie jedno- kłamstwo o rocznej Twojej
                                    abstynencji.Bo oboje wiemy,że to nieprawda.Ale rozumiem,że to na użytek tego
                                    forum i tego by cię tutaj wspominali jako porządnego gościa.
                                    • jwm1 Re: Już po rozmowie i... nie po rozmowie. 23.01.04, 08:46
                                      Gość portalu: lidka napisał(a):

                                      > W Waszym dziwnym małżeństwie, wydaje się ,że wybraliście wyjście optymalne a
                                      > Twoje podejście wydaje się rozsądne.Gdyby nie jedno- kłamstwo o rocznej Twojej
                                      > abstynencji.Bo oboje wiemy,że to nieprawda.Ale rozumiem,że to na użytek tego
                                      > forum i tego by cię tutaj wspominali jako porządnego gościa.

                                      Rzeczywiscie Lidziu. Miałem w tym okresie (abstynencji 1 wpadkę (słownie -
                                      jedną) pominąłem ją na zasadzie "einmal ist keinmal". Głównie także dlatego, że
                                      jej jednorazowość w niczym nie zmienia ogólnego obrazu sprawy. Swoją drogą
                                      drogą zastanawiam sie, do czego byś mogła sie przyczepić, gdyby nie ten
                                      szczegół??? Ale nie mam wątpliwości, że i tak coś tam wymyśliłabyś!
                                      • Gość: marco2002 Lidka na prokuratora... IP: *.waw.pl 23.01.04, 10:48
                                        i drżyjcie wszyscy pijacy :D
                                        • Gość: lidka Re: Lidka na prokuratora... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 21:15
                                          Od roku jesteś abstynentem czy w tym okresie miałeś jedna wpadkę?Bo z logika to
                                          sie troche kłóci,przynajmniej dla mnie.I ciekawe co nazywasz wpadką?Mówisz ,że
                                          tylko jedną...?
                    • Gość: gruby Re: ile olenek na forum? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.04, 10:27
                      a ja myślę, że to ty jesteś pseudooleńką!!!
    • anah76 Re: Pomalutku, krok po kroczku idzie zdrada. 24.01.04, 01:25
      witam...uwazam ze tak sie to zaczyna najpierw od netu poprzez telefon do spotkan
      rzeczywistych.jezeli mialbys ochote dowiedziec sie wiecej na ten temat to bardzo
      chetnie porozmawiam moj nr gg 2797735, icq nik melissa
    • komandos57 Pomalutku,krok po kroczku idzie zdrada w walonkach 24.01.04, 16:04
      Slicznie i naukowo
      • alma101 Re: i kończymy wątek 24.01.04, 17:57
        Proponuję zakończyć wątek. Kolejne posty byłyby tylko powielaniem tego, co już
        zostało powiedziane.
        Również dziękuję za wszystkie mądre i obiektywne wypowiedzi.
        Myślę, że ew. odezwiemy się z JWM za jakiś czas - może za kilka miesiecy.
        Pozdrawiam
        Alma
        • Gość: lidka Re: i kończymy wątek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.04, 18:44
          Myślę,że to nieuniknione.
          • jwm1 Re: cd-nastąpił... 10.02.04, 00:25
            Do tych, którzy pamietaja jeszcze ten watek.
            Nasze życie toczy sie prawie normalnie. Raz w tygodniu spotykamy sie w tej
            uroczej restauracyjce i omawiamy problemy, ktore mają - może nie tyle uzdrowić -
            ile utrzymać nasze małżeństwo w stanie, ktory satysfakcjonowałby każde z nas.
            Zawczasu przygotowujemy sobie temat do omówienia. Rozmowa trwa ok. 2 - 3
            godzin. W lokalu jestesmy juz rozpoznawalni. Zauważyłem, że sprawia to wiele
            satysfakcji mojej żonie.
            Ale czy cokolwiek te rozmowy rozwiązuja? Na przyszłość - z pewnością tak. Co do
            przeszłości dokładnie nic. Mleko sie rozlało i nie zbierze już go sie. Ja nie
            będę miał miał do niej żony zaufania, jakie miałem. Ten związek nie będzie już
            miał tej "dziewiczej" świeżości. To już nigdy nie bedzie TO!
            Ale bez rozdzierania szat! Z pewnoscią małżeństwo będzie trwać. Żona jest
            miła, kochana, pociągająca - dokładnie tak samo jak była miła, kochana i
            pociągająca, gdy miała romans! Żadnej różnicy.
            Zdrada nie mija bez śladu. Ilekroć kochamy się, za każdym razem myślę o jej
            orgazmach z tamtym facetem. Za każdym razem!!! Każdy jej głośny orgazm jest - w
            moim odczuciu - orgazmem dla nas dwóch: mnie i jego.
            Dla benedyktyńskich obserwatorów tego wątku - mówiłem, że zaczęła sie "równia
            pochyła". I zaczęła się!
            • Gość: Mrs. Norris Moze mi ktos wytlumaczy??? IP: *.client.comcast.net 10.02.04, 09:23
              Czytajac wypowiedzi dotyczace tego watku, jak na przyklad ponizsza ...

              "Gość: Kochanek 10.01.2004 04:48 odpowiedz na list
              w podejściu do życia..;)..kiedy inne sposoby zawodzą..potrzebny jest czasem
              wstrząsik, albo zmiana partnera..chyba,że znasz inne sposoby reaktywacji
              relacji oprocz rozmow na poczatku,prośb, błagań..;)?"


              ...nasuwa mi sie nastepujace pytanie:
              Czy jakakolwiek zdrada ma szanse na reaktywacje relacji???????????????
              Rozumiem potrzebe flirtu, potwierdzenia wlasnej atrakcyjnosci, ale czy zdrada
              nie oznacza, ze zwiazek w ktorym sie znajdujemy jest "lekko" nadpsuty????
              A jesli tak, to w jaki sposob zdrada moze pomoc w naprawie zwiazku??? Czy
              Kochanek moze mi powiedziec z wlasnego doswiadczenia, ze zdrada pomogla
              uzdrowic jego zwiazek?? :)

              Poza tym...

              "Gość: Kochanek 10.01.2004 19:43 odpowiedz na list

              wg mnie zdrada,to zatrata tego co było wcześniej,to zgodzenie się na szarzyznę
              i rutynę życia,to niechęć do walki z nią,to przyjęcie innego niż na początku
              związku oblicza i udawanie,że tak ma być,to brak ciepła i
              pomocy,wykorzystywanie i nijakość...i kto tu zdradza???Kto siebie nie
              szanuje??..
              Dlaczego mamy rezygnować z przyjemności życia??Bo
              co???Bo obiecaliśmy coś kiedyś komuś???....zupełnie innemu....??"

              ..nie rozumiem dlaczego mamy sie godzic na rutyne i szarzyzne zycia? Nie
              lepiej sie po prostu rozstac?????????????? Czy nie jest to uczciwsze
              rozwiazanie?


              Rozumiem, ze w przypadku almy wstrzasik wymknal sie lekko z pod kontroli,
              chyba, ze chciala w ten sposob naprawic relacje z jmw1???



              • jwm1 Re: Moze mi ktos wytlumaczy??? 10.02.04, 11:21
                Dzięki za listy! Obnażę sie teraz: Szkoda mi tego małżeństwa! Patrzę na
                kobietę, która powinna być moja, a nie jest!!! Każdego wieczoru kładę sie do
                łóżka nie z żoną, tylko w odprowadzonym zamkiem Kałasznikowa!!!! Czy można z
                tym życ? Można. Żyłem tym wiele lat.
                • alma101 Re: Słowa, słowa, słowa... 12.02.04, 23:53
                  Słowa, wciąż słowa, JWM... A jak tam z czynami, co? Dobrze wiesz, o czym mówię,
                  ale obrażać Cię na forum nie będę - choć zasługujesz na to całkowicie.
                  Ciekawe, kiedy teraz się odezwiesz?
                  • Gość: Mrs. Norris Re: Słowa, słowa, słowa... IP: *.client.comcast.net 13.02.04, 00:08
                    Alma mam nadzieje, ze sie wszystko jakos ulozy, nie tak, to inaczej.:) Musi byc
                    dobrze, bo przeciez nie moze byc ciagle zle, prawda? :)
                    • alma101 Re: Słowa, słowa, słowa...do Mrs. Norris 13.02.04, 07:19
                      Dzięki za pocieszenie, Mrs Norris. Mówisz, że się jakoś ułoży. Wiesz, teraz to
                      juz wątpię. I tak dużo różnych mysli mam, że aż boję sie je tu przedstawiać.
                      Dawanie nadziei, a potem jej odbieranie. I po co to wszystko??? Brak słów
                      (chociaż raczej nadmiar mam ich w sobie, ale to się chyba nie nadaje do tego
                      forum)
                      • Gość: lidka JWM popłynął? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 11:57



                        • Re: i kończymy wątek
                        alma101 24.01.2004 17:57 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                        Myślę, że ew. odezwiemy się z JWM za jakiś czas - może za kilka miesiecy.
                        Pozdrawiam
                        Alma

                        Re: i kończymy wątek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                        Gość: lidka 24.01.2004 18:44 odpowiedz na list odpowiedz cytując

                        Myślę,że to nieuniknione.
                        • alma101 Re: JWM popłynął 13.02.04, 13:47
                          • Gość: zasmucona a ja mu sie wcale nie dziwie... IP: *.sasiedzi.pl 13.02.04, 19:03
                            jesli to prawda, to ja mu sie wcale nie dziwie, bo sie Pani bardzo o to starala.
                            No i co jest Pani zadowolona, usatysfakcjonowana?
                            Chyba, ze o to Pani chodzilo, bo w takim wypadku, gratuluje...
                            • Gość: kipech a mnie głupota zawsze dziwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.04, 22:13
                              ...a niewiedza irytuje.Polecam:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11935&w=10689360
                              • alma101 Re: do "Kipech" 14.02.04, 06:24
                                To, co polecasz, przeczytałam wczoraj. Ale dzięki.
                                • Gość: lidka I co tam słychać u Was/nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 01:20
                                  • Gość: Lea Re: I co tam słychać u Was/nt IP: *.54.59.66.tisdip.tiscali.de 10.05.04, 17:24
                                    pytanie do jwm
                                    napisales, ze zdrada kobiety jest najwiekszym upokorzeniem dla mezczyzny
                                    W jakim pojeciu? - znalam mezczyzne, ktory poniewieral swoja zona, czy ja
                                    kochal? - raczej tez watpliwe, ale gdy myslal o tym, ze moglaby od niego
                                    odejsc/rowniez zdradzajac/ czul sie upokorzony. Dla mnie w tym wypadku to
                                    problem "wlasnosci".., a nie milosci ..Nie osmielam sie podejrzewac Cie o
                                    powyzsze, chce tylko rozwinac watek uczuc towarzyszacych mezczyznie w takiej
                                    sytuacji.pozd. i zycze Ci rozwiazania Twojego problemu
                                    • Gość: Lea Re: I co tam słychać u Was/nt IP: *.54.59.66.tisdip.tiscali.de 10.05.04, 17:41
                                      pytanie do Almy
                                      napisalas, ze tylko oddanie wlasnego ciala w zupelnosci rozumiesz jako
                                      zdrade!????

                                      W moim pojeciu rowniez - zdradzilas meza. Wydaje mi sie, chociaz to napewno
                                      bolesne, ze go nie kochasz. Dlaczego wiec nie rozstalas sie z nim?
                                      Napisalas tez, ze nie chcialas, aby dowiedzial sie o Twoich wirtualnych
                                      historiach, bo chcialas mu "czegos" oszczedzic???Nie bardzo rozumiem czego ?
                                      Jesli go kochalas, to powinnas wiedziec co moze go zranic. Milosc to jeszcze
                                      nie wszystko ,jest jeszcze szacunek dla kogos i nad tym problemem rowniez
                                      powinnas sie zastanowic, bez wzgledu na to czy bylas slaba?, mialas z
                                      nim "problemy" itd..Byc moze wyglada to na atak, ale ja naprawde dobrze Wam
                                      zycze.L.
                                      • alma101 Re: bez tematu 27.05.04, 02:17
                                        MIłość... Wielkie nadzieje, plany... Dużo upokorzenia... Dużo fantastycznych
                                        pozytywnych wrażeń... Ogrom przeżyć, wręcz cała gama kolorów miłości. Głębia
                                        tych kolorów od najpiękniejszych po te najbrzydsze. Nie ma tylko czarnego i
                                        tylko białego koloru... I jak w kalejdoskopie wszystko sie miesza... Wciąż i
                                        wciąż...
                                        Szacunek Lea?... To dobre pytanie...
                                        PS. Szczegóły zajęłyby zbyt duzo miejsca
                                        Smutno mi bardzo.
                                        • Gość: Lea Re: bez tematu IP: *.54.179.250.tisdip.tiscali.de 27.05.04, 22:52
                                          co oznacza dla Ciebie "czarne i biale", bo tak naprawde wszyscy walcza o to by
                                          miec te inne kolory, bo wlasnie te inne mniej okreslone nadaja zyciu barwe.
                                          Mam wrazenie, ze nie jestes do konca spelniona w tym zwiazku, byc moze stanelas
                                          kiedys? dawno temu lub niedawno przed lustrem i zadalas sobie pytanie "..czy to
                                          juz wszystko?.."Wyglada na to, ze jestes zalamana...Strasznie mi przykro..Jaki
                                          cel przyswiecal Twojemu mezowi, zeby tak Was "obnazyc"- czy w ten sposob
                                          bardzie zblizyliscie sie do siebie? Czy potraficie otworzyc sie na siebie do
                                          konca badac tylko we dwoje? Czy tez Twoj maz chcial sie rozlozyc "na krzyzu
                                          cierpienia?". Nie daje sobie prawa do oceny ani Ciebie, ani Twojego meza, wiem
                                          jednak, ze droga do kogos czasem moze byc bardzo trudna, ale to Wy sami musicie
                                          ja znalezc.pozdr.L
                                          • alma101 Re: Witaj Lea 28.05.04, 23:03
                                            Witaj Lea!
                                            Tak myślę sobie sobie na czym polega dojrzałośc człowieka. I doszłam do
                                            wniosku, że na coraz głębszym przeżywaniu, poznawaniu coraz innych obszarów
                                            własnej osobowości i na rozumieniu naszych związków z tą drugą osobą (czytaj -
                                            ta jedną jedyną). To jest też ciągłe dojrzewanie człowieka. Dojrzewanie do
                                            tego, by nie popełniać złych/błędnych decyzji, to jest ciągłe poznawanie samego
                                            siebie. I właściwie, moim zdaniem, gdybyśmy mówili o zazdrości, to zazdrościć
                                            tak naprawdę można jedynie mądrości.
                                            Dlaczego o tym piszę? Bo wciąż staram się zrozumieć siebie, swoje postepowanie
                                            i stan (to chyba najwłaściwsze słowo) swojego/naszego związku. A wszystko chyba
                                            stało by się prostsze (dla osób czytających i ew. analizujących wpisy na forum)
                                            jeśli do tego wszystkiego dodać pewien szczegół (padł juz tu - ale nie z
                                            moich/naszych ust), mianowicie problem alk. mojego męża. I to dlatego jestem
                                            smutna, tylko dlatego. I dlatego też mówię o całej gamie barw miłości... I nie
                                            wiem, bo może obojętność byłaby lepsza? Odrzucanie miłości do kogoś na siłę.
                                            bo rozum mówi - nie warto, a serce/dusza - kocham i strasznie tęsknie. I to
                                            jest własnie problem - to rozdwojenie... Bo wciaż towarzyszy mi lęk - to jedyne
                                            uczucie, które jest we mnie zawsze.
                                            NIe pisze o szczegółach - to zbyt upokarzające.
                                            Pozdrawiam
                                            • Gość: Lea Re: Witaj Lea IP: *.54.168.111.tisdip.tiscali.de 28.05.04, 23:09
                                              hallo Alma jestes tu?
                                              • alma101 Re: Witaj Lea 29.05.04, 00:00
                                                jestem
                                                • taka_tam do almy 29.05.04, 13:07
                                                  może mój wpis będzie powieleniem czyichś słów (nie śledziłam całego wątku), ale
                                                  czy nie warto - o ile jeszcze chcecie o siebie walczyć - spróbować terapii
                                                  małżeńskiej? jakąś formą terapii na pewno jest wasza obecność na tym forum,
                                                  tylko czy nie lepiej byłoby popracować ze specjalistą?
                                                  pozdrawiam i życzę spokoju oraz odwagi w podejmowaniu wszelkich decyzji :-)
                                                  • alma101 Re: do "Taka_tam" 29.05.04, 20:46
                                                    Masz rację, już o tym myślałam i po raz kolejny spróbuję namówić męża na
                                                    terapię.
                                                    Pozdrawiam, a za życzenia spokoju dziękuję.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja