fizula
05.10.09, 00:26
Zainspirowała mnie do utworzenia tego tematu książka Searsów "Zasypianie bez
płaczu".
Poruszają oni rzadko poruszany temat wypalenia "zawodowego" matek w
kontekście usypiania, nocnych pobudek dzieci.
Właściwie kontekstem dla tego tematu może być jakikolwiek trudny, uciążliwy
element opieki nad dzieckiem, karmienie piersią również. W gruncie rzeczy po
wielu tygodniach, miesiącach, latach opieki nad dzieckiem czy dziećmi każdy
żmudny czy tylko powtarzalny element opieki, pielęgnacji zwyczajnie nudzi się,
nuży, zaczyna budzić wątpliwości, rozterki czy samo poczucie zmęczenia, rodzi
jakieś problemy czy to natury fizycznej czy psychologicznej prędzej czy
później. I generalnie można się tego spodziewać- to jest nieodłączny etap,
element życia.
Jak sobie z tym radzić?
Autorzy głównie wskazują dzielenie się obowiązkami z mężem jako sposób
zapobiegania wypaleniu rodzicielskiemu.
Również przewartościowanie swojego myślenia, przekierowanie go na odległe
bardziej wartościowe cele niż doraźne wygodne, ale mało efektywne krótkotrwałe
cele.
Jakie macie pomysły, by być twórczą, radosną,tryskającą energią jako matka,
ale by nie był to wyłącznie słomiany zapał?
Zacznę dzieląc się własnymi doświadczeniami:
-bez trwania przy Źródle Życia i Mocy, i Miłości czyli bez trwania przy
Panu Jezusie- prędzej czy później się wypalimy; to jest moja wiara, ale
też żywe doświadczenie, jakie daje trwanie we wspólnocie chrześcijan w
Kościele Katolickim; to Pan Jezus daje mi osobiście siłę, że jako matka po
10-letnich "przejściach" czuję, że są życiowe zadania, z których nie mogę
zrezygnować, że życie jest piękne i ma głęboki sens;
"Moc w słabości się doskonali"- właściwie to nic nie może przeszkodzić w tym,
by Boży ogień w nas płoną, jeśli ufamy Bogu i mamy z Nim łączność.
Czasem próbuję coś o własnych siłach, ale wtedy wypalam się szybko- na
szczęście jako marnotrawna córka zawsze mogę wrócić z powrotem i liczyć na
miłosierne ramiona Ojca. W sumie ten krzyż zmęczenia, własnych upadków- jest
bardzo potrzebny- w gruncie rzeczy jest niezbędny i niedoceniony.
-Tak po ludzku to można sobie pomagać na różny sposób. Np. korzystając
również ze wsparcia pozamężowskiego: przyjaciół, mam, babć, sąsiadek.
Czasem drobna pomoc, rozmowa, czyjeś zainteresowanie może podtrzymać na duchu,
dodać sił, werwy. Osobiście bardzo nie lubię zachwycania się na forum takim
określeniem jak "wdupiemanie"- że właściwie zgodnie z poprawnością polityczną
tak inni powinni się zachowywać, a my również; nie lubię tego, bo jest to
trochę zachwalanie obojętności; To polskie wtrącanie się w nie swoje sprawy ma
swoje negatywy: np. zajmowanie się naszym karmieniem, gdy tego nie chcemy, ale
ma też swoje plusy: czyli zainteresowanie dobrem drugiego człowieka, podanie
mu ręki nawet gdy nie ma odwagi,siły czy chęci, by o to poprosić; i czasami
jakieś drobna sąsiedzka pomoc, drobny gest życzliwości może wiele pomóc,wnieść
w nasze życie; a w takich zachwalanych zachodnich krajach, gdzie poprawność
polityczna nakazuje milczeć jak grób, generuje, moim zdaniem, zbyt wiele
obojętności, egoizmu, jakiegoś "tumiwisizmu"; no nie wiem, pewnie generalizuję;
-rozwijanie swoich zainteresowań, pasji bez zbytniego oglądania się na
dziecko; nie chodzi mi o to, by nie liczyć się z potrzebami dziecka, o nie;
bardziej o to, by nie zatracać się do tego stopnia w roli matki, żeby potem
mieć z tego tytułu pretensje do dziecka, że przez nie coś straciłyśmy, coś nas
ominęło; nie wiem, jak to wytłumaczyć: gdy się cieszymy maluchem, może to w
nas wykrzesać nowe pokłady energii nie tylko do zajmowania się nim, ale także
do rozwijania swoich zdolności; malarka zaprzyjaźnionej rodziny namalowała
jeden ze swoich obrazów 3 dni po porodzie :o)- taki ciekawy przykład;
-zahartowanie się- wydaje mi się, że gdy za bardzo się myśli o sobie, o
swoim samopoczuciu, swoich problemach, to jakoś nas ogranicza, działa
depresyjnie na dłuższą metę; dobrze jest przejść te utarczki ze sobą, z jednym
dzieckiem, drugim czy kolejnym, z jakimiś problemami- daje to jakiś dystans,
poszerza horyzonty, generuje pomysły na radzenie sobie z codziennością;
-"dając otrzymujemy, umierając rodzimy się do nowego życia"- wydaje się, że
udzielając się innym, możemy na tym stracić- ale to jest pozór; moje
doświadczenie jest takie, że trzeba dawać z siebie- wtedy poszerzamy swoje
serce, zyskujemy o wiele więcej niż gdybyśmy zatrzymały naszą wiedzę, energię
wyłącznie dla siebie, dla wąskiego grona; osobiście bardzo się cieszę z
prowadzenia grupy wsparcia dla mam karmiących piersią- uważam, że bardzo wiele
zyskuję na tym, podobnie cieszę się, że mogę współtworzyć to forum.
Możemy oczywiście też tworzyć i dawać się własnym dzieciom: może pochwalicie
się, co fajnego robicie dla swoich własnych dzieci? Może zainspiruje to inne
mamy? Uważam, że jest tu sporo ciekawych kobiet.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalszy ciąg Waszych pomysłów, doświadczeń.