fizula
14.11.09, 14:35
Nad tym tematem zamyślam się od kilku dni.
Jak bumerang powraca tu temat negatywnego stosunku lekarzy do karmienia
piersią, zwłaszcza trwającego powyżej roku. Są oczywiście i tacy medycy,
którzy zaprzeczają temu obrazowi. Sama mam kumpelkę- lekarza, która jest mamą
czwórki dzieci. Pierwsze dziecko karmiła 2 i pół roku- sama oceniła to w
rozmowie ze mną jako "za krótko" i widziała, że to za krótko odbiło się na jej
dziecku. Drugie karmiła 3 i pół roku. A trzecie- nie wiem (widziałyśmy się
wieki temu, dy jej brzdąc miał półtorej roku i nie nastawiała się na szybkie
zakończenie). Czwarte dopiero co urodziła.
Dlaczego jednak tak wielu lekarzy ma czelność krytykować nas za karmienie
piersią?:
-bo są tylko ludźmi; a więc ich osobiste doświadczenia interferują na
wyrażane poglądy w rozmowie z pacjentami; wiele lekarzy-matek w ogóle odniosło
niepowodzenia laktacyjne, a więc mogą one nierzadko zlecać z łatwością
sztuczne mieszanki nawet małym niemowlętom widząc w nich "wybawienie w
sytuacji problemów laktacyjnych"; w końcu "ich własne dzieci żyją i mają się
dobrze"; czy spotkałyście się z badaniami dotyczącymi karmienia piersią wśród
mam-lekarek? jestem przekonana, że kobiety-lekarze w równej mierze przeżywają
niepowodzenia laktacyjne, co pozostała część społeczeństwa; a może i w
większym stopniu? kto wie? w końcu obaw mają co nie miara, a te obawy działają
czasem jako samospełniające się proroctwo. Także trzeba brać na to poprawkę.
Do udanego karmienia piersią nie wystarczy tylko wiedza teoretyczna-
emocjonalna otoczka i społeczne wsparcie są nie mniej istotne (o ile nie
ważniejsze). A na te dwa czynniki: emocjonalny i społeczny mamy-lekarki
monopolu nie mają.
Ponieważ są tylko ludźmi, to niemała część będzie podzielać mity krążące w
społeczeństwie na temat karmienia piersią włączając je w zakamuflowany sposób
do swojej pozostałej porcji wiedzy.
-szkolenie lekarzy; kto szkoli lekarzy na temat karmienia
piersią/mieszanką? w okresie studiów robią to wykładowcy i akademickie
podręczniki w dużej mierze- wtedy otrzymują jako taką wiedzę (nie za dużą), o
ile są uczciwi (część korzysta ze ściągawek- jak to nasze społeczeństwo ma w
zwyczaju, niestety, a więc wiedzy nie nabywa niemal wcale); a po studiach? kto
ma pieniądze na szkolenie lekarzy? Czy Komitet Upowszechniania Karmienia
Piersią? Czy może koncerny produkujące mieszanki, obiadki i inną żywność dla
dzieci? No cóż nie mam konkretnych danych, by to porównywać, ale nie trudno
sobie wyobrazić tę rozbieżność zobaczywszy, ile w mediach (telewizji, necie,
czasopismach), szpitalach, przychodniach jest reklamy karmienia piersią z
KUKP, a ile sztucznych mieszanek, żywności dla niemowląt? kogo stać na
systematyczne organizowanie szkoleń dla lekarzy, położnych, wydawanie
przejrzystych, ładnych informatorów? oczywiście stać na to koncerny
produkujące żywność dla niemowląt. W tychże informatorach- ja bym je nazwała
"informatorami-reklamami" wciskane mają takie same kity, jak i nam się podaje
w zwykłych reklamach tylko w bardziej naukowej otoczce. Mądrzy lekarze sami
też zdobędą potrzebną im wiedzę- ale niestety nie sądzę, by ten pęd do
samodzielnego zdobywania wiedzy był ogólną tendencją, bo wymaga to i wysiłku,
i specjalnego przeznaczonego na to czasu. A zwłaszcza z czasem jest krucho w
tej profesji czasami, bo obowiązkowe dokształcanie w zakresie patologii jest
tak absorbujące, tyle do doczytania na temat nowych leków itp., że niektórzy
nie znajdują czasu na dodatkowe szukanie, doczytywanie na temat
fizjologii/objawu zdrowia, jakim jest karmienie piersią. I jak to pogodzić
jeszcze z życiem osobistym, zdawaniem egzaminów na kolejne specjalizacje,
stopnie itp., zdobywaniem kolejnych punktów? Także wiedza o karmieniu piersią,
rozwiązywaniu problemów laktacyjnych nierzadko jest marginalizowana wśród tej
profesji, a znacznie szerszą wiedzę ma większość na temat mieszanek. Także
bilans jest taki, że w głowie wielu medyków jedynym rozwiązaniem problemów
medycznych są właśnie mieszanki, a nie właściwe postępowanie w laktacji.
-to, co powyżej napisałam na temat polskich szkoleń, po lekturze "The Politics
of Breastfeeding" odnoszę jako ogólnoświatowy trend; niestety ale profesja
lekarzy, mam wrażenie, w równej mierze, przyczyniła się do "zniweczenia"
karmienia piersią, jak i do docenienia go.
Kto doda następne refleksje?
Powyższe punkty nie oznaczają oczywiście, że nie istnieją światli lekarze,
którzy potrafią rozwiązywać problemy laktacyjne przez pomoc matce i dziecku, a
nie przez pozbycie się karmienia piersią. Są oczywiście tacy i chwała im za
to. Powyższymi rozważaniami nie podważyłam tego, a jedynie podkreśliłam, że
nie jest łatwo posiadać rzetelną wiedzę w świecie, gdzie narzucają się przede
wszystkim reklamy, szybkie i łatwe rozwiązywanie problemów.
Wątek ten dedykuję oczywiście dziewczynom, które już się nacierpiały z powodu
lekarzy, ich niefachowości, przykrych uwag czynionych przez nich, do których
nie mają prawa w rzeczy samej. Życząc, byście starały się być ponad to
(okropnie trudne- nie za bardzo to umiałam, gdy mnie to dotyczyło) bądź
odnalazły "swojego" lekarza.