kryzysy

17.11.09, 00:23
czy miałyście jakieś kryzysy dotyczące kp?
ja przy pierworodnej sporo i wsparcie tylko u męża, malutka nie umiała ssac, miałam poranione brodawki, sztab "ciotek" z dobrymi radami, mimo merytorycznego przygotowania byłam zaskoczona jak bardzo dziecko zmienia życie, więc kryzysy zmęczenia i niewyspania. później problemy z rozszerzaniem diety, bo Lenka wciąż wolała (woli!) pierś.
w ciąży nie miałam kryzysów. pewnie, że trochę się bałam że kp przyspieszy mój poród, a wolałam zaczekac na powrót męża.
przy drugiej córci miałam mega kryzys pierwszej nocy po powrocie do domu. w klinice spędziłyśmy tylko 25h, ale nie spałam w nocy bo patrzyłam na nowy cud w swoich ramionach i jak wróciłam do domu to chciałam trochę pospac, a tu nic z tegosad maleńka płakała, starsza zdezorientowana nową sytuacją płakała, ja też prawie płakałam... oj, żałowałam wtedy że nie odstawiłam starszej, że nie nauczyłam jej spac w swoim łóżku i samodzielnie zasypiac, że nie chcę karmic maleństwa mm, bo wtedy mogłabym zwiac i zostawic z tym całym kramem męża, który nad wyraz zachowuje w takich chwilach zimną krew.
tak myślę o tych kryzysach bo Lilka jest bardzo absorbującym dzieckiem. je krótko, ale czasem i 5* na godzinę przez całą dobę. ulewa, wierci się przy piersi, płacze... i tak sobie pomyślałam, że gdyby była moim pierwszym dzieckiem to na pewno podałabym mm. bo uwierzyłabym, że np nie smakuje jej moje mleko.
    • fizula Re: kryzysy 17.11.09, 09:44
      Oj, kryzysy to nieodłączna część karmienia, macierzyństwa. I wcale nie
      najgorsza. Przebyty kryzys daje siłę większą niż wcześniej się miało. Ale
      oczywiście swoje trzeba przeżyć, przecierpieć czasem. Dla mnie krzyż jest
      nieodłączną częścią życia- i warto go świadomie brać.
      Już nie raz o tym pisałam. Nie u wszystkich spotykałam się ze zrozumieniem,
      czasami dziewczyny piszą mi wtedy, co tam cierpienie, ja to dopiero tak karmię,
      że przeżywamy radość za radością, euforię za euforią itp. I ja to rozumiem:
      dobrze jest jak ktoś się cieszy. Ale to nie znaczy, że inni nie mają prawa do
      kryzysów, przeżywania trudności.
      Także Kasiale, rozumiem Cię bardzo dobrze, karmienie piersią to ciężka praca,
      bardzo satysfakcjonująca, ale również niekiedy wyczerpująca fizycznie,
      emocjonalnie. Jeśli kryzysujesz, to masz też zarazem szansę:
      -wiele przemyśleć;
      -spostrzec, że potrzebujesz odpoczynku, dużo pomocy.
      Trzymam za Ciebie kciuki (co dla mnie znaczy: polecę Cię opiece Bożej)! Pisz
      jeszcze, jak się czujesz, będę czekać.
    • lacitadelle Re: kryzysy 17.11.09, 11:29
      My mieliśmy megakryzys przez całe pierwsze 3 miesiące: na początku miałam
      straszne lęki, że synek się nie najada, a potem zaczęły się problemy z bardzo
      długim ssaniem i bardzo złym stanem moich brodawek. Do tego jeszcze podejrzenie
      alergii i totalna dieta eliminacyjna. Do ilu konsultantek laktacyjnych
      dzwoniłam, do ilu lekarzy i poradni chodziłam - wolę sobie nie przypominać. W
      trzecim miesiącu synek był przy piersi prawie cały czas, a ból po karmieniu był
      taki, że wyłam. W końcu w poradni św. Zofii pani powiedziała, że syn ma
      przerośnięte wędzidełko i to jest przyczyną złej techniki ssania, a co za tym
      idzie - wszystkich problemów. Udało się w miarę szybko załatwić zabieg podcięcia
      i problemy zniknęły jak ręką odjął. Sama nie wiem dlaczego, ale w tym czasie
      nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby podać mieszankę, po prostu nie rozważałam
      takiej opcji.

      Potem jeszcze nie raz byłam zmęczona tym - jak wtedy o tym myślałam - przykrym
      obowiązkiem, ale stopniowo zaczęłam się do karmienia przekonywać. Pamiętam, że w
      pół roku byłam na 100% pewna, że na rok odstawiam, a na rok już wiedziałam, że
      odstawię, jak przyjdzie pora. Jakoś ta zmiana podejścia przebiegła płynnie i
      naturalnie, dużo pomogło w tym to forum. Od tamtej pory karmienie to już
      praktycznie sama przyjemność.

      Strasznie żałuję, że nie wiedziałam tego wszystkiego na początku, mam nadzieję,
      że jeżeli pojawi się drugie dziecko, będę mogła cieszyć się karmieniem już od
      urodzenia.
    • kasiale73 Re: kryzysy 18.11.09, 01:50
      jedno przynajmniej mnie ominęło, nigdy nie musiałam się martwic słabymi przyrostami, Lena tyła niecały kg m-cznie, Lilka, dzieląc się mlekiem z siostrą tyje ponad kg. a myśl o mieszance nawiedziła mnie tylko ten jeden raz, byłam zmęczona ciążą, mimo krótkiego i cudownego porodu też (może nawet bardziej zdziwiona, że jednak można urodzic po ludzku - niż zmęczona) i po prostu chciałam spac. wiecie, dawniej potrzebowałam 14h snu by normalnie funkcjonowac, a przy dziecku tak się nie dawink
      przed chwilą byłam w sypialni sprawdzic jak dziewczyny śpią i zastałam je wtulone w siebie - to wynagradza wszystko.
      wiem, że wiele trudu dopiero przede mną. nie czuję się jakąś bohaterką bo kp jest przecież wygodne, przyjemne i taniesmile
      ale żeby przetrwac kryzys trzeba miec świadomośc, że to minie, trzeba miec w sobie jeszcze odrobinę siły i wiary. i wiedzy trochę też.
      i wsparcia chociaż w jednej realnej osobie.
    • mama.bartusia.09 Re: kryzysy 18.11.09, 09:05
      My krysysow mielismy na poczatku wiele. Po porodzie maly nie chcial chwytac
      piersi, jak probowalam go przystawic bardzo plakal. Ze strony personelu
      medycznego uzyskalam tylko informacje typu- ma pani plaskie brodawki, jest pani
      za nerwowa( dziwne, zeby nie byc, jak dziecko drugi dzien nie je, ciagle pacze,
      ja po 20godzinnym porodzie nie spie 23/24 i nie moge go przystawic) itd. W
      ramach porady laktacyjnej dowiedzialam sie gdzie stoi mleko modyfikowane. Malego
      przystawilam dopiero po powrocie do domu, czyli w 4 dobie po porodzie. Wczesniej
      sciagalam mleko laktatorem i podawalam butelka.
      Potem maly wisial na cycu po godzinie, czasem 2. W drugim miesiacu zycia nie
      chcial ssac mi piersi, bo przy probie karmienia possal 2-3 minuty i zaczynal
      wrzeszczec jak opetany. Spadl mi wtedy z waga. Trwalo to ok 2
      miesiace.Oczywiscie zyczliwi mowili- daj butelke, po co meczysz dziecko, twoje
      mleko mu nie smakuje, masz zly pokarm itd. Zapalenie piersi tez mnie nie
      ominelo- w 5 miesiacu. Ja tez nigdy nie pomyslalam, zeby dac mm,bo po prostu nie
      wyobrazam sobie karmic butelka. Teraz karmienie to czysta przyjemnosc. Im dluzej
      karmie, tym bardziej to lubie( no, moze poza nockami).
    • basiak36 Re: kryzysy 18.11.09, 15:09
      Kryzysy sa nieodlaczna czescia wszystkiegosmile) Miewa sie kryzysy w malzenstwie, w
      pracy, w szkole - co nie znaczy ze najlepsza metoda na nie jest
      'uszczesliwianie' siebie przez rezygnowanie z pracy czy z mezasmile) Czasem tak,
      kiedy juz nie ma w tym nic pozytywnego.
      Dla mnie kryzysy w karmieniu (pierwszego dziecka, przy drugim ich nie mialam bo
      mialam inne nastawienie psychiczne) to sa takie 'pozytywne' kryzysy, bo zawsze
      sie koncza i pozostaje satysfakcja z karmienia dziecka wlasnym mlekiem.
      I dlatego zawsze mnie dziwia rady typu 'podaj butelke bedzie Ci latwiej'. A co
      jesli butelka nie zamienia dziecka w tzw 'grzeczne' dziecko? Jakie wtedy mamy
      wyjscie?
Pełna wersja