kasiale73
17.11.09, 00:23
czy miałyście jakieś kryzysy dotyczące kp?
ja przy pierworodnej sporo i wsparcie tylko u męża, malutka nie umiała ssac, miałam poranione brodawki, sztab "ciotek" z dobrymi radami, mimo merytorycznego przygotowania byłam zaskoczona jak bardzo dziecko zmienia życie, więc kryzysy zmęczenia i niewyspania. później problemy z rozszerzaniem diety, bo Lenka wciąż wolała (woli!) pierś.
w ciąży nie miałam kryzysów. pewnie, że trochę się bałam że kp przyspieszy mój poród, a wolałam zaczekac na powrót męża.
przy drugiej córci miałam mega kryzys pierwszej nocy po powrocie do domu. w klinice spędziłyśmy tylko 25h, ale nie spałam w nocy bo patrzyłam na nowy cud w swoich ramionach i jak wróciłam do domu to chciałam trochę pospac, a tu nic z tego

maleńka płakała, starsza zdezorientowana nową sytuacją płakała, ja też prawie płakałam... oj, żałowałam wtedy że nie odstawiłam starszej, że nie nauczyłam jej spac w swoim łóżku i samodzielnie zasypiac, że nie chcę karmic maleństwa mm, bo wtedy mogłabym zwiac i zostawic z tym całym kramem męża, który nad wyraz zachowuje w takich chwilach zimną krew.
tak myślę o tych kryzysach bo Lilka jest bardzo absorbującym dzieckiem. je krótko, ale czasem i 5* na godzinę przez całą dobę. ulewa, wierci się przy piersi, płacze... i tak sobie pomyślałam, że gdyby była moim pierwszym dzieckiem to na pewno podałabym mm. bo uwierzyłabym, że np nie smakuje jej moje mleko.