Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-)

11.01.10, 11:56
Jeśli było, to odeślijcie mnie proszę do właściwych wątków. Ale nie widzę tak
na pierwsze przejrzenie.

Chciałabym, żebyście odpowiedziały na kilka pytań dotyczących tego, jak w
praktyce wygląda dkp. Może komuś jeszcze się to potem przyda jako ściąga?

1. Zawsze myślałam, że "później to jest już inne karmienie - tylko na dzień
dobry i na dobranoc. Już nie potrzeba ciuchów do karmienia itd." Czy tak jest
faktycznie? Czy mogłybyście podać wiek swojego dziecka (tego "dużego"
oczywiście, jeśli karmicie tandemowo) i "dobowy grafik"? Ile razy karmicie, o
jakich mniej więcej porach? Czy karmienia mają u Was funkcję pełnego posiłku
czy są bardziej "do napicia"? Pewnie za wcześnie przesądzać, bo mój synek jest
jeszcze malutki, ale póki co, to my idziemy właśnie w kierunku coraz większej
liczby karmień dziennych, a na dzień dobry czasem w ogóle nie chce ssać!

2. Czy jak wychodzicie na dłużej z domu - do koleżanki, na zakupy - to
zabieracie wszystkie utensylia do stałego posiłku, czy z "lenistwa" karmicie
na takim wyjściu piersią? Przyznam, że ja prędzej przestawię małemu
jednorazowo plan dnia, dam mu wcześniej obiad czy coś, niż zabiorę ten majdan...

3. Im dalej w las, tym większy "twórczy chaos" w karmieniu? Jak miał 3-4
miesiące, to praktycznie nie wiedziałam, co to znaczy karmić na żądanie.
Oczywiście nigdy nie odmawiałam piersi głodnemu dziecku, ale dziecko w dzień
chodziło jak w zegarku, budziło się w nocy z raz na tydzień. Teraz - mamy ileś
małych karmień dziennie i nawet po dwa w nocy. I to wygląda już tak, że Adaś
potrafi pokazać, że chce possać, więc mam poczucie, że zamiast spodziewanej
przeze mnie zmniejszonej liczby karmień mamy "ekologiczną wolną amerykankę"
smile I ciekawa jestem, czy to typowe.

3. Czy jesteście w stanie odciągnąć pokarm tak, żeby zostawić dziecku np. do
wypicia z kubka? Czy w ogóle zdarza Wam się wyjechać bez dziecka, np. w
delegację, jeśli pracujecie? Pytam, bo w pierwszych miesiącach pokarm sikał z
piersi i mogłam robić zapasy, a teraz wydaje mi się, że nie byłabym w stanie
odciągnąc pełnej porcji, nie mówiąc o tym, ze nie mam pojęcia, ile wynosi
pełna porcja smile A może duże dzieci nie są zainteresowane mlekiem mamy z
kubka? Nie ma mamy - nie ma potrzeby? Można zjeść co innego?

3. Czy w ogóle używacie mleka modyfikowanego? Np. do przygotowania naleśników,
kakao itd? A innego nabiału krowiego/koziego- jogurtów, twarożków? Czy za
zwiększeniem konsumpcji nabiału zwierzakowego idzie zmniejszone
zapotrzebowanie dziecka na pierś?

Będę wdzięczna za doedukowanie.
    • edytadk Re: Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-) 11.01.10, 14:50
      > Chciałabym, żebyście odpowiedziały na kilka pytań dotyczących tego, jak w
      > praktyce wygląda dkp.

      Problem z odpowiedzią na Twoje pytania jest taki, że dzieci wielokrotnie
      zmieniają się w krótkim nawet czasie i w większości przypadków trudno o
      uogólnianiesmile. Poza tym każde dziecko jest inne i to, co sprawdza się jednej
      mamie, niekoniecznie podpasuje Wam. Najlepiej zdać się na swoją intuicję i dać
      sobie (i dziecku!) prawo do elastyczności, tzn. nic na sztywno z góry nie
      zakładać. Ale rozumiem doskonale, że ciekawa jesteś, jak to wygląda na dalszych
      etapach, więc pozwolę sobie napisać, jak działało/działa to u nas. Z
      zastrzeżeniem, że to tylko przykład możliwego scenariuszasmile.

      > 1. Zawsze myślałam, że "później to jest już inne karmienie - tylko na dzień
      > dobry i na dobranoc. Już nie potrzeba ciuchów do karmienia itd."

      Hmm, ja nigdy nie miałam ciuchów do karmieniawink. Jeśli w planie było karmienie
      "w terenie", zwykle ubierałam się dwuwarstwowo - tzn. top z możliwością podania
      piersi "górą" i coś na wierzch osłaniającego tę górę...

      W kwestii liczby karmień to jest bardzo, bardzo indywidualne... Zacznę od tego,
      że pracuję, odkąd syn skończył 5 miesięcy. Moje dziecko nie pasuje do modelu
      piersioholika - np. w tych pierwszych miesiącach po moim powrocie do pracy,
      dziecko wcale nie "rzucało się" na mamę, częściej odmawiał przy próbach
      przystawienia, niż dawał się spokojnie nakarmić. Wyjątkiem były (i są) wieczory
      i noce - wtedy syn z zasady nie odmawiawink. Przez jakiś czas (w okolicach
      bodajże drugiej połowy drugiego roku życia), syn na widok mamy wracającej z
      pracy wołał, że chce mleko - i faktycznie pił wtedy. Przeszło dość szybko...
      Jeszcze jednym wyjątkiem od reguły był okres tygodnia po nocy spędzonej w
      szpitalu na kroplówce (miał wtedy dwa lata). Zarówno w szpitalu, jak i po, syn
      najchętniej spędzałby większość dnia i nocy z piersią w buzi. No ale to
      ewidentnie była reakcja na stres...

      Podsumowując - od kiedy poszłam do pracy do mniej więcej końca drugiego roku
      życia mieliśmy przede wszystkim karmienia wieczorne i nocne (tych ostatnich
      różna ilość - od 3-4 do stopniowego zaprzestania). No i ranne, przed moim
      wyjściem, ale to na śpiocha. Czasem dochodziło popołudniowe, jak dziecię
      łaskawie zechciało nio i ze dwa w dzień w weekendy.

      Dla porządku dodam, że do czasu, kiedy syn skończył dwa lata, odciągałam mleko w
      pracy, coby było na drugi dzień. Na początku udawało mi się tak do 300 ml - na
      dwa posiłki, pod koniec to już było tylko 100-120 ml, do popicia przed drzemką.
      Synek bardzo chętnie wypijał to mleczko, a to było dla mnie najlepszą zachętą
      dla wożenia się z całym laktatorowym majdanemsmile. Obecnie młody ma 28 miesięcy i
      karmimy się tak ze dwa razy na dobę. I większość nocy, od jakichś dwóch
      miesięcy, syn przesypia w całości - sam z siebie, bo nikt nie próbował uczyć go
      tej "sztuki"smile. Przy czym nie bez znaczenia jest pewnie fakt, że jestem w
      drugim trymestrze ciąży i mleka jest mniej.

      > 2. Czy jak wychodzicie na dłużej z domu - do koleżanki, na zakupy - to
      > zabieracie wszystkie utensylia do stałego posiłku, czy z "lenistwa" karmicie
      > na takim wyjściu piersią?

      Na wszelkich wyjściach/wyjazdach priorytet miało moje lenistwo i pierśsmile. Jak
      sobie przypomnę wypady weekendowe czy wakacyjne, kiedy maluch miał 8 czy 9
      miesięcy, to o jedzeniu dla dziecka myślało się na samym końcu, a i tak soiczki
      wracały z nami nietkniętesmile. Również w okolicach roczku, chociaż wtedy to już
      podżerał nam z talerza...

      >
      > 3. Im dalej w las, tym większy "twórczy chaos" w karmieniu? Jak miał 3-4
      > miesiące, to praktycznie nie wiedziałam, co to znaczy karmić na żądanie.
      > Oczywiście nigdy nie odmawiałam piersi głodnemu dziecku, ale dziecko w dzień
      > chodziło jak w zegarku, budziło się w nocy z raz na tydzień. Teraz - mamy ileś
      > małych karmień dziennie i nawet po dwa w nocy. I to wygląda już tak, że Adaś
      > potrafi pokazać, że chce possać, więc mam poczucie, że zamiast spodziewanej
      > przeze mnie zmniejszonej liczby karmień mamy "ekologiczną wolną amerykankę"
      > smile I ciekawa jestem, czy to typowe.

      U nas bardzo typowe - tzn. przekonałam się bardzo wcześnie, że moje oczekiwania
      co do pór karmienia i ogólnie schematu dnia niekoniecznie idą w parze z wizją
      dzieckasmile. I tak, kiedy ja uważałam, że powinien już być głodny i jest pora
      karmienia, moje dziecko było zupełnie innego zdania. No więc proponowałam i albo
      korzystał, albo nie. Oczywiście mowa o dziecku w okolicach roku, a nie
      kilkumiesięcznym niemowlęciu...

      >
      > 3. Czy jesteście w stanie odciągnąć pokarm tak, żeby zostawić dziecku np. do
      > wypicia z kubka?

      Przez dwa lata byłam i z niejakim żalem (ale i ulgąwink) przestałam...

      > Czy w ogóle zdarza Wam się wyjechać bez dziecka, np. w
      > delegację, jeśli pracujecie?

      Owszem. Pierwszy wyjazd - 6 dni - gdy dziecię miało 9 miesięcy. Potem 10-dniowy
      w pierwsze urodziny i 5-dniowy dwa miesiące później. O 5-dniowym w okolicach
      dwóch latek już nawet nie wspominamsmile. Pzy każdej z tych okazji tata i babcia
      zostawali z zamrożonym zapasem mojego pokarmu, a ja odciągałam pokarm dla
      podtrzymania laktacji.

      > Pytam, bo w pierwszych miesiącach pokarm sikał z
      > piersi i mogłam robić zapasy, a teraz wydaje mi się, że nie byłabym w stanie
      > odciągnąc pełnej porcji, nie mówiąc o tym, ze nie mam pojęcia, ile wynosi
      > pełna porcja smile

      To wszystko kwestia przyzwyczajenia i praktyki. Ja nie należałam nigdy do tych
      "mlecznych", bez problemu odciągających litry niemalże i zawsze cieszyłam się z
      każdej odciągniętej kropli. Zresztą z dzieckiem "przy piersi" nie odciągnęłabym
      niczego. W pracy, podczas 10-11h nieobecności (i niekarmienia), regularne
      odciąganie dawało z grubsza efekty.

      > A może duże dzieci nie są zainteresowane mlekiem mamy z
      > kubka? Nie ma mamy - nie ma potrzeby? Można zjeść co innego?

      Pewnie, że można. To rada wielokrotnie powtarzana mamom wracającym do pracy.
      Dziecko spokojnie może zjeść coś niemlecznego - nadrobi, jak mama wróci z pracy.
      Mój syn wspomnianym kubkiem mleka mamy zainteresowany był jak najbardziej, ale
      to też w dużej mierze kwestia przyzwyczajenia. Ja mogłam i chciałam odciągać w
      pracy, ale to naprawdę nie jest konieczne.

      >
      > 3. Czy w ogóle używacie mleka modyfikowanego?

      W ogóle nie używamy. Nigdy nie zdarzyło mi się przygotować porcji mm - nawet
      teorii nie znamwink. Jedna awaryjna puszka, kupiona przez spanikowanych rodziców
      opuszczających szpital, wylądowała przeterminowana i nieotwarta na śmietniku...

      > Np. do przygotowania naleśników,
      > kakao itd?

      Kakao nie pijamy. Ciasta/naleśniki na mleku krowim. Babcia, za moją zgodą,
      próbowała czy 2-letni podówczas młody napiłby się "swojskiego" krowiego mleka (z
      czystej ciekawościwink), ale syn wypluł z obrzydzeniemwink.

      > A innego nabiału krowiego/koziego- jogurtów, twarożków?

      U nas nabiał - poza żółtym serem - nie jest podstawą dobowych posiłkówsmile.
      Konsekwentnie, syn za wiele styczności z nim nie ma... W pierwszym trymestrze
      mojej obecnej ciąży miałam paskudne mdłości i wtedy pojawiło się w lodówce
      trochę jogurtów - młody czasem coś liznął, ale to na pewno nie jest regularny
      składnik naszej (czy dziecka) diety.

      > Czy za
      > > zwiększeniem konsumpcji nabiału zwierzakowego idzie zmniejszone
      > zapotrzebowanie dziecka na pierś?

      A nie wiem, u nas nie doszło do zwiększenia konsumpcji nabiałusmile.

      Wybacz przydługiego posta, ale i Twoje pytania były dość obszernewink.
      • froobek Re: Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-) 11.01.10, 15:16
        > pozwolę sobie napisać, jak działało/działa to u nas. Z
        > zastrzeżeniem, że to tylko przykład możliwego scenariuszasmile.

        O to mniej więcej chodziło, może nie wyraziłam się precyzyjnie.


        > Dla porządku dodam, że do czasu, kiedy syn skończył dwa lata, odciągałam mleko
        > w
        > pracy, coby było na drugi dzień. Na początku udawało mi się tak do 300 ml - na
        > dwa posiłki, pod koniec to już było tylko 100-120 ml, do popicia przed drzemką.
        > Synek bardzo chętnie wypijał to mleczko, a to było dla mnie najlepszą zachętą
        > dla wożenia się z całym laktatorowym majdanemsmile.

        To jest chyba dla mnie największy stres - taki na przyszłość, jak zacznę
        wychodzić, czy to do pracy, czy w innym celu. Może trzeba potrenować, ale na ten
        moment zdziwiłabym się, gdybym uciągnęła 100 ml. Tyle że ja, nie licząc
        pierwszego tygodnia, kiedy miałam dziki nawał, odciągam ręką. Myślicie, że
        laktator może dać lepsze rezultaty?


        > > 2. Czy jak wychodzicie na dłużej z domu - do koleżanki, na zakupy - to
        > > zabieracie wszystkie utensylia do stałego posiłku, czy z "lenistwa" karmi
        > cie
        > > na takim wyjściu piersią?
        >
        > Na wszelkich wyjściach/wyjazdach priorytet miało moje lenistwo i pierśsmile. Jak
        > sobie przypomnę wypady weekendowe czy wakacyjne, kiedy maluch miał 8 czy 9
        > miesięcy, to o jedzeniu dla dziecka myślało się na samym końcu, a i tak soiczki
        > wracały z nami nietkniętesmile. Również w okolicach roczku, chociaż wtedy to już
        > podżerał nam z talerza...

        A teraz? Bo moim zdaniem Pan Bóg wynalazł laktację, żeby mamom było wygodnie na
        spacerze smile


        > > 3. Czy w ogóle używacie mleka modyfikowanego?
        >
        > W ogóle nie używamy. Nigdy nie zdarzyło mi się przygotować porcji mm - nawet
        > teorii nie znamwink. Jedna awaryjna puszka, kupiona przez spanikowanych rodziców
        > opuszczających szpital, wylądowała przeterminowana i nieotwarta na śmietniku...
        >
        > > Np. do przygotowania naleśników,
        > > kakao itd?
        >
        > Kakao nie pijamy. Ciasta/naleśniki na mleku krowim. Babcia, za moją zgodą,
        > próbowała czy 2-letni podówczas młody napiłby się "swojskiego" krowiego mleka (
        > z
        > czystej ciekawościwink), ale syn wypluł z obrzydzeniemwink.

        Aha, no to krowiego - to dla mnie mniej więcej to samo, co mm. Chodziło mi o to,
        czy ktoś uprawia ortodoksję piersiową.
        Ja chcę dać za jakiś miesiąc mm właśnie jako składnik posiłków.
        Mam z próbek i ja wyrzucać nie będę, o nie wink

        A propos zapobiegliwości, to zawsze się z ciekawością przyglądam (planującym kp)
        ciężarówkom, które kupują butelki smile I to na przykład od razy trzy. No jeszcze
        nie zaczęły, a już zakładają problemy wink

        Dzięki za super fajne odpowiedzi!
        • edytadk Re: Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-) 11.01.10, 16:31

          > To jest chyba dla mnie największy stres - taki na przyszłość, jak zacznę
          > wychodzić, czy to do pracy, czy w innym celu.

          Twój syn to już spore dziecię, na Twoim miejscu przyjęłabym wariant podawania "niemleczności" pod Twoją nieobecność. Ja musiałam zostawić 5-miesięczniaka na 10-11h dziennie i tutaj faktycznie nie wyobrażałam sobie, że wytrzyma tyle bez mleka, szczególnie, że to były dopiero początki rozszerzania diety.

          > Tyle że ja, nie licząc
          > pierwszego tygodnia, kiedy miałam dziki nawał, odciągam ręką. Myślicie, że
          > laktator może dać lepsze rezultaty?

          Zapewne jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz... Ale może być też tak, że laktator w ogóle się nie sprawdzi. Mi ręczne odciąganie nigdy nie wychodziło i ogólnie "laktatorowa" jestemwink.


          > Również w okolicach roczku, chociaż wtedy t
          > o już
          > > podżerał nam z talerza...
          >
          > A teraz? Bo moim zdaniem Pan Bóg wynalazł laktację, żeby mamom było wygodnie na
          > spacerze smile

          Oczywiściesmile. I żeby w domu nie musiały po nocach/bladym świtem butli szykowaćwink. Czy pisząc "teraz", masz na myśli mojego dwulatka? Teraz to syn ma tak samo szeroki repertuar jedzeniowy, jak jego rodzicewink. Na spacerze jedzenie nieszczególnie go interesuje, a jak spacer jest wyjątkowo długi, to podjada jakiś owoc czy herbatnika. Ewentualnie na pizzy lądujemywink. Teraz karmienie w terenie (już pomijam nawet zimową porę) nieszczególnie się sprawdza, bo do tego trzeba nam spokoju - inaczej syn po jednym pociągnięciu zwieje ptaszka/robaczka/pieska/ciężarówkę oglądać. W sierpniu byliśmy w Chorwacji i wtedy - na plaży - syn życzył sobie czasem mleka. Ale ja topless byłam, więc widok bufetu zapewne go dopingowałsmile.

          > A propos zapobiegliwości, to zawsze się z ciekawością przyglądam (planującym kp
          > )
          > ciężarówkom, które kupują butelki smile I to na przykład od razy trzy. No jeszcze
          > nie zaczęły, a już zakładają problemy wink

          Chyba nawet nie zakładają, po prostu butelka i smoczek tak wtopiły się "w krajobraz", że wydają się nieodłączną częścią wyprawkisad. Sama smoczek nabyłam przed narodzinami syna - całe szczęście, że miałam tyle oleju w głowie, żeby nie dać przed ukończeniem przez niego dwóch miesięcy:/. Butelki nie kupiłam i co z tego - ze trzy dostałam w prezencie...
        • ciociacesia próbki mm 12.01.10, 08:49
          dostałam z Candii. wypiłam sama ze smakiem. a o, mi tez witaminy sie naleza tongue_out
    • fiamma75 Re: Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-) 11.01.10, 16:47
      ad.1
      Takie karmienie 2x na dobę to miałam na sam koniec karmienia smile I
      to dlatego, że z powodu ciąży zacheciłam córkę do ograniczenia.
      A tak to moja córka ssała często, jak tylko byłam w domu -
      pracowałam odkąd skończyła 5 mies. - na dzień dobry, po moim
      powrocie z pracy, przed drzemką, po drzemce, przed spaniem itd.
      Ciuchy do karmienia - staniki i owszem, bo mi najwygodniej, a tak to
      zwyczajnie smile
      ad. 2
      zależało od wieku dziecka i na jak długo się wychodziło
      a od 20 mca karmiliśmy się tylko w domu smile
      ad.3
      na żądanie - o tyle łatwiej, że młoda po prostu mówiła, że chce
      później mogłam już negocjować, że np. później, bo jestem zmeczona,
      itp.
      4. niestety już nie w wieku 7 mcy, a teraz już nie od 3 mca synka -
      przy drugim szybciej mi laktacja uregulowała. Zrobiłam zapasy z
      pierwszych miesięcy, teraz też odciągam mozolnie choć po 30 ml
      dziennie, żeby mieć na mój powrót do pracy. Moja córka jadła po
      prostu inne jedzonko, synek też pewnei będzie tak musiał jak się
      skończą "mrożonki"
      5.nie używałam nigdy mm. Pod koniec pirweszego roku życia
      wprowadziłam jogurty, a po roku normalne krowie mleko. Potrafiła
      codziennie jeść jogurt i przyssysać sie do piersi -jogurt nie da
      tego ciepla i poczucia bezpieczeństwa smile Pod koniec naszego
      kamrienai to bardziej chodziło już o to przytulanie niż o ssanie -
      bo ssała 1 min a przytułała się z 20 min smile
    • ciociacesia Re: Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-) 12.01.10, 08:39
      1.
      Nina ma juz prawie 16 mies
      ciuchy ułatwiajace karmienie - owszem, stosuje na codzien, chyba ze wychodze bez
      dziecka - np do pracy czy na piwo smile w innej sytuacji wole zawsze miec mozliwosc
      'szybkiej interwencji'
      ale karmienia 'obowiazkowe' sa chyba 3:
      -na pewno to po powrocie z pracy, bardzo łapczywe i bardzo ukochane - pół
      gpdziny tylko dla nas. zdarzyło sie chyba z 5 razy ze zostałam olana - w sensie
      przywitana i dziecko wróciło do zabawy
      - wieczorne do spania - jest kolacja, kapiel i piers usypiajaca - ostatnio
      roznie bywa z tym usypianiem przy piersi, ale jest to obowiazkowy punkt programu
      smile najfajniej siet jak najada sie, odrywa, odwraca na drugi bok i zasypia smile
      - staram sie nakarmic choc raz w nocy - ajlepiej tuz przed wyjsciem do pracy.
      inaczej mam problem z piersiami i wyrzytu ze dziecko głodne za krótko bedzie spało
      - na dzien dobry nie ma u nas ssania - jest ssanie na spiocha zeby pospac dłuzej
      - po przebudzenie przez godzine dwie nie jest głodna

      2. majdanu nie zabieram - ale rozne przekaski owszem. najlepiej banana, jabłko,
      wafla ryzowego, do popicia czasem biore wode mineralna (w zwyklej butelce - od
      9-10 mies mozna dziecko napoic i nawet za bardzo nie pozalewac). tylko ze ja nie
      przywiazuje wielkiej wagi do stałóosci por posiłkow - wiem ze sie powinno, ale
      sama jem jak zgłodnieje - jak ja jem to mała tez chce i tak jakos zawsze jemy
      troche razem

      3. roznie - to sie bardzo zmienia w czasie. jak jest zabkowanie, jak jakas
      choroba sie przyplacze, czasem jakies smuteczki, burzliwy okres przeprowadzek,
      rozstanie z niania, rozstanie z tata, rozstanie z babcia. czasem jak ja jestem
      bardziej zmeczona to tez uciekam sie do piersi zamiast stawac na głowie celem
      zabawienia - chociaz ostatnio przestaje to skutkowac - nina ma juz bardzo
      zdecydowane poglady na temat tego na co ma a na co nie ma ochoty

      4. odciagam w pracy. około 100ml. przed swietami własciwie przestałam - pod moja
      nieobecnosc mala zajadała sie roznosciami, zagryzała jogurtem i było ok, ale
      przez swieta znów rozhulałam sobie laktacje wiec odciagam. mała pije o zgrozo z
      buitli ze smoczkiem. moja mama nbie daje przekonac sie do kubeczka. planuje
      najazd na swiat dziecka i zakup bidonu

      5. podaje mleko krowie. najchetniej pod postacia jogurtu - jesli nina zobaczy
      jogurt to nie odpusci dopuki troche nie dostanie smile
      uwielbiam koktajl mleczno-bananowo-kakaowy i tez musiałam sie podzielic bo był
      płacz i zgrzytanie zebów. babcia czasem daje troche budyniu czy owsianki, ale tu
      akurat jestem przeciwna bo budynnz torebki jest okropnie słodki...
    • mad_die Re: Praktyczny "podręcznik" DKP? ;-) 12.01.10, 11:20
      Moja wersja smile
      1 - starsza córka (2 lata) ssie rano, czasami po południu i na dobranoc, no i
      czasami jeszcze jak widzi, że brat je, to wtedy też żąda wink "mamusiu, proszę
      cię daj cysia Marysieńce
      " - jak Boga kocham tak mówi big_grin czyli wychodzi +/- 3
      razy na dobę, noce przesypia odkąd skończyła mniej więcej 16mscy (oczywiście jej
      w tym pomogłam, ja i ciąża wink)
      Teraz karmienie to już raczej przytulenie, ale nie powiem, bo się pożądnie
      zasysa i je, więc tak powiedzmy pół na pół.

      2 - zależy, jak wiem, że będę mogła u koleżanki podać jej słoik, to biorę (a
      raczej brałam, bo teraz to już córka je to co my), ale zwykle mam takie fajne
      koleżanki,że zupa dla moich dzieci też się znajdzie wink a jak idę w plener, na
      spacer, zakupy to się teraz ratuję ciastkiem, bananem, bułką suchą wink z młodszym
      to inna historia - wczoraj zaliczyłam pierwsze karmienie w przebieralni (bo
      kurtkę starszej kupić musiałam big_grin)
      ale jak starsza była młodsza, to zwykle na piersi się kończyło, a słoik wracał
      do domu wink

      3 - i córkę i syna karmię na żądanie, i czy to jest co godzinę, czy 4 to karmię.
      I o ile syn odmówi jak nie chce jeść (usteczka w dziubek i za Chiny Ludowe mu
      piersi nie wetknę), a tyle córka zapytana czy chce "cysia" radośnie do mnie
      przybiega i aż sie cała trzęsie wink więc jak czuję że pierś nie wyrabia z
      przepełnienia, a młodszy najedzony, to córka idzie z odsieczą wink oczywiście nie
      nadużywam jej uczynności, bo nie chcę jej w głowie mieszać za bardzo tymi
      karmieniami na moje żądanie

      4 - nigdy nic nie odciągnełam laktatorem, no może z 10ml przy córce jak była
      mała, nie miałam potrzeby. Jak chciałam gdzieś wyjść to brałam dziecko ze sobą
      lub zostawialam zatankowane po kurek i niech się opiekun martwi wink dłuższy
      wyjazd mi się jeszcze nie przytrafił...

      5 - naleśniki, omlety, serniki robię z mleka/sera krowiego i córka je chętnie zjada
      jak zaszłam w ciąże to wprowadziłam jej kaszkę na śniadanie na mm, ale odkad
      znowu pije moje mleko kaszką gardzi... no cóż, widać moje lepsze wink
      kakao nie pijemy
      jogurty jej nie podchodzą, serki i twarożki również - wapń znajdujemy gdzie
      indziej wink
Pełna wersja