po blisko dwóch latach karmienia - słów kilka;)

04.02.10, 21:29
Witajcie,
Wkleiłam ten wątek na KP, ale jestem ciekawa Waszych opinii, tu na DKPsmile
Karmię synka blisko dwa lata (urodziny 7 marca). Zaczynam go teraz odstawiać,
bo już jestem zmęczona. Po prostu doszłam do momentu, w którym jestem na
"nie". On niestety jeszcze nie dojrzał do tego do końca, ale już musimy się z
piersią rozstać.
Piersią chciałam karmić od samego początku, jakoś nie brałam innej opcji pod
uwagę. Na początku bolało strasznie, chociaż brodawki zahartowały się szybko,
ale bolało jakoś od środka, 2 miesiące na paracetamolu itp. Żadnych grzybic,
zastojów, zapaleń, Mały ssał pięknie, a to i tak bolało. W końcu minęło jak
ręką odjął. I tak sobie myślę, że karmienie piersią jest ważne, potrzebne i
mądre. Chociaż trudne - bo wbrew pozorom to wcale nie jest czynność wrodzona
ani dla matki ani dla dziecka. Wychodzi bardzo różnie, a pomocy często znikąd,
nawet po porodzie w szpitalu. O karmienie warto walczyć, nie dać się
zwariować, nie
złapać w pułapkę dokarmiania. Noce są ciężkie i kasza na noc zwykle średnio
pomaga, bo to wcale nie o pełny brzuszek chodzi. Natura to genialnie
urządziła, mechanizm jest perfekcyjny, pokarmu nigdy nie jest za mało, jest
taki, jaki dokładnie powinien być. Piersi nie muszą pękać, bo to nie bańki na
mleko.
Tylko mam dwie ciężkie myśli w głowie. Głównie za sprawą mojego męża, który
twierdzi, że dziecko należy przystosować do życia i przygotować na różne
okoliczności. Co w sytuacji, jeśli mama trafi do szpitala (co przerabialiśmy,
jak Mały miał 10 miesięcy)? Albo gdy mama musi po prostu zacząć brać leki,
które wykluczają karmienie i koniec kropka? Jego zdaniem dziecko musi znać
mleko modyfikowane, musi umieć pić z butelki, żeby w momentach kryzysowych,
kiedy pokarmu mamy nie ma, i ono i tata dali sobie radę. Że nie da się
laktacyjnemu terrorowi (a tak naprawdę terroryzowany nigdy nie byłwink) i przy
drugim dziecku będzie zabiegał o to, żeby wszystko inaczej urządzić.
Kto ma rację - szkoła "mleko mamy przede wszystkim, smoczki, butelki,
modyfikowane w kąt" czy "jednak przygotujmy się na niespodzianki, przygotujmy
przede wszystkim dziecko - dla jego dobra - że mamy czasem może nie być i jej
mleka też nie".
Jak sądzicie?
    • rooms Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 04.02.10, 21:45
      uważam, że nie da się przygotować na każdą ewentualność i po prostu wybiera się
      najlepszą opcję. Karmię prawie 16 miesięcy i różnie bywało.

      Początek bardzo ciężki i gdyby nie moja siostra kochana, doświadczona
      karmicielka, to pewnie karmiłabym butelką (krecia robota personelu szpitalnego).
      Potem doszedł i smoczek - w 7 m-cu córa sama zrezygnowała. Było przymusowe
      ograniczanie karmień mlecznych (!!) ze względu na gospodarkę wapniowo-fosforową
      -> zalecenia poradni metabolicznej w CZD obejmowały naprzemienne karmienie od
      5.m-ca (!) i przepajanie wodą, gdy córa w ogóle nie akceptowała już butelki i
      nie miała wprowadzonych żadnych bezmlecznych pokarmów - przebrnęliśmy i przez to
      (efekt: wodę pije z bidonu od 6 mcawink i je jak złoto bez zmuszania).

      Do tej pory często mam zastoje (głównie przez/przy ząbkowaniu), ale jakoś udało
      mi się uniknąć zapalenia... Kręgosłup pęka mi od nocnych maratonów.. Ogółem nie
      jest łatwo, ale za to CUDOWNIE smile

      A wracając do Twojego zapytania: dziecko jest niezwykle plastyczne i moje
      doświadczenia potwierdzają, że gdy przychodzi taka potrzeba - przyzwyczai się do
      (bądź odzwyczai od) wszystkiego, co zadecydują rodzice. Dlatego nie ma co się
      martwić na zapas. Pociesz małżonka, że da radęwink

      • ola_c Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 04.02.10, 22:01
        Tak też właśnie podpowiada mi intuicja, że dziecko może się przystosować i
        poradzi sobie w kryzysowej sytuacji. Ale pamiętam z drugiej strony walki z tym
        cholernym laktatorem w szpitalu, cały stres, jak Mały poradzi sobie bez piersi,
        telefony do Pani Moniki Staszewskiej, jak to wszystko rozegrać. Może jakby była
        butla, to byłoby spokojniej. W szpitalu odciągałabym tylko tyle, żeby pobudzać
        piersi do produkcji, a nie z łzami, że przecież MUSZĘ.
        Boję się, że popadłam w fanatyzmwink
        • rooms Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 04.02.10, 22:23
          e tam fanatyzm od razuwink

          Ja to widzę tak: po porodzie dziecko musi się nauczyć ssać - to podstawa (matka
          - nauczyć przystawiać, ale po pierwszym odchowanym ssaku chyba już ma względne
          pojęciewink). Wszystko, co może zaburzyć dziecku tę naukę - szkodzi. Ergo: żadnych
          smoczków czy butelek na początek, za to dużo spokoju, cierpliwości i przyjaznej
          atmosfery.
          Potem jak już oboje załapią (szczególnie mały ssak) - to daj Ci Panie Boże
          zdrowie! - powinno jakoś pójść...

          Dlatego karygodne jest to jak wygląda sytuacja w szpitalach! W pierwszej dobie
          usłyszałam, że mam za małe brodawki (córa pewnie się nie zorientowała), za mało
          mleka, źle przystawiam (ale nikt nie miał czasu mi pokazać jak jest dobrze, a
          jak już pokazywał, to w takich pozach mnie ustawiano, że bałam się ruszyć). Po
          cc zabrano ją ode mnie na tyle godzin (!), dokarmiano (jak nic! choć nikt nic
          nie powiedział), próbowałam karmić córę z kroplówką przypiętą do ręki sama na
          sali, bo na dzwonek pielęgniarki przychodziły jak chciały... Potem jak mnie
          "złapano" na przysypianiu z dzieckiem w ramionach to dostałam opieprz - bo
          dziecko ma spać osobno (!!!!). No i jak zaczęła spadać z wagi (fizjologicznie)
          to nastraszono mnie podawaniem jej kroplówki, żeby doprowadzić koniecznie do
          tego, bym dawała jej moje mleko z butelki. Do domu wróciłam skołowana, z nawałem
          spotęgowanym laktatorem, z kompletem butelek i lękiem jak będzie wyglądać
          kolejne karmienie, gdy mała się obudzi. Jak sobie teraz to wszystko wspomnę - to
          mnie krew zalewa... Ale przeżyłyśmy! Mąż mnie wspierał, siostra na gorącej linii
          telefonicznej i dałyśmy radęsmile

          Z drugim już się nie dam tak zrobić. I na pewno będę pomagać innym pierworódkomsmile
          • rooms Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 04.02.10, 22:29
            asjula, śpimy regularnie z małą, kręgosłup mnie boli właśnie od karmienia na
            leżąco wink

            a co do zaburzeń, to się nie zrozumiałyśmy: butelka była potrzebna (jak
            początkowo mylnie sądziłam) do podawania wody, córa mleka modyfikowanego nie
            znasmile. Same zaś zaburzenia w gospodarce wapniowo-fosforowej były skutkiem
            podawania wit.D3 (1 kropla / dziennie przez 4 m-ce) bez badań na zapotrzebowanie
            tzn. okazało się, że córa jest na nią nadwrażliwa i podawanie musi być
            monitorowane... ech, długa historia...
      • asjula1 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 04.02.10, 22:18
        A - o ile to nie tajemnica - jakie były te zaburzenia, zmuszajace do dokarmiania
        mlekiem z butli?
        No a co do pekającego kręgosłupa - trza spać z dzieckiem i po kłopociewink
        Kregosłup rzecz cennasmile
    • asjula1 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 04.02.10, 22:21
      Co ten pan tatuś taki zestresowany na zapas?wink Będzie stresowa sytuacja to i
      będzie zarządzanie kryzysowe, po co dziecko dręczyć bo się czymś martwimy na zapas??
      Oj Ci tatusiowie, Jakoś podejrzenie łatwo im przychodzi argumentacja przeciwwink
    • mamamagic Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 01:27
      po pierwsze nie martwić sie na zapas (ja tez karmie ponad 2 lata i nie mam
      czarnych wizji o sobie w szpitalu),po drugie takie duże dziecko moze sie obyć
      bez mleka jakiś czas (bez cycusia raczej niesmile) jak chcesz powoli odstawiać to
      zacznij podawać synkowi mleko po troszeczku (na przykład dodawaj do kaszki) żeby
      zaakceptował smak. jak załapie to dawaj w butli jako posiłek. znam przypadek ze
      dziecko wolało mleko z butli niz z cycusia smile
      • verenne Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 12:37
        Ale po co ma dawać cokolwiek w butli, skoro ten ssak, co go chce
        odstawić, ma juz prawie 2 lata? dwulatkowi butlę?!
        • ola_c Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 14:58
          Nie niesmile Chodzi o to, że mąż deklaruje, że przy drugim dziecku będzie nalegał
          na włączenie butli.
          • asjula1 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 15:07
            Zrobicie, jak checie, ale dla mnie bez sensu kompletnie. Moze do pracy chce Cie
            poslac, albo miec swobodę w wywozenniu dziecka z domu (mój ma wielka pretensje,
            ze przeze mnie z dzieckiem do swojej mamusi, ktorej ja akurat nie toleruje,
            jezdzic nie możewink)
          • basiak36 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 16:33
            ola_c napisała:

            > Nie niesmile Chodzi o to, że mąż deklaruje, że przy drugim dziecku będzie nalegał
            > na włączenie butli.

            Twoj maz chyba nie bardzo ufa w to ze dziecko wykarmiszsmile I chyba jednak
            wszechobecna obecnosc i reklama mm i butelek ma tutaj ogromny wplyw na to jak
            postrzega karmienie dziecka, w przeciwnym razie po co mialby chciec aby dziecko
            dostawalo sztuczna mieszanke zamiast pokarmu wlasnej mamy? I niestety czesto
            widzialam takie podejscie u tatusiow jak prowadzilam przyszpitalna wypozyczalnie
            laktatorow. Zupelnie jakby nie wierzyli ze matka moze wykarmic dziecko bez problemu.
            • ola_c Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 16:53
              Może to o to właśnie chodzi. Jego zdaniem długie karmienie piersią, bez
              wprowadzania innego mleka jest nie do końca nienormalne.
              BTW: próbowałam Młodego przekonać do modyfikowanego - jak Mały miał pół roku, a
              ja wracałam do pracy. Byłam w lekkiej histerii i w przekonaniu, że dziecko umrze
              bez mleka. Oczywiście nie umarło. Oczywiście na każde modyfikowane reagował
              odruchem wymiotnymsmile
              • basiak36 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 18:48
                ola_c napisała:

                > Może to o to właśnie chodzi. Jego zdaniem długie karmienie piersią, bez
                > wprowadzania innego mleka jest nie do końca nienormalne.

                To znaczy ze uwaza iz dziecko powinno pic inne mleko? A dlaczego?
                W sumie nie jest chyba latwo jesli partner ma takie nastawienie?
                • ola_c Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 18:56
                  Tak jak napisałam - zdaniem męża dziecko musi pić inne mleko, bo musi być
                  przystosowane do życia, przygotowane na rozstania etc. Jeśli będzie znało i
                  akceptowało smak innego mleka, to we dwójkę sobie z tatą poradzą.
                  Oj tak - nie jest łatwo, jak trzeba tłumaczyć, że nie jest się taboretem. Do
                  roku to jeszcze jakoś szło, mąż był za karmieniem, potem zaczął się z tematem
                  rozmijaćuncertain
                  • basiak36 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 20:08
                    mąż był za karmieniem, potem zaczął się z tematem
                    > rozmijaćuncertain

                    Trzeba by go troche przycisnac i dowiedziec sie o co konkretnie chodzismile) Bo po
                    co mialby roczniakowi dawac mm czy krowie z butelki?winkNie moze podac dziecku
                    wody z kubka i zrobic spaghetti?smile)
                    Skoro on taki chetny do uczesniczenia w karmieniu, to rozumiem ze gotuje i
                    przygotowuje posilki dla dziecka i rodziny?smile
                    • ola_c Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 21:32
                      Tak naprawdę nie wiem, o co chodzi. Słyszę argumenty, że takie długie karmienie
                      piersią jest czymś w rodzaju słabości, że kobieta się od tego uzależnia i szuka
                      teorii, żeby to usprawiedliwić. Trochę racji w tym jest...
                      Posiłków dla dziecka nie przygotowuje, dla rodziny czasemwink Tyle że to naprawdę
                      fajny ojciec, taki od początku uczestniczący, opiekuje się Małym na równi ze
                      mną. Tylko przywalił się do tego karmienia i nie chce odpuściuncertain
                      • basiak36 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 23:46
                        Słyszę argumenty, że takie długie karmienie
                        > piersią jest czymś w rodzaju słabości, że kobieta się od tego uzależnia i szuka
                        > teorii, żeby to usprawiedliwić. Trochę racji w tym jest...

                        Ze co? A co powie na 2 latka ze smoczkiem, jako ze smoczek to substytut piersi?
                        Tak samo butelka. Czemu substytut jest ok, a oryginal nie?
                        Karmiac piersia dajesz dziecku mleko. Od tego matka natura dala nam gruczoly
                        mleczne, tak samo jak dala nam macice, lozysko i cala reszte. Dzieki temu mozemy
                        karmic swoje dzieci. Tak samo robia inne ssaki, karmia wlasnym mlekiem wylacznie
                        przez pierwsze tygodnie/miesiace, po czym dany ssak zaczyna jesc to samo
                        jedzenie co dorosli, dodatkowo czesto jeszcze wspomagajac sie mlekiem mamy.
                        Potem sie calkiem odstawia i wiecej mleka nie pije. To ze niektorzy ludzie potem
                        cale zycie pija mleko od innego ssaka, to juz inna sprawa. Ale mleko to mleko. I
                        nijak nie wiem czemu to innego gatunku ma byc lepsze niz nasze, i czemu dla
                        zasady mialabym je dziecku dawac i dlaczego odstawianie 12 miesieczniak po to
                        aby dac mu zastepcze, ma miec wiekszy sens. Zastepcze daje jesli z jakiegos
                        powodu mojego mleka brak.
                        Twoj maz po prostu nie ma pojecia czym sie rozni mleko matki od innegosmile
                  • asjula1 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 06.02.10, 19:17
                    Moim zdaniem przyczyny niechetnego nastawienia tatusiow to:
                    - zazdrosc jaskiniowawink Piersi były jego zabawką, a teraz mu jakieś małe wchodzi
                    na jego teren
                    - mamusia (jego) i poglądy - wiadomo... że to nie można, bo to i tamto i co ona
                    w ogókle wyprawia
                    - zasłyszane w "towarzystwie" opinie, że chłopiec długo karmiony stanie się
                    mięczakiem, "babą" i homoseksulalistą
                    - wstyd, że żona "uzalezniona" od obciachowego karmienia
                    - "nieprzyzwoicie", żeby gołe cycki dziecko oglądało (tu też mamusie często w tle)

                    Swoją drogą Matka Boska na obrazach karmi duże dziecko i jest OK, a synowa już
                    "nieprzyzwoicie"wink

                    Powyższe z moich prywatnych badań socjologicznychwink w grupie samców o hmmm...
                    ludycznym światopoglądzie. Im który bardziej uładzony, tym bardziej idiotyczną
                    argumentacją próbuje pokrywać swoje poglądywink
                    Ty go weż i spytaj, o co mu do cholery TAK NAPRAWDĘ chodziwink
                    I trochę asertywności. Dziecko ma swoje prawa, małżonek tez, ale.... On już jest
                    DUŻY i powinien być nieco bardziej MĄDRYwink
    • budzik11 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 05.02.10, 17:59
      Po pierwsze - nikt normalny nie spodziewa się katastrofy ot tak, bez przyczyny,
      nikt nie chodzi na nią przygotowany, nie nosi na głowie kasku idąc ulica, bo mu
      może cegłówka spaść z dachu. Większość matek nie trafia nagle do szpitala, nie
      porzuca swoich dzieci w tajemniczych okolicznościach a popularne choroby zwykle
      można leczyć karmiąc piersią.

      Po drugie, przez analogię - jak masz własny ogródek, w którym hodujesz z
      powodzeniem zdrowe warzywka, to nie rezygnujesz z nich nagle i nie idziesz do
      warzywniaka w imię... nie wiadomo czego. Nie stwierdzasz nagle "Od dziś jeden
      posiłek będziemy jeść z kupnych warzyw", bo po co? Skoro masz włąsne, lepsze od
      sklepowych, w dodatku nie musisz za nie płacić. Po co dobre zamieniać na gorsze?
      Gdzie tu sens, gdzie logika?
    • fizula Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 06.02.10, 01:46
      On niestety jeszcze nie dojrzał do tego do końca, ale już musimy się z
      > piersią rozstać.

      Chyba raczej chcecie. Czyli kto właściwie chce? Dlaczego używasz liczby mnogiej?
      Ty i mąż chcecie?- dobrze zrozumiałam?
      Bo musieć, to nie musicie. Przymusu takiego nie ma.
      Czy nie można dać do poczytania mężowi, że przy karmieniu piersią nie ma
      potrzeby karmienia przez smoczek, ponieważ lepsze wówczas są alternatywne
      sposoby dokarmiania. Jest ich całkiem niemało:
      -łyżeczka;
      -zestaw łyżeczki;
      -kieliszek;
      -kubeczek;
      -strzykawka;
      -pipeta;
      -kubek-niekapek.
      Znalazły by się jeszcze inne. Z mojego doświadczenia, jak mamie zależy to i
      podrośniętego wcześniaczka da się karmić łyżeczką czy kubeczkiem.
      Jeśli Twój mąż tak się boi niespodzianej sytuacji, to może od początku niech
      przyzwyczaja dziecko do karmienia z łyżeczki: odciągaj mu, a on niech te kilka
      łyżeczek dziennie Twojego mleka poda dziecku na łyżeczce- tylko trzeba się
      dowiedzieć jak to należy robić i nie oczekiwać cudów od dziecka. Jeśli szanowny
      małżonek nauczy się karmić dziecko podczas Twojej 3-4 godzinnej nieobecności- to
      i będzie umiał kilka dni pokarmić, gdyby zaszła taka potrzeba.
      Mi właśnie 3 razy zdarzyło się być w szpitalu podczas karmienia Tosi. W tym dwa
      razy były niespodziewane, niezaplanowane. Nie ma co w takiej sytuacji panikować,
      tylko trzeba cierpliwie się opiekować dzieckiem. Mój mąż swoją obecnością,
      spokojem i troskliwością na pewno pomógł Tosi przystosować się do sytuacji.
      Jeśli mu tak bardzo zależy, żeby umiał karmić właściwie dziecko, to niech
      co kilka dni zostaje sam z maluszkiem, łyżeczką (czy innym akcesorium do
      karmienia alternatywnego do butelki) i Twoim odciągniętym mlekiem i uczy się
      karmić właściwie, a nie iść na łatwiznę.
      Z drugiej strony ja się nie dziwię Twojemu mężowi- skoro widzi, że też Ty jako
      matka karmiąca "jesteś na nie", to on Ci tylko wtóruje. On oddziaływuje na
      Ciebie- ale Ty z całą pewnością też na niego. Skoro Twój mąż widzi, że Ty
      "musisz odstawiać", to widzi w karmieniu problem. Jeden wielki problem: bo ono
      jest problematyczne, skoro:
      -najpierw jeden wielki ból;
      -teraz jesteś już zbyt zmęczona i na "nie".
      Nastawienia do karmienia mąż w dużej mierze od Ciebie się uczy- warto o tym nie
      zapominać.

      Trudny moment sobie wybrałaś na zakończenie karmienia- nie dziwię się Twojemu
      maluszkowi, że nie dorósł jeszcze. Ale Twoje zmęczenie też rozumiem- wszystkie
      je w mniejszym lub większym stopniu przerabiamy. Ale dla rzeczy wartościowych
      można się nawet czasem zmęczyć- chyba, że po prostu uważasz, że wartości Twoje
      karmienie już nie posiada.
      • ola_c Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 06.02.10, 21:52
        Ważny post, dziękujęsmile
        Jestem już na nie, bo jestem zmęczona. Jakoś to się psychicznie odkręciło. Jak
        jedna ze stron nie chce, czyli ja (męża z tego dialogu wykluczam), to już raczej
        nic z tego nie będzie. Czemu piszesz, że to trudny moment?
        Od tych tygodni bólu do dzisiaj minęły prawie dwa lata, więc męża nastawienie
        jest w niewielkiej części moją zasługą. Ale to naprawda - dopóki ja chciałam
        karmić, on był mniej odważny w swoich teoriach i ocenach.
        • lavia78 Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 07.02.10, 22:33
          ja też powoli robie się na nie i cię rozumiem....mamy podobnie z tą psychikąwink
          ahahah te teorie o szpitalu to z moich ust wyjęte(to ja panikuję że mogę tam np,
          trafic i co wtedy)...mąż właściwie jest za karmieniem mówi że mnie podziwia ale...
          zmęczenie frustracja-bo mój ssak potrafi wołac o cycka co godzinkę/nawet w nocy
          brak ochoty bo brak czasu-śpię z synem bo drze się w nocy jak tate widzi/nie
          akceptuje go do usypiania cyc to pocieszyciel i usypiacz...
          to ja próbuje mu wciskac mm i butle w razie gdyby....bo JESTEM ZMĘCZONA i chce
          miec tez ciut czasu dla siebie-typu zrobienie zakupów w samotnosci,poczytanie
          ksiazki etc. tego mi brak-a to powoduje że mam dosc karmienia i bycia na każde
          zawołanie

          syn niekapków nie akceptuje zbytnio,umie wypic z kubeczka czy zwykłej butelki na
          wodę ale to są ilości małe z tym że jak wychodzę wrzeszczy wyje,ech szkoda gadac...
          stąd alternatywa butla i mm no bo cos chyba bedzie musiał pic jakbym jednak
          wyszła(je też bardzo mało za to cyca chętnie i ciągle)
          będę go odcycowywac od wiosny do lata i oby tata wymyślił cos co pozwoli mu z
          synkiem byc na dłużej bez moich cyckówwink

          może mężowi chodzi właśnie o pewien czas-dla niegowink bo u nas sam na sam to mało
          realny scenariusz nocki czy dnia...

          a teraz leżę jak zwykle w łóżku z lapkiem a za plecami spi syn bo inaczej by nie
          spal a ja bym tu nie pisałatongue_out
    • shipa Re: po blisko dwóch latach karmienia - słów kilk 20.02.10, 05:16
      Twój mąz chyba nie wziął pod uwagę jeszcze jednej rzeczy, skoro pierwsze dziecko było ,,piersiowe":
      butelka wymaga znacznie więcej wysiłku i czasu- przede wszystkim w nocy. O ile przy pierwszym dziecku było ,,lajtowo", bo raczej nie wstawał do karmienia, a skoro spaliście razem z Maluchem, to przy butelce już raczej się tak nie da, i albo Ty bedziesz się w nocy zrywać, co w połaczeniu z aktywnością pierwszego dziecka szybko może Cię wykończyć, albo sam będzie karmił czyli np.: na początku na przykład 10 pobudek w ciągu nocy ( u nas tak niestety było w okresie ,,butelkowym"), plus odbicie, plus uśpienie (starszaka pewnie karmiłaś ,,na śpiąco"?) i za chwilę cyrk od nowa: pobudka,karmienie, przewijanie, uśpienie i znów i znów...

      To zdecydownie jest utrudnianie sobie życia, ale jak Twój mąż to sobie wyobraża: że On się tym zajmie, czy ,,zrzuci" to na Ciebie?

      Cóż, co do ,,przystosowania do życia i różnych okoliczności": te opisane przez Ciebie to raczej przypadki losowe niż z wyboru, więc zakładanie ich jest teoretyzowaniem. Poza tym zakres tych ,,okoliczności" jest znacznie szerszy niż te wymienione. A jednak większość ludzi jakoś zakłada optymistyczne warianty, i chyba słusznie, żeby nie zwariować myślać ,,co tu się jeszcze strasznego może wydarzyć?"

      A macie ubezpiecznie na życie dla dziecka? To z całą pewnością bardziej realistyczna opcja ,,na różne okoliczności", ale przy tym mąż chyba się nie upiera tak bardzo?

      Odnoszę wrażenie, że Twój mąż daje się nabrać sloganom reklamowym, że podróba kobiecego mleka ,,musi być". Skoro modyfikowane tworzy się na wzór matczynego, to czemu rezygnować z oryginału, jeśli nie ma przeciwskazań, a zdarzają się jedynie wypadki losowe,(czy ja dobrze zrozumialam, że jednorazowo?) które w Waszym przypadku miały miejsce?

      Tak właściwie, to jak sobie radziliscie z karmieniem w czasie, gdy byłaś w szpitalu? No bo skoro Ty przeżyłaś, dziecko też, a mąż po prostu najpewniej był w stresie, to czemu rezygnować ze sprawdzonych działań i pokarmu?

      A tak na marginesie, czy mąż rozważał fakt, że dziecko może nie tolerować żadnego mm? To wcale nie taki rzadki przypadek, że nawet apteczne są odrzucane. I co wtedy? Matczynego nie ma (wiem, wiem, mozna przywrócić laktację, ale teoretyzuję), modyfikowanym leci na pół metra z obu stron (przepraszam, obrazowo bardzo, tak wyglądała nietolerancja na kolejne mm mojego dziecka- lekarz rozkładał ręce, zalecał kolejne mm do wypróbowana) i co wtedy?

      To, o czym piszesz, że to ma być ,,dla dobra dziecka": przepraszam, ale to faktycznie w takich okolicznościach dla dobra rodzica i dla zredukowania jego stresu i jego komfortu, a nie dobra dziecka- bo dla niego to po prostu będzie konieczność.
Pełna wersja