ola_c
04.02.10, 21:29
Witajcie,
Wkleiłam ten wątek na KP, ale jestem ciekawa Waszych opinii, tu na DKP

Karmię synka blisko dwa lata (urodziny 7 marca). Zaczynam go teraz odstawiać,
bo już jestem zmęczona. Po prostu doszłam do momentu, w którym jestem na
"nie". On niestety jeszcze nie dojrzał do tego do końca, ale już musimy się z
piersią rozstać.
Piersią chciałam karmić od samego początku, jakoś nie brałam innej opcji pod
uwagę. Na początku bolało strasznie, chociaż brodawki zahartowały się szybko,
ale bolało jakoś od środka, 2 miesiące na paracetamolu itp. Żadnych grzybic,
zastojów, zapaleń, Mały ssał pięknie, a to i tak bolało. W końcu minęło jak
ręką odjął. I tak sobie myślę, że karmienie piersią jest ważne, potrzebne i
mądre. Chociaż trudne - bo wbrew pozorom to wcale nie jest czynność wrodzona
ani dla matki ani dla dziecka. Wychodzi bardzo różnie, a pomocy często znikąd,
nawet po porodzie w szpitalu. O karmienie warto walczyć, nie dać się
zwariować, nie
złapać w pułapkę dokarmiania. Noce są ciężkie i kasza na noc zwykle średnio
pomaga, bo to wcale nie o pełny brzuszek chodzi. Natura to genialnie
urządziła, mechanizm jest perfekcyjny, pokarmu nigdy nie jest za mało, jest
taki, jaki dokładnie powinien być. Piersi nie muszą pękać, bo to nie bańki na
mleko.
Tylko mam dwie ciężkie myśli w głowie. Głównie za sprawą mojego męża, który
twierdzi, że dziecko należy przystosować do życia i przygotować na różne
okoliczności. Co w sytuacji, jeśli mama trafi do szpitala (co przerabialiśmy,
jak Mały miał 10 miesięcy)? Albo gdy mama musi po prostu zacząć brać leki,
które wykluczają karmienie i koniec kropka? Jego zdaniem dziecko musi znać
mleko modyfikowane, musi umieć pić z butelki, żeby w momentach kryzysowych,
kiedy pokarmu mamy nie ma, i ono i tata dali sobie radę. Że nie da się
laktacyjnemu terrorowi (a tak naprawdę terroryzowany nigdy nie był

) i przy
drugim dziecku będzie zabiegał o to, żeby wszystko inaczej urządzić.
Kto ma rację - szkoła "mleko mamy przede wszystkim, smoczki, butelki,
modyfikowane w kąt" czy "jednak przygotujmy się na niespodzianki, przygotujmy
przede wszystkim dziecko - dla jego dobra - że mamy czasem może nie być i jej
mleka też nie".
Jak sądzicie?