ph78
17.03.10, 22:16
Podałam dzisiaj młodej pierwszy raz ludzkie jedzenie! 0_o
Byłam zdecydowanie bardziej podekscytowana niż ona - przebrane obie,
z niesiedzącym jeszcze samodzielnie dzieciakiem na kolanach, przy
stole z talerzem pokrojonych w słupkich gotowanych ziemniaków i
floretami brokułu. Nawet nie narobiłyśmy takiego strasznego bałaganu

Ale: nie sądzę, żeby coś poza może małym kęsem ziemniora poleciało
do brzuszka... Było dużo międlenia w paluszkach, próby ładowania
jedzenia do buzi, ale wszystko wypluwała... Jak straciła
zainteresowanie, to w akcie desperacji wpięłam ją w fotelik i
próbowałam trochę "dokarmić" łyżeczką rozgniecionym ziemniakiem ("A
co to ma być?"), rozgniecionym brokułem ("Bleee"), mieszanką
ziemniaka z brokułem ("Czy ty nie rozumiesz, że ja tego nie zjem?"),
ale nici...
A potem wytrąbiła mleko z obu piersi i zasnęła.
To jednak musiało być przeżycie
I co? Czekać, aż dorosnie? Zacznie siedzieć? Zachęcać codziennie i
się nie zrażać? Czy jednak karmić po bożemu?

Młoda ma 6 miesięcy
i tydzień, sama nie siedzi, 25 centyl wg WHO. Nie chcę, żeby mi
padła z głodu, bo za bardzo ją polubiłam przez te 6 wspólnych
miechów
PS. Wiem, że 6 miesięcy to nie DKP, ale nie dam sie stąd wyrzucić!