marychna31
18.03.10, 11:37
Moje świadectwo, może się komuś przyda
Kiedy byłam w ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią ale nie wiedziałam jak
długo. Raczej byłam nafaszerowana "mądrościami" typu "dziecko karmi się
piersią najwyżej do roku", "długie karmienie to wstyd" itp.
Potem urodził się nasz mały cud-Misiek

Pierś od samego początku była dla niego bardzo ważna: tylko tak zasypiał, się
uspokajał, tylko to pomagało przetrwać kolki....
Mniej więcej w tym zasie zaczynałam szukać informacji na temat prawidłowego
żywienia takiego małego człowieka. Trafiłam na dokumenty WHO i UNESCO. No i
znalazłam to forum

Juz wtedy wiedziałam, że moja intuicja podpowiadała mi
najlepiej. Upewniłam się tylko, że dobrze robię
Pierwszych 6 miesięcy tylko mój pokarm, bez żadnego dopajania i dokarmiania. I
bez smoczka-uspokajacza. Potem POWOLNE rozszerzanie diety...
Misiek rósł jak na drożdżach

Mijał rok więc wszyscy w koło już wychodzili ze
skóry: "KIEDY PRZESTANIESZ KARMIĆ??". Wspierał mnie tylko mój kochany mąż

Misiek chętnie jadł nowe pokarmy, przybierał na wadze prawidłowo, sam powoli
ograniczał ilośc karmień. Dla mnie karmienie nie było uciążliwe, lubiłam
radość mojego synka, choć zdarzały się chwile zmęczenia oczywiście.
Po 1,5 roku zauważyłam, ze jest coś nie tak. Pół roku konsultacji z różnymi
lekarzami, którzy usypiali moje podejrzenia a potem w okolicach 20 miesięcy
już przerażająca pewność: autyzm dziecięcy.
Straszna choroba kradnąca nam dziecko. Nasze ukochane jedyne, najwspanialsze
na świecie dziecko!
Wkoło same pytania. Jak wszystko będzie teraz wyglądało? Co mamy robić? Jak
postępować? Pytania dotyczyły tez karmienia dziecka. Pojawiło się mnóstwo
wątpliwości: Misiu zaczął sam wycofywać sobie wszystko z diety. Psychiatra
mówił, że dziecko autystyczne zbyt przywiązuje się do schematów-tak długie
karmienie go uzależni...
Porad szukałam na forum. Naprawdę byłam zagubiona ale instynktownie czułam, że
dobrze robię dalej karmiąc synka. Widziałam, ze to dla niego ważne. To były
chwile naszej szczególnej bliskości: wtedy się tylko do mnie przytulał, wtedy
pięknie patrzył mi w oczy, uśmiechając się. A autystom takiego kontaktu ze
światem właśnie brak.
Tu na forum spotkałam mamy z dziećmi z podobnymi problemami. Mówiły, żebym się
nie martwiła, że takie dzieci też prawidłowo dorastają do rozstania z piersią,
tylko może nieco dłużej....
Misiek normalne potrawy jadł beznadziejnie, coraz gorzej. Na szczęście
wszystkie wyniki krwi miał idealne. Myślę, ze zawdzięczał to mojemu pokarmowi,
no bo niby czemu...?
Minęło trochę czasu. Powoli układaliśmy w naszym życiu i w głowie chorobę
Misia. Ułozylismy mu plan terapii, która dawała rewelacyjne rezultaty. Powoli
zaczęliśmy zauważać, że autyzm to nie tylko problemy ale i atuty

Misiu sam
nauczył się czytać i pisać, a dzięki swojemu bardzo łagodnemu i dobremu
charakterowi, takiemu typowo autystycznemu w swej naiwności podejściu do
świata, naszego dziecko stało się prawdziwym ulubieńcem rówieśników.
Miał 3 lata i wciąż był na piersi. Tylko przed zaśnięciem, częściej wtedy
kiedy chorował. Światu już przestałam się z czegokolwiek tłumaczyć

3,5 roku-Mikołaj zrezygnował z dziennych drzemek, więc i z piersi w ciągu
dnia. Minęły kolejne 4 miesiące.
Pewnego wieczoru Misiu wykapany i ubrany przez swojego tatę, położony do
łóżka...po prostu zasnął. Leżał przez chwilę, potem się pouśmiechał, zamknął
oczka i zasnął. Następny wieczór wyglądał tak samo. Trzeciego wieczora ja
układałam Misia do snu. Byłam ciekawa czy poprosi o pierś. Nie poprosił.
Chciał tylko, żebym go pogłaskała po główce i z usmiechem zasnął
Minęły 3 tygodnie. Nasze usypianie wygląda dokładnie tak jak opisałam.
Misiu wyrósł z piersi, sam we własnym tempie, spokojnie, bez ponaglania.
Rozstał się z nią bez jednej łzy, słowa skargi, jakiejkolwiek rozpaczy.
Miesiąc przed czwartymi urodzinami. Długo? Może. W międzyczasie czułam się
czasami zmęczona, znużona ale to był piękny okres naszych wzajemnych relacji.
Nigdy bym go na nic nie zamieniła.
Wy macie cudowne zdrowe dzieci. Pewnie szybciej i łatwiej dorosną do
pożegnania piersi

Nie niecierpliwcie się i dajcie im po prostu szansę,
bacznie obserwując je i ich dorastanie.
Z całego serca Wam tego wszystkim życzę