gochalek82
09.05.10, 12:12
Mimo ze moje karmione piersia dziecko nie skończyło jeszcze roku, ośmielę się zadac pytanie na tym forum, gdyz jesteście o wiele bardziej doświadczone w macierzyństwie niż ja. Otoz czy należy niemowlęciu pozwalac na wszystko czy można jednak spróbować troche go wychowywac, zachęcać do samodzielności itd.
Proszę nie zlinczujcie mnie za to, ale kiedy uporaliśmy się już z problemami początkującej karmicielki (zla technika ssania = male przyrosty) wpadla mi w rece ksiazka Tracy Hogg „Jezyk niemowlat”. Nie poddalam się jej niewolniczo, ale jednak wiele wyniosłam z lektury – przede wszystkim chec wsłuchania się we wlasne dziecko, pomoc w interpretacji sygnałów wysylanych do nas. Wprowadziliśmy zalazki Łatwego Planu dostosowując go do możliwości wlasnego dziecka i caly czas kontrolując jego wage. Pomocny przy zasypianiu okazal się (tak, tak!) smoczek – oczywiście nie jako knebel. Po prostu usypialiśmy synka w ramionach ze smoczkiem w buzi, potem odkładaliśmy go do łóżeczka i stopniowo ograniczali kontakt z nami w trakcie zasypiania tylko do takiego stopnia, w ktorym synek zachowywal się spokojnie. Po zaśnięciu smoczek wyciągaliśmy, jeżeli sam nie wypadl. Początkowo Kubek budzil się dosyc często w trakcie drzemki ale potem przestal. Nigdy nie stosowaliśmy metody Ferbera, raczej bliżej było nam do uspokajania i odkladania z powrotem do łóżeczka. Stopniowo dążyliśmy do tego, żeby Kubek nauczyl się zasypiac sam ze smoczkiem, potem coraz czesciej zdarzaly się sytuacje kiedy smoczek nie był już potrzebny. Nie zrywaliśmy sie do dziecka kiedy tylko jeknalo, pilnowaliśmy żeby spalo tylko w swoim łóżeczku (obok naszego), żeby piersi służyły tylko do karmienia a nie zabawy (próbując odwrocic uwage zabawa) przy czym caly czas kontrolowaliśmy wage z zalozeniem ze jeżeli przyrosty zwolnia powrócimy do starych nawykow z okresu naprawiania laktacji (czyli spanie na cycku ile się da

). Staraliśmy się nie nosic synka bez powodu – tylko na tyle żeby się uspokoil i zajal czym innym i tego samego pilnowaliśmy u dziadkow (na szczescie przyznaja nam racje ze to my wychowujemy). Wsłuchując się w rytm dnia naszego dziecka opracowaliśmy mniej wiecej staly schemat dnia, przejęliśmy kontrole nad jego karmieniem i drzemkami, oczywiście caly czas dostosowując się do jego zmieniających się potrzeb.
W efekcie nasz 8-miesieczny syn:
- potrafi bawic się sam kiedy jest najedzony i wypoczety
- nie domaga się ciągłego noszenia – potrafi bawic się u kogos na rekach czy kolanach a zaraz potem spokojnie zajac samodzielna zabawa
- uzywa piersi tylko do karmienia
- zasypia sam, od dwoch miesięcy już w ogole nie uzywa smoczka, nie potrzebuje go i nie chce
- przesypia noc w swoim łóżeczku, a po obudzeniu bawi się i czeka az ktos do niego przyjdzie
- nie budzi się od byle szelestu
- poza tym jest pogodny, wesoły i bardzo kontaktowy (oczywiście zdarzaja mu się tez gorsze chwile kiedy placze „bez powodu”

Proces nauki tego wszystkiego był powolny i stopniowy zgodny z zasada nic na sile. Może trafil nam się taki spokojny egzemplarz (wielu ludzi mowi ze tak naprawde nie wiemy co to znaczy mieć dziecko), ale mysle ze gdyby nie te dzialania wychowawcze nie byloby dzis tak dobrze. Zaznaczam ze nigdy nie pozwoliliśmy naszemu dziecku plakac dłużej niż 2 minuty (oczywiście rozróżniając prawdziwy placz od zwyklego marudzenia).
Podczytując to forum zaczynam się jednak zastanawiac, czy nasze dzialania były sluszne, czy nie powinniśmy byli bardziej niańczyć naszego dziecka, mimo ze ono dobrze znosilo cala ta nauke, czy ta samodzielność kiedys się na nim nie odbije i czy warto od początku być nie tylko opiekunem ale i wychowawca.
Co o tym myslicie kobietki? Miala ktoras z was tak czy raczej bliżej wam do pozwalania dziecku na wszystko. Proszę o opinie bo naprawde zaczynam się martwic czy nasza wygoda nie wyrzadzila naszemu dziecku jakiejs krzywdy emocjonalnej