fizula 15.05.10, 19:19 Co stanowi według Was o kobiecości? Chętnie się dowiem. Co ją tworzy? Uważacie się za kobiece w swoim macierzyństwie? Czy to tylko niepotrzebny dla Was dodatek? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
kasiaizuzia1 Re: Czym jest w takim razie kobiecość? 15.05.10, 20:06 Ja kobiecość mam w głowie, dla mnie to takie poczucie własnej wartości, choć przyznam że rzadko się czuję kobieco, Macierzyństwo nie przyczyniło się dla mnie w żadnym stopniu do tego abym poczuła się bardziej kobieca. W ogóle to dla mnie trochę obca kategoria. Wole traktować siebie jako człowieka i w człowieczeństwie się odnajdywać, bez płciowego rozróżnienia. Kobieca czuję się najbardziej wtedy, kiedy otoczenia: szczególnie mąż, dostrzega we mnie kobietę, choć on też częściej dostrzega we mnie człowieka, matkę, a ostatnio marudę Właśnie uzmysłowiłam sobie że nie potrzebuję czuć się kobieco, żeby czuć się kochana, dowartościowana, spełniona. Chyba najważniejsze żebym czuła, że jestem porządnym człowiekiem, wystarczająco dla mojego dziecka dobrą matką, docenianym pracownikiem, kochaną żoną.... Ale to ja... Ale Fizula pytała o to co według nas znaczy kobiecość, więc chyba odpowiadam na pytanie Pozdrawiam Odpowiedz Link
asjula1 Re: Czym jest w takim razie kobiecość? 15.05.10, 21:09 Uważam generalnie, ze w naszym świecie o wiele, wiele za dużo jest różnicowania wg kryterium: kobieta/mężczyzna. Ja wolę kryteria ludzkie po prostu: ktoś jest mądry, prawdomówny, dobry w czymś, ładny, sympatyczny, chamski, prostacki itd. Zawsze mówię, że chciałabym żyć w świecie bez płci Czy nie byłoby fajnie? Raz Ty byś karmiła, raz małżonek biust by wyciągał, jedno dziecko on by rodził, drugie Ty Pełna sprawiedliwość Odpowiedz Link
maadzik3 Re: Czym jest w takim razie kobiecość? 15.05.10, 21:10 Dla mnie kobiecosc jest moim wewnetrznym obrazem swojego "ja" jako kobiety wlasnie. Dawno temu na jednym z zajec z psychologii kognitywnej mielismy napisac na kartce 20 okreslen ktore nas dotycza, jak sami siebie postrzegamy, jako kogo. Pierwszym slowem na mojej liscie bylo "kobieta", a bylam juz wowczas i zona i matka, ale te okreslenia padly duzo, duzo pozniej. I to jest dla mnie kwintesencja - czuje sie kobieta, przekladam to na zachowania - w wielu roznych sytuacjach spolecznych. Na zachowania ktore dla mnie sa kobiece choc dla wielu innych osob obojga plci byc nie musza - wazne ze ja je tak postrzegam, tzn. jest mi z taka soba dobrze. No i jak wszyscy postrzegam swiat przez system filtrow - spostrzezen, hierarchii wartosci, skojarzen, wczesniejszych doswiadczen, wlasnej osobowosci. Integralna czescia mojej osobowosci jest poczucie bycia kobieta. Odpowiedz Link
molly_bloom Re: Czym jest w takim razie kobiecość? 16.05.10, 22:45 Dla mnie być Kobietą, to być Domem dla Mężczyzny. I absolutnie nie mam tu na myśli prania skarpetek i gotowania obiadów. Ale ja się już boję cokolwiek napisać może w takim razie zacytuję jednego z moich ulubionych pisarzy-włóczęgów Mariusza Wilka, w razie czego będzie na niego "Jednakże największym problemem dla nomady w tundrze jest brak kobiety. Nie chodzi o seks, tego w posiołku można uświadczyć w nadmiarze... Myślę raczej o ognisku domowym, którego kobieta zawsze była strażniczką. W jednej ze swoich opowieści Chatwin wspominał o Indianach z Cape Horn, że w czasie morskiej przeprawy kobieta pilnowała naczynia z żarem umieszczonego na dnie czółna. Oto sytuacja, w której istnienie kobiety pod bokiem mężczyzny sprawia, że jego prawdziwy dom jest razem z nim. Bo przecież nie chodzi o te cztery betonowe ściany z radiem i telewizorem w środku. Sens nomadyzmu to "bycie u siebie" w drodze! Do tego trzeba kobiety, odwiecznej strażniczki domowego ogniska!" M.Wilk, Tropami rena, s. 131. Odpowiedz Link
fizula Re: Czym jest w takim razie kobiecość? 27.05.10, 09:50 Dałam Wam się wypowiedzieć, może i ja w takim razie choć tym razem dostanę prawo głosu. Kobiecość ma swój wymiar i fizyczny, i duchowy. Kto sprowadza go wyłącznie do duchowego, umysłowego- zdaje się uważać siebie za bliższego aniołów, istotę nieziemską. A kobiecość całkiem konkretnie przejawia się też w naszej cielesności- i ma to sens, wartość. Odkrywam to jako dar dla mojego życia, moich bliskich. Zupełnie obca mi w kwestii wartości Preeti Agrawal (pochodząca z Indii) interesująco napisała w swojej książce właśnie o odkrywaniu wartości tej kobiecej fizyczności, również tej uprzykrzonej: miesiączki, bóle, itd. Ona też ma sens, bo oczyszcza, przygotowuje na bycie matką, odnawia organizm, współgra z rytmem przyrody i uczy jej akceptacji, wyrozumiałości dla siebie samej, upomina się o swoje potrzeby. Ale ten dar kobiecości nie wyczerpuje się w przejawach fizycznych. Można też być córką, siostrą, żoną, mamą na sposób duchowy: wchodząc w głębię relacji, przyjmując drugą osobę i dając siebie. Zakrzyczałyście mnie, gdy pisałam o poświęceniu się. Ale żeby poświęcenie było autentyczne, radosne, nie będące cierpiętnictwem, trzeba najpierw umieć przyjmować: miłość, pomoc, troskę . Dlatego w moim rozumieniu przygotowuje do małżeństwa trwanie w rodzinie i czerpanie od niej: miłości, akceptacji, wymagań. W zakrzyczanym wątku wiele z kobiet oburzyło się na przytoczone fragmenty, wyraziło swą niezgodę na przedstawioną wizję kobiecości. Jednak w gruncie rzeczy nie umiało podać żadnej konkurencyjnej wizji kobiecości, spłaszczyło ją tylko, zgniotło, zaciemniło, uczyniło całkiem subiektywną. W końcu z tych relacji nie dało się wnioskować, czy w czymkolwiek różni się ten dar kobiecości od męskości. Bo zanegować jest łatwo, ale budować i pokazać pozytyw tego daru- jakby trudniej. Jakoś nieodłącznie zgranym z kobiecością jest dar macierzyństwa- tak to widzę. Wczoraj był Dzień Matki. Tak sobie właśnie myślę, że kobiety, które odrzucają ten macierzyński wymiar swojej kobiecości jakoś tracą, ubożeją. I nie chodzi tu tylko o ten wymiar fizyczny. Znam wspaniałe siostry zakonne, które pomimo braku biologicznych dzieci stawały się matkami bardzo wielu osób przez realizację swojego powołania, miłości do tych, których spotykały, poprzez rodzenie ich dla wartości, którymi żyły, dla Pana Jezusa przede wszystkim. Świadomie żyły tym pragnieniem macierzyństwa i realizowały je w innym wymiarze. Wiele się od nich nauczyłam swego czasu. Już małe dziewczynki, pomimo że nie uczone, często lubią bawić się w małe kobietki: w mamusie, żony, opiekunki. Z mojej perspektywy to jest wartościowa zabawa: uczy kim się jest, jakie są nasze głębokie pragnienia, jak wchodzić w relacje nie uciekając od siebie samej. Kobiecość może oczywiście wyrażać się na różnych polach: nie tylko domowo-matczynym. O wiele bardziej autentyczne są w moim odczuciu te kobiety, które w swojej zawodowej pracy nie starają się za wszelką cenę zrównać, ujednolicić z mężczyznami, upodobnić do nich, czy robić z siebie "babo-chłopa", a pozostają sobą czyli kobietami. Wiele głosów już słyszałam od Was, że za dużo tych podziałów na damsko-męskie. Natomiast od moich starszych dzieci (7 i 10,5 lat) słyszę z kolei, że tych podziałów jest za mało. W zachowaniu dzieci w tym wieku widzę, że specjalnie szukając identyfikacji ze swoją płcią wybierają, gdy tylko mogą towarzystwo dzieci tej samej płci. Nie będę Wam tu opowiadać, ale bardzo frustrujące dla dziewczyn jest np. prowadzenie lekcji W-F razem z chłopakami właśnie dlatego, że nie uwzględnia się tu specyfiki potrzeb dziewczyn i chłopaków, ustawia ich się razem w pary. I nie jest to wyizolowana opinia mojego dziecka, ale większości dziewczynek w klasie, które są niezadowolone z tej koedukacji zwłaszcza na WF. Owszem przede wszystkim jest się człowiekiem, ale dar kobiecości też nie jest przypadkowy: warto go rozwijać, cieszyć się nim, pomóc innym kobietom go zaakceptować. To nie jest niepotrzebny dodatek do życia, ale specyfika naszego życia. Taka moja opinia. To ksiądz Twardowski pisał, że gdyby wszyscy byli jednakowi "nikt nikomu nie byłby potrzebny". Życie byłoby wtedy o wiele nudniejsze. A więc również kobiecość jest potrzebna męskości, a męskość kobiecości nie na zasadzie dominacji, a dopełnienia i współdziałania. Odpowiedz Link