Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29

08.06.10, 10:06
"Synu, zlituj się nade mną! Nosiłam cię w łonie przez dziewięć miesięcy,
karmiłam cię mlekiem przez trzy lata. Żywiłam cię, wychowywałam i
utrzymywałam aż do tego czasu. Proszę cię, synu, spójrz na niebo i na ziemię,
i na wszystko co jest na nich. Wiedz, że Bóg uczynił je z niczego i że rodzaj
ludzki powstał w ten sam sposób. Nie bój się kata, ale bądź godny swoich braci
i przyjmij śmierć, abym w czasie miłosierdzia razem z twoimi braćmi odzyskała
ciebie".
Jest to fragment z Biblii z Księgi Machabejskiej. Matka odzywa się w ten
sposób do najmłodszego syna, żeby pozostał wierny Bogu. Najpierw ponosi śmierć
7 synów tej bohaterskiej kobiety oddając swoje życie za Boże prawo, a na końcu
ona sama.
Ciekawe, że właśnie, aby dodać ducha sobie i swojemu dorosłemu już synowi
wraca do własnego doświadczenia początków macierzyństwa, m.in. karmienia
piersią. Jak głębokie dla niej to musiało być doświadczenie, że w godzinie śmierci
kobieta się do niego odwołuje, zyskuje nowe siły przypominając je sobie,
dodając nim odwagi synowi. Myślę, że musiało to być ważne i docenione
przeżycie dla całej rodziny, że w tak ciężkich chwilach wraca do niego. Nie
wypiera się swojego macierzyńskiego doświadczenia, nie pomniejsza go.
Wnioskuję, że w naszym życiu też możemy zyskać wiele siły pozostając wierne
własnemu dziecku, jego potrzebom, będąc w zgodzie z własną macierzyńską
intuicją. Jest co prawda pokusa, by przyśpieszać ten
proces, zniecierpliwić się nim. Jednak karmienie piersią ma oprócz swoich
trudów, również radości. To karmienie, żeby było źródłem wsparcia w dalszym
czasie, nie może być wykonywane bezdusznie, mechanicznie. Czasami mam
wrażenie, że takie karmienie nam "grozi": potem jesteśmy ogromnie znużone,
zniecierpliwione, rozdrażnione zachowaniem dziecka- brak w tym miłości.
Fragment nie dotyczy co prawda bezpośrednio karmienia piersią, ale słowa
wypowiadane w tak ważnym momencie życia mają o wiele większy ładunek
znaczeniowy, stąd te słowa mają swoją wagę.
Czy jest to dla Was inspirujący fragment?
Jak go odczytujecie? Nie chodzi mi o religijny wydźwięk tych słów (choć jest
on bardzo ważny), można z niego wysnuć wiele znaczeń, interpretacji- może
takie Wam się nasuną.
    • fiamma75 Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 08.06.10, 12:43
      znam ten tekst
      kiedyś użylam o wobec osoby mieniacej się religijną a komentującej
      negatywnie dkp smile

      Akurat jestem osobą daleką do przypisywania kp znaczeń filoficzno-
      psycho- itd - logicznych znaczeń. Wręcz mnie to nuży, a czasem nawet
      bawi.
      Jestem ssakiem, więc karmię. Ot, czysta PIĘKNA fizjologia. Nie robię
      nic więcej niż robiły kobiety przez tysiące lat.
      • gfizyk Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 08.06.10, 13:48
        fiamma75 napisała:
        Nie robię nic więcej niż robiły kobiety przez tysiące lat.

        Hehehe,
        ale bierz pod uwagę, że nie robisz też mniej niż one wink

        pzdr
      • fizula Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 08.06.10, 15:50
        > Jestem ssakiem, więc karmię. Ot, czysta PIĘKNA fizjologia. Nie robię
        > nic więcej niż robiły kobiety przez tysiące lat.

        No właśnie ten fragment jest tego dowodem, bo ma już parę tysiączków lat.
        Ciekawe jednak, czy do samej fizjologii, by się kobieta odwoływała w momencie
        swojego życia, kiedy ważą się jej losy?
    • kasiaizuzia1 Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 09.06.10, 15:27
      Bardzo długo myślałam o tym fragmencie Fizulo
      Strasznie mi dałaś do myśleniasmile)) Ale to dobrze.
      I co wymyśliłam??

      Bardzo mnie uderza ostatnio odejście od tego co naturalne w stronę wszystkiego,
      co od natury, nie pochodzi...
      Przykładem może być tu karmienie piersią (ale wiele innych rzeczy również) -
      trzymajmy się jednak tego przykładu.

      Dla starożytnych ale również naszych babć, czasem aż prababć karmienie i
      wszystko co z nim związane było naturalne, ale co ważniejsze naturalny był
      szacunek do matki (można założyć że w kontekście jej poświęcenia, trudu
      włożonego w sprowadzenie na świat dzieci, ich wychowanie). Matce należało się
      posłuszeństwo, w wieku podeszłym kiedy wychowały dzieci (ok 40 lat) stawały się
      matronami, służyły wsparciem i radą i cieszyły się bardzo dużym poważanie we
      wspólnotach plemiennych, czy później we wsiach.
      Właśnie z ich poświęcenia (nie pisze tu o umartwianiu się, ale o poświęceniu się
      jako czymś naturalnym, wynikającym z potrzeby) wynikał ten szacunek i dlatego
      wspomniana przez Ciebie biblijna matka mogła się na fakt noszenia w łonie i
      karmienia piersią powołać.

      Obawiam się że w naszej rzeczywistości te naturalne wartości, jak na przykład
      szacunek dla starszych, (szczególnie rodziców, ale na przykład teściów, sąsiadem
      starszych od nas) znacząco się zdewaluował. Brak więzi, która w dzieciństwie
      nawiązywała się właśnie poprzez karmienie piersią opiekę matki, a potem w
      naturalny sposób się rozwijała i przeradzała w szacunek wpływa na taką sytuacje.
      No bo ile z nas matek czerpie wiedzę o opiece nad niemowlęciem od swojej mamy
      lub teściowej??? A ile pomstuje na jej brak wiedzy o laktacji i innych sprawach??
      Ten barak wiedzy przeradza się w bark szacunku do tych najbardziej naturalnych
      czynności, tych które wiele z nas sprowadza do fizjologii, a które owszem są jej
      częścią, ale wpływają na ukształtowanie relacji między matka i dzieckiem.

      Dziś myślę że matka częściej powołuje się na argument "tyle w Ciebie
      zainwestowałam, miałeś wszystko czego zapragnąłeś, i jak mi się odpłacasz??".

      Zamotałam trochę ale jednym zdaniem chcę podsumować:
      Pozbawienie wartości czynności i procesy podstawowe, również fizjologiczne,
      sprowadzenie do konieczności, sprawia, że dewaluują się również wartości, które
      kierują naszym postępowaniem.

      I o ole karmimy nasze ssaki tak samo jak zwierzęta karmią swoje młode, to jednak
      nasze życie, postępowanie podlega nieustannej refleksji. tym się różnimy i chyba
      warto o tym pamiętać.
      Dziękuje
      • fizula Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 09.06.10, 23:41
        Kasia, ciekawie napisałaś.
        • kasiaizuzia1 Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 14.06.10, 17:36
          Dzięki Fizula, tylko szkoda że nikt więcej nie chce się odnieść, bo chętnie bym
          podyskutowałasmile))
          Albo chociaż poczytała
      • wariamiktoria Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 14.06.10, 22:30
        Odniosę się z mojego ateistycznego punktu widzenia.
        KP uważam za rzecz najnaturalniejszą i bardzo pomogło mi odnaleźć się w macierzyństwie. Jednak gdy czytam słowa tej matki, która mówi synowi aby umarł to nie widzę w tym, że ona się poświęciła więc niech on się teraz poświęci.
        Widzę w tych słowach: mimo, że cię zbudowałam i jesteś częścią mnie godzę się na utratę ciebie w imię wartości wyższej od nas.
        Dlaczego tak uważam: nie mam prawa oczekiwać od dziecka wdzięczności za powołanie go do życia. Życie jest bardzo ciężkie i trudne i bardziej niż szczęśliwa mogę się czuć winna, że mając taką wiedzę o życiu postanowiłam powołać kolejne. Może to pesymistyczne ale tak mnie nastrajają różne problemy (choćby ostatnio jego zapalenie ucha wcześniej pobyt w szpitalu).
        W to, że nasz syn jest częścią z mojego męża uwierzyłam bez trudu - są bardzo podobni. Tyle, że przez brak podobieństwa do mnie i ciężką ciążę oraz cc nie potrafiłam zaakceptować, że to moje dziecko. Dopiero kp uświadomiło mi, że buduję moje dziecko i skoro rośnie na części mnie to wcześniej rozwijał się i rósł we mnie.
        Dlatego słowa o tym, że nosiła go w swoim łonie i karmiła przez 3 lata odbieram jako zgodę na to, że ten wysiłek i codzienne oddawanie swojego ciała (brzmi dwuznacznie ale chodzi mi o składniki pokarmowe i wysiłek) ona jest w stanie poświęcić dla czegoś wyższego, że nie rości sobie praw do tej części swojego życia (a w konsekwencji do całego - również zginęła).
        • fizula Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 14.06.10, 23:05
          Wariamiktoria,
          a wiesz, że myślałam dzisiaj o Tobie? :o)
          Szpitalne przeżycia to ciężkie przeżycia zazwyczaj, ech...
          Podoba mi się Twój ateistyczny punkt widzenia i według mnie wcale nie jest taki
          ateistyczny tylko bardzo ludzki, szlachetny wobec słabszego- tu: dziecka.
          Dziecka, które jednak w przyszłości zostaje dorosłym.
          Taka prywata do Ciebie: nie wiesz, czy działa jeszcze "Babie lato", tam gdzie
          się spotkałyśmy na stanikowym spotkaniu?
          • wariamiktoria Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 15.06.10, 09:49
            Bo ateizm nie wyklucza humanizmu smile O dziwo jestem lepszym człowiekiem od kiedy
            wiem, że w 100% odpowiadam za swoje błędy. Nie licząc na wybaczenie i zbawienie
            muszę dać z siebie więcej (zresztą znajomy ksiądz twierdzi, że nie wierzy w moją
            niewiarę).
            Co do lubelskiego Babiego Lata to niestety jak ostatnio przechodziłam to była
            tam shisha bar czy coś w tym stylu. Najbliższe Babie Lato jest w Radomiu i
            Częstochowie.
            A jeśli myślisz o lubelskim spotkaniu to może tam gdzie są spotkania Podushkowca
            czyli w WOK-u?
            • monjan Re: Starożytna inspiracja- Mch7, 27-29 15.06.10, 12:11
              OT że też się wtrącę dziewczyny
              niestety nie ma już w Lublinie spotkań brafittingowych, ale jak by było
              zapotrzebowanie to z Podushkowcem można coś wymyślićsmile
Pełna wersja