Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersią

13.07.10, 12:30
Czy w szpitalu otrzymałyście jakąś pomoc, jeśli chodzi o karmienie
piersią?

U mnie wyglądało to tak: położna przyniosła mi dziecko, przystawiłam
do piersi, dziecko się rozwyło i odpychało od piersi. Położna (już
będąc przy drzwiach) rzuciła w przestrzeń "no tak, początki są
trudne" - i poszła, trzaskając drzwiami.

I to by było na tyle. Inna położna, już taka bardziej
zaprzyjaźniona, jak miałam 38 stopni gorączki i piersi jak balony z
powodu nawału kazała mi pić herbatkę na laktację i odciągać mleko po
karmieniu, żeby mi się zapalenie piersi nie zrobiło. A w domu poić
dziecko glukozą, jak będzie niespokojne.

Właściwie jednyna pomoc, która była sensowna, to sprawdzenie piersi
przez ordynatora oddziału noworodków (zresztą wielkiego orędownika
długiego karmienia, autora wielu ksiązek o karmieniu, który ma
opinię "terrorysty laktacyjnego" - powiedział mi, że pokarm jest, że
trzeba wygodnie usiąść, albo się położyć, bo grunt to wygoda matki
przy karmieniu, no i doradził, żeby dziecka nie przykrywać przy
karmieniu, a raczej odkrywać, bo to dla niego wielki wysiłek i się
niepotrzebnie zgrzeje. Rozmawiał też ze mną i opowiedział o zaletach
karmienia piersią, że dzieci długo karmione są związane z mamą,
czują się bezpiecznie itp. Pamiętam, że jego wizyty dawały mi jakiś
spokój i pewność, że dobrze robię karmiąc.

A jak było u was?
    • froobek Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 13.07.10, 12:46
      Hi, hi, ja na szpital złożyłam kobylastą skargę do KUKPu (bo był Przyjazny Dziecku), niech to wystarczy za recenzję. Podobno poddali ich reocenie.
      • miecka29 Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 13.07.10, 17:46
        Przy pierwszym dziecku to dostalam tylko opieprz ze pije maslanke
        truskawkowa i probuje karmic dziecko, pozniej dostalam opieprz nr 2,
        ze moja corka jako wczesniak za duzo spadla na wadze i to przez moja
        glupote bo sie "uparlam" kp......bez komentarzabig_grin........drugi raz w
        sumie jakos samej mi sie udalo, cos tam polozna mi probowala
        tlumaczyc ale powiedzialam ze pierwsze dziecko karmlam rok wiec
        uznala ze nie potrzebuje jej pomocy, a teraz coz, jutro ide na cc i
        o tej porze juz powinnismy sie z moim misiem cycusiowac.......smile
    • agnieszka_i_dzieci Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 13.07.10, 19:14
      Ja jak rodziłam (CC) to pomoc w karmieniu była bardzo dobra- przystawili mi
      szkraby szybko po cięciu, na POPie, i przywozili na karmienie co +/- 3 godz do
      wieczora (cały czas na leżąco, bo po zzo).
      Potem kilka razy dziennie zaglądała do sal mila, pomocna pani zajmująca się
      doradzctwem laktacyjnym.
      Nie powiem,żeby szpital jako taki był super, ale akurat tą kwestie mieli dobrze
      dopracowaną.
    • mrs.t Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 13.07.10, 21:01
      jak urodzilam ok polnocy i mojego wczsniaka zabrali do inkubatora i tyle go
      widzialam (nawet nei dotknelam) byl ze mna maz (do ok 4 rano) potem przyszla do
      mnie dziewczyna - wolontariuszka laktacyjna (tu w UK) z czego bardzo sie
      ucieszylam i co bylo ( teoretyczni ebardzo pomocne) - przyszla z laktatorem i
      pokazala mi jak wlacza laktator
      do tego dostalam dwie dysze i hulaj duszawink


      a tu pol kropli mleka z jednej piersi do jednej butelki
      pol kropli z drugiej piersi do drugiej butelki
      jak to sie zlalo, to polowa zostala na sciance butelki!!
      dupa tongue_out

      w koncu zaczelam sciagac z jednej piersi na raz (a nie z dwoch na raz jak
      pokazala) - zbieralo sie troche wiecej. trzeciego dnia dostalam nawalu, nie
      moglam sobie poradzic, jedna z poloznych w koncu pomogla (specjalistka
      laktacyjna) recznie mnie udroznila, pokazala jak recznie sciagac i od tego
      momentu bylo super, uwolnilam sie i stalam sie "free range cow" , sciagalam
      recznie od tej pory przez miesiac.

      wiec o ile checi mialy dobre kobitki, to do wszystkiego i tak wlasciwie samemu
      trzeba dojsc/dopraszac sie pomocy az otzyma sie satysfakcjonujaca.

      a jak synka zaczelam przystawiac to on wlasciwie wiedzial co robicwink
      lepiej niz ja wink
      • mrs.t Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 13.07.10, 21:24
        mimo braku konkretnej pomocy musze powiedziec ze, przede wszystkim na oddziale
        wczesniakow, dostalam wsparcie psychiczne , co bardzo mi pomoglo.
        i bardzo duzo cieplych slow, zachety, co bylo bardzo wazne/
    • szczur.w.sosie Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 14.07.10, 15:42

      Po pierwszym porodzie położna nakrzyczała na mnie, że nie umiem przystawić. Na
      prośbę o pomoc, łaskę zrobiła, że pokazała (szpital Inflancka w Warszawie).
      Przy drugim przynieśli mi laktator, sterylizator i poradzili jak odciągać. Dali
      pojemniczki na mleko, i pokazali gdzie przechowywać. Tylko, że ja nie mogłam
      karmić normalnie bardzo długo po porodzie, bo dziecko nic nie mogło jeść - było
      wyłącznie na odżywianiu dożylnym.
    • karolach77 Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 14.07.10, 23:49
      Pierwszą córkę urodziłam w piątek wieczorem więc w weekend. A w weekendy to się dyżuruje a nie pracuje. Zaraz po porodzie mała została przystawiona ale położna skrytykowała że źle ssie.
      W sobotę byłam zostawiona sama sobie, przyszła teściowa i trochę pomogła przystawiać. A było mi bardzo trudno bo mam naprawdę ogromne piersi a dziedzi rodziłam małe.
      W niedzielę mała zżółkła i niewiele ssała, ja nie umiałam znaleźć wygodnej pozycji a na obchodzie pan doktor mnie wyśmiał że przystawiam dziecko jak jakiegoś ufoludka...
      Wieczorem trafiłam na położną która się trochę przejęła, mała nie ssała, więc kazała mi odciągać i podawać strzykawką.
      W poniedziałek mała była tak senna i żółta nie nawet się nie budziła na karmienie, została w szpitalu a mnie wypisali. poleciałam na miasto szukać laktatora bo szpital nie dysponował...
      Mała była w szpitalu tydzień, piersi nie ssała, karmiłam odciąganym. Wówczas to usłyszałam:
      * od położnej: że tak odciągać to długo się nie da ona dała radę tylko 3 miesiące
      * od pani doktor: tu jest karmienie mieszane??? oj to karmienia piersią to tu już raczej nie będzie...

      Przy drugiej córce pomocy już nie potrzebowałam, choć szpital (inny) oferował...
    • mruwa9 Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 15.07.10, 02:06
      po pierwszym porodzie (planowe cc) maz, w moim imieniu, stoczyl
      doslownie walke o prawo do rooming-in, bo w owym szpitalu dzieci
      lezaly na oddziale noworodkowy, podczas, gdy poloznice nie mialy ani
      pojecia, ani wplywu na to, co sie z ich dziecmi dzieje. Walke o
      rooming-in wygralismy, ale w efekcie personel obrazil sie na mnie i
      przez caly moj pobyt w szpitalu pies z kulawa noga do mnie nie
      zajrzal, jedynie neonatolog, z obowiazku, raz dziennie zagladal,
      zbadal dziecko i na tym koniec zainteresowania tym, jak sie czuje,
      czy i jak karmie i czy potrzebuje pomocy w jakimkolwiek zakresie.
      Zostalam wiec , po cc , samiutka na sali, z noworodkiem, i musialam
      sobie radzic. Nie powiem, taki uklad dla mnie mial wiecej zalet, niz
      wad (zebym nie deprawowala innych poloznic bajkami o prawach
      pacjenta, nie dokoptowano mi do sali nikogo innego, wiec cieszylam
      sie pojedynczym pokojem). Przy kolejnych dzieciach "pomoc"
      ograniczala sie do pytania , czy karmie piersia, po udzieleniu
      twierdzacej odpowiedzi dalszych pytan nie bylo smile A jeden z
      porodow nie odbywal sie w Polsce. Z jadnym z dzieci mialam problem,
      dziecko urodzone w zamartwicy i z szeregiem problemow zdrowotnych ,
      nie mialo sily, zeby ssac i zaszla bezwzgledna koniecznosc
      dokarmiania i wowczas personel naprawde stanal na wysokosci zadania,
      po pierwsze, tlumaczac powody, dla ktorych dokarmianie jest
      konieczne, a po drugie, respektujac moje zyczenie niepodawania
      smoczka i zamiaru karmienia piersia, dokarmiano dziecko strzykawka,
      nauczono mnie, jak to robic, tak, ze po kilku tygodniach udalo sie
      wyjsc na prosta i z powodzeniem karmic przez kolejne 2 lata.
    • kaamilka Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 15.07.10, 09:22
      W szpitalu słyszałam tylko: "mama karm"... Ile ja się naryczałam...
      Już widziałam, jak w domu siedzę z butelką i karmię dziecko... Tak
      bardzo chciałam karmić piersią... Wyciągały mi położne sutki -
      zupełnie nie wiem po co... Mały nie chwytał piesi. W końcu polecono
      mi kapturki, ale zanim zaczął ssać najpierw dostawał glukozę(!) ze
      strzykawki - tzn. polewałam kapturek, żeby wiedział, że dobre i
      można ssać. Generalnie fachowej i rzetelnej pomocy nie było żadnej -
      żadna z położnych nawet nie próbowała pomóc mi przystawić dziecko do
      piersi.
    • wariamiktoria Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 15.07.10, 09:51
      Położna wepchnęła moją pierś w usta dziecka i tyle. Zero słów. Do tego dopajali
      je glukozą jak zabierali do kąpieli. Współspaczka miała kłopot z karmieniem to
      jej doradzałam w miarę moich możliwości. Przygotowałam się najpierw teoretycznie
      i dzięki temu daliśmy radę. I była broszura napisana z błędami ortograficznymi,
      które poprawiałam długopisem.
    • jul-kaa Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 16.07.10, 10:33
      Rodziłam na Zelaznej - to teoretycznie szpital przyjazny KP.
      Położna po porodzie pomogła przystawić dziecko (na boku na leżąco) i
      stwierdziła, że mam piersi wprost stworzone do karmienia.
      Pierwsze karmienia nie były banalnie proste, ale mogę powiedzieć, że nie miałam
      większych problemów. Kiedy jednak siara (co za ohydne słowo!) zamieniła się w
      mleko, pokarm zaczął płynąć za szybko, mały zbyt intensywnie ssał i zaczął się
      zalewać, prężył się i wyginał, nie chciał ssać i był bardzo głodny. Przez 3
      godziny nie mogłam go uspokoić i naprawdę było mi już ciężko. To wszystko działo
      się w nocy, kiedy nie było ze mną męża – największego wsparcia laktacyjnego
      (serio!). Na szczęście na dyżurze była wspaniała położna, która spędziła ze mną
      pół godziny diagnozując problem (nie wiedziałam, że to wina ciśnienia, z jakim
      wypływa pokarm, nie wiedziałam, dlaczego mały jest tak niespokojny) i znajdując
      rozwiązanie.
      W trakcie pobytu na oddziale trafiła się jedna położna, która mi powiedziała "no
      z takimi piersiami to nie wiem, jak pani bedzie karmić".
      W czwartej dobie Jaś trafił na oddział Patologii Noworodka z bardzo wysoką
      bilirubiną. Zakazano mi wyjmowania go spod lamp, miałam karmić strzykawką po
      palcu. Każda z pracujących tam pielęgniarek miała inne zdanie na temat karmienia
      malucha – jedne kazały dawać max. 50ml, inne karmić do syta, jeszcze inne karmić
      co 3h, kolejne same go dokarmiały (moim pokarmem) podczas mojej nieobecności. I
      choć niektóre były bardzo miłe i pomocne, to znalazły się i takie, które mówiły,
      że żółtaczka jest skutkiem tego, że za mało karmiłam synka (a karmiłam go na
      żądanie, a raczej na każde kwęknięcie). Mały w pierwszych dwóch dobach stracił
      na wadze (w granicach normy), ale potem zaczął przybierać – wolno, ale zaczął.
      W szpitalu są elektryczne laktatory - dzieli się jeden z kilkoma mamami.

      Podsumowując - szpital jet przyjazny KP tylko teoretycznie. Może na oddziale
      poporodowym pomagają z karmieniem, na innych nie (a po porodzie dziewczyny leżą
      i na ginekologi, i na patologii). Ja nie miałam w sumie żadnych problemów -
      synek sam wiedział, jak ssać. Wiem jednak, ze inne dziewczyny, którym nie szło
      aż tak łatwo, nie dostały praktycznie żadnej pomocy. Pamiętam dziewczynę, która
      przywiozła ze sobą butelki i prosiła by dokarmić jej dziecko. Twierdziła, że nie
      ma pokarmu i dziecko jest godne (kilka godzin po porodzie). Położne chciały,
      zeby karmiła piersią, ale nikt jej nie wytłumaczył, jak działa laktacja.
      Skończyło się oczywiście butlą (choć myślę, że można było spróbować ją
      przekonać, bo nie była całkowicie i jednoznacznie zdecydowana).
      Najgorzej miały się mamy dzieci leżących pod lampami na oddziale patologii
      noworodka - wiadomo, że im dziecko więcej zje, tym szybciej bilirubina spadnie.
      Mamy wyjmowały dzieci spod lamp na karmienie, ale do dyspozycji miały jedynie
      twarde krzesło. Pielęgniarki tylko krytykowały przystawianie, a nie próbowały
      pomóc. Ważyły dziecko przed i po karmieniu i wyrażały niezadowolenie z ilości.
      Mamy dostawały laktatory i prikaz ściągnięcia 60ml. Mleko nie leciało, one się
      męczyły i frustrowały, a nikt im nie powiedział, jak odciągać skuteczniej.
      Fakt - nikt dziecku butli nie podaje i nie dokarmia bez wiedzy mamy
      (przynajmniej ja tego nie widziałam), nie widziałam butli z glukozą a tylko
      buteleczki dla dzieci leżących na patologii (dla tych, których mamy nie
      mogły/nie chciały odciągać).
      • laskaradomska Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 20.07.10, 20:17
        Obu synków urodziłam w Szpitalu Morskim w Gdyni. Gdy urodziłam
        pierwszego nie dostałam go od razu do piersi, bo był długi poród i
        maluszek był niedotleniony,a co się z tym wiąże, musieli go włożyc
        do inkubatora. Przyniesiono mi go po 4 godzinkach. Położna, która go
        przyniosła choc troche wydawała się opryskliwa, to ładnie
        przystawiła mi go do cycka i pomogła wsuwac sutek małemu do buźki.
        Choc ten z początku ciągle sutek wypluwał. Namęczyłyśmy się, ale w
        końcu synek załapał. Choc nie do końca, bo przez noc i kolejny dzień
        pogryzł mi jeden sutek do krwi. Źle go przystawiałam. Gdy przyszła
        pani od laktacji, zauważywszy mój poraniony cycuś doradziła zakup
        Bepantenu i po posmarowaniu leżenie z odkrytym cyckiem na wierzchu,
        by szybko się zagoił. Pokazała też jak w innych pozycjach mogę
        dostawiac synka do piersi, by i mi i jemu było wygodnie. Dała tez
        kilka broszurek do poczytania i jeszcze na następny dzien też do
        mnie zajrzała.
        Po urodzeniu drugiego synka trafiłam do sali, gdzie były dwie panie
        już 2 doby po porodzie i w sumie one też rodziły któreś dziecko z
        kolei. Więc jak położne wchodziły do pokoju pytając się czy trzeba
        którejś pani pomóc, to my w sumie mówiłyśmy, ze nie trzeba. Choc do
        mnie pierwszego dnia i tak zaszła położna kilka razy, ale widząc, ze
        mi dobrze idzie, to tylko później otwierała drzwi i pytała się - czy
        którejś pomóc? No i szła dalej.
        Ogólnie to jestem zadowolona z pracujących tam położnych, a z pani
        od laktacji w szczególności.
    • romanoa Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 20.07.10, 21:26
      Położna przyniosła mi dziecko, przystawiła i wyszła. Potem mały spał kilka godzin, obudził się głodny, a ja nie wiedziałam, jak go przystawić. Zawołana przeze mnie inna położna obejrzała dziecko i stwierdziła, że nie ma odruchu ssania. Godzinę później poszłam po jeszcze inną położną, powtórzyłam, co usłyszałam o ssaniu, a ta do mnie "Kto Pani naopowiadał takich głupot?" Przystawiła mi małego, wyjaśniła, na czym to polega i wreszcie zaczęło się udawać.
    • nehema2889762 Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 20.07.10, 22:18
      ja rodziłam w krakowie w żeromskim
      po porodzie synek leżakował na brzuchu w trakcie cerowania a po tym przez około
      2h leżakowaliśmy oboje i wtedy było pierwsze cyckowanie,
      później transport na salę room-in i 3..2..1 start mlecznej drogi (trwa już
      przeszło rok smile )
      że były broszurki to zauważyłam w dzień wypisu a tak to różne położne zaglądały
      i pytały jak sobie radzimy
      pewnej nocy gdy młodzież ma kwękała poczłapałam do dyżurki pielęgniarek z prośbą
      o dokarmienie (jaka ja głupia byłam smile )
      na co położna odpowiedziała żebym spróbowała po raz kolejny przystawić i jak to
      nie pomoże to dokarmią i w sumie obyło się bez dokarmiania
      ja sobie powiedziałam że jak w szpitalu się nie nauczę przystawiać to później
      będzie kiepsko więc chodziłam i prosiłam
      a położne przychodziły pokazywały pomagały przystawiać i sobie szły i tak kilka
      razy aż jako tako załapaliśmy (początki były bolesne)
      pod tym względem jestem zadowolona nie było nachalnie ale pomocnie,
      była ze mną na sali dziewczyna co karmili jej synka strzykawką i każdego dnia
      uczyli ssać dzieciątko - butli ze smoczkiem nie uświadczysz - jakoś tak po palcu
    • mad_die ja rodziłam w Holandii, w szpitalu 20.07.10, 22:55
      Córka - 9.30 po porodzie od razu na brzuch, przywitać się wink i possać
      troszkę, ale coś nie bardzo chciała, położna próbowała wsadzić jej pierś do
      buzi, ale ją poprosiłam, żeby tego nie robiła, więc mała poleżała dłuższą
      chwilę, potem otarta i ubrana wylądowała u mnie na łóżku, gdzie sama się
      dostawiła i zjadła pierwsze krople siary. O 14 ego samego dnia byłam już w domu
      (!), przyszła pani z pomocy poporodowej (kraamzorg) i się zaczęło wink Mała spadła
      z wagi, ja byłam troszkę zmęczona ciągłym karmieniem i dałam jej kilkukrotnie
      butelkę, tak po 20ml max. Na szczescie waga ruszyła, rowniez moje piersi ruszyły
      wink i butelka poszła szybko w zapomnienie. Była też przygoda z kapturkami, ale te
      też po paru dniach wywaliłam, bo mnie denerwowało szukanie ich nocą wink
      Generalnie pomoc super jeśli chodzi o KP.

      Syn - 10.30 po porodzie na brzuch, zassał od razu, urodzony talent wink
      potem otarty i ubrany ssał dalej, aż do 12 mniej więcej, kiedy poszłam się umyć
      (tzn. pielegniarka mnie umyła), ubrałam się i pojechaliśmy do domu ^^ gdzie o
      13 tego samego dnia piłam już herbatkę, a starsza córka podziwiała brata big_grin duży
      chłop się urodził to i dużo spadł, ale że sikał na pomarańczowo i dalej spadał,
      a ja bałam się szpitala, to dawałam strzykawką max.15-20ml po karmieniu z piersi
      przez pierwsze 4-5 dni, a potem mleko już miałam (bo ja tak z opóźnieniem mam
      mleko jakoś). Oczywiscie kraamzorg i tym razem była i pomagała, fajne babki to
      są, duzo wiedzą, ale jak mama wie swoje to słuchają i się dziwią, że taka młoda
      a tyle wie o KP wink
      Generalnie jeśli rodzić, to tylko tutaj big_grin
    • katriel Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 21.07.10, 01:29
      Rodziłam we Wrocławiu na Kamieńskiego.
      Na poporodowym nikt mi nie pomagał - chyba raz mnie zapytano, czy
      karmię. Ale tam spędziliśmy razem tylko dobę, potem małego zabrano
      na noworodki septyczne (miał infekcję), a ja musiałam zostać. Mieli
      mnie teoretycznie wołać na karmienie, ale robili to z wielką łaską
      albo wcale. Po trzech dniach puścili mnie do dziecka, na noworodki
      septyczne, i tam już było ekstra. Położne nauczyły młodego ssać (po
      infekcji i dokarmianiu butelką kiepsko mu szło), niektóre pozwalały
      mi go karmić podpiętego do kroplówki, ogólnie były na tak. Wprawdzie
      raz mnie ochrzaniono że nie robię kontroli karmienia (tzn. nie ważę
      przed i po), a kiedy trzeba było pobrać mocz do badania, kazano mi
      podać dziecku butelkę z glukozą, żeby je skłonić do siusiania (ale
      na moje niechętne spojrzenie natychmiast dopowiedziano "no to jak
      pani nie chce, to niech pani chociaż pierś da"). Byliśmy tam przez
      tydzień i jeszcze ze dwa razy mały dostał butlę, ale to w zasadzie
      niemal na moją prośbę (tzn. po 6 godzinach karmienia ciurkiem miałam
      dosyć i prosiłam o pomoc; w domu tata małego by ponosił, położne
      miały do zaoferowania tylko butlę).
    • kamooola Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 21.07.10, 16:13
      Ten temat wywołuje u mnie prawdziwą agresję - tak "cudowna" była
      pomoc w moim szpitalu...
      Synek przystawiony jakieś 2h po cesarce przez położną, po tym jak
      się słodko przysysał się do koszuli nocnej smile
      ja napakowana wiedzą książkową + ze szkoły rodzenia, on ssie -
      cudownie
      na noc zabrany, pewnie dokarmiany butlą (każdy noworodek miał u
      pielęgniarek włożoną w to plastikowe łóżko)
      następnego dnia karmię, pokarm plami koszulę, nic mnie nie boli, w
      sensie:brodawki wink bo cała reszta boli koszmarnie... jesteśmy już
      razem bez przerwy. Super!

      rano - szok. mały ma temperaturę. karmią go butlą pod korek i
      temperatura spada. pielęgniarka mi z wyrzutem oświadcza, że "to z
      głodu było" i mam dokarmiać.
      załamana jestem, bo to nie tak miało być... ale dokarmiam dzielnie
      kieliszkiem.
      oglądają mi komisyjnie piersi i stwierdzają, że puste. ja na to, że
      wczoraj pokarm "sikał" na sam widok dziecka. pielęgniara: "nie
      wierzę". No to podkopały moją wiarę w to, że wykarmię ssaka.
      Przystawiam i dokarmiam, pojawiaja się pretensje, że nie mam butelki
      bo jak to "nie chce pani wiedzieć ile zjadł??".
      pomocy znikąd.

      Mojej sąsiadce z sali pokarm tryska a maluszek nie może zassać. Jej
      mąż przy okazji odwiedzin idzie do "kanciapy", przedstawia problem
      personelowi i prosi o pomoc. Na co baba w ryk "to co, ja mam dziecku
      swojego cyca dać czy jak??!!" Następnego dnia jej maluch też ma
      temperaturę podwyższoną.

      no comment. było strasznie.

      • terpuka Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 21.07.10, 17:23
        w szpitalu, w którym rodziłam było powiedziane, że dziecko mogę wziąć
        z odzdziału noworodkowego jak tylko będę gotowa, czyli jak mnie
        pozszywają, przeniosę się do pokoju itp. Rodziłam z mężem więc on
        poszedł z małą do mycia, badania, ubierania itp i od razu jak była
        gotowa to do mnie przyniósł, zassała od razu, położna weszła,
        powiedziała, że super i tyle ją widzielismile doradca laktacyjny
        przyszła w drugiej dobie i na moje pytanie czy dobrze przystawiam bo
        strasznie bolą mnie brodawki powiedziała, żeby brodawkom trzeba dać
        odpocząć i dać małej butelkę. wytrzymałam jeszcze wieczór i noc a
        rano ból był tak straszny, że poszłam po butelkę i plułam sobie w
        brodę przez następny tydzień bo małą strasznie rozbolał brzuch i
        dostała wysypki. No ale przynajmniej od razu wiedziałam, że nie
        toleruje mlekasmile
        tylko dzięki samozaparciu, unikaniu "dobrych" rad i forum karmienie
        piersią, doprowadziłyśmy technikę ssania do perfekcjismile i karmienie
        jest przyjemnością.
        Najbardziej przykre jest to, że ludzie którzy teoretycznie mają nam
        pomagać, przeszkadzają.

        jeszcze historyjka co prawda już z domu ale jak ją sobie przypomnę to
        nie wiem czy śmiać się czy płakać.
        Po akcji z butelką zagryzałam zęby i karmiłam tylko piersią ( bo nie
        miałam pojęcia, że istnieje mleko dla dzieci z nietolerancja białka
        krowiego, a nawet jakbym wiedziała to i tak chciałam karmić piersią)
        Córcia była przekochana, dużo spała w ogóle nie płakała, jak była
        głodna to zaczynał mlaskać. W nocy przesypiała od 3 do 5 godzin,
        byłam, dumna, blada i przeszczęśliwa że tak świetnie nam idzie. D o
        wizyty położnej środowiskowej, której pierwsze pytanie brzmiało czy
        mam puszkę mm. Na moją przeczącą odpowiedź spytała co zrobię jak
        będzie noc, albo niedziela mi pokarmu braknie a dziecko będzie
        głodne. Miałam pomrożone, ściągane jak miałam nawał pokarmu. To jakoś
        do niej nie trafiło, na samej piersi pierwsze dni to dziecko na pewno
        jest głodne. Odpowiedziałam, że gdyby była głodna to chyba płakałaby
        a ona sobie smacznie śpi. I co usłyszałam?? że dziecko jest tak słabe
        z głodu, że ie ma nawet siły płakać. Może jakoś bym to przetrawiła
        gdyby nie to, że moja mama i teściowa były przy tej rozmowie i
        zaczęły komentować, że rzeczywiście tak spokojnego dziecka to jeszcze
        nie widziały, że to nienaturalne.
        Więc następnego dnia rano, ledwo chodząc,w gigantycznym upale, w
        korkach wiozłam moje kilkudniowe maleństwo do szpitala, żeby ją
        obejrzeli. Okazało się, że wszystko jest idealnie, od tamtej pory, za
        "dobre" rady dziękuję.


        • nini6 Re: Pomoc w szpitalu po porodzie/karmienie piersi 22.07.10, 14:16
          Żadnej pomocy nie otrzymałam.
          Pierwsze dziecko urodziłam w 1992 r, radziłam sobie sama, na szczęście nie
          miałam zadnych problemów z karmieniem - poza absolutnym brakiem mleka w
          piersiach po przyjeździe do domu ze szpitala - mój lekarz telefonicznie kazał
          połozyć sie do łóżka z dzieckiem i karmić.
          Drugie w 2009 na Polnej w Poznaniu, sama przystawiłam do piersi na sali
          poporodowej. Potem na oddziale nikt sie nie interesował moim karmieniem, co mi
          było na rękę smile wyszli z założenia, że jako doświadczona stara matka dam radę.
          Mieli rację.
Pełna wersja