naturella
13.07.10, 12:30
Czy w szpitalu otrzymałyście jakąś pomoc, jeśli chodzi o karmienie
piersią?
U mnie wyglądało to tak: położna przyniosła mi dziecko, przystawiłam
do piersi, dziecko się rozwyło i odpychało od piersi. Położna (już
będąc przy drzwiach) rzuciła w przestrzeń "no tak, początki są
trudne" - i poszła, trzaskając drzwiami.
I to by było na tyle. Inna położna, już taka bardziej
zaprzyjaźniona, jak miałam 38 stopni gorączki i piersi jak balony z
powodu nawału kazała mi pić herbatkę na laktację i odciągać mleko po
karmieniu, żeby mi się zapalenie piersi nie zrobiło. A w domu poić
dziecko glukozą, jak będzie niespokojne.
Właściwie jednyna pomoc, która była sensowna, to sprawdzenie piersi
przez ordynatora oddziału noworodków (zresztą wielkiego orędownika
długiego karmienia, autora wielu ksiązek o karmieniu, który ma
opinię "terrorysty laktacyjnego" - powiedział mi, że pokarm jest, że
trzeba wygodnie usiąść, albo się położyć, bo grunt to wygoda matki
przy karmieniu, no i doradził, żeby dziecka nie przykrywać przy
karmieniu, a raczej odkrywać, bo to dla niego wielki wysiłek i się
niepotrzebnie zgrzeje. Rozmawiał też ze mną i opowiedział o zaletach
karmienia piersią, że dzieci długo karmione są związane z mamą,
czują się bezpiecznie itp. Pamiętam, że jego wizyty dawały mi jakiś
spokój i pewność, że dobrze robię karmiąc.
A jak było u was?