rzabencja
25.08.10, 09:30
W sumie dość niespodziewanie, łatwiej niż się spodziewałam i bez łez
zakończyliśmy naszą mleczną przygodę. A było to tak: wyjeżdżałam na 3 dni rwać
ósemki do rodziców, wiedziałam że w tym czasie nie będzie problemów po
lekturze tutaj wątków "wyjazd matki DKP". Przed wyjazdem Grześ nic nie pytał
co będzie później z mleczkiem i ja tematu nie zaczynałam, ale nie planowałam
wtedy odstawiania, myślałam że będę karmić do 18

. W czasie mojej
nieobecności nie było problemów, odpadły tylko dzienne drzemki domowe, bo
zasypiał w dzień jeszcze na ssaniu. Po powrocie obserwowałam co się dzieje,
nie rzucił się na mnie i na mleczko, wprawdzie coś sobie przypomniał że jest
zmęczony w ciągu dnia i chce mleczko, ale poprosiłam żeby mi pozwolił zjeść
obiad, i później zapomniał. I wtedy uknułam, że to chyba czas i dobra okazja.
Poszliśmy na dwór, a po powrocie wzięłam go na rozmowę, powiedziałam że jest
już WIELKIM CHŁOPAKIEM-PRZEDSZKOLAKIEM (on się tym ostatnio fascynuje ze jest
taki wielki i idzie do przedszkola, żłobek już mu się znudził) i nie będzie
już pił mleczka. Spytał tylko: a picie? odpowiedziałam, że jasne, picia ile
tylko chce, i koniec rozmowy. To było w ostatnią niedzielę, do dziś może ze 3
razy wspomniał, że chce mleczko, momenty krytyczne to jest pobudka w nocy
(jedna) i ranek, kiedy najwięcej ostatnio pił. Po chwili tłumaczenia, że już
nie ma mleczka odwracam jego uwagę czymś innym. Ale w sumie najbardziej się
obawiałam wieczora, a to poszło zupełnie bezproblemowo. Więcej się za to
przytulamy, sam przychodzi i mówi: przytulamy się. Dumna jestem z mojego
dużego synka, a za tydzień przedszkole, na które czekamy już z utęsknieniem od
czerwca.
Aha piersi zupełnie na razie nie dokuczają, nawet nie stwardniały, bo tego
ssania to już było symbolicznie od miesiąca.